Facebook - konwersja
Plemię mentorów - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Plemię mentorów - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Tłumacz:
ISBN:
978-83-8087-409-1
Język:
Polski
Data wydania:
5 października 2018
Rozmiar pliku:
2,4 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
PROMOCJA
27,50
49,90
Cena w punktach Virtualo:
2750 pkt.

Plemię mentorów - opis ebooka

Wszyscy potrzebujemy mentorów. Oto ponad stu spośród najlepszych na świecie.

Do kogo zwracasz się z prośbą o radę, kiedy musisz znaleźć odpowiedź na życiowe pytania? Potrzebujemy mentorów, zwłaszcza kiedy wszystko wydaje się sprzysięgać przeciwko nam. Chcąc znaleźć najlepszych mentorów dla siebie, autor czterech bestsellerów, Tim Ferriss, przepytał ponad stu ekspertów z różnych dziedzin, którzy mogliby pomóc jemu oraz tobie w poszukiwaniu właściwego kursu w życiu. Zapisując doświadczenia tych osób w postaci krótkich, ale treściwych profili, Tim dzieli się z czytelnikami ich przepisami na sukces, szczęście, sens życia i inne ważne rzeczy. Bez względu na to, przed jakim wyzwaniem albo szansą stoisz, w tej książce znajdziesz coś, co ci pomoże, na przykład:

•Tytuły trzech książek, które legendarny inwestor Ray Dalio najczęściej poleca innym.

• Wskazówki i porady elitarnych sportowców, takich jak Maria Szarapowa, Kelly Slater, Dara Torres, Tony Hawk, Dan Gable i inni.

• Odpowiedź na pytanie o to, jak i dlaczego współzałożyciel Facebooka Dustin Moskowitz odrzuca większość adresowanych do niego próśb.

Modele myślowe fenomenalnych pokerzystów: Daniela Negreanu, Annie Duke, Fedora Holza i Liv Boeree.

• Wskazówki dotyczące medytacji i praktykowania uważności pochodzące od Davida Lyncha, Jimmy’ego Fallona, Sharon Salzberg, Ricka Rubina, Richy Chadhy, Sary Elizabeth Lewis i innych osób.

Historię porażki doznanej w szkole średniej, która zmotywowała aktora Terry’ego Crewsa na całe życie. Dowiesz się też, jak samemu wykorzystać tę lekcję.

• Odpowiedź na pytanie dlaczego organizator konferencji TED Chris Anderson uważa, że „podążaj za swoją pasją” to bardzo zła rada.

• Powód, dla którego znana graficzka Debbie Millman wierzy w skuteczność terapii, ale nie uznaje równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

• Historię o tym, jak książka Yuvala Noaha Harariego Sapiens stała się światowym hitem po wielu odmowach wydawców.

• Nowe przekonania, zachowania i zwyczaje, które w ciągu ostatnich pięciu lat zmieniły na lepsze życie ikon rynku kryptowalut (twórców Ethereum, Zcash itp.).

• Odpowiedź na pytanie, dlaczego Arianna Huffington zaleca regularne mieszanie aplikacji na ekranie telefonu.

• Zestaw ćwiczeń ze sztangą, dzięki któremu muzyk country Tim McGraw zachowuje młodość.

• Wyjaśnienie, dlaczego autor bestsellerów Steven Pressfield uważa, że każdy student powinien przez jakiś czas być kierowcą ciężarówki albo kowbojem.

• Rozważania komika Pattona Oswalta o tym, dlaczego życzy każdemu, kto zajmuje się pracą twórczą przynajmniej jednej katastrofalnej porażki w życiu.

• Wyjątkowe podejście astrofizyczki Janny Levin do przeszkód, dzięki któremu widzi w nich możliwości.

• Odpowiedź na pytanie o to, dlaczego Ben Stiller lubi zanurzać głowę w lodowatej wodzie o poranku.

• Wyjaśnienie, dlaczego współzałożyciel Dropboksa Drew Houston w życiowej ściągawce dla siebie sprzed lat umieściłby piłkę tenisową, okrąg i liczbę 30 000.

Wśród mentorów Tima znaleźli się także: Neil Gaiman, Ashton Kutcher, Dita Von Teese, Marc Benioff, Darren Aronofsky, Steve Aoki, Joseph Gordon-Levitt, Craig Newmark, Mr. Money Mustache (Pete Adeney), Linda Rottenberg, Jesse Williams i wiele innych osób.

Najbardziej spełnieni i skuteczni ludzie — twórcy o światowej sławie, miliarderzy, intelektualiści i inni — swoją życiową podróż uważają w 25 procentach za poszukiwanie siebie, a w 75 procentach za stwarzanie siebie. Ta książka nie służy do biernej lektury. Ma być wezwaniem do działania! Uśmiechnij się i chwyć długopis. Będzie się działo…

***

Tim Ferriss to według dziennika „New York Times” „skrzyżowanie Jacka Welcha z buddyjskim mnichem”. Magazyn „Fast Company” uznał go za jednego z „najbardziej innowacyjnych biznesmenów”. Był wczesnym inwestorem i doradcą w znanych firmach (takich jak Uber, Facebook, Twitter, Alibaba i innych). Ze względu na ogromną popularność jego podcastu Tim Ferriss Show (ponad 200 milionów pobrań) magazyn „Observer” i inne redakcje uznały go za odpowiednik Oprah Winfrey w segmencie audio.

Napisał książki: 4-godzinny tydzień pracy, 4-godzinne ciało, 4 godziny, by zostać mistrzem i Narzędzia tytanów.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Nota

Motto

Wprowadzenie

SAMIN NOSRAT

STEVEN PRESSFIELD

SUSAN CAIN

KYLE MAYNARD

TERRY CREWS

DEBBIE MILLMAN

NAVAL RAVIKANT

MATT RIDLEY

BOZOMA SAINT JOHN

TIM URBAN

JANNA LEVIN

AYAAN HIRSI ALI

GRAHAM DUNCAN

MIKE MAPLES JR.

SOMAN CHAINANI

DITA VON TEESE

JESSE WILLIAMS

DUSTIN MOSKOVITZ

RICHA CHADHA

MAX LEVCHIN

NEIL STRAUSS

VERONICA BELMONT

PATTON OSWALT

LEWIS CANTLEY

JERZY GREGOREK

ANIELA GREGOREK

AMELIA BOONE

SIR JOEL EDWARD McHALE, LORD WINTERFELL

BEN STILLER

ANNA HOLMES

ANDREW ROSS SORKIN

JOSEPH GORDON-LEVITT

Sztuka mówienia NIE: WENDY MacNAUGHTON

VITALIK BUTERIN

RABBI LORD JONATHAN SACKS

JULIA GALEF

TURIA PITT

ANNIE DUKE

JIMMY FALLON

ESTHER PEREL

MARIA SZARAPOWA

ADAM ROBINSON

JOSH WAITZKIN

ANN MIURA-KO

JASON FRIED

ARIANNA HUFFINGTON

GARY VAYNERCHUK

TIM O’REILLY

TOM PETERS

BEAR GRYLLS

BRENÉ BROWN

LEO BABAUTA

MIKE D

ESTHER DYSON

KEVIN KELLY

ASHTON KUTCHER

BRANDON STANTON

JÉRÔME JARRE

FEDOR HOLZ

ERIC RIPERT

SHARON SALZBERG

FRANKLIN LEONARD

PETER GUBER

GREG NORMAN

DANIEL EK

STRAUSS ZELNICK

STEVE JURVETSON

TONY HAWK

LIV BOEREE

ANNÍE MIST ÞÓRISDÓTTIR

MARK BELL

ED COAN

RAY DALIO

JACQUELINE NOVOGRATZ

BRIAN KOPPELMAN

STEWART BRAND

SARAH ELIZABETH LEWIS

GABOR MATÉ

STEVE CASE

LINDA ROTTENBERG

TOMMY VIETOR

LARRY KING

MUNA ABUSULAYMAN

SAM HARRIS

MAURICE ASHLEY

Sztuka mówienia NIE: DANNY MEYER

JOHN ARNOLD

MR. MONEY MUSTACHE

DAVID LYNCH

NICK SZABO

JON CALL

DARA TORRES

DAN GABLE

CAROLINE PAUL

DARREN ARONOFSKY

EVAN WILLIAMS

BRAM COHEN

CHRIS ANDERSON

NEIL GAIMAN

MICHAEL GERVAIS

TEMPLE GRANDIN

KELLY SLATER

KATRÍN TANJA DAVÍÐSDÓTTIR

MATHEW FRASER

ADAM FISHER

AISHA TYLER

LAURA R. WALKER

TERRY LAUGHLIN

MARC BENIOFF

MARIE FORLEO

DREW HOUSTON

SCOTT BELSKY

TIM McGRAW

MUNEEB ALI

Sztuka mówienia NIE: NEAL STEPHENSON

CRAIG NEWMARK

STEVEN PINKER

GRETCHEN RUBIN

WHITNEY CUMMINGS

RICK RUBIN

RYAN SHEA

BEN SILBERMANN

VLAD ZAMFIR

ZOOKO WILCOX

STEPHANIE McMAHON

PETER ATTIA

STEVE AOKI

JIM LOEHR

DANIEL NEGREANU

JOCKO WILLINK

ROBERT RODRIGUEZ

KRISTEN ULMER

YUVAL NOAH HARARI

Garść myśli na zakończenie

Polecane źródła

25 najlepszych odcinków The Tim Ferriss Show

Poszerzone wywiady

Stwórz własny indeks

Podziękowania

FRAGMENT KSIĄŻKI

NOTA PRAWNA WYDAWCY

W niniejszej książce zaprezentowano szerokie spektrum opinii na różne tematy związane ze zdrowiem i poczuciem dobrostanu, w tym dotyczące konkretnych pomysłów, kuracji i procedur, które mogą się okazać niebezpieczne lub nielegalne, jeśli będą stosowane bez odpowiedniego nadzoru medycznego. Opinie te odzwierciedlają wyniki badań i dociekań autora oraz osób, których poglądy autor prezentuje, ale nie mogą zastąpić usług wykwalifikowanego personelu medycznego. Skonsultuj się z lekarzem przed zastosowaniem opisanej w książce diety, substancji lub procedury treningowej. Autor i wydawca nie biorą odpowiedzialności za szkodliwe skutki praktycznego wykorzystania informacji zawartych w książce.

NOTA PRAWNA TIMA

Proszę, nie zrób niczego głupiego i nie zabij się. Obaj bylibyśmy z tego powodu bardzo nieszczęśliwi. Przed zrobieniem czegokolwiek opisanego w tej książce skonsultuj się z lekarzem, prawnikiem albo po prostu kimś myślącym.„Likwidacja przedsięwzięcia nie musi być porażką, zwłaszcza kiedy postanawiasz zakończyć jakiś projekt albo zamknąć firmę. Nawet najlepszy występ nie może trwać wiecznie. Zresztą nie powinien”.

SAMIN NOSRAT

IG: @ciaosamin

FB: /samin.nosrat

saltfatacidheat.com

Samin Nosrat jest pisarką, nauczycielką i szefową kuchni. „The New York Times” nazwał ją „osobą, do której najlepiej się zwrócić o radę dotyczącą łączenia właściwych technik z najlepszymi składnikami”. Z kolei w programie radia NPR zatytułowanym All Things Considered uznano Samin za nowe wcielenie Julii Child. Gotuje zawodowo od 2000 roku, w którym pierwszy raz znalazła się w kuchni restauracji Chez Panisse. Należy do grona pięciu autorów felietonów kulinarnych zamieszczanych w dzienniku „The New York Times”. Żyje, gotuje, surfuje i uprawia ogród w Berkeley, w Kalifornii. Jest autorką bestsellera z listy „New York Timesa” zatytułowanego Salt, Fat, Acid, Heat: Mastering the Elements of Good Cooking.

Jaki zakup o wartości nie większej niż 100 dolarów miał najbardziej pozytywny wpływ na twoje życie w ostatnim czasie (na przykład w ciągu ostatnich sześciu miesięcy)?

Opracowany przez Paula Stametsa preparat grzybowy Host Defense MyCommunity to najbardziej niezwykły suplement diety zwiększający odporność organizmu, jaki kiedykolwiek przyjmowałam (a zażywałam wiele!). Bez względu na to, ile podróżuję, ile uścisków dłoni wymieniam z obcymi ludźmi i jak bardzo jestem wyczerpana, nie łapię żadnych infekcji, dopóki sumiennie zażywam te kapsułki.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Poniosłam w życiu mnóstwo spektakularnych porażek, ale patrząc wstecz, widzę, że każda z nich przybliżała mnie trochę do tego, co naprawdę chciałam robić. Wiele lat przed tym, jak poczułam się gotowa do napisania własnej książki, zmarnowałam dwie możliwości współtworzenia książek kucharskich z innymi ludźmi. Wciąż rozpamiętywałam te błędy i byłam pewna, że już nigdy nie chwycę za pióro. Czekałam jednak, byłam wytrwała i po 17 latach napisałam wreszcie książkę, o której zawsze marzyłam.

W 2002 roku byłam finalistką zmagań o stypendium Fulbrighta, ale ostatecznie go nie dostałam i stwierdziłam, że chyba nigdy nie pojadę do Włoch zgłębiać tajników tradycyjnej kuchni. W końcu odnalazłam jednak swoją drogę do Italii, gdzie gotowałam i pracowałam przez ponad półtora roku. Teraz, po 15 latach, pracuję nad filmem dokumentalnym, w którym będę poznawała na miejscu sekrety tradycyjnej włoskiej kuchni!

Pracowałam w pewnej restauracji (a pod koniec byłam nawet jej właścicielką), która przynosiła straty przez cały pięcioletni okres swojego istnienia. To było wyczerpujące doświadczenie, zwłaszcza że od początku przejmowałam się losem lokalu tak bardzo, jakby był mój. Po trzech latach wiedziałam, że mamy małe szanse na odniesienie sukcesu i byłam gotowa odejść, ale właściciel, który był jednocześnie moim mentorem, nie chciał się poddać. Ciągnęliśmy to jeszcze przez dwa lata z ogromnymi trudnościami. Czasem nie mogliśmy już wytrzymać. Kiedy wreszcie zrezygnowaliśmy, byłam wycieńczona, przybita i bardzo nieszczęśliwa. Wszyscy byliśmy. A mogło być inaczej.

To doświadczenie nauczyło mnie brania odpowiedzialności za swoje sprawy zawodowe oraz tego, że likwidacja przedsięwzięcia nie musi być porażką, zwłaszcza kiedy postanawiasz zakończyć jakiś projekt albo zamknąć firmę. Niedługo po zamknięciu restauracji otworzyłam sklep spożywczy. Było to niewielkie przedsięwzięcie, które realizowałam „na boku”, ale odniosło niebywały sukces. Zainteresowanie mediów i klientów było większe, niż mogłam przypuszczać. Zgłaszali się do mnie inwestorzy zainteresowani dalszym rozwijaniem tego biznesu, ale ja chciałam tylko pisać. Nie chciałam prowadzić sklepu spożywczego, ale ponieważ działał on pod moim nazwiskiem, nie chciałam też sprzedawać go nikomu innemu. Postanowiłam więc go zamknąć na własnych warunkach i zadbałam o to, żeby wszyscy poznali motywy mojego działania. W porównaniu z cierpieniem towarzyszącym zamykaniu restauracji było to bardzo pozytywne doświadczenie. Nauczyłam się wyobrażać sobie idealne zakończenie każdego przedsięwzięcia jeszcze przed jego rozpoczęciem. Nawet najlepszy występ nie może trwać wiecznie. Zresztą nie powinien.

W mniejszej skali zepsułam podczas gotowania więcej dań, niż jestem w stanie spamiętać. W kucharzeniu najpiękniejsze jest jednak to, że cały proces jest dość szybki i nie ma zbyt dużo czasu na przywiązywanie się do wyników. Zatem bez względu na to, czy danie brzydko pachnie, czy też wychodzi wspaniale, następnego dnia i tak trzeba zacząć wszystko od nowa. Nie ma okazji, żeby usiąść i rozkoszować się własnym kunsztem (albo się przechwalać). Ważne jest, żeby uczyć się na własnych błędach i ich nie powtarzać.

Jaka była jedna z najlepszych albo najbardziej wartościowych inwestycji w twoim życiu?

Dziesięć lat temu, kiedy prowadziłam restaurację, znalazłam czas, żeby jako wolny słuchacz uczęszczać na prowadzone przez Michaela Pollana zajęcia z dziennikarstwa na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Wtedy wydawało mi się to wariactwem, żeby raz w tygodniu opuszczać restaurację na trzy godziny i iść do szkoły, a po 15-godzinnym dniu pracy studiować książki i artykuły z listy lektur. Jakiś wewnętrzny głos przekonywał mnie jednak, że muszę to robić, i dzisiaj się cieszę, że nie odpuściłam. Te zajęcia odmieniły moje życie, wprowadzając mnie do niesamowitej społeczności pisarzy, dziennikarzy i dokumentalistów, którzy inspirowali mnie i wspierali w tej szaleńczej podróży. Poznałam Michaela, który zachęcił mnie do pisania. Zatrudnił mnie także jako nauczycielkę gotowania i podczas naszych lekcji przekonał mnie, że powinnam przyoblec moją wyjątkową filozofię gotowania w formę programu nauczania, wyjść z nią do ludzi, przekazywać im i napisać o niej książkę. Tak zaczęłam pisać Salt, Fat, Acid, Heat, obecnie bestseller „New York Timesa”. Być może powstanie na jego podstawie serial dokumentalny. Zupełne szaleństwo.

Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

Uwielbiam amerykański ser. Nie jadam go zbyt często, ale kiedy topi się na burgerze, wygląda tak kusząco, że trudno mu się oprzeć.

Jakie nowe przekonanie, zachowanie albo zwyczaj najlepiej wpłynęły na twoje życie w ciągu ostatnich pięciu lat?

Moja praca wymaga jasnego myślenia i sensownego pisania. Z drugiej strony dużo jeżdżę po świecie i uczę gotowania oraz opowiadam o nim. Oba wymiary mojej aktywności zawodowej wymagają ogromnej energii. Muszę być na chodzie przez większość czasu.

W ciągu ostatnich pięciu lat zaczęłam dostrzegać potrzebę dbania o siebie na różne sposoby. Najważniejszym jest sen. Potrzebuję 8–9 godzin snu na dobę, żeby prawidłowo funkcjonować, więc zaczęłam bezlitośnie strzec swojego wypoczynku nocnego. Spędzam coraz więcej spokojnych wieczorów w domu, a kiedy umawiam się z kimś na kolację, nalegam na zarezerwowanie stolika na wczesną godzinę albo staram się nie siedzieć zbyt długo. Wśród moich znajomych słynę z tego, że potrafię się położyć do łóżka, kiedy moi goście jeszcze się bawią. Oni są zadowoleni, ja jestem zadowolona, wszystko jest w porządku. Ta obsesja na punkcie snu miała niesłychanie pozytywny wpływ na moje życie.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłabyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi?

W razie wątpliwości kieruj się życzliwością i współczuciem. I nie bój się porażek.

Co nauczyłaś się skuteczniej odrzucać w ciągu ostatnich pięciu lat?

Prawdę mówiąc, nadal rozwijam umiejętność odmawiania, ale powiem tak: im lepiej wiem, jakie są moje cele, tym łatwiej mi odmawiać. Mam notatnik, w którym od mniej więcej dziesięciu lat zapisuję wszelkiego rodzaju cele, zarówno wielkie, jak i całkiem drobne. Jeżeli zadałam sobie trud, żeby wyartykułować to, co chcę osiągnąć, mogę łatwo odwołać się do tej listy celów podczas podejmowania decyzji o tym, czy wykorzystanie nadarzającej się okazji przybliży mnie do określonego celu, czy mnie od niego oddali. Kiedy nie mam pewności co do kierunku własnych dążeń, zbyt łatwo zgadzam się na rzeczy, które nie powinny być dla mnie ważne. Tyle razy sparzyłam się na decyzjach podejmowanych pod wpływem strachu przed utratą jakiejś możliwości albo na skutek podszeptów ego, że wiem, jak smakuje żal spowodowany podjęciem jakiegoś działania z nieodpowiedniego powodu.

Co robisz, kiedy czujesz się przytłoczona albo brakuje ci koncentracji?

Próbuję oderwać się od spraw umysłu i zwrócić uwagę na własne ciało. W dniu poświęconym na pisanie to oznacza wstanie od biurka i pójście na spacer po centrum Oakland. Czasem po prostu się poddaję i idę popływać. Kiedy indziej idę na targ i oglądam różne produkty rolne, dotykam ich, wącham i kosztuję. Zmysły pomagają mi podjąć decyzję o tym, co ugotować na obiad.

Kiedy gotuję albo wykonuję inną pracę fizyczną, poczucie przytłoczenia wynika z zaniedbania własnych potrzeb, więc po prostu robię przerwę. Przygotowuję sobie przekąskę albo filiżankę herbaty. Czasem wystarczy, że wypiję szklankę wody i usiądę na chwilę na świeżym powietrzu. To mnie zwykle uspokaja i rozjaśnia umysł.

W każdej sytuacji odblokowuje mnie kąpiel w oceanie. Było tak zawsze, od czasów dzieciństwa. Przez całe życie uwielbiałam ocean i teraz także, kiedy tylko mogę, idę na plażę, żeby popływać, posurfować albo po prostu unosić się na wodzie. Nic mnie tak nie odświeża jak kąpiel w oceanie.„Główną bolączką naszych czasów jest powierzchowność. Jesteśmy jak rzeka Platte, szeroka na milę, głęboka na cal”.

STEVEN PRESSFIELD

TW: @spressfield

stevenpressfield.com

Steven Pressfield poświęcił życie zawodowe pisarstwu w pięciu różnych odmianach: reklamie, scenopisarstwu, tworzeniu fikcji literackiej, dokumentalistyce i literaturze poradnikowej. Jest autorem poczytnych książek: The Legend of Bagger Vance, Ogniste wrota, Kampania afgańska i The Lion’s Gate, a także kultowych pozycji na temat rozwoju kreatywności: The War of Art, Turning Pro i Do roboty! Jego felietony publikowane co środę na stronie stevenpressfield.com należą do najpopularniejszych w internecie tekstów na temat pisarstwa.

Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

To może dziwnie zabrzmieć, ale mam takie miejsca, do których się czasem udaję, zwykle samotnie, aby wrócić do wcześniejszych okresów mojego życia. Czas jest czymś przedziwnym. Zdarza się, że dzisiaj bardziej doceniamy jakąś chwilę z przeszłości niż wtedy, kiedy ją przeżywaliśmy. Miejsca, o których mówię, wciąż się zmieniają i zwykle są dość przyziemne. Stacja benzynowa. Ławka uliczna. Zdarza mi się polecieć na drugi koniec kraju, żeby się tam znaleźć. Czasem odwiedzam je podczas wakacji albo podróży w interesach, z rodziną lub innymi ludźmi. Nawet im o tym nie mówię, choć czasem mi się zdarza. Niekiedy biorę kogoś ze sobą, ale wtedy to nie działa (jakżeby mogło?).

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłbyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Moja rada będzie chyba beznadziejnie anachroniczna, ale zalecałbym zdobycie jakiegoś realnego doświadczenia życiowego. Zostań kowbojem. Zatrudnij się jako kierowca ciężarówki. Zaciągnij się do piechoty morskiej. Zerwij na jakiś czas z myśleniem w kategoriach hiperkonkurencji i szukania dróg na skróty. Mam 74 lata. Uwierz mi, że masz mnóstwo czasu. Przed tobą długie życie. Nie bój się, że koledzy cię wyprzedzą i osiągną coś szybciej niż ty. Ubrudź się trochę i upadnij parę razy. Dlaczego to mówię? Bo celem tego wszystkiego jest nawiązanie kontaktu z samym sobą, z własną duszą. Stawienie czoła przeciwnościom. Wszyscy przez całe życie staramy się ich unikać. To dotyczy również mnie. Jednak najlepsze rzeczy, które mnie spotkały, przyszły wtedy, kiedy było naprawdę źle i nie mogłem liczyć na niczyją pomoc. Kim naprawdę jesteś? Czego naprawdę pragniesz? Idź w świat, potknij się i dowiedz się tego.

Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

Książką, która wywarła na mnie największy wpływ, jest chyba ostatnie dzieło, jakie ktokolwiek zechciałby przeczytać z własnej woli: Wojna peloponeska Tukidydesa. To bardzo skondensowany tekst, trudny, długi i pełen krwawych okropieństw. Tukidydes oświadcza na początku, że nie napisał tej książki po to, żeby przyjemnie się ją czytało. Jest jednak naszpikowana niepodważalnymi, ponadczasowymi prawdami, a przedstawiona w niej historia powinna być znana każdemu obywatelowi demokratycznego państwa.

Tukidydes był ateńskim dowódcą wojskowym, który został pokonany i upokorzony w bitwie na początku trwającego 27 lat brutalnego konfliktu, nazwanego przez historyków wojną peloponeską. Postanowił zrezygnować ze służby i oddał się opisywaniu tej rzezi ze wszystkimi szczegółami, jakie sam był w stanie znieść, ponieważ czuł, że będzie to największa i najważniejsza z ówczesnych wojen. Jak postanowił, tak zrobił.

Słyszałeś o mowie pogrzebowej Peryklesa? Tukidydes jej wysłuchał i spisał ją dla potomnych.

Był świadkiem debaty zgromadzenia ateńskiego w sprawie postępowania z wyspą Melos, opisanej w słynnym dialogu melijskim. Jeżeli nie widział czegoś na własne oczy – na przykład porażki ateńskiej floty pod Syrakuzami albo zdrady Alcybiadesa – opierał się na relacjach znanych mu osób, które obserwowały te wydarzenia, i przytaczał je z dużą pieczołowitością. Tukidydes, podobnie jak wszyscy współcześni mu Grecy, nie był skrępowany teologią chrześcijańską, marksistowskimi dogmatami, freudowską psychologią ani żadnymi innymi izmami, które usiłują nas przekonać, że człowiek jest w gruncie rzeczy dobry, a przynajmniej można go doskonalić. Według mnie widział rzeczywistość taką, jaką ona jest. To mroczna wizja, ale ze względu na swoją autentyczność ogromnie otrzeźwiająca i dodająca siły. Na wyspie Korkyra, która była wówczas wielką potęgą morską, pewna frakcja obywateli uwięziła w świątyni swoich sąsiadów, równych im pod względem prawa. Następnie prześladowcy wymordowali dzieci więźniów na ich oczach, a kiedy ci zgodzili się zrezygnować z oporu pod wpływem obietnicy łaski popartej uroczystą przysięgą na bogów, zmasakrowali ich także. Nie był to konflikt między narodami, lecz bratobójcza walka toczona w najbardziej cywilizowanych miastach na świecie. Czytając Tukidydesa możemy zobaczyć nasz świat w mikroskali. Jego książka jest studium rozpadu demokracji wskutek podziału społeczeństwa na zwalczające się frakcje, kiedy nieliczni stają przeciw wielu. Hoi polloi znaczy po grecku „wielu”. Oligoi to „nieliczni”.

Nie mogę polecić Tukidydesa jako przyjemnej lektury do poduszki, ale jeżeli chcesz się zetknąć z wybitnym intelektem opisującym najdonioślejsze zagadnienia, spróbuj sięgnąć po jego książkę.

Jaki zakup o wartości nie większej niż 100 dolarów miał najbardziej pozytywny wpływ na twoje życie w ostatnim czasie (na przykład w ciągu ostatnich sześciu miesięcy)?

To kosztowało znacznie więcej niż sto dolarów, ale kupiłem elektryczny samochód Kia Soul, a także ogniwa fotowoltaiczne na dach domu. Uwierz mi, jazda samochodem napędzanym energią słoneczną to wielka frajda.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Dopiero co napisałem książkę zatytułowaną The Knowledge, poświęconą mojej ulubionej porażce. I wiesz co? Zrobiła klapę. Powiem szczerze, że kiedy moja trzecia powieść (która, podobnie jak pierwsza i druga, nigdy nie ukazała się drukiem) poniosła żałosną klęskę, byłem taksówkarzem w Nowym Jorku. W tamtym momencie miałem za sobą 15 lat zabiegania o wydanie książki. Postanowiłem się poddać i wyjechałem do Hollywood, żeby zobaczyć, czy nie mógłbym pisać scenariuszy filmowych. Nie pytaj, które filmy są moim dziełem; nigdy ci nie powiem. Jeżeli dowiesz się tego z innych źródeł, ostrzegam: nie oglądaj ich! Jednak praca w branży zrobiła ze mnie profesjonalistę i utorowała mi drogę do sukcesu, który wreszcie stał się moim udziałem.

Gdybyś miał do dyspozycji gigantyczny billboard ustawiony w dowolnym miejscu, co byłoby na nim napisane i dlaczego?

Nie miałbym billboardu i osobiście zlikwidowałbym wszystkie ustawione przez innych ludzi.

Jaka była jedna z najlepszych albo najbardziej wartościowych inwestycji w twoim życiu?

Nigdy nie zainwestowałem w akcje ani nie podejmowałem żadnego ryzyka innego niż związane z moją osobistą działalnością twórczą. Dawno temu postanowiłem, że będę stawiał tylko na siebie. Zaryzykuję i poświęcę dwa lata na pisanie książki, która prawdopodobnie nie znajdzie wydawcy. Trudno. Spróbowałem, nie udało się. Wierzę w inwestowanie we własne wnętrze. Ograniczam się do tego, naprawdę. Jestem sługą muzy. Stawiam na nią każde pieniądze.

Jakie nowe przekonanie, zachowanie albo zwyczaj najlepiej wpłynęły na twoje życie w ciągu ostatnich pięciu lat?

Zawsze lubiłem wcześnie wstawać i chodzić na siłownię. Kilka lat temu dostałem jednak zaproszenie od T.R. Goodmana do wspólnego trenowania w miejscu, które nazywa się Pro Camp. Trzeba przyznać, że jest to pewien „system”, ale w gruncie rzeczy to, co robimy (a zdecydowanie wymaga to treningu w grupie), jest po prostu ciężką pracą. Nie cierpię tego, ale z drugiej strony działa wspaniale. Kiedy rozstajemy się po treningu, T.R. mówi: „Nic z tego, czemu będziecie musieli stawić dzisiaj czoło, nie będzie trudniejsze niż to, co właśnie zrobiliście”.

Co nauczyłeś się skuteczniej odrzucać w ciągu ostatnich pięciu lat? Jakie nowe spostrzeżenia albo metody ci w tym pomogły?

Kilka lat temu miałem okazję odwiedzić firmę zajmującą się dbaniem o bezpieczeństwo gwiazd i chronieniem ich prywatności – inaczej mówiąc, zajmującą się przede wszystkim odmawianiem. Oprowadzająca mnie osoba powiedziała mi, że pracownicy firmy czytają wszystkie napływające do klientów listy, oferty, e-maile itd., po czym decydują o tym, które trafią do adresata. Zapytałem więc, ile przechodzi przez to sito. Okazało się, że praktycznie cała korespondencja jest zatrzymywana. Postanowiłem, że będę traktował nadchodzącą pocztę tak samo, jak pracownicy tej firmy. Które listy wyrzuciłbym do kosza bez czytania, gdybym był strażnikiem chroniącym mnie samego przed zalewem bzdurnych, bezsensownych listów od wszelkiej maści socjopatów? To mi bardzo pomogło.

Co robisz, kiedy czujesz się przytłoczony albo brakuje ci koncentracji?

Mam na siłowni kolegę, który znał Jacka LaLanne’a (wyszukaj jego nazwisko w Google, jeśli nie wiesz, o kogo chodzi). Jack mawiał, że nie ma nic złego w rezygnacji z ćwiczeń na jeden dzień. Tyle tylko, że w tym dniu nie wolno ci jeść. W ten zwięzły sposób dawał do zrozumienia, że nie wolno tracić koncentracji. Jasne, zrób sobie wolne. Zbierz się do kupy. Pamiętaj jednak, że twoją jedyną racją bytu na tej planecie jest podążanie za własną gwiazdą i robienie tego, co podpowiada ci muza. Dzień wypełniony owocną pracą zdumiewająco dobrze wpływa na samopoczucie.

Z jakimi złymi zaleceniami spotykasz się w swoim zawodzie albo obszarze kompetencji?

Cóż za wspaniałe pytanie! Dzisiejsi kandydaci na pisarzy chcą odnieść sukces natychmiast, bez bólu i bez wysiłku. Uwielbiają też pisać książki o tym, jak pisać książki, zamiast wziąć na warsztat jakiś naprawdę ważny temat. Złych rad nie brakuje. Zbierz grono wiernych czytelników. Stwórz platformę. Naucz się oszukiwać system. Inaczej mówiąc, zajmuj się powierzchownymi sprawami, unikając realnej pracy potrzebnej do stworzenia czegoś prawdziwie wartościowego. Główną bolączką naszych czasów jest powierzchowność. Jesteśmy jak rzeka Platte, szeroka na milę, głęboka na cal. Zawsze mówię, że jeśli ktoś chce zostać miliarderem, powinien wynaleźć coś, co pozwoli ludziom oddać się we władanie wewnętrznych sił oporu. Właściwie już to ktoś wynalazł. Nazywa się to internet. Media społecznościowe. To kraina czarów, w której możemy płynnie przechodzić od jednego płytkiego, bezproduktywnego bodźca do kolejnego, przez cały czas pozostając na powierzchni i ani na chwilę nie zagłębiając się w żadne zagadnienie. Źródłem prawdziwej pracy i prawdziwej satysfakcji jest przeciwieństwo tego, co oferuje internet. Ich początkiem jest wniknięcie głęboko w to, czym się zajmujesz – książkę, album, film – i pozostanie tam przez długi, długi czas.„To wszystko wydarzyło się tak nagle i w tak filmowym stylu, że trudno w to uwierzyć. Przypomniałam sobie, że tak naprawdę zawsze chciałam być pisarką. Dlatego jeszcze tego samego wieczora zaczęłam pisać”.

SUSAN CAIN

TW: @susancain

FB: /authorsusancain

quietrev.com

Susan Cain jest współzałożycielką firmy Quiet Revolution i autorką książek Cicha siła introwertyków. Jak dorastać w świecie, który nie przestaje gadać oraz Ciszej proszę… Siła introwersji w świecie, który nie może przestać gadać, które przetłumaczono na 40 języków. Utrzymywały się one na liście bestsellerów dziennika „The New York Times” przez ponad cztery lata, a druga z nich została uznana za książkę roku przez magazyn „Fast Company”, który umieścił też Susan na liście najbardziej kreatywnych ludzi biznesu. Susan jest również współzałożycielką Quiet Schools Network oraz Quiet Leadership Institute, a jej teksty ukazują się w dziennikach „The New York Times” i „The Wall Street Journal”, magazynie „The Atlantic” i innych czasopismach. Jej przemówienie na konferencji TED wyświetlono w internecie ponad 17 milionów razy, a Bill Gates uznał je za najlepsze, jakiego w życiu wysłuchał.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Wiele, wiele księżyców temu byłam prawniczką w korporacji. Miałam ambiwalentny stosunek do swojej pracy i każdy by ci wtedy powiedział, że wybrałam nieodpowiedni dla siebie zawód. Mimo wszystko jednak zainwestowałam w to mnóstwo czasu (dokładniej: trzy lata studiów prawniczych, rok stażu w biurze sędziego federalnego oraz sześć i pół roku pracy w firmie z Wall Street) i nawiązałam wiele bliskich, wartościowych relacji z kolegami i koleżankami z pracy. Kiedy byłam już na dobrej drodze do uzyskania statusu wspólnika w firmie, nadszedł taki dzień, w którym w moim biurze zjawił się starszy wspólnik i powiedział, że nie dostanę awansu. Do dzisiaj nie wiem, czy chodziło mu o to, że nigdy go nie dostanę, czy tylko zamierzał wstrzymać go na nieokreślony czas. Pamiętam tylko, że w żenujący sposób zalałam się łzami w jego obecności, po czym poprosiłam o urlop. Rzuciłam pracę jeszcze tego samego popołudnia i do wieczora jeździłam na rowerze po Central Parku, nie mając pojęcia, co dalej robić. Myślałam, że może powinnam podróżować albo po prostu przez jakiś czas gapić się bezczynnie w ściany.

Zamiast tego – a wszystko wydarzyło się tak nagle i w tak filmowym stylu, że trudno w to uwierzyć – przypomniałam sobie, że tak naprawdę zawsze chciałam być pisarką. Dlatego jeszcze tego samego wieczora zaczęłam pisać. Następnego dnia zarezerwowałam miejsce na organizowanym przez Uniwersytet Nowojorski kursie kreatywnego pisania literatury faktu. Tydzień później poszłam na pierwsze zajęcia i już wiedziałam, że odnalazłam własne miejsce. Nie oczekiwałam wtedy, że zdołam się utrzymać z pisania, ale miałam absolutną pewność, że od tej chwili będzie ono osią mojego życia i będę musiała poszukać sobie jakiejś pracy, którą mogłabym wykonywać na własny rachunek i mieć wystarczająco dużo czasu na pisanie.

Gdybym „odniosła sukces” i zgodnie z planem została wspólniczką w firmie prawniczej, pewnie do dzisiaj wiodłabym żałosny żywot, negocjując transakcje korporacyjne przez 16 godzin dziennie. Nie chodzi mi o to, że nigdy nie pomyślałabym o tym, co innego mogłabym robić, ale dopóki nie miałam czasu i przestrzeni na spokojne zastanowienie się nad życiem poza hermetyczną kulturą kancelarii, nie miałam szans na dojście do tego, co naprawdę chciałabym robić.

Jaka była jedna z najlepszych albo najbardziej wartościowych inwestycji w twoim życiu?

Siedem lat poświęconych na pisanie książki Ciszej proszę… Nie przejmowałam się tym, jak długo to będzie trwało i chociaż oczywiście chciałam, żeby książka odniosła sukces, satysfakcję dawała mi sama inwestycja czasu bez względu na wynik, ponieważ miałam całkowitą pewność, że pisanie w ogóle, a pisanie tej książki w szczególności, jest właściwe.

Pierwszą wersję złożyłam w wydawnictwie po dwóch latach pracy, ale moja redaktorka słusznie stwierdziła, że jest całkiem do dupy. Wyraziła się tylko troszeczkę delikatniej. Powiedziała, że mam zarezerwować sobie tyle czasu, ile potrzebuję, zacząć od początku i napisać to dobrze. Wyszłam z jej biura uszczęśliwiona, ponieważ w gruncie rzeczy się z nią zgadzałam. Wiedziałam, że potrzebuję kilku lat na wywiązanie się z tego zadania (w końcu przed Ciszej proszę… niczego nie wydałam, więc uczyłam się pisania książek od podstaw), i cieszyłam się, że dostałam tyle czasu. Większość wydawnictw w pośpiechu wypuszcza książki na rynek, zanim zostaną dopracowane. Gdyby mnie to spotkało, nigdy nie doszłoby do cichej rewolucji.

Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

Uwielbiam muzykę utrzymaną w smutnym nastroju, w tonacji molowej. Według mnie jest upajająca i transcendentna. W ogóle nie wydaje mi się smutna. Myślę, że taka muzyka mówi w gruncie rzeczy o kruchości, a zatem i drogocenności życia i miłości.

Moim świętym patronem jest Leonard Cohen. Posłuchaj piosenek „Dance Me to the End of Love”, „Famous Blue Raincoat” albo innych jego utworów, w tym oczywiście słynnego „Hallelujah”, będącego tylko wierzchołkiem góry lodowej w twórczości Cohena. Warto też sięgnąć po „Hinach Yafah (You Are Beautiful)” Idana Raichela. To cudowna piosenka o tęsknocie za ukochana osobą, ale też o tęsknocie w ogóle.

Moim ulubionym słowem spośród istniejących we wszystkich językach świata jest portugalskie saudade, będące sercem kultury brazylijskiej i portugalskiej. Oznacza ono mniej więcej słodką tęsknotę za ukochaną osobą lub rzeczą, która prawdopodobnie nigdy już nie wróci. Posłuchaj muzyki zespołu Madredeus albo Cesárii Évory. Moja następna książka będzie w pewnym sensie poświęcona temu zagadnieniu.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłabyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Można usłyszeć mnóstwo historii o ludziach, którzy postawili wszystko na jedną kartę, żeby osiągnąć taki czy inny cel, zwłaszcza w twórczości. Nie wierzę jednak w to, że najbardziej kreatywni jesteśmy wtedy, gdy jesteśmy głęboko zestresowani albo żyjemy na krawędzi ubóstwa czy innej wielkiej katastrofy życiowej. Wręcz przeciwnie. Trzeba tak ułożyć sobie życie, żeby było jak najbardziej komfortowe i udane – i żeby było w nim miejsce na twórczą pracę.

Często się zastanawiam, czy wszystkie te lata spędzone na Wall Street nie były stratą czasu, skoro moim przeznaczeniem zawsze było zgłębianie ludzkiej psychiki i mówienie (a raczej pisanie) prawdy o życiu. Dochodzę do wniosku, że nie. To nie była strata czasu, i to z wielu powodów. Po pierwsze dlatego, że dowiedziałam się tam wiele o tak zwanym „realnym świecie”, który inaczej byłby dla mnie wielką zagadką, a po drugie dlatego, że udział w negocjacjach na Wall Street jest równie dobrym miejscem do obserwowania okazjonalnej śmieszności ludzkich zachowań jak każde inne. Przede wszystkim jednak praca w kancelarii dała mi zabezpieczenie finansowe pozwalające zakosztować twórczego życia. Nie było to beztroskie życie w dostatku, bo aż tyle nie zaoszczędziłam, ale miałam pewną swobodę. Już po rozpoczęciu pisania poświęcałam dużo czasu na rozkręcenie małej firmy zajmującej się wpajaniem ludziom umiejętności negocjacyjnych, żeby móc się utrzymać przez dłuższy czas. Powiedziałam sobie, że moim pisarskim celem jest opublikowanie czegoś zanim skończę 75 lat. Chciałam, żeby pisanie było dla mnie niewyczerpanym źródłem przyjemności i nie wiązało się z presją finansową, czy też, mówiąc ogólniej, presją na osiągnięcie sukcesu.

Oczywiście nie twierdzę, że inteligentny, pełen zapału student z twojego pytania powinien przez dziesięć lat zajmować się finansami, zanim zacznie tworzyć. Powinien jednak na wstępie zastanowić się nad tym, z czego będzie żył. Dzięki temu czas, który będzie poświęcał na realizację swoich twórczych przedsięwzięć – czy to 30 minut, czy 10 godzin dziennie – będzie czasem koncentracji, przepływu i okazjonalnych przebłysków radości.

Co robisz, kiedy czujesz się przytłoczona albo brakuje ci koncentracji?

Uwielbiam kawę i najchętniej popijałabym ją przez cały dzień. Pozwalam sobie jednak tylko na jedną latte w ciągu dnia i to w czasie, w którym pracuję twórczo – częściowo dlatego, że niemal magicznie pobudza mój umysł do pracy, a częściowo dlatego, że wykształcił mi się pawłowowski odruch kojarzenia pisania z przyjemnością picia kawy.„Myślenie o tym, co mnie zadowala, nie daje mi takiej jasności umysłu jak myślenie o tym, co mnie uszczęśliwia”.

KYLE MAYNARD

IG: @kylemaynard

FB: /kylemaynard.fanpage

kyle-maynard.com

Kyle Maynard jest autorem bestsellerów, przedsiębiorcą i uhonorowanym nagrodą ESPY zawodnikiem mieszanych sztuk walki, znanym z tego, że jako pierwszy człowiek bez czterech kończyn zdobył szczyty Kilimandżaro i Aconcagua bez użycia protez. Oprah Winfrey nazwała go „jednym z najbardziej inspirujących młodych mężczyzn, o których kiedykolwiek usłyszymy”. Arnold Schwarzenegger powiedział o nim, że jest „mistrzem ludzkości”, a Wayne Gretzky rozwodził się nad jego wielkością. Kyle cierpi na rzadką chorobę wrodzoną polegającą na tym, że jego ręce kończą się w okolicy łokci, a nogi w okolicy kolan. Pomimo to z pomocą rodziny już w dzieciństwie nauczył się żyć samodzielnie bez użycia protez. Został wybitnym zapaśnikiem (wprowadzonym do National Wrestling Hall of Fame), certyfikowanym instruktorem crossfitu, właścicielem siłowni No Excuses, rekordzistą świata w podnoszeniu ciężarów i utalentowanym wspinaczem.

Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

Diuna Franka Herberta,

Obcy Alberta Camusa,

Bohater o tysiącu twarzy Josepha Campbella.

W jaki sposób porażka (choćby pozorna) ułatwiła ci późniejsze odniesienie sukcesu? Czy masz jakąś swoją „ulubioną wpadkę”?

Trudniej mi przywołać na myśl sytuację, w której pozorna porażka nie skierowała mnie na drogę późniejszego sukcesu. Każdy mój większy sukces ma nierozerwalny związek z jakąś porażką.

Moją ulubioną jest jedna z najwcześniejszych. Moja babcia Betty miała ciemnozielony słój na cukier i często mnie prosiła, żebym nabrał trochę ze środka, ale haczyk polegał na tym, że nie mając dłoni musiałem chwytać wszystko dwiema rękami, a do słoja mieściła się tylko jedna. Siedziałem całymi godzinami, usiłując utrzymać szczyptę cukru na jednej ręce. Dochodziłem do krawędzi słoja, po czym wszystko spadało z powrotem do środka. Po kolejnych 50 próbach prawie mi się udawało, ale w ostatniej chwili znowu gubiłem ładunek. W końcu mi się udawało, czasem ku mojemu własnemu zdumieniu. To ćwiczenie nie tylko pomogło mi rozwinąć sprawność i koncentrację, ale też przyczyniło się do zwiększenia siły woli. Najlepszym określeniem tego uczucia jest fińskie słowo sisu, oznaczające siłę psychiczną umożliwiającą kontynuowanie prób nawet po dojściu do przekonania, że osiągnąłeś granicę swoich możliwości. Nie uważam, że porażka tylko czasem jest częścią dążenia do sukcesu – jest nią zawsze. Kiedy czujesz, że więcej już nie dasz rady, wiedz, że jesteś dopiero na początku drogi.

Gdybyś miał do dyspozycji gigantyczny billboard ustawiony w dowolnym miejscu, co byłoby na nim napisane i dlaczego? Czy są jakieś cytaty, o których często myślisz albo którymi kierujesz się w życiu?

Cytat, który umieściłbym na tym billboardzie, byłby autorstwa mojego przyjaciela, byłego komandosa Navy SEAL Richarda Machowicza: „Dopóki nie jesteś martwy, nie możesz zrezygnować”. Według niektórych ludzi to, że rodzice nie pozwolili mi rzucić zapasów po pierwszych 35 przegranych walkach, zakrawało na maltretowanie dziecka. Niecałą dekadę później mówili, że mam nieuczciwą przewagę nad rywalami. Moje siostry płakały, kiedy czytały komentarze o tym, jak to po zaledwie 20 sekundach walki stanę się pierwszym zawodnikiem MMA, który poniesie śmierć przed kamerami. Uwaga, spoiler: nie poniosłem. Niektórzy twierdzili, że zginę razem z całym moim zespołem podczas próby zdobycia Kilimandżaro, a później Aconcaguy. Jestem gotów się założyć, że większość krytyków nigdy nie postawiła stopy na tych szczytach, w przeciwieństwie do mnie i moich kolegów. Dlatego właśnie tak uwielbiam ten cytat. Jest moją mantrą w najtrudniejszych chwilach. Richard przegrał w tym roku walkę z rakiem, ale zgromadził w życiu więcej doświadczeń niż dziesięciu mężczyzn razem wziętych i do ostatniego tchu żył zgodnie z filozofią zawartą w tym cytacie.

Jaki masz niezwykły albo absurdalny nawyk?

Najbardziej absurdalną rzeczą, jaką uwielbiam, jest chyba cierpienie. To najlepszy nauczyciel, jakiego miałem. Poczucie odmienności spowodowane przyjściem na świat bez rąk i nóg, brutalność większych dzieciaków podczas gry w futbol, złamania nosa podczas stanowych i krajowych zawodów zapaśniczych, dotkliwe zimno i załamanie psychiczne na stromym zboczu góry, strach i niepewność, czy zdołam wyżyć z prowadzenia własnej siłowni – kiedy to przeżywałem, nie było różowo, ale z perspektywy czasu te doświadczenia są moimi ulubionymi. Uwielbiam też ludzi, którzy lubią cierpieć. Mój najlepszy przyjaciel Jeff Gum dopiero za trzecim razem przeszedł mordercze szkolenie komandosów BUD/S, przy czym w trakcie „piekielnego tygodnia” cierpiał na wirusowy nieżyt żołądka i jelit oraz rabdomiolizę. Kiedy ukończył 10. rok służby w Navy SEAL, zapytałem go o najlepszy moment w jego karierze komandosa, a on powiedział, że przeżył go wtedy, kiedy wszystko szło źle, a on widział, że instruktorzy nie cofają się przed niczym, żeby zmusić go do rezygnacji.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłbyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi? Jakie rady powinien ignorować?

Odkąd trafiłem na wezwanie Josepha Campbella, by podążać za tym, co nas uszczęśliwia, stało się ono moim najważniejszym drogowskazem życiowym. Pomaga mi, kiedy godzinami wpatruję się w przestrzeń, siedząc pod prysznicem, jakby ktoś mnie zahipnotyzował. Myślenie o tym, co mnie zadowala, nie daje mi takiej jasności umysłu jak myślenie o tym, co mnie uszczęśliwia. A uszczęśliwia mnie poczucie wolności, kiedy stoję na szczycie góry, albo bryza owiewająca moje ciało na pokładzie katamarana w połowie rejsu dookoła świata. Szczęście to najwyższy wymiar radości życia. Jeżeli zadowolenie jest o jeden stopień wyżej niż status quo, szczęście odczuwasz wtedy, kiedy wiesz, że żyjesz pełnią życia. Wiedz, że podążanie za tym, co cię uszczęśliwia, wymaga odwagi i czasem nie jest przyjemne. Wiedz, że czasem trzeba podejmować duże ryzyko. Wiedz, że inni ludzie nie zawsze będą rozumieli motywy twojego postępowania. Wiedz też, że to, co uszczęśliwia cię dzisiaj, może jutro ustąpić miejsca czemuś innemu. Wtedy będziesz musiał podjąć nowe dążenie.

Z jakimi złymi zaleceniami spotykasz się w swoim zawodzie albo obszarze kompetencji?

Najgorsza rada, jaką kiedykolwiek usłyszałem, dotyczyła rezygnacji z podwyższania stawki za wygłaszane przeze mnie przemówienia. Powiedziano mi, że sam wykluczę się z rynku zbyt wysoką ceną, że nie cieszę się wystarczająco dużym zainteresowaniem mediów, by rywalizować z bardziej znanymi mówcami, bla, bla, bla… Postanowiłem mimo wszystko podnieść stawkę, najpierw stopniowo, a potem nagle dwukrotnie. Teraz otrzymuję dwa razy więcej propozycji niż kiedyś, a ludzie się nawet mniej targują. Żałuję, że nie podniosłem stawki wcześniej. Zyskałem dzięki temu większą swobodę. Pisząc te słowa, wypoczywam na jachcie w Chorwacji, a resztę lata przeznaczę na podróżowanie po Europie. Czas jest jedyną rzeczą, której nie da się odzyskać. Mam nadzieję, że kiedy będziesz to czytał, będę na dobrej drodze do ponownego podwojenia stawki.

Co nauczyłeś się skuteczniej odrzucać w ciągu ostatnich pięciu lat?

Największa zmiana nastąpiła, kiedy wysłuchałem przemówienia pewnego słynnego dyrektora generalnego na temat jego filozofii zatrudniania ludzi. Kiedy jego firma rosła, a on nie miał już czasu na osobiste przesłuchiwanie kandydatów, poprosił swoich podwładnych o ocenianie wszystkich aplikantów w skali od 1 do 10. Było tylko jedno zastrzeżenie: nikomu nie wolno było wystawić oceny 7. Natychmiast pojąłem, jak wiele zaproszeń, które otrzymuję – próśb o wygłoszenie przemówienia, zaproszeń na wesela, na kawę, a nawet na randkę – zasługuje na taką właśnie ocenę. Kiedy uważałem, że coś zasługuje na ocenę 7, zwykle czułem się zobligowany do zrobienia tego. Kiedy musisz wybrać między 6 a 8, łatwiej i szybciej możesz podjąć decyzję, czy skorzystać z danej okazji.Cytaty, nad którymi rozmyślam

(Tim Ferriss, 18 września – 2 października 2015 r.)

„Ludzie myślą, że koncentracja oznacza wybór tego, nad czym należy się skupić. Tymczasem chodzi o coś zupełnie innego. Oznacza odrzucenie setki innych dobrych pomysłów, które się nasuwają. Trzeba starannie je selekcjonować. W gruncie rzeczy jestem tak samo dumny z tego, czego nie zrobiłem, jak z tego, czego się podjąłem. Innowacyjność polega na odrzuceniu tysiąca rzeczy”.

Steve Jobs

współzałożyciel i były dyrektor generalny firmy Apple

„To, czego szukasz, szuka ciebie”.

Rumi

XIII-wieczny poeta perski i mistrz suficki

„Każdy, kto wiedzie życie wedle swoich możliwości finansowych, jest pozbawiony wyobraźni”.

Oscar Wilde

pisarz irlandzki, autor Portretu Doriana Graya„Samowystarczalność jest innym określeniem niedostatku”.

MATT RIDLEY

TW: @mattwridley

mattridley.co.uk

Matt Ridley jest wybitnym pisarzem, którego książki rozeszły się w ponad milionie egzemplarzy, zostały przetłumaczone na 31 języków i zdobyły kilka nagród. Warto wymienić takie tytuły, jak: Czerwona królowa, O pochodzeniu cnoty, Genom, Nature via Nurture, Francis Crick, The Rational Optimist (to jedna z pozycji najczęściej polecanych przez moich gości w niniejszej książce) oraz The Evolution of Everything. Jego prelekcja na konferencji TED, zatytułowana „When Ideas Have Sex”, została odtworzona ponad dwa miliony razy. Jest autorem cotygodniowych felietonów publikowanych w londyńskim dzienniku „The Times” i pisuje regularnie do „The Wall Street Journal”. Jako wicehrabia Ridley został wybrany w lutym 2013 roku do Izby Lordów brytyjskiego parlamentu.

Jaką książkę (albo jakie książki) najczęściej dajesz w prezencie innym ludziom i dlaczego? Ewentualnie wskaż do trzech książek, które wywarły największy wpływ na twoje życie.

Dwiema książkami, które wywarły ogromny wpływ na moje życie są Podwójna helisa Jamesa D. Watsona i Samolubny gen Richarda Dawkinsa. Fascynuje mnie w nich to, w jaki sposób zrewolucjonizowały opowiadanie o nauce, jednocześnie przecierając nowe szlaki w wyjaśnianiu tajemnicy życia. Przeczytaj je, a poznasz bardzo dobrą odpowiedź na pytanie, które nurtowało ludzkość przez miliony lat: „Czym jest życie?”. „Powieść niebeletrystyczna” Watsona była zdumiewającym osiągnięciem literackim i opowiadała o największym odkryciu naukowym XX wieku. Książka Dawkinsa, bardziej niesamowita niż najwymyślniejsza fikcja, napisana jak frapująca powieść detektywistyczna, postawiła na głowie całą biologię ewolucyjną.

Jaki zakup o wartości nie większej niż 100 dolarów miał najbardziej pozytywny wpływ na twoje życie w ostatnim czasie (na przykład w ciągu ostatnich sześciu miesięcy)?

SleepPhones. To opaska na głowę zakrywająca oczy i uszy, wyposażona w ukryte w środku bardzo płaskie słuchawki. Dzięki niej można słuchać audiobooków podczas zasypiania.

Jakie nowe przekonanie, zachowanie albo zwyczaj najlepiej wpłynęły na twoje życie w ciągu ostatnich pięciu lat?

Zwyczaj słuchania książek podczas zasypiania. Dzięki niemu wyleczyłem się z przybierającej nieraz poważną postać bezsenności bez zażywania leków psychoaktywnych ani korzystania z drogiej, a zupełnie daremnej psychoterapii. Mogę też pochłaniać jeszcze więcej książek. Odpowiednio ustawiając czas odtwarzania i cofając się trochę następnego dnia, nie tracę prawie nic z treści.

Jakiej rady dotyczącej wchodzenia w „realny świat” udzieliłbyś inteligentnemu, pełnemu zapału studentowi?

Nie daj się onieśmielić. Ludzie odnoszący sukcesy w większości zawodów nie są wcale bystrzejsi od ciebie. Świat dorosłych nie jest zaludniony bogami, lecz ludźmi, którzy zdobyli najbardziej im odpowiadające umiejętności i nawyki. Warto się też specjalizować – wielkim osiągnięciem ludzkości jest umiejętność specjalizowania się w produkcji określonych dóbr i usług, za czym idzie zróżnicowanie konsumentów. Samowystarczalność jest innym określeniem niedostatku.
mniej..

BESTSELLERY