Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Pamiętniki - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
24 listopada 2009
2190 pkt
punktów Virtualo

Pamiętniki - ebook

Pamiętniki, które Pasek spisywał najprawdopodobniej pod koniec życia (w latach 1690–1695), zostały wydane drukiem w 1836 r. przez Raczyńskiego na podstawie uszkodzonego rękopisu. Stanowią one znakomity dokument szlacheckiej obyczajowości i mentalności w XVII w. Dzielą się na dwie części: lata 1655–1666 – żołnierska służba Rzeczypospolitej, lata 1667–1688 – żywot ziemiański (sprawy domowe i publiczne). Bezpośrednie obserwacje, wspomnienia i przeżycia autora dają odzwierciedlenie jego zachowań i przemyśleń, konfrontując sarmackie myślenie z nieznanymi mu obyczajami i ludźmi. Relacja Paska jest barwna, pełna anegdot i przygód, łączy elementy autobiografii i wspomnień, zbliżając się do formy powieści historyczno-obyczajowej. Nie bez powodu nazywano Pamiętniki epopeją Sarmacji polskiej. Stały się one źródłem pisarskiej inspiracji w XIX w. (np. Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Henryka Sienkiewicza, Zygmunta Krasińskiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Henryka Rzewuskiego) i w literaturze XX w., np. w poezji Jerzego Harasymowicza, Ernesta Brylla, w powieści Witolda Gombrowicza Trans-Atlantyk (parodia gawędy szlacheckiej). Niniejsza edycja oparta jest na wydaniu Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z roku 1979 w opracowaniu edytorskim ze wstępem i przypisami Władysława Czaplińskiego. Publikację wzbogaca przedmowa prof. Janusza Tazbira oraz kolekcja XIX-wiecznych rycin autorstwa Jana Nepomucena Lewickiego.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

 

Pasek Jako Kronikarz

Wstęp

Nota Wydawnicza

Bibliografia

[Rok Pański 1656]

Roku Pańskiego 1657

Roku Pańskiego 1658

Rok Pański 1659

Rok Pański 1660

Rok Pański 1661

Rok Pański 1662

Roku Pańskiego 1663

Roku Pańskiego 1664

Roku Pańskiego 1665

Roku Pańskiego 1666

Rok Pański 1667

Rok Pański 1668

Rok Pański 1669

Rok Pański 1670

Rok Pański 1671

Rok Pański 1672

Rok Pański 1673

Rok Pański 1674

Rok Pański 1675

Rok Pański 1676

Rok Pański 1677

Rok Pański 1678

Rok Pański 1679

Rok Pański 1680

Rok Pański 1681

Rok Pański 1682

Rok Pański 1683

Rok Pański 1684

Rok Pański 1685

Rok Pański 1686

Rok Pański 1687

Rok Pański 1688

Przypisy

Kategoria: Klasyka
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-244-0258-8
Rozmiar pliku: 4,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

SPIS TREŚCI

PASEK JAKO KRONIKARZ XVII WIEKU

WSTĘP

NOTA WYDAWNICZA

BIBLIOGRAFIA

ROKU PAŃSKIEGO 1657

ROKU PAŃSKIEGO 1658

ROK PAŃSKI 1659

ROK PAŃSKI 1660

ROK PAŃSKI 1661

ROK PAŃSKI 1662

ROKU PAŃSKIEGO 1663

ROKU PAŃSKIEGO 1664

ROKU PAŃSKIEGO 1665

ROKU PAŃSKIEGO 1666

ROKU PAŃSKIEGO 1667

ROK PAŃSKI 1668

ROK PAŃSKI 1669

ROK PAŃSKI 1670

ROK PAŃSKI 1671

ROK PAŃSKI 1672

ROK PAŃSKI 1673

ROK PAŃSKI 1674

ROK PAŃSKI 1675

ROK PAŃSKI 1676

ROK PAŃSKI 1677

ROK PAŃSKI 1678

ROK PAŃSKI 1679

ROK PAŃSKI 1680

ROK PAŃSKI 1681

ROK PAŃSKI 1682

ROK PAŃSKI 1683

ROK PAŃSKI 1684

ROK PAŃSKI 1685

ROK PAŃSKI 1686

ROK PAŃSKI 1687

ROK PAŃSKI 1688

PRZYPISYPASEK JAKO KRONIKARZ XIX WIEKU (fragment)

Był przeciętnym szlachcicem o losach nieodbiegających od kolei życia wielu innych członków tej warstwy; to samo można powiedzieć i o światopoglądzie Jana Chryzostoma Paska. Wyróżniał go tylko talent pisarski i to zgoła nieprzeciętny, którego istnienia nie domyślał się nikt ze współczesnych, z samym jego posiadaczem włącznie. Jan Lechoń pisał, że Polskę XVII stulecia można równie dobrze nazwać „wiekiem sienkiewiczowskim”, co „wiekiem paskowskim”. Zdaniem poety szlachecki pamiętnikarz ucieleśniał to stulecie w takim samym stopniu, jak Samuel Pepys wyrażał angielski wiek XVII.

Molierowski pan Jourdain dopiero w wieku mocno dojrzałym dowiedział się od swego nauczyciela, że mówi prozą. Pan Pasek do końca życia uważał się za tęgiego żołnierza i dobrego gawędziarza; nie podejrzewał zapewne, że jest autorem arcydzieła. Będąc bez wątpienia „duszą towarzystwa”, nie chciał w żadnym przypadku uchodzić za człowieka pióra. Być autorem, a tym bardziej zawodowym literatem, znaczyło w tamtej epoce niemal to samo, co być aktorem. Żaden zaszczyt, profit niewielki, a za to poważne kłopoty, wynikające z dość niskiej pozycji na drabinie prestiżu społecznego. Przysłowie staropolskie mówiło: „nie ma wrzodu na języku”; ludzie wymowni („chłop mowny, kot łowny...”) byli w nieskończenie większym stopniu poważani od pisarzy.

W latach 1610–1710 ogłoszono w Rzeczypospolitej niemal cztery razy więcej książek niż w poprzednim stuleciu. Zdaniem wielu badaczy literatura przeżywała wówczas proces wyraźnej demokratyzacji, docierając do środowisk i grup społecznych oraz zawodowych, które przedtem nie parały się lekturą. Wszystko to prawda; równocześnie jednak komunikacja literacka doby baroku stała nie tylko słowem drukowanym, ale i żywym. Obok druków zaś coraz większe znaczenie zyskiwały rękopisy. Chciałoby się napisać: zachowały po dawnemu rękopisy, gdyby nie fakt, że w XVI wieku utwory, będące z naszego punktu widzenia arcydziełami, drukowano w Polsce niemal na bieżąco, podczas gdy wiele wybitnych dzieł powstałych w następnym stuleciu ujrzało farbę drukarską dopiero w XIX i XX wieku. Nie mogło jej zastąpić sporządzanie licznych nieraz kopii oraz wielka popularność tzw. silva rerum, kodeksów rękopiśmiennych, do których wciągano najprzeróżniejsze teksty, od mów sejmowych po obsceniczne anegdoty i wierszyki. Pamiętniki Paska noszą zresztą miejscami charakter takiego właśnie losu rzeczy.

Nieraz już zastanawiano się nad przyczynami, dla których wiek XVII pozostał, jak pisał Aleksander Brückner, „stuleciem rękopisów”. Do publikowanych już rozważań obcych i własnych chciałbym dodać, że gdyby nawet Pamiętniki Jana Chryzostoma jakimś cudem ukazały się drukiem, to i tak wolno wątpić, czy znalazłyby zrozumienie u współczesnych. Rówieśnicy Paska uznaliby je zapewne za mało ciekawe, gdyż traktują o rzeczach wszystkim aż nadto dobrze znanych. Zwłaszcza opowieści o przygodach wojennych oraz towarzyszących im okropieństwach mogli mieć już po dziurki w nosie (co zresztą nie tak trudno nam dziś zrozumieć). Napuszone mowy czy listy mogły jeszcze liczyć na pewne zainteresowanie u współczesnych, ale kolokwialna proza Pamiętników zbyt odbiegała od ówczesnych gustów, by ludzie baroku byli w stanie uznać je za dzieło wybitne.

W naszej „paskologii” od dawna już zyskała prawo obywatelstwa teza Bronisława Chlebowskiego, głosząca, iż na Pamiętniki złożyły się przede wszystkim gawędy, wielokrotnie powtarzane w gronie rodziny i przyjaciół czy nawet przygodnych kompanów.

Pasek lubił mówić, a zwłaszcza przemawiać; Paul Cazin pisze, że jego Pamiętniki traktują o tym, jak mówił, walczył i... pił. Wszyscy pamiętamy kapitalną uwagę Mickiewicza, iż w edycji tego dzieła „zamiast kropek i przecinków, bezużytecznych w utworze, gdzie nie masz regularnych okresów ani zdań, należałoby wprowadzić np. jakieś znaki, które by oznaczały gest mówcy, wskazujące, że w tym miejscu podkręca wąsa, w tym dobywa korda, bo gest taki zastępuje czasem słowo, wyjaśnia zdanie”. Takim właśnie go zapamiętał Juliusz Słowacki, pisząc w Mazepie o pamiętnikarzu z ciepłą ironią, ale nie wprowadzając go na scenę: kasztelanowa mówi tam, iż:

Nim wejdzie, mamy czasu dużo,

Tam na ganku pan Pasek, z powagą papużą

I z wielkim stał papierem – ba! to mówca śliczny

Przygotował dla króla wiersz makaroniczny.

W miarę upływu czasu Jan Chryzostom rozbudowywał zapewne Pamiętniki coraz bardziej. Aż wreszcie ktoś, słuchając go „uważnie, z żywym zajęciem i w głębokim milczeniu”, poradził: „Proszę cię, spisz to wszystko. – Nigdy się na autora nie kształciłem – odparł Pasek. – Spróbuj. – W jaki sposób? – Jak mówisz”. Nie jest to konfabulacja, zwykła w powieści, a nieprzystojąca pracy naukowej. Taka bowiem właśnie rozmowa miała miejsce w 1830 roku w Rzymie pomiędzy Mickiewiczem i autorem Pamiątek Soplicy, co dało asumpt do powstania tego arcydzieła prozy gawędziarskiej.

Henryk Rzewuski tworzył je z myślą o czytelnikach, pan Pasek nie nosił się z zamiarem druku, co nie znaczy bynajmniej, by pisał wyłącznie sobie a muzom. Inaczej przecież pod datą 1666 nie umieściłby następującej wzmianki: „Kładę tedy na tym miejscu młodym ludziom, którzy to po mnie czytać będą, taką admonicyją...”. Rękopiśmienny tekst musiał krążyć potem wśród ludzi. Uznano go widać za ciekawy, skoro sporządzono odpis czy może nawet odpisy. Oryginał niestety zaginął, kopia na szczęście ocalała. Któż może notabene zaręczyć, że jakieś inne, równe Paskowemu arcydzieło, nie zostało strawione przez ogień, wojnę czy zaprzepaszczone przez niedbalstwo potomnych i nie podzieliło losu pierwszej części Pamiętników (objętości blisko 50 stron) oraz ich zakończenia. Wraz z nim przepadła opowieść o „sekcie wszetecznej Łyszczyńskiego”, którą nam Jan Chryzostom przyobiecał na przedostatniej karcie zachowanego manuskryptu. Sekty takiej wprawdzie nie było, istniał tylko nieszczęsny szlachcic, stracony za domniemany ateizm, ale interesujące byłoby wiedzieć, co pan Pasek o nim sądził.

Napisałem już, że znano go niejako pamiętnikarza, lecz jako gawędziarza. Sądzę jednak, że większa jeszcze była sława Paska jako pieniacza, rębajły i zawadiaki. O awanturach, których był bohaterem, wspomina on sam wielokrotnie i z przechwałką na kartach Pamiętników. Już od przełomu wieku XIX i XX znane są, dzięki aktom sądowym, wykorzystanym przez Jana Czubka i Aleksandra Kraushara, liczne, mało budujące postępki właściciela wydry, nazwanej pieszczotliwie Robakiem.

Instygator, tak wówczas nazywano prokuratora, miałby tu aż nadto łatwe pole do popisu, wymieniając pierwsze z brzegu przykłady, jak zabójstwo w niejasnych okolicznościach szlachcica Gorzkowskiego, rozciągnięcie obuszkiem Bogu ducha winnego burmistrza Nowogródka, bezpodstawne oddanie na tortury karbowego, który wraz ze zdrowiem i pracę stracił. „Bo mi zaraz obmierzł, że już był u kata w ręku, i kazałem mu precz” – pisze z bezwiednym cynizmem Pasek (a może pozbył się karbowego, bo wstydził się po tym wszystkim spojrzeć mu w oczy?). Dalszych materiałów do aktu oskarżenia dostarczyli już sami historycy, ustalając, co robił po 1688 roku, na którym urywa się zachowany tekst Pamiętników. A zajmował się pan Pasek sporami granicznymi, toczył procesy o skradzioną krowę, najeżdżał sąsiadów, więził w dybach cudzych poddanych. Pojmawszy zaś obcego sługę, kazał mu zjeść połowę zająca na surowo, i to w dniu postnym, jak podkreślano w skardze sądowej. Skończyłoby się to tragicznie dla delikwenta, gdyby Jan Chryzostom nie dał mu potem kielicha gorącej gorzałki (na zwymiotowanie?). Było to za wiele nawet dla współczesnych, toteż w 1700 roku skazano Paska na wieczną banicję z kraju. To, że umarł ostatecznie w kraju, a nie na obczyźnie (jak sugerował Kraushar), należy przypisać jedynie słabości władzy wykonawczej i pogłębiającej się anarchizacji życia społecznego.

Aktom sądowym wprawdzie nie można wierzyć w pełni, wiele w nich bowiem przesadnych pojękiwań, każda niemal rana jest śmiertelna, a grabież całkowita. Takich postępków „prawem i lewem” było w XVII wieku pełno, wystarczy zajrzeć do grubej księgi Władysława Łozińskiego pod takim właśnie tytułem.

Również i pod tym względem Pasek nie stanowił wyjątku wśród ówczesnej szlachty. To tylko dobrotliwemu historykowi literatury Bronisławowi Chlebowskiemu wymknął się nieopatrzny zwrot o miękkim sercu Jana Chryzostoma. Od czasów Ignacego Chrzanowskiego, który nazwał Paska pijakiem, awanturnikiem, kłótnikiem i zawadiaką, nikt już nie ma wątpliwości, iż była to postać moralnie licha, choć dla swej epoki niestety dość typowa. Nie gorszono by się tym we Francji, której literatura chlubi się przecież takim urwipołciem jak Villon (ok. 1431–zm. po 1463), wiodącym żywot niemalże bandyty. Nikt tam też nie załamuje zbytnio rąk nad Rimbaudem (1854–1891), który po cyklu znakomitych wierszy resztę życia spędził na handlu bronią i niewolnikami.

Pasek był typowym polskim szlachcicem, pełnym nieufności wobec magnatów, swoistego przywiązania do króla, gotowym do wojaczki i bijatyki, walczącym, jak wielu Mazurów, o byt szablą, pięścią i... językiem (W. Czapliński uważa, że popełnilibyśmy błąd, gdybyśmy, sądząc po Pasku, przyjęli, „iż każdy szlachcic w tym czasie był i ziemianinem, i prawdziwym rycerzem”). Już Brückner pisał, że posiadał on wspólne dla całej polskiej szlachty poczucie godności osobistej, któremu często dawał wyraz. Wspólny też był brak strachu przed panem na ziemi w postaci króla i Panem na niebiosach w osobie okrutnego i despotycznego Boga, którego tak obawiali się kalwiniści czy janseniści. Liznąwszy nieco nauki w rawskim kolegium jezuitów, Pasek zachował na całe życie miłe przekonanie, iż protektor na niebieskim dworze przyjdzie mu w razie potrzeby z niezawodną pomocą, tak jak to uczynił św. Antoni Padewski, gdy autor Pamiętników wpadł z przepicia w ciężką chorobę.

Podziwiany za styl, bywał nieustannie krytykowany za charakter, mentalność, horyzonty polityczne i religijne. Mickiewicz, choć wielbił Paska jako pamiętnikarza, jednocześnie tłumaczył Francuzom, iż sami widzą, jak trudno było rządzić państwem złożonym z dziesiątków tysięcy takich szlachciców, jak autor Pamiętników. Drugi z jego admiratorów Cazin wykrzykuje: „Pasek jest równie wielki jako pisarz, jak mały jako człowiek!”. We wszystkich niemal charakterystykach jego dzieła dźwięczą echa znanego powiedzenia: „O Boże, gdzie lokujesz talenta”. Znajdujemy je również i w obszernej przedmowie do amerykańskiej edycji Memoirs of the Polish Baroque (Berkeley 1976).

W Polsce jednak lata niewoli nałożyły na pisarza obowiązek, aby jako moralny przewodnik narodu świecił również własnym przykładem. Stąd częste ubolewania, iż figurze o tak wątpliwej etyce Bóg dał niewątpliwy talent pisarski; że marny człowiek mieszkał w jednym ciele ze wspaniałym stylistą. Na pewno Paska lepiej i bezpieczniej było czytać, niż z nim sąsiadować, a tym bardziej (co nie daj Boże) mieć z nim zatarg o psa, zająca czy grunty. Ale przecież io wzorze wszelkich cnót dla późniejszych pokoleń, kanclerzu Janie Zamoyskim, pisano (przez ostrożność tylko w prywatnych listach), że był uciążliwy dla sąsiadów, a nawet dla samego monarchy. Co prawda z królami pozostawał Pasek (jeśli wierzyć Pamiętnikom) akurat w dobrych stosunkach. Gdyby nawet na karb właściwej im przesady położyć swobodę, z jaką autor paradował po dworskich komnatach, czy fawory, którymi darzyli go dwaj Janowie: Kazimierz i Sobieski, to i tak z Paskowych relacji wynika, iż dystans dzielący szlachcica od króla był w Polsce o wiele mniejszy niż w innych państwach ówczesnej Europy. Zwykło się mówić, iż Paska wyróżniał regalizm, dość nietypowy dla ówczesnej szlachty; pamiętajmy jednak, że cała ta warstwa poważała królów pod warunkiem wszakże, iż nie będą naruszać jej przywilejów stanowych. Najzagorzalsi zaś obrońcy „złotej wolności” nie pozostawali nieczuli na materialne przejawy łaski doznawanej od królów. Odmiennie już było z ich francuskimi małżonkami. Pan Pasek nie cierpiał Ludwiki Marii, krytycznie odnosił się do Marii Kazimiery. W jego oczach były one skazane na potępienie niejako z góry: i jako cudzoziemki, i jako kobiety, mącące polityczną kadź po to tylko, aby w niej uwarzyć śmiertelny dla „złotej wolności” napój. Nienawistny musiał też być dla niego wersalski model stosunków między panem a poddanymi, którego istnienia można się było domyślać ze zgorszonych reakcji Marysieńki, o jakich często jest mowa w Pamiętnikach.

WSTĘP (fragment)

I. PAMIĘTNIKI STAROPOLSKIE

Pamiętnik jest jednym z ciekawszych i chyba najpoczytniejszym źródłem historycznym. Wartość pamiętników oceniono już w XIX wieku; wówczas też wydano drukiem najważniejsze pamiętniki staropolskie. Obecnie przeżywa pamiętnik ponowny wzrost zainteresowania. Czytelnicy zapoznają się w pierwszym rzędzie z pamiętnikami ludzi niedawno zmarłych, w których spodziewają się znaleźć niezafałszowaną prawdę o niedawno minionych czasach. W parze z tym rośnie też zainteresowanie dla pamiętników dawniejszych, w których czytelnicy chcą znaleźć wiedzę o ludziach i życiu minionych wieków. Toteż w ostatnich czasach wydano ponownie i starannie różne pamiętniki staropolskie, wydobyto z archiwów i udostępniono szerzej publiczności inne, dotąd niedrukowane. O popularności pamiętników świadczy też zainteresowanie, jakim poczynają darzyć ten rodzaj twórczości historycy literatury poświęcający pamiętnikarstwu coraz to nowe rozprawy. Historycy, którzy dawno już zwrócili uwagę na wartość pamiętników jako źródła historycznego, posługują się nimi chętnie, niemniej jednak zwracają uwagę i na to, że pamiętnik, chociaż czasem niezastąpione źródło historyczne, bywa niejednokrotnie zawodny zarówno ze względu na tendencję autora, jak i nieuniknione – zwłaszcza przy pamiętnikach spisywanych pod koniec życia – usterki pamięci.

Tym niemniej, chociaż czasem zawodny przy ustalaniu poszczególnych faktów, pamiętnik pozostaje nieocenionym źródłem do poznania życia i kultury dawnych wieków. Pod tym względem pamiętnik daje nieraz czytelnikowi więcej niż tomy uczonych dzieł pisanych na ten temat. Toteż słusznie pisał Goethe po przeczytaniu pamiętnika śląskiego rycerza, Hansa Schweinichena: „nigdy nie uświadomiłem sobie tak wyraziście, jak wyglądało życie w Niemczech w drugiej połowie XVI w., jak po zapoznaniu się z losami tego śląskiego rycerza”.

Mimo to żywe zainteresowanie pamiętnikami napotykamy na poważne kłopoty w momencie, gdy chcemy jakiś utwór zaszeregować do kategorii literatury pamiętnikarskiej. Niewątpliwie też zaskoczy niejednego czytelnika wiadomość, że Dzieje w Koronie Polskiej Łukasza Górnickiego niektórzy badacze uważają za pamiętnik, inni zaś traktują Pamiętniki Paska jako romans. Dlatego też, skoro przystępujemy do omówienia literatury pamiętnikarskiej w okresie poprzedzającym Pamiętniki Paska, musimy najpierw ustalić, co będziemy uważali za pamiętnik.

Otóż za pamiętnik będziemy uważali utwór literacki, w którym autor pisze o przeszłości na podstawie własnych bezpośrednich czy też pośrednich wspomnień, z wyraźnym zamiarem pisania wspomnień, a nie historii tego okresu. Jeśli więc przyjmiemy, że piszący o przeszłości autor, biorący za kanwę opowiadania swe wspomnienia, może równocześnie wykorzystywać dla nakreślenia tła dzieła historyczne, to bez trudu zgodzimy się, że Górnicki, który zastrzega się, iż pisze o tym, „co widział, albo czego miał wiadomość dostateczną”, pisze właściwie pamiętnik, chociaż tu i ówdzie czerpie wiadomości z Marcina Bielskiego, a swój utwór nazywa Dziejami. Trudniej naturalnie przyjąć, że Pamiętniki Paska, który postanowił opisać „bieg życia swego”, nie są pamiętnikiem, ale romansem. Rzecz jasna, że nawet przy takim sformułowaniu pojęcia pamiętnika pozostanie jeszcze trochę dzieł, co do których będą nadal istniały rozbieżne zdania: czy zakwalifikować je jako pamiętnik, czy też dzieło historyczne.

Tak pojęte pamiętniki zjawiają się w Polsce na przełomie XV i XVI w.

Nie zamierzamy tu omawiać wszystkich utworów pamiętnikarskich XVI wieku. Zajęłoby to zbyt wiele miejsca, a poza tym, wobec nieprzebadania tego zagadnienia przez uczonych, trudno byłoby dać pełny obraz tej twórczości w okresie renesansu. Ograniczymy się więc do wskazania ważniejszych, lepiej znanych utworów pamiętnikarskich tego okresu. Początki były niewątpliwie skromne. Tak więc na początku stulecia spotykamy się z krótką zapiską biograficzną Biernata z Lublina, będącą, jak słusznie zauważono, małym curriculum vitae pisarza, równocześnie zapowiedzią całego gatunku literackiego, prozą czy wierszem pisanych autobiografii. Wystarczy wskazać na późniejszą, pisaną wierszem biografię Klemensa Janickiego O sobie samym do potomności.

Równocześnie niemal pojawia się inny typ utworu pamiętnikarskiego, mianowicie luźne zapiski osobiste umieszczane na kartach obszernych, drukowanych na kilka lat kalendarzy ówczesnych. Normalnie w tych zapiskach, które nazywamy raptularzami, mieszają się wiadomości osobiste z publicznymi. Ilość tych raptularzy jest pokaźna i nieprzebadana dotąd naukowo. Dla przykładu wymienimy tu raptularz doktora Łukasza Noskowskiego, szlachcica przebywającego w Krakowie i parającego się medycyną. Spotykamy się tu z takimi zapiskami:

19 I 1506. Otrzymałem oznaki doktoratu z Bolonii.

12 XII 1506. Wyjechałem z Bolonii.

20/21 II 1510. Miałem sen o trzech wielkich wężach.

Bardziej osobistym jest raptularz doktora medycyny, szlachcica z pochodzenia, Mikołaja Sokolnickiego. Wprawdzie na marginesie jego kalendarza spotykamy się z wielu wiadomościami politycznymi, ale równocześnie ognisty doktor notuje intymne zapiski o swych spotkaniach z różnymi niewiastami podwawelskiego grodu. Toteż poprzez jego zapiski przewijają się różne Katarzyny, Marty, Elżbiety, Barbary, a czasem pojawiają się też mniej wesołe zapiski o oddawaniu owoców tych spotkań, dzieci, na wychowanie kobietom ze wsi podkrakowskich.

Luźne zapiski raptularzowe, z czasem coraz dokładniejsze, poczynają przypominać normalny dziennik. Na pograniczu raptularza i dziennika stoi nazwany przez wydawcę dziennikiem utwór Piotra Myszkowskiego, podkanclerzego, potem biskupa krakowskiego. Diariusze zostawili po sobie również Filip Padniewski, biskup krakowski, Stanisław Naropiński i inni.

W tym stuleciu specjalnie częste są diariusze podróży, czyli, jak wówczas mówiono, „diariusze peregrynacji”. Do nich należą Itinerarium podróży do Włoch Jana Ocieskiego, późniejszego podkanclerzego; Dziennik podróży do Włoch Jerzego Radziwiłła; Wypisanie drogi tureckiej, przypisywane Erazmowi Otwinowskiemu; Krótkie wypisanie drogi z Polski do Konstantynopola, a stamtąd zaś do Astrachania, zamku moskiewskiego Andrzeja Taranowskiego i inne. Wśród nich na pierwsze miejsce wybijają się diariusze peregrynacji do Ziemi Świętej. Taki diariusz pisze szlachcic Jan Goryński, przy czym do naszych czasów przetrwał jedynie urywek tego pamiętnika. Najbardziej znanym w tej kategorii diariuszy to tzw. Peregrynacja do Ziemi Świętej i Egiptu Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła zwanego „Sierotką” w latach 1582–1584. Utwór ten oparty prawdopodobnie na zapiskach czynionych w czasie podróży, zredagowany potem przez księcia po powrocie do Polski w języku polskim, doczekał się następnie tłumaczenia na język łaciński przez ks. Tomasza Tretera i wydania drukiem w tej wersji. Dzięki temu diariusz ten, wydany w r. 1601, cieszył się dość dużą popularnością nie tylko w Polsce. Tekst polski został wydany dopiero w r. 1925.

Diariusz Radziwiłła stanowi niewątpliwie koronę współczesnych diariuszy podróży. Pisany przez człowieka wykształconego, w miarę krytycznego, spostrzegawczego, władającego dobrze piórem stanowi do dnia dzisiejszego interesującą lekturę pozwalającą nam poznać nie tylko warunki podróży w XVI wieku, ale również mentalność i wrażliwość artystyczną człowieka tego stulecia.

Z innych diariuszy podróży zasługują na uwagę Diariusz peregrynacji włoskiej, hiszpańskiej, portugalskiej z r. 1595, pisany przez jakiegoś, nieznanego bliżej, szlachcica, oraz Księgi peregrynackie spisane przez Macieja Rywockiego dotyczące odbytej przez niego podróży po Niemczech i Włoszech w charakterze preceptora synów wojewody mazowieckiego Stanisława Kryskiego. W pewnym stopniu diariuszem podróży jest również pisany po łacinie diariusz Stanisława Reszki. Reszka bowiem, sekretarz i powiernik kardynała Hozjusza, opisał w swym diariuszu zarówno podróże odbyte do Włoch z synowcem królewskim Andrzejem Batorym, jak i późniejszą podróż przedsięwziętą do Rzymu w celu zawiadomienia papieża o elekcji króla Zygmunta III.

Specjalnym rodzajem pamiętnika, czy też lepiej powiedziawszy – diariusza, są listy pisane przez korespondentów magnatów, opisujące sposobem diariuszowym przebieg pewnych wydarzeń, zwłaszcza wypraw wojennych. Z XVI wieku posiadamy taki klasyczny listowy diariusz pisany przez Jana Piotrowskiego, sekretarza królewskiego, mianowicie Dziennik wyprawy Stefana Batorego pod Psków w latach 1581–1582.

Nie wymieniliśmy wszystkich pozostałych z XVI wieku pamiętników czy diariuszy, a jednak, jak widzimy, stulecie to rozbudowało dość pokaźnie sztukę pamiętnikarską. Nie brakowało również wtedy i pamiętników pisanych ex post, z których wymienimy ciekawy dość pamiętnik Teodora Jewłaszewskiego, znany w tłumaczeniu z języka ruskiego na polski, obejmujący drugą połowę XVI w. aż po pierwsze lata wieku XVII.

W stuleciu tym obserwujemy znaczną ilość różnych odmian pamiętników, od luźnych zapisek raptularzowych poprzez diariusze aż do dojrzałych form pamiętnikarskich. Przy całej jednak rozbudowie tej gałęzi literatury dopiero wiek następny, XVII, miał ujrzeć wielki rozkwit sztuki pamiętnikarskiej.

NOTA WYDAWNICZA

Obecnie wydanie Pamiętników oparte jest w zasadzie o akademicką edycję Jana Czubka z r. 1929. Korzystano jednak przy ustalaniu tekstu także z drugiego wydania Aleksandra Brücknera w Bibliotece Narodowej (1928), z korektur Romana Pollaka (J.Ch. Pasek, Pamiętniki, Warszawa 1963), a miejsca budzące wątpliwości porównano z rękopisem Załuskich (Bibl. Narod. w Warszawie, syg. 4501) i na tej podstawie uzgodniono ich brzmienie.

Zastosowaliśmy i do tego tekstu zasady, wedle których wydaje się wszystkie staropolskie tomiki Biblioteki Narodowej: możliwie największą ścisłość i wierność wobec oryginału przy możliwie najszerszym udostępnieniu tekstu dzisiejszemu czytelnikowi. Zachowano więc całkowicie język rękopisu wraz z formami gwarowymi i fonetyczną niekiedy pisownią, a ortografię zastosowano przyjętą przez PAU dla tekstów XVII wieku. Przypisy, zwłaszcza słownikarskie, znacznie pomnożono.

Nie mając autografu Paska, nie możemy rozstrzygać, jakie właściwości językowe przekazał autor, a jakie kopista Pamiętników. Dlatego wbrew Brücknerowskiej edycji w Bibliotece Narodowej, a zgodnie z rękopisem, przekazanym przez wydanie Czubka, zachowujemy wszystkie postaci wymowy staropolskiej uwidocznione w tym dziele (np. miescki, rośmiał się, zwierz, oficyjer), jak gwarowe (wzion, dopiro, teł, pieł, z panem Lubomirskiem), a także pisownię oddającą wymowę ówczesną (na odjeznem, przedtym, potym, przyniosszy, ruśnica, garło, itp.). Zachowujemy również oboczności, jak talary i talery, piniądze i pieniądze, oficer i oficyjer, fiercyk i fircyk, środek, śrzodek i szrodek, Dniepr i Niepr, Wielkopolska i Wielgopolacy itp.

W ortografii wprowadzono pisownię -ó-, którego nie zna rękopis; -o zostawiono tam, gdzie jego właściwe brzmienie nie jest pewne, albo gdzie i dziś jest słyszalne (rożn, pozny, coż, odwłoczyć). Zachowano ówczesną pisownię wyrazów fortka, śroba, tłomaczyć, szczegulny, samsiad. Podwojne spółgłoski zostawiono tam, gdzie się je wyraźnie odczuwa (np. kollegowie, kommilitoni, sukcessyja, summa), natomiast w takich wyrazach, jak affekt, officyjer, hussarz, oraz w gwarowym wissi, ossy do lassa skasowano jedną spółgłoskę. Pisanie łączne i rozłączne podajemy wobec niekonsekwencji oryginału w dzisiejszej pisowni; jedynie tam, gdzie autor wyraźnie odczuwa oddzielność członów, piszemy je osobno: lekce waźyli, przed się wzięty.

Ortografię -ya, -ia oddano przez -yja, -ija, o ile -ia nie występuje w wyrazach nieprzyswojonych w tym stopniu, co np. wigilija, kompanija (a więc kampania, kontumelia, opinia, ale w odmianie już kontumelijej, opiniją). Interpunkcję oraz małe i wielkie litery wprowadzono wedle zasad dzisiejszych, w wielu miejscach odbiegając od Czubka. Również wbrew Czubkowi, kierując się jego cennym spisem poprawek wniesionych w tekst, w kilku miejscach przywrócono pierwotną postać rękopisu, także nazwy geograficzne, o ile nie zostały zbyt zdeformowane przez kopistę, sprowadzono do pierwotnego ich brzmienia, jako ciekawy obraz asymilacji wyrazów obcych w wymowie staropolskiej (Haderslewen, Eboldot, Fryderyzant).

Przypisy w znacznej mierze wzięto z wydania Czubka w zestawieniu z Brücknerem. Przy ważniejszych poprawkach tekstu, prawidłowej lekcji i koniekturach Czubka – bardzo wnikliwych – zaznaczono to osobno w nawiasie. Nowe przypisy historyczne, geograficzno-topograficzne i część biograficznych dał obecny wydawca Pamiętników; objaśnienia językowe i słownikarskie, a także korekturę przekładu z łaciny przeprowadzono i uzupełniono w Redakcji Biblioteki Narodowej.

Redakcja również dokonała porównania obu ostatnich wydań Brücknera i Czubka i przygotowała tekst pod względem języka i ortografii. Z rękopisem warszawskim uzgodnił miejsca niejasne Bogdan Horodyski.

W obecnym wydaniu Pamiętników uwzględnił też wydawca w dużej mierze ustalenia Słownika Języka Jana Chryzostoma Paska. Na tej podstawie w paru miejscach poprawiono lekcję tekstu.BIBLIOGRAFIA

Rękopis Paska znajdował się do ostatniej wojny w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie między innymi zbiorami odstąpionymi Polsce przez Związek Radziecki. Urywki tych Pamiętników drukowano jeszcze na początku XIX w., mianowicie wr. 1821 w „Astrei”, potem w wychodzącym w Lesznie „Przyjacielu Ludu” (1837, nr 46–52). W 1836 r. wydał Paska Edward Raczyński w Poznaniu. Pierwsze to wydanie było dość nieporządne. Raczyński dokonał różnych poprawek i skreśleń w tekście, przede wszystkim spolszczając wszystkie makaronizmy autora. Potem wydał Pamiętniki znacznie staranniej S.A. Lachowicz (Wilno 1843). Odtąd mnożyły się wydania Pamiętników. Specjalnie starannie wydał je Z. Węclewski (Lwów 1877), wreszcie B. Gubrynowicz (Lwów 1898). Z wszystkich wydań najpopularniejsze jest wydanie J. Czubka (Bibl. Pisarzów Polski, nr 81, Kraków 1929), który nie tylko wziął za podstawę wydania rękopis, ale równocześnie, wobec tego, że rękopis jest kopią oryginału, przeprowadził wiele poprawek, korygując szereg omyłek kopistów.

Rzecz oczywista, że od chwili wydania Pamiętników zajmowali się nimi poszczególni historycy literatury. Wielu uczonych badało więc kwestię historyczności osoby Paska. Po kolei też inni, jak A. Przezdziecki (Dokumenta oryginalne tyczące się J.Ch. z Gosławic Paska Książka zbiorowa ofiarowana K.W. Wójcickiemu, Warszawa 1862), F Rybarski (Nowe dokumenta odnoszące się do J.Ch. Paska, „Ateneum” 1878, t. III) dorzucali nowe szczegóły do biografii pamiętnikarza. Znajomość ostatnich lat życia Paska pchnął poważnie naprzód A. Kraushar w studium Nowe epizody z ostatnich lat życia ImciPana J.Ch. z Gosławic Paska (Petersburg 1893). Najwięcej jednak światła na życie prywatne pamiętnikarza od chwili jego osiedlenia się w Krakowskiem rzucił J. Czubek (Jan Chryzostom z Gosławic Pasek w oświetleniu archiwalnym (1667–1701), Rozprawy Akademii Umiejętności Wydz. Filolog., t. XXVIII (1900), i odbitka: Kraków 1898). W oparciu o skrupulatne poszukiwania w Archiwum Państwowym w Krakowie ustalił on nie tylko szereg faktów odnoszących się do rodziny Paska, jak ilość pasierbów, data śmierci ojca, żony, wreszcie data śmierci samego pamiętnikarza, ale równocześnie zajął się szczegółowo licznymi sprawami sądowymi Paska, po których pozostał ślad w aktach sądu krakowskiego. O rezultacie tych badań wspominaliśmy wyżej. Wynik ich zmusił badaczy do poważnej zmiany poglądów na osobę pamiętnikarza, dotychczas osądzanego jedynie na podstawie Pamiętników.

Osobną pozycję w literaturze o Pasku zajmują prace takie, jak H. Biegeleisena Rozbiór krytyczny „Pamiętników” J.Ch. Paska (odr. 1656–1666), („Przewodnik Naukowy i Literacki” 1884), w której autor na podstawie dostępnej wówczas literatury historycznej i drukowanych źródeł próbował ustalić wiarygodność relacji Paska. Praca ta, chociaż do dziś nie straciła swej wartości, jest w pewnych partiach przestarzała, a w ostatecznych wnioskach zbyt surowa. Później nieco pojawiła się bardzo cenna i do dziś w wielu wypadkach niezastąpiona praca S. Roszneckiego Polakkerne i Danmark 1659 efter Jan Paseks Erindringer, Kopenhaga 1896. W pracy tej, do której autor załączył tłumaczenie na język duński pierwszych rozdziałów Pamiętników, zajął się on zbadaniem wiarogodności relacji Paska o pobycie dywizji Czarnieckiego w Danii. Rozpatrzył tu Rosznecki nie tylko relacje o działalności wojskowej oddziałów polskich, ale równocześnie zbadał wiarogodność opowiadań Paska o zwyczajach ówczesnych Duńczyków. Wyniki badań Roszneckiego pozostają do dziś w większej części niezmienione. Część wyników swej pracy podał Rosznecki również w języku polskim w czasopiśmie „Wisła” (1898, t. XII, s. 345). Na marginesie prac historycznych o wiarogodności Paska wypowiadali się również historycy, jak W. Czermak, i to dwukrotnie, w rozprawie Przeprawa Czarnieckiego na wyspę Alsen („Przewodnik Naukowy i Literacki” 1884; odbitka: Lwów 1885) oraz w rozprawie Szczęśliwy rok. Dzieje wojny moskiewsko-polskiej z r. 1660 („Przegląd Polski” 1887, t. LXXXIII–LXXXIV). Pewne fakty ważne dla skontrolowania wiarogodności Paska ustalił W. Czapliński w rozprawie Polacy z Czarnieckim w Danii (1658–1659), „Rocznik Gdański” 1935/1936, t. IX/X oraz Wyprawa Stefana Czarnieckiego do Danii w latach 1658/1659 Polska a Dania XVI–XX w., Warszawa 1976.

Rzecz oczywista, że Paskiem zajmowali się również historycy literatury. Kolejno więc poświęcali mu swą uwagę S. Tarnowski w Historii literatury polskiej, A. Brückner w Dziejach literatury polskiej w zarysie, wreszcie I. Chrzanowski w Historii literatury niepodległej Polski. Ten ostatni dał bodaj czy nie najlepszą charakterystykę pamiętnikarza, biorąc za podstawę nie tylko pamiętnik, ale i wyniki badań Czubka. Rzecz oczywista, że prawie każdy z wydawców Pamiętników zajmował się we wstępie szerzej pamiętnikiem i pamiętnikarzem. Z rozpraw osobnych poświęconych Paskowi wymienimy tu jedynie bardzo ciekawą rozprawę B. Chlebowskiego Jan Chr. Pasek i jego pamiętniki Pisma, Warszawa 1912, t. III.

Od ukazania się pierwszego wydania Pamiętników Paska w mym opracowaniu (r. 1952) literatura naukowa dotycząca tego tematu powiększyła się. Na pierwszym planie należy tu wymienić interesujący wstęp do wydania Pamiętników Paska profesora R. Pollaka (Warszawa 1955 i II wyd. Warszawa 1963). Z pewnymi ujęciami tego wstępu polemizuję we Wstępie obecnego wydania. Druga wartościowa pozycja to praca J. Rytel, „Pamiętniki” Paska na tle pamiętnikarstwa staropolskiego, Wrocław 1962. Autorka dała tu wiele nowych i ciekawych ustaleń. Ogólny pogląd na tę wartościową pracę wypowiedziałem w recenzji zamieszczonej w „Pamiętniku Literackim” (1962: R. LIII, z. 4, s. 612). Pośrednio lub też bezpośrednio Pamiętnikami Paska zajmuje się A. Sajkowski w studium Nad staropolskimi pamiętnikami, Poznań 1964. We Wstępie do niniejszego wydania wykorzystałem jego uwagi wypowiedziane w rozdziale V: Ze studiów nad „Pamiętnikami” Paska. Problematykę pamiętnikarską omówił też szeroko, zwłaszcza gdy chodzi o pamiętniki XVI w., M. Kaczmarek we wstępie do Antologii pamiętników polskich XVI w., Wrocław 1966. Uwagi tegoż autora wykorzystałem w drugim rozdziale Wstępu.

Gdy chodzi o tło historyczne i wiadomości rzeczowe dotyczące Pamiętników Paska, wykorzystałem następujące prace: A. Kersten, Stefan Czarniecki, Warszawa 1963; wyd. zbior. Zarys dziejów wojskowości polskiej do roku 1864, Warszawa 1966; J. Wimmer, Wojsko polskie w drugiej połowie XVII wieku, Warszawa 1965.

Jeszcze przed wyjściem z druku IV wydania Pamiętników w Bibl. Nar., ale już po oddaniu tekstu mojego Wstępu do produkcji, ogłosił W. Majewski interesujący artykuł Wokół Paska, Adriana Pikarskiego i Skargi („Przegląd Historyczny” 1967, nr 3, s. 518–524). T. Witczak zajął się znanym opowiadaniem Paska o strzelaninie do aktorów francuskich w Warszawie (Epizod teatralny „Pamiętników „Jana Chryzostoma Paska, „Pamiętnik Teatralny” 1969: R. XVIII, z. 4, s. 547–561), a J. Wiśniewski ogłosił artykuł Gosławice Jana Chryzostoma Paska („Pamiętnik Literacki” 1971, t. LXII, z. 3, s. 165–175), w którym zgłosił szereg poprawek zarówno do mego Wstępu, jak i objaśnień. Uwagi jego w większości uwzględniłem w obecnym wydaniu.

W końcu należy się zająć tłumaczeniami Pamiętników Paska na obce języki. Już w roku 1838 ogłosił Gustaw Adolf Stenzel tłumaczenie Pamiętnika na język niemiecki pt. Denkwürdigkeiten des Polen Passek... Tłumaczenia dokonał jakiś nienazwany młody człowiek, a Stenzel jedynie je wygładził. Nowe tłumaczenie na język niemiecki wydał w r. 1967 Günther Wytrzens pt. Die Goldene Freiheit der Polen w serii Slavische Geschichtsschreiber, t. VI, Verlag Styria. Na język francuski przełożył Pamiętnik Paul Cazin pt. Les Mémoires de Jean-Chrysostome Pasek, gentilhomme polonais (Paryż 1922), wreszcie wr. 1976 ukazało się tłumaczenie na język angielski dokonane przez Catherine S. Leach pt. Memoirs of the Polish Baroque, Berkeley-Los Angeles-London.

Już po oddaniu Pamiętników do druku ukazała się ważna praca dotycząca w pewnej mierze literatury pamiętnikarsko-podróżniczej, mianowicie A. Mączaka, Życie codzienne w podróżach po Europie w XVI i XVII wieku, Warszawa 1978. Poza tym T. Wasilewski wydał z rękopisu część pierwszą diariusza Jana Antoniego Chrapowickiego (Jan Antoni Chrapowicki, Diariusz, cz. I: lata 1656–1664, Warszawa 1978).

Nie umiejętność moja to sprawiła,

Ale natura dobrym cię czyniła;

Ta zaś łaskawość i kochanie z tobą

Z tej okazyjej, żeśmy rośli z sobą.

Kiedym wsiadł na cię, tak mi się widziało,

Że na mnie wojska sto tysięcy mało;

Było i męstwo, było serca dosyć,

Nie trzeba było w pierwszy szereg prosić.

Ustaną teraz we mnie te przymioty,

Ubędzie owej, co była ochoty;

Zawsze od bystrej wody sokół stroni,

Gdy czuje, w skrzydłach że pióra wyroni.

Nie takieć nasze miało być rozstanie,

Nie takim żalem ciężkim pożegnanie;

Tyś mię donosić miał jakiej godności,

A ja też ciebie dochować starości.

Ciężkież to na mnie będą peryjody,

Gdy sobie wspomnę na owe swobody,

Których, na tobie jeżdżąc, zażywałem

I com zamyślił, tego dokazałem.

Gdy wojska staną w zwykłej batalijej,

Ja nie wygodzę swojej fantazyjej.

Więc ciężko westchnąć i zapłakać cale,

Na cię wspomniawszy, mój dereszu – Vale!

Druga w tymże roku potrzeba była pod Gnieznem z Szwedami, z wielką wojska szwedzkiego szkodą. Było bo jeszcze naszych Polaków przy królu szwedzkim siła; aryjani, lutrowie chorągwie mieli swoje, pod którymi katolików wiele służyło, jedni per nexum sanguinis, drudzy dla wziątku i swywoli.

Trzecia potrzeba po szczęśliwie odebranej Warszawie i wzięciu hetmana szwedzkiego najwyższego, Witemberka, przez zły rząd złym też szczęściem poszła, bo mogliśmy bić króla szwedzkiego, poko nie przyszedł kurfistrz brandoburski z szesnastu tysięcy wojska swego; ale jak się skupili, Tatarowie auksyliarni najpierw od nas uciekli, potym wojsko z pola zegnano i godnych żołnierzów naginęło, ale też i Szwedów.

Czwarta nader szczęśliwa pod Warką wiktoryja, kiedyśmy z Czarnieckim samego wyboru szwedzkiego kilka tysięcy trupem położyli i rzekę Pilicę krwią i trupami szwedzkimi napełnili. Od tego czasu już nutare coepit potęga szwedzka i znacznie słabieć.

Piąta potrzeba, a prawie też już ostatnia z Szwedami inter viscera, pod Trzemeszną, kiedyśmy z samą tylko Czarnieckiego dywizyją, a dwa tysiąca mając z sobą ordy krymskiej, sześć tysięcy Szwedów tych, co się byli z rożnych fortec zgromadzili i już się za królem do Prus przebierali z wielkimi dostatkami, których nabyli w Polszcze, tak wycięli, jak owo mówią, nec nuntius cladis nie został się i jeden, który by był królowi o zginieniu tego wojska zaniósł; bo który z pobojowiska do lasa albo na błota uciekł, tam od ręki chłopskiej okrutniejszą zginął śmiercią; kogo chłopi nie wytropili, musiał wyniść do wsi albo do miasta: po staremu mu zginąć przyszło, bo już nigdzie nie było Szwedów. (A ta okazyja była od Rawy mila). Ze wszystkich tedy tych zginionych, nie wiem, jeżeliby się który znalazł, który by nie miał być egzenterowany, a to z tej okazyjej: zbierając chłopi zdobycz na pobojowisku, nadeszli jednego trupa tłustego z brzuchem, okrutnie szablą rozciętym, tak że intestina z niego wyszły. Więc, że kiszka przecięta była, obaczyłjeden czerwony złoty; dalej szukając, znalazł więcej: dopieroż inszych pruć, i tak znajdowali miejscami złoto, miejscem też błoto. Nawet i tych, co po lasach żywcem znajdowali, to wprzód koło niego poszukali trzosa, to potym brzuch nożem rozerznąwszy i kiszki wyjąwszy, a tam nic nie znalazłszy, to dopiero: „Idźże, złodzieju pludraku, do domu; kiedy zdobyczy nie masz, daruję cię zdrowiem”. Bito i po inszych miejscach Szwedów znacznie w tym roku. Ale gdziem nie był, trudno o tym pisać. Boja przez wszystkie wojny tego trzepaczki trzymałem się, Czarnieckiego, i z nim zażywał czasem okrutnej biedy, czasem też i rozkoszy; gdyż właśnie był wódz maniery owych wielkich wojenników i szczęśliwy; sufficit, że po wszystek czas mojej służby w jego dywizyi nie uciekłem, tylko raz, a goniłem, mógłby razy tysiącami rachować. Po prostu wszystka moja służba była sub regimine jego i miła bardzo.ROKU PAŃSKIEGO 1657

mieliśmy wojnę węgierską, na którą były zaciągi nowe, między którymi zaciągał się też Filip Piekarski, krewny mój; z której racyjej i ja tam podjechałem. Złodziej Węgrzyn, szalony Rakocy, świerzbiała go skóra, tęskno go było z pokojem, zachciało mu się polskiego czosnku, który mu ktoś na żart schwalił, że miał być lepszego niżli węgierskiego smaku.

Jako Kserkses ob caricas Atticas podniósł przeciwko Grecyi wojnę, tak i pan Rakocy podobnąż szczęśliwością we czterdziestu tysięcy Węgrów z Multanami, Kozaków zaciągnąwszy alterum tantum, wybrał się na czosnek do Polski; aleć dano mu nie tylko czosnku, ale i dzięgielu z kminem. Bo jak on tylko wyszedł za granicę, zaraz Lubomirski Jerzy poszedł w jego ziemię, palił, ścinał, gdzie tylko zasiągł, wodę a ziemię zostawił. A potym od matki Rakocego wielki okup wziąwszy, wyszedł synowi perswadować, żeby nie wszytkiego czosnku zjadał, przynajmniej na rozmnożenie zostawił. A my też już z Czarnieckim posługowali, jakeśmy umieli; i tak szczęśliwie najadł się czosnku, że wojsko wszystko zgubił, sam się w ręce dostał, potym uczyniwszy targ o swoją skórę, pozwolił miliony i uprosiwszy sobie zdrowie, jako Żyd kałauzowany do granice bardzo małym poczcie, samokilk tylko, zostawił in oppignoratione umówionego okupu wielgomożnych grofów Katanów, którzy zrazu wino pili, na śrebrze jadali w Łańcucie; jak było nie widać okupu, pijali wodę, potym drwa do kuchni rąbali i nosili, i w tej nędzy żywot skończyli. Okup przepadł, on też sam, że nigdzie nie miał oka wesołego, bo gdzie się obrócił, wszędzie płacz i przekleństwo słyszał od synów, mężów, braci, których na wojnie polskiej pogubił, wpadł w desperacyją i umarł. Otoż tobie czosnek!

Kiedy na tę wojnę wyjeżdżał, pożegnawszy się z matką, wsiadł na konia; w oczach jej padł koń pod nim. Kiedy mu matka perswadowała, żeby zaniechał tej wojny, mówiąc, że to znak jest niedobry, odpowiedział, że to nogi końskie złe, ale nie znak. Przesiadł się tedy na inszego; złamał się pod nim dyl w moście, znowu spadł z konia: i na to powiedział, że i dyl był zły. Jak to przecię te praesagia zwyczajnie rady się weryfikują.ROKU PAŃSKIEGO 1658

król z jednym wojskiem pod Toruniem, drugie wojsko na Ukrainie, nasza zaś dywizyja z panem Czarnieckim; Drahimem staliśmy przez miesięcy trzy. In decursu Augusti poszliśmy do Danijej na sukurs królowi duńskiemu, który uczynił aversionem wojny szwedzkiej u nas w Polszcze. Nie tak ci to on podobno uczynił ex commiseratione nad nami, lubo ten naród jest ab antiquo przychylny narodowi polskiemu, jako dawne świadczą pisma, ale przecię mając innatum przeciwko Szwedom odium i owe zawzięte in vicinitate inimicitias, nactus occasionem, za którą mógł się krzywd swoich wtenczas, kiedy król szwedzki był zabawny wojną w Polszcze, , wpadł mu z wojskiem w państwo, bił, ścinał i zabijał. Gustaw, jako to był wojennik wielki i szczęśliwy, powróciwszy stąd, a niektóre fortece w Prusiech osadziwszy, potężnie oppressit Duńczyków, tak że i swoje od nich odebrał, i państwo ich prawie wszystko opanował. Duńczyk tedy koloryzując rzecz swoję, że to właśnie per amorem gentis nostrae uczynił, że pacta złamał i wojnę przeciwko Szwedom podniósł, prosi o sukurs Polaków, prosi też i cesarza. Cesarz wymówił się paktami, które miał z Szwedem, z tej racyjej posłać posiłków nie może; druga ekskuzacyja, że wojska protunc nie miał, pozwoliwszy królowi polskiemu wszystkiego zaciągnąć na jego usługę. Król tedy nasz posyła Czarnieckiego z sześciu tysięcy wojska naszego, posyła to quidem z swego ramienia generała Montekukulego z wojskiem cesarskim. Tam kazano nam iść kommonikiem, Wilhelm zaś, kurfistrz brandoburski, był in persona króla polskiego i on to był nad tymi wojskami quasi supremum caput. Zostawiliśmy tedy tabory nasze w Czaplinku mając nadzieję powrócić do nich najwięcej za pół roka.

Tam, kiedyśmy wychodzili, było medytacyj bardzo wiele i rożnych w ludziach wojskowych. Alterowało to niejednego, że to iść za morze, iść tam, gdzie noga polska nigdy nie postała, iść z sześciu tysięcy wojska przeciwko temu nieprzyjacielowi do jego własnego państwa, któregośmy potencjyi w ojczyźnie naszej wszystkimi siłami nie mogli wytrzymać. A jeszcze też nie było conclusum, żeby wojsko cesarskie miało z nami pójść. Ojcowie do synów pisali, żony do mężów, żeby tam nie chodzić, choćby zasług i pocztów postradać; bo wszyscy nas sądzili za zgubionych. Ociec jednak mój, lubo mię miał jednego tylko, pisał do mnie i rozkazał, żebym imię Boskie wziąwszy na pomoc, tym się najmniej nie konfundował, ale szedł śmiele tam, gdzie jest wola wodza, pod błogosławieństwem ojcowskim i macierzyńskim, obiecując gorąco do Majestatu Boskiego suplikować i upewniając mnie, że mi i włos z głowy nie spadnie bez woli Bożej.

mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij