Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Pani Anima czyli Kangór - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
16 marca 2026
29,00
2900 pkt
punktów Virtualo

Pani Anima czyli Kangór - ebook

Poetycki powrót po wielu latach – bez poprawek, bez dopisywania czy skreślania słów przez „dojrzałą rękę”. Wiersze „tamtej poetki” zostają oddane w całości: z nadmiarem emocji oraz intensywnością, która nie szuka dystansu ani kontroli. Pani Anima od początku była figurą sprzeciwu wobec stabilnego modelu podmiotu. W jej perspektywie myślenie rodzi się z doświadczeń cielesnych, z relacji i pamięci. Z kolei Kangór – dziecięcy totem i autoironiczny „paszport” do świata natury – chroni tom Ewy Kuryluk przed patosem i jednoznacznością. Dzięki niemu żałoba nie zamienia się w koturnowy lament, a trauma nie zastyga w pomniku. Pani Anima wraca nie jako dokument epoki, lecz jako głos, który wciąż sprawdza granice wrażliwości i języka.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

KONTUR, PANI ANIMA i OD KARDAMILI DO KYTERY
Kontur 1972–1975
Ciało słońcem podzielone
Przydrożne listki koniczyny
Rzucony śnieg na szczyty Alemanii
Spadła kurtyna postrzępiona
Ciemnieje las
Zaszyta w śpiwór melancholii
Szwem obwiedziona szrama
Zygzak różową obskoczy salę
W niezasklepionej czarze serca
Dnieje w szpitalnym ogrodzie
Zanim kolorem dopełni się biel
Oszklona sala w drapaczu chmur
Wkładam Ci do ust późny obol
O hamadriado w brzozie ojca
Czerwona nić
Kurczy się grudka ulega glina
W szczelnym kokonie
Już
Arka
Potem zroszone ciało
Ciągną przez słońce
Tkają wiosenne krosna
Mur Euroazji
Odszedłeś
Po żółtej obręczy bieżni
Doliny cienia
Już letnie fale bezgłośnie żłobią
Z żyły
Jeżeli dotyk przedrze się do rdzenia
Od Kardamili do Kytery
Pani Anima 1975–1979
Nieobecność
Mnie się naskórek utrudzonej ręki
Lapidaria pamięci
W erotycznym portrecie
Jak cicho — ton sonetu
Śpiączka zmogła przedmioty
W lisiej pogodzie krzepną pyski chmury
Nad jeziorem bodeńskim
Wrzesień pelisę porzuca różową
Zbiegi okoliczności na obcym pokładzie
W politurze ogrodu
Jak cicho śpią
Grudniowe popołudnia
Stromym konturem grudnia
Przebiegają przez ogród najkrótsze dni roku
Skórkę słoniny dziobią ptaki
Jak spokojnie
Śnieg zaciemnia rysunek
Dni lutowych skupioną małomówną przestrzeń
Ślinią się cienie
Odciśnięte na ciepłej podpince pamięci
Przepalonym naskórkiem i przez grząskie wargi
Podanie o zgon
W polisy zaszywamy się osobnych myśli
Nad zimowym ogrodem
W pochyłym mroku
Odwilż Szeleszczą krople
Pani Anima
Linia spalin
Kiedy światło draśnie pamięć
Czerwień tli się pod podszewką
Na obnażonym niebie
Układa się twój kontur
Czułość scala się w zarysie
Kochany! skośnooki
Najdłuższy wieczór roku
Poluje kriszna na sarnę
Ofelia siebie złożyła w ofierze
Oświadcz mi się w szklanej bańce
Czterdzieści skaz skazuje na cierpienie
Na chuście weroniki
W połowie drogi
W połowie drogi ostre
Poszarzał wtorek dżdżysty
Różne momenty
Wieczór mnie bierze
W cielistej misie milknie popołudnie
Fasada dnia wypada spod powieki
Osacza słowa
Koń leci z uzdy
Cisza syk węża jabłoń
Ścieżka podrywa się
Umiem na pamięć
W mej dłoni leży
Zima w zatoce serca
W wachlarzu pejzaż
Zniszczonych klisz
Jawę wyjawia
Po sam horyzont
Sztuka: kobieca suknia
Stoimy
Zatrzymuje się rzeka
Jaki obraz dziś wyjąć
Jak znaleźć kształt
Istotny motyw
Osobna i ostrożna
Anima w Ameryce 1981–1984
Wiersze to dzieci
Odkrytki i inne wiersze 1981–1985
2.4.1982
20.4.1982
29.4.1982
2.11.1982
13.1.1983
14.2.1983
22.3.1983
22.3.1983
13.5.1983
20.6.1983
14.7.1983
30.8.1983
14.9.1983
21.9.1983
9.10.1983
6.11.1983
5.5.1984
Na betonowe bieżnie
W instytucie couranta
Wiewiórki — ptaki jesieni
Łagodny wrzesień niesie
Przed przebudzeniem ogród
Zmienić kierunek myśli
Chropowata uwiera chwila
Ofiary i oprawcy
Widzę na negatywie
Posłuchaj! pada duszny śnieg
Tło obumiera porażone
Brzmią monotonnie
Ach gdzie ten kraj mistyczny
Ach duszny ogród
Kadmy i kobalt
Otwierają się oczy
I coraz trudniej z tobą być
Naskórek zdjęty z bliskiej twarzy
W rocznicę śmierci ojca
W ogólną frazę wejść czy w obły
Trzeba antraktów czułości
Jeden dzień jeden zmierzch
Malarstwo tonem
Atrakcyjna artystka
Święta wiara
Przekłady Parafrazy 1970–2017
Hugo von Hofmannsthal, Prolog
Hugo von Hofmannsthal, Przedwiośnie (1892)
Hugo von Hofmannsthal, Leben, Traum und Tod
Georg Trakl, Grodek
za Platenem (August von Platen), Anteros
z Platena
z Emily Dickinson
Emily Dickinson
za Emily Dickinson
za Emily Dickinson, Do Śmierci
Johann Wolfgang von Goethe, Wszystko dają bogowie
Gottfried Benn, Dwie tylko rzeczy
z Audena
z Marianny Moore
za Hölderlinem
Paul Celan, Lód, Eden
Paul Celan, Hinausgekrönt (fragment)
Miriam Kohany, Powrót
za Burzą Szekspira
Agata Stanowska, Posłowie
Nota biograficzna o wierszach
Spis prac Ewy Kuryluk
Podziękowanie

Kategoria: Poezja
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68759-88-4
Rozmiar pliku: 2,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

KONTUR

1972–1975

rodzicom i Piotrusiowi

.

Ciało słońcem podzielone

na drogi światła i cienia

czerwonym konturem bólu

przygwożdżone do ziemi.

Śpij. Niech muska cię trawa

mucha przysiada na powiece.

Śpij. Niech wieże Manhattanu

spoczną na torach niebieskich.

Miasto słońcem podzielone

na ulice światła i cienia

czerwonym konturem bólu

przygwożdżone do ziemi.

Śpij. Niechaj sen trwa wiecznie

mucha osiądzie na powiece.

Manhattan wzleci i do nieba uniesie

źdźbła trawy z Parku Centralnego.

.

Przydrożne listki koniczyny.

Droga pod górę i bielony

konar czereśni opatrzonej

ojca spojrzeniem spolegliwym.

Dnieje. I dymu wąska strużka

zagięta za horyzont rześki

przybliża przestrzeń. Dziadka sady

strome parowy. Do Zbaraża ścieżkę.

Złuszczone płaty seledynu.

Chropawy mur. Palimpsest połatany.

Ogołocona weranda pamięci

z pnączy wonnej trawy.

W kropelkach tuszu odtworzony

starty krajobraz wspólne źródła

huculskich kafli ubogie barwy

monogram chwiejnym ściegiem haftowany.

– W słotny poranek powrócimy razem

w cień swojski ujazdowskich wirydarzy –

zanim marzenie w słowie zwarzy się

ogrzewam dłonie w rysach Twojej twarzy.

.

Rzucony śnieg na szczyty Alemanii

i wicher dmie

zwiastując kroki Twoje

w welonie Beatrycze błąkają się dłonie

sza – hałas słyszę spadających lawin

rzucony cień na szczyty Alemanii

piorun uderzył i rozłupał mit

spłonęły krzewy białych berberysów

z miękkiego szala wysączył się krzyk

wystąpił z brzegów strumień wyobrażeń

na palcu ojca pierścień z ametystem

beryllium płynie strontium samoistnie

gruzełki rtęci rozpryskują się

bród przebrnęliśmy strugi oblodzone

na palcu ojca po pierścieniu znamię

wróćmy! połacie lśnią Arkadii

w dolinie Tempe kwitnie głóg

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij