Pani Fletcher - ebook
Kiedy jej syn wyjeżdża na studia, Eve, wciąż atrakcyjna rozwódka, wreszcie ma czas tylko dla siebie i zyskuje wolność, której do tej pory tak naprawdę nie zaznała. Niemal przypadkiem zaczyna odkrywać świat internetowej pornografii i niekonwencjonalnego seksu. Coś, co kiedyś było dla niej nie do zaakceptowania, teraz okazuje się pociągające i wyzwalające. Eve musi się odnaleźć w czasach Tindera i gender studies, aby zrozumieć, czego tak naprawdę potrzebuje.
Tymczasem jej rozpieszczonego syna czeka na kampusie bolesne zderzenie z rzeczywistością. Okazuje się, że znana mu z filmów porno wizja intymności nie ma nic wspólnego z tym, jak wyglądają prawdziwe relacje z kobietami.
Pełnokrwista, podszyta cierpkim humorem powieść Toma Perrotty to błyskotliwy komentarz do skomplikowanej obyczajowej panoramy naszych czasów.
„Tom Perrotta ma ucho ironisty i serce romantyka”.
Jennifer Egan
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-240-5568-5 |
| Rozmiar pliku: | 751 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wciąż byłem trochę otępiały, kiedy wyszliśmy na kolację, a po całym dniu kaca jeszcze męczył mnie ból głowy – takie są skutki picia tequili – i dopadło mnie przerażenie spowodowane nowym otoczeniem, wysokimi budynkami i nieznajomymi twarzami. Nie mogłem uwierzyć, że wreszcie zacząłem studia po niekończącym się okresie przygotowań. Cały poprzedni rok wypełniły mi rekonesanse, egzaminy wstępne, składanie podań, rozmowy kwalifikacyjne, dramatyczne wybory przyszłości, matura, pożegnania z przyjaciółmi, rodziną, trenerami i cały ten łzawy chłam.
Z jednej strony z podekscytowaniem powitałem wolność, o której od dawna marzyłem, bo teraz mogłem robić, co chciałem, i byłem panem swojego losu. Z drugiej jednak trochę się rozczarowałem. Tak naprawdę z radością spędziłbym jeszcze jeden rok w liceum w Haddington, gdzie znałem wszystkich, a wszyscy mnie znali, gdzie w dosłownie każdej dyscyplinie sportowej mogłem wejść do reprezentacji szkoły i bez najmniejszego wysiłku mieć czwórki z góry na dół. Idąc do centrum miasta, poczułem się nieswojo – takie samo uczucie nachodzi mnie na lotniskach i dworcach – jakby na świecie było za dużo ludzi i wszyscy mieli mnie w dupie.
Na szczęście świeże powietrze dobrze mi zrobiło. W pokoju w akademiku było trochę klaustrofobicznie, matkę ogarnęła mania, zaczęła wszystko porządkować i służyć radą, choć nikt jej o to nie prosił, jakby zrobienie prania wymagało doktoratu z astronautyki, a ona stała na czele NASA. Ulżyło mi, kiedy wreszcie wsiadła do windy, a przecież nikt nie chce, by mama budziła w nim w takiej chwili tak przykre emocje.
Kiedy szliśmy, Zack od niechcenia objął mnie ramieniem, jakbyśmy się znali od lat. Przypomniał mi się mój kumpel Wade, który na korytarzu często odpierdalał takie homoerotyczne zabawy. Czasem nawet całował mnie w policzek lub skroń albo klepał mnie w tyłek, co było zabawne tylko dlatego, że obaj graliśmy w lacrosse i wszyscy wiedzieli, że nie jesteśmy gejami.
– Stary – powiedział – to będzie rok dzikiej zabawy. W pokoju 706 alkohol będzie się lał strumieniami.
– Do tego mnóstwo trawy – dodałem. – I imprez.
– Kutasy zostaną obsłużone! – dorzucił tak głośno, że idące przed nami dwie Azjatki odwróciły się i obrzuciły nas pogardliwym spojrzeniem, jakbyśmy byli totalnymi dupkami.
– Nie przeze mnie! – zapewnił je Zack, szybko odsuwając rękę od moich ramion. – Ale wy, moje panie, powinnyście spróbować, jeśli lubicie.
Dziewczyny z kamiennymi twarzami odwróciły się i ruszyły przed siebie.
– Wyluzuj – przystopowałem go. – Nikt cię nie ocenia. Wiele osób robi coming out na studiach.
– Wal się, młocie.
– To mowa nienawiści, kmiocie.
– Młot to mowa nienawiści?
– Tak. Obrażasz wszystkie młoty.
– Mhm. – Pokiwał głową, jakby nasza rozmowa miała jakikolwiek sens. – W takim razie przepraszam.
– Nic się nie stało – odparłem. – Przyjechaliśmy tu, by się uczyć i rozwijać.
W pizzerii mieliśmy się spotkać tylko we czterech – ja i Zack plus Will i Rico, fajni kolesie z naszego piętra – ale bez konsultacji z nami Will zaprosił Dylana, opiekuna, z którym się zakumplował, a Dylan przyprowadził swojego współlokatora, wkurzającego kolesia o imieniu Sanjay.
To znaczy ogólnie Sanjay był w porządku, nie mam nic przeciwko Hindusom. Po prostu atmosfera zrobiła się dziwna. Wszyscy lubiliśmy sport i imprezy, a Sanjay był chuderlawym kujonem, który wyglądał najwyżej na dwanaście lat. No i spoko. Bądź sobie kujonem, jak cię to uszczęśliwia. Zaprojektuj sobie jakąś gitesową apkę czy coś w tym stylu. Tylko nie oczekuj, że mnie to cokolwiek obejdzie.
– Sanjay dostał stypendium naukowe – poinformował nas Dylan. – Robi magisterium z elektrotechniki. Ostry zawodnik.
Pewnie Dylan zasługiwał na pochwałę. Próbował być dobrym współlokatorem i bardzo się starał włączyć Sanjaya do rozmowy, żeby ten poczuł się swobodnie. Niestety, marnował tylko czas. Ani Sanjay nie zamierzał się z nami zakumplować, ani my nie chcieliśmy się z nim zaprzyjaźniać. Wystarczył rzut oka na nasz stolik, by się o tym przekonać.
– Fajnie – skwitował Rico, chłopak o jasnej karnacji i kręconych blond włosach, który w liceum trenował zapasy. Naprawdę nazywał się Richard Timpkins, ale nauczycielka hiszpańskiego mówiła na niego Rico, a jego kumpli tak to bawiło, że ksywka do niego przylgnęła. – Też myślałem o technicznych studiach, ale jestem cienki z matmy. No i jaram za dużo trawy.
– Coś jest na rzeczy – powiedział Will, były futbolista o karku szerszym niż głowa. – Tak się tylko na głos zastanawiam.
– Możliwe – zgodził się Rico. – Chmura z bonga i równania to nie najlepsza kombinacja.
– Właściwie zastanawiam się nad przenosinami na architekturę – oznajmił Sanjay. – To moja pierwsza miłość.
Spojrzałem na siedzącego naprzeciw mnie Zacka, który już sięgnął po telefon, przesunął palcem po ekranie i zaczął pisać oboma kciukami. Po kilku sekundach dostałem od niego wiadomość: „Moją pierwszą miłością jest architektura!”.
Odpisałem: „A moją drugą obciąganie fiuta!!!”.
Zack prychnął i przybiliśmy żółwika nad stołem.
– Nie zgadniecie, co Sanjay dostał z matury z matmy – powiedział Dylan.
Nikogo to nie interesowało, więc pytanie pozostało bez odpowiedzi. Sanjayowi wyraźnie ulżyło, tak jak nam.
Will wbił wzrok w Dylana. Chyba nie był wkurzony. Po prostu miał taką twarz, że zazwyczaj wyglądał na wkurwionego. Zresztą trudno mu się dziwić. W liceum należał do najlepszych wspomagających w całym stanie, zabiegały o niego prestiżowe uniwersytety, ale w czwartej klasie w meczu na otwarcie sezonu złapał kontuzję kolana i było po sprawie. Jako siedemnastolatek przeszedł na sportową emeryturę.
– Dlaczego nie mieszka w akademiku dla stypendystów? – zapytał Will, jakby Sanjay nie mówił po angielsku, a Will był jego tłumaczem.
– To czysty elitaryzm – odparł Sanjay. – Uważam, że nie powinniśmy zamykać się w osobnym budynku, z dala od pozostałych studentów. Przecież wszyscy tworzymy jedną społeczność, prawda?
Mój telefon znów zabrzęczał. Myślałem, że to kolejny SMS od Zacka, tymczasem napisała do mnie Becca.
„Co u ciebie, studencie?”
„Siedzę w knajpie z chłopakami” – odpisałem.
„Tęsknisz?”
Korciło mnie, żeby napisać prawdę – „Nie, ani trochę” – ale się zlitowałem.
„No jasne”.
„Pogadamy później na Skypie?”
„Idę na imprezę”.
„O której”
„Dziesiątej”
„To może o wpół do zrewanżujesz mi się za poranek!!! Ha ha :)”.
Przeczuwałem, że tak będzie. Rzuciłem ją przede wszystkim dlatego, żeby na studiach nie bawić się w gównianą relację na odległość. Niestety poprzedniej nocy po pijaku napisałem do niej, błagając, żeby się ze mną spotkała ostatni raz przed moim wyjazdem. Odpisała, żebym się walił i miała do tego pełne prawo. Przypomniałem sobie o tym dopiero rankiem, kiedy przyszła do mnie i wciągnęła mnie w doskonale przygotowaną zasadzkę.
– To mój prezent pożegnalny – powiedziała, klękając przede mną i zdejmując mi bokserki.
Fantastycznie mi obciągnęła – o wiele lepiej niż zazwyczaj – ale według mnie to jeszcze nie oznaczało, że do siebie wróciliśmy ani że mam u niej dług, choć prawdę powiedziawszy, nie zdziwiło mnie, że ona ma na ten temat odmienne zdanie.
„Dobra 21.30”.
„Kocham cię!”
Podano nam trzy duże pizze – jedną z pepperoni, jedną z kiełbasą i jedną z serem – bo oczywiście Sanjay okazał się wegetarianinem. Zaczęliśmy się z niego nabijać, ale Dylan wyjaśnił, że to z powodów religijnych, a w takich wypadkach polityczna poprawność zabrania się wyśmiewać.
– Już zapomniałem, jak uwielbiam pizzę – powiedział Will. – Nie jadłem jej ani raz przez całe lato. Nawet nie mogłem na nią patrzeć.
– Dlaczego? – zapytał Rico.
Will wzruszył ramionami.
– Złe doświadczenia. Nie chcecie tego słyszeć przy jedzeniu.
Chcieliśmy, więc nam opowiedział. Po ceremonii rozdania świadectw maturalnych Will poszedł na imprezę do bardzo bogatej laski. Nigdy wcześniej nie widział tak wielkiej hawiry z krytym basenem, siłownią i ośmioma łazienkami. Dziewczyna jasno dała do zrozumienia, że alkohol nie wchodzi w grę, więc Will zrobił konkretną rozgrzewkę. Wypił sporo szotów whisky i poprawił lizakiem z THC, podarowanym mu przez kumpla, którego wujek cierpiał na chroniczny ból ramienia i miał bardzo wyrozumiałego lekarza. Kiedy Will dotarł wreszcie na imprezę, miał już ostrą gastrofazę i poczuł się jak w niebie. Przed nim piętrzyły się talerze z kurczakiem z rożna, lasagne, szaszłykami, pięciometrowymi kanapkami z najlepszych składników, całe hałdy przepysznego żarcia. Już popróbował tego i owego, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi i wszedł dostawca z dwunastoma pudełkami. Goście otoczyli stół z jedzeniem, a jeden koleś chciał się założyć o dwadzieścia dolców, że Will nie zje sam dużej pizzy. Ale nie byle jakiej. Nazywała się mięsna bomba. „Dawaj, palancie!” – zakomenderował Will.
– Zalewasz – powiedział Rico.
– Sprawa honorowa – wyjaśnił Will.
Pierwsze cztery kawałki wciągnął jak maszyna. W połowie piątego uświadomił sobie, że jest problem.
– Wiecie, jak to bywa. Czujesz się świetnie, jesteś królem imprezy, ale nagle i niespodziewanie żołądek ci się zaciska, jakby chciał powiedzieć: „Wystarczy, kolego. Ani kęsa więcej”. Ale zostały mi jeszcze trzy kawałki.
– Nie zjadłeś? – zapytał Rico.
– Kurwa, jasne, że nie – odparł Will. – Po prostu wpychałem do gardła kawałek za kawałkiem. Wiedziałem, że zaraz zwrócę.
Kiedy skończył, widzowie zgotowali mu aplauz, ale Will nawet nie zdążył się nim nacieszyć. Przeciskając się przez tłum, dotarł do najbliższej łazienki, lecz okazało się, że drzwi są zamknięte. Uderzył w nie kilka razy pięścią, ale ten, kto był w środku, kazał mu poczekać na swoją kolej. Nie spanikował, bo obok kuchni też była łazienka. Niestety ta cieszyła się dużą popularnością. W kolejce czekało pięć albo sześć osób, a Will nie mógł mówić i nie zdołałby wyjaśnić, na czym polega problem, więc tylko się odwrócił i pognał na górę, trzymając się za brzuch i zaciskając zęby.
Czuł się jak w koszmarze. Za każdym razem, kiedy znalazł łazienkę, drzwi były zamknięte albo czekała przed nimi kolejka. Nie zaprzestał poszukiwań, licząc na to, że zdąży. Dom był ogromny, a on dokładnie zwiedził wszystkie trzy piętra, aż wreszcie dotarł do sypialni gospodarzy, na maksa spektakularnej – wielkie okrągłe łóżko, ściana ze szkła, a za nią widok na łąkę – choć Will nie miał czasu, by ją podziwiać. Ruszył wprost do łazienki i, dzięki Ci, Panie, drzwi były otwarte. Kiedy wpadł do środka, czuł, że jedzenie podchodzi mu do gardła, i nagle zobaczył w jacuzzi sześć najładniejszych dziewczyn ze swojej szkoły, ubranych w bikini.
– O cholera – powiedział Dylan. – Obrzygałeś je?
Will pokręcił głową.
– Żałośnie im pomachałem, jakbym wpadł, żeby się przywitać, i wybiegłem stamtąd jak pojebany. Ledwie dotarłem na korytarz, ale tam utknąłem w ślepym zaułku. Zajrzałem do pokoju dla dziecka. Szukałem kosza na śmieci, ale nie znalazłem, więc otworzyłem szufladę, wyciągnąłem z niej ubrania i zwymiotowałem do środka. Wyrzygałem całą pieprzoną mięsną bombę. Potem zamknąłem szufladę, otarłem usta i spierdoliłem stamtąd.
– Powiedziałeś komuś? – zapytał Dylan, kiedy ucichły wreszcie nasze jęki i śmiechy.
– Pojebało cię? Niby co miałem powiedzieć? Och, a tak przy okazji, lepiej, żeby twój braciszek nie otwierał szuflady z piżamami…
– Przynajmniej wyjąłeś ubrania – zauważył Rico. – Bardzo rozsądnie.
– Nie miałem wyjścia. – Will znowu miał wkurw wypisany na twarzy. – Osiem pieprzonych łazienek, a ja nie mogę znaleźć jednego kibla, żeby się wyrzygać. To nie moja wina.
Wzruszył ramionami i sięgnął po kolejny kawałek. Sanjay siedział z otwartymi ustami, jakby zapomniał języka w gębie.
– Jak sądzisz? – zapytał go Rico. – Już za późno, żeby wrócić do akademika dla stypendystów?
Przyszedłem z Zackiem do pokoju w samą porę na rozmowę na Skypie z Beccą. Poprosiłem go o chwilę prywatności.
– Nie ma problemu – odparł. – Założę słuchawki.
– A nie mógłbyś wyjść na pięć–dziesięć minut? To nie potrwa dłużej.
– A co? – Posłał mi chytre spojrzenie. – Chcesz sobie zwalić?
– Muszę z nią poważnie pogadać. Po rozstaniu nie widzieliśmy się przez prawie całe lato, ale ostatnio znowu się zeszliśmy. Chcę ją delikatnie spławić.
– Jasna sprawa, stary. Zobaczę, kto jest w salonie. Puść mi strzałę, jak skończysz.
– Dzięki.
Otworzyłem laptop i zalogowałem się na Skype’a. Zack stał już w drzwiach, ale kiedy tylko połączyłem się z Beccą, która pojawiła się na ekranie, nagle się rozmyślił i usiadł obok mnie na łóżku, nie wchodząc jednak w kadr.
– Cześć, kochanie. – Miała na sobie kusą białą koszulkę na ramiączkach, tak obcisłą, że między jej piersiami pojawił się rowek. Przy tak małym biuście niełatwo osiągnąć taki efekt. – Co słychać?
– Wszystko gra – odparłem. – A co u ciebie?
– W porządku. – Jej szept z lekką chrypką brzmiał znacznie bardziej uwodzicielsko niż jej normalny głos, zazwyczaj ostry i apodyktyczny. – Gdzie jesteś?
– W swoim pokoju.
Polizała wargi pokryte błyszczykiem.
– Jesteś sam?
Spojrzałem z ukosa na Zacka, próbując dać mu do zrozumienia, że w tym momencie jego żart oficjalnie przestał mnie śmieszyć, ale on najwyraźniej miał to gdzieś. Bezgłośnie wyszeptał: „Fajna laska!”, i poruszył zaciśniętą dłonią nad kroczem.
– Brendan? Ktoś z tobą jest? – zapytała.
Trzeba było odpowiedzieć: „Tak, mój współlokator, który zachowuje się jak kawał kutasa”, ale nie chciałem narobić mu wstydu.
– Nie – odparłem. – Jestem sam.
– Tęsknię za tobą, kochanie. – Spojrzała melancholijnie w obiektyw. – Wciąż myślę o dzisiejszym poranku.
– Ach, to była bardzo miła niespodzianka – powiedziałem.
– Tylko miła?
– Zajebista.
– To dobrze. – Wyglądała na trochę onieśmieloną, a zarazem dumną z siebie. – Obejrzałam filmik instruktażowy na YouTubie.
Teraz wszystko stało się jasne. W przeszłości obciągnęła mi kilka razy, ale najwyraźniej tego nie lubiła. Szło jej opornie i co chwila się krztusiła, a po wszystkim wyglądała, jakby jej ulżyło. Natomiast tego ranka dorównała największym gwiazdom porno.
– Faktycznie, dałaś z siebie wszystko.
– Chyba byłam zblokowana psychicznie – wyznała. – Postanowiłam jednak pozytywnie się nastawić. To ma ogromne znaczenie.
Prowadzenie tej rozmowy w obecności siedzącego obok mnie Zacka było niedorzeczne i dość krępujące, ale w tej sytuacji mogłem tylko usilnie powstrzymywać się przed spoglądaniem w jego stronę. Wolałem nie wiedzieć, co on sobie myśli ani jak bliski jest wybuchu śmiechu.
– Myślałam, że przełknę – kontynuowała Becca – ale po prostu… Nie wiem. Muszę jeszcze poćwiczyć.
– Z kim? – zapytałem.
Z gardła Zacka wydobył się cichutki, zduszony chichot, ale Becca chyba niczego nie usłyszała.
– Z tobą, dupku. Chyba że chcesz, żebym sobie znalazła kogoś innego.
– Trening czyni mistrza – droczyłem się.
Zack pomachał, by zwrócić na siebie moją uwagę. Kątem oka zobaczyłem, jak pokazuje na swojego fiuta i bezgłośnie mówi: „Służę pomocą”.
– Hej. – Teraz jej głos zabrzmiał zupełnie zwyczajnie, jakby pikantna część naszej rozmowy oficjalnie dobiegła końca. – Twoja mama coś mówiła po moim wyjściu?
– Nie, dlaczego?
– Nie wiem. Kiedy się z nią żegnałam, obrzuciła mnie takim spojrzeniem, jakby się domyśliła, co robiliśmy.
– Niczym się nie przejmuj. Przez cały dzień chodziła jak struta. To nie twoja wina.
– To dobrze. – Becca westchnęła z ulgą. – Podoba ci się tam?
– Chyba tak. Próbuję się jakoś zadomowić.
– Jak będziesz chciał z kimś pogadać, to zadzwoń. – Na kilka sekund spuściła wzrok i widziałem tylko czubek jej głowy. Jej lśniące brązowe włosy zawsze tak ładnie pachniały. Kiedy znowu spojrzała w kamerę, pochlipywała i ocierała oczy. – Bardzo za tobą tęskniłam przez całe lato.
Zack zbliżył się tak, że nie mogłem go już dłużej ignorować. Zrobił minę smutnego klauna, wykrzywiając dolną wargę, jakby zaraz miał się rozpłakać. Wyciągnąłem do niego rękę i pokazałem mu środkowy palec, starając się jednak, by Becca niczego nie zauważyła.
– Fajna koszulka – pochwaliłem. – Naprawdę seksowna.
– Tak uważasz? – Natychmiast się rozchmurzyła. – Włożyłam ją specjalnie dla ciebie. Mam też na sobie te czerwone stringi, które tak ci się podobały.
Wstała, by mi je pokazać. Zdjęła spodnie od piżamy i odwróciła się, dumnie prężąc jędrny tyłeczek gimnastyczki. Zack był pod wrażeniem.
– Ale z ciebie laska – zachwyciłem się.
– Powinieneś przyjechać do domu na weekend – zaproponowała. – A może ja bym cię odwiedziła?
Zack gestem opowiedział się za drugą opcją.
– Zobaczymy
Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.