Pax Augusta - ebook
Reformy Cezariona przyniosły niespodziewany efekt przed Hegemonią jednak nowe wyzwanie. Chrześcijaństwo głoszone przez Jezusa.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8467-026-2 |
| Rozmiar pliku: | 1,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Rozdział I
Chrystianizm
Od śmierci Hegemona Śródziemnomorskiego Ptolemeusza I Cezariona minęły trzy dekady.
August był już człowiekiem w średnim wieku.
Był pełen trwałości swego rodu, miał bowiem dwóch spadkobierców syna i wnuka.
Państwo przeżywało swój złoty wiek.
Kwitł handel, miasta się rozwijały, kultura wzniosła się na wyżyny.
W pewnym momencie do Augusta przybył posłaniec z prowincji Judea.
— Panie, sytuacja w Judei jest poważna.
— O co chodzi? — spytał hegemon.
— Jakiś nikomu nieznany cieśla naucza o Królestwie Bożym, twierdzi, że istnieje tylko jeden bóg i podważa nasze prawa. — wyjaśnił.
August nie odpowiedział przez dłuższy czas.
W końcu rzekł.
— Na pewno jego zwolennicy są nieliczni.
— Mylisz się panie. — posłaniec pokręcił głową. — Zdobywa coraz więcej zwolenników, jeśli czegoś nie zrobimy wybuchnie bunt.
— Bunt przeciwko komu? — spytał ironicznie.
Posłaniec nie odpowiedział.
W końcu August wyjął papirus i napisał na nim krótki list.
— Zanieś to temu człowiekowi. — powiedział. — Chcę się na prawdę przekonać, czy jego idee są zagrożeniem dla jedności hegemonii, czy możemy je wykorzystać.
— Oczywiście mój panie. — powiedział.
Gdy wyszedł, August spojrzał na mapę imperium.
Granice były majestatyczne.
Brytania na północy, Mezopotamia na wschodzie.
— Jeśli imperium mojego ojca ma przetrwać, nie mogę pozwolić, by jeden cieśla i jego pomysły zrujnowały wszystko.
…
Następnego dnia posłaniec opuścił Jerozolimę.
Nie jechał jednak z rozkazem aresztowania, nie niósł też dekretu nakazującego uciszenie nauczyciela. Miał jedynie list opatrzony pieczęcią Hegemona.
Przez kilka dni szukał człowieka, o którym coraz częściej mówiono wśród mieszkańców Judei.
W końcu go znalazł.
Nie w pałacu.
Nie wśród możnych.
Nie w otoczeniu żołnierzy.
Był wśród zwykłych ludzi.
Posłaniec zatrzymał się i spojrzał na zgromadzonych.
— Jestem wysłannikiem Augusta, Hegemona Śródziemnomorskiego. — powiedział.
Ludzie zamilkli.
Niektórzy cofnęli się ze strachem.
Nauczyciel jednak pozostał spokojny.
— Jestem Jezusem z Nazaretu. — odpowiedział.
Posłaniec zsiadł z konia.
— Mam dla ciebie wiadomość od mojego pana.
Podał mu zwinięty papirus.
Jezus spojrzał na pieczęć.
— Pragnie wiedzieć, czy twoje nauki są zagrożeniem dla jego państwa.
Zapadła cisza.
Po chwili Jezus spojrzał na posłańca.
— A czego boi się twój pan?
Posłaniec zmarszczył brwi.
— Jest władcą największego państwa, jakie widział świat.
— To nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Mężczyzna milczał przez chwilę.
— Władca boi się chaosu. Wojny. Buntu.
Jezus spojrzał na ludzi wokół.
— Ja nie uczę ich wojny.
— Więc czego uczysz?
— Miłości Boga i bliźniego.
Posłaniec spojrzał na niego z niedowierzaniem.
— To wszystko?
— To wystarczy.
…
Tego wieczoru w Jerozolimie posłaniec spisał raport.
Nie rozumiał człowieka, którego spotkał.
Nie miał armii.
Nie miał bogactwa.
Nie miał urzędów.
A jednak ludzie słuchali go bardziej niż wielu namiestników.
…
Kilka tygodni później August otrzymał odpowiedź.
Przeczytał ją samotnie w swojej komnacie.
„Nie znalazłem wodza ani buntownika. Nie znalazłem człowieka, który planuje przejąć władzę. Znalazłem nauczyciela, który mówi o królestwie niepodobnym do żadnego znanego nam królestwa.”
August odłożył papirus.
Królestwie niepodobnym do żadnego znanego królestwa.
Te słowa pozostały w jego głowie.
Spojrzał na posąg ojca stojący w sali.
Cezarion stworzył państwo, które miało połączyć ludzi różnych narodów.
A teraz pojawił się ktoś, kto twierdził, że istnieje królestwo większe niż wszystkie państwa.
August westchnął.
— Po raz pierwszy od trzydziestu lat… — powiedział cicho. — Nie wiem, czy mam do czynienia z wrogiem.
Spojrzał ponownie na mapę.
— Czy z przyszłością.
…
Spotkali się w Jerozolimie, stolicy dawnego królestwa żydowskiego.
— A więc to ty jesteś tym nauczycielem. — mruknął August zsiadając z konia.
Jezus patrzył na niego spokojnie.
Po chwili odezwał się.
— Nie zamierzam zniszczyć ci królestwa.
— Ciekawe. — odparł August. — Mówisz jakbyś nie nauczał o królestwie wspanialszym niż wszystkie inne.
— To królestwo nie jest z tego świata. — odparł Jezus.
— Zakładam więc, że należy do boga, o którym mówisz.
— Oczywiście. — powiedział Nazaretańczyk.
— Podobnie jak u nas. — August spojrzał mu w oczy. — Każdy z naszych bogów ma swoje domeny.
Jezus przez chwilę patrzył przez chwilę na miasto.
— Istnieje tylko jeden bóg. — powiedział w końcu.
August uniósł lekko brew.
— Jeden bóg. — powtórzył. — Wiele ludów mówiło już podobne rzeczy.
— Nie chodzi o to, by dodać kolejnego boga do tych, których czczą ludzie. — odpowiedział Jezus. — Chodzi o to, że wszystko, co istnieje, pochodzi od Niego.
August spojrzał na miasto.
— Jesteś świadomy, że w moim państwie żyją ludzie setek narodów? — spytał. — Grecy, Rzymianie, Egipcjanie, Syryjczycy, Żydzi, Celtowie.
— Tak.
— I każdy z nich ma swoją historię, swoje świątynie, swoje obyczaje. Mój ojciec stworzył państwo, w którym mogą żyć razem.
Jezus spojrzał na niego spokojnie.
— A czy wszyscy ci ludzie są dla ciebie równi?
August milczał.
To pytanie było trudniejsze, niż się spodziewał.
— Są obywatelami Hegemonii.
— Ale czy są twoimi braćmi?
Hegemon odwrócił wzrok.
Przez całe życie słyszał słowa o jedności państwa.
O prawie.
O wspólnocie.
Ale nikt nigdy nie postawił tego pytania w taki sposób.
— Szczerze mówiąc nie wiem, jak mam odpowiedzieć.
— To zrozumiałe. — odpowiedział Jezus.
— Jestem przede wszystkim władcą. — August odwrócił się plecami do niego. — Moim obowiązkiem jest strzec pokoju.
Po czym dodał.
— Zrozum, nie chcę mieć w tobie wroga, ale…
Urwał.
— Wiem, że się boisz. — powiedział Jezus.
— Boję się nie tyle ciebie co konsekwencji twoich nauk.
— Moje nauki pomogą ci. — odparł Żyd.
— Niby jak?
— Pomyśl, twój ojciec zjednoczył najróżniejsze ludy w jednej kulturze, ja oferuję ci jedność w wierze.
August nie odpowiedział od razu.
Jezus mówił prawdę.
W Hegemonii istniało wiele różnych kultów, które nawzajem się wykluczały.
Jego nauki mogły przynieść stabilność pod względem religijnym i zakończyć chaos w postaci multum sprzecznych kultów i rytuałów.
August spojrzał na ludzi przechodzących ulicami Jerozolimy.
Żydzi modlący się w świątyni.
Grecy handlujący na targu.
Rzymscy żołnierze pilnujący porządku.
Egipscy kupcy zmierzający na wschód.
Cały świat jego ojca w jednym mieście.
— I właśnie tego się obawiam. — powiedział w końcu.
— Czego?
— Że ludzie nie będą chcieli jedności. Będą chcieli, aby ich jedność była jedyną prawdą.
Jezus spojrzał na niego spokojnie.
— Czy twój ojciec nie mówił kiedyś, że państwo nie może opierać się tylko na jednym ludzie?
August zamilkł.
Nie spodziewał się tego pytania.
— Mój ojciec stworzył Hegemonię, bo uważał, że Rzym, Grecja i wszystkie inne krainy mogą być częścią czegoś większego.
— A więc dlaczego boisz się, że ludzie będą szukać czegoś większego?
August odwrócił wzrok.
— Bo państwo potrzebuje prawa. Potrzebuje granic. Potrzebuje posłuszeństwa.
— A wiara?
— Tego właśnie nie wiem.
Po chwili spytał.
— Czy bóg, o którym mówisz pozwala nosić koronę?
— Bóg traktuje każdego władcę jako swego pomazańca. — odpowiedział Jezus. — Służyli mu Dawid, Salomon i Saul.
August wzruszył ramionami.
— Muszę to przemyśleć. — powiedział.
August przez chwilę milczał.
— Saul, Dawid, Salomon… — powtórzył. — Królowie Izraela.
— Tak.
— A jednak nawet oni odpowiadali przed Bogiem.
Jezus skinął głową.
— Każdy człowiek odpowiada przed Bogiem.
August spojrzał na niego uważnie.
— Nawet Hegemon?
— Nawet Hegemon.
Przez chwilę żaden z nich się nie odezwał.
August słyszał wiele razy, że władca odpowiada przed bogami.
Słyszał to od kapłanów, filozofów i doradców.
Ale zawsze było to związane z tradycją, rytuałem i państwem.
Tutaj po raz pierwszy ktoś powiedział mu coś innego.
Nie:
„Bogowie wspierają władzę.”
Tylko:
„Władza również podlega osądowi.”
— Tak jak mówiłem. — hegemon spojrzał mu prosto w oczy. — Muszę się zastanowić.
…
Po powrocie do Rzymu miał mieszane uczucia.
— W teorii mógłbym na tym skorzystać. — powiedział. — Ale jeśli władza jest sądzona, czy to nie odbiera mi legitymacji?
Nie było odpowiedzi.
Tylko milcząca sala tronowa.
Chrystianizm
Od śmierci Hegemona Śródziemnomorskiego Ptolemeusza I Cezariona minęły trzy dekady.
August był już człowiekiem w średnim wieku.
Był pełen trwałości swego rodu, miał bowiem dwóch spadkobierców syna i wnuka.
Państwo przeżywało swój złoty wiek.
Kwitł handel, miasta się rozwijały, kultura wzniosła się na wyżyny.
W pewnym momencie do Augusta przybył posłaniec z prowincji Judea.
— Panie, sytuacja w Judei jest poważna.
— O co chodzi? — spytał hegemon.
— Jakiś nikomu nieznany cieśla naucza o Królestwie Bożym, twierdzi, że istnieje tylko jeden bóg i podważa nasze prawa. — wyjaśnił.
August nie odpowiedział przez dłuższy czas.
W końcu rzekł.
— Na pewno jego zwolennicy są nieliczni.
— Mylisz się panie. — posłaniec pokręcił głową. — Zdobywa coraz więcej zwolenników, jeśli czegoś nie zrobimy wybuchnie bunt.
— Bunt przeciwko komu? — spytał ironicznie.
Posłaniec nie odpowiedział.
W końcu August wyjął papirus i napisał na nim krótki list.
— Zanieś to temu człowiekowi. — powiedział. — Chcę się na prawdę przekonać, czy jego idee są zagrożeniem dla jedności hegemonii, czy możemy je wykorzystać.
— Oczywiście mój panie. — powiedział.
Gdy wyszedł, August spojrzał na mapę imperium.
Granice były majestatyczne.
Brytania na północy, Mezopotamia na wschodzie.
— Jeśli imperium mojego ojca ma przetrwać, nie mogę pozwolić, by jeden cieśla i jego pomysły zrujnowały wszystko.
…
Następnego dnia posłaniec opuścił Jerozolimę.
Nie jechał jednak z rozkazem aresztowania, nie niósł też dekretu nakazującego uciszenie nauczyciela. Miał jedynie list opatrzony pieczęcią Hegemona.
Przez kilka dni szukał człowieka, o którym coraz częściej mówiono wśród mieszkańców Judei.
W końcu go znalazł.
Nie w pałacu.
Nie wśród możnych.
Nie w otoczeniu żołnierzy.
Był wśród zwykłych ludzi.
Posłaniec zatrzymał się i spojrzał na zgromadzonych.
— Jestem wysłannikiem Augusta, Hegemona Śródziemnomorskiego. — powiedział.
Ludzie zamilkli.
Niektórzy cofnęli się ze strachem.
Nauczyciel jednak pozostał spokojny.
— Jestem Jezusem z Nazaretu. — odpowiedział.
Posłaniec zsiadł z konia.
— Mam dla ciebie wiadomość od mojego pana.
Podał mu zwinięty papirus.
Jezus spojrzał na pieczęć.
— Pragnie wiedzieć, czy twoje nauki są zagrożeniem dla jego państwa.
Zapadła cisza.
Po chwili Jezus spojrzał na posłańca.
— A czego boi się twój pan?
Posłaniec zmarszczył brwi.
— Jest władcą największego państwa, jakie widział świat.
— To nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Mężczyzna milczał przez chwilę.
— Władca boi się chaosu. Wojny. Buntu.
Jezus spojrzał na ludzi wokół.
— Ja nie uczę ich wojny.
— Więc czego uczysz?
— Miłości Boga i bliźniego.
Posłaniec spojrzał na niego z niedowierzaniem.
— To wszystko?
— To wystarczy.
…
Tego wieczoru w Jerozolimie posłaniec spisał raport.
Nie rozumiał człowieka, którego spotkał.
Nie miał armii.
Nie miał bogactwa.
Nie miał urzędów.
A jednak ludzie słuchali go bardziej niż wielu namiestników.
…
Kilka tygodni później August otrzymał odpowiedź.
Przeczytał ją samotnie w swojej komnacie.
„Nie znalazłem wodza ani buntownika. Nie znalazłem człowieka, który planuje przejąć władzę. Znalazłem nauczyciela, który mówi o królestwie niepodobnym do żadnego znanego nam królestwa.”
August odłożył papirus.
Królestwie niepodobnym do żadnego znanego królestwa.
Te słowa pozostały w jego głowie.
Spojrzał na posąg ojca stojący w sali.
Cezarion stworzył państwo, które miało połączyć ludzi różnych narodów.
A teraz pojawił się ktoś, kto twierdził, że istnieje królestwo większe niż wszystkie państwa.
August westchnął.
— Po raz pierwszy od trzydziestu lat… — powiedział cicho. — Nie wiem, czy mam do czynienia z wrogiem.
Spojrzał ponownie na mapę.
— Czy z przyszłością.
…
Spotkali się w Jerozolimie, stolicy dawnego królestwa żydowskiego.
— A więc to ty jesteś tym nauczycielem. — mruknął August zsiadając z konia.
Jezus patrzył na niego spokojnie.
Po chwili odezwał się.
— Nie zamierzam zniszczyć ci królestwa.
— Ciekawe. — odparł August. — Mówisz jakbyś nie nauczał o królestwie wspanialszym niż wszystkie inne.
— To królestwo nie jest z tego świata. — odparł Jezus.
— Zakładam więc, że należy do boga, o którym mówisz.
— Oczywiście. — powiedział Nazaretańczyk.
— Podobnie jak u nas. — August spojrzał mu w oczy. — Każdy z naszych bogów ma swoje domeny.
Jezus przez chwilę patrzył przez chwilę na miasto.
— Istnieje tylko jeden bóg. — powiedział w końcu.
August uniósł lekko brew.
— Jeden bóg. — powtórzył. — Wiele ludów mówiło już podobne rzeczy.
— Nie chodzi o to, by dodać kolejnego boga do tych, których czczą ludzie. — odpowiedział Jezus. — Chodzi o to, że wszystko, co istnieje, pochodzi od Niego.
August spojrzał na miasto.
— Jesteś świadomy, że w moim państwie żyją ludzie setek narodów? — spytał. — Grecy, Rzymianie, Egipcjanie, Syryjczycy, Żydzi, Celtowie.
— Tak.
— I każdy z nich ma swoją historię, swoje świątynie, swoje obyczaje. Mój ojciec stworzył państwo, w którym mogą żyć razem.
Jezus spojrzał na niego spokojnie.
— A czy wszyscy ci ludzie są dla ciebie równi?
August milczał.
To pytanie było trudniejsze, niż się spodziewał.
— Są obywatelami Hegemonii.
— Ale czy są twoimi braćmi?
Hegemon odwrócił wzrok.
Przez całe życie słyszał słowa o jedności państwa.
O prawie.
O wspólnocie.
Ale nikt nigdy nie postawił tego pytania w taki sposób.
— Szczerze mówiąc nie wiem, jak mam odpowiedzieć.
— To zrozumiałe. — odpowiedział Jezus.
— Jestem przede wszystkim władcą. — August odwrócił się plecami do niego. — Moim obowiązkiem jest strzec pokoju.
Po czym dodał.
— Zrozum, nie chcę mieć w tobie wroga, ale…
Urwał.
— Wiem, że się boisz. — powiedział Jezus.
— Boję się nie tyle ciebie co konsekwencji twoich nauk.
— Moje nauki pomogą ci. — odparł Żyd.
— Niby jak?
— Pomyśl, twój ojciec zjednoczył najróżniejsze ludy w jednej kulturze, ja oferuję ci jedność w wierze.
August nie odpowiedział od razu.
Jezus mówił prawdę.
W Hegemonii istniało wiele różnych kultów, które nawzajem się wykluczały.
Jego nauki mogły przynieść stabilność pod względem religijnym i zakończyć chaos w postaci multum sprzecznych kultów i rytuałów.
August spojrzał na ludzi przechodzących ulicami Jerozolimy.
Żydzi modlący się w świątyni.
Grecy handlujący na targu.
Rzymscy żołnierze pilnujący porządku.
Egipscy kupcy zmierzający na wschód.
Cały świat jego ojca w jednym mieście.
— I właśnie tego się obawiam. — powiedział w końcu.
— Czego?
— Że ludzie nie będą chcieli jedności. Będą chcieli, aby ich jedność była jedyną prawdą.
Jezus spojrzał na niego spokojnie.
— Czy twój ojciec nie mówił kiedyś, że państwo nie może opierać się tylko na jednym ludzie?
August zamilkł.
Nie spodziewał się tego pytania.
— Mój ojciec stworzył Hegemonię, bo uważał, że Rzym, Grecja i wszystkie inne krainy mogą być częścią czegoś większego.
— A więc dlaczego boisz się, że ludzie będą szukać czegoś większego?
August odwrócił wzrok.
— Bo państwo potrzebuje prawa. Potrzebuje granic. Potrzebuje posłuszeństwa.
— A wiara?
— Tego właśnie nie wiem.
Po chwili spytał.
— Czy bóg, o którym mówisz pozwala nosić koronę?
— Bóg traktuje każdego władcę jako swego pomazańca. — odpowiedział Jezus. — Służyli mu Dawid, Salomon i Saul.
August wzruszył ramionami.
— Muszę to przemyśleć. — powiedział.
August przez chwilę milczał.
— Saul, Dawid, Salomon… — powtórzył. — Królowie Izraela.
— Tak.
— A jednak nawet oni odpowiadali przed Bogiem.
Jezus skinął głową.
— Każdy człowiek odpowiada przed Bogiem.
August spojrzał na niego uważnie.
— Nawet Hegemon?
— Nawet Hegemon.
Przez chwilę żaden z nich się nie odezwał.
August słyszał wiele razy, że władca odpowiada przed bogami.
Słyszał to od kapłanów, filozofów i doradców.
Ale zawsze było to związane z tradycją, rytuałem i państwem.
Tutaj po raz pierwszy ktoś powiedział mu coś innego.
Nie:
„Bogowie wspierają władzę.”
Tylko:
„Władza również podlega osądowi.”
— Tak jak mówiłem. — hegemon spojrzał mu prosto w oczy. — Muszę się zastanowić.
…
Po powrocie do Rzymu miał mieszane uczucia.
— W teorii mógłbym na tym skorzystać. — powiedział. — Ale jeśli władza jest sądzona, czy to nie odbiera mi legitymacji?
Nie było odpowiedzi.
Tylko milcząca sala tronowa.
więcej..