Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Pod słońcem Italii - ebook

Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
15 lipca 2020
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Pod słońcem Italii - ebook

Zakosztuj dolce vita!

Frances Mayes, uwielbiana znawczyni Italii i autorka światowych bestsellerów, m. in. Pod słońcem Toskanii, wraz z Ondine Cohane oprowadzają po mało znanych perełkach Włoch, zapraszają do miejsc położonych z dala od typowych tras, dzielą się niepowtarzalnymi doświadczeniami. Przemierzyły wszystkie 20 włoskich regionów, by dotrzeć do tej prawdziwej Italii: najciekawszych miasteczek, najlepszych lokali, targowisk, sklepów, winnic, kościołów, galerii, muzeów i plaż. Ich odkrycia zilustrowano ponad 370 urzekającymi fotografiami, a całość tworzy inspirujący, niezwykle barwny i magiczny portret Włoch. To lektura obowiązkowa dla chcących odkryć to, co we Włoszech najlepsze i niepowtarzalne.


Wraz z Ondine przemierzyłyśmy Włochy wzdłuż i wszerz, z północy na południe, ze wschodu na zachód. Poszukiwałyśmy tego, czego nie znalazłyśmy gdzie indziej: świeżego spojrzenia na dynamiczną teraźniejszość kraju. Znalazłyśmy hotele jedyne w swoim rodzaju, kucharzy wybiegających myślami w przyszłość, pomysłowe sklepy, nową architekturę winiarni, dobrze rokujące okolice, poznałyśmy sekrety znanych miejscowości, przeoczanych pisarzy, najbardziej dziewicze plaże, a nawet nową generację koktajlbarów. Zakochałyśmy się w tym kraju na zabój.

– Frances Mayes

Kategoria: Podróże
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8053-782-8
Rozmiar pliku: 38 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp

Podróż, którą odbyłam, by napisać tę książkę, była radosnym przeżyciem.W końcu mogłam zatrzymać się przy greckich ruinach w Kalabrii, skosztować wiejskich makaronów na Sardynii, podziwiać wodospady Trydentu-Górnej Adygi, przyglądać się w Apulii wyrabianiu mozzarelli z mleka bawolic i wędrować wyjątkowymi szlakami w Dolinie Aosty. Przetrząsnęłam wszystkie dwadzieścia regionów Italii. W końcu zaczęłam poznawać ten kraj. Nadal mam wiele do zobaczenia.

Cóż za wspaniała wyprawa! Znacznie pogłębiła poczucie, czym jest przygoda. Zapomniane przez czas borghi (wioski) Abruzji i Molise; rozkosze podniebienia w Emilii-Romanii; radosne sycylijskie kościoły barokowe jakby wzniesione z bitej śmietany; turkusowe wody Marche i tamtejsze plaże, które w oczach Amerykanki z Południa wyglądały jak wysypane białym grysem. Peryferie Lombardii dające wieczną szczęśliwość. I te posadowione niczym orle gniazda ustronia w górach wokół Bolzano i Merano, z leczniczymi wodami i pożywną górską kuchnią. Polubiłam zwłaszcza małe piemonckie warowne miasteczka otoczone winoroślami w falujących rządkach starannie dzierganych oczek. Poznawanie Północy było wielką niespodzianką. Myślałam, że wraz z przybliżaniem się do Austrii i Szwajcarii i słyszeniem języka niemieckiego ubędzie nieco włoskości. Nic podobnego. Kulturalna mieszanka pograniczy porywała. Przyswoiłam nowe słowo: ekoton – strefa przejściowa między dwoma środowiskami. Krzyżowanie dziejów wzmogło moje uwielbienie dla Włoch.

Jakież cudowne jest odkrywanie tradycji kulinarnych każdego regionu: niesłychanie zróżnicowanych i namiętnie kultywowanych. Nie wątpię, że we Włoszech trafia się marne jedzenie. Ale nie wiadomo gdzie, gdy kieruje się nosem i intuicją. Nawet przyautostradowe autogrille serwują kuszące panini. Czasem kafeteria oferuje makarony, mięso z rusztu i świeże warzywa. Wszystko na stacji benzynowej! Jak to możliwe? Otóż Włosi nie tolerują kiepskiego jedzenia. Moja wizja raju: niedzielne wyjście do miasta, około południa, i znalezienie lokalu – dzięki aromatom snującym się od drzwi – w którym w buona domenica miejscowi zasiądą do pranzo (obiadu).

Urządziłam kilkanaście kulinarnych – zwłaszcza serowych – i winiarskich eskapad, chcąc skosztować wszystkiego. Przyjemnością było tropienie rozmaitości tak ważnego „chleba włoskiego powszedniego”. Każdy – od niesolonych toskańskich bochenków z twardą skórką po apulijskie trzy i więcej kilogramowe tortopodobne bochny, miękkie liguryjskie focaccie i płaskie sardyńskie chleby – ma smak miejsca pochodzenia.

Tak starożytna Italia jest w istocie dość młoda. Ongiś rozczłonkowana została zjednoczona w 1861 r. W schedzie otrzymała języki i zwyczaje upowszechnione przez osadników, najeźdźców i despotów. Utrudniające przemieszczanie surowe góry skutkowały powstaniem odizolowanych osad w Apeninach i Dolomitach. Feudalna mezzadria (dzierżawa za część zbiorów) była w istocie poddaństwem, czyli przywiązaniem do ziemi. Mieszkańcom Państwa Kościelnego nie wolno było przekraczać granic bez pozwolenia. Wszystko razem doprowadziło do powstania mocno zindywidualizowanych światów. Italią władali papieże, dynastia sabaudzka i Burbonowie (Królestwo Obojga Sycylii). Od północy po południe półwyspu rządy zawiadywały własnymi terytoriami, brakowało natomiast władzy centralnej.

Włochy obszarem odpowiadają mniej więcej Arizonie. Wyobraź sobie, że w tym stanie są Rzym, Wenecja, Mediolan, Florencja i kilka innych fascynujących miast.

Komenderowana przez Giuseppe Garibaldiego, zagorzałego narodowca, zbieranina najpierw podbiła Sycylię, a na półwyspie ruszyła na północ. Nierzadko jedynym orężem czerwonych koszul były narzędzia rolnicze. Zjednoczenie! Dziś niemal w każdym włoskim mieście jest piazza Garibaldi.

I co? Do pełnego zjednoczenia nigdy nie doszło. Kraj nie zechciał się złączyć w harmonijną całość. Trwał nienaruszony osobliwy zlepek dialektów, potraw, sztuki i architektury. Italia pozostała najbardziej urozmaiconym państwem na świecie.

W wielkim skrócie. Włochy obszarem odpowiadają mniej więcej Arizonie. Wyobraź sobie, że w tym stanie Południowego Zachodu są Rzym, Wenecja, Mediolan, Florencja, Turyn, Siena, Palermo i kilka tuzinów innych fascynujących miast. Pięć tysięcy sześćset muzeów i stanowisk archeologicznych. Ale na tym nie koniec. Italia ma na liście światowego dziedzictwa UNESCO więcej miejsc niż którykolwiek kraj świata.

Obcując z takim pięknem i humanizmem, nabiera się pewności. Lśniąca, wręcz nie z tego świata katedra w Orvieto. Majestatyczny Marek Aureliusz konno na rzymskiej piazzy del Campidoglio. Ozdobione freskami trydenckie pałace wyglądające jak średniowieczne gry planszowe. Niewyalienowana sztuka jest tak oczywista jak powietrze.

W Wenecji w drodze po chleb przejdź obok bielusieńkiego Il Rendentore – kościoła Palladia. Chłoń widok. Powiększa poczucie tego, co możliwe. Gdy w Troi w Apulii spoglądam znad filiżanki cappuccino na kamienną rozetę XII-wiecznego duomo, lekką jak papierowa serwetka, dociera do mnie, że miejscowi od stuleci codziennie patrzą na ten cud. Każdego ranka, przechodząc przez park w Cortonie, pozdrawiam baraszkujące w fontannie delfiny i nimfy. Wszystko to podnosi na duchu.

Przy całej rozmaitości Włochy mają jednak cechy wspólne: humor i animusz. Posunę się do uogólnienia: podczas wszystkich podróży związanych z tą książką spotkałam jedną nieuprzejmą osobę – hotelową recepcjonistkę. Była okropna, po prostu sztywna i opryskliwa. Odporna na przyjazne gesty.

Ale dominuje norma. Kucharze wychodzą, by porozmawiać, muzealni strażnicy pragną podzielić się opinią o Giotcie, ksiądz towarzyszy zwiedzaniu kościoła, serowar proponuje degustację, właściciel gospody ofiarowuje słoik dżemu, a kierowca zbacza z trasy, żeby pokazać ulubioną miejscowość na wzgórzu. Wręcz czuje się tę wielkoduszność. Po skosztowaniu dwóch smaków lodziarz stawia pistacjowe. Musisz spróbować! Poobiednia ziołowa mikstura – spécialité de la maison – pojawia się w ślad za rachunkiem: dar. Ci dawni mnisi, klęczący na zimnych kamiennych posadzkach, wymyślili rozgrzewające likiery; korzystali z roślin, jakie mieli pod ręką: sosnowych igieł, nasion kopru, liści oliwek, korzeni dzięgielu i kory. Te digestivi działają. Wieczory kończą się na wydłużonym, łagodnym rauszu.

Inna cecha, która wydaje się przekraczać granice regionów – battuto, czyli nieustanne przekomarzanie – jest kluczem do rozumienia Italii. Jakże cudownie uchwycił to Ernest Hemingway w Pożegnaniu z bronią. Wszędzie, dokąd trafiałam, ludzie kochali dokazywać, być górą, mieli przyjemność z nabierania. Wystarczy się celnie odgryźć, zażartować i już jesteś swój. To składnik wylewności w codziennych kontaktach. Zawsze zauważam, że na moje buon giorno napotkany Włoch odpowiada BUON GIORNO, donośniej, rozkładając ramiona i akcentując „gior-”. Jakby spotkał najwłaściwszą osobę w ten niebywały poranek.

Wystarczy nawiązać kontakt, by sprowadzić nimb serdeczności, choćby przelotnie. Dlatego pamięta się tamtego baristę w tamtej maleńkiej miejscowości, signorę, która ostrzygła w Bolonii, dentystę w Wenecji Euganejskiej żartującego podczas ratowania pękniętej koronki. Ja ich dobrze pamiętam!

Podróż to zawsze skok w nieznane, do nowych światów: 20 susów we Włoszech. Czyż to nie ekscytujące? Każdy region jest wyjątkowy. To, co niepoznane, połyskuje przed oczyma.

Wzdłuż eliptycznego kanału na padewskim Prato della Valle ustawiono posągi wybitnych intelektualistów i renesansowych przywódców.

Piero M. Bianchi/Getty ImagesJak korzystać z książki

By napisać Pod słońcem Italii wraz z Ondine, współautorką, przemierzyłam kraj wzdłuż i wszerz, z północy na południe, ze wschodu na zachód. Zakochałyśmy się w nim na zabój. Wprawdzie od lat mieszkamy w Toskanii i sporo jeździłyśmy po Włoszech, lecz potrzeba wspólnego odwiedzania miejsc dotąd niewidzianych ekscytowała. Rzuciłyśmy się w wir przygody.

Poszukiwałyśmy tego, czego nie znalazłyśmy gdzie indziej: świeżego spojrzenia na dynamiczną teraźniejszość kraju. Mieszkając w Italii, wiemy, że obecnie szybko prze do przodu. Znalazłyśmy hotele jedyne w swoim rodzaju, kucharzy wybiegających myślami w przyszłość, pomysłowe sklepy, nową architekturę winiarni, dobrze rokujące okolice, poznałyśmy sekrety znanych miejscowości, przeoczanych pisarzy, najbardziej dziewicze plaże, a nawet nową generacje koktajlbarów.

Ondine – projektantka hoteli, znawczyni stylu, obieżyświat –jest za pan brat z tym, co najnowsze. Jako maratonka szczególnie lubi aktywności pod gołym niebem, często pomijane w podróżach po Włoszech. Uzupełniałyśmy się upodobaniami. Uwielbiam odkrywać zadziwiającą sztukę, daję upust sommelierskim zapędom, napawam się pięknem każdego regionu. I po drodze degustuję.

Książka jest naszym bardzo osobistym spojrzeniem na dzisiejszą Italię. Wszystkie rekomendacje dostępne są online, choć zamieściłyśmy też informacje o tym, co mało znane.

Większość miast ma biura turystyczne oferujące mapy, najnowsze informacje o lokalnych atrakcjach, wynajmie jednostek pływających, szlakach, godzinach działania wyciągów i specjalnych wydarzeniach. Jako źródło ogólne polecamy publikacje z serii Blue Guide. Inspiracji do myszkowania dostarczą witryny I Borghi più belli d’Italia (Najpiękniejsze osady Włoch) i prowadzona przez Touring Club of Italy Bandiere Arancioni (Pomarańczowe flagi), obie z listą miejsc wyjątkowych pod względem kulturalnym i historycznym. Dobre apki, takie jak Vivino, są nieocenione przy rozszyfrowywaniu win z mało popularnych okolic. Stale sięgamy po wygodny, corocznie aktualizowany przewodnik Italian Wines wydawany przez Gambero Rosso.

Jestem autorką wstępów do każdego regionu, zamieściłam w nich swoje wrażenia i odkrycia. Rekomendacje dotyczące wina i innych znalezisk zawarłam w felietonach zatytułowanych Ulubione przez autorkę. Wszystko, co niezbędne do zaplanowania udanej podróży, zebrała Ondine w częściach zatytułowanych: Atrakcje regionu, Okiem znawcy, Nie każdy wie, Dach nad głową i To, co najlepsze.

Z wielką przyjemnością porównywałyśmy notatki, biesiadując w trattorii opodal wspaniałej piazzy w Pienzy, gdzie mieszka Ondine, bądź sącząc coś musującego na moim cortońskim tarasie ocienionym lipami. Mamy nadzieję, że pełna werwy wesoła współpraca zachęci do poszukania przygód w Cogne, nad Jeziorem Trazymeńskim, w Alghero i dziesiątkach innych kuszących miejsc.

Ci vediamo in Italia – do zobaczenia we Włoszech!Ruszaj w góry lub do miast uznawanych za najwyrazistsze w kraju. Północna Italia ma prawdziwe gwiazdy – od mody po wino.

Witamy w najbogatszej części Włoch, gospodarczo, ale też pod względem rozmaitości geograficznej. Góry przyciągają łazików. Miasta, m.in. Mediolan, interesują bankowców i ludzi związanych z modą. Wenecja proponuje żywe obrazy zaliczane do najpiękniejszych we Włoszech. Mieszkańcy północnych obrzeży kraju ulegają silnym wpływom innych kultur, na przykład austriackiej i słoweńskiej.

Wiosną bywa chłodniej, jesienny okres przejściowy, czyli od września do listopada, wyśmienicie sprzyja jedzeniu i popijaniu. Zima i lato oznaczają raj dla miłośników przyrody. Poszukiwacze dobrej kondycji fizycznej i psychicznej znajdą wiele kurortów i uzdrowisk.

Pozostałe okolice kuszą równie pociągającymi zajęciami. Mniejsze miasta, jak Mantua i Udine, olśniewają wolne od turystycznego gwaru. Nadmorska Liguria i Riwiera Włoska wciąż błyszczą mimo legionów fanów. Modre jeziora – wabiące od wieków – unowocześniają się na potrzeby turystów XXI w., ceniących luksus połączony z dziewiczym pięknem. Północ kraju jest ojczyzną niektórych z najsławniejszych włoskich klubów piłkarskich, a także eleganckich aut, takich jak fiat, lamborghini i ferrari.

Jest też prawdziwym sezamem najlepszych krajowych win. DOC, oznaczenie prawnej ochrony produktów pochodzących z poszczególnych terroir, oraz włoskie specjały, jak prosciutto, trufle, parmezan, czekolada, kawa i ocet balsamiczny dowodzą urodzajności północy.

Nic dziwnego, że przy takiej obfitości – dosłownej i metaforycznej – północ Włoch ma reputację odrobinę snobistycznej. Dotyczy to zwłaszcza stosunku do rodaków z południowych regionów półwyspu, których dość często otwarcie obwinia się o gospodarcze kłopoty kraju. Na południu zaś uważają, że ziomkowie z północy są oziębli. Stereotyp zawiera nieco prawdy. Niepodobna w Mediolanie spotkać się z taką serdecznością jak w Neapolu czy Palermo. Ale czy to ważne? Jest się zbyt pochłoniętym wyborem skarbów, którymi można się cieszyć.

Panorama Dolomitów w sąsiedztwie jeziora Carezza.

Roberto Moiola/robertharding.comRozdział pierwszy TRYDENT-GÓRNA ADYGA

Jako ośmiolatka przepadałam za Heidi, klasyczną powieścią Johanny Spyri dla dzieci i młodzieży. Czas zatarł w pamięci szczegóły, na pewno jednak nie było tam mowy o dokuczliwych rodzicach i nieznośnej szkole. Heidi oddano pod opiekę zrzędliwego dziadka mieszkającego w szwajcarskich Alpach, niezbyt daleko od Trydentu-Górnej Adygi. Mieszkałam wówczas w równinnej południowej Georgii, więc z lektury zapamiętałam

górskie czyste powietrze, ser, kozy i jodłowanie niosące się echem po dolinie. Zapadła mi w pamięć wysokogórska wiejska sielanka, zachwyciłam się szczęśliwym alpejskim otoczeniem Heidi.

Dziś zachwyciłam się ponownie, tym razem pastelowymi szczytami Trydentu-Górnej Adygi: łąkami, halami i uczuciem głębokiego zadowolenia wywołanym krajobrazem.

Górna część regionu, nazywana Tyrolem Południowym, zapożyczyła nazwę od rzeki Adygi. Kiedyś ten obszar należał do Austrii. Terenom niżej położonym nazwy użyczył historyczny Trydent. Należące do Alp Retyckich Gruppo di Brenta na wschodzie efektownie przechodzi w majestatyczne Dolomity.

Czym się wyróżniają te góry? Granie hipnotyzują bajeczną grą kolorów na wyblakłych wapiennych i dolomitowych urwiskach. Oświetlane promieniami wędrującego słońca skały najpierw się różowią, potem ciemnieją, fuksja przechodzi w lawendę, ta ustępuje złotu i w końcu pojawia się biel. Baśniowe zamki z uwięzionymi księżniczkami? Możliwe…

„Zapierające dech” bywa nadużywane, ale język nie zna lepszych słów na opisanie Dolomitów. Potężne, surowe, kamienne wypiętrzenia w niczym nie przypominają innych gór na ziemi. Powstały ponad 200 milionów lat temu i do dziś nie straciły wypiętrzającej energii.

Tędy biegnie jedna z najwspanialszych tras samochodowych świata: 110-kilometrowa strada delle Dolomiti. Zaczyna się w Cardano (opodal Bolzano), kończy w Cortinie d’Ampezzo, eleganckim kurorcie w Wenecji Euganejskiej, tuż za granicą Trydentu-Górnej Adygi. Szosie towarzyszy widok szczytów i zielonych pastwisk sąsiadujących z piargami. Bałam się jazdy (choroba lokomocyjna!), ale szybko zaufałam talentom włoskich inżynierów, odziedziczonym po rzymskich przodkach. Dzisiejszą stradę zaczęto budować w 1901 r. siłami około 2500 robotników. Po ośmiu latach była gotowa. Obecnie niebywale łatwo przebyć budzące grozę tereny! Efektownie zlokalizowane punkty widokowe odsłaniają kolejne grupy wierzchołków. Okazje do tysięcy fotek!

Region Trydent-Górna Adyga – znany z narciarstwa zjazdowego – oferuje rozległą sieć tras przełajowych (zob. outdooractive.com), błogie wędrówki po alpejskich łąkach, a dzięki funivie (kolejom linowym) także panoramy wprawiające w osłupienie. W masywie Marmolada najwyższy wierzchołek – Punta Penia – sięga 3343 m n.p.m.; dziesiątki innych niewiele mu ustępują. UNESCO wpisało na listę światowego dziedzictwa dziewięć fragmentów Dolomitów, a UNESCO Dolomites Foundation wspiera witrynę internetową TrekFinder, która pomaga w wyborze odpowiedniego szlaku: od tras spacerów po ukwieconych halach po wspinaczkę stromymi ścieżkami.

CO WARTO WIEDZIEĆ…

- Najlepsza pora: Od grudnia do marca do uprawiania narciarstwa; od maja do października do wędrówek, wspinaczki i podziwiania kwiatów. W listopadzie i po Wielkanocy wiele hoteli i restauracji zamyka podwoje – należy sprawdzać, planując pobyt.
- Najatrakcyjniejsze miejsca: Bolzano, Merano, Sella Ronda, San Cassiano, Trydent.
- Dojazd: Lotnisko w Mediolanie lub Wenecji i dalej wynajętym autem albo malownicza jazda koleją na północ do Bolzano.

Frapuje nakładanie się kultur na tym pograniczu. Region w latach 1814–1919 był częścią najpierw Cesarstwa Austriackiego, a potem Austro-Węgier.

Region to więcej niż malownicze widoki, zabawy na śniegu czy świetne wędrówki. Przyjemnych doznań dostarczą też wody, od wartkiej nefrytowej Adygi po jeziora Braies, Misurina, Tovel czy Carezza i wiele innych. Góry odbite w ich wodzie, jasnozielonej jak limonka, wyglądają jeszcze piękniej. I wodospady! Miła wędrówka z Campo Tures wiedzie w górę, do trzech kolejnych kaskad nurkujących w pierwotny las zarośnięty paprociami.

Co jeszcze oprócz szusowania i wędrówek? Możliwości jest bez liku: kąpiele w cieplicach, odległe górskie (gospody lub restauracje przy szlakach), malownicze trasy kolejek linowych, eleganckie miejscowości uzdrowiskowe, nadzwyczajne hotelowe ustronia z perfekcyjnymi wygodami, bogactwo muzeów i zamki na skalnych grzędach.

Frapuje nakładanie się kultur na tym pograniczu. Region w latach 1814–1919 był częścią najpierw Cesarstwa Austriackiego, a potem Austro-Węgier. Kuchnia, język i architektura są spuścizną po tym okresie. Język włoski, najważniejszy w Trydencie, stolicy regionu, w pobliskim uzdrowisku Merano i dalej na północ ustępuje niemieckiemu, a turyści to przeważnie Niemcy i Austriacy. Przyznam, że wolę, gdy się do mnie zwraca ją signora a nie Frau, które brzmi nieprzyjemnie! Bliskość Austrii oraz Szwajcarii widać w menu – pojawia się fondue i raclette, a szpecle spotyka się równie często jak makaron. Mój mąż polubił smakowite ziołowe kluseczki!

Trydent, który lubię w regionie najbardziej, trafił na mapy dzięki soborowi trydenckiemu (1545–1563), zwołanemu z powodu zagrożenia przez reformację i obradującemu w kilku fazach, które m.in. wytyczyły program kontrreformacji.

Mogłabym zamieszkać w tym około 118-tysięcznym mieście, otoczonym ośnieżonymi szczytami i sadami jabłoni – najlepsze jabłka na świecie? Centrum to okazała piazza z fontanną Neptuna i zniewalającym duomo. Rozbiegające się ulice z pałacami ozdobionymi freskami przenoszą do czasów tamtego soboru. Atrakcyjne są też nowsze części miasta: deptaki z księgarniami, sklepami z górskim ekwipunkiem, barami serwującymi soki, lodziarniami i restauracjami.

Szybujące zadaszenie Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Współczesnej (MART) w Rovereto.

SFM ITALY E/Alamy Stock Photo

Koniecznie trzeba zwiedzić MUSE (Museo delle Scienze), czyli muzeum nauki zaprojektowane przez Renza Piana. Zaznajamia z geologią Dolomitów, ich florą i fauną, także lawinami oraz pogodą. Kanciaste bryły przeszklonego gmachu nawiązują do konturów pobliskich gór. Sześć kondygnacji spiralnie wije się wokół atrium, w którym zwierzęta i ptaki podwieszono na różnych wysokościach na przezroczystych żyłkach. Wypychanie stworzeń podniesione do rangi sztuki! Zaczyna się od góry; schodzeniu towarzyszą ekspozycje interaktywne, stworzenia ogląda się z bliska. To z pewnością najbardziej pomysłowe muzeum przyrodnicze, jakie zwiedzałam.

Urocza fontanna Neptuna pośrodku trydenckiej piazzy Duomo, otoczona dostojną zabudową w odcieniach złota i terakoty.

Andreas Strauss/LOOK-foto/Getty Images

W pobliskim Rovereto kolejna atrakcja: MART (Museo di Arte Moderna e Contemporanea). Mario Botta jest architektem wybitnym, zasłynął m.in. niezwykłym projektem Muzeum Sztuki Nowoczesnej w San Francisco, miasteczko ma się więc czym chwalić.

Sto siedem kilometrów dalej leży Merano, stare uzdrowisko, mekka Habsburgów. Wytworna miejscowość powstała nad ładną rzeką Passirio. Po wspaniałych promenadach spaceruje się śladami cesarzowej Elżbiety, znanej jako Sisi. Wraz ze świtą raczyła się leczniczymi wodami. Świadectwem subtelności pięknej władczyni są kremowe i białe elewacje budynków z belle époque.

W centro stoi kolejny ważny współczesny akcent architektoniczny: cudowny hotel Terme Merano, zaprojektowany przez Mattea Thuna. Chętnie wróciłabym tam zimą i przesiadywała w którymś z basenów otoczonych śniegiem. Każda pory odwiedzin jest dobra – rocznie okolica ma niemal 300 dni słonecznych.

Zdrowieję i nabieram sił na samą myśl o wędrowaniu po Dolomitach. A znajomi wiedzą, jak się to robi. Corocznie w lipcu spotykają się na tydzień w Dobbiaco w dolinie (val) Pusteria w pensione Garni Ingrid lub hotelu Villa Monica. Co dzień rano ruszają na pożywny lunch do jakiegoś rifugio. Czasem wypożyczają rowery i sielską ścieżką rowerową Drava zjeżdżają do Lienzu (Austria). Po lunchu wracają z rowerami wahadłowo kursującą komunikacją. Do ich ulubionych tras należą wymagające giro delle Tre Cime, mówią, że to „szlak szlaków”, i na Monte Croce z lunchem w rifugio Malga Nemes, gdzie właściciel przygrywa na akordeonie. Wracają do domów wzmocnieni, wychwalają widoki, słodki aromat powietrza, lasy jodłowo-modrzewiowe z dziko rosnącymi różanecznikami w podszycie.

Ulubieńcem mojej rodziny pozostaje błogi Vigilius Mountain Resort. Zaprojektowany przez Mattea Thuna hotel z dojazdem tylko koleją linową po nowemu definiuje zaciszność. Z chwilą opuszczenie funivii czuję odprężenie. Przy gospodzie zaczyna się kilka szlaków, do następnych dowozi wyciąg krzesełkowy. Utrudzenie wędrówką? Odnowa biologiczna i basen z kamienistym dnem nęciły co najmniej 2 razy dziennie, choć wystarcza urok leżenia na ukwieconej łące i gapienia się na gwiazdy.

Chwila wytchnienia w drodze z passo di Rolle do rifugio Rosetta.

Ulla Lohmann/National Geographic Image Collection

Nie każdy wie

Łaciński, ladyński

Dzieje regionu Trydent-Górna Adyga potrafią zamącić w głowie. Ten najbardziej na północ wysunięty skrawek Italii aż do końca I wojny światowej należał do monarchii austro-węgierskiej. Definitywnie oddany został Włochom w połowie 1920 r. Mussolini aktywnie romanizował nowych obywateli mieszaniną pochlebstw i nakazów, np. włoski stał się językiem urzędowym w 1922 r. Po okresie niepokojów, sporów włosko-austriackich, na początku lat 70. XX w. potwierdzono i powiększono autonomię regionu oraz uprawnienia samorządowe. Historia odcisnęła piętno na kulturze. Austriacy, Włosi i rdzenna ludność utworzyli bogatą mieszankę, powstało społeczeństwo dumne z przeszłości poszczególnych nacji.

Ale blizny po I wojnie światowej wciąż są. Ślady po kulach na majestatycznych sosnach wskazują przebieg dawnej linii frontu. Ustronne pieczary były kryjówką przed wrogiem i schronieniem przed przenikliwym nocnym chłodem. Droga do bezpiecznych miejsc wiodła przez górskie przełęcze. Nawet przypadkowy wędrowiec doceni trudy tamtych przemarszów z bronią i zaopatrzeniem. Żołnierze włoscy i austriaccy, potykając się w tym niewdzięcznym terenie, przez ponad trzy lata starali się choćby o centymetr przesunąć linię frontu. Ginęli tysiącami, wielu zmarło z wyziębienia i głodu. Tylko po stronie włoskiej doliczono się ponad 600 000 ofiar.

Osadnictwo na tych terenach jest znacznie starsze niż austriackie rządy. Pierwsi byli Retoromanie, w tym Ladynowie posługujący się językiem ladyńskim (ladina). Z czasem pojawili się rzymscy żołnierze, którym w nagrodę za lojalną służbę nadawano ziemię. Mówili przede wszystkim po łacinie. Ladynowie, spychani na margines, traktowani jako obywatele trzeciej kategorii, zdołali zachować język, kulturę i obyczaje. Dziś należą do kulturalnych skarbów regionu. Museum Ladin w San Cassiano opowiada o dziejach ludu, o tym, jak z uporem strzegł tradycji oraz obyczajów i jak rodziny z pokolenia na pokolenie kultywowały rodzimą mowę.

Atrakcja regionu

Dolomity

Pasmo górskie Południowych Alp Wapiennych w Alpach Wschodnich, złożone z posągowych szczytów, przecina Trydent, Górną Adygę i sięga aż Wenecji Euganejskiej. Wiosną i latem przybysze oddają się wędrówkom i wspinaczkom pośród feerii kwiatów i przy różowych zorzach zachodzącego słońca, zimą szusują i uprawiają inne sporty zimowe. Wielu przybywa tylko po to, by napawać się górami, z których każda jest inna i ma własną legendę. Nic dziwnego, że Dolomity znalazły się wśród miejsc, które natchnęły J.R.R. Tolkiena do napisania Władcy pierścieni.

Obowiązkowym punktem pobytu jest zwiedzenie Messner Mountain Museum Corones, oddziału placówki założonej przez Reinholda Messnera, jednego z najwybitniejszych żyjących wspinaczy, w celu przybliżenia historii i charakteru alpinizmu, nauki o górach i lodowcach oraz historii osadnictwa w górach. Obiekt zlokalizowany na szczycie Plan de Corones (2275 m n.p.m.) zaprojektowała wybitna Zaha Hadid. Dojazd wyłącznie kolejką linową. Podróż warto odbyć nie tylko dla poznania ekwipunku umożliwiającego zdobywanie najwyższych gór, ale także dla panoramicznych widoków wierzchołków i ścielących się poniżej dolin.

Przepiękne Parco Naturale dello Sciliar-Catinaccio (6879 ha) oferuje nie tylko imponujące panoramy masywu o tej samej nazwie, ale też kilometry lasów, jezior i bujnie zielonych łąk. To jedno z najbardziej niesamowitych miejsc we Włoszech, z Marmoladą, najwyższym masywem Dolomitów, 3343 m n.p.m., Catinaccio – grupą wierzchołków słynącą z różów o zachodzie słońca, łąkami i malowniczymi wioskami.

Zimą w regionie należy skorzystać z karnetu Dolomiti Superski. Udostępnia 1200 km tras narciarskich, łącznie tworzą jedną z największych stacji narciarskich w Europie. To też okolica z listy światowego dziedzictwa UNESCO. Do wielkich atrakcji należy Sellaronda – trasa (około 40 km) przez cztery przełęcze: Campolongo, Pordoi, Sella i Gardena, oddzielające doliny (val) Badia, Gardena (obie w Górnej Adydze), di Fassa (w Trydencie) i miejscowość Arabba (w Wenecji Euganejskiej). Można zaliczyć całą pętlę na nartach i wyciągami.

Kościół w Santa Maddalena na tle masywu Odle.

Ian.CuiYi/Getty Images

Ośrodek odnowy biologicznej, zawieszony nad Merano i z panoramą Dolomitów, to jedna z ozdób butikowego hotelu Miramonti.

Andrea Wyner

Okiem znawcy

Niespodzianka: Odnowa biologiczna w Dolomitach

Dolomity wabią przybyszów z całego świata pocztówkowymi szczytami oprószonymi śniegiem i baśniowymi miasteczkami. A ponieważ w regionie są dziesiątki nowoczesnych ośrodków balneologicznych, nierzadko imponujących architekturą, góry są wyśmienicie rozwijającym się celem wyjazdów dla odzyskiwania dobrego samopoczucia i sprawności fizycznej (wellness).

Dla Włochów kwitnąca, szeroko pojmowana balneologia to żadna tajemnica. Górskie korzonki i drzewa dostarczały substancji do sporządzania pomad i lekarstw, z tradycji tej wywodzi się styl życia kładący nacisk na urodę i relaks. Oferta regionu, a zwłaszcza ta oparta na produktach miejscowych i sezonowych, obejmuje wybór od leczenia starzejących się i bolących mięśni po treningi personalne i poradnictwo dietetyczne. Wielu sybarytów ceni odnowę biologiczną i jej przyjemności równie wysoko, jak czas spędzany na stokach czy górskich szlakach, więc po nartach próżnuje w basenach z parującą, leczniczą wodą. Pokusa tym większa, że ośrodki zachwycają estetyką.

Uroda ośrodków wellness to często efekt bardziej eksperymentatorskiego traktowania architektury niż w innych częściach kraju. Pobyt w takich obiektach należy do największych atrakcji regionu. Matteo Thun, architekt bożyszcze z Bolzano, zapoczątkował modę na wznoszenie okazałych, supernowoczesnych centrów odnowy biologicznej. Jedno z jego najefektowniejszych dokonań to Terme Merano – kompleks 15 basenów pod dachem, umieszczonych w sześcianie przeszklonym od podłogi po strop, następne 10 basenów na zewnątrz użytkuje się późną wiosną i latem. To katedra wellness. Promienie słoneczne swobodnie docierają do kąpiących się w wodzie oczyszczającej skórę i leczącej bolące mięśnie. Także łaźnie parowe ożywia zmieniające się nastrojowe światło.

Do równie pomysłowych arcydzieł Thuna należy Vigilius Mountain Resort. Elegancki z alpejskim szykiem. Dywaniki ze skór, puszyste kołdry, kominki dodają wnętrzom przytulności. Sauny za taflą szkła mają las sosnowy, sugestywny basen pływacki wywołuje dreszczyk emocji. Wśród zabiegów są kąpiele ziołowe i masaże z olejkami z miejscowych roślin kwiatowych. Uwaga na Niemców! Kąpią się nago. Włosi wolą w strojach kąpielowych.

Także ośrodki tworzone z myślą o rodzinach w pełni czerpią z przyrodniczego piękna, choć z modyfikacjami. Na przykład butikowy hotel Miramonti. Obiektowi znanemu z filmu Szpieg, który mnie kochał dodano przeszklone centrum odnowy biologicznej. Zachwyt budzi przyległy basen z podgrzewaną wodą, jakby zawieszony nad Merano, za to z widokiem górskich wierzchołków. Goście mogą poddać się peelingowi kultowym kremem Juvenate, a następnie masażowi z użyciem olejków aromatycznych. Trzy restauracje i szeroki wachlarz zabiegów często skłaniają gości do zatrzymania się tu na cały weekend.

Przed lub po odnowie biologicznej w hotelu Rosa Alpina goście odprężają się na szezlongach obok krytego basenu z widokiem na sosnowy las.

Andrea Wyner

DACH NAD GŁOWĄ

Dolomity oferują wielki wybór kwater: od nowoczesnych arcydzieł po komfortowe alpejskie ustronia.

HOTEL SAN LUIS: Opodal Merano, nowicjusz wśród włoskich hoteli uzdrowiskowych. Położony w środku 40-hektarowego pierwotnego lasu. Głównym obiektem jest ośrodek odnowy biologicznej w zaadaptowanej stodole. Wielki kryty basen i gorąca kąpiel z hydromasażem pośrodku jeziorka. Spacery boso po lesie, gorące okłady z miejscowych ziół i rozmaitość zabiegów przyciągają nie tylko Włochów szukających rozbratu z codziennością. Zwolennicy aktywności pod gołym niebem mogą wędrować, uprawiać kolarstwo górskie i pływanie długodystansowe bez ruszania się poza teren.

ROSA ALPINA: Rodzinnie prowadzony hotel z restauracją wyróżnioną trzema gwiazdkami Michelina. Powiększa się i ewoluuje. Szef kuchni Norbert Niederkofler zaczynał od kuchni międzynarodowej, która wymagała importu surowców, takich jak foie gras czy homary. Z czasem uznał, że nie warto sięgać poza własne podwórko. Jego powołaniem stało się propagowanie tego, co lokalne. Michelin to docenił i w 2018 r. przyznał pożądane gwiazdki. Nowy ośrodek odnowy z krytym basenem, pokoje przypominające lofty i baita – ustronie w pobliskiej górskiej zagrodzie… Rosa Alpina może i jest ostentacyjna, ale zasługuje na rozrzutność.

SAN LORENZO LODGE: Obiekt na szczególne okazje. Dziesięciopokojowy, XVI-wieczny domek myśliwski uroczo odnowiony przez byłego szefa domu mody Escada. Zachowano wymiar alpejskiej przytulności i dopełniono dekadenckimi dodatkami. Najważniejsza sypialnia ma własne spa, a zabytkowe dziecięce łóżka piętrowe ozdobiono snycerką z miejscowego surowca. Lądowisko helikoptera i wysokogórskie pole golfowe to ukłon w stronę prezesów szukających obcowania z przyrodą.

HOTEL ADLER DOLOMITI: Dynamiczna franczyza, która ma też placówkę w toskańskiej Val d’Orcia, nastawiona na rodziny, łączy solidną północną obsługę z włoskim wdziękiem. Atrakcyjność zawdzięcza łatwemu dostępowi do nartostrad i szlaków pieszych, ma też ośrodek opieki nad dziećmi.

Ulubione przez autorkę

W kieliszku

Ilekroć w sklepie z winami zauważam na etykiecie Alto Adige, mam ochotę kupić butelkę. Bardzo trudno się zawieść na tym wyjątkowym winiarskim regionie celującym zwłaszcza w sauvignon blanc. Ileż to razy podejmowaliśmy przyjaciół butelkami Lafoa Colterenzio i St. Michael-Eppan Sanct Valentin. Adyga, niezapomniana rzeka. Lubię podróżować wzdłuż niej od źródła opodal przełęczy Resia do ujścia do Adriatyku niedaleko Chioggii – 410 km. Ledwie mieszcząc się w korycie, kipi wzdłuż głównej drogi przecinającej tę słodką, winną krainę. Tłem dla podróży samochodem są zakola i spienione bystrza akwamarynowej wody, zamki spoglądające na rzekę z wysokości, pasące się owce i szachownica starannie pielęgnowanych winnic.

W całych Włoszech oznaczenia DOC (denominazione di origine controllata) i DOCG (denominazione di origine controllata e garantita) na etykietach są świadectwem kontroli i jakości. DOCG wskazuje na dodatkowy nadzór rządowych inspektorów. Warto wypatrywać tego oznaczenia zwłaszcza na trunkach z mniej znanych regionów.

Poniżej kilka ulubionych winnic i szczepów spośród wielu, jakie pochodzą z tych wzniesień.

- Elena Walch: schiava (czerwone wino z rodzimej schiavy). Tej samej firmy pinot grigio. Tak wiem, że to gatunek kieliszku, zwykle nieszkodliwy, ale w Górnej Adydze dajmy mu szansę.
- Hofstätter: pinot noir, także gewürztraminer i riesling tej samej marki.
- Castelfeder: pinot grigio, kolejna okazja do docenienia najlepszych walorów szczepu; lato w kieliszku.
- Abbazia di Novacella: pinot grigio i lagrein. Trzy najlepiej zapowiadające się lokalne szczepy winorośli: schiava, teroldego i lagrein.
- Alois Lageder: jeszcze jeden fantastyczny lagrein; wyrazisty ale łagodny, z nutą tanin pochodzących z dojrzałych owoców.

Łyk każdego z tych win przypomina o huczącej wesoło fiume Adige toczącej wodę do morza.

Okazałe opactwo Novacella (z 1142 r.) w Varnie (niem. Vahrn) leży pośród winnic.

Sandro Santioli/Alamy Stock Photo

W winnicy Eleny Walch w porze winobrania. W Górnej Adydze to cudowne miejsce, w którym powstaje wino ze szczepów gewürztraminer i pinot noir.

dzięki uprzejmości Eleny Walch

Restauracja St. Hubertus (3 gwiazdki Michelina) w hotelu Rosa Alpina pomysłowo korzysta z miejscowych produktów, np. jadalnych kwiatów.

Andrea Wyner

Nie każdy zna

Miejscowe smaki: Od wiejskich do gwiazdek Michelina

Idealny krem kalafiorowy podany w wydrążonej połówce świeżo upieczonego chleba. Pstrąg świeżo złowiony w lodowatym górskim potoku. Wyjęty wprost z pieca Krapfen (północna odmiana pączka) ze świeżutkim kremowym nadzieniem. Strudel albo Wurtzel (kiełbaska) z grilla. Tris di pasta.

W Dolomitach zapomnijmy o drętwych kafeteriach. Tu jedzenie nie jest dodatkiem. Przeciwnie, dla tej kuchni Włosi sezon w sezon odwiedzają region.

Regionalne jedzenie jest wzorcowe dzięki produktom i tradycji. Aksamitne zielone łąki rozbrzmiewają głosem dzwonków krów i kóz. Z mleka powstają smakowite sery. Stoki upstrzone kwiatami i ziołami awansowały zbieractwo do rangi sportu, któremu oddają się innowacyjni kucharze. A dawna i obecna mozaika kulturalna sprawia, że gusta chwilami ciążą ku Austrii, a za moment ku Włochom. W konsekwencji region rozkoszuje się głównie własnymi smakami. Dotyczy to też Wenecji Euganejskiej w okolicy Cortiny.

Wielką przyjemność sprawia rozmaitość. Można posilić się lunchem w skromnym rifugio – jednym z tych górskich schronisk, z których roztacza się imponująca panorama zaróżowionych szczytów – a na obiad trafić do lokalu z trzema gwiazdkami Michelina. Lista win zamienia się w dzieło sztuki, równie kuszące bywa piwo rzemieślnicze.

Koncepcja kuchni 0 kilometro – coraz powszechniejszy pogląd głoszący, że półprodukty należy pozyskiwać najbliżej domu jak się da, była w tej części kraju fundamentem na długo, zanim stała się modna. Dania oparte na tym, co rodzime, to tradycja wielopokoleniowa.

Zimą i latem na stoły wyśmienitych miejscowych rifugi trafiają półmiski canederli, rodzaju knedli z czerstwego chleba. Schroniska przy górskich szlakach zimą uwodzą ogniem płonącym w kominku, w cieplejsze dni ich tarasy są miejscem wygrzewania się na słońcu. Do grupy najlepszych należy rifugio Scotoni, gdzie przysmakiem są grillowane wieprzowe kiełbaski i krucha polenta. W rifugio Lagazuoi, które także nocuje, zupa orzo i tagliatelle z grzybami są równie zniewalające, jak sceneria godna Władcy pierścieni. Z rodzinnie prowadzonego rifugio Scoiattoli roztacza się teatralna panorama masywu Cinque Torri (Pięć Wież), podziwiana znad talerza violetta ai sapori di mirtilli – makaronu z jagodami.

Kilka kilometrów od Cortiny d’Ampezzo leży wioska San Vito di Cadore. Tamtejsza restauracja Aga nie bez powodu stała się celem pielgrzymek. Szef kuchni Oliver Piras pracował w legendarnym kopenhaskim lokalu Noma. Menu hołduje obsesyjnemu dążeniu René Redzepiego, szefa kuchni w Nomie, do korzystania z surowców zbieranych lub upolowanych lokalnie. W karcie są m.in. cappuccino z dyni piżmowej z pianką borowikową oraz świeżo zrobiony makaron linguini z sarniną i słodką marchewką z restauracyjnego warzywnika.

W samej Cortinie na aperitivo (z deską prosciutto i serów) należy chodzić do LP 26. Do Panificio Alverà miejscowi wpadają na poranne espresso i rozpływające się w ustach Krapfen, tartę z malinami, puccia (rodzaj chlebka z nadzieniem), makaroniki bądź strudel.

Rifugio Scotoni w Dolomitach.

Hans-Bernhard Huber/laif/Redux

Cannobio – ostatnie miasteczko przed granicą ze Szwajcarią – leży nad piemonckim jeziorem Maggiore.

Frank Fell/robertharding.com
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij