-
nowość
Players' Club - ebook
Players' Club - ebook
Ona przysięgła, że nigdy więcej nie zaufa sportowcowi.
On nie zwykł przegrywać.
Tam, gdzie zabawa staje się rywalizacją, a zakłady rządzą sercami, nikt nie może być bezpieczny.
Ridge Rivers w oczach ludzi uchodzi za osobę godną naśladowania. W rzeczywistości jednak jest chłopakiem, dla którego najważniejsza jest pozycja zwycięzcy – i do tego za wszelką cenę dąży.
Bambi Jackson mimo silnego charakteru skrywa w swoim wnętrzu blizny po zdradzie i złamane serce, którego nie zamierza więcej składać w ręce żadnego sportowca.
Gdy przez jeden z wielu zakładów los splata ich drogi, zaczyna się gra, w której granice – między prawdą a kłamstwem, rozrywką a uczuciem – zacierają się z każdym dniem coraz mocniej.
To, co miało być tylko wygraną Ridge'a, staje się niebezpiecznym testem uczuć. Im mocniej próbuje zdobyć Bambi, tym bardziej wpada w sidła, których nie przewidział.
A kiedy prawda o zakładzie wyjdzie na jaw, tylko jedno jest pewne – ktoś przegra.
Bo w Players' Club zwycięzca bierze wszystko, a przegrany traci serce.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Young Adult |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68587-30-2 |
| Rozmiar pliku: | 873 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Podświadomie zawsze czułem, że byłem popsuty. Oczywiście nie urodziłem się taki. Proces gnicia duszy zaczął się na etapie wczesnoszkolnym. Rodzice nie dawali mi dobrych wzorców, nie chwalili za wysokie stopnie czy osiągnięcia. Byłem świadkiem wiecznych sporów dorosłych, którzy nie potrafili porozumieć się na żadnym polu. Myślałem, że to normalne, że właśnie tak powinna wyglądać relacja dwóch osób.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak bardzo się myliłem.
Z czasem zacząłem pragnąć ich uwagi, jednak żadne uczynki nie były w stanie sprawić, żeby rodzicie w ogóle na mnie spojrzeli. Dziadkowie z całych sił starali się dać mi namiastkę miłości, ale rzadkie spotkania rozpływały się w morzu tłumionej złości. A gdy przyszedł nastoletni bunt, sytuacja tylko eskalowała. Furia buzowała w moich żyłach, frustracja szukała ujścia.
I właśnie od tego wszystko się zaczęło.
Pierwszą bójkę zaliczyłem pod koniec szkoły podstawowej, co skończyło się złamanym nosem. W liceum brałem udział w ustawionych między nastolatkami walkach. Przed ojcem i matką grałem wspaniałego syna, który robił to, czego tylko zapragnęli – uczestniczyłem w akcjach charytatywnych, dobrze się uczyłem, byłem kapitanem drużyny hokejowej. Poprowadziłem swój zespół do zwycięstwa, poszedłem na studia, gdzie również stanąłem na szczycie piramidy. W oczach profesorów oraz trenerów stałem się symbolem wielozadaniowości i przede wszystkim, osobą godną naśladowania.
Tyle że moje wewnętrzne zniszczenie nabierało tempa.
Pod fasadą grzecznego chłopca byłem tak naprawdę kimś zupełnie innym – nastolatkiem lubującym się w imprezach i kobietach. Z tego też powodu na pierwszym roku studiów założyłem Players’ Club. Rozrywkowe miejsce, w którym z innymi graczami wymienialiśmy się podbojami i pomagaliśmy sobie w kwestiach podrywu.
Przede wszystkim jednak robiliśmy zakłady.
Stopnie bywały różne. Czasem udowadnialiśmy osiągnięcie celu zdjęciem, a innym razem dowodem była skradziona bielizna. Nic nie wychodziło jednak poza nasz krąg, a sami nie robiliśmy niczego, na co dziewczyny się nie zgadzały. Byliśmy studentami różnych kierunków, z innych roczników. Mieliśmy zabawę z bycia członkami tej grupy, której zasady zostały jasno określone:
1. Nigdy się nie zakochuj.
2. Każdy zakład musi być potwierdzony przez przynajmniej jednego świadka.
3. Filmiki kręcimy tylko za zgodą drugiej strony.
4. Nie wysyłamy sobie nagich zdjęć.
5. Na jeden zakład można poświęcić maksymalnie dwa miesiące.
6. Za pokazanie komuś screenów konwersacji – wylatujesz.
7. Za złamanie którejś z zasad – wylatujesz.
8. Wygrana nie może przekraczać stu dolarów.
I wszystko szło świetnie, dopóki na mojej drodze nie stanęła _ona_. Nie miałem bladego pojęcia, że wyzwanie, którego się podjąłem, będzie mnie kosztowało utratę wizerunku, przyszłości i serca. Straciłem wszystko i nie mogłem cofnąć czasu.
Gdybym złapał złotą rybkę, każdym z trzech moich życzeń byłby powrót do początku semestru, zanim zgodziłem się złamać jej serce.ROZDZIAŁ 1
Bambi
Stałam na środku chodnika między wydzielonymi trawnikami. Liście na drzewach posadzonych wzdłuż alejki wciąż były zielone, jednak w powietrzu dało się już wyczuć nadchodzącą wielkimi krokami jesień. Lada moment i wszystko zacznie mienić się odcieniami żółci, czerwieni, pomarańczu i brązu. Na samą myśl robiło mi się słabo. Najgorsza pora roku. Dopadała mnie wtedy bezlitosna chandra, a nadmierne analizowanie wzrastało na sile. W tym okresie bywałam słabsza psychicznie.
Budynek Wydziału Komunikacji na Uniwersytecie Dakoty Północnej wyrósł tuż przed moimi oczami. Nie mogłam przestać go podziwiać, choć to już trzeci rok moich studiów dziennikarskich. Łączył w sobie elementy klasyczne, takie jak czerwona cegła, oświetlenie w stylu retro przy wejściu, z nowoczesnością – dużymi, prostokątnymi oknami.
Wzięłam głębszy wdech. Pierwsze dni zawsze mnie stresowały. Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać po nowym roku. Wszystko rozważałam i najlepiej, gdybym znała przebieg każdego dnia od początku do końca. Zdawałam sobie jednak sprawę, że na studiach nie było to możliwe. W tym miejscu żyło się z dnia na dzień i cieszyło tym, co przyniesie kolejna doba, a spontaniczność powinna być drugim imieniem każdego studenta. Uniosłam wysoko podbródek z fałszywą pewnością siebie. Odczuwałam wiele, jednak nie odwagę.
Nerwica nie była jedynym, co miało negatywny wpływ na moje życie. Ostatni rok dał mi w kość. Zdrada, wykorzystanie i zabawa moim sercem były idealnymi synonimami dla mojego eks. To, co zrobił mi ten dupek, odcisnęło swoje piętno na zawsze. Cieszyłam się tylko, że moje nagie zdjęcie nie obiegło całego kampusu w Grand Forks. Przyznał się do zrobienia go, gdy nie patrzyłam. Przysięgał, że nikomu nie pokazał fotografii, a ja mu naiwnie uwierzyłam. Potem żałowałam, że tego nie zgłosiłam.
Mimo że złamał mi serce, byłam w niego ślepo zapatrzona i wciąż coś do niego czułam. Nie potrafiłam go skrzywdzić, choć doskonale wiedziałam, że jeśli komuś powiem, zostanie bezpowrotnie skreślony z listy studentów. Byłam pewna, że w końcu gdzieś się na niego natknę.
Ruszyłam w stronę majestatycznych, szerokich schodów, gdzie czekała na mnie Paige – jedyna osoba, która zawsze mnie rozumiała i wspierała. Była moją współlokatorką i najlepszą przyjaciółką. Zawsze uśmiechnięta, życzliwa, a do tego ponadprzeciętnie inteligenta, oczytana i odważna. Zarzucała właśnie rudymi lokami, kiedy podeszłam bliżej.
– Jesteś! – Było to coś na kształt okrzyku przepełnionego ulgą. – Już myślałam, że porwali cię kosmici.
Przewróciłam oczami. Doskonale wiedziała, dlaczego się parę minut spóźniłam. Obie udawałyśmy, że po przekroczeniu kampusu wcale nie zamknęłam się w damskiej toalecie w najbliższym budynku i nie płakałam przez dobre pół godziny. Ciągle miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią. W końcu byłam tą, którą rzucił słynny baseballista – Troy Parker.
– Niełatwo przedostać się przez te tłumy zagubionych pierwszoroczniaków. – Złapałam ją pod rękę, po czym ruszyłyśmy w stronę wejścia. Jak to mówią, wiódł ślepy kulawego. Obie miałyśmy niezłe urojenia, skoro postanowiłyśmy sprawiać pozory, że nie wydarzyło się nic złego.
– Och, mnie tego mówić nie musisz. Prawie kogoś potrąciłam, tylu ich jest na ulicach – rzuciła naburmuszonym tonem. Piwne oczy błyszczały dezaprobatą. – Mogłaś jechać ze mną, wiesz o tym? – Między słowami ukryte było zmartwienie.
– Nie mogłam. Byłaś u Camerona. – Nie pochwalałam jej związku, o czym doskonale wiedziała, ale nie pakowałam się z butami między tę dwójkę. Była dorosła, robiła, co uważała za słuszne, a ja mogłam tylko w odpowiednim momencie albo podawać jej chusteczki, jeśli chłopak coś odstawił, albo cieszyć się razem z nią. – Wiesz, że gardzę wszelkiej maści sportowcami. Niech spłoną w piekle.
Paige zacisnęła usta, żeby się nie roześmiać. Obie miałyśmy świadomość, skąd moja nienawiść do wysportowanych facetów z jakiejkolwiek drużyny uniwersyteckiej. Już raz wyraziła swoje zdanie, że nie powinnam wrzucać wszystkich do jednego wora. Jednak skoro połowa drużyny baseballowej widziała mój nagi tyłek, wolałam drugi raz nie pakować się w podobne bagno. Troy zaręczał, że nikomu nie wysłał zdjęcia, po prostu któryś z kolegów przypadkiem je zauważył. Potem ponoć zabrał mu telefon i biegał po szatni, pokazując ekran.
Podrywanie naukowców wydawało się lepszym pomysłem, oni nie mieli takiej papki w głowie. A przynajmniej miałam taką nadzieję.
– Niech spłoną w piekle – przytaknęła finalnie, choć obie wiedziałyśmy, że wcale nie miała tego na myśli.
Jej chłopak był hokeistą, i to nie byle jakim. Miał duże szanse na osiągnięcie sukcesu w tej dziedzinie sportu również po studiach. Został okrzyknięty drugim najlepszym zawodnikiem ligi uniwersyteckiej, a w dodatku podpisanie kontraktu z jednym z zespołów ligi NHL¹.
Kto był na pierwszym miejscu? Nikt inny jak mijający nas właśnie Ridge Rivers. Centralny napastnik, kapitan drużyny. Idealny w każdym calu, przynajmniej dla tych, którzy jeszcze nie zdążyli dobrze go poznać. Ja miałam tę nieprzyjemność. Wiedziałam, że był aroganckim dupkiem z wybujałym ego. Przebierał w kobietach, głównie studentkach, chociaż chodziły pogłoski o kilku profesorkach, a jedyne, czym faktycznie mógł się pochwalić, było atletycznie wyrzeźbione ciało.
Skinął głową w stronę mojej przyjaciółki. Nasze oczy spotkały się na moment. Jasnoniebieskie tęczówki zostały niemal całkowicie pochłonięte przez rozszerzone źrenice. Roztrzepane, ciemnobrązowe włosy i wymięta koszulka wyraźnie wskazywały na to, co robił w budynku Wydziału Komunikacji. Uniosłam brew w niemym wyznaniu, a on w odpowiedzi posłał mi wredny uśmieszek. Do tego sprowadzał się nasz kontakt. Mogłam dać sobie rękę uciąć, że nawet nie pamiętał mojego imienia. Tonęłam w morzu otaczających go lasek.
– A ten znowu tutaj – mruknęłam zniesmaczona, gdy zniknął z mojego pola widzenia. – Ciekawe, kiedy znudzi mu się spanie z dziennikarkami.
Paige wzruszyła ramionami.
– Jest młody, niech się wyszaleje.
Wyswobodziłam swoją rękę z jej uścisku. Zwinęłam dłoń w pięść i uderzyłam przyjaciółkę w ramię. Mocno.
– Auć! – Zaczęła pocierać bolące miejsce. – Za co?
– Za wygadywanie głupot. Obie dobrze wiemy, że nie sypia z nimi z czystych pobudek – zauważyłam cierpko, marszcząc przy tym nos.
Paige kiwnęła głową.
– Masz rację, wysoko się ceni. Trzeba jednak przyznać, że nieźle to sobie wymyślił. Seks za wywiad? – Gwizdnęła z uznaniem, jakby to miało być odpowiedzią na zadane przez nią pytanie.
– Ciekawe, czy tobie zaproponowałby taki układ – zastanowiłam się na głos.
Przyjaciółka prychnęła w odpowiedzi.
– Proszę cię. Po pierwsze, gdybym chciała zrobić wywiad z hokeistą, poszłabym do swojego chłopaka. – Ostentacyjnie uniosła palec wskazujący, a po chwili dodała do niego środkowy. – Po drugie, gdybym nawet nie była z Cameronem, nigdy w życiu nie poprosiłabym o przysługę Riversa. To jak podpisanie paktu z diabłem.
Zaśmiałam się. Miała całkowitą rację. Ridge Rivers wyglądał jak anioł, na takiego się kreował, ale w rzeczywistości był siedzącym na ramieniu szatanem, nakłaniającym do robienia złych uczynków. Należało trzymać się od niego z daleka.
W trochę lepszym nastroju, choć wciąż wystawiona na szepty tej części studentów, która znała Troya, udałam się na pierwsze zajęcia w tym roku. Dopiero gdy usiadłam w auli na jednym z najwyższych miejsc, zdałam sobie sprawę, jak bardzo pociły mi się dłonie. Otuchy dodawała obecność współlokatorki. Paige była gotowa rozszarpać zębami każdego, kto mi zagrażał, co oczywiście działało ze wzajemnością.
Przez większość wykładu siedziałam rozbawiona jej wiadomościami, w których obgadywała obecnych. Podczas letniej przerwy dużo się zmieniło. Musiałam przyznać, że mnie także kopnął ten zaszczyt. Po sprawie z byłym postanowiłam trochę o siebie zadbać. Zrzuciłam parę funtów, zamiast grzywki wybierałam przedziałek na środku głowy, a do tego, dzięki słońcu w rodzinnym Los Angeles, na moich włosach pojawiły się jasne refleksy. Zaczęłam nosić więcej biżuterii, by poczuć się bardziej kobieco, a także wróciłam do malowania paznokci. Blada skóra pokryła się idealną, brązową opalenizną. Drobne zmiany bardzo pomogły w walce ze złamanym sercem i traumą.
Cały dobry nastrój prysnął niczym mydlana bańka, kiedy na kolejnych zajęciach pojawiła się nowa dziewczyna Troya. Madison Black. Przepiękna brunetka o brązowych oczach, z doskonałą figurą. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że worek wyglądałby na niej perfekcyjnie. Czasem nie dziwiłam się swojemu byłemu, że tylko się mną bawił, skoro pod nosem miał taki kąsek. Musiałam się bardzo postarać, żeby coś na mnie dobrze leżało, a mogłam się założyć, że Madison wyglądała idealnie nawet podczas ślinienia poduszki.
Niestety, podczas gdy ja byłam skłonna zasypać ją mnóstwem komplementów, ona posyłała mi tylko nienawistne spojrzenia. Nie miałam pojęcia, czy zdawała sobie sprawę, co jej chłopak mi zrobił, ale wyglądało na to, że żyła w całkowitej niewiedzy. Szłam o zakład, że Troy wcisnął jej jakąś bajeczkę, gdzie odgrywałam rolę szurniętej i zazdrosnej eks.
Paige szturchała mnie łokciem w żebra. Jeden raz – nie zwróciłam uwagi. Skupiłam się na sposobie, w jaki Madison zarzuca ciemne włosy podczas zajmowania miejsca. Drugi raz – zaczęłam się zastanawiać, czy dałabym radę poruszać się z taką gracją, jak nowa dziewczyna Troya. Trzeci raz nie nadszedł. Trzepnęła mnie w tył głowy, aż syknęłam z bólu.
Spojrzałam na przyjaciółkę gniewnie.
– Co jest?
– Gapisz się na nią! – warknęła pod nosem, żeby nie usłyszał wykładowca. – Przestań, bo wyglądasz na zazdrosną dziewczynę z niższej ligi.
– Ale ja jestem z niżej ligi, Paige – burknęłam, po czym opadłam na oparcie krzesła.
– Pieprzysz głupoty. Madison jest pusta jak wyczyszczona szafa. Do tego płaska jak deska. Ty masz coś więcej.
– Niby co? – Z nudów zaczęłam rysować w rogu kartki serduszko. No dobra, nie chciałam, żeby zobaczyła w moich oczach błysk bólu i rozczarowania.
– Charakter – powiedziała z dumą. – Masz piękny umysł i cudowne krągłości. Myślisz, że dlaczego Troy z nią jest?
– Bo jest piękna?
Wcale nie oczekiwałam odpowiedzi, jednak Paige i tak mi jej udzieliła:
– Nie, idiotko! Bo jest łatwa. Ty mu nie dałaś, więc poszedł tam, gdzie ktoś wystawi mu dupę za parę miłych słówek. – Wskazała kciukiem na brunetkę, podkreślając tym gestem, o kogo jej chodzi.
Wypuściłam sfrustrowany oddech. Ostatnie, czego chciałam, to rozmowa o nowym związku mojego byłego, który wydarł mi serce prosto z piersi i zmiażdżył w swojej dłoni. Do tego oboje byli lubiani, więc uchodzili za idealną parę. Każdy ich podziwiał. Miałam ochotę się zrzygać.
– Odpuść. I tak nie poprawisz mi humoru, a przynajmniej nie w tej sprawie – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. – Obie wiemy, że Troy pozostawił po sobie blizny nie do wyleczenia.
Paige westchnęła ciężko.
– Wiem, że to trudne, ale powinnaś przestać myśleć o tym dupku. Nie jest wart ani jednej sekundy twojego życia.
– To nie takie proste. Staram się. Jednak dopóki coś mi o nim stale przypomina, będę się zadręczać. – Mój ton stał się smutny. Podczas kolorowania niekształtnego serca na marginesie mocniej docisnęłam długopis do kartki. Zrobiłam w niej dziurę na wylot.
– Nie. Dopóki to wspominasz i nie ruszasz naprzód, dopóty Troy będzie dręczyć cię w myślach i koszmarach.
Po chwili na jej ustach wykwitł szeroki uśmiech, a ja już wiedziałam, że to zwiastun jakiegoś szatańskiego planu.
– No, co już wymyśliłaś? – zapytałam z rezygnacją.
– Impreza w ten weekend. W domu hokeistów co prawda, ale będzie tam mnóstwo przeróżnych facetów. Do wyboru, do koloru! – zaświergotała pod nosem. – Powinnaś się ze mną wybrać.
– Żeby patrzeć, jak obściskujesz się w kącie z Cameronem? Nie, dzięki.
Przyjaciółka przewróciła oczami.
– Żebyś też znalazła sobie kogoś do obściskiwania – odparła, niezrażona moją jawną niechęcią.
Odłożyłam długopis na blat. Byłam na siebie trochę zła, że zamiast robić notatki na pierwszych zajęciach, dyskutuję z nią na temat jakiejś durnej imprezy.
– To nie jest najlepszy pomysł. Znasz mnie. Nie lubię ludzi.
– Przesadzasz. Mnie lubisz.
– Ale innych ludzi nie lubię – dodałam z naciskiem na „innych”, żeby zrozumiała aluzję.
– Bredzisz. – Gdyby mogła, machnęłaby lekceważąco ręką. – Po prostu nie poznałaś odpowiednich osób do lubienia.
Złapałam dwoma palcami za nasadę nosa. Naprawdę nie chciałam nigdzie iść. Imprezy to ostatnie, na co miałam ochotę, odkąd zerwałam z Troyem. Wolałam zaszyć się w kącie akademickiego pokoju, gdzie nie będę pod stałym ostrzałem wrogich spojrzeń. Nie miałam ochoty iść, upić się, poznać chłopaka i żalić mu w ramię, jak to ktoś mnie zranił. Byłam pewna, że tak by się to właśnie skończyło.
– Panno Jackson, czy wszystko w porządku? – Głos wykładowcy przebił się przez tumany myśli.
Zamrugałam kilka razy, żeby rozgonić mgłę mózgową. Odchrząknęłam, by oczyścić gardło, i odpowiedziałam:
– Wszystko w porządku. Trochę rozbolała mnie głowa, cierpię na okropne migreny – skłamałam gładko, żeby nie wydać się z irytacją, jaką odczuwałam względem przyjaciółki.
– Chce pani wyjść i napić się wody z automatu na korytarzu? – Nadzwyczajna troska przebijała się przez ton mężczyzny. – Sam cierpię na migreny, więc wiem, jak ciężkie potrafią być.
Kiwnęłam głową, podziękowałam i zaczęłam zbierać się z miejsca. Oczywiście dla niepoznaki zostawiłam wszystkie rzeczy, schowałam do kieszeni jedynie telefon. Mrugnęłam porozumiewawczo do Paige, ale ta bezgłośnie wypowiedziała słowo „impreza” i na nowo mnie wkurzyła.
Wyszłam z sali, naprawdę napiłam się wody, po czym wysłałam do przyjaciółki wiadomość, żeby zabrała moją torbę po zakończeniu zajęć. Nie miałam zamiaru na nie wracać, żeby znów być na językach.
Usiadłam na murku i obserwowałam grupki studentów. Zajmowali miejsca na trawnikach, korzystali z ostatnich letnich dni. Zazdrościłam im. Chciałam kiedyś mieć większą liczbę znajomych, na których mogłabym polegać.
Były to jednak tylko marzenia nie do spełnienia. Zdawałam sobie sprawę, że na dłuższą metę nie dało się mnie lubić. Byłam zbyt zdystansowana, zimna i tak bardzo wrażliwa, że potrafiłam czuć się zraniona przez jedno źle wypowiedziane słowo.ROZDZIAŁ 2
Ridge
Tłumy nigdy mi nie przeszkadzały, lubiłem otaczać się ludźmi, szczególnie gdy potrafili się dobrze bawić. Promile we krwi przyjemnie krążyły, przyprawiając mnie o zawroty głowy, ale nie na tyle mocne, żebym do niczego się nie nadawał. Wciąż miałem siłę, by świętować rozpoczęcie nowego sezonu.
Podszedłem do jednej z beczek i zacząłem nalewać sobie piwa. Smakowało wybitnie paskudnie, ale nie narzekałem. Pierwsze przykazanie studenta brzmi – darmowego alkoholu się nie odmawia. Drugie – za czyjeś pieniądze bardziej klepie.
Z pełnym kubkiem skierowałem się w stronę kanap ustawionych pod ścianą, tuż przy schodach. Opadłem na jedno z wolnych miejsc, upiłem porządny łyk rozwodnionego trunku, a następnie odrzuciłem głowę na oparcie. Przymknąłem powieki. Bas dudnił w uszach, ale byłem do tego przyzwyczajony, więc nie widziałem w tym problemu.
– Jak tam?
Otworzyłem oczy, żeby napotkać wzrok Camerona, bliskiego kolegi z drużyny, a zarazem jednego z moich współlokatorów. Wciąż miał na sobie koszulkę z barwami naszego zespołu. Żółć, zieleń i czerń. Kolory zwycięstwa, jak mawialiśmy.
– W porządku – odparłem znudzonym tonem.
– Wyglądasz na zmęczonego, a semestr dopiero się zaczął. – Rozbawienie głośno wybrzmiało między słowami chłopaka.
Nie dało się ukryć, że dzisiejszy trening dał mi nieźle w kość. Bolały mnie wszystkie mięśnie i miałem ochotę położyć się do łóżka, a potem przespać ciągiem dwa dni. Wiedziałem jednak, że w najbliższym czasie nie ma co liczyć na żadne fory ze strony trenera.
– Nie ukrywam, trochę zabalowałem na wolnym.
Cameron założył ręce na piersiach, gdy ja wyłapałem spojrzeniem podbój tego lata. Madison poruszała kusząco biodrami w rytm muzyki, co jakiś czas posyłając mi jednoznaczne spojrzenia. Ewidentnie miała ochotę na powtórkę, ale wyznawałem zasadę, że co dzieje się na wakacjach, zostaje na wakacjach.
– Trudno zaprzeczyć. – Cam obrzucił dziewczynę krótkim spojrzeniem, ale zanim zdążył jakoś ją skomentować, pojawił się przy nas Blake Donovan, rozgrywający w drużynie futbolowej naszego uniwerku. Poznałem go, gdy dołączył do klubu graczy.
– Siemasz, Rivers. – Zbił ze mną piątkę i opadł po mojej drugiej stronie. – Jakieś propozycje na początek semestru, żeby umilić sobie nowy rok akademicki?
Cameron przewrócił oczami. Nie rozumiał naszej zabawy, nie chciał brać w tym udziału, ale za każdym razem wiedział, o co toczyła się gra i jakie były stawki.
– Masz za mało wolnego czasu? Chcesz, żeby ci wybrać którąś z obecnych tu panienek? – Gestem ręki, w której trzymałem piwo, wskazałem na przestrzeń wypełnioną po brzegi studentkami. Mimowolnie zacząłem się rozglądać. Mój wzrok zatrzymał się na najbardziej nieśmiałej dziewczynie w pokoju. Spłonęła rumieńcem pod ostrzałem mojego spojrzenia, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie będzie łatwym celem.
Blake podążył za moim wzrokiem.
– Margot Bellamy? Ta od literatury? Serio? – Parsknął prześmiewczo. – Bułka z masłem. Podobno nie jest już dziewicą, więc nie będzie problemu z zaciągnięciem jej do łóżka. Jestem gotów zrobić to za osiemdziesiąt dolców.
W zamyśleniu zakręciłem cieczą w kubeczku.
– Ktoś powiedział „dziewica”? – Troy Parker przeskoczył przez oparcie kanapy i wylądował obok Camerona, a ten przewrócił tylko oczami i wstał.
Doskonale wiedziałem, jak bardzo nienawidził Troya. Tamten zranił słodką, małą Bambi Jackson, najlepszą przyjaciółkę jego dziewczyny, u której stale próbował zaplusować.
– Z tego, co wiem, to tobie nie idzie nawet z dziewicami – mruknąłem, niezadowolony z jego obecności. Nie mogłem tego jednak okazać w inny sposób, bo był członkiem klubu, a stamtąd nie wyrzucaliśmy nikogo na zbity pysk, nawet jeśli nie udało mu się z wyzwaniem. No, chyba że złamałby którąś z zasad.
Troy zacisnął gniewnie szczęki.
– Gdybyś miał uwieść Bambi Jackson, też byś poległ – warknął.
Uniosłem brew na ten niemal agresywny atak. Troy nigdy nie wyleciałby do mnie z pięściami, ale ugodziłem w jego ego, więc się zagotował. Teoretycznie normalna sprawa, ale w praktyce chciałem utrzeć mu nosa. Od jakiegoś czasu zaczął się strasznie panoszyć i działać mi na nerwy. Trzymali się za rączki z Madison i udawali zgraną parę, kiedy jeszcze dwa tygodnie temu obciągała mi w męskiej toalecie podczas letnich kursów. Niesamowite.
– Mogę ci pokazać, jak to się robi. Jestem pewien, że nie oprze się mojemu urokowi. – Uśmiechnąłem się szyderczo.
Blake wybuchnął śmiechem, a Cameron wykrzywił twarz w grymasie. Nie podobało mu się, że ta dziewczyna ponownie staje się obiektem jakiegoś zakładu, rozumiałem to. Zresztą sam byłem świadkiem wywodów, które robiła mu Paige, kiedy martwiła się o swoją przyjaciółkę po całej tej sprawie z Parkerem.
– Wspaniały pomysł. Pokaż, co potrafisz – powiedział złowieszczo. – Też stawiam osiemdziesiąt dolarów, na twoją przegraną oczywiście. – Po tych słowach zerknął na punkt znajdujący się po drugiej stronie salonu. Spojrzałem z ciekawości, na czym zawiesił wzrok.
Coś dziwnego osiadło mi w żołądku, kiedy obserwowałem, jak Bambi Jackson porusza powoli biodrami. Różowa sukienka idealnie opinała jej tyłek i wydatne piersi, a wcięcie w talii doskonale podkreślało perfekcyjną figurę. Jasnobrązowe włosy spływały poniżej łopatek i przywodziły na myśl gęsty karmel. Kuszący, zwodniczy, niosący obietnicę słodkości. Złociste refleksy nadawały im głębi, a ja złapałem się na tym, że myślałem, kurwa, o czyichś włosach z dziwną fascynacją.
Prawda była taka, że Bambi od zawsze przyciągała moją uwagę. Problem pojawiał się, kiedy otwierała usta. Ziała w moją stronę czystym ogniem niechęci i za cholerę nie rozumiałem dlaczego. Nigdy niczego jej nie zrobiłem, mogłem się jedynie domyślać, że przelewała swoje złe doświadczenia z płcią przeciwną na mnie. Skoro mogłem być ofiarą jej zranionych uczuć, ona mogła także stać się moją. W ramach zadośćuczynienia za wszystkie przykre słowa, jakie kiedykolwiek do mnie wypowiedziała.
– Pierdolę to. Jesteście bandą debili. – Cameron splunął i odszedł tam, gdzie w towarzystwie jego dziewczyny stał obiekt mojej kolejnej gry, nowego zakładu.
Wiedziałem, że chłopak się nie wygada. Będzie trzymał gębę na kłódkę, bo za bardzo zależało mu na aprobacie ze strony drużyny, a doskonale zdawał sobie sprawę, że to zapewniły mu tylko dobre relacje ze mną. Poza tym mogłem szepnąć słówko trenerowi i współlokator straciłby swoją pozycję w pierwszym składzie.
Zacząłem rozważać wszystkie za i przeciw. Jeśli w to wejdę, to na całego, jeśli nie – nigdy się nie dowiem, jak smakuje ten mały, zagubiony jelonek. Coś mi mówiło, że to może być lepsze niż jabłko z rajskiego ogrodu.
– Wchodzę w to. Biorę na siebie Bambi Jackson – oznajmiłem, nie odrywając od niej wzroku. – Ty, Blake, masz za zadanie zdobyć majtki Margot. Fajnie będzie mieć je w naszej kolekcji.
– Wspaniale. – Zatarł dłonie, ale spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek. – Ja ci jednak nie ułatwię zadania. Ostatnio trochę ci odpuszczaliśmy, ale skoro chcesz pokazać, jaki z ciebie macho, musisz przynieść nam coś więcej niż gacie tej małej.
Przystawiłem kubek do ust, ale zanim się napiłem, parsknąłem sarkastycznie:
– Zakrwawione prześcieradło?
Blake już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale wtedy wciął się Troy:
– Filmik.
Zakrztusiłem się piwem, ale szybko ogarnąłem sprawę tak, żeby się nie ochlapać. Spojrzałem na baseballistę. Stukał palcem w usta, intensywnie wgapiając się w swoją byłą. Nie podobało mi się, jak wiele uwagi jej poświęcał. Gołym okiem było widać, że jeszcze z nią nie skończył, i obawiałem się, że właśnie stałem się częścią jego popieprzonej zabawy.
– Filmik? – powtórzyłem głupio.
Blake z kolei gwizdnął z uznaniem.
– Stary, to może być dobre.
– Mam wam nagrać seks taśmę z dziewicą? – Zaśmiałem się sucho.
Troy przeniósł na mnie spojrzenie. Źrenice miał rozszerzone. Chciałem go uderzyć, ale tylko zacisnąłem mocniej palce na kubeczku.
– Tak. – Opadł leniwie na oparcie. – Tylko do wglądu dla członków klubu.
To było oczywiste, że w to wejdę. Nie tchórzyłem. Po prostu nie wiedziałem, jak mam to, kurwa, zrobić. Namówienie laski na seks to jedno, odebranie komuś dziewictwa to też niewielka sztuka, chociaż Troy mógłby z tym polemizować. Jednak nakłonienie jej, żeby sfilmować swój pierwszy raz? To może być cholernie trudne. I chyba sprawiło, że jeszcze bardziej nakręciłem się na wygraną.
– Nie ma sprawy – mruknąłem i wstałem.
– Rivers nie traci czasu! – krzyknął za mną Blake, kiedy ruszyłem w tylko sobie znanym kierunku.
Przestałem zwracać na niego uwagę. Przecisnąłem się przez tłum, dotarłem do kuchni. Dopiłem piwo, a potem przygotowałem w dwóch kubeczkach drinki i ruszyłem na łowy.
Nigdzie nie dostrzegłem Camerona i Paige, a co za tym idzie – nie było również Bambi. Miałem cichą nadzieję, że nie postanowili się zwinąć. Potrzebowałem wcielić swój plan w życie. Impreza to najlepsza okazja, żeby kogoś poznać. Jeśli dziś mi się nie uda, będę musiał stworzyć jakąś inną, a nie miałem ochoty za bardzo się wysilać dla tak marnej sprawy.
Ruszyłem na piętro z coraz mniejszym optymizmem.
Wtedy właśnie ją ujrzałem. Pisała coś na telefonie, co chwila odgarniając opadające włosy za ucho. Nie dało się ukryć, że była naprawdę piękna.
– Cześć – powiedziałem, stając obok niej.
Powoli podniosła wzrok. Brązowe oczy spotkały się z moimi. Miałem wrażenie, że coś usiadło mi na żołądku i zaraz zwymiotuję. Przełknąłem głośno ślinę, by pozbyć się tego uczucia. Bambi zmarszczyła brwi, rozejrzała się dookoła i ponownie na mnie spojrzała.
– Cześć? – odpowiedziała pytająco, jakby nie była pewna, czy mówię właśnie do niej, choć wokół nie było żywej duszy. Nie licząc kogoś okupującego łazienkę, rzecz jasna.
– Jak się bawisz? – zapytałem, siląc się na miły ton. Wyciągnąłem w jej stronę dłoń z drinkiem, którego niechętnie przyjęła.
Zanim trochę upiła, powąchała zawartość kubeczka.
– Co to? – Zmarszczyła nos. Musiałem zdusić w sobie potrzebę wygładzenia jej skóry w tym miejscu opuszką palca.
– Wódka jagodowa z colą. Spróbuj. Całkiem dobre i babskie – palnąłem bez namysłu.
Popatrzyła na mnie gniewnie.
– Babskie? – prychnęła, unosząc przy tym brwi. – Czyli idealne dla ciebie, panie Rivers. Ja wolę czystą whisky. – Wsadziła kubek z powrotem w moją dłoń i ruszyła korytarzem ku schodom.
Przekląłem w myślach. Nie tak miała potoczyć się ta rozmowa, ale z jakiegoś powodu czułem się w jej obecności podenerwowany. Bambi pałała do mnie jawną antypatią, a ja musiałem sprawić, żeby w ciągu dwóch miesięcy mi się oddała. Takie zasady panowały w Players’ Club.
– Przepraszam. Gdybym wiedział, że wolisz czysty alkohol, nie dawałbym ci takiego gówna – powiedziałem, cały czas dotrzymując dziewczynie kroku.
Zanim zdążyła zejść, zagrodziłem jej drogę. Cofnęła się i spojrzała na mnie sceptycznie.
– Czego chcesz, Ridge? – zapytała ze zrezygnowaniem. – Nigdy nie byłeś dla mnie miły, a teraz mam wierzyć, że sam z siebie przyniosłeś mi drinka?
W momentach takich jak ten zdawałem sobie sprawę z łatwości podrywania tępych panienek nastawionych tylko na seks bez zobowiązań. Bambi nie należała do tego grona. Jej oczy już z daleka błyszczały inteligencją, nie wdawała się w byle jakie romanse. Jedynym błędem dziewczyny był Troy Parker, ale do tej pory nie miała pojęcia, z jakich pobudek zgodził się wejść z nią w związek.
– Mam być szczery?
Spojrzała na mnie jak na totalnego idiotę.
– Nie, pytam, żebyś skłamał mi prosto w oczy – fuknęła sarkastycznie. – A jak myślisz, Rivers?
Nie powiem, trochę mnie zatkało.
– Dobra. – Oblizałem powoli suche usta, czym przykułem jej wzrok.
_Mam cię, maleńka._
– Wyglądasz dziś obłędnie i byłbym idiotą, gdybym do ciebie nie zagadał.
Westchnęła głośno i założyła ręce na piersiach. Znałem ją na tyle, by móc stwierdzić, że przyjęła postawę obronną. Czekała na atak, którego nie miałem zamiaru przypuszczać. Przynajmniej nie tak obcesowo.
– Nie mam ochoty na lakoniczne rozmowy bez wyrazu i szybki numerek w jednym z pokoi. – Wskazała kciukiem za siebie. – Nie po to tu przyszłam, więc jeśli na to liczysz, spadaj.
Uniosłem kąciki ust w zawadiackim uśmiechu, najlepszym, na jaki było mnie stać.
– Skoro nie przyszłaś tu, żeby kogoś wyrwać na jedną noc, to po co, jelonku? – Nie miałem pojęcia, kiedy przeszedłem z odgrywania pewnego scenariusza na autentyczną ciekawość.
Do tego palnąłem głupią ksywką, którą nadałem jej już jakiś czas temu w swojej głowie. Na całe szczęście Bambi chyba nie zwróciła na to uwagi.
– Nie twoja sprawa! – Zrobiła krok w stronę pierwszego schodka, ale ponownie zagrodziłem jej drogę, przesuwając się nieznacznie w bok.
Moje masywne ciało zdecydowanie przeważało nad niską, drobną sylwetką dziewczyny. Pochyliłem się tak, że nasze usta znajdowały się na tym samym poziomie. Skórę od skóry ledwie dzieliły cale. Jeden ruch, a otarłbym się o nią i zlizał błyszczyk.
– Och, myślę, że jednak moja – wymruczałem wprost w jej wargi.
Źrenice Bambi natychmiast rozszerzyły się w zaskoczeniu. Choć tęczówki wcześniej miały już niesamowicie ciemną barwę, teraz były niemal czarne, wystraszone, dokładnie jak u zagubionego jelonka.
– Przyszłaś, żeby poznać przyszłego męża w domu hokeistów? – zakpiłem, jawnie się z niej naśmiewając. Nie powinienem był tego robić, skoro chciałem ją w pewien sposób zdobyć, ale jeśli kobieta nie ulegała, należało dostosować się do sytuacji i jej charakteru. – Nie licz na to, skarbie. Tutaj każdy szuka seksu. Jednak stoi przed tobą wyjątek.
– I mam uwierzyć, że ty jesteś inny? – zapytała, unosząc idealnie wyregulowaną brew. Przybliżyła się minimalnie, nasze usta niemal otarły się o siebie, ale wiedziałem, że za tą fasadą pewności siebie drżała ze strachu. – Co cię wyróżnia, Rivers?
– To, że chciałbym zabrać cię na randkę, zanim zgodzisz się pójść ze mną do łóżka – odparłem szczerze.
Płomień w jej oczach zgasł. Ponownie się wycofała, a chłodne powietrze korytarza owiało skórę moich nagich ramion. Naprężyłem mięśnie, gotowy do odparcia ataku, ale ona wcale nie zamierzała się na mnie wydzierać. Obrzuciła moje ciało intensywnym spojrzeniem. Taksowała je od góry do dołu i z powrotem. Nagle ruszyła. Wyminęła mnie, by przedostać się na schody.
Zatrzymała się obok. Otarliśmy się ramionami o siebie. Stanęła na palcach, dzięki czemu jej usta znalazły się na wysokości mojego ucha, i wyszeptała:
– To się wydarzy tylko w twoich snach, skarbie.
Odeszła, zostawiając mnie samego z totalnie pociętym na kawałki ego. Użyła mojej własnej broni.
Odwróciłem się, upiłem łyk drinka i uśmiechnąłem pod nosem. Wstąpiła we mnie jeszcze większa determinacja, żeby ją zdobyć.