Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Podcaster - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
23 września 2026
3499 pkt
punktów Virtualo

Podcaster - ebook

W ŚWIECIE TRUE CRIME NAJGROŹNIEJSZY JEST TEN SCENARIUSZ, KTÓREGO SAM NIE NAPISAŁEŚ

Znany podcaster Łukasz Płonka budzi się we własnym mieszkaniu w Katowicach z gigantycznym kacem. Kiedy dochodzi do siebie, widzi na telefonie kilkanaście nieodebranych połączeń od Leny Polkowskiej, dziennikarki śledczej, a od kilku miesięcy także jego kochanki. Okazuje się, że cały internet rozmawia wyłącznie o brutalnym zabójstwie innego podcastera, głównego konkurenta – Miłosza Majchrzaka. Sprawa wygląda o tyle nieciekawie, że Łukasz z Miłoszem ostatnio publicznie się pobili, także Płonka jest w gronie podejrzanych. Pragnąc oczyścić się z podejrzeń, Łukasz zaczyna prowadzić prywatne śledztwo. Przy okazji mierzy się też z własnym życiem.

Magdalena Majcher, autorka bestsellerowej serii „Kryminalny Śląsk”, stworzyła gęsty od emocji kryminał o kulisach pracy podcasterów zajmujących się niewyjaśnionymi zbrodniami.

 

W tej książce crime dostajemy od razu, ale na true musimy poczekać kilkaset stron. Warto!

– ADAM SZAJA, smakksiazki.pl

 

Gdy gwiazda true crime zostaje zamordowana, internet natychmiast szuka winnych, a prawda tonie w zalewie klików. Błyskotliwy thriller o zasięgach, etyce i cenie, jaką płaci ten, kto odważy się nacisnąć „opublikuj”.

– OLGA HERRING

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-607-7
Rozmiar pliku: 5,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG
1.

Katowice, listopad 2025

Mężczyzna wydawał się oazą spokoju. Stał przy samochodzie zaparkowanym na niewielkim parkingu przy wejściu do Lasu Murckowskiego. Palił powoli papierosa, wypatrując w roku dwóch punktów światła, świadczących o tym, że człowiek, z którym był umówiony na spotkanie, zbliża się swoim autem.

Do perfekcji przyswoił sztukę panowania nad emocjami. Nigdy ich nie okazywał, zawsze sprawiał wrażenie poukładanego, spokojnego i znającego rozwiązanie każdego problemu. To dlatego wspiął się tak wysoko. W świecie, w którym żył, każde uczucie – strach, niepewność, smutek czy rozczarowanie – mogło mieć najwyższą cenę.

Tylko on wiedział, ile trudu sprawia mu panowanie nad naturalnymi reakcjami organizmu i jak bardzo go to zmieniło.

Spojrzał na zawieszony na nadgarstku zegarek. Rzadko go nosił, ale tego wieczoru był zmuszony zostawić telefon komórkowy w mieszkaniu, bez zegarka nie miałby więc pojęcia, która jest godzina. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Mnóstwo ludzi wpadało tylko dlatego, że prześledzono logowania ich smartfonów, dzięki czemu można było ich powiązać z czasem i miejscem zbrodni. A po tym spotkaniu nie może zostać żaden ślad.

Jego rozmówca spóźniał się już prawie dziesięć minut i mężczyzna złapał się na tym, że zastanawia się, co zrobi, jeśli tamten nie przyjedzie. Niby mógł działać sam, to jednak dodatkowe ryzyko. Musi mieć pewność, że w chwili próby reszta stanie za nim murem.

Wybiła dwudziesta pierwsza jedenaście, kiedy na pogrążonej w ciemnościach ulicy pojawiły się dwa małe punkciki ciepłego światła. Przybliżały się z każdą sekundą, a kiedy prowadzący samochód włączył prawy kierunkowskaz, mężczyzna niemal zyskał pewność, że w końcu zjawił się ten, na którego czekał. Bo niby któż inny i po co miałby przyjechać na parking przy lesie w ten lodowaty wieczór?

Tamten zaparkował tuż przy jego samochodzie. Zgasił silnik i przez chwilę mu się przypatrywał, jak gdyby wciąż rozważał ewentualność ucieczki. Ostatecznie wysiadł i nie patrząc swojemu rozmówcy w oczy, uścisnął mu dłoń.

– No co tam? To naprawdę nie mogło poczekać do jutra? – warknął wyraźnie zirytowany. – Moja żona jest przekonana, że znów mam kochankę. To dlatego się spóźniłem, darła mordę z pół godziny i nie chciała mnie wypuścić z mieszkania.

– Co jej powiedziałeś?

– Że w robocie wypadła mi nagła sytuacja, ale chyba nie uwierzyła. – Mężczyzna sięgnął do wewnętrznej kieszeni sportowej kurtki i wyciągnął z niej paczkę papierosów.

– Gdzie jest twój telefon?

– Masz mnie za idiotę? Ściągnąłeś mnie do lasu na wypizdowie, więc to chyba oczywiste, że ta rozmowa musi pozostać ściśle tajna. Gadaj, o co chodzi, nie mam całej nocy, muszę jakoś udobruchać moją. – Zarechotał rubasznie, na co wyższemu z mężczyzn zrobiło się niedobrze.

Nie chciał się zastanawiać, co tamten miał właściwie na myśli, bo zarówno on, jak i jego małżonka mieli sporą nadwagę.

– Ten podcaster nadal węszy. Dałem mu ogon, tak jak ustaliliśmy, dodatkowo poprosiłem takiego jednego gościa, żeby go nastraszył, ale chuj za bardzo się tym nie przejął.

– Najwidoczniej za lekko mu wpierdolił – podsumował mężczyzna w sportowej kurtce, wzruszając ramionami.

– Obawiam się, że w tym przypadku wpierdol już nie wystarczy. – Wyższy facet sięgnął za pazuchę płaszcza, gdzie dotychczas trzymał białą kopertę, i podał ją tamtemu. – Zerknij na to w wolnej chwili. Ja jestem u tego podcastera spalony, od razu by mnie rozpoznał, ale wysłałem za nim zaufanego człowieka, zrobił mu z ukrycia kilka zdjęć. Zobacz, z kim się spotkał, i wtedy podejmiemy decyzję, ale moim zdaniem nie ma na co czekać.

Jego rozmówca nigdy nie należał do najcierpliwszych, dlatego nie zdziwiło go, że natychmiast wyciągnął z białej koperty fotografie i zaczął je przeglądać, mrużąc oczy, aby coś zobaczyć w mroku. Noc była bezchmurna, świecił wielki księżyc, dlatego udało mu się rozpoznać kilka twarzy.

– Kurwa! – W jego głosie zabrzmiała wściekłość. – Wiesz, jaki syf się z tego zrobi?

– A masz inny pomysł, jak go uciszyć? – Wyższy mężczyzna się zawahał, analizując, czy i kiedy powinien przekazać kolejną złą wiadomość, szybko jednak uznał, że lepsza okazja może się już nie trafić. – Na dodatek ktoś jeszcze za nim chodzi, nasz ogon nie jest jedynym, który się za nim ciągnie.

– Dobra, rób, co chcesz. – Tamten najwyraźniej już podjął decyzję. Musiał zdawać sobie sprawę, o jak wysoką stawkę toczy się gra. – Posprzątamy, jak zawsze, ale, kurwa, żeby to był mi ostatni raz. Musisz tak załatwić tę sprawę, żeby z gościem przepadły wszystkie dowody. Jeśli i tym razem coś spierdolisz, rzucę cię na pożarcie, mało tego, będę pierwszym, który podpali stos, jasne?

Mężczyzna w płaszczu głośno przełknął ślinę. Tym razem nie zapanował nad reakcją swojego organizmu. Wiedział, do czego zdolny jest jego rozmówca i że nie rzuca słów na wiatr. Pożałował, że jednak zostawił smartfon w mieszkaniu. Nagranie tej wymiany zdań stanowiłoby jego polisę na przyszłość.

Będzie musiał sobie poradzić bez tego.2.

Katowice, grudzień 2025

Podszedł do okna i starannie zaciągnął kotary. Pomieszczenie było dokładnie wyciszone: ściany i drzwi wyłożone specjalnymi panelami akustycznymi, na podłodze obowiązkowo duży dywan, zasłony w oknach. Z nostalgią wspominał swoje początki, kiedy nagrywał pierwsze odcinki pod prowizorycznym namiotem zrobionym z kołdry. Nie wiedział wówczas nic o podcastach true crime, nie miał pojęcia, jak się buduje markę własną w Internecie, nie spodziewał się, dokąd doprowadzi go spontaniczny pomysł, by założyć kanał na YouTubie. Czasem chciałby się zamienić miejscami z tamtym młodym, naiwnym chłopakiem. Tak, czasem.

Nie włączył kamery. Tym razem zrobi wyjątek i nagra zajawkę odcinka wyłącznie w formacie audio, bez obrazu. Zawsze pokazywał się na początku materiału, bo wiedział, jak ważne jest, aby reklamować podcast swoim imieniem, nazwiskiem i twarzą. Właśnie dzięki temu nie zginął w gąszczu innych podcasterów, tych wszystkich Kryminalnych Historii, Opowieści z Dreszczykiem, Prawdziwych Zbrodni i tak dalej. Ale nie dziś, nie teraz. Tym razem chodziło o coś więcej niż przyciągnięcie widza i zrobienie zasięgu. Znacznie więcej.

Włączył interfejs, upewnił się, że słuchawki i mikrofon są prawidłowo podpięte, po czym ustawił na urządzeniu czułość i głośność. Rzucił okiem na notatki, które sobie przygotował. Kolejna anomalia: za każdym razem, zanim zaczął nagrywać odcinek, miał gotowy cały scenariusz, po prostu czytał z kartki. Tym razem zamierzał korzystać wyłącznie z tych roboczych zapisków. Nie potrzebował dokładnego konspektu, bo to była też jego historia i musiał ją opowiedzieć jako pierwszy, zanim opowieść zacznie żyć własnym życiem i powstanie jej nowa, zakrzywiona wersja.

Włożył słuchawki i odpalił Reapera, z którego korzystał przy nagrywaniu odcinków. Wypuścił głośno powietrze z płuc i odchrząknął – te wszystkie dźwięki znikną, kiedy przepuści surowy plik przez program. Pochylił się nad mikrofonem.

– Oddałbym wszystko, co mam, żebym tylko nie musiał nagrywać tego odcinka. Sprawa, o której dziś państwu opowiem, z całą pewnością jest znana większości z was. Śmierć Miłosza Majchrzaka wstrząsnęła środowiskiem twórców i fanów true crime. Skłamałbym, gdybym powiedział państwu, że Miłosz był moim przyjacielem. Nie zgadzaliśmy się w wielu kwestiach, zupełnie inaczej podchodziliśmy do odpowiedzialności za tworzenie i publikowanie treści, zdarzało nam się pokłócić, zresztą jedna z tych właśnie publicznych awantur sprawiła, że znalazłem się w gronie podejrzanych. Kiedy byłem przesłuchiwany, część dziennikarzy i internautów już wydała na mnie wyrok skazujący. Zmierzyłem się z ogromną skalą hejtu, ale zostawmy to, bo nie ja jestem pierwszoplanowym bohaterem tej opowieści. Jest nim Miłosz. – Usłyszał w słuchawkach, jak głos mu się załamuje, ale natychmiast podjął decyzję, że nie będzie nagrywał tego fragmentu drugi raz. – Dzisiaj opowiem historię o młodym mężczyźnie, który w krótkim czasie wspiął się na sam szczyt. O chłopaku, który dążył do prawdy, a który zapłacił za nią najwyższą cenę. Brutalne zabójstwo Miłosza Majchrzaka pozostawiło w nas wszystkich pytanie o sens istnienia podcastów true crime, pokazało, jak cienka jest granica między prawdziwym życiem a tym toczącym się online. Całkiem możliwe, że w tym momencie popełniam ten sam błąd co Miłosz, ale czuję, że jestem mu coś winien, dlatego postanowiłem zrealizować ten odcinek. Wiem, kto zamordował Miłosza Majchrzaka.

Cisza, która zapadła w słuchawkach, gdy jego głos nagle zamilkł, wydawała mu się znamienna. Był w tym wszystkim sam, zupełnie sam. I mógł skończyć tak, jak Miłosz.ROZDZIAŁ 2

Katowice, grudzień 2025

Gdyby znalazł się w ogromnym, prostokątnym gmachu przy ulicy Lompy w innych okolicznościach, mógłby uznać to spotkanie za towarzysko całkiem udane. Zaproponowano mu kawę, herbatę i wodę – wybrał to ostatnie, a potem poprosił jeszcze o czarną kawę – zaprowadzono go nie do ponurego pokoju przesłuchań, a do pomieszczenia, w którym na co dzień pracowali policjanci i które wyglądało bardziej jak biuro niż jak miejsce wypytywania świadków czy podejrzanych. Wciąż miał nadzieję, że on jest tym pierwszym.

Rozglądał się dyskretnie, krytycznie oceniając warunki. Drewniana szafa na dokumenty się nie domykała i wyglądała, jakby pamiętała czasy milicji. Podłokietnik jednego z foteli obrotowych był przyklejony do siedziska za pomocą szerokiej brązowej taśmy klejącej. Przez szczeliny starych, odrapanych okien zawiewało chłodne powietrze. Pomyślał o swoim mieszkaniu, które wyposażył za dwumiesięczną wypłatę z samego YouTube’a, i poczuł się nieco zmieszany. W dużym uproszczeniu zarabiał na relacjonowaniu sukcesów czy potknięć pracujących w policji ludzi.

– Nasz detektyw amator – ironizował tymczasem wyższy z policjantów, na pewno podkomisarz i na pewno Jakub, nazwiska Łukasz nie zapamiętał, a akurat tych dwóch znikąd nie kojarzył. Niestety.

Funkcjonariusz wpatrywał się w ekran monitora i co jakiś czas kontrolnie zerkał na Płonkę. Drugi z nich wypełniał protokół przy swoim biurku.

– Czy ja wiem, czy taki amator? Zajmuję się tematyką true crime od czterech lat – zauważył z pewną dozą nieśmiałości Łukasz.

– No dobra, a ile wyciągasz na takim YouTubie? – Niższy z policjantów oderwał wzrok od dokumentu.

Widać było po nim, że tylko czekał, by zadać to pytanie.

Z jakiegoś powodu funkcjonariusze szybko przeszli na „ty”, ale on nie potrafił się zdobyć na to samo w drugą stronę.

– No wie pan, różnie, zależy od miesiąca. Od października do grudnia najwięcej, bo jest najwięcej reklam. Wiadomo, Black Friday, mikołajki, święta. Właściwie wzrosty zaczynają się już od września.

– Tak mniej więcej. No weź powiedz, bo zastanawiamy się z kolegą, czy nie rzucić tej roboty.

Łukasz odebrał ten żart za dobry znak. Skoro policjanci pozwalają sobie na dowcipkowanie, chyba nie chcą oskarżyć go o zabójstwo?

– Około czterdziestu tysięcy złotych – przyznał w końcu Płonka.

– Miesięcznie? – Widać było po jego rozmówcy, że ta informacja go zszokowała.

– Mhm. To się przekłada na około sześćset tysięcy wyświetleń, ale ja mam długie odcinki, każdy ma ponad godzinę, niektóre nawet dwie.

– No a od tego października do grudnia, to ile więcej wyciągasz?

– Ze dwa razy więcej. – Łukasz wzruszył ramionami.

Niższy policjant posłał porozumiewawcze spojrzenie swojemu koledze.

– Co my tu, kurwa, jeszcze robimy?

– Ale to też nie jest tak, że każdy, kto założy podcast true crime, będzie tyle zarabiał – wyjaśnił Płonka, czując się coraz pewniej. – Takich kanałów są setki, a mało kto się wybija.

– No ale ty nam chyba sprzedasz jakieś rady? – Do dyskusji dołączył pierwszy policjant, Jakub.

– W tej branży nie ma gotowej recepty na sukces.

Łukasz spodziewał się, że funkcjonariusze pociągną ten wątek i zrobi się jeszcze mniej oficjalnie, ale nagle ten niższy wrócił do przerwanej czynności, a wyższy odchrząknął i poprosił go o dowód osobisty.

– Może być mObywatel? Nie zdążyłem nawet zabrać portfela.

– Może.

Płonka obserwował ukradkiem policjanta, kiedy tamten wprowadzał dane do protokołu. Próbował coś wyczytać z jego nagle kamiennej twarzy, ale oblicze postawnego funkcjonariusza zdawało się pozbawione jakichkolwiek emocji.

– Na pewno się domyślasz, dlaczego tutaj jesteś – stwierdził obojętnie podkomisarz.

Łukasz się zawahał. Ostatecznie uznał, że będzie strugał wariata i zobaczy, jak na tym wyjdzie.

– Skąd ta pewność? – udał zdziwionego. – Nie mam pojęcia, o co może chodzić.

– Ktoś sprzątnął twojego kolegę po fachu.

Znów zawahanie. Mógłby nadal odgrywać swoją rolę, ale jeśli zabiorą mu telefon i znajdą w galerii ostatnie zrzuty ekranu, może narobić sobie kłopotów.

– Nie nazwałbym Miłosza moim kolegą i pan chyba o tym wie – podsumował zrezygnowany

– Ale się znaliście.

– Powierzchownie.

– To ciekawe, bo jeśli wpiszesz w wyszukiwarkę wasze nazwiska, wyskoczy całkiem sporo wyników.

– Chodzi panu o ten konwent, tak? – warknął Łukasz bardziej agresywnie, niż zamierzał. – Odpuśćmy sobie te gierki. Najpierw zgrywacie moich kumpli, śmichy, chichy, szmery, bajery, a potem pierdolnięcie między oczy, co?

– Jak chcesz. – Podkomisarz nadal wyglądał na obojętnego, a może nawet nieco znudzonego. – Co robiłeś dzisiaj między siódmą a ósmą?

– Spałem.

– Ktoś może to potwierdzić?

– Mieszkam sam – oznajmił Płonka, zdając sobie sprawę, jak to wyglądało w oczach policji. – Wczoraj byłem u mojej siostry i szwagra, ale wróciłem około… Właściwie nie wiem, o której wróciłem. Kilka dni temu urodziło im się dziecko i trochę ze szwagrem popiliśmy, ale na pewno Magda, to znaczy moja siostra, będzie wiedzieć, o której od nich wyszedłem. Wkurzyła się, że siedzieliśmy do późna, ona chciała się wyspać, a my obudziliśmy małą. Po co te wszystkie pytania? Przecież tam jest monitoring.

– Tam, to znaczy gdzie? – W oczach podkomisarza pojawił się błysk, który bardzo nie spodobał się Łukaszowi.

– Na pewno już pan wie, że zdjęcia z miejsca zdarzenia hulają po sieci. Mogę wam pomóc – wypalił znienacka Płonka.

– Niby jak?

– Wiem, jak wygląda ta robota i jak Miłosz docierał do swoich informatorów. Jestem zanurzony w tym środowisku, na pewno szybciej od was ustalę, z kim się ostatnio kontaktował i nad czym pracował.

Gdy tylko skończył tę może nieco zbyt pyszałkowatą przemowę, pożałował, że otworzył dziób. Podkomisarz wyglądał na solidnie zirytowanego jego butą.

– Słuchaj, ty tam sobie nagrywaj na tego swojego YouTube’a i poczekaj na nasze ustalenia. Później może będziesz mógł zrobić z tego popularny odcinek i zarobisz swój hajs. Sorry, zapomniałem, w pace raczej nie masz co liczyć na dostęp do Internetu.

– Nie zabiłem go, kurwa, ludzie! Przecież macie nagrania z monitoringu. – Łukasz kurczowo złapał się tej myśli. Nagle coś przyszło mu do głowy. – Macie, prawda?

– Dlaczego się pobiliście na tym całym konwencie? – Jakub zignorował wybuch przesłuchiwanego. – Co to w ogóle za impreza?

– Stworzyłem takie wydarzenie, z zamysłu cykliczne, na razie odbyło się dwa razy, w Międzynarodowym Centrum Kongresowym. Przyjechali na nie fani true crime z całej Polski, zaprosiłem kilku podcasterów i ekspertów, były panele dyskusyjne, warsztaty – wyliczał Płonka. – Miłosz też tam był, nie mogłem go pominąć. To prawda, nigdy za sobą nie przepadaliśmy, ale on ma ogromne zasięgi i sporą rzeszę fanów, musiał więc zostać zaproszony na tak dużą imprezę, zwłaszcza że konwent odbywał się tutaj, w Katowicach. W mieście, w którym obydwaj mieszkamy. Żałuję tego, co się stało, zawsze byłem wybuchowy i dawałem się ponieść emocjom, ale teraz przesadziłem. W jednym panelu występowaliśmy razem i pokłóciliśmy się na scenie. Mieliśmy zupełnie inne podejście do robienia podcastów. Ja zawsze przygotowywałem i przygotowuję cele i strategie, podchodzę do swojej pracy czysto biznesowo, choćby skały srały, a mury pękały, muszę wrzucić odcinek we wtorek i w piątek o dwudziestej. Uważam, że regularność jest kluczowa w tej branży, przez co, przyznaję, czasem zdarza mi się zrobić coś niedokładnie, pod presją czasu, a Miłosz… – Łukasz zrobił przerwę na zaczerpnięcie oddechu. – On był z przeciwnej frakcji. Materiały publikował dopiero wówczas, kiedy miał wszystko dopięte na tip-top, sprawdzał każdy szczegół, zawsze, absolutnie zawsze kontaktował się z rodzinami ofiar, czytał wszystkie tomy akt.

– No, a nie tak powinna wyglądać ta robota? – wtrącił nieśmiało drugi policjant, który najwyraźniej tylko pozornie nie był zaangażowany w przesłuchanie.

– Ja też tak robiłem, ale czasem… no, czasem presja była zbyt duża i czytałem tylko akt oskarżenia i uzasadnienie wyroku, ale przecież siedzicie w tym temacie, wiecie, że w tych dokumentach jest to, co najistotniejsze. – Płonka już sam nie wiedział, czy tłumaczy się przed funkcjonariuszami, czy przed samym sobą. – A rodziny… Cóż, oczywiście, jeśli się dało, to nawiązywałem kontakt, ale problem polega na tym, że bliscy bardzo często idealizują zmarłych. Kiedyś robiłem podcast o takiej młodej dziewczynie, którą zabili ludzie z półświatka. Pracowała jako prostytutka, a dodatkowo dorabiała sobie, sprzedając dragi. Co miałem powiedzieć, że gangsterzy zajebali przypadkową laskę? Że przejeżdżali swoim Mercem przez miasto, zobaczyli ją na ulicy i stwierdzili, że dzisiaj właśnie ją zamordują? Rodzina tej dziewczyny miała do mnie pretensje, dostałem nawet pismo z kancelarii, że naruszam ich dobra osobiste, a konkretnie kult pamięci zmarłej. Miłosz pewnie w ogóle nie zrobiłby tego odcinka, a ludzie mają prawo wiedzieć. Mają prawo znać prawdę – podsumował, głęboko przekonany o słuszności swoich wniosków.

– I o to się pokłóciliście? – Podkomisarz nie wyglądał na przekonanego.

– Ścięliśmy się podczas tego panelu. Miłosz przed publicznością zarzucił mi, że liczą się dla mnie tylko zasięgi i kasa. Stwierdził, że powinniśmy się kierować etyką zawodową, że jeżeli ktoś nie wyraża zgody, byśmy zrobili podcast na temat jego tragedii, to po prostu tego nie robimy. Skurwiel wiedział, gdzie uderzyć. Raz współpracował z takimi ludźmi, o których wcześniej zrobiłem odcinek, to znaczy nie o nich, a o ich córce. Opowiadali mu, że nawet nie zapytałem ich o zdanie, nie dałem się im wypowiedzieć… A niby co innego mieliby dodać poza tym, co znalazłem w aktach i artykułach prasowych? Miłosz mnie poniżył na konwencie, który zorganizowałem, przed publicznością, którą ściągnąłem do MCK-u, – Łukasz znów poczuł wściekłość. Emocje sprzed ledwie trzech dni wciąż były w nim żywe. – Niby nie powiedział wprost, że zrobiłem podcast bez zgody rodziny, ale ten, kto znał sytuację, mógł to wyczytać między wierszami. Po panelu podszedłem do niego za kulisami i go poszarpałem, niepotrzebnie dałem się podejść. On zaczął się bronić, więc mu pierdolnąłem, ktoś to nagrał, wrzucił do sieci, koniec historii.

Po jego słowach w pokoju zapadła cisza. Drugi policjant już nawet nie udawał, że jest zajęty dokumentami, tylko z żywym zainteresowaniem słuchał opowieści Łukasza. Podkomisarz z kolei wyglądał na usatysfakcjonowanego. Tak, Płonka miał motyw. Nie, nie miał alibi.

– Miałeś wiele do stracenia – podsunął Jakub.

– Taa, ale mleko już się rozlało, co? Filmik hula po internetach, napisały o mnie nawet portale, które nigdy wcześniej nie poświęciły mi uwagi.

– Mogłeś chcieć się zemścić.

– Ale tego nie zrobiłem! Spałem nachlany w swoim mieszkaniu, mówiłem już! Przecież tam są kamery, przejrzyjcie nagrania z monitoringu, a przekonacie się, że nie ja to zrobiłem! – Płonka raz jeszcze złapał się tej rozpaczliwej myśli.

– Ile masz wzrostu? – Podkomisarz zaskoczył go tym pytaniem.

– Metr osiemdziesiąt, a co?

– Koledzy w pokoju obok próbują się dodzwonić do ochroniarza z twojego bloku, który dzisiaj rano był w pracy. – Policjant zignorował pytanie podcastera. – Módl się, żeby potwierdził twoją wersję. Po tym, jak z tobą skończymy, pojedziemy jeszcze raz do twojego mieszkania na przeszukanie. Oczywiście, możesz i powinieneś być przy tym obecny. Będziemy musieli zabezpieczyć twój telefon i wszelkie sprzęty elektroniczne.

– Co?! A niby na czym mam pracować? – wyrwało się Łukaszowi.

– Po zakończeniu wszystkich czynności zobaczymy, co z tobą będzie, czy prokurator będzie miał podstawy, aby postawić ci zarzuty, czy zostaniesz zwolniony.

– Nie, kurwa, to się nie dzieje. – Płonka schował twarz w dłoniach i pokręcił głową. Nagle o czymś sobie przypomniał. – U mnie w bloku jest monitoring! Przecież możecie sprawdzić, o której wróciłem do mieszkania i czy z niego wychodziłem.

– No co ty nie powiesz? – prychnął Jakub, a po sympatycznym, przyjacielsko nastawionym policjancie nie został nawet ślad. – To wszystko trwa, więc na razie sobie poczekasz, ale w ramach rozrywki zapraszamy cię na wycieczkę do twojego mieszkania. No, zbieraj się!

Łukasz oczyma wyobraźni zobaczył, jak zakładają mu kajdanki i wyprowadzają go w nich z komendy. Pozostawało mu jedynie się modlić, żeby nikt z przechodniów czy interesantów go nie rozpoznał i nie zrobił mu zdjęcia. I bez tego miał ogromne kłopoty.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij