Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu - ebook

Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 kwietnia 2026
70,00
7000 pkt
punktów Virtualo

PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu - ebook

Książka Toma Hollanda, znanego brytyjskiego pisarza, tłumacza, autora książek popularnonaukowych, stanowi trzecią część jego tzw. rzymskiej trylogii. Tym razem Holland przenosi czytelnika w czasy cesarstwa w epoce pryncypatu, w okres triumfu pokoju (łac. pax), który nastąpił po serii trudnych i wyniszczających wojen. Autor opisuje zawiłe i nie tak pokojowe, jak wskazywałby tytuł książki, dzieje Rzymu od wojny o władzę w 68 r., przez rządy Flawiuszy (Wespazjana i jego dwóch synów, Tytusa i Domicjana), którzy doszli do władzy po kryzysie czterech cesarzy, czasy Trajana, kiedy cesarstwo osiągnęło najszerszy zasięg swoich granic, po rządy Hadriana, kiedy przypadł okres prosperity w państwie, a tym samym upragniony pokój. Zmienne losy cesarzy i cesarstwa, tudzież postaci drugorzędnych, które Holland przywołuje na kartach książki, zostały ukazane w taki sposób, że nawet nieprzygotowany odbiorca z łatwością dostrzeże, jak niebywale złożona była cywilizacja rzymska w każdym aspekcie jej funkcjonowania, od polityki poczynając, na religii kończąc. Relacjonując dzieje wojen i czasy apogeum cesarstwa rzymskiego Holland prowokuje do refleksji nad dziejami wielkich imperiów.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

SPIS TREśCI

Przedmowa...................................................................................................................... 11

Część PIERWSzA. WOJNA...................................................................................... 27

Rozdział 1. PONURE, PODzIEMNE BÓSTWA ........................................................... 29

złoty wiek ................................................................................................................. 29

Gwałt na Prozerpinie ................................................................................................. 42

Powrót do przyszłości ............................................................................................... 52

Łowcy głów ............................................................................................................... 61

Rozdział 2. CzTEREJ CESARzE .................................................................................. 68

Bunt nad Renem ........................................................................................................ 68

Lud bardzo osobliwy ................................................................................................. 81

Piękny zapach............................................................................................................ 94

Czwarta bestia ......................................................................................................... 104

Rozdział 3. śWIAT POGRĄŻONY W WOJNIE ......................................................... 114

Idący na śmierć........................................................................................................ 114

Batawska piana........................................................................................................ 123

Nie zostanie tu kamień na kamieniu ....................................................................... 135

Książę pokoju .......................................................................................................... 148

Część DRUGA. POKÓJ ........................................................................................... 157

Rozdział 4. śPIĄCY OLBRzYMI ............................................................................... 159

Fakty twarde jak beton ............................................................................................ 159

Grube ryby w małym stawie ................................................................................... 167

W górę i w dół ......................................................................................................... 177

Przebudzenie olbrzymów ........................................................................................ 188

Rozdział 5. PAJĄK W śRODKU POTęŻNEJ SIECI .................................................. 197

Największe widowisko na ziemi ............................................................................ 197

Na kraniec świata .................................................................................................... 207

Miasto świata........................................................................................................... 219

Rozdział 6. NAJLEPSzY z CESARzY ....................................................................... 231

Chleb i igrzyska....................................................................................................... 231

Równanie w górę..................................................................................................... 242

Droga do Indii ......................................................................................................... 254

Rozdział 7. zBUDOWAŁEM TEN OGRÓD DLA NAS ............................................. 266

Duch pogranicza...................................................................................................... 266

Hellady chwała utracona ......................................................................................... 276

Panteon .................................................................................................................... 288

Tablica chronologiczna ................................................................................................. 303

Źródła ilustracji ............................................................................................................. 306

Dramatis personae......................................................................................................... 307

Przypisy......................................................................................................................... 312

Bibliografia ................................................................................................................... 331

Autorzy starożytni i dzieła ............................................................................................ 342

Indeks osób i etnonimów .............................................................................................. 346

Indeks nazw geograficznych ......................................................................................... 350

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8442-006-5
Rozmiar pliku: 4,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PODZIĘKOWANIA

Największe podziękowania należą się mojemu bratu, Jamesowi Hollandowi, który zapoznał mnie z Billem Healdem. Bill, który jest jednym z największych na świecie chirurgów onkologów, uratował mnie w połowie pisania tej książki i w ten sposób osobiście przyczynił się do tego, że byłem w stanie ją ukończyć. Chciałbym również podziękować Amynowi Hajiemu, Andrew Emmanuelowi, Margaret Burt i wszystkim członkom ich zespołów z King’s College Hospital za staranną opiekę, jaką zapewnili mi w ciągu ostatniego roku. Jak zwykle więcej niż jestem w stanie wyrazić, zawdzięczam Richardowi Beswickowi i wszystkim z wydawnictwa Little, Brown; Larze Heimert i pozostałym pracownikom oficyny wydawniczej Basic Books; jak również Patrickowi Walshowi, najlepszemu z agentów, wraz z całą agencją PEW Literary. Moja wdzięczność wobec personelu British Library, London Library oraz Hellenic and Roman Library jest bezgraniczna. Jamie Muir nie tylko przeczytał rękopis, ale także zrobił najcudowniejsze zdjęcia moich monet. Llewelyn Morgan, najżyczliwszy i najbardziej wspaniałomyślny z uczonych, pomógł mi z eunuchami i ze słoniami. Sophie Hay, pomocna kustoszka z Pompejów, pozwoliła mi wykorzystać niektóre ze swoich pięknych fotografii. Matei Blaj nie tylko zaprosił mnie do Rumunii, ale zawiózł mnie aż do samej Sarmizegetusy. Natomiast Dominic Sandbrook i reszta ekipy Goalhanger robili, co mogli, abym nie ukończył tej książki, ale czynili to z tak miłym skutkiem, że wiele, wiele razy nie mogłem odmówić im swojego czasu. Moja ukochana rodzina – Sadie, Katy i Eliza – była jak zawsze opoką, na której wszystko buduję.PRZEDMOWA

W 122 roku najpotężniejszy człowiek na świecie stanął nad brzegami rzeki Tyne, mniej więcej tam, gdzie obecnie znajduje się miasto Newcastle. Był to najdalej wysunięty na północ punkt, do jakiego kiedykolwiek dotarł rzymski cesarz. Za jego plecami leżała nizinna Brytania, żyzna południowa część wyspy, która od osiemdziesięciu lat była podbijana, pacyfikowana i ujarzmiana przez legiony. Przed nim natomiast rozciągały się pustkowia północy, zbyt dzikie i ubogie, aby zasługiwały na podbój. Tak w każdym razie uważał cezar, który tu przybył. Publiusz Eliusz Hadrian (Publius Aelius Hadrianus) był człowiekiem, który miał wszelkie kwalifikacje po temu, żeby odróżnić cywilizację od barbarzyństwa. Studiował z filozofami, ale i walczył z ludami, które kolekcjonowały ludzkie głowy; mieszkał zarówno w Atenach, jak i na wyspie leżącej pośrodku Dunaju. Przed swoim przybyciem do Brytanii objechał obozy wojskowe wzdłuż Renu i nakazał wybudować wielką palisadę na wschód od tej rzeki. Teraz, stojąc u szarych wód Tyne, Hadrian snuł plany budowy jeszcze większego cudu inżynierii wojskowej.

O śmiałości zamierzonego projektu świadczyła już sama obecność cezara w Brytanii. Realizacja tak wielkiego przedsięwzięcia wymagała nie tylko znacznego zwiększenia liczebności wojsk. Trzeba było również przebłagać bogów. Ofiary należało złożyć zarówno Oceanowi, czyli ogromnemu i przerażającemu bezmiarowi wód, który otaczał Brytanię, jak i samej rzece Tyne. Hadrian, który w odniesieniu do sił nadprzyrodzonych zawsze postępował skrupulatnie, wiedział, że lepiej nie brać się do budowy mostu bez wcześniejszego przebłagania bóstwa mieszkającego w każdej rzece. Wzniesioną tam konstrukcję nazwano Pons Aelius, czyli Mostem Eliusza, jak brzmiało nazwisko rodowe Hadriana. Było to wyjątkowe wyróżnienie dla mostu leżącego na odległych krańcach ówczesnego świata. Zwykle tylko mosty w Rzymie nazywano imionami cesarzy. Dlatego, kiedy dekadę później Hadrian przystąpił do budowy swojego potężnego mauzoleum na drugim brzegu Tybru i chciał umożliwić dotarcie do niego ze stolicy, kazał zbudować most, który nie mógł nazywać się inaczej niż Pons Aelius. Od tamtej pory istniały zatem dwa zupełnie różne mosty nazwane na cześć Hadriana. Tym samym zaszczyt, jaki spotkał odległą placówkę w Brytanii, był jeszcze większy.

Nazwę Pons Aelius nosił nie tylko most, ale także fort zbudowany przez Rzymian na północnym brzegu rzeki Tyne. Ów fort był z kolei tylko jedną z wielu placówek wojskowych tworzących linię ciągnącą się od jednego brzegu Oceanu do drugiego. Łączył je długi na 117 kilometrów wał zbudowany w większości z kamienia. Za nim biegła wyłożona tłuczniem droga. Natomiast za drogą znajdowała się fosa na tyle głęboka, że do jej pokonania konieczna była drabina. Tak ogromna i przemyślana infrastruktura była równie imponującym pomnikiem dokonań Hadriana jak wszystkie budowle, które kazał on wznieść w Rzymie. Stanowiła swoisty manifest niezrównanych możliwości militarnych i zdolności odstraszania. Wizyta cesarza nad rzeką Tyne była krótka i stanowiła dla niego najzwyklejszy przystanek w podróży, jednak odcisnęła na tej okolicy wyraźne piętno supermocarstwowej potęgi.

Mało który Rzymianin kiedykolwiek widział na własne oczy ów wał. Wszystko to, co składało się na cywilizację – „handel, żegluga, rolnictwo, oczyszczanie metali, sztuki, jakie są i były, wszystko, co dzieje się i rodzi”¹ – znajdowało się tak daleko od niego, że dla rzymskiego ludu stanowił on w najlepszym razie niepewną pogłoskę. Z czasem zapomniano nawet o tym, że to właśnie Hadrian nakazał go zbudować. Przez ponad tysiąc lat po upadku rządów rzymskich w Brytanii budowę owego wału przypisywano innemu, następnemu cezarowi i dopiero w połowie XIX wieku ostatecznie dowiedziono, że był on dziełem Hadriana. Od tamtej pory, dzięki pracy pokoleń archeologów, specjalistów od epigrafiki i historyków nasza wiedza o tym, jak i przez kogo został on wzniesiony, wzrosła niepomiernie. Badania nad Wałem Hadriana są obecnie „usiane kośćmi obalonych hipotez”². Wzdłuż jego najbardziej widowiskowego odcinka centralnego na turystów czekają dzisiaj tablice informacyjne, sklepy z pamiątkami i publiczne toalety, a jeszcze w 1600 roku ta okolica była do tego stopnia opanowana przez bandytów, że antykwariusz William Camden w czasie podróży był zmuszony ją ominąć.

Mimo to Wał Hadriana nie został całkowicie odarty z otaczającej go aury tajemniczości. Wczesną zimą 1981 roku zwiedzał go amerykański turysta, niejaki George R.R. Martin. Gdy słońce zaszło, zapadał już zmrok, a nad klifami powiał wiatr, miał to miejsce tylko dla siebie. Martin zaczął się zastanawiać, jak by to było, gdyby znalazł się tam w czasach Hadriana jako przybyły z Afryki lub Bliskiego Wschodu żołnierz, który stacjonował na samej granicy cywilizacji i wpatrywał się w mrok, drżąc z obawy przed tym, co się w nim czai. To wspomnienie zachował w pamięci. Dziesięć lat później, gdy przystąpił do pisania powieści fantasy zatytułowanej Gra o tron, jego wizyta na Wale Hadriana miała okazać się doświadczeniem, które wywarło na niego szczególnie silny wpływ. Jak stwierdził potem, był to wał „chroniący cywilizację przed czyhającymi za nim nieznanymi zagrożeniami”³.

W stworzonym przez Martina fikcyjnym świecie Westeros owymi „nieznanymi zagrożeniami” okazali się Inni, blade upiory stworzone ze śniegu i lodu, które zamieniają zmarłych w swoich niewolników. W jego powieściach rzymski system fortyfikacji granicznych zmienia się w lodowy mur o wysokości ponad dwustu metrów i długości prawie pięciuset kilometrów, istniejący od ośmiu tysięcy lat. Wyryte są na nim starożytne zaklęcia. Od czasu do czasu atakują go mamuty. Martinowska wersja Wału Hadriana, dzięki sukcesom zarówno jego powieści, jak i nakręconego na ich podstawie serialu telewizyjnego, nieco przyćmiła oryginał. Chyba jednak pokazuje ona również, jak mocno w naszej zbiorowej wyobraźni zakorzenił się pewien szczególny sposób postrzegania imperium rzymskiego. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w Grze o tron nasza sympatia nie leży po stronie Innych, ale Nocnej Straży, czyli żołnierzy strzegących Muru. Wszak Martin, stojąc na wysuniętej najdalej na północ granicy imperium rzymskiego i wpatrując się w mrok, wyobrażał sobie, że jest Rzymianinem, a nie Brytem. Ludzie zwiedzający Wał Hadriana rzadko utożsamiają się z tubylcami. Powieści i filmy niezmiennie przyjmują punkt widzenia okupanta. Próby zapuszczenia się poza granice rzymskiej cywilizacji – czy chodzi o skazany na zagładę legion, czy o wyprawę w poszukiwaniu utraconego orła legionowego – przedstawia się jak wyprawę do jądra ciemności. Rudyard Kipling, ten wielki piewca imperium brytyjskiego, uważał, że Wał Hadriana sam w sobie stanowił pomnik cywilizacji.

A gdy już ci się zdaje, żeś dotarł na sam koniec świata, widzisz nagle dym ciągnący się, jak zasięgnąć okiem od wschodu na zachód, a potem pod jego pokrowcem obaczysz wszędy gromadki domów, świątyń, sklepów, teatrów, koszar i spichlerzy, porozrzucane niby kości do gry po jednej (i zawsze tylko jednej) stronie długiego, niezbyt wysokiego rzędu wieżyc, to wznoszącego się wzwyż, to opadającego, to chowającego się w załomach gruntu, to znów ukazującego się wyraziście. To właśnie ów słynny Mur!⁴

Nawet dzisiaj, w epoce nieskończenie mniej sprzyjającej imperializmowi niż w 1906 roku, gdy Kipling publikował swoje opowiadania o rzymskiej Brytanii, obecność na Wale Hadriana żołnierzy pochodzących z Maroka czy Syrii można uznać za powód do chwały. Właśnie dla podkreślenia tego aspektu historii Wału w wyprodukowanym niedawno przez BBC filmie dla dzieci o przybyciu Hadriana do Brytanii zmieniono nieco chronologię wydarzeń, aby ukazać ówczesnego namiestnika prowincji jako AfrykaninaI. To samo cesarstwo rzymskie, które zbudowało wał ochronny wzdłuż całej swojej granicy z barbarzyńcami i prawdopodobnie obejmowało blisko 30 procent populacji ówczesnego świata, pozostaje dzisiaj tym samym, czym było już pod koniec XVIII wieku ‒ zwierciadłem, w którym miło nam jest dostrzec własne odbicieII.

To nie kto inny, jak Edward Gibbon jako pierwszy napisał, że II wiek naszej ery stanowił najbardziej złoty ze złotych wieków ludzkości. W 1776 roku, w pierwszym tomie swojego Zmierzchu i upadku cesarstwa rzymskiego, uznał on panowanie Hadriana i jego bezpośrednich następców za „okres, w którym ludzkość cieszyła się największą szczęśliwością i dobrobytem” w całej historii świata. Wszędzie panował bowiem pokój: od rzeki Tyne po Saharę i od Atlantyku po Arabię. Kraje, które wcześniej, przed nastaniem panowania rzymskiego, były nękane wyniszczającymi konfliktami – królestw przeciwko królestwom, miast przeciwko miastom, plemion przeciwko innym plemionom – znalazły się „pod przewodem cnoty i rozumu”⁵. Te pochwały były jednak obwarowane pewnymi zastrzeżeniami. Subtelny i zjadliwy Gibbon wiedział bowiem zbyt wiele, żeby wyobrażać sobie, iż jakikolwiek okres w historii mógł być prawdziwym rajem na Ziemi. Zdawał sobie sprawę z autokratycznego charakteru rządów cezara i oczywiście jak nikt inny wiedział, co nastąpiło potem. Mimo to dla człowieka o jego temperamencie – wyrafinowanego, tolerancyjnego, szanującego wiedzę i handel – świat rządzony przez Hadriana wydawał się nieporównanie lepszy od barbarzyństwa i zabobonu, z którymi utożsamiał średniowiecze. „Granic tej rozległej monarchii strzegła starożytna sława i zdyscyplinowane męstwo. Pod łagodnym, a przecież potężnym wpływem praw i obyczajów poszczególne prowincje stopniowo połączyły się w całość. Mieszkańcy tych prowincji, rozmiłowani w pokoju, cieszyli się korzyściami płynącymi z bogactwa i zbytku, często ich nawet nadużywając”⁶. Ten ton łagodnej ironii, z którą Gibbon snuł swój opis panującego w imperium dobrobytu, wcale nie oznaczał lekceważenia dla osiągnięć Rzymian. Porządek był przecież lepszy od chaosu, a ten porządek, który dzięki cezarom obejmował „najpiękniejsze połacie świata i najbardziej cywilizowaną część ludzkości”, był prawdziwym cudem. Gibbon to wiedział, gdyż sami Rzymianie uznawali to za cud. Zdumiewał ich widok niegdysiejszych wrogów, którzy odkładali broń, aby poświęcić się sztuce, dzięki czemu wszędzie miasta piękniały, a wiejskie okolice przypominały kwitnący ogród. Zachwycali się nieprzebraną liczbą zapełniających morza statków handlowych, które sprowadzały skarby nawet z odległych Indii. Czuli się poruszeni faktem, że o ile wcześniej święty ogień, który palili w ofierze swoim bogom, płonął jedynie na kilku ołtarzach, teraz był nie do ugaszenia, przekazywany kolejnym ludom i z pewnością podtrzymywany nieustannie w całym rzymskim świecie. Dla wychowanego w imperium Hadriana mieszkańca jakiejś rzymskiej prowincji takie właśnie były owoce rzymskiego pokoju – pax romana.

Od czasów Gibbona wiedza o tym, jak ów pokój funkcjonował i był utrzymywany, poczyniła jednak ogromne postępy. Zbadano stanowiska archeologiczne, inskrypcje ujęto w tabele i poddano analizie, wydobyte ze śmietnisk papirusy i woskowe tabliczki skrupulatnie przepisano, a ogromna masa tych materiałów źródłowych posłużyła następnie do opracowania licznych syntez historycznych, których zakres wprawiłby Gibbona w osłupienie i zachwyt. Panujące niegdyś wśród badaczy zachodnich przekonanie, iż rządzone przez Hadriana imperium rzeczywiście objęło swoim zasięgiem najpiękniejsze połacie świata, już dawno temu zostało skorygowane, dzięki uświadomieniu sobie, że nie było to jedyne supermocarstwo istniejące w tamtym czasie na obszarze Eurazji. Obecnie studia porównawcze nad imperializmem rzymskim i chińskim nie są już ani trochę bardziej nowatorskie, niż jakiekolwiek inne pole badań nad historią starożytną. Niemniej jednak sama skala i czas trwania pokoju, który został narzucony zachodniemu krańcowi Eurazji w pierwszych dwóch stuleciach naszej ery, to jest w okresie, gdy po raz pierwszy większa część tego obszaru stanowiła jeden organizm polityczny, nie mają odpowiedników w dziejach. Ani w latach 70. XVIII wieku, ani dzisiaj nikt nie może twierdzić, że Morze Śródziemne należy wyłącznie do niego, jak mogli z dumą głosić cezarowie.

Nawet dobrobyt świata rzymskiego – który dla konsumentów z XXI wieku zdaje się znacznie mniej imponujący niż dla Gibbona – nadal robi duże wrażenie na ekonomistach. „Stopa życiowa – pisze profesor emeritus Gray z wydziału ekonomii Massachusetts Institute of Technology – była we wczesnym cesarstwie rzymskim wyższa, niż gdziekolwiek i kiedykolwiek indziej aż do czasów rewolucji przemysłowej”⁷. Wobec braku dokładnych danych rozmiary i wydajność gospodarki rzymskiej w pierwszych dwóch wiekach naszej ery pozostają przedmiotem zaciekłych sporów między badaczami; a jednak udogodnienia, jakimi dysponowały miasta na całym obszarze imperium, są znane nie tylko historykom tego okresu, ale także niezliczonym masom turystów. W Efezie czy Pompejach nawet najbardziej przypadkowy przybysz musi być pod wrażeniem tego, co tam zastaje. Świątynie i teatry, łaźnie i biblioteki, brukowane ulice i centralne ogrzewanie ‒ wszystko to stanowi widoczną pamiątkę po pax romana. Po dziś dzień, czy to w filmach, czy w kreskówkach lub grach komputerowych, służą one jako symbol nie tylko szczytowego rozkwitu imperium rzymskiego, ale samej cywilizacji.

No dobrze, ale, cytując klasyka, co ci Rzymianie dla nas zrobili? Odpowiedź na to pytanie brzmiała: wywózkę śmieci w miastach, medycynę, edukację, wino, porządek publiczny, nawadnianie pól, drogi, akwedukty i łaźnie. Taka lista, nawet jeśli jest pochlebna dla pax romana, oczywiście stanowi ledwie podsumowanie. Tam, gdzie jest światło, jest i cień. Wszak najsłynniejszy ze wszystkich rzymskich zabytków, uwielbiany zarówno przez włoski przemysł turystyczny, jak i Hollywood, był sceną, na której przelewano krew. Krzyż, który stał kiedyś pośrodku Koloseum, zniknął dawno temu, usunięty w latach 70. XIX wieku przez archeologów, ale mordercze widowiska, jakie organizowano w tym amfiteatrze – nawet jeśli trudno znaleźć jakiekolwiek dowody na to, że kiedykolwiek rzucano tam chrześcijan na pożarcie lwom – budzą obecnie taką samą dezaprobatę moralną jak wtedy, gdy w tym miejscu znajdowała się kaplica i stacje drogi krzyżowej. Nikt, kto ogląda film Gladiator, nie utożsamia się z cesarzem. Instynktownie sympatyzujemy z ofiarami krwawych sportów rzymskich, przez co okazujemy się raczej spadkobiercami wczesnego Kościoła niż cezarów.

„I ujrzałem Niewiastę pijaną krwią świętych i krwią świadków Jezusa”⁸. Tak pod koniec pierwszego wieku naszej ery pisał Święty Jan w swoim objawieniu, stanowiącym ostatnią księgę Nowego Testamentu. Wizja Świętego Jana ma rangę apokalipsy rozchylającej kurtynę, która przesłania śmiertelnikowi obraz wydarzeń mających dopiero nadejść w przyszłości; lecz stanowi ona jednocześnie najostrzejszy, najbarwniejszy i najbardziej sugestywny atak na imperializm, jaki kiedykolwiek sformułowano na piśmie. Niewiasta, którą ujrzał Jan, była nierządnicą, ubraną w purpurę, przystrojoną w ekstrawagancką biżuterię i siedzącą na szkarłatnej bestii o siedmiu głowach i dziesięciu rogach. Na jej czole wypisane było imię „Wielki Babilon”, a była to „macierz nierządnic i obrzydliwości ziemi”. Anioł, który przemówił do narratora, ujawnił prawdziwą tożsamość tej monstrualnej prostytutki: „to owo Wielkie Miasto, mające władzę królewską nad królami ziemi”⁹.

W objawieniu Świętego Jana ta potęga i bogactwo stolicy świata służą jedynie spotęgowaniu radości, jaką odczuwa Jan na widok jej ruiny. Głos z nieba informuje go, że nadejdzie czas, gdy „będą nad nią płakać i lamentować królowie ziemi kiedy zobaczą dym jej pożaru”, zaś „kupcy ziemi” będą ją opłakiwać, wykrzykując:

Biada, biada, wielka stolico,

odziana w bisior, purpurę i szkarłat,

cała zdobna w złoto, drogie kamienie i perły,

bo w jednej godzinie przepadło tak wielkie bogactwo¹⁰.

Oto w samych trzewiach imperium zrodziła się przepowiednia mówiąca o jego upadku; proroctwo, które już zawsze miało rzucać cień na wspomnienia o wielkości Rzymu. Gibbon twierdził, że epoka Hadriana oraz jego następcy Antoninusa Piusa, którą wychwalał za to, że dała światu najbardziej realną perspektywę pokoju powszechnego, zainspirowała go do refleksji nad zmierzchem i upadkiem imperium rzymskiego w równym stopniu, co śpiew franciszkańskich mnichów dobiegający jego uszu wśród ruin starożytnego Rzymu. Nie tylko starożytni bogowie zostali upokorzeni przez Chrystusa. Z nieba na ziemię sprowadził on również cezarów, którzy rządzili imperium w czasach jego największego rozkwitu. W dzisiejszym Rzymie ani mauzoleum Hadriana, ani Pons Aelius nie upamiętnia już człowieka, który zbudował obie te konstrukcje. Zamiast tego na szczycie mauzoleum znajduje się rzeźba przedstawiająca świętego Michała Archanioła, który w apokalipsie świętego Jana strąca Szatana na ziemię. Z kolei na kolumnie triumfalnej wzniesionej przez Trajana, poprzednika Hadriana i najbardziej fetowanego ze wszystkich cesarzy rzymskich, nie stoi już jego pomnik, lecz posąg świętego Piotra, skromnego rybaka. Chrystus to wszystko przepowiedział: „Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”¹¹.

Sama myśl o tym, iż takie podejście będzie kiedyś uważane za coś pozytywnego, jako spełnienie pobożnych życzeń, byłaby czymś niepojętym dla Trajana. W tym okresie wierzenia i nauki chrześcijan nie stanowiły jednak zbyt poważnego powodu do niepokoju dla elity rzymskiej. Obecność wyznawców Chrystusa była ledwo widoczna i tylko sporadycznie dostrzegana w miejskiej strukturze imperium, niczym obecność mezozoicznych ssaków w ekosystemie zdominowanym przez dinozaury. Podobnie jak ssaki, w długiej perspektywie chrześcijanie mieli przejąć panowanie na Ziemi. Rewolucja w świecie wartości, jaką przyniósł ich triumf, zaiste była tak totalna, że dzisiaj może nam być trudno ocenić, jak wiele z naszych założeń pozostaje pod głębokim wpływem ich poglądów. Chociaż Europejczycy i Amerykanie zawsze spoglądali wstecz na Rzym z podziwem, to nawet w czasach apogeum imperializmu zachodniego podziw ten był skażony pewną nieufnością. Kiedy chrześcijanie anektowali ziemie innych ludów, czynili to bowiem jako wyznawcy pewnego prowincjusza, który został zamęczony na śmierć na rozkaz imperialnego zarządcy. Dlatego często trudno było im pogodzić się z wejściem w rolę Poncjusza Piłata. Entuzjazm dla dekolonizacji to bardzo zachodnie zjawisko.

Takie wyrzuty sumienia nie dręczyły Rzymian, kiedy to oni stosowali kolonialną przemoc. Dla nich krzyż nie był symbolem triumfu ofiary nad oprawcą – jak postrzegali go chrześcijanie – ale wręcz przeciwnie: prawa, które ich zdaniem im przysługiwało, aby stłumić bunt tak brutalnie i bezkompromisowo, jak uważali to za stosowne. Ich bezwzględności nie mąciło żadne poczucie winy. Dopiero chrześcijaństwo im je zaszczepiło. Chociaż dzisiaj obecność Kościoła na Zachodzie nie jest już tak znacząca jak kiedyś, nasze społeczeństwo nadal pozostaje pod przemożnym wpływem dziedzictwa wrogości wczesnych chrześcijan do „Nierządnicy Babilońskiej”. Historycy starożytności są naznaczeni tym piętnem w nie mniejszym stopniu niż reszta społeczeństw zachodnich. We współczesnych katedrach historii starożytnej z pewnością nie panuje zbytni entuzjazm wobec instytucji imperium. Wysoko cenione przez Rzymian przymioty wojenne, które pozwoliły im podbić i utrzymać ogromne imperium, zebrać bogate żniwo niewolników i dla rozrywki celebrować krwawe sporty, rzadko budzą podziw badaczy pracujących obecnie na uniwersytetach.

Jednym z wielkich paradoksów historii starożytnej jest zatem fakt, iż za najbardziej wpływowe dziedzictwo pax romana należy uznać ruch tak rewolucyjny w swoich ostatecznych skutkach, że dzisiaj musimy zdobyć się na ogromny wysiłek, aby przynajmniej spróbować zrozumieć świat rzymski w taki sposób, jak rozumieli go sami Rzymianie. Teraz bowiem widzimy go niejasnoIII, jak w zwierciadle. Tradycja chrześcijańska nie jest jedyną, która pozostaje żywa od pierwszych dwóch wieków naszej ery aż do dzisiaj, ani najbardziej radykalną w swojej wrogości wobec rzymskiego imperializmu. Mimo wszystko w swoim czasie do władzy doszli cezarowie, którzy sami byli chrześcijanami, a imperium, które wcześniej było „pijane krwią świętych i krwią świadków Jezusa”, na nowo go konsekrowało. Pomimo że figura Świętego Piotra ostatecznie zastąpiła posąg Trajana na szczycie jego triumfalnej kolumny w Rzymie, nie oznaczało to wcale potępienia pamięci tego cesarza. Podczas gdy starożytni Rzymianie wychwalali go jako „najlepszego princepsa” (Optimus Princeps), średniowieczni chrześcijanie podziwiali Trajana prawie jak jednego ze swoich. Losy jego duszy po śmierci budziły w nich tak wielką troskę, że powstała nawet niezwykła przypowieść na ten temat. Twierdzono mianowicie, że nawet ojciec święty, będąc pod wrażeniem szczegółów z życia Trajana, rozpaczał, iż taki wzór wszelkich cnót nie ma wstępu do nieba. Dlatego postanowił błagać o jego zbawienie. W tym celu „udał się do bazyliki Świętego Piotra i wylewał potoki łez, jak to miał w zwyczaju, dopóki w końcu przez boskie objawienie nie uzyskał pewności, iż jego modły zostały wysłuchane, tym bardziej, że nie zakładał, iż poprosi o taki przywilej dla jakiegokolwiek innego poganina”¹². To dlatego Dante uznał, że w swojej Boskiej komedii może umieścić Trajana w raju. Nie tylko chrześcijanie spekulowali na temat życia pozagrobowego cezarów, którzy panowali w czasach świetności imperium. Żydzi również. Oni jednak ani trochę nie martwili się o dusze cesarzy. Rabini rzadko byli w stanie wypowiedzieć imię Hadriana, nie przeklinając go przy tym – „Niechaj zgniją jego kości!” – lecz najbardziej nienawistna tradycja żydowska wiązała się z jednym z wcześniejszych cezarów. Tytus, który rządził krótko między 79 i 81 rokiem naszej ery, jako drugi w kolejności przedstawiciel dynastii Flawiuszów, w oczach Żydów zasłużył sobie na straszliwą karę. Dlatego właśnie komar, najmniejsze ze stworzeń bożych, wleciał mu do nosa i przedostał się aż do mózgu. Tam przez siedem lat nieprzerwanie brzęczał. Kiedy w końcu Tytus zmarł i lekarze otworzyli mu czaszkę, odkryli, że ów komar urósł do rozmiarów wróbla, który miał dziób z mosiądzu oraz szpony z żelaza. Cierpienia zmarłego cesarza na tym się jednak nie skończyły i nie miały się skończyć nigdy, gdyż w piekle jego ciało miało codziennie powstawać na nowo i spalać się na popiół.

Jaką to straszliwą zbrodnię popełnił Tytus? W 70 roku naszej ery, cztery lata po tym, jak Żydzi wszczęli powstanie przeciwko Rzymowi, armia dowodzona przez Tytusa zdobyła najświętszy przybytek żydowskiego świata, świątynię jerozolimską, a następnie puściła ją z dymem. Sześćdziesiąt lat później Hadrian nakazał w tym miejscu wznieść świątynię pogańską, co na nowo podsyciło konflikt. Żydzi po raz kolejny się zbuntowali, a Rzymianie po raz kolejny ich zmiażdżyli. Tym razem jednak dzieło pacyfikacji miało okazać się trwałe. Jerozolimę odbudowano jako miasto rzymskie. Nazwę żydowskiej ojczyzny – „Judea” – zmieniono na „Palestyna”. „Czy oprócz Żydów istnieje naród, który został wypędzony ze swej ojczyzny i z miejsc przeznaczonych dla kultywowania tradycyjnych obrzędów religijnych?” – pisał później z wyraźną satysfakcją pewien uczony chrześcijański¹³. W ten oto sposób Żydzi stali się narodem wygnanym.

Wpływ tych brzemiennych w skutki wydarzeń jest widoczny do dzisiaj. Wielka skała, na której kiedyś stała świątynia żydowska, obecnie jest świętym miejscem zarówno dla muzułmanów, jak i Żydów, gdyż na jej szczycie wznosi się Kopuła na Skale, pierwsze arcydzieło architektury muzułmańskiej oraz trzeci w hierarchii najświętszych meczetów na świecie. W rezultacie jest to jeden z najbardziej zapalnych punktów globu. Z kolei Izrael – państwo żydowskie utworzone na obszarze dawnej Judei – zawsze odwoływał się do pamięci o wojnach z Rzymem, aby wzmocnić własne poczucie tożsamości narodowej. Masada, góra leżąca na południe od Jerozolimy, na której w pewnym momencie na początku 70 roku prawie tysiąc żydowskich mężczyzn, kobiet i dzieci wolało raczej odebrać sobie życie, niż poddać się Rzymianom, stała się dla Izraelczyków symbolem odwagi i determinacji, które oni także czuli się zmuszeni okazywać jako naród otoczony ze wszystkich stron przez wrogów. Takie poczucie samoidentyfikacji opierało się na kluczowym założeniu, że państwo Izrael rzeczywiście pochodzi w prostej linii od Judei, która została najpierw podbita, a następnie unicestwiona przez Rzym. Kiedy w 1960 roku odkryto listy przywódcy powstania żydowskiego z czasów Hadriana, zaprezentowano je ówczesnemu prezydentowi Izraela, Jicchakowi Ben Cwiemu, jako „depesze napisane lub podyktowane przez ostatniego prezydenta”¹⁴.

Żart – ale nie do końca żart. Przyjęcie założenia, iż mieszkańcy rzymskiej prowincji Judei byli Żydami w obecnym znaczeniu tego słowa, pociąga za sobą bardzo wielkie ryzyko anachronizmu. Faktycznie jest ono tak wielkie, że postanowiłem go nie podejmować. Skoro dziedzictwo tradycji chrześcijańskiej może obecnie działać niczym zasłona dymna, zamazując nam prawdziwe kontury cesarstwa rzymskiego w czasach jego świetności, taki sam wpływ może na nas wywierać dziedzictwo tradycji żydowskiej. Albowiem to, co dzisiaj odróżnia „judaizm” od innych religii – rola rabinów, synagogi, Talmud – w dużej mierze nie istniało przed wojnami z Rzymem, lecz wykształciło się później, jako sposób na dostosowanie się do sytuacji zaistniałej w wyniku poniesionych klęsk. Przed ostatecznym zniszczeniem ich ojczyzny Ioudaioi – jak mieszkańców Judei nazywali Grecy – byli ludem (ethnos) jak wiele innych. Tak, mogli wydawać się nieco ekscentryczni; ale to samo można było powiedzieć o wielu innych narodach. Z pewnością nie uważali, że wyznają „religię” o nazwie „judaizm”, gdyż oba te słowa wywodzą się ze specyficznie chrześcijańskich założeń teologicznych, które nic wtedy nie znaczyły ani dla Rzymian, ani dla Greków, ani dla samych Żydów. Dlatego, tak jak mieszkańcy Aten byli Ateńczykami, a mieszkańcy Egiptu – Egipcjanami, chyba najlepiej określać ówczesnych mieszkańców Judei mianem Judejczyków. Cesarstwo rzymskie w okresie swojej szczytowej potęgi było światem bardzo odmiennym od naszego i niebezpiecznie jest opisywać go w języku takim jak angielski, nie uświadomiwszy sobie przy tym, jak potencjalnie zdradzieckim środkiem przekazu może się on okazać w tym przypadku, skoro przez ponad tysiąc lat był kształtowany i zmieniany pod wpływem pojęć chrześcijańskich. Tak jak starałem się pozostać wierny pierwotnej nazwie Koloseum, które początkowo było znane jako Amfiteatr Flawiuszów, tak starałem się również wystrzegać bardziej podstępnych anachronizmów: punktów widzenia i założeń, które byłyby niezrozumiałe dla ludzi będących bohaterami tej książki. Podejście Rzymian do tych aspektów człowieczeństwa, które mogą nam się wydawać uniwersalne – jak moralność, seksualność czy tożsamość – było radykalnie odmienne od naszego, a nawet niepokojące z naszego punktu widzenia. Faktycznie tak niepokojące, że niektórzy woleli nawet ich nie dostrzegać. Przez cały czas pisania tej książki moim celem było jednak okazanie mieszkańcom rzymskiego świata szacunku należnego wszystkim ludom starożytnym; próbowałem zrozumieć je nie w naszych kategoriach, ale w ich własnych, ze wszystkimi ich sprzecznościami, ambiwalencją i złożonością.

Ktokolwiek próbuje zaspokoić taką ambicję, staje w obliczu oczywistego wyzwania. Kiedy w 1960 roku w jaskini na Pustyni Judejskiej odkryto listy z ostatnich dni powstania przeciwko Hadrianowi, wywołana tym faktem ekscytacja nie wynikała jedynie z izraelskiego patriotyzmu. Było to zdumiewające znalezisko, gdyż pomagało wypełnić – chociaż nie do końca – potężną lukę w naszej wiedzy historycznej. Pomimo że ów konflikt miał doniosłe znaczenie, pozostało po nim bardzo mało źródeł pisanych. O ile bowiem strzępy szczegółów można wydobyć z inskrypcji lub monet, a znacznie później także z pism rabinów i ojców Kościoła – oczywiście tendencyjnych – to jedyne zachowane do dnia dzisiejszego opisy wydarzeń są skrajnie pobieżne. Przez kilka ostatnich dekad historycy i archeolodzy przetrząsali to rumowisko źródeł historycznych z imponującym skutkiem, a jednak pomimo ukazania się niedawno licznych opracowań poświęconych tej wojnie nie udało się osiągnąć nic więcej poza nakreśleniem jedynie bardzo mglistych zarysów jej przebiegu. Mity o Judejczykach toczących śmiertelną walkę przeciwko Hadrianowi przemawiają jednak do wyobraźni znacznie bardziej niż jakikolwiek opis, który mógłby spłodzić historyk.

Wprawdzie są i inne konflikty zbrojne, o których wiemy jeszcze mniej. Za panowania Hadriana wybuchło na przykład powstanie w Brytanii, które jeden z pisarzy rzymskich wprost porównał do wojny w Judei i które zapewne przyczyniło się do podjęcia przez cesarza decyzji o budowie jego słynnego wału; poza tym jednak niewiele wiadomo o tych wydarzeniachIV. Z drugiej strony, to, co można napisać o buncie Judejczyków przeciwko Hadrianowi, wydaje się relacją szczątkową, tym bardziej że powstanie, które miało miejsce ponad sześćdziesiąt lat wcześniej – zakończone zniszczeniem świątyni jerozolimskiej i oblężeniem Masady – pozostawiło po sobie całkiem sporą ilość materiałów źródłowych jak na standardy historii starożytnej. Dysponujemy przecież biografiami dwóch Flawiuszów, którzy dowodzili legionami uczestniczącymi w tym konflikcie: Wespazjana i jego syna Tytusa. Tacyt, największy ze wszystkich historyków rzymskich, pozostawił nam nieprzychylny opis tego wszystkiego, co sprawiało, że w oczach sąsiednich ludów Judejczycy uchodzili za osobliwych. Mamy monety, inskrypcje i napisy na murach. Przede wszystkim jednak dysponujemy szczegółową relacją na temat przebiegu powstania i jego przyczyn sporządzoną nie przez Rzymianina, ale Judejczyka – i to Judejczyka, który odegrał w tym konflikcie bardzo istotną rolę. Wojna żydowska autorstwa Józefa Flawiusza należy do najwybitniejszych dzieł historycznych starożytności, jakie przetrwały do naszych czasów; a jakby tego było mało, nie jest to wcale jedyny dostępny nam opis tego okresu. Tacyt napisał bowiem własny, chociaż nie skupiał się w nim na powstaniu judejskim, ale na wojnie domowej, która w tym samym czasie targała światem rzymskim i sprawiła, że w 69 roku władzę obejmowało kolejno aż czterech cezarów.

Opowiadając historię tego okresu, należy być zawsze wyczulonym na stan materiałów źródłowych dotyczących historii Rzymu, które czasami są całkiem jasne, a czasami w ogóle nie istnieją. Przedstawiony w tej książce świat w dużej mierze przypomina nocne wybrzeże oświetlone potężną baterią latarni morskich. Snopami światła omiatają one okolicę w różnych kierunkach, obracając się według nieregularnych i niepewnych schematów. Czasami jakiś skalisty obszar może być zalany jasnym światłem, czasami scena może nagle pogrążyć się w całkowitych ciemnościach, a czasami całe połacie linii brzegowej mogą wcale nie być oświetlone. Tak jest na przykład z okresem kilku dekad oddzielających dwa wielkie powstania judejskie, jak również między rokiem czterech cesarzy i objęciem władzy przez Antoninusa Piusa.

Podkreślam ten fakt nie po to, żeby ostrzec czytelnika, ale by raczej wyjaśnić rozłożenie akcentów i rytm tej książki. Zakres mojej narracji, jak również to, na czym się w niej skupiam i do jakiego stopnia przenoszę się z miejsca na miejsce, wynika przede wszystkim z charakteru dostępnego materiału źródłowego i archeologicznego. Z jednej strony zatem może nam brakować jakichkolwiek informacji na temat wielu lat z tego okresu, a z drugiej – jesteśmy w stanie szczegółowo zrekonstruować miesiąc po miesiącu, a często nawet dzień po dniu wydarzenia jednego, brzemiennego w skutki roku 69. Może nam brakować opracowań historycznych, które skupiają się na poczynaniach rad miejskich, kobiet, przedsiębiorców czy niewolników; mamy jednak pozostałości Pompejów i Herkulanum, gdzie duchy wielu takich osób nadal krążą po ulicach. Może nam brakować biografii Trajana, najbardziej podziwianego ze wszystkich cezarów, ale dysponujemy szczegółowymi opisami tego, co się działo pod jego rządami w pewnej bardzo szczególnej prowincji. Ta historia zaczyna się i kończy w Rzymie, ale opowiada o czymś znacznie większym niż Rzym. To historia obejmująca cały rzymski świat, a nawet sięgająca jeszcze dalej.

Chociaż książka Pax stanowi odrębną całość, jest jednocześnie trzecią częścią mojego cyklu o starożytnym Rzymie. Pierwsza z nich, zatytułowana RubiconV, opowiada dzieje Juliusza Cezara i jego epoki. Natomiast druga, Dynasty, przedstawia historię Augusta, pierwszego cesarza Rzymu, oraz linii władców, którzy uznawali się za jego potomków. Pax rozpoczyna się od kluczowego momentu w dziejach, śmierci Nerona, który pod względem prawnym był ostatnim męskim potomkiem Augusta i w 68 roku popełnił samobójstwo. Wraz z jego śmiercią wygasła pierwsza dynastia autokratów rządzących Rzymem. Co miało ją zastąpić? Próba udzielenia odpowiedzi na to pytanie położyła kres pokojowi wewnętrznemu, którym od stu lat cieszyło się imperium rzymskie. W roku 69 aż czterech mężczyzn kolejno sprawowało władzę cesarską. Żołnierze wyrzynali się nawzajem na ulicach Rzymu, a największą świątynię stolicy strawił ogień. Ów „rok czterech cesarzy” stanowił dla Rzymian brutalne przypomnienie, że cała ich wielkość i dobrobyt mogą być zagrożone z powodu tej samej cechy, która pierwotnie pozwoliła im zdobyć imperium oraz zapewnić mu bezpieczeństwo, czyli ich biegłości w zabijaniu. Zdolność legionów rzymskich do stosowania skrajnej przemocy była niezbędnym warunkiem wstępnym ustanowienia pax romana. Dlatego właśnie książka opowiadająca o najdłuższym okresie nieprzerwanego pokoju, jakim kiedykolwiek cieszył się świat śródziemnomorski, musi zacząć się od opisu poprzedzającej go wojny.

Ktoś, kto był dzieckiem, gdy Neron odebrał sobie życie, mógł być świadkiem egzekwii, czyli ceremonii pogrzebowych Hadriana. Dekady oddzielające okres panowania tych dwóch cesarzy były świadkiem wydarzeń tak dramatycznych, że ich sława trwa do dzisiaj: oblężenia i zniszczenia Jerozolimy, erupcji Wezuwiusza, inauguracji Koloseum. Nawet gdy po „roku czterech cesarzy” w większej części świata rzymskiego przywrócono spokój, nadal trwały konflikty w Brytanii, nad Dunajem czy w Judei. Legiony rzymskie zaniosły swoje orły aż do Zatoki Perskiej. Rzymianie pozostali tym, kim byli zawsze ‒ bohaterami wielkiego dramatu naznaczonego niezrównanymi osiągnięciami i cierpieniami. Najbardziej doniosły ze wszystkich był jednak zachodzący w omawianym tutaj okresie proces, który na zawsze odmienił znaczenie słowa „Rzymianin”. Do czasu śmierci Hadriana zaczęło ono oznaczać „nie tylko jeden naród, lecz cały rodzaj ludzki”, jak to ujął pewien ówcześnie żyjący historyk, który znajdował się dostatecznie blisko cesarza, żeby wymieniać z nim poetyckie dowcipy¹⁵. Cesarstwo rzymskie było najbogatszym, najpotężniejszym, najbardziej przerażającym państwem, jakie kiedykolwiek istniało; państwem, które w opisywanym tu okresie wielokrotnie udowadniało, że jest niezwyciężone, tak że nawet jego wrogowie nabrali przekonania, iż nigdy nie uda się go pokonać. Starałem się ukazać Rzymian w momencie ich największej potęgi imperialnej nie jako ludzi nam współczesnych, nie jako tych, których można naśladować lub potępiać, ale jako ludzi budzących naszą fascynację przede wszystkim dlatego, że byli inni – denerwująco i urzekająco inni od nas.Rozdział 1
PONURE, PODZIEMNE BÓSTWA

ZŁOTY WIEK

Sześćdziesiąt pięć lat po narodzeniu Chrystusa najsłynniejsza kobieta w Rzymie została boginią. Wniebowstąpienie miał potwierdzić okazały pogrzeb, wyprawiony jej na ziemskim padole. Zwłoki, nafaszerowane najdroższymi wonnościami, jakie można było kupić, poniesiono w uroczystej procesji w dół Palatynu, największego i najbardziej reprezentacyjnego ze słynnych siedmiu wzgórz miasta. Kondukt poprzedzały chóry śpiewające hymny pogrzebowe oraz urzędnicy w maskach i kostiumach, przebrani za przodków zmarłej kobiety. Była też wojskowa eskorta. Procesja zeszła w dolinkę oddzielającą Palatyn od drugiego, mniejszego wzgórza, czyli Kapitolu. Owa dolinka – zwana Forum – ze względu na swoją lokalizację doskonale nadawała się na tę okazję. Wybrukowana lśniącym marmurem, otoczona luksusowymi placami targowymi oraz ozdobiona nieco chaotycznie ustawionymi pomnikami, świątyniami i portykami, znajdowała się w samym sercu największego miasta na Ziemi.

„Rzym, co z siedmiu wzgórz na świat spogląda: to miejsce władzy i siedziba bogów”¹. W ten sposób poeta sławił to miasto mniej więcej pięćdziesiąt lat wcześniej. W ciągu tych kilku minionych dekad Rzym jeszcze bardziej rozszerzył swoją władzę. Nawet Brytania, ta bagnista kraina pijących mleko barbarzyńców zza OceanuVI, musiała uznać jego panowanie. Od Hiszpanii po Syrię, całe Morze Śródziemne należało do Rzymu. Na brzegach tego starożytnego akwenu nie było miasta, które swoim bogactwem, pięknem i sławą mogło równać się z Rzymem. Ta wielkość była widoczna wszędzie wokół, gdy ciało martwej kobiety niesiono w ponurej procesji ku zabudowaniom skupionym u stóp Kapitolu. Po prawej stronie przesuwającego się po forum konduktu żałobnego rozciągał się szczególnie widowiskowy zespół świątyń i placów publicznych. Ów kompleks miał ledwie około stu lat. Stanowił prawdziwy pomnik podbojów Rzymu. Pierwsza jego część, czyli forum wzniesione przez wielkiego męża stanu i wodza, niejakiego Juliusza Cezara – człowieka o tak niezwykłych osiągnięciach, iż po śmierci stał się bogiem – została zbudowana za łupy zdobyte w Galii. Druga część, tworząca kolejne forum, została ufundowana dzięki zwycięstwom odniesionym w całym antycznym świecie. Człowiek, który ją wybudował, bardziej niż jakikolwiek inny Rzymianin przyczynił się do powiększenia potęgi swojego państwa. August był wnukiem wujecznym i adoptowanym synem Cezara, a zyskał sobie tak wielką chwałę, że przyćmił nawet swojego przybranego ojca. „Jego imię oznaczało, że był więcej niż człowiekiem”². Mianował się władcą Egiptu, kraju niezmiernie bogatego i żyznego; dokończył podbój Hiszpanii; swoim władczym butem podeptał dzikusów czających się za Renem. Dawniejsi zdobywcy osłupieliby na widok jego łupów. Większość z nich przeznaczył na upiększenie Rzymu. „Słusznie mógł się chełpić, iż «zostawia marmurowy, a otrzymał ceglany»”³. Najwspanialszy z wielu ufundowanych przez siebie budynków, wielką świątynię na swoim forum, ozdobioną pomnikami i pozłacanym dachem, słusznie zatem poświęcił bogu wojny Marsowi. Za odległymi granicami strzeżonymi przez największą potęgę militarną, jaką kiedykolwiek znała historia, ludy cywilizowanego świata żyły w pokoju. Sam August, ukończywszy swe dzieło, wstąpił do nieba, aby dołączyć do przybranego ojca.

Miasto stanowiące stolicę świata było czymś więcej niż tylko miastem. Tam, gdzie teraz stały kompleksy wielkich marmurowych budowli, niewiele ponad sto lat wcześniej rozciągał się labirynt wąskich uliczek. Domy mieszkalne, warsztaty, gospody: wszystko to zostało wyburzone. Spokój nastał w miejsce zamętu, a symetria triumfowała nad chaosem. Wymagała tego powaga miejsca. Nie było to tylko serce Rzymu, ale także serce wszystkiego, co znajdowało się poza nim. Złożywszy ciało zmarłej kobiety na wyłożonych marmurem rostrachVII w cieniu Kapitolu, żałobnicy mogli dostrzec stojący nieopodal pomnik, który świadczył o tym szczególnie dobitnie. Stał tam już od osiemdziesięciu pięciu lat ‒ wielki, pozłacany kamień milowy. August kazał go tam postawić, żeby od tego miejsca mierzyć odległość do każdego innego punktu w całym imperium. Od tamtej pory każdy Rzymianin, niezależnie od tego, czy przebywał na skraju Sahary, nad Renem czy nad brzegiem Oceanu, wiedział na pewno, gdzie się znajduje. Swoje położenie określał na podstawie odległości od Forum. Wszystkie drogi prowadziły do Rzymu.PRZYPISY

Przedmowa

¹ Eliusz Arystydes 13 Imperium romanum. Władza, propaganda, konflikty ideologiczne. Wybór źródeł, red. K. Stebnicka, P. Janiszewski, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2003, s. 27].

² C.E. Stevens, cyt. za: D.J. Breeze, Hadrian’s Wall: A History of Archaeological Thought, Cumberland & Westmoreland Antiquarian & Archaelogical Society, Kendal 2014, s. XV.

³ Z wywiadu udzielonego przez Martina w 2014 r., zob. https://www.youtube.com/watch?v=bhpQwiz0Gq0.

⁴ R. Kipling, On the Great Wall Puck of Pook’s Hill, Macmillan, London 1906 .

⁵ E. Gibbon, The History of the Decline and Fall of the Roman Empire. vol. 1, Allen Lane-Penguin Press, London 1994, s. 103 .

⁶ Ibidem, s. 31 .

⁷ P. Temin, The Roman Market Economy, Princeton University Press, Princeton 2013, s. 2.

⁸ Apokalipsa św. Jana 17,6 .

⁹ Ibidem 17,18.

¹⁰ Ibidem 18,16–17.

¹¹ Ewangelia według św. Mateusza 20,16.

¹² Z żywota Świętego Grzegorza Wielkiego, spisanego na początku VIII w. przez anonimowego mnicha z Whitby, cyt. za: N.J. Vickers, Seeing is Believing: Gregory, Trajan, and Dante’s Art, „Dante Studies”, iss. 101, 1983, s. 71.

¹³ Orygenes 2.8 .

¹⁴ Cyt. za: W. Horbury, Jewish War Under Trajan and Hadrian, Cambridge University Press, Cambridge 2014, s. 15. Jak pisze Horbury: „Biblijny i rabiniczny tytuł nasi, używany przez Szymona Bar Kochbę jest również stosowany współcześnie wobec głowy państwa Izrael i zazwyczaj tłumaczy się go jako «prezydent»”.

¹⁵ Florus 1.1 .

Rozdział 1

¹ Owidiusz, Trist. 1.5.69–70 .

² Kasjusz Dion 53.16.

³ Swetoniusz, Divus Augustus 28 .I Kwintus Lolliusz Urbikus, który był namiestnikiem Brytanii w pierwszych latach po śmierci Hadriana, był Berberem. Natomiast Kwintus Pompejusz Falkon, który witał Hadriana w Brytanii, był synem Sycylijczyków.

II Szacuje się, że za czasów Hadriana od 20 do 40 proc. populacji świata żyło pod panowaniem Rzymu. Dokładniejsze obliczenia są oczywiście niemożliwe.

III Parafraza cytatu z I Listu do Koryntian (13:12). Przekład za Biblią poznańską ‒ przyp. tłum.

IV Tym rzymskim pisarzem był Fronton, który wyraził taką opinię w liście do swojego ówczesnego ucznia, a późniejszego cesarza Marka Aureliusza. Popularna teoria – która stała się inspiracją dla Rosemary Sutcliff do napisania słynnej powieści dla dzieci The Eagle of the Ninth – głosi, iż legion IX (Hispana) został rozbity w czasie tej wojny, jest to jednak tylko spekulacja.

V Wyd. pol. Juliusz Cezar kontra Rzym, tłum. Agnieszka Kowalska, Amber, Warszawa 2004 – przyp. tłum.

VI W starożytnej Grecji i Rzymie sądzono, iż świat otacza „morze zewnętrzne”, zwane „Oceanem” (gr. Okeanos, łac. Oceanus), do którego zaliczano Ocean Atlantycki i wszystkie morza oblewające od zachodu kontynent europejski – przyp. tłum.

VII Rostra stanowiły rodzaj trybuny na rzymskim Forum. Ich nazwa (rostra – dzioby) pochodziła stąd, że były one ozdobione taranami dziobowymi okrętów zdobytych w walce z wrogiem – przyp. tłum.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij