-
nowość
Panna Młoda za Długi - ebook
Panna Młoda za Długi - ebook
Valerio Cassano to bezwzględny boss nowojorskiego syndykatu mafijnego, dla którego władza i lojalność stanowią jedyne nienaruszalne zasady. Kiedy lekkomyślny hazardzista popada w śmiertelny dług, stawką w bezlitosnej transakcji staje się jego córka. Wybór pada na Holly Empres – dumną kobietę o porcelanowej cerze i lodowatym spojrzeniu, zmuszoną do spłaty cudzych win własną wolnością. Oferta nie podlega negocjacjom: natychmiastowe zaaranżowane małżeństwo i całkowite posłuszeństwo w zamian za ocalenie życia. Zasady kontraktu były proste, dopóki przymusowy sojusz nie przerodził się w gwałtowne pożądanie za drzwiami luksusowego penthouse'u. Kiedy śmiertelna zdrada i mafijna wojna zagrażają ich przetrwaniu, oboje stają przed ostateczną próbą: muszą zniszczyć wspólnych wrogów albo zginąć w walce o kontrolę nad imperium zbrodni.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 60 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Lodowatobłękitne oczy Holly Empres błysnęły pogardą, gdy stanęła naprzeciw ojca w mrocznym gabinecie. Północny deszcz chłostał wysokie okna, rzucając upiorny blask na pełne przepychu wnętrze. Stała wyprostowana w eleganckiej, jedwabnej bluzce, nie pozwalając, by strach przebił się przez jej porcelanową cerę.
— Doprowadziłeś nas do ruiny, ojcze — rzuciła z jadem Holly, a jej głos brzmiał jak odłamki lodu. — Twój lekkomyślny hazard sprawił, że cała nasza rodzina wylądowała pod toporem.
Arthur Empres skulił się. Jego rozbiegany, złamany wzrok krążył nerwowo po pokoju, nim spoczął z powrotem na córce. Niegdyś dumny człowiek teraz kulił się w kącie, całkowicie pokonany.
— Ja... nie chciałem, żeby to zaszło tak daleko — wykrztusił, a jego głos ledwie przebijał się przez dudnienie ulewy.
Holly zmrużyła oczy, wykrzywiając wargi w obrzydzeniu.
— Twoje „chęci” rodzą konsekwencje, ojcze. A te konsekwencje zamierza właśnie wyegzekwować włoski syndykat.
W tej samej chwili ciężkie drzwi gabinetu rozwarły się z głuchym łomotem. Holly gwałtownie uniosła głowę, gdy do pokoju weszły dwie postaci, natychmiast skupiając na sobie całą uwagę.
Valerio Cassano, bezwzględny boss mafii, wkroczył do środka niczym mroczne widmo. Jego potężną sylwetkę opinał nienagannie skrojony grafitowy garnitur, podkreślający muskularną budowę. Czarne jak smoła, gładko zaczesane do tyłu włosy uwydatniały ostre rysy twarzy i przenikliwe spojrzenie.
U jego boku kroczył cyngiel — zwalisty mężczyzna o groźnym grymasie. Jednak uwaga Holly pozostała skupiona na włoskim magnacie, który wyrósł przed nią, roztaczając wokół aurę zimnego, drapieżnego niebezpieczeństwa.
Valerio całkowicie zignorował Arthura. Jego ciemne oczy spoczęły na Holly z obezwładniającą intensywnością. Chłonął wzrokiem każdy szczegół jej uderzającej urody — platynowe blond włosy, porcelanową skórę i przeszywający, lodowatobłękitny wzrok, który zdawał się rzucać mu wyzwanie.
Nie przerywając kontaktu wzrokowego, Valerio podszedł tak blisko, że dzieliły ich zaledwie centymetry. Palce w skórzanej rękawiczce zacisnęły się na jej podbródku. Chwycił go pewnie i uniósł jej głowę, zmuszając do spojrzenia mu w oczy. Gdy próbowała się wyrwać, otuliła ją woń drogich perfum o nucie drzewa sandałowego.
Serce Holly łomotało w uszach jak oszalałe, podczas gdy niewzruszone spojrzenie Valeria przewiercało ją na wylot, szukając jakiegokolwiek śladu słabości lub strachu. Ona jednak wytrzymała ten wzrok z jawną wrogością, odmawiając ugięcia się przed bezlitosnym mafiozem.
Usta Valeria wygięły się w drapieżnym uśmiechu — jej opór wyraźnie sprawił mu satysfakcję. Zacisnął chwyt na jej brodzie, czując, jak delikatne kości uginają się pod jego naciskiem. Chłód w jej oczach tylko podsycał jego pragnienie, by ją złamać.
— Wiele o tobie słyszałem, bella — mruknął Valerio niskim, ociekającym groźbą głosem. — Ale nic nie przygotowało mnie na twój widok.
Gardło Holly ścisnęło się, gdy zmierzyła go wściekłym wzrokiem. Jej myśli wirowały wokół skali długów ojca i konsekwencji, które teraz spadły na jej barki.
Valerio puścił jej podbródek i cofnął się o krok, wciąż nie spuszczając z niej oczu. Szybkim ruchem chwycił leżący na biurku kontrakt małżeński, złożył na nim zamaszysty podpis i niedbale rzucił papier na mahoniowy blat.
— Proszę to uznać za swoje zwolnienie z długu, panie Empres — rzucił z kpiną do Arthura, całkowicie go zbywając. — A teraz wybaczy pan, mamy sprawy do omówienia.
Holly z przerażeniem patrzyła, jak Valerio sięga po jej ramię. Jego dłoń w rękawiczce zacisnęła się na jej smukłym nadgarstku niczym żelazne kleszcze. Szarpnęła się, ale trzymał zbyt mocno.
— Gdzie mnie zabierasz? — zażądała odpowiedzi, a jej głos drżał od mieszanki strachu i furii.
— Odebrać to, co mi się należy — odparł chłodno Valerio, ani na ułamek sekundy nie odwracając wzroku. — A to obejmuje również ciebie, bella .
Jednym gwałtownym pociągnięciem Valerio pociągnął Holly w stronę drzwi, podczas gdy jej stopy ślizgały się po puszystym dywanie w daremnej próbie oporu. Gdy wyszli na zewnątrz, w strugi ulewnego deszczu, serce Holly tłukło się w piersi niczym uwięzione w klatce zwierzę.
Czarne, opancerzone SUV czekające przy krawężniku majaczyło przed nimi, a jego przyciemniane szyby odbijały błyski burzowej nocy. Valerio przyciągnął Holly do siebie, obejmując ją mocno w talii i bezlitosnym chwytem poprowadził w stronę pojazdu.
Umysł Holly pracował na najwyższych obrotach, rozważając konsekwencje tego zaaranżowanego małżeństwa. Wiedziała, że została związana z bezwzględnym bossem włoskiej mafii krwią i długiem. Gdy dotarli do auta, ciemne oczy Valeria wwierciły się w nią, obiecując przyszłość pełną władzy, rozkoszy i bólu.
Ostatnim szarpnięciem wciągnął Holly na tylne siedzenie i zatrzasnął za nią drzwi, po czym sam wsiadł do środka. Ulewny deszcz wciąż bębnił o przyciemniane szyby, zamazując świat za oknem, gdy samochód ruszył z impetem w mrok nocy — wioząc Holly ku przeznaczeniu, którego ledwie potrafiła się domyślać.
Serce dziewczyny waliło jak oszalałe, podczas gdy opancerzony SUV pędził przez zalane deszczem ulice miasta. Skórzana tapicerka była zimna w dotyku, a wilgotne pasma platynowych włosów lepiły się do jej szyi niczym lodowate pnącza. Rzuciła buntownicze spojrzenie siedzącemu obok Valeriowi, szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki, która w tej ciasnej przestrzeni po prostu nie istniała.
— Nie możesz mnie po prostu uprowadzić — wycedziła Holly, a jej głos drżał z gniewu i lęku. — To bezprawie.
Ciemne oczy Valeria nie odstępowały jej ani na krok; jego wzrok ciął niczym nóż wbijany w lód.
— Prawo ma niewielkie znaczenie w moim świecie, bella — odpowiedział beznamiętnie, a jego głęboki głos poniósł się echem w przyćmionym wnętrzu auta. — W grze, którą prowadzimy, czasem trzeba nagiąć reguły, by osiągnąć cel.
Po tych słowach policzki Holly zapłonęły jeszcze mocniej, a po plecach przeszedł ją dreszcz — mimo ciepła bijącego z pracującego pod podłogą silnika. Próbowała skupić się na zamazanych deszczem szybach, ale sama obecność Valeria była tak obezwładniająca, że nie sposób było zignorować reakcji własnego ciała.
Jakby wyczuwając jej chłód, Valerio sięgnął po suchy, wełniany płaszcz leżący obok na siedzeniu. Płynnym ruchem narzucił go na jej drżące ramiona, otulając ją grubym materiałem niczym kokonem. Głęboka woń drzewa sandałowego uderzyła w nią ponownie, gdy mężczyzna ściągnął klapy płaszcza, przyciągając ją bliżej swojej potężnej postury.
— Lepiej? — spytał Valerio tuż przy jej uchu, niskim, chropowatym tonem. Jego ciepły oddech wywołał w niej impuls, z którym natychmiast zaczęła walczyć, byle tylko nie oprzeć się o jego ramię.
Holly cofnęła się, a w jej oczach znów zapłonął opór.
— To niczego nie zmienia — rzuciła twardo. — Nie podporządkuję się tobie ani twoim chorym układom.
Usta Valeria znów rozciągnęły się w drapieżnym uśmiechu, a w ciemnych źrenicach zamigotało rozbawienie.
— Owszem, podporządkujesz się — mruknął, przesuwając palcami w dół jej ramienia, aż spoczęły na jej kolanie. Ten dotyk wywołał w niej zakazany dreszcz, wbrew całemu rozsadzającemu ją gniewowi. — Widzisz, bella , w moim świecie lojalność to podstawa. Publicznie będziesz stać u mego boku i wspierać moje działania bez cienia sprzeciwu czy wahania. A prywatnie... — Valerio pochylił się, przysuwając twarz na odległość kilku centymetrów od jej policzka. — Będziesz mi posłuszna pod każdym możliwym względem.
Holly zaparło dech w piersi na samą myśl o tym, co kryło się za tymi słowami. Pokręciła gwałtownie głową, ale Valerio tylko zaśmiał się cicho — był to niski, złowrogi pomruk.