-
nowość
Penderecki - ebook
Penderecki - ebook
Krzysztof Penderecki (1933–2020) – jeden z najważniejszych polskich kompozytorów swoich czasów. Jego trwająca ponad sześćdziesiąt lat kariera jest wdzięcznym materiałem dla opowieści. Mało kto odniósł tak spektakularny sukces już w młodym wieku: po serii odkrywczych utworów jego nazwisko stało się synonimem nowoczesności. Tym więcej emocji wzbudził jego powrót do tradycji w monumentalnych, dramatycznych dziełach: zwolennicy awangardy zarzucali mu jej zdradę. Książka, równolegle z relacją z barwnego życiorysu kompozytora, poprzez krótkie opisy utworów próbuje opowiedzieć, że jego przemiana nie była nagłym zwrotem, lecz dokonała się ewolucyjnie i miała swoje przyczyny. Ale tak już chyba pozostanie: jedni słuchacze będą woleć Anaklasis, Tren, Polimorfię, a nawet Pasję, inni – późniejsze symfonie, opery i cykle pieśni. Penderecki miał – również poza muzyką – kilka twarzy, nie tylko tę poważną, lecz także tę figlarną, która sprawiała, że niejedną z jego wypowiedzi trzeba poddać weryfikacji – i to także było zadaniem tej książki.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Biografie |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-224-5309-4 |
| Rozmiar pliku: | 2,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
W latach sześćdziesiątych XX wieku cały świat poznał nazwisko młodego polskiego kompozytora i pozostaje ono znane do dziś. Zapewne częściowo z powodu podobieństwa do nazwiska Ignacego Jana Paderewskiego – sam Krzysztof Penderecki opowiadał na ten temat zabawne anegdoty: „Panie Paderewski, nie wiedziałam, że pan jeszcze żyje” – miał usłyszeć od pewnej amerykańskiej damy, choć nie możemy być pewni, czy ta anegdota jest prawdziwa, bo kompozytor miał naturę żartownisia i niejedną opowiastkę na swój temat wymyślił sam. Swojemu biografowi Mieczysławowi Tomaszewskiemu powiedział wręcz: „Nie zawsze powinno się brać to, co artysta mówi – na serio. Ja często mówię na przekór”. Ale przecież i w Polsce zdarzały się zabawne nieporozumienia w związku z jego nazwiskiem: w 2009 roku Kancelaria Prezydenta przy wejściu do jednego ze swoich budynków, na ulicy Wiejskiej w Warszawie, ustawiła obok popiersia Fryderyka Chopina popiersie Pendereckiego. Wśród urzędników chodziły jednak słuchy, że miał tu się znaleźć Paderewski, tylko zaszła pomyłka.
Faktem jest jednak, że Krzysztof Penderecki zdobył światową sławę jako czołowy awangardzista, przedstawiciel estetyki muzycznej, określanej w Polsce mianem sonoryzmu, a polegającej na tym, że w centrum kompozytorskich zainteresowań znalazło się brzmienie – im bardziej oryginalne, tym lepiej. W pierwszych latach swojego bezprecedensowego sukcesu Penderecki zasłynął jako autor utworów, o których powszechnie mówiono, że nie da się ich słuchać, bo składają się ze szmerów, zgrzytów i pisków, a orkiestry nie chcą ich grać z obawy o swoje instrumenty, których trzeba użyć w niekonwencjonalny sposób. Efekty dźwiękowe na jednych robiły wrażenie, a nawet wstrząsały słuchaczami, jak w przypadku ikonicznego utworu z tego okresu – Ofiarom Hiroszimy – Tren. Inni byli oburzeni; uważali, że utwory są agresywne i nieestetyczne. Jednak gdy kompozytor zaczął tworzyć większe dzieła religijne – począwszy od Pasji, wskrzeszającej formę znaną z twórczości Johanna Sebastiana Bacha, czy Jutrzni, nawiązującej do nabożeństw prawosławnych – jego muzyka stawała się coraz przystępniejsza dla ogółu.
Z czasem dokonał zwrotu o 180 stopni – tak widzimy to dziś, choć przez dłuższy czas owa przemiana odbywała się w sposób ewolucyjny. Ostatecznie kompozytor z awangardzisty stał się neoromantykiem i jego muzyka zaczęła pasować bardziej do koncertów abonamentowych niż do festiwali twórczości współczesnej, takich jak Warszawska Jesień czy niemieckie Donaueschinger Musiktage. Opery Pendereckiego wystawiano w Polsce i za granicą, a sam kompozytor stał się przedstawicielem muzycznego establishmentu, który zwykle hołduje bardziej zachowawczej stylistyce.
Gdy z jego późniejszymi utworami styka się po raz pierwszy ktoś, kto wcześniej słyszał, że muzyki Pendereckiego jako takiej nie da się słuchać, musi być zaskoczony – na plus, jeśli lubi neoromantyzm. Z kolei ten neoromantyczny Penderecki był „nie do słuchania” dla młodych słuchaczy Warszawskich Jesieni, zwolenników awangardy. Ale gdy po latach zaczęto na nowo wykonywać jego dzieła z wczesnego okresu, ci właśnie odbiorcy znaleźli w nich coś, co im bardzo odpowiadało: młodzieńczą energię i bezkompromisowość.
Dziś każda z wielu twarzy Pendereckiego-twórcy znajduje zwolenników, a twarze te mają wbrew pozorom całkiem niemało wspólnego. Przekonać się o tym można, śledząc, jak autor Pasji kształtował się jako kompozytor i jako człowiek.WIELOKULTUROWE KORZENIE
„Jestem hybrydą” – mówił o sobie Krzysztof Penderecki. Jego pochodzenie było odzwierciedleniem różnorodności etnicznej międzywojennej Polski, a zwłaszcza niewielkiego galicyjskiego miasta, jakim była Dębica. Doświadczona najazdami Tatarów, potopem szwedzkim, wojnami domowymi, pożarami i zarazami, po pierwszym rozbiorze Polski aż do 1912 roku pozbawiona praw miejskich, które miała od XIV wieku, przeżywała także okresy prosperity. W jednym z nich, przypadającym na czas wolnej już Polski międzywojennej, przyszedł na świat Penderecki.
Kompozytor wspominał Dębicę z okresu swego wczesnego dzieciństwa jako miasteczko żydowskie. Jeszcze w 1880 roku Żydzi stanowili tu ponad 70% ludności; Dębica była wówczas ważnym ośrodkiem chasydzkim. Ale już w 1910 roku było ich zaledwie 40%. Zapewne proporcje te zmieniły się wskutek powstania w mieście garnizonu wojskowego, emigracji wielu Żydów do Stanów Zjednoczonych, a także przyłączenia do Dębicy okolicznych wsi. Ponadto w latach trzydziestych do założonej tam w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego fabryki opon zaczęli napływać polscy robotnicy. Jednak w centrum miasta, gdzie przyszły autor Pasji spędził dzieciństwo, wciąż Żydzi stanowili większość. W mieście były dwie synagogi: Staromiejska i Nowomiejska (pierwszą zburzyli Niemcy, budynek drugiej zachował się i jest w remoncie), oraz kilka domów modlitwy. Kompozytor zwykł opowiadać o pięciu synagogach – zapewne zaliczał do nich również owe modlitewnie, spośród których jedna znajdowała się w bliskim sąsiedztwie jego domu rodzinnego. Kiedy rozpoczynał szkolną naukę w 1939 roku, miał jeszcze żydowskich kolegów. Jego korzenie były jednak zupełnie inne, symbolicznie łączące Wschód i Zachód.
Ze strony matki – niemiecko-polskie. Prapradziadek Anton Berger i praprababka Eleonora Winkler byli rodzicami urodzonego we Wrocławiu (wówczas Breslau) Johanna Libora. Ten, osierocony w dzieciństwie, a wychowany przez polskiego księdza (z ewangelika stał się więc katolikiem), ukończył szkołę ogrodniczą i zatrudnił się jako leśniczy w dobrach hrabiego Atanazego Raczyńskiego pod Dębicą. Ożenił się z Marią Józefą Hahn, również Niemką, wywodzącą się z kolonii niemieckiej spod Mielca (takich kolonii w Galicji było wiele); byli to zresztą Niemcy spolonizowani, a i Johann z czasem został Janem, choć na jego nagrobku na cmentarzu niedaleko Dębicy, we wsi Braciejowa, który Krzyś odwiedzał z dziadkiem jeszcze przed wojną, widniało imię Johann. Przez trzy dekady mieszkali w leśniczówce Berdech (we wsi Gumniska), wybudowanej przez hrabiego Raczyńskiego; z czasem ją wykupili, ale spłonęła w 1944 roku. Robert, siódmy z ośmiorga ich dzieci, ukochany dziadek Krzysztofa, spędził tam dzieciństwo. To od niego przyszły kompozytor przejął miłość do przyrody, a w szczególności do drzew.
Robert, ukończywszy gimnazjum, rozpoczął studia geometrii wykreślnej na Uniwersytecie Lwowskim, ale z nieznanych przyczyn przerwał je i wrócił do Dębicy, gdzie ożenił się z Eugenią Kobosowiczówną. Jej matka wywodziła się z rodu Pomiankowskich, a ojciec był nauczycielem, prześladowanym za udział w powstaniu styczniowym. Zofia Wiktoria, przyszła matka kompozytora, była jedyną córką z siedmiorga dzieci Bergerów (dwóch synków zmarło we wczesnym dzieciństwie), którzy wychowywali ponadto troje osieroconych dzieci przyrodniego brata Eugenii. Wówczas ten dom był już całkowicie polski. „W domu moich dziadków najważniejsze były Polska, rodzina, Pan Bóg. W tej kolejności, mimo że dziadek był gorliwym katolikiem” – opowiadał kompozytor. Robert Berger był nie tylko współzałożycielem dębickiego banku, lecz także jednym z fundatorów siedziby miejscowego oddziału Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Choć był etnicznym Niemcem, podczas II wojny światowej kategorycznie odmówił podpisania reichslisty i ponoć spalił swoją niemiecką metrykę, oświadczając: „Teraz już jestem takim Polakiem, jak wszyscy”. Po wojnie języka ojczystego używał już tylko do osobistej modlitwy.
Koleje losu synów Eugenii i Roberta naznaczone były tragicznymi wydarzeniami w historii naszego kraju. Wszyscy przeszli przez Legiony, a jeden z nich, Stanisław, zginął jako dwudziestolatek podczas wyprawy Piłsudskiego na Kijów. Inny, Józef, po zakończeniu I wojny światowej mieszkający w Bochni, był urzędnikiem celnym, podczas kampanii wrześniowej powrócił do wojska, a po II wojnie światowej pracował na kolei. Najstarszy Tadeusz pozostał wojskowym; przed wojną był pracownikiem Ministerstwa Spraw Wojskowych, podczas II wojny światowej działał w Armii Krajowej, a po niej mieszkał w Rybniku pod zmienionym nazwiskiem. Młodszy syn, Mieczysław, który mieszkał we Lwowie, był zawodowym oficerem, a na początku wojny – szefem sztabu brygady Lwów. Aresztowany przez Sowietów, trafił do obozu jenieckiego w Starobielsku i został rozstrzelany w Charkowie. Natomiast Stefan, pracownik banku w Warszawie, pod koniec II wojny światowej został aresztowany jako żołnierz AK i zginął na Pawiaku.
Były też w rodzinie asocjacje artystyczne: stryjeczna siostra Zofii Berger, Helena, wyszła za Mariana Kantora, a z tego małżeństwa narodził się Tadeusz Kantor, słynny później malarz i reżyser. Jeszcze nawet w 1940 roku Zofia chętnie odwiedzała kuzynkę w Wielopolu, a w 1943 roku – jej syna Tadeusza w Krakowie. Lubiła też jeździć w odwiedziny do braci: Mieczysława we Lwowie i Józefa w Bochni. Na te wyprawy chętnie zabierała ze sobą małego Krzysia. Chłopiec szczególnie lubił odwiedziny u wuja Mieczysława, który dawał mu wspaniałe prezenty, jak na przykład kolejkę czy rowerek na trzech kółkach, i zabierał go na polowania albo na oglądanie Panoramy Racławickiej.
Rodzina ojca kompozytora miała korzenie ormiańskie. Na ten temat wiadomo dużo mniej. Znana jest przede wszystkim romantyczna historia dziadka i babci: młodziutka, zaledwie szesnastoletnia Stefania Szylkiewicz, pochodząca z rodziny polskich Ormian z Tenetników spod Stanisławowa, poznała tam kilkanaście lat starszego od siebie Michała Pendereckiego. Zakochali się w sobie, ale jej rodzice byli przeciwni związkowi, więc Michał porwał Stefanię i wyjechał z nią do Dębicy, gdzie pobrali się w obrządku greckokatolickim. Potem wrócili na Wschód i pogodzili się z rodziną, a w Tenetnikach, jako drugi z sześciorga dzieci, urodził się ich syn Tadeusz, przyszły ojciec Krzysztofa, ochrzczony również w cerkwi unickiej. W 1918 roku (Tadeusz miał wówczas 12 lat) Pendereccy przenieśli się z powrotem do Dębicy, gdzie Michał, po odbyciu służby w austriackim wojsku, został urzędnikiem magistratu. Kompozytor twierdził, że jak przez mgłę pamięta dziadka Michała, choć ten zmarł na gruźlicę, gdy chłopiec miał dwa lata. Babcia Stefania natomiast przeżyła ponad 90 lat; mieszkała również w Dębicy, w niedziele i święta jeździła na nabożeństwa ormiańskie do Krakowa, a ostatnie lata życia spędziła w Zabrzu u wnuczki. Natomiast dziadkowe geny odezwały się zapewne w Krzysztofie przy okazji obu jego własnych ślubów: pierwszy zawarł w tajemnicy przed własną rodziną, drugi – „porywając” pannę młodą. Ale o tym później.
Prawdopodobnie ormiańskie korzenie miał również Michał Penderecki, czego pamiątką było jedynie jego nazwisko. Według hipotezy Andrzeja Pisowicza, armenisty i iranisty z Uniwersytetu Jagiellońskiego, przodkowie Michała mogli pochodzić z Iranu, podobnie jak wielu polskich Ormian (w tym również rodzina Stefanii Szylkiewicz). W Isfahanie do dziś mieszka diaspora ormiańska, a jedną z ważniejszych tam ulic jest Prospekt Pendereckiego – czytanego: Fenderecki, a właściwie Fendereski, albowiem nazwisko to pochodzi od nazwy regionu Fenderesk, który zamieszkiwało duże skupisko ludności ormiańskiej. Ulica nie nosi bynajmniej nazwiska naszego kompozytora, lecz filozofa, poety i mistyka perskiego żyjącego na przełomie XVI i XVII wieku, którego pełne nazwisko brzmi Mirfendereski (z tym że przedrostek „Mir” jest skróconym wyrazem amir, czyli książę). Tak samo nazywał się ostatni irański minister spraw zagranicznych w rządzie szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. Nie da się dziś ustalić, czy i kto z nich mógł być spokrewniony z autorem Pasji. Wiadomo jednak, że wiele osób o nazwisku Penderecki żyje dziś w Ukrainie. Krewnym kompozytora był najpewniej Fedir Penderecki, leśnik z Tenetnik, który wraz z rodziną wspomagał podczas II wojny światowej kilka rodzin żydowskich ukrywających się w lesie i który, wraz z żoną i synem, został uhonorowany przez Yad Vashem tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.
Niektórzy Pendereccy z Ukrainy odwiedzili kompozytora na koncertach w 1999 roku: w marcu w Kijowie i w październiku we Lwowie (gdzie wówczas wykonano Credo), dzięki czemu nawiązał on z nimi kontakt, a jedna z nich, Lubow (Luba), ukończywszy studia pianistyczne w konserwatorium w Kijowie, przyjechała do Polski, odbyła staż w krakowskiej Akademii Muzycznej, wyszła za mąż i zamieszkała w Dębicy, gdzie naucza fortepianu w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych imienia swojego słynnego krewniaka.
Po przedwczesnej śmierci Michała Pendereckiego jego potomkowie od dzieciństwa musieli troszczyć się sami o siebie. Czternastoletni Tadeusz już jako gimnazjalista udzielał korepetycji i w ten sposób poznał swoją przyszłą żonę, Zofię Bergerównę. O jej rękę poprosił jednak dopiero wówczas, gdy ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim (na które zresztą musiał sam zarobić). Ślub wzięli w 1929 roku w Dębicy i zamieszkali z rodzicami Zofii, a Tadeusz został cenionym w Dębicy adwokatem – jedynym Polakiem w tym zawodzie, który w miasteczku uprawiali głównie Żydzi. Rok później Pendereckim urodził się najstarszy syn, Cezary Janusz. W 1933 roku, 23 listopada, przyszedł na świat Krzysztof Eugeniusz, a w 1940 roku – Barbara.
Kompozytor mawiał, że po ormiańskich przodkach odziedziczył oczy, karnację i fantazję, po niemieckich zaś – systematyczność.PIERWSZE LATA W DĘBICY
Dom rodzinny kompozytora był typowo mieszczański, a w skład wielopokoleniowej rodziny jeszcze na początku lat pięćdziesiątych wchodzili: dziadkowie Eugenia i Robert Bergerowie, rodzice Zofia i Tadeusz Pendereccy oraz trójka dzieci. „Nad tym galicyjskim miasteczkiem ciągle unosił się duch Franciszka Józefa; pamiętam atmosferę typowo małomiasteczkowej Gemütlichkeit – w moim rodzinnym domu na przykład w niedzielę tradycyjnie się muzykowało” – wspominał kompozytor. Babcia Eugenia zajmowała się prowadzeniem domu, mieli też gosposię.
Przed II wojną światową dziadek Robert był w Dębicy postacią szanowaną. Najpierw pracował jako nauczyciel rysunku i geometrii (jak cała rodzina Bergerów miał zdolności plastyczne), z czasem został dyrektorem szkoły podstawowej. Na parę lat przed I wojną światową z grupą znajomych wstąpił do Towarzystwa Wzajemnego Kredytu, przemianowanego następnie na Bank Spółdzielczy im. Stefczyka. Dokładnie w roku urodzenia swojego drugiego wnuka został dyrektorem Towarzystwa i zamieszkał wraz z rodziną we współfinansowanym przez siebie budynku bankowym na rogu ulic Rzeszowskiej i Kościuszki. Bank zajmował dwa pomieszczenia, a mieszkanie przy nim – cztery pokoje i kuchnia – przypadało dyrektorowi i jego rodzinie. Krzysztof urodził się już tam.
Zofia Penderecka w 1988 roku wspominała małego Krzysia: „Miał może osiem miesięcy, to jak ja go trzymałam na rękach i puściłam muzykę z patefonu, to cały skakał tak, że ja się bałam, że on się rozchoruje z tego – takie silne wrażenie robiła na nim muzyka”. On sam jako młody, ale już sławny kompozytor w 1968 roku opowiadał Ludwikowi Erhardtowi: „Nie, ja nie miałem w ogóle żadnych zainteresowań muzycznych, raczej malowałem i rysowałem do szesnastego roku życia, i później zacząłem się uczyć na skrzypcach”.
Po latach kompozytor zaczął sobie stopniowo przypominać swoje najwcześniejsze fascynacje dźwiękowe: orkiestrami dętymi z garnizonu naprzeciwko domu rodzinnego, które grały, maszerując w niedzielę do pobliskiego Kościoła św. Jadwigi, dzwonami tegoż kościoła, ale także śpiewami dobiegającymi z chasydzkiego domu modlitwy w sąsiedztwie: „Często przywołuję, przy różnych okazjach, dźwięki modlących się Żydów z domu modlitwy. Była to taka drewniana szopa tuż przy naszym ogrodzie. Tam każdy modlił się dla siebie, nawet się odwracał, żeby mu ktoś drugi nie przeszkadzał. Tak więc ta turba z Pasji jest w jakimś sensie ich odgłosem”. O orkiestrach dętych zaś mówił, że chyba stąd wzięła się jego predylekcja do silnej obecności instrumentów blaszanych w jego dziełach orkiestrowych.
Prawdą jednak jest, jak opowiadał później, że pierwszy własny instrument, małe skrzypeczki, Krzyś otrzymał niedługo przed wojną od ojca – nie było żadnej dyskusji o tym, czy dziecko chce grać, czy nie. To była część wykształcenia. Ojciec sam grywał po amatorsku na skrzypcach, zwykle po powrocie z pracy, dla relaksu. Huculska melodyjka, do której często wracał, miała po wielu latach pojawić się w III Kwartecie smyczkowym jego syna, noszącym wymowny podtytuł: Kartki z nienapisanego dziennika.
1 września po raz pierwszy Niemcy zbombardowali miasto. Pierwszą myślą Tadeusza Pendereckiego było: schronić się na prowincji. Rodzina udała się więc do Berdechu, gdzie mieszkał brat dziadka Roberta, Józef. Na wynajętą furmankę załadowano najpotrzebniejsze rzeczy, a sześcioletni Krzyś pedałował za nią na trójkołowym rowerku, otrzymanym dopiero co od ulubionego wujka Mieczysława ze Lwowa. Rowerek na furmankę się nie zmieścił, a chłopiec po pewnym czasie nie miał już sił na dalszą jazdę, zwłaszcza że teren był nierówny. Musiał więc go zostawić po drodze, a swoją traumę wspominał jeszcze po latach, obok wielu innych szokujących obrazów: bombardowań czy martwego konia leżącego przy drodze.
Twierdził, że pamięta wkroczenie Niemców do Dębicy, a było to 8 września, więc odyseja rodzinna musiała trwać zaledwie kilka dni. Zaraz po powrocie Pendereccy zostali wysiedleni z domu bankowego przez hitlerowców, którzy go zajęli, a w zamian przydzielili im mieszkanie na rynku, po rodzinie żydowskiej. Jeszcze w 1940 roku Krzyś chodził do jednej klasy z uczniami żydowskimi, którzy siedzieli po jednej stronie klasy, polskie dzieci zaś po drugiej. W 1941 roku utworzono getto, do którego trafili też jego koledzy; było je widać przez tylne okna mieszkania. Więziono tam Żydów nie tylko z samej Dębicy, lecz także z okolic. W 1942 roku, gdy je likwidowano, dziewięcioletni Krzyś ze starszym bratem Czarkiem patrzył, jak mordowano starców i dzieci. Nie był to ostatni horror, jaki oglądał przez okno: w 1946 roku na rynku nowe władze postawiły szubienice i powiesiły „bandytów” z Armii Krajowej, kneblując im usta, by nie krzyczeli. I choć przez te lata Krzyś był tylko obserwatorem koszmarów, a jego osobiście one nie dotknęły, to pozostały w nim na całe życie i powracały wielokrotnie w jego twórczości.
Nauka gry na skrzypcach w wojennych warunkach była zadaniem niełatwym. Nuty, tak jak inne papiery, zostały w czasie nieobecności rodziny rozszabrowane z biblioteki domowej na opał, więc nauczyciel wymyślał własne ćwiczenia dla Krzysia, który po latach twierdził, że nuty znał wcześniej niż litery.
Na przełomie roku 1944 i 1945, gdy front rosyjski się przybliżał, rodzina znów ewakuowała się z Dębicy do Mielca, ale i tym razem szybko wróciła. Okazało się, że po raz kolejny została pozbawiona mieszkania – tym razem przez wojsko sowieckie, które zajęło je na kwaterę. Na szczęście strych był pusty i można było na nim tymczasowo zamieszkać. Tadeusz Penderecki odzyskiwał stopniowo meble i przedmioty ze swojego domu, które żołnierze sprzedawali za wódkę. Za tę samą „walutę” kupił też skrzypce o niezłej ponoć jakości oraz pianino.
Pierwszą kompozycją Krzysia, która ujrzała światło dzienne gdzieś w 1945 roku, był polonez napisany w prezencie na urodziny babci. Autor wykonał go osobiście na skrzypcach, z ojcem przy pianinie. Pisał też duety skrzypcowe dla siebie i ojca. Z nauczycielką gry na fortepianie, która za błędy biła go po rękach, szybko odmówił współpracy i znielubił ten instrument na większość życia. Nauczycieli skrzypiec po wojnie miał trzech. Pierwszym był ociemniały nauczyciel fizyki w gimnazjum, Stanisław Mitka. Drugim, na krótko, Władysław Pawełczyk, skrzypek w Zespole Pieśni i Tańca „Małopolska”, ale też puzonista w orkiestrze dętej.
Trzecim, już w ognisku muzycznym (mieszczącym się notabene w dawnej siedzibie Towarzystwa „Sokół”, tej, którą ufundował między innymi dziadek kompozytora), był Stanisław Darłak, multiinstrumentalista, kompozytor, aranżer i dyrygent, który prowadził orkiestrę typu odeon, grającą na weselach i innych uroczystościach. Kiedy ten zachorował, działalność tę przejął Krzysztof – z powodzeniem i z korzyścią, bo mógł w ten sposób zarabiać na drobne wydatki. Trwało to, dopóki nie zaprotestował ojciec, świadomy, że takie uroczystości są okazją do wypitki, a w domu alkoholu się nie piło. Krzysztof komponował już w tym czasie repertuar zarówno dla zespołu (tańce), jak i dla samego siebie (wirtuozowskie etiudy wzorowane na utworach Henryka Wieniawskiego, Niccola Paganiniego czy Henriego Vieuxtemps).
Przez pewien czas muzyka rzeczywiście nie była jego jedynym zainteresowaniem. Tym bardziej że dziadek Robert, który po upaństwowieniu banków utracił pracę, postanowił zyskany czas poświęcić dorastającemu wnukowi i zabierał go na wagary, argumentując to tym, że komuniści w szkole i tak go niczego nie nauczą. Wyciągał go na spacery po okolicy; chłopak musiał rozpoznawać wszystkie rośliny i znać ich łacińskie nazwy, co miało w przyszłości zaowocować pasją botaniczno-dendrologiczną. Ponadto brali ze sobą sztalugi i malowali.
Dziadek uczył też wnuka systematyczności, odrabiał z nim lekcje, zwłaszcza z przedmiotów ścisłych, których ten nie znosił, wieszał nad jego łóżkiem szczegółowy plan zajęć na tydzień i pilnował ich wykonania. Dbał również o to, by Krzyś ćwiczył na skrzypcach, a nawet nagradzał go za to finansowo (co nie podobało się ojcu, ale było motywujące).
Jako nastolatek Krzysztof miewał różne, także bardziej awanturnicze pomysły na życie: nawet uciekł z kolegą na Wybrzeże, by wstąpić do marynarki, ale złapała ich milicja i odstawiła do domu. Próbował też z przyjaciółmi zapisać się na kursy felczerskie w Rzeszowie. Przełom przyszedł jednak niespodziewanie na parę lat przed maturą, za sprawą pierwszej sympatii Krzysztofa, koleżanki szkolnej Zosi Sapetówny. Kupiła mu na urodziny w krakowskim antykwariacie zbiór partit i sonat Johanna Sebastiana Bacha. Nie mogła trafić lepiej – wcześniej Krzysztof miał możność poznać właściwie tylko repertuar romantyczny z nut kupowanych przez ojca. Bach był dla niego olśnieniem, szczególnie polifonia, technika zupełnie dla niego nowa. Zaczął go naśladować i komponować coraz więcej. Wtedy to ostatecznie postanowił, że zostanie muzykiem.
Ambicje młodego Pendereckiego szły w dwóch kierunkach: solistycznym i kompozytorskim. Choć rodzina nie była tym zachwycona – wolałaby bardziej praktyczne zawody w rodzaju prawnika czy architekta – to ojciec obiecał sfinansować mu rok pobytu w Krakowie i lekcje u poważnych pedagogów, by sprawdzić, czy Krzysztof utwierdzi się w swoim wyborze.ŹRÓDŁA CYTATÓW (TŁUMACZENIA CYTATÓW NA JĘZYK POLSKI, JEŚLI NIE PODANO INACZEJ – DOROTA SZWARCMAN)
Twarz tygodnia: Krzysztof Penderecki, , Telewizja Polska, Program 1, 21.02.2006.
Penderecki, rozm. przepr. Mieczysław Tomaszewski, t. 1: Rozmowy lusławickie, Wydawnictwo BoSz, Olszanica 2005.
Krzysztof Penderecki, Labirynt czasu. Pięć wykładów na koniec wieku, Presspublika, Warszawa 1997.
Pendereccy. Saga rodzinna, rozm. przepr. Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.
Przemysław Ćwikliński, Jacek Ziarno, Pasja. O Krzysztofie Pendereckim, Polska Oficyna Wydawnicza „BGW”, Warszawa 1993.
Mistrz, , reż. Andrzej Geber, Telewizja Polska, Kraków 1988.
Krzysztof Penderecki, , reż. Krzysztof Zanussi, Telewizja Polska, Kraków 1968, https://cyfrowa.tvp.pl/video/krzysztof-penderecki,krzysztof-penderecki,40182251 .
Krzysztof Penderecki, Pradziadek własnej muzyki, rozm. przepr. Dorota Szwarcman, „Polityka” 2013, nr 46.
Opowieści po zmroku, , Program 2 Polskiego Radia, 18.11.2013, https://www.polskieradio.pl/8/2384/Artykul/981854,Olimpijskie-dzielo-Pendereckiego-Wspomnienie-Eugeniusza-Rudnika .
Książka programowa VI Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”, Warszawa 1962.
Krzysztof Penderecki, Współczesny kompozytor a tradycja, rozm. przepr. Tadeusz Andrzej Zieliński, „Ruch Muzyczny” 1963, nr 12.
zmc , Nieporozumienie, „Ruch Muzyczny” 1964, nr 5.
Jarosław Iwaszkiewicz, Miara i waga, „Twórczość” 1964, nr 3.
Stanisław Radwan, Zagram ci to kiedyś…, rozm. przepr. Jerzy Illg, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018.
Krzysztof Meyer, Zapiski ze współczesności, , Program 2 Polskiego Radia, https://www.polskieradio.pl/8/380/artykul/2194553,krzysztof-meyer-lata-60-to-czas-moich-muzycznych-inspiracji .
Jeajoon Ryu, Penderecki pokazał mi świat, rozm. przepr. Filip Lech, https://culture.pl/pl/artykul/jeajoon-ryu-penderecki-pokazal-mi-swiat-wywiad .
Krzysztof Penderecki, Inspiruje mnie Picasso, rozm. przepr. Anna S. Dębowska, „Gazeta Wyborcza”, 17.11.2008, https://wyborcza.pl/7,75410,5958187,penderecki-inspiruje-mnie-picasso.html .
Danuta Gwizdalanka, Kompozytor w środowisku. Scherzo giubilare, w: Kompozytor w środowisku. Filozoficzne, socjologiczne i kulturowe konteksty twórczości muzycznej, red. Małgorzata Syty, Wydawnictwo Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego „Sagittaria”, Bydgoszcz 2025.
Krzysztof Penderecki, Awangarda i dziedzictwo, rozm. przepr. Ryszard Wasita, „Polska” 1966, nr 7.
Claude Rostand, „Le Figaro littéraire”, 9–15.12.1968.
Ludwik Erhardt, Spotkania z Krzysztofem Pendereckim, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 1975.
Harold C. Schonberg, Music: ‘St. Luke Passion’. Penderecki Work Wins Ovation at Premiere, „The New York Times”, 7.03.1969, https://timesmachine.nytimes.com/timesmachine/1969/03/07/79948656.html?pageNumber=30 , cyt. za: Ludwik Erhardt, Spotkania z Krzysztofem Pendereckim, op. cit.
Tomasz Stańko, Desperado. Autobiografia, rozm. przepr. Rafał Księżyk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.
Spotkania Muzyczne w Baranowie 1976. Muzyka w kontekście kultury, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 1978.
Dorota Szwarcman, Lśnienie cytatów, w: Co w duszy gra. Blog muzyczny Doroty Szwarcman, https://blog.polityka.pl/szwarcman/2008/05/30/lsnienie-cytatow/ .
Wolfram Schwinger, , w: Krzysztof Penderecki, Concerto per violino ed orchestra, Concerto per violoncello ed orchestra no. 2, Christiane Edinger (skrzypce), Boris Pergamenschikow (wiolonczela), Bamberger Symphoniker, dyr. Krzysztof Penderecki, C 285 931 A, Orfeo 1993.
Isaac Stern, My First 79 Years, Da Capo Press, Nowy Jork 1999.
Irina Nikolskaja, Krzysztof Penderecki, Kompozitor, Moskwa 2012.
Paul Hume, „Paradise Lost”, Krzysztof Penderecki’s Long Awaited Opera, „The Washington Post”, 1.12.1978, https://www.washingtonpost.com/archive/lifestyle/1978/12/01/paradise-lost-krzysztof-pendereckis-long-awaited-opera-paradise-lost-the-world-premieremusic-of-vivid-imagination-marks-krzysztof-pendereckis-long-awaited-opera/deb9a8bc-6586-4b46-a9ba-61301344e8aa/ .
Krzysztof Penderecki, Muszę sadzić drzewa, rozm. przepr. Dorota Szwarcman, „Polityka” 2008, nr 46.
Mieczysław Tomaszewski, Bunt i wyzwolenie, t. 2: Odzyskiwanie raju, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 2009.
Stefan Wyszyński, Pro Memoria, t. 18: 1971, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2023.
Danuta Gwizdalanka, Tajne/Muzyczne (3). Polowanie na szpiegów, „Ruch Muzyczny” 2022, nr 10, https://ruchmuzyczny.pl/article/2188 .
Dorota Szwarcman, Czas Warszawskich Jesieni. O muzyce polskiej 1945–2007, Wydawnictwo Stentor, Warszawa 2007.
Paul Griffiths, Cracow RSO/Penderecki, „The Times”, 16.05.1984, cyt. za: Adrian Thomas, Locating Polish Music, w: On Polish Music , https://onpolishmusic.com/talks/locating-polish-music-2009/ .
Krzysztof Penderecki, O „Czarnej masce”, , Teatr Wielki w Poznaniu, 25.10.1987, https://encyklopediateatru.pl/repository/performance_file/2016_02/71201_czarna_maska__teatr_wielki__warszawa__1987.pdf .
Krzysztof Penderecki, W poszukiwaniu siebie, rozm. przepr. Małgorzata Janicka-Słysz, „Studio” 1993, nr 8.
Andrzej Chłopecki, Profanum patafizycznie Ubustwione, Monachium, 6 lipca 1991, „Ruch Muzyczny” 1991, nr 16 i 17.
Elżbieta Penderecka, Krzysztof Penderecki, Już wszystko napisałem…, rozm. przepr. Dorota Szwarcman, „La Vie” 2018, nr 6, https://www.laviemag.pl/krzysztof-penderecki/bohater/ .
Zapiski ze współczesności, , Program 2 Polskiego Radia, 12.03.2024, https://www.polskieradio.pl/8/380/Artykul/3347152,Prof-Teresa-Malecka-to-byla-pierwsza-sesja-naukowa-poswiecona-Pendereckiemu .
Sto pytań do… Krzysztofa Pendereckiego, Telewizja Polska, Program 1, 9.10.1976.
Niepublikowana rozmowa Doroty Szwarcman z Januszem Marynowskim z 2024 roku.
Andrzej Chłopecki, Socrealistyczny Penderecki, „Gazeta Wyborcza” 2002, nr 39.
Autograf, Telewizja Polska, 2003, cyt. za: Urodzin nie będzie, red. Maciej Tyśnicki, Bartek Chaciński, „Przekrój” 2003, nr 29 (20 lipca), https://old.mbc.malopolska.pl/Content/90909/przekroj_2003_029.pdf .
Andrzej Chłopecki, Starzy mistrzowie, „Res Publica Nova” 2003, nr 1.
Krzysztof Penderecki, Dzisiaj już nie jestem takim idealistą, rozm. przepr. Marcin Gmys, w: Powiało na mnie morze snów… Pieśni zadumy i nostalgii, , Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, Warszawa 2011.
Michał Merczyński, Penderecki chwycił mnie za rękę: „Brzmiało lepiej niż na koncercie!”, „Gazeta Wyborcza”, 11.04.2020, https://wyborcza.pl/7,113768,25862767,penderecki-chwycil-mnie-za-reke-brzmialo-lepiej-niz-na-koncercie.html .
Penderecki: Nie muszę już z niczym walczyć, rozm. przepr. Adrianna Ginał, „Dziennik”, 28.01.2008, https://kultura.dziennik.pl/artykuly/69187,penderecki-nie-musze-juz-z-niczym-walczyc.html .
Renata Radłowska, Ludzie traktowali go jak gwiazdę rocka, „Gazeta Wyborcza Kraków”, 3.04.2020.
Zapiski ze współczesności, , Program 2 Polskiego Radia, 25.11.2021, https://www.polskieradio.pl/8/380/artykul/2855072,nigdy-nie-zapomne-wspolnego-koncertu-z-maestro-pendereckim-w-wilnie .
, Program 2 Polskiego Radia, https://www.polskieradio.pl/8/404/artykul/849687,europejskie-centrum-muzyki-krzysztofa-pendereckiego .
„Muzyka pozwala zachować nam człowieczeństwo”, „Ruch Muzyczny” 2022, nr 7, https://ruchmuzyczny.pl/article/1955 .