Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Pisane do szuflady - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 lipca 2026
30,29
3029 pkt
punktów Virtualo

Pisane do szuflady - ebook

Pisane do szuflady — wiersze i miniatury prozatorskie pisane z potrzeby serca, nie na pokaz.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8455-599-6
Rozmiar pliku: 2,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Tato

Słyszałam Twoje kroki —

wcześnie rano, gdy dom jeszcze spał,

i późno w nocy, gdy cisza ścieliła się po kątach.

Twoje dłonie spracowane

pachniały żywicą i zmęczeniem, którego nikt nie widział.

Ty mówiłeś zawsze, że jest dobrze

nawet wtedy gdy było bardzo źle.

W twoim sercu zawsze

był kawałek lasu —

szyszka, liść, zapach mchu.

Było miejsce na cały świat,

i na mnie,

małą, kruchą, chorą,

tą której los postawił wybierać

choć jeszcze nawet nie umiałam mówić.

Ale Ty mówiłeś za mnie

i w milczeniu znosiłeś więcej,

niż trzeba.

Pracowałeś dniami bez końca,

żeby walczyć nie z losem,

lecz dla mnie —

bym mogła żyć

tak spokojnie, jak teraz żyję.

Ja pamiętam wszystko.

Nie słowa, ale gesty i Twoją obecność.

Pamiętam ciepło, które nie gasło,

nawet wtedy gdy nie było światła.

Ty jesteś dla mnie siłą.

Potęgą, która mnie trzyma

gdy wichry nie mają litości.

Dziękuję Ci, że jestem.

Dziękuję Ci, że byłeś, jesteś i będziesz… TatoModlitwa do Ciebie, Mamo

Tam na wzgórzu Twojego Tyńca, gdzie rzeka Ślęza w dolinie rzuca swój cień,

Twoje miejsce, Mamo — z widokiem na bezkres złocistych pól,

na których słychać wciąż nuty Twojego głosu, za którym tęsknię w każdej chwili.

Tu stoję teraz jak żebrak

obdarta z chwil, których nie było.

Nie tych utraconych, ale tych… których zawsze od Ciebie był brak.

Choć byłaś blisko mnie, Mamo,

nie słyszałaś mojego głosu…

Dlaczego?

A dziś, patrząc w przeszłość,

wiem jedno —

mogłabym Ci dać

bezkres miłości i

morze mojego świata,

gdybyś tylko chciała mnie przygarnąć.

Gdybyś tylko chciała

swe serce uchylić.

Tęsknię za Tobą, Mamo,

za Tobą prawdziwą i naprawdę moją.

Za słowem ciepłym, miękkim,

którego nie wypowiedziałaś.

Za naszym światem, który by powstał z prostych gestów,

z obecności.

W moim sercu jest ogród

naszych chwil,

które nie zakwitły,

bo zabrakło światła szczerego uśmiechu.

Tam gdzieś po kątach leżą niewypowiedziane słowa i gesty,

które stały się modlitwą.

Więc modlę się dziś

do Ciebie, Mamo.

Nie tej, którą pamiętam,

ale tej, którą mogłabyś być.

Czy patrzysz na mnie stamtąd,

z tynieckiego wzgórza,

i widzisz swą córkę,

która tak bardzo chciała być kochana?Między filiżankami

Minął rok.

Wchodzę.

Światło nie zapalone.

Zimny piec.

Tylko one —

obrazy.

Jej obrazy na ścianach.

Wiejskie chaty ze strzechami,

malowane z miłością

do prostych rzeczy —

do dymu z komina,

do słomy,

do wiejskiego spokoju.

Umiała to zobaczyć.

Umiała to zatrzymać.

I te filiżanki —

dziesiątki filiżanek,

dzbaneczki, talerzyki,

starocie z targów —

każda inna,

każda znaleziona

i otulona zachwytem.

Chodzę między tym wszystkim

cicho,

jak gość,

który nie chce nic przestawić.

Dotykam brzegu filiżanki.

Patrzę na strzechę

na obrazie.

I coś we mnie

jest po prostu

smutne i czułe

naraz…

A w moim domu

dwie malutkie filiżaneczki

z białej porcelany

czekają na wnusie —

na kakao,

na ciepło.

Może tak się dziedziczy

miłość do małych rzeczy.

Nawet jeśli

droga była

kręta.Cisza, która niczego nie kończy

Na grobie Mamy

pierwszy znicz w szkle —

drżącym płomieniem dotyka

ostatnich wspomnień.

Stoję tu

z sercem pełnym jesieni.

Wirujące kolory czerwieni i złota

tańczą w alejkach cmentarza,

a wiatr mówi szeptem…

Może boi się powiedzieć,

że zostaje tylko światło —

małe, ciepłe, uparte,

jakby wiedziało,

że pamięć też potrafi grzać

w chłodzie listopada

i że jest taka cisza,

która niczego nie kończy…Mój Ikar

Dla mojego Syna Michała

Temu, co serce swoje dałam,

jest jak niepokorny ptak,

co wolnością się zachłysnął

i krąży nad własnym zamkiem życia.

Jest piękny, młody, silny —

on niesie w sobie tę jasność

jak Ikar w słonecznym świetle —

lecz jest mądrzejszy,

bo zna ten wiatr, co w oczy wieje.

Leć, mój synu!

Na swych skrzydłach szerokich leć

i własne niebo odkrywaj.

Szukaj, gub i znajduj,

lecz ufaj sercu, które zna drogę.

A ja —

będę patrzeć z brzegu horyzontu,

z dłonią uniesioną w błękit,

gotowa — gdy on zechce —

by znów poczuł pod stopami ziemię.

Szwajcaria, 2023Gwar, który ucichł

Milczący bluszcz oplątał

taras leśniczówki,

skrywając wejście do skarbu

starych wspomnień

Wokół kwiaty zmęczone chylą się nad ziemią. Może po kimś płaczą?

Dom oddycha nadal, ale już ciszą —

nie tą spokojną — lecz tą, co dudni w pustych pokojach

echem dawnych głosów.

Słychać śmiechy dzieci i biegi,

jak kolorowych koralików garść rozsypanych na schodach.

Słychać krzyk: „Już wracam!”

z ogrodu,

i jakieś rozmowy w jadalni,

porcelany szyk, śmiech przy zupie,

i ruch firanki w białym oknie

w upalny, lipcowy dzień.

To wszystko działo się…

czy dawno?

Czy może wczoraj?

A mury tego domu tęsknią

za świeżymi serwetami,

za pachnącą herbatą

w bajkowych czarach,

za głosem gospodarzy

witających swych przyjaciół,

za radosnym psem i leniwym kotem.

Czas nie stoi.

Czas ucieka —

ściskając za gardło wodospadem łez tęsknoty i każe biec przed siebie.

A leśniczówka śni

o gwarze, który zamilkł,

o życiu, które tętniło

i już nie wróci tak samo.

Lecz może…

kiedy przymknę oczy

i zatrzymam oddech —

usłyszę znowu.

Tam, gdzie las szepcze na wietrze,

a każdy kamień pamięta ślady dawnych kroków.

Leśniczówka, mój dom rodzinny, w swe progi dawne mnie zaprosi.Poranek w leśniczówce

Stoję w oknie.

Mgła wtula się

w aksamit zieleni —

miękko,

jakby znała to miejsce

od zawsze.

Obudziłam się chłodem rosy.

Ptaki nieśmiało próbują pierwszych nut,

jakby sprawdzały,

czy dzień naprawdę nadszedł,

czy tylko śni się jeszcze ziemi.

Światło wchodzi powoli.

Nie narzuca się.

Dotyka kory drzew

jak ktoś, kto zna drogę,

ale nie chce budzić.

A ja stoję

pomiędzy snem a oddechem dnia

i uczę się twojej obecności

bez słów.

Leśniczówka Górale

Dolina Baryczy

2025Stół już nakryty

Stojąc na stopniach

drewnianego tarasu leśniczówki,

czekam…

otulona popołudniem,

u bram miliona wspomnień, cierpliwie nasłuchuję…

Czy może już jadą?

Cierpliwie czekam chwili,

gdy wniosą

swoje śmiechy,

ciepło dłoni i powitań uściski,

opowieści miejsc odległych i bliskich.

Stół już nakryty

i świece czekają

na lipcowy wieczór tajemny,

gdzie kryształowym szeptem szkła

rozplata się warkocz złota

i czerwień milczenia.

Poproszę noc,

by nie zamykała drzwi,

by czas zatrzymać się mógł,

by jeszcze i jeszcze znów

było wszystko jak kiedyś, możliwe…

Leśniczówka Górale

_czerwiec, 2025_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij