Piekło - ebook
Piekło istnieje… i nie jest takie, jak myślisz.
Nikola Łukiewicz trafia do świata, w którym granice między dobrem a złem są niezwykle cienkie. Jej doświadczenia i predyspozycje sprawiają, że zostaje wybrana przez Lucyfera do wyjątkowej grupy, w której ma do odegrania rolę wymagającą odwagi, siły i determinacji. Każdy krok dziewczyny decyduje o losach nie tylko jej samej, ale i jej towarzyszy. Wśród nowych sojuszników Nikola będzie musiała zmierzyć się z ludzkimi emocjami w najciemniejszej postaci: smutkiem, gniewem, nienawiścią… ale i własnymi wyrzutami sumienia. Gdy jeden z towarzyszy nagle znika, dziewczyna staje przed pytaniami, które zmienią wszystko, co dotąd wiedziała o Piekle i o sobie samej.
Piekło to nie tylko powieść fantasy – to podróż w głąb człowieczeństwa i pierwsza część niezwykłej serii, która wciągnie Cię do świata pełnego emocji, tajemnic i nieoczekiwanych zwrotów akcji.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397805118 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Niebo spadło jej na głowę. Dosłownie i w przenośni.
Rozpętała się taka ulewa, że Nikola nie widziała nic poza otaczającą ją ścianą deszczu. Nie próbowała nawet założyć na głowę kaptura. To i tak nie miałoby większego sensu. Ubranie nieprzyjemnie kleiło się do skóry i było dużo cięższe niż normalnie, jednak zdawała się tego nie zauważać. Mimo złej aury szła. Szła uparcie spływającą wodą ścieżką, nie zaprzątając sobie myśli czymś tak banalnym jak – chociażby – obranie konkretnego kierunku.
Czuła się trochę jak we śnie. A dokładniej jak w potwornym koszmarze, z którego nie może się wybudzić. Potrząsnęła głową, ale to niczego nie zmieniło. Deszcz dalej padał, a jej serce w dalszym ciągu było rozerwane na strzępy. Miała wrażenie, że jeśli się zatrzyma, coś w jej wnętrzu eksploduje. Sumienie szarpało wszystkie jej nerwy, sprawiając, że co rusz przez całe ciało przetaczała się przeszywająca fala bólu. Mogła wmawiać sobie, co chciała, ale to teraz nie miało żadnego znaczenia. To była jej wina. Gdyby tylko tamtego dnia zrobiła to, co powinna… Być może wszystko potoczyłoby się inaczej.
Nie wiadomo kiedy znalazła się w środku lasu. Czuła coraz większe otępienie i ból pulsujący w skroniach. Nie zauważyła, w którym momencie ulewa zaczęła tracić na intensywności. Teraz jej skórę oskarżycielsko obijała tylko mżawka.
Weszła na niewielką owalną polanę. Na jej skraju stały ruiny czegoś, co mogło być kiedyś kościołem. Nie miały już jednak dachu, a z murów ziały sporych rozmiarów dziury i wyszczerbienia. Na pierwszy rzut oka ruiny sprawiały wrażenie zimnych i nieprzyjaznych, odstraszając od siebie każdego normalnego człowieka.
Jednak Nikola bywała tam często, tworząc w obrębie starych murów swój mały azyl. Odkryła to miejsce razem z młodszym bratem wiele lat temu. Od tamtej pory regularnie odwiedzali je w ramach zabawy. Ruiny przypominały Nikoli dzieciństwo i wszystko to, w co była w stanie przemienić je dziecięca wyobraźnia. Czasem niemal czuła wibrującą w kamieniu magię. Innym razem patrząc na nie, popadała w melancholię. Wielokrotnie wyobrażała sobie, jak imponująco musiały wyglądać w przeszłości. Zastanawiała się wówczas, dlaczego znajdują się akurat w tym miejscu i dlaczego ktoś pozwolił, żeby zostały zapomniane.
Dziś jednak patrzyła na znajome ruiny i nie czuła ani magii, ani melancholii. Już miała wejść do środka, ale zamiast tego oparła czoło o kruszejący mur. Poczuła na skórze chłodną, chropowatą fakturę. Oddychała z trudem, połykając powietrze olbrzymimi haustami. Stała przez jakiś czas w bezruchu. Zaczęły drżeć jej wargi. Przytuliła się do muru, wyobrażając sobie, jak skała stopniowo ją pochłania, a potem jak ona znika raz na zawsze w jej wnętrzu. Właśnie tego chciała najbardziej na świecie. Zniknąć. Przestać istnieć. Zapomnieć o tym, co się stało. Sprawić, żeby ból odszedł. Przestać czuć. Była przytłoczona, roztrzęsiona i nade wszystko zmęczona. Miała dość. Z jej piersi wyrwał się nagle jakiś dziwny, bliżej nieokreślony dźwięk.
– Nie, nie, nie, nie… – wymamrotała przez zaciśnięte zęby do ściany.
Ściana, rzecz jasna, nie skomentowała, więc Nikola uderzyła w nią pięścią ze złością i niespiesznie weszła do środka ruin, głośno nabierając powietrza.
Nie wiedziała, dlaczego akurat dzisiaj wybrała się w to miejsce, ale nie miała siły się nad tym głębiej zastanawiać. Jednak gdyby tylko się na to zdobyła, jej decyzja wydałaby się całkowicie uzasadniona i niemal przewidywalna. Tak samo jak Nikola. To było oczywiste, że nie dotrzyma danego słowa i przez to…
Deszcz przestał padać. Dziewczyna złapała się pod boki i odetchnęła głośno. Spojrzała na porośniętą trawą i chwastami posadzkę. Miała ochotę położyć się na ziemi i pozwolić im porosnąć również jej ciało. To nie byłoby takie złe wyjście. Zamiast tego westchnęła. Przyjrzała się dokładnie murom, jakby była tam po raz pierwszy, aż w końcu odnalazła wzrokiem dużą wyrwę. Podeszła do niej na sztywnych nogach, po czym zaczęła się wspinać, ostrożnie stawiając stopy na mokrym kamieniu. Dziura miała na tyle łagodny kształt, że po chwili Nikola siedziała na szczycie muru, mając ziemię dobre dziesięć metrów poniżej.
Kiedy była młodsza, bała się wchodzić na sam szczyt, jednak Robert kpił z niej na tyle często, że pewnego dnia się przemogła. Nie chciała być gorsza niż on. Przez ułamek sekundy miała nawet wrażenie, że brat siedzi tuż koło niej, a w jej uszach rozbrzmiewa jego śmiech.
Potrząsnęła głową. Nagle zdała sobie sprawę, jak bardzo jest jej zimno. Czuła, jak włoski na karku stają jej dęba. Potarła twarz i po chwili objęła się ramionami. Jakiś czas wpatrywała się w ścianę lasu przed sobą, a chłodne powietrze wdzierało jej się pod ubranie i osiadało wokół serca. Zadrżała.
Jej azyl przestał pełnić swoją rolę niecały miesiąc temu, kiedy wszystko się zaczęło. Wcześniej czuła się tu najlepiej na świecie i nie musiała się niczym martwić, a teraz jej potwory wkradły się tu za nią, zatruwając umysł i bezczeszcząc tę dziecięcą oazę spokoju. Nieustannie szeptały jej do ucha, muskały skórę mroźnymi mackami i zamieniały jej wnętrzności w ciasny supeł. Korciły, przekonywały, namawiały, aż w końcu im uległa.
Odchyliła się niebezpiecznie do przodu i spojrzała w dół, ku gwałtownemu urwisku, do którego przyklejony był mur. Błotnista ziemia przyglądała się jej obojętnie, nieczuła na cierpienia dziewczyny. Nikola wstała chwiejnie, wyciągając ręce przed siebie, by lepiej zachować równowagę. Odetchnęła głęboko, kiedy zakręciło jej się w głowie. Jej lęk wysokości uruchamiał się bardzo rzadko, ale gdy już dawał o sobie znać, to zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Zamknęła oczy, przesuwając stopy bliżej krawędzi. Serce tłukło jej się mocno w piersi, niemal zagłuszając szum krwi pulsującej w uszach. Delikatnie oderwała jedną nogę od podłoża, pozwalając, by zawisła nad przepaścią, podczas gdy mokre spodnie ciągnęły ją w dół. Wilgotny wiatr raz za razem owiewał jej twarz. W dalszym ciągu zaciskając mocno powieki, zaczęła przechylać się do przodu. Ku nieznanemu. Ku ukojeniu. Ku wolności…
Niespodziewanie jej słuch wyłapał cichy trzask i nieznaczne szuranie. Węch zarejestrował dziwną woń dymu, a szósty zmysł podpowiadał, że nie jest sama, jeszcze zanim inne zmysły przyznały mu rację.
– Nie warto się ku temu spieszyć.
Otworzyła gwałtownie oczy i zachwiała się silnie, słysząc nieznany głos gdzieś za sobą. Kiedy później się nad tym zastanawiała, nie miała pojęcia, jakim cudem udało jej się nie spaść. Jednak jakimś kosmicznym zrządzeniem losu jej ciało znalazło się w na tyle fortunnej pozzycji, że zachowała równowagę, a luźno puszczona stopa raptownie zatrzymała się na stabilnym gruncie. Nikola wciągnęła głośno powietrze, kucając instynktownie. Odwróciła głowę przez ramię.
Tuż przy wejściu do ruin stał zakapturzony mężczyzna. Był ubrany w długi płaszcz o nietypowym kroju i szerokim kapturze. Jego twarz przesłaniał materiał. Miał na sobie czarne, wąskie spodnie i wypolerowane na błysk długie buty. Trochę za długie jak na tę porę roku. I jak na mężczyznę.
Myśli przelewały się chaotycznie przez mózg Nikoli, a ona nie mogła wyłapać ani jednej sensownej. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła. Nagle nie chciała umierać, a jej skóra stała się dla niej bardzo cenna. Czuła, że napięcie zaczyna rozsadzać jej głowę. Powoli podniosła się, odwracając się twarzą do mężczyzny. Zgarbiła się lękliwie, choć starała się nie pokazywać po sobie ani strachu, ani zaskoczenia. Nieznajomy drgnął i Nikola miała wrażenie, że się uśmiechał, jakby nie dał się zwieść.
Po chwili odrzucił kaptur wdzięcznym ruchem, dzięki czemu mogła mu się lepiej przyjrzeć. Był mężczyzną na oko blisko czterdziestki, a jego idealnie gładka twarz o regularnych rysach prezentowała się niezwykle atrakcyjnie. Wydatna szczęka wysunęła mu się lekko do przodu, gdy uśmiechnął się miękko, prezentując dwa rzędy idealnie prostych białych zębów. Jego czarne, lśniące włosy były starannie ułożone. Nikola na chwilę znieruchomiała pod naporem intensywnego spojrzenia nieznajomego. Oczy miał nieprzeniknione, choć nie potrafiła dostrzec ich barwy.
– Twój lęk przed śmiercią jest zaskakująco spory jak na kogoś, kto postanowił się zabić – rzekł niemal wesoło. Głos miał donośny i dźwięczny.
Nikola przełknęła ślinę i na nowo poczuła swoje zmartwiałe palce u stóp. Nieznajomy przyglądał jej się dłuższą chwilę, a potem oparł się o mur, krzyżując ręce na piersi.
– Jest tam na górze coś intrygującego? Myślę, że tutaj jest o wiele przyjemniej – ciągnął, nie odrywając od niej wzroku. – Nie wieje aż tak przenikliwie.
Rozejrzała się w panice, szukając drogi ucieczki. Nie wiedziała, kim jest ów mężczyzna i czego od niej chce, ale wcale jej to nie interesowało. Chciała znaleźć się bezzwłocznie jak najdalej od niego. Wiedziała jednak, że nie może tak po prostu zeskoczyć, nie łamiąc sobie przy tym nóg. Musiała więc zejść i przecisnąć się przez szczelinę w murze. To była najkrótsza droga.
Mężczyzna nie komentował, patrząc, jak dziewczyna powoli toruje sobie drogę w dół. Co jakiś czas zerkała na niego podejrzliwie, lecz nie starał się do niej zbliżyć. Już miała pokonać ostatnie pół metra, zeskakując na ziemię, i umknąć przez dziurę w murze po jej prawej, gdy nagle nieznajomy się odezwał:
– Nika.
Znieruchomiała, słysząc zdrobnienie swojego imienia. Jej pięta poślizgnęła się niespodziewanie na mokrym kamieniu i dziewczyna boleśnie uderzyła kolanem o skałę. Gdy na nowo uniosła wzrok, mężczyzna stał kilka kroków od niej. Wzdrygnęła się.
– Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć – rzekł, splatając dłonie za plecami.
– Skąd wiesz, jak się nazywam? – Usłyszała swój własny, nieco drżący głos. – Znamy się?
Mężczyzna skrzywił usta w odpowiedzi. Znów na nią spojrzał, ale starał się nie robić tego tak natarczywie jak poprzednio.
– Nie znamy – powiedział w końcu – lecz wiem o tobie całkiem sporo.
Nikola zwilżyła suche usta, bojąc się wykonać bardziej gwałtowny ruch.
– Nazywasz się Nikola Łukiewicz, skończyłaś dziewiętnaście lat niespełna tydzień temu, czyli szóstego sierpnia, i mieszkasz nieopodal.
Chciała coś powiedzieć, ale nie była w stanie. Wytrzeszczyła oczy na nieznajomego, lecz na jego twarzy malowała się powaga.
– Wiem też – kontynuował – że nie przyszłaś dziś tutaj w ramach spaceru i być może skoczyłabyś, gdybym w porę się nie odezwał. Jak widzisz, wiem całkiem sporo, a nawet więcej, więc może zejdziesz stamtąd wreszcie, abyśmy mogli spokojnie porozmawiać?
Nie poruszyła się, choć przez jej umysł przetaczała się najprawdziwsza burza. Jakim sposobem ten człowiek wiedział to wszystko? Kim był? Czy chciał zrobić jej krzywdę? Szantażować ją? Nie mogła na to pozwolić. Ostatkiem sił oderwała się od muru i zeskoczyła, lądując niezgrabnie na ziemi. Zabolały ją kostki, ale oprócz tego była cała. Przecisnęła się przez wyrwę i zaczęła biec na oślep, nie oglądając się za siebie. Buty ślizgały jej się po mokrej ściółce, a gałęzie smagały ją po twarzy. Dyszała ciężko, jednak nie pozwoliła sobie zwolnić. Wiedziała, że jeszcze jakieś pół kilometra i znajdzie się na ulicy. Tam jej przecież nie zaatakuje, prawda? Bała się spojrzeć za siebie.
Nagle zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak. Znała ten las na pamięć. Chodziła po nim całe życie. Czemu zatem ścieżka, która powinna prowadzić prosto, gwałtownie skręcała? Nikoli niemal serce stanęło, kiedy przedarła się przez linię drzew i jej oczom ukazała się ta sama znajoma polana. Nie mając czasu na dłuższe przemyślenia, odwróciła się na pięcie i na nowo rzuciła się biegiem przed siebie. Rezultat był taki, że wybiegła z drugiej strony ruin, niemal w miejscu, z którego poprzednio uciekła.
Była tak zmęczona i zarazem przerażona, że nogi ugięły się pod nią raptownie. Upadła, łapiąc z trudem oddech. To sen, przemknęło jej przez myśl, to musi być sen. To dlaczego nie wejdziesz, coś szeptało w jej głowie. Skoro to tylko sen, to co masz do stracenia?
– Co mam do stracenia? – powiedziała do siebie cicho, dźwigając się na kolana.
Teraz ruiny nie wyglądały tak samo. Wnętrze było znacznie ciemniejsze niż poprzednio, z jaśniejszymi punktami po bokach. Wrażenie było takie, jakby ktoś zapalił pochodnie, które przecież nie mogły się tam znajdować. Ale Nikola nie patrzyła na nie. Patrzyła na niego.
Nieznajomy mężczyzna spoglądał na nią długo i w takim skupieniu, że poczuła ukłucie lęku. Odwrócił wzrok, jakby odgadując jej myśli. Co ona tutaj właściwie robiła? Znów na nią spojrzał, lecz tym razem łagodniej. Oczy mu zabłysły, a kącik ust wykrzywił się w lekkim uśmiechu.
– Niesamowite… – rzekł jakby do siebie. – Zdumiewające.
Nie odpowiedziała. Jej uszu doszedł trzask płomieni. Spojrzała na okazałe ognisko jaśniejące na lewo od niej. Czy ono od początku tam było? Ciepło zaczęło rozchodzić się po jej zmarzniętej skórze, ale mimo to zadrżała. Zalała ją fala niejasnych uczuć. Znów poczuła na sobie jego intensywny wzrok, choć bardzo się starał patrzeć na nią trochę mniej natarczywie. Wyjął z kieszeni płaszcza długą, zakrzywioną fajkę. Nikola nigdy w życiu takiej nie widziała. Załadował ją szybko i zapalił. Zaciągnął się głęboko i wypuścił duży kłąb białego dymu. Zapachniało intensywnie ziołami, ale nie miała pojęcia jakimi.
– Dlaczego?
– Mam swoje powody – złapała w lot, o co pytał. – Wystarczające powody.
– Wystarczające, żeby położyć na szali wszystko, co posiadasz?
– Czasami wydaje mi się, że tak.
– Czasami…
Na parę chwil zapadła cisza. Nieznajomy palił w skupieniu z oczami wbitymi w ogień. Ona też tam spojrzała. Od ogniska biło przyjemne ciepło, a płomienie radośnie trzeszczały. Jednak Nikolę nagle zmroziło. Ogień palił się na gołym kamieniu. Nie było tam ani drewna, ani żadnej innej podpałki. Jakim cudem to się pali, zastanawiała się gorączkowo, czy to jakaś sztuczka? Mężczyzna jakby nie zauważył jej zmiany nastroju. Możliwe, że coś rozważał.
– I wydaje ci się, że nie masz nic do stracenia?
– Ja… – Zająknęła się, nadal wpatrzona w ogień. – Ja myślę, że chyba już powinnam…
– Zadałem pytanie – przerwał jej ostro.
Nikola spojrzała na niego przestraszona i zagubiona zarazem.
– Nie chcę umierać – powiedziała, zaskakując samą siebie. – Ale nie chcę też żyć w ten sposób. Samotna, opuszczona i z poczuciem winy. Wszyscy się ode mnie odwrócili. Wiem, że może to brzmieć żałośnie, ale gdziekolwiek pójdę, czuję się jak ktoś obcy, duszę się, nie mogę znaleźć dla siebie miejsca. W jednej okropnej chwili wszystko stanęło na głowie. Sama siebie nie poznaję. Jestem samotna i nieszczęśliwa. Czasami nadal nie wierzę, że… Tak bardzo za nim tęsknię.
Nieznajomy pokiwał tylko głową wpatrzony w posadzkę. Nie spojrzał na nią z politowaniem, nie zaśmiał się rozbawiony, nie wykrzywił sarkastycznie ust. Wydawał się zatopiony w myślach. Zaczęła czuć bolesne pulsowanie w skroniach, a jej powieki nagle zrobiły się dużo cięższe niż normalnie.
– A co – zaczął powoli – gdybym mógł to zmienić?
Zerknęła na niego z uwagą. Fajka zniknęła – pewnie schował ją, kiedy nie patrzyła. Jego oczy wydawały się…
– A co, gdybym miał dla ciebie propozycję, która odmieni wszystko?
Niemożliwe, to jest niemożliwe. To, co dostrzegła w jego gęstych czarnych włosach, musiało jej się przywidzieć. Serce zabiło jej mocniej. Chciała się poruszyć, ale nie mogła. Nie potrafiła oderwać wzroku.
– Powiedziałaś, że jesteś tu nieszczęśliwa, że nie możesz znaleźć dla siebie miejsca. Chcę dać ci drugą szansę. Nowy start. Czystą kartę.
– Kim… – wydusiła tylko.
– Doskonale wiesz, kim jestem.
Umysł podszeptywał odpowiednie słowo, ale rozum nie chciał słuchać. Jej wargi wzięły je za zbyt absurdalne, by je wypowiedzieć.
– Nie masz nic do stracenia, prawda? Postanowiłem dać ci możliwość wyboru. Jeśli wolisz swoje stare życie, nic się nie zmieni. Jednak jeśli zdecydujesz inaczej, dam ci wszystko, czego pragniesz.
Zaschło jej w ustach. Wciąż nie wierzyła. Jego słowa ledwo do niej docierały, ale była na tyle przytomna, żeby zapytać, czego chce w zamian. W odpowiedzi uśmiechnął się.
– Tam, skąd pochodzę, nazywają mnie panem.
– Chcesz, żebym oddała ci swoją duszę?
– Duszę? – powtórzył zdziwiony. – Ach, ta wasza śmieszna religia. Teraz rozumiem.
Zesztywniała.
– Nie zrobię nic z twoją duszą – dodał po chwili, marszcząc brwi. – Mam wobec ciebie inne plany. Chcę tylko, żebyś robiła dla mnie pewną rzecz. Ale gwarantuję, że to niewysoka cena za uwolnienie się od poczucia winy.
– Jaką rzecz? – spytała ostrożnie.
Nieznajomy miał na palcu ciężki pierścień zdobiony czerwonym kamieniem. Połyskiwał on w blasku ognia, jakby żył swoim własnym życiem. Mężczyzna przez chwilę też podziwiał toczącą się na nim grę świateł.
– Nic złego. Coś, do czego masz predyspozycje i na pewno talent. Mimo że sama o tym jeszcze nie wiesz. Będziesz świetna w nowej roli.
– W jakiej roli?
– Jesteś gotowa zaryzykować. – To nie było pytanie. – A musisz wiedzieć, że ja zawsze dotrzymuję słowa. Dziś przyszłaś tu skończyć ze swoim życiem. Ja mogę być jego końcem i jednocześnie początkiem nowego. Lepszego. Takiego, na jakie zasługujesz.
– Co chcesz w zamian? – ponowiła pytanie.
Spojrzał na nią z siłą. Poczuła to każdą komórką ciała. Zadrżała. Powinna odczuwać strach, ale zamiast tego czuła rosnące znużenie.
– Chcę, byś została diabłem.
Te słowa zawisły w powietrzu. Poczuła mrowienie, jakby zaczęły wchłaniać się w jej skórę. Nie potrafiła już myśleć racjonalnie.
– Więc przestań próbować myśleć racjonalnie. Właśnie wypełnia się twoje przeznaczenie i czujesz podświadomie, że wreszcie znalazłaś się w odpowiednim miejscu.
– To wszystko dzieję się naprawdę?
Nie odpowiedział. A ona miała wrażenie, że nie. Że nie miało znaczenia, co by mu odpowiedziała, bo to nie działo się naprawdę. A przynajmniej tak sobie to tłumaczyła. To był sen, śniła… Nigdy tutaj nie przyszła, a on… Znów patrzył na nią tak intensywnie, że zadrżała. Pierwszy raz dokładnie mogła przyjrzeć się jego oczom. A może raczej: nie mogła oderwać od nich wzroku. Płomienie trzasnęły głośniej, a Nikola gwałtownie wciągnęła powietrze. Niespodziewanie w jej umyśle pojawił się obraz. Widziała siebie, ale całkowicie inną. Wizja zaczęła się zmieniać, a po niej pojawiła się kolejna i jeszcze kolejna. Oglądała je w głowie jak film. Z każdą pojawiała się fala obcych uczuć. Wywołały u niej przeciągłą, nieznaną wcześniej tęsknotę. Po wszystkim spojrzała mu prosto w oczy. Całkowicie spokojna.
– Mogę ci zaufać? – spytała tylko.
Uniósł wysoko głowę. Dostojny. Mroczny. Straszny. I piękny.
– Zawsze mówię prawdę – powiedział i wiedziała, że tak właśnie było.
– Chcę tego.
Na jego wargach zabłąkał się delikatny uśmiech.
– Więc zgadzasz się na moją propozycję? Pamiętaj, że nie będzie odwrotu.
Wciąż przed oczami miała obrazy, które jej pokazał. Serce zabiło jej mocniej na ich wspomnienie.
– Zgadzam się – powiedziała z determinacją. – Nie mam nic do stracenia.
Jego uśmiech rozszerzył się, odsłaniając białe zęby.
– Doskonale.
Wyciągnął do Nikoli dłoń, patrząc na nią wyczekująco. Zawahała się nieco, ale chwyciła jego rękę. Nagle poczuła dziwny szum w uszach i zaczęło jej się kręcić w głowie. Poczuła piekący ból na lewym nadgarstku, ale coś nie pozwalało jej spojrzeć w dół. Widziała tylko jego oczy. Były czerwone. Z głowy wyrastały mu dwa zakrzywione czarne rogi. Po chwili wszystko zaczęło się rozmazywać i jedynym, co ją otaczało, była ciemność. Gdzieś na skraju świadomości zakiełkowała jej myśl, że właśnie zawarła pakt z diabłem.
***
Nikola otworzyła oczy i poczuła przytłaczającą falę rozczarowania. Wpatrywała się w sufit swojego pokoju, wciąż mając pod powiekami ów dziwny sen. Był taki realistyczny. Ruiny, trzaskający ogień, hipnotyzujące oczy mężczyzny i… Uniosła rękę, czując przejmujący ból w lewym nadgarstku. Był wściekle czerwony i palił, gdy się go dotknęło. Dziewczyna pomyślała, że musiała się zadrapać, kiedy spała. Westchnęła głośno i sięgnęła po telefon. Żadnych wiadomości, zero powiadomień – to nadal było coś nowego i nie mogła tego znieść. Miała ochotę zamknąć oczy i znów zasnąć. Najlepiej wrócić do tego dziwnego snu, w którym czuła się tak – szukała w głowie odpowiedniego słowa – żywa. Ponownie poczuła ukłucie tęsknoty. Za czym konkretnie? Tego nie wiedziała.
Spuściła więc stopy na ziemię i przeciągnęła się leniwie. Wstając, zauważyła kwitnący siniak na prawym kolanie. Westchnęła tylko i poszła w kierunku łazienki.
Wiedziała, że matka jest w kuchni. Wiedziała, że właśnie przygotowuje śniadanie, wykonując przy tym masę niepotrzebnych czynności, po to tylko, by zająć czymś głowę. By wypełnić czas. Nikola wiedziała również, że na dźwięk jej kroków odwróci się w jej stronę, spojrzy na córkę obojętnie i bez słowa wróci do swoich czynności. Ostatnio nie odzywała się do dziewczyny zbyt często, a jeśli już, to były to proste komunikaty, wypowiadane mechanicznym, bezbarwnym głosem.
– Zjesz owsiankę? – spytała oschle, nie odwracając głowy.
– Zjem w pracy – odparła Nikola, zamykając za sobą drzwi łazienki. Przez ułamek sekundy widziała profil twarzy matki. Jak zwykle smutny. Jakby wykuty w skale. Jakby coś w niej umarło. Dziewczynie serce zabiło boleśnie.
Nie zabrała samochodu. Nie dotknęła kluczyków od tego pamiętnego dnia. Nie była pewna dlaczego. Być może karała się w ten sposób. Potarła nadgarstek, wsiadając do autobusu.
W pracy była za dziesięć jedenasta. Po maturach zatrudniła się w nowo powstałej kawiarni razem z przyjaciółką. Chciały nabrać doświadczenia i zebrać trochę oszczędności na studia. Miały szczęście, bo właścicielem był znajomy brata przyjaciółki. To znacznie ułatwiło proces rekrutacji.
Nikola spojrzała na Laurę, która stała za ladą i wycierała ekspres. Laura zerknęła na nią, ale szybko uciekła wzrokiem. Skinęła jej niedbale głową na powitanie. Nikola odwzajemniła gest, kierując się na zaplecze. Wiedziała, że rozmowa z przyjaciółką nie ma sensu. Laura nie odzywała się do niej od ostatniej kłótni, w której Nikola wykrzyczała, że to wszystko jej wina i gdyby nie jej głupie pomysły, nigdy nie doszłoby do tragedii. To nic, że sama bez dłuższych namów zgodziła się zrealizować ów głupi pomysł. To nic, że jedyną osobą odpowiedzialną za taki, a nie inny rozwój wypadków, była właśnie Nikola. I to wszystko po to, żeby…
Po raz kolejny bezwiednie spojrzała na telefon. Przecież już dawno pogodziła się z tym, że nie zobaczy tam wiadomości od Łukasza. Pogodziła się z tym, że była dla niego tylko na jeden raz. Dlaczego zatem dalej się łudziła? Być może po prostu z natury przyciągała rozczarowania.
– Nika – z zamyślenia wyrwał ją głos Marka – pospiesz się. Od rana mamy tabakę, a ty się ociągasz. Ruchy.
Dziewczyna poruszyła się niespokojnie i schowała telefon do kieszeni. Wychodząc, spojrzała na twarz właściciela kawiarni. Widocznie zmęczoną i chyba rozczarowaną.
Jeszcze nie tak dawno traktowała swoją pracę z ogromną niechęcią. Nogi bolały ją od ciągłego stania, ręce od przygotowywania napojów, a głowa od wszechobecnego hałasu. Do tego nikt nie wspominał, że uśmiechanie się głupawo do klientów będzie należało do zakresu jej obowiązków. Teraz jednak nogi i ręce przywykły. Nadal bolały, ale już nie tak bardzo. Głowa dziękowała za brak konieczności myślenia, a usta wykrzywiały się same w imitacji uśmiechu, który nie miał w sobie ani krztyny szczerości. Nikola o tym wiedziała, klienci nie musieli. Wcześniej wielokrotnie rozważała odejście. Podawanie innym kawy to było ostatnie, co miała ochotę robić w wakacje. Ale teraz cieszyła się, że ma właśnie taką pracę. Taką, w której za dnia nie miało się czasu zjeść czy wyjść do łazienki i wracało się wieczorem tak zmęczonym, że jedyne, na co miało się siłę, to iść spać. Dziewczyna z niecierpliwością czekała na ten właśnie moment. Żeby pójść spać. Moment, w którym rzeczywistość zanika w sennym majaku. I tak właśnie mijały jej dni.
***
Nikola otworzyła oczy. Ten sam sufit. Ten sam przytłaczający ciężar na piersi. Ten sam koszmar od nowa.
O parapet uderzały donośnie krople deszczu. Nadgarstek bolał. Był zaczerwieniony. Zaczęły pojawiać się delikatne białe ślady. Nikola traktowała to jak niegroźną wysypkę. Odrzucała wizję wybrania się do lekarza. Nie miała na to najmniejszej ochoty.
Dzisiejszej nocy śniła o dziwnych, upiornie intensywnych, czerwonych oczach. Wpatrywały się w nią. Czekały. Były bardzo cierpliwe i wyrozumiałe, a w pewnym momencie nawet miała poczucie, jakby patrzyły na nią z troską. Co za głupoty mogą przyśnić się człowiekowi ze zmęczenia.
Matka Nikoli nie robiła śniadania. Stała przy oknie, wpatrując się w deszcz.
Dziś minął dokładnie miesiąc. Tamtego dnia też padało. Tego lata ogółem często padało. Nawiasem mówiąc, nie było to najlepsze lato ani dla Nikoli, ani dla jej matki, ani dla…
Dziewczyna usłyszała ciężkie kroki na korytarzu. A więc był w domu. Jednak w pełni zdała sobie sprawę z jego obecności, dopiero kiedy stanęła z nim twarzą w twarz w drzwiach łazienki. Spojrzał na nią spod zmarszczonych brwi.
– Możesz uważać?! – warknął.
Poczuła, jakby trochę zapadała się w sobie. Od tamtego dnia starała się go unikać i wychodziło jej to całkiem nieźle. Dziś ją zaskoczył. Powinien wrócić ze służby dopiero za kilka godzin. Zdążyłaby się do tego czasu swobodnie ulotnić.
– Chcę przejść, odsuniesz się wreszcie?
Nikola bąknęła coś pod nosem i odsunęła się na bok. Przechodząc, uderzył ramieniem w jej ramię. Dziewczyna przymknęła oczy i odetchnęła głośno. Tym razem przynajmniej to było ramię. Przez chwilę stała oparta o ścianę, starając się uspokoić oddech. Stłumić łzy cisnące się pod powieki. Oczyścić umysł. Zapomnieć o własnym bólu. Odciąć się od uczuć.
Poczuła nagły przypływ gniewu. Wybuch wściekłości tak gwałtowny, że zaskoczył ją samą. Całą sobą czuła liżącą skórę złość – jednak inaczej niż zwykle. Tym razem miała wrażenie, że ta złość ma źródło gdzieś indziej. Jakby z zewnątrz… a potem zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Dziewczyna nie zdążyła jednak głębiej się nad tym zastanowić.
– No i czego tu stoisz jak słup?! Wróciłem z roboty i nie mam nawet co zjeść. Zróbże wreszcie coś pożytecznego.
Nikola zobaczyła, jak matka nagle drgnęła. Potrzebowała jednak chwili, żeby słowa mężczyzny do niej dotarły.
– Kolejna, która zapomniała jak się gada? Jesteście siebie warte. Ona i ty. Jedna głupsza od drugiej.
Matka milczała. Spuściła wzrok i splotła tylko dłonie.
– Masz, kurwa, jakiś problem? Przyrosłaś do tego okna? Czegoś nie zrozumiałaś? Głodny jestem. Gdzie moje śniadanie?
Szybkie ukłucie gniewu. Seria małych szpileczek wbijających się w skórę. Jedno przelotne spojrzenie na jego twarz. Nikola nie widziała i nie zdążyła zareagować.
Zmarszczył gniewnie czoło i popchnął stojącą przy oknie kobietę. Straciła równowagę, uderzając barkiem o parapet.
– Zapomniałaś języka w gębie?
Zbliżył się do niej z zaciśniętymi pięściami. Nikola poruszyła się niespokojnie, obserwując scenę z przedpokoju. Impuls frustracji. Krztyna desperacji przetaczająca się przez nerwy. Strach. Jego czy jej? Bodziec. Odruch. Nadgarstek bolał.
Nikola złapała ojczyma za rękę, zanim zdążył unieść ją wystarczająco wysoko.
Kolejna fala gniewu. Bezbrzeżna, krzycząca, by ją wyładować, złość. A po niej… strach, rozpacz. Ból. Dojmujący smutek i poczucie straty. Przytłaczająca tęsknota.
Nikola patrzyła na jego twarz, a on patrzył na nią z szeroko otwartymi oczami. Oddychał szybko. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała nieregularnie.
Coraz silniejszy smutek. Żal, rozczarowanie, pustka. Uczucie beznadziei porażające wszystkie mięśnie. Nadgarstek bolał.
Opuścił dłoń. Zamrugał gwałtownie. Zerknął szybko na matkę dziewczyny, jakby chcąc się upewnić, że nadal tam stoi. Odszedł szybkim krokiem i zatrzasnął za sobą drzwi sypialni.
Nikola spojrzała na matkę. Matka spojrzała na nią niewidzącymi oczyma. Po tym odwróciła się i, jakby nigdy nic, zaczęła wpatrywać się w deszcz.
Nadgarstek bolał.
Jakiś czas później Nikola siedziała w nogach swojego łóżka, trzymając się za piekącą rękę. Próbowała zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Co przed chwilą czuła. I właściwie dlaczego to czuła.
Z ojczymem nigdy nie miała zbyt dobrych relacji. Traktował ją zwykle jak intruza. Jak nieprzyjemny obowiązek. Jak kogoś obcego. Wszystko zmieniło wydarzenie sprzed miesiąca. Wcześniej traktował ją z chłodną obojętnością. Teraz szczerze jej nienawidził. Słusznie, niesłusznie, jakie to miało znaczenie? Ona siebie też nienawidziła. Uważała, że zasługuje na każdy przytyk, na każde wyzwisko. Na każde krzywe spojrzenie. Na każde uderzenie. Nie zamierzała się jednak godzić na wyżywanie się na matce. Ona niczemu nie zawiniła. Była, jaka była, ale nie zasłużyła na to.
Nikola spojrzała na telefon. Znów wściekle wibrował. Od godziny powinna być w pracy. Stwierdziła jednak, że nie ma na to siły. Nie. Było jej wszystko jedno. Scena z dziś wyczerpała jej limit emocji na najbliższy czas.
Wpatrywała się w nadgarstek. Przestał piec, jednak dalej był czerwony. Zbadała go delikatnie palcami. Przejechała po wypukłościach i delikatnie rozmasowała, opierając głowę o łóżko.
Niespodziewanie poczuła tęsknotę. Tęsknotę za poczuciem stabilności i bezpieczeństwa. Za tym, że może zrelaksować się bez poczucia winy. Za tym, że nie musi stale czekać w gotowości na to, że zaraz wydarzy się coś złego. Chciała choć na chwilę poczuć się wolna od tego wszystkiego wokół. Od maski wściekłości zastygłej na twarzy ojczyma. Od zimnego dystansu, jakim raczyła ją matka. Od ciągłych wyrzutów, którymi raczyła się sama każdego dnia. Zamiast tego chciała dostać… drugą szansę. Nowy start. Czystą kartę. Chciała zostawić to wszystko za sobą. Bo nie miała nic do stracenia. Zupełnie nic.
Ubrała się szybko i wyszła na deszcz.
Odwróciła twarz w stronę nieba i zamknęła oczy. Czuła krople deszczu spływające po policzkach. Czuła wiatr szarpiący jej włosy. Czuła ubranie klejące się do skóry. Czuła… Uniosła powieki. Stała wśród drzew zaraz przy znajomej polanie. Zaraz koło kupki gruzów z wyszczerbionym, ziejącym dziurami murem. Czuła…
Przełknęła ślinę. Stała tam już jakiś czas, starając się przezwyciężyć sztywność kończyn. Serce biło jej znacznie szybciej, niżby tego chciała. Deszcz padał, a okolica wydawała się pusta. Czuła… Zacisnęła mocno zęby i zmusiła się, żeby wyjść zza drzew. Niespodziewanie poczuła przypływ adrenaliny. Szła prosto przed siebie, nawet nie starając się omijać szybko rosnących kałuż. Widziała przed sobą jedynie ruiny. Zawahała się. A co, jeśli… Szarpnięciem głowy odtrąciła od siebie nieprzyjemną myśl i przecisnęła się przez mur.
A co, jeśli nikogo tu nie będzie, pomyślała, mimowolnie wpatrując się w gołe kamienie. Ruiny były puste. Deszcz kapał nieustannie, obmywając ją z wszelkich wątpliwości. Nikogo tu nie było. Nikola potrząsnęła głową, patrząc na miejsce, gdzie pierwszy raz zobaczyła zakapturzonego mężczyznę. Na miejsce, gdzie nagle zapłonął ogień, rzucając na mury długie cienie. Obeszła powoli każdy kamień. Nie dostrzegła jednak śladu jakiejkolwiek bytności. Obejrzała dokładnie mur. Zatrzymała się dłużej w miejscu, w którym zwykle wspinała się na górę, i przy wyrwie, przez którą uciekła. We śnie. Nikola westchnęła. Ciężko. Przeciągle. Smutno. Czego dokładnie się spodziewała? Chyba zaczyna jej odbijać.
Rzuciła murom ostatnie, tęskne spojrzenie. Ostatni raz objęła wzrokiem całe ruiny. Wyszła, nie oglądając się za siebie. To mogło nie mieć żadnego sensu, mogło być irracjonalne i dziecinne. Mimo to Nikola czuła się oszukana.
***
Patrzyła na jego rozgniewaną minę i zmarszczone czoło. Chodził po pomieszczeniu, jakby starając się rozchodzić złość.
– Tak nie może być, Nika – powiedział Marek, zerkając na nią z góry. – Nie przykładasz się do obowiązków, mieszasz zamówienia, nawet zrobienie prostej kawy zajmuje ci zbyt dużo czasu. Ludzie na ciebie narzekają.
„Ludzie”. Nikola wiedziała dokładnie, kogo miał na myśli. I bynajmniej nie była to osoba w liczbie mnogiej.
– A teraz jeszcze to? Opuszczasz zmianę i nie dajesz znaku życia? Co się z tobą dzieje? Wiem, że nie masz lekko, ale niech to się nie odbija na mnie. Zatrudniłem cię, choć nie miałaś żadnego doświadczenia. A nie dość, że nie otrzymuję za to żadnej wdzięczności, to jeszcze…
– O jakiej wdzięczności dokładnie mówimy? – weszła mu w słowo. – Potrafię harować w tej budzie po dwanaście godzin dziennie za marne grosze, bo jesteś zbytnim sknerą, żeby zatrudnić pomoc. Wiem, że wczoraj schrzaniłam, nie przychodząc, ale tak naprawdę nie mam do tego absolutnie żadnej motywacji. Ta robota to jedno wielkie gówno.
Nie wiedziała, dlaczego właściwie to powiedziała. Zwłaszcza że w ostatnim czasie ta praca aż tak jej nie przeszkadzała.
Marek zmarszczył twarz jeszcze bardziej. Stanął jak wryty i wpatrywał się w dziewczynę wrogo.
– Skoro tak bardzo ci tu źle, to cię nie trzymam! Nie potrzebuję tu takich ofiar. Chciałem zrobić ci przysługę, ale w dziesięć minut znajdę na twoje miejsce milion znacznie bardziej kompetentnych osób.
Nikola wstała.
– Zacznij od razu, zanim zamkną tę brudną budę. Albo zanim sama się rozsypie. Kogoś może wreszcie zainteresować, dlaczego lodówka nie chłodzi, a ekspres kopie prądem.
Tego też nie chciała mówić. Planowała raczej przyjść, przeprosić, spuścić głowę i wysłuchać z pokorą kazania. Być może udzieliła jej się jego złość. A może miała po prostu dosyć bycia traktowaną jak popychadło.
Marek obrzucił ją niezbyt wyszukaną mieszanką obelg.
– Więc wynoś się i żebym cię więcej nie widział na oczy!
W drzwiach zderzyła się z Laurą.
– Słyszałaś?
Laura skinęła głową i spuściła wzrok, przygryzając wargę. Nikola intensywnie patrzyła na byłą przyjaciółkę. Obserwowała, jak wyraz jej twarzy coraz bardziej się zmienia. Wreszcie Laura spojrzała jej w oczy.
– Szkoda, że odchodzisz. Może nasze relacje nie są teraz najlepsze, ale fajnie było pracować razem.
Laura schowała ręce za plecy. Oparła się o ścianę, tak jakby nagle uleciały z niej wszystkie siły. Nikola nie skomentowała. Obserwowała.
– Nie miałyśmy też okazji porozmawiać szczerze od czasu… wiesz od kiedy.
Nagle, bez zapowiedzi, Nikolę ogarnęło poczucie winy. Czuła, jak smutek i przytłoczenie kąsają jej ciało. Jak na złość nadgarstek nagle zaczął boleć jak wściekły. Dziewczyna spojrzała na Laurę. Wyglądała na zmartwioną i szarpaną przez wyrzuty sumienia.
– Nigdy nie podejrzewałam, że to się może tak skończyć. Gdybym wiedziała… – Zająknęła się. – Chciałam tylko miło spędzić wieczór. Wyluzować się. Nic więcej.
Nikoli wydało się, że niemal czuje jej zakłopotanie. I coś jeszcze, jakby zażenowanie.
– A potem zaczęłaś odwalać z Łukaszem iii… wkurzyłam się.
Laura zaczerpnęła gwałtownie powietrza i wypuściła je ze świstem. Oraz dozą frustracji, jak oceniła Nikola.
– W każdym razie nie chciałam źle. Łukasz też nie. Mocno się wtedy zjarał.
Nikolę zmroziło.
– Rozmawiałaś z nim?
Wahanie. Jeszcze więcej wyrzutów sumienia.
– Piszemy ze sobą.
Laura unikała spojrzenia byłej przyjaciółki.
– Widzę, że nie próżnowałaś i szybko się nim zajęłaś, kiedy przestałam stać ci na drodze. Zdążyłaś go już przelecieć?
Laura otworzyła usta, żeby zaprotestować i szybko je zamknęła. Nerwowo potarła czoło.
– Co ty tu jeszcze robisz?! Kazałem ci zejść mi z oczu! A ty, zdaje się, skończyłaś przerwę pięć minut temu.
Nikola nawet nie zaszczyciła Marka spojrzeniem. Wpatrywała się w Laurę. Laura natomiast wpatrywała się w podłogę. Na dźwięk głosu szefa drgnęła i wyszła na salę, roztaczając wokół siebie dominująca aurę wstydu. Nikola czuła go każdą komórką ciała, dopóki drzwi kawiarni nie zatrzasnęły się za jej plecami.
Potarła piekący nadgarstek, głęboko zamyślona. Nie czuła gniewu czy smutku. Nie była nawet jakoś specjalnie zaskoczona wyznaniem byłej przyjaciółki. Jeśli już, to była przebodźcowana. Wydawało jej się, że ostatnimi czasy czuła za dużo. Były to dziwne, skomplikowane uczucia, które pojawiały się nagle i tak samo nagle znikały. A potem pozostawiały Nikolę wyżętą jak gąbkę, pustą i bez żadnych emocji.
W chwili kiedy weszła do mieszkania, z zadumy wyrwał ją przeciągły szloch. Instynktownie podążyła do kuchni i zatrzymała się raptownie, gdy zobaczyła matkę płaczącą nad pustym zlewem. To było coś nowego. Od śmierci Roberta matka nie pokazywała po sobie zbyt wielu uczuć. Zatrzasnęła je wewnątrz siebie, całkowicie się wycofując. Teraz jednak spazmy płaczu trzęsły jej wątłymi ramionami, a klatka piersiowa drżała szarpana urywanym oddechem.
Nikola patrzyła na matkę w ciszy, zaskoczona nagłym wybuchem emocji. Sparaliżowana zaskoczeniem. Nogi wrosły jej w podłogę.
– Ja już tak dłużej nie mogę. – Usłyszała dziewczyna. – Nie zniosę tego.
Nikola stała nieruchomo. Serce kołatało jej w piersi. Ciężko. Bardzo ciężko. Ten dzień dopiero się zaczął, a już wydarzyło się tak wiele.
– Nie zniosę tego… nie zniosę…
– Mamo?
Kobieta zaszlochała jeszcze głośniej. Ukryła twarz w dłoniach.
– Nie ma go.
Nikola przez chwilę sądziła, że mówi o Robercie, jednak szybko zarejestrowała ubrania walające się po podłodze i kilka rozbitych naczyń.
– Spakował się i wyszedł.
Dziewczyna nigdy nie przyznałaby tego na głos, jednak mimowolnie poczuła ulgę.
– Jak ja sobie teraz poradzę? – załkała kobieta. – Zostałam z tym wszystkim sama.
– Nigdy nie byłaś z tym sama – powiedziała cicho Nikola.
Matka jednak nie słuchała.
– Najpierw Robert, teraz Paweł. Dlaczego to wszystko spotyka właśnie mnie?
Nikola przygryzła usta.
– A nie uważasz, że to jedna z lepszych rzeczy, jaka mogła się wydarzyć?
Matka w dalszym ciągu ją ignorowała. Zbudowała wokół siebie mur, którego nie można było sforsować. Dziewczynie zdało się, że nawet gdyby nią potrząsnęła, to i tak nie udałoby jej się do niej dotrzeć.
Niespodziewanie poczuła impuls. Włoski na rękach stanęły jej dęba, a na karku poczuła zimno.
– Spójrz na mnie.
Kobieta nie odwróciła się. Zaczęła cicho łkać i lekko kołysać się na boki. Nikola czuła się, jakby czas nagle zwolnił. Mocniej, coś podpowiadało jej w głowie, musisz spróbować mocniej.
– Spójrz na mnie – powiedziała głośniej i pewniej.
Matka tylko ciaśniej objęła się ramionami. Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści. Za słabo, musisz postarać się bardziej, coś wyszeptało jej do ucha. Stać cię na więcej.
– Czy możesz wreszcie na mnie spojrzeć?! – prawie krzyczała. – Choć raz mogłabyś porozmawiać ze mną szczerze o tym wszystkim. A zachowujesz się, jakbym nie istniała. Nawet nie starasz się mnie słuchać. Spójrz na mnie!
Matka zdawała się głucha na jej wrzaski.
SPÓJRZ NA MNIE.
Nikola poczuła ciepło rozchodzące się po jej ramionach i spływające do palców. Kobieta drgnęła gwałtownie i powoli się odwróciła. Jej twarz była wykrzywiona od płaczu, a oczy spuchnięte. Dziewczyna czuła przejmujący smutek i żal, jednak nieugięcie patrzyła na matkę.
– Ten mężczyzna cię zniszczył – powiedziała spokojnie. – Przez cały czas tylko brał, nie dając ci nic w zamian. I teraz, kiedy potrzebujesz wsparcia, również go nie ma. Zabrał ci wszystko. Sprawił, że każdego dnia czułaś się bezwartościowa. Sprawił, że winisz się za jego humory i za jego błędy.
Kobieta słuchała, a jej oczy stawały się coraz bardziej wyraźne.
– Winisz się nawet za to, że wyszedł. Że zachował się jak ostatni gnojek i wyszedł. Jak możesz płakać za kimś takim?
Po chwili wahania Nikola zbliżyła się do matki. Jej zmęczone oczy śledziły każdy jej ruch.
– To, że wyszedł, to największy prezent jaki mógł ci dać – powiedziała już łagodniej – więc przestań za nim płakać i zatroszcz się wreszcie o siebie. Nieważne, jak banalnie i niewiarygodnie to brzmi. Zatroszcz się o siebie. Inaczej to jest tak, jakbyś sama była martwa. A przecież to nie koniec. To tylko nowa rzeczywistość, do której trzeba się przystosować. Ja cię w niej potrzebuję. Mamo, ja nadal tu jestem i cię potrzebuję.
Coś w oczach kobiety zalśniło. Jej ramiona rozluźniły się raptownie, a wargi przestały drżeć. Nikola tymczasem poczuła się źle. Była słaba i zaczęło jej się kręcić w głowie. Wiedziała, że to ją w końcu kiedyś wykończy.
Dziewczyna mechanicznym krokiem przeszła do salonu i ciężko usiadła na kanapie. Cały czas czuła na sobie wzrok matki. Nikoli pociemniało przed oczami. W tym samym momencie dostrzegła jakiś ruch. Poczuła oddech na swoim policzku.
– Dobrze się spisałaś. – Usłyszała głos mężczyzny. – Możesz już puścić.
Przechyliła głowę. Czerwone oczy wpatrywały się w nią z mocą.
– Długo kazałaś na siebie czekać, ale poradziłaś sobie. Teraz możesz puścić. – Jego kojący głos wibrował jej w uszach.
Westchnęła głośno. A potem puściła.ROZDZIAŁ II
Denerwowała się. Chodziła w kółko po pokoju, nie mogąc zebrać myśli. Koll miał nadejść lada chwila. Za oknem zapadł zmrok. Nikola nerwowo bawiła się palcami. Nie miała pojęcia, co ją czeka ani czego się spodziewać. Myślała tylko o tym, że cokolwiek się wydarzy, na pewno okaże się nic niewarta, ośmieszy się i odeślą ją do domu. Z jakiegoś powodu ta wizja przestała ją pocieszać.
Nagle usłyszała ciche pukanie. Do tego czasu zdążyła zajrzeć do każdej szafki w swoim nowym superapartamencie i zbadać każdy jego centymetr. Znalazła masę książek i pojemniczków z nieznanymi substancjami, rzeczy codziennego użytku oraz takie, których przeznaczenia nie znała. Zaciekawiła ją zwłaszcza lodówka, która po brzegi wypchana była jedzeniem – dziewczyna zawsze znajdowała w niej to, na co akurat miała ochotę.
– Jesteś gotowa? – spytał Koll, kiedy prowadził ją schodami na drugie piętro, które nadal pozostawało dla niej tajemnicą.
– Ani trochę.
– Nie masz się czego obawiać.
– Dokąd idziemy?
Stanęli u szczytu schodów i Nikola zobaczyła jasny korytarz, na pozór nieróżniący się niczym od tego piętro niżej. Poprowadził ją w głąb, aż zatrzymali się przy dużych, ciemnych drzwiach z wydrążonym i pomalowanym czarną farbą znakiem „X”. Hekate i Rajtar już tam czekali.
Koll zdradził Nikoli, że Hekate jest wyklętą czarownicą, którą wiele lat temu wyrzucono z sabatu. W tej samej chwili rzuciły sobie taksujące spojrzenie. Hekate była ubrana w obcisłą kremową sukienkę i długie buty. Wiązała właśnie gęste, czarne włosy w kucyk. Nikola nerwowo przestąpiła z nogi na nogę i niepewnie włożyła ręce w kieszenie bluzy. Rajtar podobnie jak rano opływał w czerń. Opierał się o framugę drzwi i był skupiony na oglądaniu swoich paznokci.
– Ruszajmy. – Koll spojrzał na diabła, a ten tylko wzruszył ramionami.
– Zawsze przed wyjściem dzielimy się w pary – odezwała się Hekate, stając przy Kollu. – My zazwyczaj chodzimy razem, więc ty pójdziesz z Rajtarem.
Rajtar znieruchomiał jak rażony piorunem.
– No chyba sobie żartujesz. Sama sobie z nią idź!
Koll przysunął się dyskretnie bliżej diabła, zasłaniając sobą Hekate. Czarnowłosa dziewczyna parsknęła.
– Koll jest moim partnerem od początku i doskonale o tym wiesz. A to znaczy, że nowa idzie z tobą – powiedziała, patrząc na niego krzywo. – Jeśli masz z tym problem, to idź do Lucyfera.