Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Pieśni miłosne W. E. B. Du Bois. Tom 2 - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
6 lipca 2026
3410 pkt
punktów Virtualo

Pieśni miłosne W. E. B. Du Bois. Tom 2 - ebook

Drugi tom jednej z najważniejszych powieści amerykańskich XXI wieku, nagradzanej sagi o przetrwaniu, pamięci i odkupieniu.

Ailey Pearl Garfield dorosła. Zaczyna bardziej świadomie badać swoje pochodzenie, korzystając z doświadczenia akademickiego, ale też pracuje nad rozpoznaniem własnych emocji. Studia nad genealogią stają się dla niej procesem leczenia odziedziczonych traum zarówno rodzinnych, jak i osobistych. Poznajemy historię przemocy, rozpadu rodzin i przemilczanych krzywd, które miały wpływ na bliskich Ailey, a zatem i na nią samą. Skutkiem są problemy z zaufaniem i bliskością, a także niskie poczucie własnej wartości. Teraz Ailey musi zawalczyć, by uwolnić się od brzemienia przeszłości i odzyskać swój własny, niezależny głos.

 

Obszerna, wymagająca powieść, która z taką samą pasją przygląda się niezależności czarnoskórych kobiet oraz podkreśla nasze wspólne człowieczeństwo.

„Kirkus Reviews”

 

Ambitna debiutancka powieść uznanej poetki… Jeffers gra detalami, wspaniale oddając cierpienie i opór.

„New Yorker”

Cud piękna i obfitości.

„Time”

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Powieść
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68881-04-2
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

* * *

Jak mężczyzna staje się potworem

To z winy kobiety Samuel Pinchard, którego społeczność murzyńska na jego ziemi znała jako „pana”, stał się potworem – jasnowłosym diabłem o pięknej skórze i zdumiewających oczach. Nie był posiadającą duszę istotą ludzką, która w snach słuchałaby głosu bożego. A przynajmniej Samuel będzie winił kobietę. To ona wypchnęła go z idealnego, ciepłego miejsca do zimnej kadzi, która zamiast prawdziwym światem okazała się piekłem. Owa kobieta była matką Samuela, a urodziła go mężczyźnie, który nie powinien był zostać ojcem, ponieważ żadne dziecko na takiego ojca nie zasługiwało.

Miała na imię Joan i – jak jej dzieci – była niezrównanie piękna jak na tamte czasy i okoliczności. Mieszkała wraz z mężem Adamem w miejscu, które Anglicy nazwali Wirginią. Tamtejsze ziemie, podobnie jak wszystkie tereny leżące po tej stronie wody, odebrano ich pierwotnym mieszkańcom. Adam zbudował farmę, która nie przynosiła wielkich dochodów, ale też rodzina nie żyła w nędzy. Mieli jednopiętrowy dom z dwiema sypialniami i kuchnią służącą też za pokój dzienny. Dom pobudowano z heblowanych bali. Na werandzie stały dwa krzesła: Adam i Joan siadywali tam wieczorami, lecz nie rozmawiali wiele. W oddali migotały światła chaty, w której mieszkało siedmioro murzyńskich niewolników. Małżonkowie nie zaprzątali sobie nimi głowy – uważali, że tamci winni okazywać im szacunek, a może nawet sympatię, bo tak właśnie myślą właściciele o rzeczach i istotach, które im podlegają. Adam podobnie traktował drewniane siedzisko podtrzymujące jego pośladki oraz mięso na swoim talerzu – na pewno nie płakał nad przelaną krwią zabitego zwierzęcia. Zresztą czemu miałby sądzić inaczej? Murzynów i Murzynki uważał za dzieci Kaina – syna, który nie cieszył się przychylnością.

Adam był przystojny, chociaż miał ciemne włosy i oczy. Z kolei dzieci odziedziczyły delikatną urodę po matce. Czy to ów brak podobieństwa, jasne włosy własnego potomstwa, pozwalały Adamowi bez namysłu opuszczać w nocy łoże Joan? Nie zastanawiać się nad tym, czy jest jej ciepło lub czy ma pełny brzuch po kolacji? Czy dlatego nie konsultował swych czynów z ziejącą pustką w swej piersi, która zastąpiła jego duszę, tylko szedł do pokoju po lewej stronie od kuchni? Biblia dawała mu usprawiedliwienie: można tam znaleźć przypowieści o mężczyznach niewolących kobiety, a nawet własne dzieci – Lot niewolił swoje córki wkrótce po zniszczeniu Sodomy. Może Adam wybierał w pokoju dziecięcym którąś z dwóch córek, myśląc o brodatym, zadufanym w sobie Locie? Tylko jakie miał dla siebie usprawiedliwienie, gdy sięgał po jednego z czterech synów?

Sześcioro dzieci Adama i Joan odznaczało się nieprzeciętną urodą, a gdy rodzina zjawiała się w kościele w miasteczku – jedynym miejscu, które cała ósemka odwiedzała wspólnie – wierni cieszyli się, że dom boży mógł raz w tygodniu ugościć tyle piękna. Pinchardowie siadali w ławce z przodu. A że nie było balkonu, to Murzynki i Murzyni Pinchardów musieli siedzieć z tyłu wraz z resztą swego plemienia.

W niedzielne noce Samuel i jego rodzeństwo mogli odetchnąć z ulgą, była to chwila światła, po której na sześć dni w tygodniu nastawała ciemność wypełniona demonem. Samuel dzielił pokój z rodzeństwem: nie sypiał głęboko, bo czekał struchlały, kiedy na progu zamigocze świeca, a ojciec podejdzie do jednego z trzech łóżek, odkryje kołdrę i wybierze dziecko, z którym spędzi noc. Za każdym razem na widok rozedrganego płomienia Samuel wstrzymywał oddech i zaczynał się modlić. Dwa lub trzy razy w tygodniu jego modlitwy zostawały wysłuchane – dłoń Adama omijała Samuela, sięgając po jego brata bliźniaka. Wówczas czuł się ocalony. Czasami Adam w ogóle się do nich nie zbliżał, tylko podchodził do innego łóżka. Niekiedy, choć rzadko, zdarzały się noce, gdy nikt nie otwierał drzwi do dziecięcego pokoju. Samuel zastanawiał się wówczas, czy ojciec odpoczywa. A może Bóg go wysłuchał i zabił Adama?

W niektóre noce wybór padał na Samuela. Ojciec wyprowadzał go wówczas przez kuchnię do stajni, gdzie na skoszonej lucernie czekał koc. Obok sypiał Murzyn, którego Adam nawet nie przepędzał, podczas gdy Samuel cierpiał katusze w ciemności. Nieraz miał nadzieję, że Murzyn go ocali, uderzy Adama w głowę biczem lub łopatą służącą do czyszczenia boksów dla koni i muła i tym sposobem uwolni go raz na zawsze. Nie zastanawiał się, jaki los spotkałby Murzyna po śmierci Adama, lecz ten bez wątpienia o tym myślał. Samuel nie dbał o to, że Murzyn pewnie zostałby sprzedany, by rodzina mogła zapłacić podatek od trzydziestu pięciu akrów należących do ojca. Chciał tylko nie leżeć już twarzą w dół na kocu w stajni.

Którejś nocy, gdy Adam prowadził go przez kuchnię, Samuel zaczął głośno przyzywać matkę. Wołał ją, krzyczał i błagał, by powstrzymała ojca – być może wył długo i głośno jak zwierzę ciągnięte na rzeź, bo wreszcie otwarły się drzwi do sypialni rodziców i na progu stanęła Joan. W blasku świecy jej twarz zdawała się nieskazitelna. Samuel wyciągnął rękę do światła. „Matko!”, zawołał, lecz Joan się cofnęła i zamknęła drzwi.

Nazajutrz, gdy Samuel odespał swój ból i niedolę, poczuł na ramieniu dotyk dłoni Joan, delikatny i szczery. Matka powiedziała, że przygotowała mu na śniadanie racuchy polane syropem z trzciny cukrowej i roztopionym masłem. Otaczał go zapach Joan – zapach, który zna każde dziecko i który latami miał nawiedzać Samuela we wspomnieniach, doprowadzając go do łez. Nienawidził matki. Ale też ją kochał. Nie chciał już być słaby, nie chciał być małym chłopcem. Wyobrażał sobie, czego dokona dzięki swej sile, kiedy już będzie wysokim i potężnym mężczyzną.

Potwór grasuje po wsi

Ojciec zmarł, gdy Samuel miał szesnaście lat. Zabrała go gorączka. Adam leżał w łóżku, trząsł się od temperatury i co chwilę się wypróżniał. Na końcu zostały z niego tylko skóra i kości. Przez cały czas miał przy sobie Biblię. Do ostatniej chwili pozostał chrześcijaninem przekonanym o słuszności własnego postępowania, podobnie jak Joan, która czytała mężowi fragmenty biblijnej księgi Samuela: „Powiedziała ona wówczas: »Pozwól, panie mój! Na twoje życie! To ja jestem ową kobietą, która stała tu przed tobą i modliła się do Pana. O tego chłopca się modliłam, i spełnił Pan prośbę, którą do Niego zanosiłam. Oto ja oddaję go Panu. Po wszystkie dni, jak długo będzie żył, zostaje oddany na własność Panu«. I oddali tam pokłon Panu”.

Tydzień po tym, jak pochowali ojca w ogródku za domem, Samuel zabrał konia ze stajni i wyruszył w noc. Nie dbał o swoje rodzeństwo, nawet o brata bliźniaka, z którym dzielił łono matki. Ucieczkę zaplanował zawczasu – spakował ubrania do skórzanej torby na ramię, którą ukrył pod sianem w rogu stajni. W tym samym miejscu niewolił go ojciec. W noc przed odjazdem nie zmrużył oka. Zakradł się do kuchni. Wziął bochenek chleba owinięty w ścierkę i niewielkie naczynie z masłem. Otworzył jakiś słoik, powąchał i ucieszył się, że to woda. Gdy mijał pokój, gdzie matka leżała teraz w łóżku, w którym ojciec wyzionął ducha, Samuel nie zapukał ani nie pozdrowił rodzicielki. Poszedł prosto do stajni. Zabierał konia, nie dbając o to, czy Murzyn, który mieszkał w stajni, zostanie ukarany za kradzież. Nie troszczył się też o rodzeństwo. Ani o tutejszą ziemię. Troska to przywara będąca brzemieniem słabych. On zamierzał być teraz silny: w podróży miało mu towarzyszyć okrucieństwo.

Do naszej ziemi dotarł okrężną drogą. Przez trzy lata podróżował na południowy wschód ścieżkami, które nasi ludzie wycięli pośród drzew. Zajeżdżał do chat zamieszkałych przez mężczyzn, którzy poświęcili młodość, aby dorobić się majątku właśnie tutaj. Uśmiechał się, mamił, okazując szacunek, używał swej przystojnej twarzy jako broni, wiedział, iż podstarzali mężczyźni pragną zapewnień o tym, że wciąż mają szerokie ramiona i wcale nie obwisły im brzuchy. Kilkakrotnie trafiał na wdowy, potrafił je zwodzić – oczarowane jego urodą oferowały mu posiłek i nocleg na werandzie lub w stajni. Rankiem odjeżdżał bez pożegnania. Dorosłe kobiety nie były mu do niczego potrzebne: pogardzał tymi zwierzętami, które krwawią i cuchną stęchlizną. Były słabe i dlatego chciały zrzucić swe brzemię na barki mężczyzn.

Uważał się za wolnego od męskich słabości, aż któregoś dnia, po wielomiesięcznej podróży, z dala od ziemi rodzinnej, ujrzał pracujących na plantacji tytoniu Murzynów i Murzynki. Było południe, pora odpoczynku, ale dzieci wszędzie zachowują się podobnie, więc chociaż dzień był ciepły, śmiały się i biegały po polu. Pośród nich dostrzegł śliczną dziewczynkę o brązowej skórze i włosach zaplecionych w krótkie warkoczyki. Bawiła się w berka z innymi dziećmi. Miała niezwykle białe zęby i duże brązowe oczy. Samuelowi krew uderzyła do głowy, jak wówczas, kiedy mężczyzna czuje pożądanie do kobiety. Zapragnął zatrzymać się na tej farmie, by być w pobliżu dziewczynki.

Został trzy miesiące i wcale nie myślałby o wyjeździe, gdyby w końcu nie uległ swemu pożądaniu. Natknął się na dziewczynkę, gdy wracał z wychodka. Wołała kurczaki i rzucała im kukurydzę. Odezwała się w nim bestia. Samuel schwycił małą, zakrył jej usta dłonią i zaciągnął ją do wychodka. Po wszystkim nie próbował osuszyć jej łez ani powstrzymywać od płaczu. I tak nikt by nie uwierzył małej Murzynce, która oskarża białego mężczyznę. A nawet gdyby ktoś uwierzył, nikt by się tym nie przejął. Nazajutrz przy śniadaniu Samuela przepełniało poczucie szczęścia. Spał głęboko, nic mu się nie śniło, a po przebudzeniu zachowywał się tak, jakby nic się nie stało.

Nie uważał się za pozbawionego zasad moralnych. Przeciwnie: był przekonany, że uwiodło go dziecko, które zgwałcił. Dziewczynka obnosiła się ze swoją urodą, a Samuel, mężczyzna, okazał się bezsilny. Winić należało także – lub przede wszystkim – to, że była Murzynką, bo czy ojciec mu nie wpajał, iż Murzyni pochodzą od Kaina? Choć była tylko dzieckiem, należała do podrzędnej grupy, a Murzynki są znane z tego, że kuszą białych mężczyzn. Przecież Samuel nie zaciągnął do wychodka własnej córki ani białego dziecka – tego nigdy by nie zrobił. Wziął sobie Murzynkę, a przecież był białym mężczyzną. Mierniczym królestwa, które podarował mu sam Bóg. I białym mężczyzną. Właściwie to uczynił dziewczynce zaszczyt, ofiarowując jej własne nasienie – był wszak białym mężczyzną. W jego przekonaniu powinna czuć się zaszczycona. Był przecież białym mężczyzną.

Nie poniósł żadnych konsekwencji swego czynu, więc później tygodniami obserwował dziewczynkę, chodził za nią krok w krok i przy każdej nadarzającej się okazji porywał dziecko i zaciągał do wychodka. Czuł przy tym ogromną przyjemność, aż któregoś popołudnia mała zasłabła w jego rękach i osunęła się na podłogę. Nie wpadł w popłoch. Poczucie władzy go upajało i napełniało spokojem. Zostawił dziewczynkę w wychodku, nie troszcząc się o to, czy przeżyła. Zasiadł do smakowitej kolacji w domu swego gospodarza, a potem z żalem ogłosił, że zbyt długo przebywa w podróży. Skłamał, że jego matka choruje i chociaż opiekuje się nią jego rodzeństwo, pora, by wrócił do domu. Zaniedbał swoje synowskie obowiązki. Kilka tygodni później zajechał na ogromną plantację należącą do pewnego mężczyzny mieszkającego na obrzeżach miasta Savannah.

Potwór znajduje schronienie

Samuel miał dwadzieścia jeden lat i zatrzymał się w rozległym majątku na wyspie u wybrzeży miejsca zwanego teraz Georgią. Został nadzorcą niemal setki niewolników uprawiających tytoń dla niejakiego Ezekiela Waterforda, który był właścicielem jeszcze jednego majątku. Druga plantacja, gdzie uprawiano ryż, była znacznie bardziej dochodowa – pracowało tam pięciuset niewolników i o trzech nadzorców więcej. Tak jak poprzednimi razy Samuel zapukał do drzwi rezydencji na plantacji – teraz do tylnych – i pokazał swą piękną twarz. Urok osobisty i uroda jak zwykle zapewniły mu gościnę. To właśnie na plantacji ryżu Samuel usłyszał o loterii, w której można wygrać ziemię w stanie Georgia – szczęśliwi zwycięzcy, wyłącznie biali mężczyźni i białe wdowy, mogli stać się posiadaczami ponaddwustuakrowych działek.

Ezekiel swoje bogactwo odziedziczył. Codziennie stroił się, jakby wyczekiwał gości, po czym szedł do małego pobielonego budynku służącego za kancelarię plantacji. Tam zasiadał w fotelu przy orzechowym biurku, które jego dziadek sprowadził z Anglii, i przekładał papiery z jednej strony na drugą. Niekiedy też stawał w oknie i prowadził inspekcję swego mienia, chociaż nie widział niewolników, ponieważ ziemia, gdzie pracowali nadzorowani przez Samuela, leżała daleko od miejsca, w którym mieszkał i pracował Ezekiel. Nie był człowiekiem pracowitym, lecz Samuel pragnął się na nim wzorować: nosić mięciutkie śnieżnobiałe koszule i obszerne ciemne bryczesy, których nigdy nie plamił pot ani brud, a do tego lśniące czarne buty, które wydawały imponujące odgłosy, gdy Ezekiel stąpał po podłodze domu lub biura. Samuel nie mógłby tego uzyskać, pozostając nadzorcą. Nie zarobiłby dość pieniędzy na choćby jednego Murzyna, nie wspominając o budowie dużej białej rezydencji w otoczeniu zabudowań gospodarczych. Nie mógłby sobie pozwolić na kozetkę w biurze, na której napastowałby swoich niewolników. Tak więc musiał zrobić coś ze swoim życiem.

Ezekiel był żonaty i w każdą niedzielę chodził na nabożeństwo do kościoła, który kazał zbudować na swej wyspie. Jednak gdy żona pukała do drzwi jego sypialni, wymawiał się pobożnością lub pracą. Zwykle zresztą pukała zupełnie na darmo. Może nawet wiedziała, że męża wcale tam nie ma, bo akurat leży na kozetce w swej kancelarii, przyciskając się do pleców jakiegoś umięśnionego młodzieńca. Zanim Samuel przyjął posadę nadzorcy, Ezekiel brał siłą jednego z przystojnych Murzynów, którego poprzedni nadzorca wybrał dla niego spośród niewolników pracujących w polu. Nadzorca odszedł kilka dni przed przybyciem Samuela. Ezekiel nigdy dotąd nie obcował z mężczyzną, którego nie musiałby przymuszać do uległości – ignorował jęki bólu i widok krwi lub wydzielin jelitowych swych niewolników. Dlatego gdy Samuel nie wzdrygnął się przed pożądliwym dotykiem dłoni na ramieniu ani przed jego rozwartymi ustami i językiem, Ezekiel prędko się zakochał. Nie podejrzewał nawet, że gdy zagłębiał się w szczupłym ciele jasnowłosego mężczyzny – z entuzjazmem i z pomocą sporej ilości smalcu – Samuel fantazjował o zamordowaniu go na różne okrutne i wymyślne sposoby.

Kiedy Ezekiel kończył swoje karesy, Samuel przywierał do niego, udając, że nie może znieść rozstania ze starszym kochankiem. Wystarczyło kilka tygodni, by Ezekiel zdradził mu wiele ważnych informacji o prowadzeniu plantacji, rocznych wydatkach i przychodach, kupowaniu niewolników, uprawie ziemi i o tym, że właściciel posiadłości musi płacić podatki od tego, co ma w posiadaniu. Temu zaś, kto zaniedba te sprawy, odbiorą to, na co tak ciężko pracował.

Gdy Ezekiel mówił, Samuel całował go z drżeniem. Dotykał jego ust, policzków i obojczyka, co zwykle przynosiło skutek, bo kochanek znów wykazywał gotowość – tym razem w ustach Samuela. Samuel starał się nie udławić, lecz nie fantazjował już o śmierci Ezekiela. Zamiast tego wyliczał, co kupi i od czego będzie musiał płacić podatek. Dzięki szczodrobliwości Ezekiela Samuel w ciągu dwóch lat wszedł w posiadanie używanego powozu dwukołowego oraz innych dóbr – oczywiście nie zapominał o płaceniu od nich podatku. Kiedy prawodawcy w Milledgeville, ówczesnej stolicy Georgii, uchwalili ustawę, na mocy której każde hrabstwo mogło zgłosić do udziału w loterii, w której rozdawano ziemie Krików, przedstawicieli poszczególnych gospodarstw domowych – białych kawalerów i wdowy płacących podatki przynajmniej od roku – nazwisko Samuela wielokrotnie przewijało się już w księgach Ezekiela wraz z informacją, że to porządny biały człowiek. I to właśnie miłość Ezekiela Waterforda, pełna wdzięczności i poświęcenia, skłoniła go do napisania listu, w którym poświadczał, że niejaki Samuel Edward Pinchard, biały z urodzenia, pracował dla niego od marca 1801 do września 1804 roku, tym samym potwierdzając, iż Samuel miał prawo do uzyskania ziemi skradzionej Krikom. Gdy nadeszły wieści, że wylosowano Samuela, dzięki czemu został właścicielem parceli o powierzchni dwustu dwóch i pół akra, Ezekiel podarował kochankowi trzysta dolarów oraz konia – lepszego i młodszego niż ten, którego Samuel zabrał z farmy zmarłego ojca – po czym wyprawił młodzieńca w drogę, roniąc łzy, życząc mu jak najlepiej i modląc się za niego.

Tego dnia, gdy odjechał, Samuel czuł dumę nie tylko z powodu uzyskania statusu posiadacza ziemskiego, lecz także dlatego, że poskromił upodobanie do małych dziewczynek. Ezekiel był mu oddany, ale też zazdrosny. Niekiedy bez zapowiedzi przyjeżdżał na pole tytoniu, aby sprawdzić, czy Samuel nie zbliża się zanadto do rosłych, przystojnych Murzynów. Obserwował ich z oddali, nie zsiadając z konia, po czym wracał do swej oddalonej o milę kancelarii. Samuel nie wiedział, czy ową zazdrość obudziłyby też dzieci, wolał jednak nie ryzykować. Przez cztery lata cierpiał katusze, obserwując murzyńskie dziewczynki noszące wodę na pole, które nadzorował. Ich śmiech przypominał ostrza przeszywające jego ciało, lecz Samuel był cierpliwy.

Potwór zyskuje pierwszego przyjaciela

Aidan Franklin nie był taki młody jak Samuel. Nie miał też jego dziwnych, stale zmieniających kolor oczu, tylko po prostu niebieskie, ale był bardzo przystojnym mężczyzną. Walczył o byt od małego, kiedy jeszcze mieszkał w jednoizbowej chacie rodziców. Później się ożenił, żona urodziła mu pięcioro dzieci, po czym zmarła w połogu na skutek krwotoku. Aidan ponownie stanął na ślubnym kobiercu, a jego druga żona wydała na świat siedmioro potomstwa – teraz można było odnieść wrażenie, że dzieci są wszędzie. Niepowodzenia życiowe nie pozbawiły Aidana optymizmu. Kiedy Samuel spotkał go wraz z młodziutką, zmęczoną żoną w drodze do nowego miasteczka Chicasetta w środkowej Georgii, Aidan zacytował mu fragment Listu do Rzymian: „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według zamiaru”. Aidan jechał z żoną na koniu. Ich dzieci szły obok.

Samuel pożegnał Aidana i niebawem zastukał do drzwi chaty, którą zastał na ziemi będącej jego własnością według rządu Stanów Zjednoczonych. W chacie tej mieszkał Micco. Samuel ucieszył się na widok dobrze prosperującej farmy, jednak gdy zapukał do drzwi domu, aby pozbyć się jego mieszkańców, coś w aparycji Micco sprawiło, że się zawahał. Samuel nie wiedział nic o pochodzeniu mężczyzny – o czerwonych sercach jego przodków – lecz jego własne serce było pozbawione koloru. Nigdy nie używał broni ani nie potrafił zabijać. Jego jedynymi zasobami były uroda, wdzięk i umiejętność manipulacji. Toteż uśmiechnął się, przedstawił i postanowił wstrzymać z działaniem.

Następnego ranka w domu Micco zjawił się też Aidan. Przedstawił się i zapytał, czy Micco nie pomógłby mu zbudować chaty. Samuel powitał go, jakby spotkali się po raz pierwszy, i puścił do niego oko. Panowała ogólnie przyjazna atmosfera, nawet gdy Aidan stwierdził, że jest właścicielem działki położonej na północ od chaty Micco. Samuel go poprawił, mówiąc, że nikt nie jest tu właścicielem niczego, oczywiście oprócz ich gospodarza.

Skonsternowany Aidan przekrzywił głowę.

– Zaraz, zaraz, coś tu się nie zgadza…

Samuel wszedł mu w słowo i spytał, czy mogliby porozmawiać na zewnątrz. Po powrocie powiedział Micco, że tamten się pomylił, ale on wyprowadził go z błędu. Micco się nie uśmiechnął, lecz jego twarz złagodniała, gdy usłyszał o lojalności dziwnookiego przybysza, który siedział przy jego stole, ponieważ Micco nie wiedział, że przed chatą Samuel zakazał mówić Aidanowi o prawie własności. Wszystko w swoim czasie. Zamiast tego powinni powoli uświadamiać Indianinowi, który tu mieszka, że ta ziemia już do niego nie należy. Przecież nie chcieli napytać sobie kłopotów lub stanąć przed koniecznością zabicia tych dzikusów we śnie. Mężczyznę można by pozbawić życia, ale w chacie znajdowały się też kobieta i dziewczynka. Nie byłoby to postępowanie godne chrześcijanina, prawda?

Aidan wrócił kilka dni później i nadal zachowywał się przyjaźnie: teraz mówił, że jest „dzikim lokatorem”. Micco wyglądał na odprężonego, a Mahala jak zwykle promieniała w obecności białych – przynajmniej do momentu, gdy Aidan napomknął, że na szczycie porośniętego kwiatami kopca chciałby zbudować chatę z widokiem na okolicę. Mahala wydała stłumiony okrzyk, a Micco sięgnął ręką do tyłu, żeby przytrzymać się krzesła. Wziął wdech i poinformował Aidana, że niestety nie ma czasu, by mu w tym pomóc. Zaoferował jednak swoje narzędzia. „To prezent – powiedział. – Nie trzeba ich oddawać”. Potem uśmiechnął się i znów pokiwał głową, kiedy Aidan stwierdził, że tak postępuje dobry sąsiad.

Po wyjściu Aidana Micco zaproponował Samuelowi, żeby jeszcze posiedział, po czym dolał mu kawy. Zwyczajem swoich ludzi przemawiał ostrożnie. Powiedział Samuelowi, że przyswoił sobie obyczaje białych i się przystosował. Tak naprawdę jego ojciec był Szkotem. Micco nie zajmował się już wyłącznie polowaniem, ale też hodował bydło i świnie. Zamiast jelenich skór nosił ubrania bawełniane i z wełny. Osady Krików nie wyglądały jak dawniej: coraz rzadziej spotykało się klany o żeńskim rodowodzie, a coraz częściej – o męskim. Micco wyjaśnił Samuelowi, że groteskowy pomysł budowy domu na szczycie kopca nie miał nic wspólnego z przystosowaniem się. Kopiec był święty, zaznaczył. Dawno temu, w czasach, których nie pamiętał już nikt z obecnie żyjących, ani nawet ich rodziców czy dziadków, właśnie tam mieszkali ludzie o wysokiej pozycji. Dla wioski kopiec był nietykalny. Nie wolno się tam wspinać ani zrywać kwiatów. Można co najwyżej podziwiać go z oddali. A kto złamie owo tabu, igra ze śmiercią.

Samuel milczał, gdy Micco opowiadał mu o tym przyciszonym głosem. Przesądy dzikusów doprowadzały go do śmiechu, lecz nie mógł ujawnić swych prawdziwych zamiarów.

Aidana nie opuszczał dobry nastrój. Pobudował chatę na szczycie kopca. A że dom był wspaniały, optymizm budowniczego utrzymywał się przez wiele miesięcy. Zaledwie dwa lata później Aidan spalił jednak swoją chatę, wkrótce po tym, jak zaraza zabrała mu żonę i jedenaścioro z dwunastki dzieci – w okolicy nikt inny nie ucierpiał. Pogoda ducha opuściła Aidana wraz z rodziną. Stał się zgorzkniały i próbował związać koniec z końcem, biedując w cieniu kopca. W dniu, w którym podpalił chatę, czerwone i niebieskie kwiaty porastające kopiec uschły z gorąca, a drewniane ściany skwierczały, pękając z trzaskiem. Później Aidan opowiadał Samuelowi, że gdy on i jego syn – teraz już jedyny – obudzili się następnego ranka w swej szopie, kopiec znów pokrywały kwiaty i trawa. Odrosły w ciągu jednej nocy. Jedyny syn, który przeżył, miał na imię Carson. Optymizm utracony przez ojca w obliczu tragedii nie powrócił do syna ani do jego potomstwa, a kolejne pokolenia Franklinów czuły niechęć do kopca.

Pod koniec życia Aidan nie był już w stanie wyżyć z tych dwustu dwóch akrów, które wygrał na loterii przeprowadzonej w Georgii. Latami po kawałku sprzedawał ziemię Samuelowi za połowę rynkowej ceny. Samuel czerpał przyjemność z naciągania drugiego białego – i to niemal tak wielką, jakby wygrzebał kości ojca, tchnął w nie życie i ponownie obrócił je w proch. Najpierw kupił od Aidana dwadzieścia pięć akrów, potem czterdzieści i tak dalej, aż w końcu pozbawił go całej ziemi. Wówczas z uśmiechem zaproponował, że Aidan i jego syn mogą zostać w drugiej chacie, którą pobudowali z dala od kopca. Jeżeli Aidan zgodzi się pracować dla niego jako nadzorca, mogą tam mieszkać za darmo. Potrzebował białego mężczyzny do pilnowania niewolników.

Tam, gdzie potwór się bawi i krzywdzi

Samuel był pomysłowy i powoli przejmował farmę Micco. Nie tylko z powodzeniem uprawiał bawełnę, ale też wybudował sklep wielobranżowy, do którego po zapasy przychodzili zarówno biedni, średnio zamożni, jak i bogaci biali mężczyźni. Tych ostatnich w okolicy było zaledwie dwóch. Bogacze zwykle trzymali się na uboczu, lecz zgodzili się zainwestować z Samuelem w jedyną odziarniarkę bawełny w miasteczku.

Młody Pinchard uważał się za szczęśliwca, nie licząc może pragnienia, z którego zaspokojeniem miał kłopot. Wsiadał na konia i jeździł po wsi, aż znalazł farmera, który za pieniądze pozwolił mu wykorzystać murzyńską dziewczynkę. Nauczył się, że nie może wybrzydzać. Za taką okazję płacił dolara lub dwa.

Z początku wolał dzieci o ciemniejszej skórze, ale gdy posiadł nieco wiedzy na temat własnego ciała, zaczął wybierać jaśniejsze dziewczynki. Ezekiel cierpliwie mu wyjaśnił, że większość Mulatek i Mulatów jest bezpłodna, nie licząc wyjątkowych przypadków. Dla Samuela było to zaskoczeniem. Przeanalizował też osiemnastowieczne prace badawcze Petrusa Campera, Immanuela Kanta i Davida Hume’a, którzy mierzyli murzyńskie czaszki, a porównawszy je z czaszkami małp człekokształtnych, znaleźli liczne podobieństwa. W obecnym stuleciu na największą uwagę zasługiwały traktaty Samuela Mortona – młody Pinchard bardzo się ucieszył, że on i wybitny uczony noszą to samo imię, lecz jeśli miał być szczery (i wcale nie arogancki), to mądre spostrzeżenia jego imiennika nie były wstrząsające, lecz zwyczajnie logiczne. Żałował, że nie ma smykałki do pisania, bo gdyby ją posiadał, mógłby się stać nie lada przeciwnikiem dla naukowców. Z Biblii dowiedział się, że za nieszczęsny kolor skóry murzyńskiej odpowiedzialny był nie tylko Kain, ale też Cham, syn Noego. Bóg zesłał tych ludzi na ziemię, żeby dźwigali brzemię: murzyńscy mężczyźni i chłopcy winni umęczyć się w prymitywnej pracy, a kobiety i dziewczęta znosić ciężar białych mężczyzn, by ku bożemu zadowoleniu pielęgnować w łonach nasienie swych białych panów. Taki już był ustanowiony porządek tego świata, a Murzyni i Murzynki nawet w niebie winni służyć z uśmiechem.

W końcu Samuel kupił Mamie, piękną ciemnoskórą dziewczynkę, która miała pracować w kuchni. Zapomniał jednak o naukach Ezekiela i popełnił błąd: Mamie nie była bezpłodną Mulatką, o jakich wspominał jego dawny mentor, tylko pełnokrwistą Murzynką, która zaszła w ciążę. Chociaż wyglądała na szczuplutką dziewczynę, która jeszcze nie zaczęła krwawić, to w wyniku napaści Samuela powiła dziecko. A że jej biodra okazały się za wąskie, by wytrzymać poród, zmarła zaraz po urodzeniu chłopca. Tyle omyłek: z powodu niskiego wzrostu, drobnej budowy i piskliwego głosu Mamie mogła wydawać się małą dziewczynką, ale tak naprawdę handlarz Lancaster Polcott nie miał informacji o jej pochodzeniu. Kiedy Samuel odkrył, że dziewczyna jest brzemienna, szacował jej wiek na dwanaście lat. Była jednak starsza, chociaż jej pierwszy właściciel nigdy nie odnotował dokładnej daty urodzenia. Niewolnice, kobiety i dziewczynki, często były niewyrośnięte: we wczesnym dzieciństwie brakowało dla nich odżywczego mleka matki, a później nikt ich porządnie nie karmił.

Śmierć Mamie zmąciła nastrój na plantacji. Praca zwolniła, mimo że Samuel pozwolił używać bata Carsonowi Franklinowi, który został nadzorcą po śmierci ojca. Pinchard ignorował oskarżycielskie spojrzenia, jakie rzucali mu mieszkańcy kwatery. Był panem tej plantacji i tak jak w przeszłości Micco, teraz to on przechadzał się po tej ziemi, szepcząc, że należy do niego – ona i wszystko, co na niej rośnie. Kwiecie, zieleń, drzewa, brzoskwinie i inne owoce. Stworzenia: konie, bydło, świnie, kurczaki, Murzyni i Murzynki. W świetle prawa Samuel ze swoimi stworzeniami mógł robić, co zechce – nawet zabijać – i nikt by go za to nie pociągnął do odpowiedzialności. Miał więc prawo wedle uznania zrujnować życie dziewczynki, której pragnął.

Jednak śmierć Mamie trwale położyła się cieniem na życiu Samuela: na świecie pojawił się Nick, którego urodziła. Do tego doszedł jeszcze gniew Aggie. Nick będzie jedyną osobą, którą Samuel kiedykolwiek pokocha, Aggie zaś jedyną osobą, przez którą zasmakuje wstydu.

Obie te emocje wstrząsnęły nim tamtego ranka, gdy Aggie przyniosła mu dziecko owinięte w czysty kawałek tkaniny. Powiedziała, że tylko Pan może ocalić Mamie. Opisała też stan dziewczyny: to, że jest słaba, cierpi z bólu i nie przestaje krwawić. Chociaż słowa kobiety nie zdradzały emocji, to spojrzała na Samuela, marszcząc brwi – wtedy poczuł wstyd. Sądził, że może cierpi na niestrawność, bo żołądek gwałtownie podszedł mu do gardła. Później sądził, że się rozpłacze, po raz pierwszy miał poczucie winy i coś sobie wyrzucał. Na krótką chwilę uzmysłowił sobie, że jest złym człowiekiem. Aby odsunąć od siebie to uczucie, wyjął Nicka z zawiniątka. Dziecko miało białą skórę i jasne włosy. Zamknęło oczka, które za pół roku zmienią kolor z niebieskiego, typowego dla noworodków, na taki sam, jak u ojca. Samuel wymówił pełne zdumienia i wdzięczności „och”, a pod powiekami zapiekły go łzy.

Pragnął chronić to dziecko. Było to niepokojące, ale przyjemne uczucie. Jednak to, co poczuł w obecności Aggie – wstyd, który w nim wzbudziła, i to, że nawet mu się nie skłoniła – wywołało w nim coś na kształt przerażenia.

Budowa chaty po lewej

Po śmierci Mamie Samuel zaczął grasować po własnych polach w poszukiwaniu ofiar wśród dzieci, lecz po trzech latach doszedł do wniosku, że nie jest to najlepsze rozwiązanie. Wcale nie czuł się źle, wykorzystując to, co było jego własnością, lecz oddawanie się przyjemności z dziećmi swych murzyńskich niewolników spowalniało pracę. A Samuel był człowiekiem interesu: nie mógł pozwolić, by jego skłonności wpływały na jego przychody.

Kiedy odwiedzał kwaterę w poszukiwaniu jedynego przebłysku szczęścia w swym życiu – Nicka – czasami wpadał na Aggie, która na jego widok coraz bardziej marszczyła brwi. Znów miał te okropne ciarki: Aggie uważała go za strasznego człowieka, który zdołał ukryć się przed gniewnym okiem Boga. Było to potworne uczucie. Dlatego zaczął unikać wizyt w kwaterze.

Przez jakiś czas znów szukał w okolicy farmerów, którym płacił za umożliwienie mu napastowania murzyńskich dziewczynek, jak to robił, zanim upodobał sobie Mamie. Ale dwa lata później przestało go to zadowalać. Stał się obytym, zamożnym mężczyzną i postanowił zachowywać się stosownie do swej pozycji. Polecił Carsonowi zabrać z pola silnych mężczyzn z kwatery do wycinki drzew. Dzięki ich pracy po lewej stronie od rezydencji w niedługim czasie powstał nowy budynek. Piękna jednoizbowa chata, którą Samuel skopiował z ilustracji w tomie baśni braci Grimm. Zamówił nowe meble i zabawki. Konika na patyku, domek dla lalek z kompletem mebelków i porcelanowe lalki w wyszukanych strojach dobranych do ubrań dziecięcych, które także sprowadził. Zaopatrzył się również w wywar z maku, który mieszał z syropem trzcinowym, bo dzieci przepadają za smakiem cukru.

Nigdy nie czuł się taki szczęśliwy, jak w dniu, w którym na aukcji kupił od Lancastera Polcotta mulackie dziecko. Ponieważ rząd zakazał przywożenia niewolników zza Atlantyku, teraz handel rozwijał się prężnie wewnątrz kraju. Odkąd rozbudowano sieć dróg, transport niewolników na Południu znacznie się ułatwił, a w ludziach można było przebierać jak w ulęgałkach. Dziewczynka, którą kupił Samuel, była dla Lancastera czymś w rodzaju rzadkiego okazu. Handlarz prowadził teraz aukcje w hrabstwie sąsiadującym z Chicasettą. Ceny były wysokie: mała Mulatka kosztowała Samuela siedemset dolarów, ale ucieszył się, słysząc, że dziewczynka ma dziewięć lat. Zakładał, że nieprędko dojrzeje. Lancaster Polcott pozwolił mu wejść do niewielkiego kojca, w którym trzymał dziecko. W rogu ktoś leżał pod kocem na pryczy, a że dziewczynka była wyjątkowa, nie spała na słomie, tylko dostała poduszkę i kołdrę. Miała jasną skórę i długie kręcone włosy zaczesane do tyłu w kok jak u kobiety. Ubrano ją w cienką czystą halkę. Kiedy Lancaster kazał jej się rozebrać i powoli okręcać, na jej ciele nie było znać żadnych śladów. W Samuelu krew się burzyła i choć dziewczynka płakała, uczuł pragnienie, ale Lancaster zaznaczył, że nie może jej tknąć, dopóki pieniądze nie zmienią właściciela, a on nie dostarczy małej do Leśnego Miejsca. Samuel odparł, że chce ją nabyć natychmiast. W tej sekundzie – miał gotówkę, a jego wóz czekał na zewnątrz – Lancaster jednak odmówił. Tłumaczył, że chce, by Samuel odzyskał panowanie nad sobą, lecz w rzeczywistości kusił go dzieckiem. Był pobożny, chodził do kościoła i chociaż handel niewolnikami to zaszczytna profesja – czyż nie tak twierdzi Biblia? – to upodobania Samuela przyprawiały go o niestrawność. Jednak przemówił sobie do rozumu: miał na utrzymaniu rodzinę.

Oprócz zwykłych robotników i robotnic polowych (oraz im podobnych), Lancaster oferował też towar „specjalny”, na przykład dziewczynki i młode kobiety przeznaczone do celów buduarowych. Handlował nimi otwarcie, a kiedy je licytowano, nie szczędził sprośności. Poza tym – chociaż nie przyznałby tego głośno – na potajemnych aukcjach, których nie rozgłaszał, sprzedawał też chłopców i młodych mężczyzn jako kosztownych „kamerdynerów i służących”, a biali mężczyźni płacili za nich trzy razy więcej niż za robotników polowych. Lancaster zwietrzył szansę na dożywotnie dochody, o ile będzie w stanie utrzymać Samuela Pincharda – i jemu podobnych – na smyczy ich pożądania.

Samuel przy okazji kupił też ze zniżką wysokiego Murzyna. Chłopak należał wcześniej do liberalnego pastora z Milledgeville, który uczył niewolników czytać, by mogli zaznajomić się z Biblią. Ów pastor złamał nowe przepisy, które zakazywały uczyć czytać niewolników. Mężczyzna trafił do więzienia i nie był w stanie opłacić grzywny w wysokości pięciuset dolarów. Na jej pokrycie musiano sprzedać dwoje jego niewolników. Murzyn, którego kupił Samuel – młody i do tego kawał chłopa – kosztował jedynie sto pięćdziesiąt dolarów, ponieważ żaden inny biały uczestnik aukcji nie chciał Murzyna umiejącego czytać. Chłopak był wyjątkowo nieatrakcyjny, a na imię miał Claudius. Samuel powierzył mu opiekę nad ogrodem i zwierzętami gospodarskimi oraz kazał dbać o zieleń wokół chaty, którą wybudował dla swojej małej Mulatki. Zaprojektował ogród podobny do ogrodu Rappacciniego z opowiadania pana Nathaniela Hawthorne’a: bujna roślinność prowadzona tak, że porastała furtkę i ogrodzenie, przesłaniając widok. Claudius pilnował, by rośliny rosły tam o każdej porze roku. Samuel oprócz badań nad murzyńską populacją studiował też ogrodnictwo i instruował Claudiusa, jakie rośliny ma sadzić i jak o nie dbać.

Dwa dni później Lancaster Polcott dostarczył Claudiusa i małą Mulatkę do Leśnego Miejsca. Dziecko zabrała kucharka, Tut, która nakarmiła je, wykąpała, ubrała w świeże ubrania, po czym zaprowadziła je do chatki, w której miało czekać na wizytę nowego właściciela. Claudius zabrał się do przycinania kwiatów i wyrywania chwastów. Sypiał w przybudówce obok stajni i jadał posiłki z Tut w kuchni. Samuel nie chciał, by chłopak przyjaźnił się z innymi niewolnikami – tak jak Tut, która nie miała żadnych sprzymierzeńców, bo pozwoliła Samuelowi wykorzystywać Mamie w kuchni, a nawet kłamała, chroniąc swego pana. Samuel nie życzył sobie sojuszu między zwykłymi niewolnikami a opiekunami dziewczynki, którą będzie nazywał swoją „młodą przyjaciółką”.

Ludzie z kwatery w końcu odkryli straszliwe przeznaczenie chatki, którą Samuel zbudował obok rezydencji. Nazywali ją „chatą po lewej ręce”, a w skrócie „chatą po lewej”, jako że sam diabeł upodobał sobie ten kierunek. Słysząc ich rozmowy, Samuel nie miał pojęcia, że nazywają to miejsce siedliskiem zła, i wkrótce sam zaczął nazywać je „chatą po lewej”, podśmiewając się z prostactwa Murzynów.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij