-
nowość
-
promocja
Podróż ku sobie. Część 8. Osiem bram mocy. Ucieleśnienie zmiany. - ebook
Podróż ku sobie. Część 8. Osiem bram mocy. Ucieleśnienie zmiany. - ebook
„Osiem Bram Mocy” to ósmy e-book z serii „Podróż ku sobie”, który skupia się na budowaniu wewnętrznego bezpieczeństwa, regulacji emocji i ucieleśnianiu zmiany w codziennym życiu. To e-book dla osób, które czują zmęczenie ciągłym napięciem, overthinkingiem, przebodźcowaniem i życiem w trybie przetrwania. Autorka pokazuje, jak brak odpoczynku, nadmiar bodźców, tłumione emocje i odcięcie od własnych potrzeb wpływają na ciało, psychikę i relacje. E-book pomaga lepiej rozumieć siebie, odzyskiwać kontakt z własnym ciałem i budować życie bardziej wspierające oraz spokojne. To kolejna część serii „Podróż ku sobie”.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397969964 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wstęp
Moja historia
Rozdział I
Brama 1 - Ciało, które uczy się nowego bezpieczeństwa
Twoje ciało nie nadąża za tym, kim już jesteś
Nie jesteś zmęczona życiem. Jesteś zmęczona sposobem, w jaki żyjesz
Bezpieczeństwo buduje się w małych decyzjach, nie w wielkich przełomach
Wracanie do ciała to wybór, nie reakcja
Ćwiczenia
Pytania refleksyjne
Moja historia
Rozdział II
Brama 2 - Emocje, które nie muszą już przejmować kontroli
To, że coś wraca, nie znaczy, że się cofnęłaś
Nie każda intensywna emocja jest prawdą
Nie każdy trigger wymaga reakcji
Możesz czuć i nadal być w kontakcie ze sobą
Ćwiczenia
Pytania refleksyjne
Moja historia
Rozdział III
Brama 3 - Umysł, który nie musi już wszystkiego kontrolować
Myślenie nie daje Ci bezpieczeństwa, tylko jego iluzję
To nie chaos Cię męczy, tylko próba kontrolowania wszystkiego
Nadmiar informacji oddala Cię od siebie
Spokój zaczyna się tam, gdzie kończy się nadkontrola
Ćwiczenia
Pytania refleksyjne
Moja historia
Rozdział IV
Brama 4 - Granice, które przestają być walką
Brak granic nie wynika z braku siły, tylko z potrzeby bycia zaakceptowaną
Poczucie winy nie oznacza, że robisz coś źle
Przeciążenie to sygnał, nie słabość
Granice to decyzja o sobie, nie reakcja na innych
Ćwiczenia
Pytania refleksyjne
Moja historia
Rozdział V
Brama 5 - Głos, który przestaje się chować
Strach przed oceną trzyma Cię w miejscu bardziej niż brak możliwości
Milczenie nie chroni Cię, tylko oddala od siebie
Mówienie prawdy nie oznacza konfliktu
Twój głos nie musi być idealny, żeby był ważny
Twój głos nie musi być idealny, żeby był ważny
Ćwiczenia
Pytania refleksyjne
Moja historia
Rozdział VI
Brama 6 - Zaufanie do siebie w czasie niepewności
To, że się boisz, nie znaczy, że nie powinnaś iść dalej
Kontrola to próba uniknięcia niepewności, nie rozwiązanie
Intuicja nie krzyczy, ale jest bardziej stabilna niż lęk
Zaufanie buduje się przez działanie, nie przez myślenie
Ćwiczenia
Pytania refleksyjne
Moja historia
Rozdział VII
Brama 7 - Relacje, w których nie tracisz siebie
To nie relacje są problemem, tylko sposób, w jaki w nich jesteś
Trigger to informacja, nie porażka
Bliskość nie wymaga rezygnacji z siebie
Możesz być w relacji i nadal być sobą
Ćwiczenia
Pytania refleksyjne
Moja historia
Rozdział VIII
Brama 8 -Życie, które zaczyna Cię wspierać
Nie musisz się ciągle naprawiać, żeby iść dalej
Stabilność nie przychodzi z zewnątrz, tylko z codziennych wyborów
Nowa wersja Ciebie potrzebuje nowego sposobu życia
Spokój nie jest celem. Jest efektem tego, jak żyjesz
Ćwiczenia
Pytania refleksyjne
Podsumowanie e-bookaWSTĘP
Przez bardzo długi czas wydawało mi się, że problemem jestem ja. Że jestem zbyt wrażliwa, zbyt emocjonalna, zbyt chaotyczna albo po prostu niewystarczająca. Bardzo długo próbowałam siebie naprawić. Analizowałam swoje emocje, reakcje, relacje, schematy i myśli. Szukałam odpowiedzi w rozwoju, psychologii, duchowości i kolejnych próbach zrozumienia siebie. I chociaż wiele z tych rzeczy naprawdę mi pomogło, w pewnym momencie zaczęłam zauważać coś bardzo ważnego. Problemem nie zawsze jest to, kim jesteśmy. Czasami problemem jest sposób, w jaki nauczyliśmy się żyć. Żyć w ciągłym napięciu. Żyć tak, jakby odpoczynek trzeba było sobie najpierw zasłużyć. Żyć w overthinkingu, kontroli i przeciążeniu. Żyć odciętym od własnego ciała, emocji i potrzeb. Żyć tak długo w trybie przetrwania, że spokój zaczyna wydawać się czymś obcym. Sama bardzo długo funkcjonowałam w taki sposób. Nawet kiedy z zewnątrz wszystko wyglądało dobrze, w środku bardzo często czułam zmęczenie. Nie tylko fizyczne. Takie głębokie zmęczenie psychiczne i emocjonalne. Zmęczenie ciągłym analizowaniem, ciągłym myśleniem, próbą kontrolowania życia i bycia silniejszą niż własny organizm. I chyba właśnie to było najtrudniejsze. Że człowiek przez lata tak bardzo przyzwyczaja się do napięcia, że zaczyna traktować je jak coś normalnego. Dopiero po czasie zaczęłam rozumieć, że bardzo często nie potrzebujemy kolejnej rzeczy do naprawienia w sobie. Potrzebujemy bardziej życia, które przestanie nas codziennie przeciążać. Więcej ciszy. Więcej prostoty. Więcej bezpieczeństwa. Więcej kontaktu ze sobą. Więcej łagodności wobec własnego organizmu. I właśnie o tym jest ten e-book. Nie o perfekcyjnym rozwoju. Nie o stawaniu się idealną wersją siebie. Nie o życiu bez emocji, lęku albo trudniejszych momentów. Ten e-book jest bardziej o powrocie do siebie. O zauważeniu, jak bardzo codzienność wpływa na nasze ciało, układ nerwowy, emocje i relacje. O zrozumieniu, że spokój nie pojawia się dlatego, że nagle wszystko wokół zaczyna być idealne. Bardzo często pojawia się wtedy, kiedy przestajemy żyć przeciwko sobie. W kolejnych rozdziałach będziemy przechodzić przez tematy kontroli, overthinkingu, granic, relacji, triggerów, odpoczynku i budowania codzienności, która zaczyna naprawdę wspierać zamiast cały czas odbierać energię. Nie po to, żeby oceniać siebie za stare schematy. Bardziej po to, żeby zacząć lepiej rozumieć, dlaczego przez tyle lat były nam potrzebne. Bo bardzo możliwe, że przez większość życia próbowałaś po prostu poradzić sobie najlepiej, jak umiałaś. I może właśnie teraz nie potrzebujesz już kolejnej wersji siebie. Może potrzebujesz bardziej miejsca, w którym Twoje ciało, emocje i psychika w końcu poczują:
„Już nie muszę cały czas walczyć.”Moja historia
Przez bardzo długi czas wydawało mi się, że rozwój polega głównie na pracy z głową. Na zmianie przekonań, analizowaniu schematów, pracy z emocjami i odkrywaniu siebie. I to oczywiście było ważne. Bardzo ważne. To właśnie od tego zaczęła się moja droga. Zaczęłam terapię, poznawanie siebie, zauważanie swoich mechanizmów, swoich ran, swoich reakcji. Powoli zaczynałam rozumieć, dlaczego funkcjonuję tak, a nie inaczej. Dlaczego ciągle gdzieś pędzę. Dlaczego trudno mi odpoczywać. Dlaczego próbuję zasłużyć na spokój. Tylko że przez bardzo długi czas w tym wszystkim praktycznie nie słuchałam swojego ciała. Miałam coraz większą świadomość psychiczną i emocjonalną, ale moje ciało nadal żyło według starych zasad. Nadal funkcjonowało w napięciu, przeciążeniu i trybie przetrwania. I szczerze mówiąc, chyba długo nawet tego nie zauważałam, bo taki stan był dla mnie normalny. Człowiek przyzwyczaja się do życia w napięciu bardziej niż mu się wydaje. Przyzwyczaja się do ciągłego myślenia, analizowania, robienia czegoś, bycia zajętą, do bodźców, do presji, do wewnętrznego poczucia, że cały czas trzeba coś ogarniać. Szczególnie kiedy przez lata żyło się w chaosie emocjonalnym albo w poczuciu, że bezpieczeństwo trzeba sobie wypracować. Dopiero kiedy przeprowadziłam się do Holandii, zaczęłam zauważać, jak bardzo mój organizm był zmęczony. I paradoksalnie nie wydarzyło się to wtedy, kiedy miałam największy chaos, tylko wtedy, kiedy w końcu zaczęło robić się spokojniej. Nagle nie było aż tyle napięcia. Miałam bardziej uporządkowaną codzienność. Stabilniejszą pracę. Ciszę. Rutynę. Przestrzeń. I właśnie wtedy zaczęły wychodzić rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Zaczęłam zauważać, że spokój wcale nie jest dla mnie taki naturalny, jak mi się wydawało. Że moje ciało wręcz nie umie odpoczywać. Jakby cały czas czekało, aż znowu wydarzy się coś trudnego. Miałam momenty, kiedy w głowie wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, ale wieczorem nie mogłam zasnąć, bo mój umysł nadal analizował i rozmyślał. Albo myślałam, że mam energię i dam radę zrobić jeszcze jedną rzecz, napisać jeszcze jeden rozdział, przeczytać jeszcze kilka stron, po czym nagle organizm dosłownie odmawiał współpracy. Bolały mnie oczy, głowa, ciało. Wracałam z pracy i miałam wrażenie, że już nie jestem w stanie zrobić nic więcej. Kiedyś ignorowałam takie sygnały. Dzisiaj coraz częściej je zauważam. Zaczęłam też widzieć bardzo konkretne zależności między moim ciałem, snem, emocjami i codziennym funkcjonowaniem. Jeśli źle spałam, automatycznie dwa razy bardziej ciągnęło mnie do słodkiego. Jeśli byłam przeciążona albo zestresowana, zaczynałam zajadać emocje. I nie chodziło nawet zawsze o samą czekoladę czy słodycze. Chodziło o regulowanie napięcia. Jedzenie przez lata było dla mnie pocieszeniem, nagrodą, chwilowym bezpieczeństwem i sposobem na ukojenie emocji. Dopiero po czasie zaczęłam rozumieć, że moje ciało wcale nie było „zepsute”. Ono po prostu próbowało sobie radzić najlepiej, jak umiało. Przez wiele lat żyłam też w przekonaniu, że odpoczynek trzeba sobie zasłużyć. Że najpierw trzeba zrobić wszystko, ogarnąć wszystko, być produktywną, zmęczoną, potrzebną, a dopiero później można usiąść. Odpoczynek był nagrodą za wykonanie obowiązków. Nigdy czymś naturalnym. I to przekonanie bardzo mocno odbijało się na moim ciele. Nawet kiedy byłam zmęczona, próbowałam jeszcze coś zrobić. Jeszcze coś skończyć. Jeszcze coś odhaczyć. Problem polegał na tym, że lista rzeczy do zrobienia nigdy się nie kończyła. Dopiero od pewnego czasu zaczęłam naprawdę uczyć się odpoczynku. Nie tego przypadkowego, polegającego na scrollowaniu telefonu przez kilka godzin, ale prawdziwej regeneracji. Dzisiaj po pracy często biorę prysznic, przykrywam się kocem obciążeniowym i po prostu leżę w ciszy przez dwadzieścia albo trzydzieści minut. Bez telefonu. Bez telewizora. Bez bodźców. I zauważyłam, że taka mała rzecz zmienia bardzo dużo. Kiedy pozwalam sobie na tę przerwę, później mam więcej przestrzeni w głowie, więcej energii i większy spokój. Kiedy ją ignoruję, organizm i tak wymusza regenerację, tylko w mniej świadomy sposób. Wtedy zaczynam scrollować telefon, nie mam siły gotować, jem przypadkowe rzeczy, nie przygotowuję się do kolejnego dnia i później odczuwam to przez następne dwa albo trzy dni. Dzisiaj moja relacja z ciałem wygląda zupełnie inaczej niż kilka lat temu. Nadal nie jest idealnie i chyba już nie chcę, żeby było idealnie. Chcę, żeby było prawdziwie. Kiedyś karałam siebie za to, że nie wyglądam tak, jak powinnam. Katowałam się dietami, próbowałam schudnąć z poziomu presji, frustracji i poczucia, że muszę być inna, żeby zasługiwać na akceptację. Dzisiaj mam w sobie dużo więcej łagodności. Rozumiem, że nie da się przez lata żyć w napięciu, przeciążeniu i emocjonalnym chaosie, a później oczekiwać, że ciało zmieni się w dwa miesiące. Zamiast kolejny raz ze sobą walczyć, zaczęłam budować małe nawyki. Dbam o sen. Staram się jeść bardziej regularnie. Dodaję więcej białka do posiłków. Piję wodę. Obserwuję, co mi służy, a co mnie przeciąża. Uczę się swojego organizmu zamiast go zmuszać. I chyba po raz pierwszy w życiu zaczynam czuć, że moje ciało powoli uczy się, że spokój też może być bezpieczny. To nie wydarzyło się nagle. Nadal mam momenty, kiedy się stresuję, kiedy sięgam po słodkie, kiedy moje stare schematy próbują wrócić. Ale różnica polega na tym, że dzisiaj jestem tego świadoma. Nie walczę już ze sobą tak, jak kiedyś. Coraz częściej próbuję siebie zrozumieć. I właśnie to stało się dla mnie początkiem prawdziwego bezpieczeństwa.ROZDZIAŁ I
BRAMA 1 - CIAŁO, KTÓRE UCZY SIĘ NOWEGO BEZPIECZEŃSTWA
Twoje ciało nie nadąża za tym, kim już jesteś
Przez bardzo długi czas wydawało mi się, że zmiana wydarza się głównie w głowie. Że jeśli coś zrozumiem, przeanalizuję, nazwę albo przepracuję emocjonalnie, to całe moje życie automatycznie pójdzie za tym. I rzeczywiście, psychicznie zmieniło się we mnie bardzo dużo. Zaczęłam inaczej patrzeć na siebie, swoje relacje, swoje granice, swoje potrzeby. Przestałam godzić się na wiele rzeczy. Zaczęłam bardziej słuchać siebie, swojej intuicji i tego, czego naprawdę chcę od życia. Tylko że moje ciało przez bardzo długi czas wcale za tym nie nadążało. To było bardzo dziwne doświadczenie, bo z jednej strony czułam, że jestem już inną osobą niż kilka lat wcześniej, ale z drugiej strony mój organizm nadal reagował tak, jakby żył w starym świecie. W świecie napięcia, chaosu, presji i ciągłego przetrwania. Nawet kiedy w moim życiu zaczynało robić się spokojniej, moje ciało nadal pozostawało spięte. Nadal było czujne. Nadal czekało na problem, kryzys albo moment, w którym znowu trzeba będzie walczyć. Myślę, że bardzo długo żyłam w trybie działania. Nawet nie zauważałam, ile energii kosztuje mnie ciągłe analizowanie, myślenie, przewidywanie i kontrolowanie wszystkiego dookoła. Mój organizm był przyzwyczajony do wysokiego poziomu napięcia. Do życia na adrenalinie. Do ciągłego bycia „gotową”. I dopiero kiedy zaczęłam mieć więcej spokoju, bardziej to poczułam. Bo kiedy człowiek jest cały czas w chaosie, często nawet nie ma przestrzeni zauważyć, jak bardzo jest zmęczony. Pamiętam, że kiedy przeprowadziłam się do Holandii, wiele rzeczy zaczęło się stabilizować. Miałam bardziej uporządkowaną codzienność, pracę, rutynę, więcej przestrzeni dla siebie. I wydawało mi się, że skoro psychicznie jest lepiej, to wszystko powinno być już dobrze. Tymczasem moje ciało zaczęło pokazywać mi rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Zaczęłam zauważać, że nie umiem odpoczywać bez poczucia winy. Że kiedy mam spokojniejszy dzień, automatycznie próbuję czymś go zapełnić. Że kiedy przez chwilę nic się nie dzieje, mój umysł zaczyna szukać problemów albo tworzyć napięcie. To był moment, w którym naprawdę zrozumiałam, że ciało potrzebuje dużo więcej czasu niż umysł. Można mentalnie wiedzieć, że jest się bezpiecznym, ale układ nerwowy nadal może reagować tak, jakby zagrożenie było tuż obok. I właśnie dlatego tak wiele osób wraca do starych schematów, nawet kiedy świadomie już ich nie chce. Bo ciało kocha to, co zna. Nawet jeśli to było męczące albo destrukcyjne. Zaczęłam zauważać, jak bardzo moje ciało reaguje na przeciążenie. Kiedy za mało spałam, od razu bardziej ciągnęło mnie do słodkiego. Kiedy za dużo myślałam albo za długo siedziałam przed ekranem, bolała mnie głowa albo oczy. Kiedy próbowałam zrobić za dużo jednego dnia, następnego dnia organizm całkowicie odcinał mi energię. I wcześniej traktowałam to jak problem. Jak swoją słabość albo brak dyscypliny. Dzisiaj widzę to inaczej. Widzę organizm, który przez lata był przeciążony i który próbuje nauczyć się nowego funkcjonowania. Coraz częściej mam też poczucie, że prawdziwa zmiana nie polega na tym, żeby zmuszać siebie do bycia „lepszą wersją siebie”. Bardziej chodzi o stworzenie takiego życia, w którym ciało zaczyna czuć się bezpiecznie. Dla mnie oznaczało to uczenie się odpoczynku, rytmu, regularności i większej łagodności wobec siebie. Oznaczało zauważanie sygnałów wcześniej niż dopiero w momencie totalnego przeciążenia. Dzisiaj wiem, że ciało nie zmienia się od samej świadomości. Ono potrzebuje doświadczać bezpieczeństwa wielokrotnie. Potrzebuje ciszy, regeneracji, przewidywalności, snu, odpoczynku i małych codziennych sygnałów pokazujących, że już nie trzeba cały czas walczyć. I myślę, że właśnie na tym polega ucieleśnianie zmiany. Nie tylko na rozumieniu siebie, ale na nauczeniu swojego organizmu życia w nowy sposób.
Nie jesteś zmęczona życiem. Jesteś zmęczona sposobem, w jaki żyjesz
Przez długi czas myślałam, że jestem po prostu zmęczona życiem. Że może taka już jestem. Że może wszyscy dorośli ludzie są ciągle zmęczeni, przebodźcowani i przeciążeni, tylko nauczyli się lepiej to ukrywać. Budziłam się zmęczona, chodziłam spać zmęczona i nawet kiedy miałam wolne, często nie umiałam naprawdę odpocząć. Miałam wrażenie, że mój organizm cały czas działa na resztkach energii, ale jednocześnie ciągle próbowałam robić więcej. Dopiero po czasie zaczęłam rozumieć, że nie jestem zmęczona samym życiem. Jestem zmęczona sposobem, w jaki przez lata funkcjonowałam. Ciągłym napięciem. Przebodźcowaniem. Nadmiarem myślenia. Życiem bardziej w głowie niż w ciele. Ciągłym analizowaniem wszystkiego. Presją, którą sama na siebie nakładałam. Próbą udowodnienia sobie i innym, że dam radę. Że mogę więcej. Że jeszcze chwilę wytrzymam. Myślę, że przez wiele lat byłam przyzwyczajona do życia na wysokich obrotach. Nawet kiedy odpoczywałam, mój umysł nadal pracował. Oglądałam serial i jednocześnie scrollowałam telefon. Czytałam coś i równocześnie analizowałam listę rzeczy do zrobienia. Kładłam się spać, ale w głowie nadal prowadziłam rozmowy, planowałam, rozmyślałam albo wracałam do sytuacji z całego dnia. Mój organizm praktycznie nigdy nie miał prawdziwej ciszy. Dzisiaj widzę też, jak bardzo social media wpływały na moje zmęczenie. Ciągłe bodźce, informacje, porównywanie się, szybkie dopaminy i poczucie, że cały czas trzeba coś robić, tworzyć albo nadążać. Nawet rozwój potrafił być dla mnie kolejną formą presji. Chciałam czytać więcej, wiedzieć więcej, zmieniać się szybciej, robić więcej rzeczy naraz. I mimo że wszystko to miało prowadzić mnie do lepszego życia, momentami jeszcze bardziej przeciążało mój układ nerwowy. Bardzo długo nie rozumiałam też, że zmęczenie to nie zawsze brak siły fizycznej. Czasami najbardziej męczy ciągłe napięcie psychiczne. Udawanie, że wszystko jest okej. Bycie cały czas dostępną dla innych ludzi. Tłumienie emocji. Ignorowanie własnych potrzeb. Próba zasłużenia na odpoczynek. Ciągłe funkcjonowanie w trybie „muszę”. Pamiętam, że zaczęłam to mocniej zauważać, kiedy po pracy wracałam do domu kompletnie wyczerpana, mimo że fizycznie nie zrobiłam nic „ekstremalnego”. Praca w hotelu nauczyła mnie, jak bardzo kontakt z ludźmi, hałas, rozmowy i ciągłe bycie w gotowości obciążają układ nerwowy. Szczególnie kiedy człowiek jest wrażliwy i przez lata był przyzwyczajony do życia w napięciu. Zaczęłam zauważać, że jeśli nie dam sobie chwili ciszy po pracy, mój organizm zaczyna się buntować. Nie mam siły gotować, wszystko mnie drażni, scrolluję telefon godzinami i czuję jeszcze większe zmęczenie. I właśnie wtedy zrozumiałam coś bardzo ważnego. Organizm nie potrzebuje tylko snu. Potrzebuje też poczucia bezpieczeństwa, ciszy, obecności i regularnej regeneracji. Potrzebuje momentów, w których nie musi być cały czas czujny. Dlatego zaczęłam zmieniać małe rzeczy. Nie rewolucję. Nie, idealne życie. Małe codzienne decyzje. Cisza po pracy zamiast kolejnych bodźców. Odkładanie telefonu wcześniej wieczorem. Większa uważność na sen. Jedzenie bardziej regularnie. Leżenie pod kocem obciążeniowym. Spacer zamiast kolejnych godzin przed ekranem. I z czasem zaczęłam zauważać, że moje ciało reaguje na to wszystko bardziej, niż myślałam. Myślę, że wiele osób próbuje naprawić swoje zmęczenie motywacją, kolejnym planem albo jeszcze większą dyscypliną. A czasami problem nie polega na tym, że robimy za mało. Problem polega na tym, że od bardzo dawna żyjemy w sposób, który przeciąża nasz układ nerwowy i odcina nas od siebie. I chyba właśnie to zaczęłam rozumieć najmocniej w ostatnich latach. Że odpoczynek nie jest luksusem ani nagrodą za produktywność. Jest podstawową potrzebą organizmu. A życie nie musi cały czas wyglądać jak walka o przetrwanie.
Bezpieczeństwo buduje się w małych decyzjach, nie w wielkich przełomach