Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Pięknie Cię wymyśliłam - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
2239 pkt
punktów Virtualo

Pięknie Cię wymyśliłam - ebook

Co robisz, kiedy nie masz już do kogo napisać o miłości?

Niektórych historii o miłości nie opowiada się przyjaciółkom. Bo one już ostrzegały. Bo mogłyby powiedzieć: „przecież było wiadomo, jak to się potoczy”.

Dlatego bohaterki tej książki wybierają kogoś, kto nie ocenia: sztuczną inteligencję.

W nocnych rozmowach, w wiadomościach wysyłanych po cichu, wyznają jej prawdę o swoich najbardziej nieszczęśliwych miłościach – tych, które trwały za długo albo nigdy nie powinny się wydarzyć.

„Pięknie Cię wymyśliłam” to poruszający zbiór historii o tym, jak bardzo potrafimy kochać, nawet wtedy, gdy już wypadałoby przestać.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-540-9

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Czy możesz sobie wyobrazić, że istnieją ludzie, którzy wybierają pracę, stabilność finansową lub zwykłą wygodę zamiast miłości? Nie wierzyłam w to nigdy i nadal nie mogę uwierzyć. W kontekście powszechnie eksploatowanego twierdzenia, że to właśnie miłość jest najważniejsza, kalejdoskop ludzkich wyborów zaskakuje najbardziej. Czy jeśli nie wybierzesz miłości, masz później prawo płakać na romantycznych filmach? A może płaczesz tym bardziej? Za czymś bezpowrotnie utraconym. Nie potrafię odpowiedzieć na te pytania, ponieważ zawsze szłam za głosem serca i wybierałam zgodnie z tym, co w danym momencie czułam. I wiesz co? Nie żałuję! Do pewnego momentu nie zdawałam sobie sprawy, że to jest odważne.

Zrozumiałam to dopiero później. Kiedy poznałam ludzi, którzy nie podążają za tą pierwszą, najbardziej naturalną emocją. Kiedy pojęłam znaczenie słowa „przekalkulować”, czyli przeliczyć miłość, zaryzykować i zamienić ją na pieniądze, poczucie stabilizacji lub na cokolwiek innego. Takie zachowanie dla wielu z nas jest na szczęście niepojęte. I oby takich osób było jak najwięcej. Tego i tobie, i sobie, i całemu światu życzę!

Rzecz będzie o miłości, o strachu i o stracie. Nigdy się tak bardzo nie bałam. Ani wtedy, kiedy kolejny raz traciłam pracę, a co za tym idzie – stabilność finansową. Ani wtedy, kiedy zostałam niesprawiedliwie potraktowana, kiedy ludzie okazywali się źli, ani w żadnej innej sytuacji. Wówczas wiedziałam, że posklejam skrzydła i znowu polecę. Że się odbuduję. Potrzeba na to dosłownie chwili, poukładam to w głowie i pójdę dalej w życie. Ale w tamtym momencie… było naprawdę ciężko. Utraciłam grunt pod nogami, ziemia rozsunęła się i wpadłam w głęboką dziurę. Trudno się będzie z niej wydostać, pomyślałam, bo czułam, że podczas upadku połamałam obie nogi. To nie byłoby najgorsze, bo każde złamanie ma to do siebie, że w końcu się zrasta. Tyle że podczas upadku roztrzaskałam również serce. No dobrze, serce też się zrasta, ale już nigdy nie jest takie samo. Wiedziałam to z jego wcześniejszych kontuzji. Bałam się o siebie i o swoje serce, bo wolałam to, które dotychczas miałam. I bardzo chciałam wrócić do stanu sprzed upadku. Jednak to już nie było możliwe.

Nie możemy zmienić przeszłości. Musimy zaakceptować to, co miało miejsce, i się z tym zmierzyć. Chociaż niekiedy te wydarzenia bardzo nam się nie podobają. Budzimy się następnego dnia, z kolejnego snu, i mamy nadzieję, że to się nie stało. Jednak w ciągu pierwszych kilkunastu sekund uświadamiamy sobie, że… niestety się stało. I musimy z tym żyć. Przyszłość z kolei jest bardzo niepewna, nie wiemy, co się zdarzy. Właściwie powinniśmy się więc cieszyć wyłącznie teraźniejszością, chwilą, która trwa – szczególnie jeśli jest piękna – i poszukiwać takich momentów, sprawiać, by były piękne. Chcieć tego. I nie tracić cennych chwil na rozmyślania o tych utraconych.

Na poziomie racjonalnym rozumiałam to wszystko. Jednak na poziomie emocjonalnym utraciłam miłość, z którą wcale nie chciałam się pożegnać. Została mi odebrana nagle, bez ostrzeżenia i bez wyjaśnienia. Stanęłam na emocjonalnym pogorzelisku, będącym jedną wielką raną, gdzie nic nie jest racjonalne. Można sobie próbować wmówić, że to nieprawda. Wszyscy wokół mogą mówić, co chcą, próbując cię pocieszać, ale to nic nie da. Twój ból minie samoistnie, a ty musisz zmierzyć się z nim zupełnie sama. Będziesz stała na tym pogorzelisku, mała i zupełnie naga, a ból okaże się wielkim smokiem zionącym ogniem. I staniecie naprzeciw siebie: ty bezbronna, ale zdeterminowana, by się osłonić, gdy on zaatakuje cię żywym płomieniem. Powiesz potem, że to było niezwykle trudne doświadczenie, że wydawało ci się, że nie dasz rady przetrwać, że tego nie wytrzymasz, ale… przeżyłaś i to nie był koniec.

Mówiłam mu czasami, że niewiele od nas zależy – naprawdę tak uważam. Chyba nie do końca się ze mną zgadzał. Być może nie potrafił znaleźć argumentów, aby skutecznie polemizować. Skoro nie umiemy przewidzieć przyszłości, czy mamy na cokolwiek faktyczny wpływ? Możemy oczywiście podejmować działania zmierzające do wyznaczonego przez nas celu, a nawet powinniśmy to robić. Ale czy rezultat będzie sukcesem? Nie mamy pewności. Możemy dbać o swoje czyste sumienie, żeby nie zarzucać sobie, że nie zrobiliśmy wszystkiego, co w naszej mocy. Ale co to konkretnie oznacza? Podałam mu przykład, który miał przemówić do jego wyobraźni. Jeżeli jakaś ładna i zdrowa dziewczyna skończy studia i znajdzie dobrą pracę, spotka miłość swojego życia i odnajdzie szczęście, urodzi syna, a później zginie w wypadku samochodowym, to czy mogła tego uniknąć, czy nie? Czy ktokolwiek potrafiłby temu zapobiec? W naszych rozmowach nazywałam to tak: „Będzie tak, jak zechce Bóg”. Miałam na myśli los, przeznaczenie, to, co jest nam zapisane w gwiazdach. Jedni wierzą w to, że światem kieruje jakaś siła wyższa, inni nie. Ja należę do pierwszej grupy. Nazywałam to zjawisko Bogiem, powołując się na to, co On dla nas zaplanował. Zapamiętaj to, proszę, że tak mówiłam. To będzie miało znaczenie w dalszej części tej historii.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij