Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

POCZTÓWKI Z WNĘTRZA GŁOWY-OGRÓD ŻYCIA - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
17 stycznia 2026
59,00
5900 pkt
punktów Virtualo

POCZTÓWKI Z WNĘTRZA GŁOWY-OGRÓD ŻYCIA - ebook

Debiut literacki: ”Ogród Życia”, to ponad 40 barwnych i różnorodnych stylistycznie opowiadań, esejów, baśni, dzienników, reportaży, intymnych listów i wierszy. Zbiór pełen realizmu i fikcji zarazem. W którym dojrzały narrator, występując w różnych osobach podgląda przyrodę i siebie z boku, patrząc na to oczami innych stworzeń czy przedmiotów. A dzięki uważności, zwolnieniu tempa, harmonii z otoczeniem nagle dostrzega wartości, które przeoczył w zabieganym świecie, a które tak na prawdę są na wyciagnięcie ręki. To wielki hołd dla Natury i niezwykła historia przemiany. Ucieczki od pracoholizmu za sprawą inspiracji żony i magii wszechświata. Historie bardzo osobiste i niezwykle uniwersalne. Bliskie każdemu. Wsparte ogromną wyobraźnią wiodą przez codzienność ale dotykają spraw ważnych: uczuć, lęków, relacji, emocji, marzeń, zabawy, miłości i śmierci. „Rekomenduję degustować po 1-3 na raz „- mówi autor - "Nie trzeba pędzić z czytaniem. Spokojnie smakować na dobry dzień i lepszy sen”.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Opowiadania
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397798229
Rozmiar pliku: 11 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

_Miałem o tym nie opowiadać nikomu. Taka była umowa. Przysięga. Własna i wewnętrzna. Ten świat i ten czas miały pozostać tajemnicą._

_Wszystkie ukradkowe spotkania i emocje, których doświadczyłem w tym miejscu, praktycznie minęły. A jedynym żywym świadkiem byłem ja._

_Cała reszta, która to ze mną widziała, od lat milczała. Po części zapewne dlatego, że z naszego punktu widzenia Natura głosu nie ma, co jest oczywiście kolejnym kompletnym absurdem zadufanego w sobie człowieczeństwa._

_Mimo to ja naprawdę czułem, a konkretne przesłanki pozwalały mi wierzyć, że wszystkie te historie kołaczące się w mojej głowie pozostaną w ukryciu._

_Tymczasem, jak zwykle, najsłabszym ogniwem okazał się człowiek. Nie potrafiłem poradzić sobie ze sobą samym. Z kiełkującymi we mnie zalążkami myśli. I nagle, w jednej chwili, te ułamki wydarzeń, drobiny czasu przeszłego, mierzone w skali pojedynczego mrugnięcia okiem, czyli czegoś, co właściwie nie istnieje w osi czasu, zaczęły mnie uwierać niczym okruchy lodu źrenicę baśniowego Kaja._

_Starałem się je wyprzeć, traktować jako złudzenie, zapomnieć albo roztopić jedno po drugim, by dochować jednak obietnicy. Ale im cześciej o tym myślałem, im bardziej skupiałem się na tych ulotnych wrażeniach, tym bardziej stawały się większe, realne, prawdziwe._ _To, co wydawało się jedynie wyobrażeniem, nabierało kształtu, rosło i oddawało energię. Magia i siła tego miejsca działały i nie miałem na to wpływu._

_Naturalne ciepło, zimno, zapach, wilgoć, strach, radość czy spokój wracały. Z płaskiej formy dwóch, trzech zapisanych słów, jak je lokowałem w głowie, gdzieś głęboko, w szufladach minionych czasów, wychodziło nagle teraz coś realnego, dużego. Kształtując dynamicznie swoją trójwymiarowość, szło zaraz o krok dalej, w ten kolejny tajemny wymiar duchowy. Ten, którego jesteśmy świadomi jako dzieci, jako zakochani czy jako praktykujący wiekowe medytacje, ale który jest pomijany przez większość śmiertelników._

_Każda taka stop-klatka w pamięci stawała się całą historią. Dużą i piękną. Przerastało mnie to po wielokroć. Nie umiałem chować tego tylko dla siebie. I nie byłem w stanie upchnąć tego z powrotem do głowy._

_Miałem wrażenie, że chodzę z dowiązaną nad głową niewidoczną chmurą tematycznych balonów z helem, o różnych kształtach i formatach, kłębiących się tłumnie, wpadających jeden na drugi przy najmniejszym moim ruchu, gdyż każdy łączyła ze mną taśma wspomnień. A jedynym sposobem, by uporządkować ten emocjonalny, pączkujący chaos, było przyjrzenie się im, jednemu po drugim, cierpliwe wędrując po tych wstążkach, by rozpleść łączące nas więzi i wypuścić te historie w świat._

_Oto ulotne obrazy chwil, które stały się opowiadaniami… a może esejami, wierszami, bajkami, historyjkami, notkami… czy zabawą słowem, po prostu?_

_Styczeń 2024_SPIS POCZTÓWEK I LISTÓW

1.

prolog 13

1.

i piach 13

2.

ii grudka 14

3.

iii garść 15

4.

iv podmuch 19

2.

list nr 1 od autora wrzesień 2025 21

3.

pocztówka i Ambra-Kadabra! 23

4.

pocztówka ii Origami ze słów codziennych 31

5.

list nr 2 x x x maj 1990 37

6.

pocztówka iii Archeolog i Reporter 39

7.

pocztówka iv Moje własne Sza 47

8.

pocztówka v Kamienne Krowy 55

9.

pocztówka vi Wędrowna Oliwka 61

10.

list nr 3 styczeń 1989 67

11.

pocztówka vii Dywizjon 346 69

12.

pocztówka viii Parasol z liści 77

13.

pocztówka ix Wir 87

14.

list nr 4 Ogród kwiecień 2015 95

15.

pocztówka x Lądowisko 97

16.

pocztówka xi Znak zapytania 105

17.

list nr 5 drzewo czerwiec 2012 111

18.

pocztówka xii Płot, którego nie było 113

19.

pocztówka xiii Windy do nieba 119

20.

list nr 6 galaktyka „Bogini” marzec 2015 129

21.

pocztówka xiv Gwiazdozbiór z chmur 131

22.

pocztówka xv Głowa do góry 141

23.

pocztówka xvi Baśń o oku 145

24.

list nr 7 statki miłości sierpień 1999 159

25.

pocztówka xvii Rysowane wyobraźnią 161

26.

pocztówka xviii Mapa 167

27.

pocztówka xix Którędy na Madagaskar 175

28.

list nr 8 barwimy czas lipiec 2015 185

29.

pocztówka xx Wynurzenie 187

30.

pocztówka xxi Gdy bogowie czekają, aż spadnie im z nieba… 195

31.

pocztówka xxii Smak sekretu 199

32.

list nr 9 list walentynkowy luty 2015 205

33.

pocztówka xxiii Przypominajka 207

34.

pocztówka xxiv Opowieść wigilijna 213

35.

pocztówka xxv Jeśli 221

36.

list nr 10 przed snem grudzień 1989 225

37.

pocztówka xxvi Samotność w plemieniu 227

38.

pocztówka xxvii To takie proste 245

39.

pocztówka xxviii Na trzy! 251

40.

list nr 11 mów mi Kamyczku maj 1990 263

41.

pocztówka xxix Zaproszeni 265

42.

pocztówka xxx Sabat 271

43.

pocztówka xxxi Pieśni ognia 279

44.

epilog 285

45.

list nr 12 Dom maj 1990 287

46.

o serii pocztówki z wnętrza głowy 291

47.

podziękowania 294PROLOG

i piach

_Surrealizm Salvadora Dali czy architektura Antonio Gaudiego zawsze mnie fascynowały i były mi bliskie. Nie spodziewałem się, że stworzenie Ogrodu przy naszym Domu stanie się źródłem tylu wydarzeń tak niezwykłych, że wręcz absurdalnych. A odkrywanie niesamowitych kształtów Natury będzie jak wędrówka w głąb własnej duszy. I że moje wcześniejsze fascynacje sztuką znajdą odbicie tak blisko codzienności._

_Budowę Ogrodu i zaszczepienie życia wokół nowo wybudowanego Domu, w obszarze dotychczas pustym, od początku kreowała moja Żona._

_Ja potrzebowałem czasu, by otworzyć się na ten nowy szlak. Początkowo byłem biernym wykonawcą, fizycznym pionkiem. Ale już chwilę później, kiedy nasza wspólna pielęgnacja tego świata szła dziarsko ramię w ramię w znoju dnia powszedniego, a dni zamieniły się w lata, odczułem bezpośrednio Ogród i jego puls. Każdy rok pozwalał mi dostrzec niezwykłe formy i historie. Uczyłem się tego stopniowo, sezon po sezonie, dojrzewając jak wszystko wokół. Nieudolnie, lecz stale, macając po omacku ziemię pod nowe korzenie, starałem się być partnerem do dialogu z Naturą._

_I robiłem postępy. Fascynujący mnie od dziecka świat Indian, współżyjących u boku przyrody, o których czytałem jako dorastający młodzik, stawał się z roku na rok coraz bliższy. Jego mądrość i prawda przytłaczały. Kiedyś powiedziałbym, że to absurd. Dziś mówię, że to jest właśnie Życie._

ii grudka

_Czas spędzony tutaj stał się dużo ważniejszy niż to, co działo się w pracy. Odkryłem, że wspieranie czyjejś pasji może być zaraźliwe i że sprawia mi satysfakcję._

_A kiedy ja otworzyłem się na Ogród, on pokazał mi, że jego przestrzenie nie mają końca. Zarazem uniósł mnie w górę i zabrał głęboko pod ziemię._

_Jakbym nabrał wiatru w żagle i ruszył na odkrycie nieznanych lądów na tym polnym oceanie okolonym płotem, na którym jednak nie było żadnych granic._

_Miałem niezwykłą możliwość widzieć te wszystkie formy – rośliny, przedmioty, historie – takimi, jakie były naprawdę. Od dnia pojawienia się u nas, przez kolejne sezony; w słońcu, w deszczu, nocą i za dnia. Widziałem je pod pierzyną śniegu, poparzone słońcem i zastygłe rano we mgle. Patrzyłem na ich pierwotne kształty i odkrywałem coroczne zmiany._

_Czasami nie pracowałem, ale podglądałem to wszystko, spacerując._

_Innego dnia – leżąc i patrząc z leżaka z filiżanką cappuccino w dłoni._

_Ale te najciekawsze obrazy i myśli zjawiały się zazwyczaj podczas pracy na powietrzu, kiedy wykonywałem w Ogrodzie sezonowe działania. Żmudne i niełatwe, trwające zazwyczaj kilka godzin i wymagające fizycznie dla ciała, a zwłaszcza mojego długiego_ _kręgosłupa. Często zamierałem, spięty bólem. Kurczyłem się nagle, po czym dźwigałem znów wolno, jęcząc cicho pod nosem._

_I wtedy, jakby w zamian, Natura głosem ptaków, ruchem liści, błyskiem słońca na kamieniu uchylała mi rąbka tajemnicy. Przestawałem oddychać, oślepiony doznaniem, zapominając w ułamku sekundy o niemocy ciała, gdy Ogród nakładał na nie kojący plaster swoją cudowną obecnością._

iii garść

_Teraz wiem, że otwierał przede mną swoje rozdziały stopniowo. Nawet nie miesiąc po miesiącu, ale rok po roku. Obdarzał mnie ⁠historiami z całego świata, przywianymi przez dalekie wiatry w półmroku kłębów chmur, niosących ze sobą zmianę temperatury, i przybyłych wraz z nowymi gośćmi. Czasem wręcz oślepiał palącym słońcem, odcinając wyrazistość barw. Machał kruchym, mizernym, wypalonym źdźbłem trawy jak palcem, by ukazać coś istotnego._

_W inne dni atakował głośno. Krótko – jak telegraf. Wdzierał się do przestrzeni słuchu krzykiem wydartym z wielu dziobów. Szumem skrzydeł przelatujących kluczy, które historie tysiąca przebytych mil drukowały ciemnymi sylwetkami na majestacie nieba. Obserwowałem je, czując posmak tajemnic odległych krain, który osiadał we mnie niczym egzotyczne chińskie znaczki pisane prawdziwym gęsim piórem na pergaminie myśli._

_Ogród zaskakiwał; uczył pokory, zmiany punktu widzenia, zachowania dystansu do wszystkiego. Analizy tematów z różnych stron. Oddalania się i skupiania nagle na istotnym detalu. Niczym doświadczony reżyser cierpliwie podsuwał kadry, pozwalając rozpędzić się naszej wyobraźni; przez pryzmat własnej wrażliwości odebrać i przetworzyć obraz, dźwięk czy ciszę._

_Jak mantrę powtarzał, by pamiętać o nieznajomości własnego losu i uległości wobec czasu. W jednej chwili oferował dziesiątki pięknych i bajkowych scen, by nagle w ułamku sekundy mocą zbliżoną do tej, która przed laty pyłem wulkanu zamknęła usta setek istot w antycznych Pompejach, przypomnieć o ułomności i kruchości. Pukał w nasze okno pustym uderzeniem ptaka o szybę. Obnażał cywilizacyjną ułudę odbitej przestrzeni – niczym slogan reklamy lepszego życia, które oferuje perspektywy, ale w wypadku jednego błędu przekreśla wszystko. Martwym spojrzeniem zderzał nas z twardą rzeczywistością. Śmiał się przy tym z naszej zapobiegliwości i ciemnych sylwetek ptasich drapieżników naklejonych na szybach. Bezradnych wobec decyzji Wszechświata._

_A potem znów beztrosko, jakby nic się nie stało, cieszył oczy pięknem i uczył dostrzegać je wszędzie, kolorowo i barwnie, zawsze inaczej w palecie zjawisk kolejnych miesięcy._

_Miałem wrażenie, że aby prosto wyjaśnić sedno istnienia w wielkim kręgu życia, niczym Leonardo da Vinci w swoim witruwiańskim szkicu, wpisywał moją sylwetkę człowieka w okrągły cykl pór roku. Na nowo korygował i kreślił zasady, karcił zbyt dumnie uniesioną głowę i ambicje, grubą kreską znacząc fakt, że przemijanie wszystkiego bez wyjątku jest zasadą podstawową. Uczył, by czasem podnosić ręce i się cofnąć. Przygotowywał. A w renesansie własnych myśli dawał nadzieję na odrodzenie. Jako nowe. Kolejne. Lepsze._

_Tak. Natura nauczyła mnie spokoju, zamkniętego w klamry dwóch przeciwieństw._

_Zmian._

_Przemijania._

_Odejścia i nadchodzenia._

_Mocy przebijania się i walki o swoje._

_Współpracy i korzystania z cienia, wsparcia innych._

_Każda z tych chwil zadumy była jak punkt mądrości z wielkiej Biblii Życia. I jeśli mogę coś z tego spisać i przekazać, to chcę_ _spróbować, tylko po to, by podzielić się tymi chwilami z innymi. Na kontrze do głupoty jednostek i masy ludzkiej, zalewającego nas ⁠morza cierpienia i łez oraz faktu, że nie każdy przecież dzień niesie nam dobre wieści – chcę skupić się w tym tomie na pogodnej karcie życia._

_Stoję przed kramem ze wspomnieniami i mogę sięgnąć na stojak, wybrać i szybko wysłać do odbiorców pocztówkę słoneczną, pozytywną, może nawet przelukrowaną momentami i lekko groteskową w swojej formie, ale taką, która pozwoli na chwilę zapomnieć o ciemnych stronach życia. Wywoła uśmiech i da nadzieję, siły na zrobienie następnego kroku, i dalej, i jeszcze._

_Wiedza, która przyszła i na co dzień przychodzi do mnie z Ogrodu, przydaje mi się w zderzeniu z innymi ludźmi. Relacje ⁠są bardzo istotne. Mamy na siebie ogromny wpływ. Akcja uruchamia reakcję. Zwłaszcza że jesteśmy elementem większej całości, biegniemy ⁠w stadzie, ale przecież nie możemy zapominać, że ostatecznie żyjemy sam na sam… ze sobą._

_W każdej chwili zadumy, w czasie choroby, w złości, radości, zamyśleniu, podczas gapienia się w lustro – zawsze – możemy spojrzeć w oczy tylko… sobie samemu._

_I kiedy nagle to do nas dociera, zazwyczaj raptownie, gdy czujemy, że tak naprawdę jesteśmy sami, czemu tak bardzo nas to zaskakuje?_

_Bo przecież jako sławetni_ Homo sapiens _(wszak sami określamy się tak mądrze), pretendując na co dzień do miana Człowieka, czujemy moc. Ten tytuł ma wartość i siłę._

_Ulatuje nam jednak to, że jest on zarezerwowany dla osobnika jako jednostki. Bo gdy obok nas pojawia się druga osoba, zmieniamy się nagle w Ludzi. A wzajemne oddziaływania, wpływy, animozje, postawy, gombrowiczowskie gęby i różne rodzaje zachowań niosą za sobą natychmiast gmatwaninę relacji. Zmiany postępowania._ _Dobre i niestety często złe. A wtedy nasz gatunek traci momentalnie punkty w rankingu._

_W tej laurce, kalkomanii wielu dni, szukam zatem promieni słońca. Bo wydaje mi się, że im bardziej jesteśmy świadomi dobrej strony naszego człowieczeństwa jako jednostki, tym więcej potem z tego możemy ofiarować innym w codziennym kontakcie._

_W jednej z przypowieści był już poruszany motyw ogrodu jako miejsca idyllicznego:_

_Kiedy to: „Dawno, dawno temu…” nasi prarodzice, Adam i Ewa, żyli w utopijnym, bajecznym raju. Ale przez człowiecze słabości utracili skarb i musieli ruszyć na tułaczkę, by szukać do niego drogi na nowo. Jak widać, niełatwy to cel._

_Ufni jednak drepczemy dalej, od tysiącleci wypatrując miejsca, gdzie moglibyśmy się schować przed całym złem tego świata. Odpocząć. Nabrać sił. Wiary._

_Szukamy, wędrując tym szlakiem._

_W tej literackiej wizji pozwalam sobie mieć wrażenie, że każdy z nas ma swój ogród wokół siebie. Jest duży lub mały, w mieście, wiosce, na plaży, w górach, na łodzi, w aucie, na biurku, na stole, gdziekolwiek. Człowiek kreuje go sobie na swój indywidualny sposób – odzwierciedla bowiem to, czym się otaczamy._

_Może nas żywić, bawić, kreować, uczyć czy pozwalać nam wypocząć, ale może też nas deprymować, smucić, przygnębiać, wpędzać w chorobę, a nawet powoli zabijać. Zależy, jak chcemy go widzieć, bo sami tworzymy ten jego wizerunek._

_Dla mnie Ogród Życia zaczyna się w głowie. Patrząc z perspektywy czasu, tak było też w naszym przypadku._

_Wizja. Reakcja. Praca i jeszcze raz praca. Nad wszystkim wokół i nad samym sobą._

_Dostaliśmy szansę obcowania z czymś niezwykłym, znajdującym się tuż pod nosem, a jednocześnie byliśmy po części jego_ _kreatorami i budowniczymi. Teraz wiem, że te relacje i efekty, które powstały, są echem nas samych. Dlatego zapewne tak mi tu dobrze._

_Łapię się na tym, że szukam chwil, kiedy wyłączę się ze świata ludzi i ruszę na dźwiękowy, wizualny czy mentalny spacer z tą energią wokół naszego Domu. Złapię kontakt z bliską mi przestrzenią na zasadzie energii, a nie Bluetootha._

_Zgodnie ze swoim rytuałem po powrocie z pracy zdejmuję zegarek i odkładam telefon. To taka próba zatrzymania czasu. Bo czas nie ma znaczenia. Cieszę się, że jestem, póki jestem._

_Mam wielkie szczęście i chciałbym o nim opowiedzieć, podzielić się z Wami._

_To jest mój i nasz Ogród Życia._

_A te zapiski z przydługiego prologu są jak wiadomość rzucona w butelce przez rozbitka na fale życia i niosą treść, która mogłaby zaskoczyć znalazcę. Bo brzmi: „Nie ratujcie mnie. Jest mi tu dobrze. Zostaję”._

iv podmuch

_Choć dawniej na rewersie wysyłanej kartki kreślono tylko kilka słów, Pocztówki z Wnętrza Głowy zawierają ich ciut więcej, bo chciałbym, by stały się one dla Kogoś podmuchem dobrego wiatru w żagle codzienności._

_Są ludzie, którzy potrafią malować; uchwycić daną chwilę na płótnie._

_Inni budują w odbiorcach świat, układając dźwięki na pięciolinii._

_Ja staram się w ramach białej kartki zeszytu złapać moment z życia, kiedy obrazy w mojej głowie i myśli tworzą pewien pomost pomiędzy rzeczywistością wokół a marzeniami, i pozaginać go,_ _poukładać tak, by stworzył czytelną formę, której widok da mi nową energię. A najczęściej ma to miejsce w relacji z Naturą._

_Mam świadomość, że wokół żyją tysiące istnień, tuż obok nas, a jednocześnie w swoich własnych światach. Każde z nich ma swoje wspaniałe „ja”. W zebranych tu opowieściach niejako oddaję im głos, ale w formie osobistej liryki, bo całość wychodzi bardzo ze mnie, przez mój pryzmat. Czując, jak bardzo te nasze światy się przenikają i są ze sobą splecione, pozwalam sobie, czasem bezczelnie, wejść w rolę tego czegoś lub też kogoś z drugiej strony. Całkiem „po ludzku” zerknąć na ten świat i siebie, ale z innej perspektywy; z perspektywy zwierzęcia, rośliny, rzeczy. Dlaczego nie? Tak modne jest obecnie szukanie tożsamości przecież._

_To trochę wyraz mojego buntu romantycznego, chęci odrzucenia norm i stworzenia cyklu łączącego różne style literackie, a trochę na pewno efekt wykształcenia aktorskiego, gdzie granie innych ról jest szukaniem drogi „do i dla siebie samego”._

_A każdy ogród ma przecież wiele własnych dróg i ścieżek. Innych dla każdego. Drepczemy po nich. Błądzimy. Ważne, by odnaleźć w końcu własny szlak. I dobrze się na nim czuć. Czego i Wam życzę._list nr 1

WRZESIEŃ 2025

_To list do czytelników, który powstał, gdy autor przeczytał na spokojnie wszystko, co napisał i zebrał w tym tomie._

_OD AUTORA_

to jest Laurka na czas wojny

na czas znieczulicy emocji

na codzienny spacer wśród medialnych budek

karmiących nas papką sensacyjnych newsów

na czas, gdy w rozmowie zamiast oczu naprzeciw

widzimy ekran ikonek i kreacje sztuczności

na czas kultu kryminałów

gdzie ofiary stają się bohaterami literackimi

a mordercy idolami

na dziś, gdy sensacja jest monetą

a wiral zasięgu gwarantuje chleb

gdy mądre treści przestają się liczyć

bo liczy się tylko suma lajków

na godziny pracy, której za dużo

na lęki, które gryzą

i na wszystkie inne smutki

na dobry dzień i lepszy sen

na wielość potrzeb zagubionego człowieczeństwa

ofiarowuję ten panegiryk naszych czasów

w koszu kartek niosę bukiet lukrowanych słów

bo wierzę, że warto szukać własnej utopii

która jak dawniej baśnie i opowieści przy ogniu

da nam siły na dalejpocztówka i

AMBRA-KADABRA!

_bajka na wschód dnia_

Nie zawsze była mała

Ale tak się przyjęło i tak już ją wołali

Mała, ale nie Malutka

I może dlatego, że była taka

I życie jej nie oszczędzało

Stała się mądra i mocna

A ci, którzy ją spotkali, wiedzieli o tym

Bardzo dobrze

Dawno, dawno temu

Usłyszała, że jest Ktoś, kto zna

Przyszłość i ma kontakty po drugiej stronie

Nie wierzyła we wróżby… ale poszła

Pytała o różne rzeczy i wiele się dowiedziała

Dziwne było to doznanie

I rozmowa była dziwna

Zwłaszcza kiedy na koniec nagle ta Kobieta

Wcisnęła jej w dłoń zawiniątko

Mała poczuła kulkę papieru w palcach

Zanim zdążyła się wzbronić

„To ziarno i słowa, schowaj dobrze” – rzekła Wieszczka

„Gdy dojdziesz tam, gdzie będziesz chciała osiąść

I już zostać…” – zwiesiła głos

„Tam zasadź to ziarno

To krzew, który jest balsamem” – odparła na pytanie

Które zdawały się zadawać rozszerzone źrenice Małej

„Tylko pamiętaj, musi być podlany na początek miłością

A potem…” – Wieszczka spojrzała jej głęboko w oczy

Mała poczuła, jak coś dotyka jej stóp od wnętrza

Przenika ją całą

Jakby stała się przezroczysta

„Potem” – mówiła Baba dalej

A Mała starała się skupić, choć cała dygotała

Nie chciała uronić żadnego słowa

„Po trzykroć wypowiedz zaklęcie, które jest tu zapisane

Nie! Nie odwijaj teraz!” – Wieszczka złapała Małą za rękę, widząc, co chce zrobić

„Idź już” – fuknęła nagle. „Inni czekają

Nie jesteś sama na świecie z problemami”

Więc Mała wyszła

A potem długo, długo szła

Za nią zostały liczne dni i noce

Wędrowała latami. Zimą i wiosną

A zawiniątko ściskała pod sercem

Aż doszła do lasu przy stawach

W których nie było wody

Obok jak okiem sięgnąć ciągnęło się pustkowie

Może nie pustynia czy step

Ale na pewno też nie łąka

„Mogłaby nią być” – pomyślała Mała

I uśmiechnęła się

I zaczęła patykiem rysować fundament

Tu zbuduje swój szałas, blisko lasu…

Niezwykły Dom. Bo już miała wizję

Kręgu, który spaja mury

Trzeba było tylko czasu, by powstał

Ale w końcu zaczął rosnąć w oczach

A nie tylko w wyobraźni

To dawało jej nowe siły

Spodobał się jej, a także ludziom

I zamieszkała w nim, na górce pod lasem

Jak wykrakała jej Baba nie Jaga

Pewnej nocy nie mogła spać

Żaby kumkały w stawie, ptaki śpiewały

I wiatr gwizdał na tyczkach szałasu

Noc jak każda inna tutaj – zdawałoby się

Ale Mała leżała z otwartymi oczami

I słuchała bicia własnego serca

Tocząc poważną rozmowę

Sama ze sobą

Wtedy podjęła decyzję

I w jednej chwili poczuła się Duża

Po raz pierwszy

Jakby już zrobiła coś wielkiego

Wyszła przed Dom do Ogrodu

Było ciepło, a jej zrobiło się nawet gorąco

Gdy bezwiednie ruszyła dalej

Zrobiła dziewięć dużych kroków na początek

Na boso

Od skraju tarasu w głąb Ogrodu, w stronę wielkiej pustki

A potem dotknęła zawiniątka na swoim brzuchu

Tego, które nosiła od dawna przy sobie

Nie pamiętała już, co prawda, od ilu dni kryła pod sercem to ziarno

Coś podarowanego jej przez obcą osobę

Nie pamiętała już, ile dni wierzyła

Że wydarzy się coś niezwykłego, dobrego

Nie miała pojęcia, co dojrzewało cały czas

Ale czuła

Że teraz jest gotowe

I w tej nieświadomości swojej – małej

Która nie znała zagrywek Absolutu

Czuła intuicyjnie, że tak trzeba

Wyciągnęła zawiniątko na wyprostowanej dłoni

I ostrożnie odwinęła pogiętą karteczkę

Którą ściskała i upychała od dawna

W kieszeniach, chustach, schowkach

Jakby odbezpieczała granat, nie znając siły jego rażenia

„Wiesz, w życiu nie jest łatwo” – powiedziała do małego ziarna

Tak jak tamta Kobieta mówiła wtedy do niej

Ukazało się jej na dłoni i było naprawdę drobne

I wtedy poczuła się Duża po raz drugi

Cieszyła się, że dotarła do tego momentu

Bo można dokonać wielu rzeczy, jeśli się bardzo chce

Jeśli wyobraża się je sobie

Dotyka się ich w myślach i wierzy w sukces

„Nie martw się, będziesz tu sobie rosło, malutkie, a ja cię osłonię”

Uklękła i zrobiła palcem otwór w stepowej glebie

Czekała chwilę, aż pierwsze promienie słońca wyjdą zza lasu

I zasadziła krzak o świcie

Nie za głęboko, jakby nie chciała się rozstawać z ziarenkiem

Dopiero wtedy spojrzała na dziwne litery

Które były wyrysowane na pogiętej kartce

I przeczytała je powoli, sylabizując prawie

„_Am-bra-Ka-da-bra”_

I powtórzyła

I trzeci raz ciut głośniej

Sama nie wiedząc czemu, zapłakała nagle

Z radości i szczęścia, jakie czuła

A kiedy jej łzy spadły na grunt nad ziarnem

Otworzyło się niebo i spadł deszcz

Chociaż nie padało od wielu dni

Nawet nie zauważyła wcześniej chmur

Nie wiedziała, skąd przyszedł ten deszcz

Tego dnia jednak świat wokół był mokry

I ona też

Na początku nic się nie wydarzyło

Aż nagle wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko

Tak szybko, że ciężko to opisać

Bo najpierw doleciało ją echo słów

_Ambra-Kadabra_ – jakby z głębi serca

Choć głos wydobywał się spod ziemi

I wtedy z gleby wyłonił się mały pęd

Który przemówił, a może bardziej wymamrotał

„Ja cię osłonię, Mała”

O dziwo, znał jej imię

I mimo że sam zdumiony był nieco światem, do jakiego trafił

To otrząsnął się w okamgnieniu

I niczym zielony wąż ruszył w górę

Wijąc się w powietrzu wokół niewidzialnej osi

I zanim Mała się obejrzała

Urósł błyskawicznie o kilka długości

„Miałeś być krzewem” – chciała powiedzieć

Gdy zadarła za nim głowę w niebo

Ale zatrzymała tę myśl niewypowiedzianą

Tak bardzo zachwyciło ją to, co widziała

A roślina podzieliła się i stała się naraz dwoma pniami jednego

I pchała się w górę dalej, barwiąc przestrzeń bajecznymi kolorami liści

Od jaskrawozielonych, przez tonacje żółci i brązu, do bordo czy czerwieni nawet

„Jak malarka szukająca najlepszego odcienia i rozmazująca próbki na kawałkach płótna

Albo jak dama, która stroi się na bal i nie umie wybrać sukni” – pomyślała Mała

Ale nie powiedziała tego głośno

Bo jej dusza uniosła się nagle

Patrzyła teraz na to wszystko z lotu ptaka

A może po prostu z okna na dachu domku

Widziała, jak drzewo, które miało być krzewem

Rośnie, tworząc oś w centrum Ogrodu

I nagle wiedziała już, gdzie sadzić inne rośliny

By mogły mościć się w jego cieniu

Znajdywać swoje miejsca i lokować się wygodnie

Czuła, że teraz łatwiej jej komponować Ogród

Jakby zasilanie całości było wsparte mocą podziemnych korzeni Ambrowca

Które pchały w górę i wspierały tych mniejszych wokół

I służyły im za wzór

Mała poczuła się Duża po raz trzeci

A jej dusza często się unosiła

I krążyła nad tym wszystkim

Nocą, kiedy spała, a czasem za dnia

Gdy zamykała na chwilę oczy na leżaku w słońcu

To wystarczyło, by potem wiedziała, gdzie dotknąć

Co zmienić w Domu-Ogrodzie

A gdy kończyła pracę, stawała na chwilę przed drzewem

Wspierała i zawieszała na nim wzrok

Zawsze, gdy rozpoczynała i gdy kończyła swój spacer

Bo było tu osią

Epicentrum Ogrodu

„Jesteś okładem dla duszy” – powiedziała mu kiedyś

„Wiem” – odparł Ambrowiec, patrząc z góry

„Bo na drugie mam… Balsamiczny, Malutka”

I zaśmiał się, jak to tylko drzewa potrafią

Głośno, aż liście posypały się na trawę

I śmiała się wtedy razem z nim, długo

Przypominając sobie, że kiedyś przecież była zwana Śmiechacką

A z nimi rechotali wszyscy wokoło, jak żaby

Nawet płot trzeszczał rubasznie

Aż prawie się rozleciał cały

_PS. Fajnie, jak nas nosi wzdłuż konkretnej osi._
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij