Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Podróż ku sobie. Część 10. Dziesięć ogniw jedności. - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
7 lipca 2026
29,00
2900 pkt
punktów Virtualo

Podróż ku sobie. Część 10. Dziesięć ogniw jedności. - ebook

„Dziesięć Ogniw Jedności” to dziesiąty e-book z serii „Podróż ku sobie”, który skupia się na budowaniu zdrowych relacji, świadomej współpracy i poczucia wspólnoty. To e-book dla osób, które chcą tworzyć autentyczne więzi, nie rezygnując z własnej tożsamości. Autorka pokazuje, jak zaufanie, komunikacja, wzajemne wsparcie i wewnętrzna spójność wpływają na jakość relacji oraz codzienne życie. E-book pomaga budować głębsze połączenie z innymi, pozostając w zgodzie ze sobą. To kolejna część serii „Podróż ku sobie”.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788398193603
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

To, kim jesteś, ma znaczenie. Ale równie ważne jest to, co dajesz innym. Bo każda dusza jest częścią większej całości.

Liczba 10 symbolizuje pełnię, która nie zatrzymuje się na sobie. To pełnia połączona z działaniem. Z obecnością. Z byciem razem świadomie, z poszanowaniem różnic, ale i z gotowością do współtworzenia. To wibracja wspólnoty, która nie wymaga rezygnacji z siebie, ale zaprasza do tego, by wnieść to, kim naprawdę jesteśmy, w coś większego.

Kolor koralowy niesie ze sobą ciepło, lekkość i otwartość serca. Przypomina o relacjach, które odżywiają. O połączeniach, które są zdrowe i prawdziwe. To barwa wspólnego stołu, przy którym każdy ma miejsce.

„Dziesięć Ogniw Jedności” to zaproszenie do tego, by zobaczyć siebie jako część większej układanki. By poczuć, że Twoje światło tak jak światło innych wnosi wartość. Że kiedy każda osoba zaczyna błyszczeć swoim naturalnym blaskiem, tworzymy razem coś większego, coś pełniejszego.

Bo jedność nie polega na tym, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Jedność to przestrzeń, w której każdy może być sobą i właśnie dzięki temu jesteśmy razem.Spis treści

Wstęp

Moja historia

Ogniwo 1 -Od „ja” do „my”

Rozwój, który zatrzymuje się na sobie, zaczyna ograniczać

Samowystarczalność to często forma ochrony, nie siły

Bliskość zaczyna się tam, gdzie kończy się kontrola

Ćwiczenia

Pytania refleksyjne

Moja historia

Ogniwo 2 - Relacje jako przestrzeń tworzenia, nie przetrwania

Nie potrzebujesz relacji, żeby być cała, ale możesz w niej tworzyć więcej

Dawanie i branie zaczynają być naturalne, nie wymuszone

Relacja nie jest miejscem udowadniania swojej wartości

Ćwiczenia

Pytania refleksyjne

Moja historia

Ogniwo 3 - Zaufanie do ludzi bez utraty siebie

Możesz ufać i nadal widzieć

Otwartość nie oznacza naiwności

Granice i bliskość mogą istnieć jednocześnie

Ćwiczenia

Pytania refleksyjne

Moja historia

Ogniwo 4 - Komunikacja, która łączy zamiast dzielić

Słuchanie jest ważniejsze niż mówienie

Nie wszystko trzeba wyjaśniać, żeby być zrozumianą

Prawda nie musi ranić, jeśli nie jest atakiem

Moja historia

Ogniwo 5 - Współpraca zamiast kontroli

Nie musisz wszystkiego robić sama

Delegowanie to zaufanie, nie, słabość

Współpraca przyspiesza to, co sama robiłabyś latami

Ćwiczenia

Pytania refleksyjne

Moja historia

Ogniwo 6 - Przestrzeń na różnorodność

Nie każdy musi myśleć jak Ty

Konflikt nie oznacza zagrożenia

Różnice mogą budować, nie dzielić

Ćwiczenia

Moja historia

Ogniwo 7 - Tworzenie relacji opartych na prawdzie

Maski przestają być potrzebne

Autentyczność filtruje ludzi naturalnie

Nie każda relacja jest na całe życie

Ćwiczenia

Pytania refleksyjne

Moja historia

Ogniwo 8 - Energia, którą wnosisz do relacji

To, co masz w sobie, tworzysz na zewnątrz

Twoja obecność wpływa bardziej niż Twoje słowa

Relacje są odbiciem Twojego stanu, nie przypadku

Ćwiczenia

Pytania refleksyjne

Moja historia

Ogniwo 9 - Wspólnota jako nowy poziom bezpieczeństwa

Bezpieczeństwo nie oznacza samotności

Bliskość może być miejscem odpoczynku

Wsparcie nie oznacza zależności

Ćwiczenia

Moja historia

Ogniwo 10 - Tworzenie życia razem, nie obok siebie

Jedność zaczyna się od wewnętrznej spójności

Samotna siła przestaje być celem

Razem możesz więcej, ale tylko jeśli jesteś sobą

Ćwiczenia

Pytania refleksyjne

Podsumowanie e-bookaWSTĘP

Przez całe życie jesteśmy częścią różnych relacji. Relacji z rodziną, przyjaciółmi, partnerami, współpracownikami, a przede wszystkim relacji z samymi sobą. Spotykamy ludzi, przywiązujemy się, oddalamy, uczymy się bliskości, przeżywamy rozczarowania i doświadczamy momentów, które pozostawiają w nas ślad na wiele lat. Każda relacja czegoś nas uczy. Każda pokazuje nam coś o drugim człowieku, ale bardzo często pokazuje nam również coś o nas samych. Relacje potrafią być jednocześnie jednymi z najpiękniejszych i jednymi z najtrudniejszych doświadczeń w życiu. To właśnie w nich najczęściej uczymy się zaufania, otwartości, akceptacji i miłości. To również w nich spotykamy swoje lęki, stare schematy, niezagojone rany i przekonania, które budowaliśmy przez lata. Czasami pragniemy bliskości, ale boimy się odrzucenia. Chcemy być sobą, ale jednocześnie potrzebujemy akceptacji. Tęsknimy za głębokimi więziami, a jednocześnie nie zawsze wiemy, jak je tworzyć. Być może niektóre relacje sprawiły, że zaczęłaś wątpić w siebie. Być może były takie, które otworzyły Ci serce i pokazały, że możesz czuć się bezpiecznie. Być może były również takie, które nauczyły Cię stawiać granice, wybierać siebie i odchodzić z miejsc, które przestały być dla Ciebie dobre. Każde z tych doświadczeń ma znaczenie. Każde stało się częścią Twojej historii. Relacje często stają się również lustrem. Pokazują nam nasze potrzeby, nasze lęki i nasze pragnienia. Pokazują, w jaki sposób reagujemy na bliskość i jak radzimy sobie z odrzuceniem. Pokazują, czy potrafimy zaufać, czy raczej budujemy wokół siebie mury. Pokazują, czy umiemy przyjmować miłość i wsparcie, czy łatwiej jest nam wszystko robić samemu. Pokazują, czy pozwalamy sobie być autentyczni, czy nadal próbujemy zasługiwać na swoje miejsce w relacjach. Ten e-book nie jest jednak wyłącznie o relacjach z innymi ludźmi. Jest przede wszystkim o relacji, którą budujesz sama ze sobą. Bo sposób, w jaki przeżywamy bliskość, komunikujemy swoje potrzeby, reagujemy na konflikty, przyjmujemy wsparcie czy tworzymy poczucie bezpieczeństwa, bardzo często ma swoje źródło właśnie tam. W naszym wewnętrznym świecie. To właśnie w relacji z samą sobą uczymy się, czy nasze emocje mają znaczenie. To właśnie tam uczymy się słuchać własnych potrzeb albo je ignorować. To właśnie tam budujemy przekonania na temat swojej wartości i swojej roli wśród innych ludzi. Im bardziej jesteśmy odłączeni od siebie, tym trudniej jest nam budować zdrowe i spokojne relacje z innymi. Im bliżej jesteśmy siebie, tym łatwiej jest nam tworzyć więzi oparte na autentyczności i wzajemnym szacunku. W tym e-booku nie znajdziesz gotowych recept na idealne relacje. Nie ma jednego schematu, który pasuje do każdego człowieka i każdej historii. Znajdziesz tutaj natomiast zaproszenie do zatrzymania się i spojrzenia głębiej. Do przyjrzenia się swoim doświadczeniom, emocjom, przekonaniom i potrzebom. Do zobaczenia, jakie wzorce tworzysz w relacjach i czego naprawdę pragnie Twoje serce. Znajdziesz tutaj również przestrzeń do refleksji. Przestrzeń do zadawania sobie pytań, na które być może wcześniej nie było czasu. Przestrzeń do spojrzenia na siebie z większą łagodnością i ciekawością. Nie po to, aby oceniać swoje decyzje i przeszłość, ale po to, aby lepiej zrozumieć siebie. Bo zrozumienie jest często początkiem prawdziwej zmiany. Dziesięć ogniw, przez które przejdziesz, tworzy drogę od budowania relacji z poziomu lęku, przetrwania i starych schematów do relacji opartych na autentyczności, wzajemności i świadomym współtworzeniu. To podróż przez komunikację, granice, różnorodność, prawdę, obecność, bezpieczeństwo, wsparcie i wspólnotę. To również podróż do miejsca, w którym nie musisz już wybierać pomiędzy siłą a bliskością, pomiędzy niezależnością a wsparciem, pomiędzy „ja” a „my”. Być może podczas tej drogi odkryjesz, że niektóre relacje były lustrem Twoich ran. Być może zrozumiesz, dlaczego pewne sytuacje powtarzały się w Twoim życiu. Być może zauważysz, że przez lata próbowałaś być wszystkim dla wszystkich, zapominając czasami o sobie. Być może dostrzeżesz, jak wiele siły kosztowało Cię samotne dźwiganie wszystkiego. Być może przypomnisz sobie, że pod potrzebą bycia silną często kryła się również potrzeba odpoczynku, bliskości i poczucia bezpieczeństwa. A być może po prostu przypomnisz sobie coś, co od dawna już w Tobie było. Że jesteś człowiekiem stworzonym zarówno do bycia sobą, jak i do bycia w relacji. Że możesz być jednocześnie niezależna i otwarta na bliskość. Że możesz być silna i jednocześnie pozwolić sobie na wsparcie. Że możesz budować swoje życie samodzielnie i jednocześnie współtworzyć je z innymi ludźmi. Bo prawdziwa bliskość nie zaczyna się od znalezienia odpowiednich ludzi. Zaczyna się od spotkania z samą sobą. Od odwagi zauważenia własnych emocji. Od słuchania własnych potrzeb. Od budowania wewnętrznego bezpieczeństwa i większej spójności ze sobą. A kiedy uczysz się być bliżej siebie, krok po kroku zaczynasz tworzyć również inne relacje. Spokojniejsze. Bardziej autentyczne. Oparte na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Relacje, w których możesz być sobą i jednocześnie pozwolić sobie być częścią czegoś większego niż tylko Ty sama. Witaj w dziesiątym ogniwie jedności. W miejscu, które przypomina, że prawdziwa bliskość nie polega na rezygnowaniu z siebie dla innych ludzi. Nie polega również na budowaniu życia w samotności i przekonaniu, że wszystko trzeba unieść samemu. Prawdziwa bliskość rodzi się tam, gdzie spotykają się dwie osoby, które mają odwagę być sobą. Dwie osoby, które potrafią być blisko siebie i jednocześnie pozostać blisko siebie samych. Bo najpiękniejsze relacje nie powstają wtedy, gdy dwie osoby przestają być sobą. Powstają wtedy, gdy dwoje ludzi ma odwagę spotkać się w prawdzie i świadomie tworzyć życie razem, a nie obok siebie.Moja historia

Przyznam szczerze, że przez długi czas myślałam, że rozwój polega przede wszystkim na skupieniu się na sobie. W pewnym sensie nadal tak uważam. Są momenty w życiu, kiedy człowiek naprawdę potrzebuje się zatrzymać i wrócić do siebie. Potrzebuje pobyć sam, usłyszeć własne myśli, poczuć emocje, które przez lata były zagłuszane i w końcu zadać sobie pytanie, czego tak naprawdę chce od życia. Mam jednak wrażenie, że współczesny rozwój osobisty czasami poszedł w skrajność. Coraz częściej słyszymy, że mamy być sami, polubić samotność, przestać potrzebować innych ludzi i stać się całkowicie samowystarczalni. Rozumiem, skąd bierze się ta narracja. Wielu z nas nigdy nie nauczyło się być ze sobą. Żyjemy w świecie, który nieustannie nas stymuluje. Gdy pojawia się cisza, odruchowo sięgamy po telefon, włączamy serial, muzykę albo zaczynamy scrollować media społecznościowe. Bardzo trudno jest po prostu usiąść i pobyć ze sobą. Ja też musiałam się tego nauczyć. Potrzebowałam czasu, żeby poznać siebie naprawdę. Nie tę wersję mnie, którą stworzyły oczekiwania innych ludzi, wychowanie, schematy i przekonania, ale tę prawdziwą. Tę, która czuje, ma swoje granice, potrzeby, marzenia i lęki. Potrzebowałam zdjąć z siebie wiele warstw. Musiałam nauczyć się słuchać siebie, zauważać własne emocje i przestać od nich uciekać. To nie wydarzyło się w jeden dzień. Były momenty ogromnego chaosu, przeciążenia i zagubienia. Były chwile, kiedy czułam się tak zmęczona, że nie miałam siły na nic. Były momenty, kiedy kończył się jakiś etap mojego życia, ale nowe jeszcze się nie zaczęło. To dziwne uczucie bycia pomiędzy. Już nie jesteś tym, kim byłaś kiedyś, ale jeszcze nie jesteś tym, kim się stajesz. Właśnie w tych przestrzeniach nauczyłam się być ze sobą. Nauczyłam się siedzieć w ciszy. Nauczyłam się nie zagłuszać swoich emocji. Nauczyłam się zauważać, kiedy jestem smutna, przeciążona, rozczarowana albo po prostu zmęczona. Nauczyłam się traktować siebie z większą łagodnością. Dzisiaj naprawdę lubię swoje towarzystwo. Lubię pobyć sama. Lubię pójść na spacer, usiąść z herbatą, poczytać książkę albo po prostu pobyć ze swoimi myślami. Ale doszłam też do bardzo ważnego wniosku. Nie uczymy się być sami po to, żeby zostać sami. Uczymy się być sami po to, żeby w relacjach nie zgubić siebie. Przez wiele lat byłam bardzo samodzielna. Były okresy, kiedy wszystko ogarniałam sama. Praca, codzienne obowiązki, przeprowadzki, zmiany, organizowanie życia od nowa. Nawet kiedy kupiłam swoje mieszkanie i trzeba było je wykończyć, większość rzeczy brałam na siebie. Jeździłam po sklepach, porównywałam, wybierałam, organizowałam i podejmowałam decyzje. Lubię takie rzeczy. Lubię tworzyć i urządzać przestrzeń. Ale po kilku tygodniach ciągłego załatwiania i dźwigania wszystkiego sama byłam po prostu zmęczona. I takich sytuacji w moim życiu było wiele. Zrozumiałam wtedy coś ważnego. To, że potrafię wszystko ogarnąć sama, wcale nie oznacza, że zawsze chcę to robić sama. Nie potrzebuję drugiego człowieka po to, żeby mnie uratował. Nie potrzebuję kogoś, kto rozwiąże za mnie każdy problem. Przez lata nauczyłam się radzić sobie w wielu sytuacjach. Mój umysł bardzo szybko szuka rozwiązań. Potrafię organizować, planować i działać. Ale są momenty, kiedy po prostu chciałabym, żeby ktoś mnie przytulił. Żeby ktoś był obok. Żeby ktoś spojrzał na mnie spokojnie i dał mi poczucie, że nie muszę wszystkiego dźwigać sama. Kiedyś uważałam, że siła polega na tym, żeby wytrzymać. Żeby sobie poradzić. Żeby nie potrzebować pomocy. Dzisiaj rozumiem siłę zupełnie inaczej. Dla mnie siła to świadomość siebie. To umiejętność zauważenia, że mam mniej energii i potrzebuję odpocząć. To przyznanie przed samą sobą, że jest mi trudno. To pozwolenie sobie na gorszy dzień bez poczucia winy. To umiejętność odpuszczenia i powiedzenia sobie, że dzisiaj zrobię mniej i to też jest w porządku. To również przyjęcie, że jestem człowiekiem. Mam swoje zasoby, ale mam też ograniczenia. Przez lata byłam osobą, która częściej dawała niż brała. To ja pomagałam, wspierałam i niosłam innych. Proszenie o pomoc było dla mnie bardzo trudne. Miałam wrażenie, że wszyscy są zajęci, że nie powinnam zawracać nikomu głowy i że przecież sama sobie poradzę. Dopiero później zrozumiałam, że to był mój własny schemat. Prawda była taka, że wiele osób naprawdę chciało mi pomóc. Tylko ja nie dawałam im na to przestrzeni. I to był dla mnie kolejny etap przechodzenia od „ja” do „my”. Nauczyć się przyjmować. Przyjmować pomoc. Przyjmować wsparcie. Przyjmować obecność drugiego człowieka. Zrozumiałam też, że nie szukam drugiej połówki. Nie wierzę w to, że ktoś ma mnie dopełnić. Jestem całością. Ty również jesteś całością. Ale bycie całością nie oznacza, że mamy żyć w samotności. Człowiek jest istotą społeczną. Potrzebujemy więzi. Potrzebujemy bliskości. Potrzebujemy czuć, że możemy dzielić życie z drugim człowiekiem. Dojrzałe „my” nie powstaje wtedy, kiedy dwoje ludzi próbuje nawzajem wypełnić swoje braki. Dojrzałe „my” rodzi się wtedy, kiedy dwoje ludzi potrafi być sobą i jednocześnie robi miejsce dla siebie nawzajem. Myślę, że właśnie na tym polega prawdziwe przejście od „ja” do „my”. Najpierw wracasz do siebie. Uczysz się siebie. Zaczynasz siebie lubić. Przestajesz przed sobą uciekać. A później odkrywasz, że nie chodzi o to, żeby nikogo nie potrzebować. Chodzi o to, żeby będąc blisko innych ludzi, już nigdy więcej nie zgubić samej siebie.OGNIWO 1 -OD „JA” DO „MY”

Przez długi czas myślałam, że rozwój polega głównie na skupieniu się na sobie. Na poznawaniu siebie, uzdrawianiu swoich ran, stawianiu granic i budowaniu życia w zgodzie ze sobą. To wszystko jest bardzo ważne. Jednak z czasem zrozumiałam, że rozwój nie kończy się na „ja”. Człowiek nie jest stworzony do życia w całkowitej samotności. Potrzebujemy zarówno relacji z samymi sobą, jak i bliskości, współpracy oraz poczucia, że możemy dzielić swoje życie z innymi. Prawdziwa dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy potrafimy być sobą i jednocześnie tworzyć zdrowe, świadome „my”.

Rozwój, który zatrzymuje się na sobie, zaczyna ograniczać

Rozwój osobisty bardzo często zaczyna się od siebie i to jest naturalne. Zaczynamy zadawać pytania, dlaczego reagujemy w określony sposób, skąd biorą się nasze schematy, dlaczego nie potrafimy odpoczywać, stawiać granic czy mówić o swoich potrzebach. Zaczynamy poznawać siebie, regulować emocje, uczyć się łagodności i odzyskiwać kontakt ze sobą. To jest potrzebny etap. Problem pojawia się wtedy, gdy rozwój zatrzymuje się wyłącznie na sobie. Mam wrażenie, że współczesny rozwój osobisty czasami wpada w pewną pułapkę. Z jednej strony uczy nas miłości do siebie, dbania o własne granice i wsłuchiwania się w swoje potrzeby. Z drugiej strony czasami nieświadomie buduje przekonanie, że wszystko mamy robić sami, nikogo nie potrzebować i skupiać się wyłącznie na sobie. W pewnym momencie człowiek zaczyna analizować każdą emocję, każde zachowanie i każdą relację. Nieustannie zastanawia się, co jeszcze powinien w sobie naprawić, przepracować lub zrozumieć. Sama przez to przechodziłam. Były momenty, kiedy tak bardzo skupiałam się na rozwoju, że niemal całe moje życie zaczęło krążyć wokół analizowania siebie. Czytałam książki, słuchałam podcastów, oglądałam materiały rozwojowe i próbowałam zrozumieć każdą swoją reakcję. Było to potrzebne, ponieważ po raz pierwszy naprawdę zaczęłam poznawać siebie. Jednak po pewnym czasie zrozumiałam, że nie chcę całego życia spędzić na nieustannym naprawianiu siebie. Człowiek nie jest projektem do ciągłego poprawiania. Człowiek jest również po to, żeby żyć. Myślę, że wiele osób wpada w pułapkę ciągłego rozwoju, ponieważ podświadomie wierzy, że jeszcze nie jest gotowe. Jeszcze nie jestem wystarczająco uzdrowiona. Jeszcze nie przepracowałam tego lęku. Jeszcze mam problem z granicami. Jeszcze czasami się triggeruję. Jeszcze mam gorsze dni. I to „jeszcze” potrafi ciągnąć się latami. W pewnym momencie rozwój przestaje być drogą do życia, a staje się jego odraczaniem. Odkładamy relacje, bo najpierw musimy popracować nad sobą. Odkładamy marzenia, bo jeszcze nie jesteśmy wystarczająco pewni siebie. Odkładamy nowe doświadczenia, bo nadal mamy jakieś lęki. Czasami nawet odkładamy szczęście, ponieważ wydaje nam się, że dopiero po rozwiązaniu wszystkich naszych problemów będziemy mogli naprawdę zacząć żyć. Tylko że taki moment prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie. Prawda jest taka, że zawsze będzie coś, nad czym można pracować. Zawsze będzie kolejna emocja do zrozumienia, kolejny schemat do zauważenia czy kolejny lęk do oswojenia. Jesteśmy ludźmi. Zmieniamy się przez całe życie. Doświadczamy różnych sytuacji i każda z nich czegoś nas uczy. Nie istnieje punkt, w którym możemy powiedzieć, że jesteśmy już całkowicie przepracowani i od teraz nie pojawi się żaden trudniejszy moment. Myślę, że czasami rozwój osobisty może stać się również bardzo sprytną formą ucieczki. Łatwiej jest przeczytać kolejną książkę niż wejść w bliską relację. Łatwiej jest oglądać materiały o stawianiu granic niż rzeczywiście powiedzieć komuś „nie”. Łatwiej jest analizować siebie niż pozwolić sobie na bycie widzianym przez drugiego człowieka. Łatwiej jest szukać kolejnych odpowiedzi niż wyjść do życia, które zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem, niepewnością i dyskomfortem. Paradoks polega na tym, że wiele rzeczy możemy odkryć tylko wtedy, kiedy jesteśmy sami, ale równie wiele rzeczy możemy odkryć wyłącznie w relacjach z innymi ludźmi. Możemy nauczyć się lubić własne towarzystwo, ale nie nauczymy się bliskości w pojedynkę. Możemy nauczyć się regulować emocje, ale nie dowiemy się, jak reagujemy na czyjąś bliskość, dopóki nie dopuścimy kogoś do siebie. Możemy przeczytać sto książek o zaufaniu, ale prawdziwego zaufania uczymy się dopiero wtedy, kiedy zaczynamy budować więź z drugim człowiekiem. Tak samo jest z przyjmowaniem. Możemy rozumieć, że warto prosić o pomoc, ale dopiero w kontakcie z drugim człowiekiem odkrywamy, jak bardzo jest to dla nas trudne. Możemy mówić, że jesteśmy otwarci na miłość, ale dopiero relacje pokazują nam nasze lęki, mechanizmy obronne i miejsca, które nadal potrzebują uwagi. W pewnym momencie zrozumiałam, że rozwój nie polega na odcinaniu się od świata i zamykaniu w sobie. Rozwój polega na tym, żeby coraz lepiej znać siebie i właśnie dzięki temu potrafić być bliżej ludzi, budować zdrowsze relacje i tworzyć życie bardziej zgodne ze sobą. Im bardziej zaczęłam rozumieć siebie, tym bardziej zaczęłam rozumieć innych. Im więcej miałam wobec siebie łagodności, tym więcej miałam jej również wobec ludzi. Im mniej walczyłam ze swoimi emocjami, tym mniej oceniałam cudze. Ostatecznie nie rozwijamy się po to, żeby być coraz bardziej samowystarczalni i oddzieleni od innych. Rozwijamy się po to, żeby będąc sobą, umieć tworzyć świadome i dojrzałe „my”. Rozwijamy się po to, żeby nie szukać w innych ratunku, ale też nie budować wokół siebie muru pod nazwą „nikogo nie potrzebuję”. Rozwijamy się po to, żeby nauczyć się jednej z najtrudniejszych rzeczy w życiu - pozostać sobą i jednocześnie mieć odwagę być naprawdę blisko drugiego człowieka.

Samowystarczalność to często forma ochrony, nie siły
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij