-
nowość
Platon od nowa - ebook
Platon od nowa - ebook
„W najgłębszej warstwie lektury jest chyba tak, że to nie my czytamy Platona. To Platon czyta nas”.
Co się stanie, gdy zamiast traktować dzieła antycznego mędrca jak pomnik z brązu, odważymy się wejść z nimi w żywy dialog? Czego dziś nauczy nas Platon?
Jan Tokarski w swojej najnowszej książce podejmuje się fascynującego zadania: przeprowadza nas przez niemal wszystkie dialogi Platona, szukając w nich odpowiedzi na pytania współczesności.
Kompasem jest Sokrates, mistrz „nie-wiedzy” i nauczyciel zadawania pytań, który nie daje gotowych recept, lecz budzi uśpioną w nas zdolność myślenia. Myślenia rozumianego jako ćwiczenie duchowe, które ma moc nas odmienić.
Platon od nowa to nie akademicki podręcznik, lecz porywająca opowieść o człowieku, który stał się obcym wśród swoich, bo odważył się pytać o sens życia. O jego uczniu, który otworzył wrota do krainy idei. O nas samych, bo w każdym z nas drzemie filozof.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Filozofia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8427-103-2 |
| Rozmiar pliku: | 1,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
„Przypisy do Platona” – taki był pierwotny, ironiczny tytuł niniejszej książki. Za pomocą tej właśnie formuły określa się również czasem historię zachodniej filozofii. U początków naszej myśli, sugeruje owo stwierdzenie, stoi kolos w postaci antycznego mędrca, autora (w stopniu, w jakim potrafimy to dziś stwierdzić) trzydziestu pięciu dialogów i trzynastu listów, ucznia Sokratesa i mistrza Arystotelesa. Kto pragnie należeć do zachodniej kultury, nie może od niego abstrahować ani go pomijać. Więcej: kto chciałby naprawdę filozofować, musi zmierzyć się z jego dziełem, wejść z nim w dialog. Bo wszystko, co istotne w zachodniej myśli, znajdziemy właśnie już u Platona – czasami w formie rozwiniętej, czasami jedynie naszkicowanej.
Ważne, by myśląc nie o samym Platonie nawet, ale o starożytnych Grekach, nie ulegać złudzeniu historyzmu. Z tego, że Grecy byli pierwsi, nie wynika, że późniejsi myśliciele ich przekroczyli. Niewykluczone, że jest na odwrót i to początek zawiera w sobie możliwości, które następnie z niego wyniknęły, oraz takie, które pozostały nieodkryte. Gdyby jednak tak w istocie było, to w jaki sposób zmierzyć się z wyzwaniem, jakim jest początek? Jak odnaleźć w jego zagadkowym bogactwie ową nić, która w dalszym biegu historii rozdziela się na wiele mniejszych nitek, wokół której narasta z czasem kulturowe bogactwo, ale która tam, w punkcie wyjścia, jest jedna? Można to samo pytanie wypowiedzieć w prostszy sposób: o czym pisze Platon? Jaki temat jest jego tematem _par excellence_; obsesją, która nie daje mu spać i która nakazuje mu myśleć?
Moja odpowiedź brzmi: prawdziwym tematem Platona jest Sokrates. Ale czego uczy nas Sokrates? Kim właściwie jest? Ile faktycznie wiemy na jego temat? Czy przy głębszym wejrzeniu nie okazuje się figurą najgłębiej zdumiewającą i zagadkową – nie-wiedzą, z której wypływa filozoficzna refleksja; milczącym początkiem, z którego biorą się spisane w filozoficznych traktatach słowa? W książce przyjmuję taki właśnie punkt widzenia. Sokrates jest dla mnie przede wszystkim nauczycielem zapytywania. Życia, którego osią jest myślenie, oraz człowieka jako podmiotu określonego przez to, że potrafi myśleć. Ale nie w znaczeniu kartezjańskiego _cogito ergo sum_. Chodzi o myślenie, które jest relacją człowieka do niego samego, sposobem formowania własnej podmiotowości, nieustającym ćwiczeniem duchowym mającym wewnętrznie odmienić tego, kto je na sobie przeprowadza. Tę właśnie zdolność – uśpioną w każdym człowieku, ale w każdym również obecną – Sokrates stara się w Ateńczykach wybudzić. Dlatego zaczepia ich, poddaje procedurze dialektycznego przesłuchania i nie rezygnuje, nawet jeżeli reagują irytacją lub złością. Prawda nie jest dla niego czymś zewnętrznym wobec podmiotu, który ją uznaje. Prawda musi zostać przyswojona od wewnątrz, wpleciona w praktykę, w nasz sposób istnienia, konstytuuje to, kim jesteśmy. Bez tego okazuje się czymś martwym – suchą abstrakcją, pustym moralizmem. Dlatego również samo poszukiwanie tak rozumianej prawdy jest już odnalezieniem jakiejś jej drobnej cząstki, a nie-wiedza stanowi wyostrzoną formę wiedzy: wiedzę o tym, co powinno się uznawać za wiedzę w ścisłym sensie słowa.
Dla Sokratesa i Platona myślenie jest nie tylko najbardziej wewnętrznym doświadczeniem człowieka, ale także (jak dalece tego rodzaju przestrzenne metafory mogą być tu adekwatne) głosem z „zewnątrz”, tj. spoza świata zmysłów. O tym właśnie mówi nam teoria idei. Idea jest tym, do czego nie mogę dojść jedynie na podstawie obserwacji świata materialnego. Nawet narysowany za pomocą precyzyjnych narzędzi okrąg nie jest okręgiem idealnym – a przecież posiadam ideę okręgu, niezmienną i niezależną od jego konkretnych, zawsze niedoskonałych przedstawień. Skąd przychodzi więc do nas idea, skąd spływa do naszych umysłów, skoro nie znajdujemy jej nigdzie w dostępnej naszym zmysłom rzeczywistości? Czy nie jest najbardziej obcym, zdumiewającym, nieoczekiwanym gościem w naszym świecie – i w nas samych? Gościem… znikąd?
W _polis_ takim „gościem znikąd” wydaje mi się sam Sokrates. To on stara się pokazać mieszkańcom Aten, jak zdumiewające rzeczy drzemią we wnętrzu każdego z nich. To on uczy ich nie-wiedzy, która jest punktem wyjścia do przygody myślenia; do poszukiwania, które nie ma końca i w którym, jednocześnie, będąc w drodze, zawsze w jakiejś mierze jesteśmy już u celu.
Główną troską Sokratesa nie jest takie czy inne twierdzenie. Nie ma on Ateńczykom – a pośrednio także nam – do przekazania żadnej pozytywnej nauki, żadnej doktryny. Pragnie tylko nas wybudzić, stara się asystować przy narodzinach myślenia. Czy rozmawia z Eutyfronem o bogach, czy z Adejmantosem i Glaukonem o sprawiedliwości, czy z Agatonem o Erosie, jego słowa należy odczytywać nie jako wyraz abstrakcyjnej prawdy, ale jako próbę przemówienia do konkretnej osoby w taki sposób, aby uwewnętrzniła ona nie samą prawdę nawet, ale potrzebę jej poszukiwania. Każdorazowo prawdziwym tematem Sokratesa jest jego rozmówca.
W takim mniej więcej duchu starałem się odczytać dialogi Platona. Pomieszczone w tej książce teksty traktuję jako rodzaj ćwiczenia z rozumienia. To eseje w ścisłym sensie słowa – próby, które nie mogą rościć sobie prawa (skądinąd śmiesznego w odniesieniu do klasyka klasyków) do bycia czymkolwiek więcej niż niepełnym, fragmentarycznym szkicem. W niektórych z nich idę za tym, co wydaje się głównym nurtem tekstu, w innych koncentruję się na wybranym wątku, który szczególnie do mnie przemawia. Czasami do lektury Platona dodaję inne teksty, służące za dodatkowe zwierciadło, za sprawą którego – taką przynajmniej mam nadzieję – możemy spróbować spojrzeć na omawiany dialog z niebanalnej perspektywy.
Świadomie zrezygnowałem z naszpikowania tekstu starogreckimi terminami. Postąpiłem tak z kilku powodów. Po pierwsze, język samego Platona jest prosty, bliski mowie potocznej. Po drugie, trafia mi do przekonania pogląd (wypowiedziany, zdaje się, przez księdza Józefa Tischnera), że to, czego nie da się przełożyć na gwarę, nie może być prawdą. Poza tym, nie jestem filologiem klasycznym, nie będę więc przed Czytelnikiem „udawał Greka”. Korzystam jednak z mojej nad wyraz ograniczonej znajomości języka starogreckiego i przedstawiam własne tłumaczenie wybranych fragmentów, oznaczając je znakiem „*”. Jeżeli tak postępuję, to nie dlatego, bym uważał, że wcześniejsze tłumaczenia były nieudane czy nieadekwatne. Chodziło mi raczej o drobne przeniesienia akcentów znaczeniowych oraz wyeliminowanie – obecnych szczególnie w przekładach Władysława Witwickiego – archaizmów, przynajmniej w mojej ocenie dość irytujących. Kierowałem się przy tym raczej „słuchem” niż jakąś przyjętą _a priori_ zasadą. Nie mogę więc wykluczyć, że koniec końców są to tylko moje idiosynkrazje, które – mam nadzieję – Czytelnik mi wybaczy.
Może natomiast zadać mi pytanie: po co w ogóle wracać do Greków, do Platona? W jakim stopniu ów żyjący dwa i pół tysiąclecia temu autor może przyczynić się do zrozumienia tego, co wokół nas i w nas się dzieje? Postępując w ten sposób, powtarzam gest wielu wybitnych XX-wiecznych myślicieli, którzy w obliczu katastrofy, jaka się w owym stuleciu dokonała, postanowili do Platona powrócić, by rozważyć dylematy nowoczesności z zewnętrznego wobec niej punktu widzenia. Tak uczynili Jan Patočka, Hannah Arendt, Stanisław Vincenz, Nicola Chiaromonte, Leo Strauss – by wymienić tylko kilku autorów. Jestem przekonany, że źródła, z których wynikła wspomniana katastrofa, są czynne również dzisiaj. Wydaje mi się nawet, że do pewnego stopnia stanowią nieodłączny element kondycji nowoczesnego człowieka. Nie mniej ważne niż wtedy wydaje mi się również pytanie o tożsamość Europy (czy szerzej: Zachodu) – jej żywotność, jej blaski i cienie. Stąd pomysł – nie, konieczność! – bym również ja do Platona wrócił. Nasze początki musimy stale odczytywać na nowo – na tym polega ludzka, arcyludzka przygoda poznawania siebie.
W trakcie pracy nad książką jeszcze jedna rzecz była dla mnie niezmiernie ważna. Dialogi Platona to w naszej kulturze lektura prymarna, powrót do samego źródła. Zagłębiając się w teksty wielkiego Greka, nabierałem przekonania, że od współczesnych pytań, które chciałbym postawić Platonowi, ważniejsze są pytania, które Platon mógłby postawić naszej współczesności. Jak tylko potrafię, starałem się więc ograniczać te pierwsze oraz uważnie nasłuchiwać, jak mogłyby brzmieć te drugie. Nie wiem, czy mi się udało. Mam natomiast mocne poczucie, że prezentowana Czytelnikowi książka jest najbardziej ryzykowną, jaką napisałem. Dlaczego? Bo pisząc o autorze, od którego oddziela nas tak ogromna przepaść czasu, który żył w świecie wyobrażeń zupełnie innych od współczesnych oraz używał pojęć o odmiennym znaczeniu (dotyczy to zwłaszcza tych, z których czynimy użytek również dzisiaj), łatwo, aby próba lektury okazała się autonomiczną twórczością. Istnieje niebezpieczeństwo, że w takim dziele zobaczymy tylko to, co pragniemy w nim zobaczyć. Być może jednak i w tym ryzyku tkwi pewien nieoczywisty pożytek. W najgłębszej warstwie lektury jest chyba tak, że to nie my czytamy Platona. To Platon czyta nas.