Podwójne życie - ebook
Wydanie drugie, zmienione 2026
Czwórka wypróbowanych przyjaciół, mnóstwo sercowych zawirowań, zawodowe zakręty i sekret, który pęka w najmniej odpowiednim momencie. Gdy jedno z nich ukrywa przed resztą swoją największą pasję, brak wiary w siebie stawia pod znakiem zapytania całą relację. Bo jak zaufać najbliższym, kiedy nie potrafi się zaufać samemu sobie?
Małgorzata Kasprzyk serwuje ciepłą, pełną trafnego humoru i życiowego autentyzmu powieść obyczajową o lękach, które nosimy pod maską codzienności, i o sile przyjaźni, która potrafi leczyć nawet najgłębsze kompleksy. Lekka, porywająca i do bólu prawdziwa – historia, w której odnajdziesz cząstkę samego siebie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8166-534-6 |
| Rozmiar pliku: | 1,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Rok 2012
Gdyby ktoś zapytał Filipa Góralczyka i Michała Sawickiego o przyczyny ich wzajemnej antypatii, zapewne żaden nie potrafiłby udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Pracowali w tym samym biurze, lecz widywali się rzadko i nie było między nimi żadnych konfliktów ani nieporozumień. Sprawy służbowe nie wymagały bowiem od nich stałych kontaktów, a te sporadyczne były zazwyczaj krótkie i sprowadzały się do chłodnej wymiany zdań na tematy merytoryczne. Nigdy nie prowadzili dyskusji o piłce nożnej, nie komentowali urody koleżanek z pracy ani nie opowiadali sobie o tym, jak spędzili weekend. Ich relacji nie można było opisać mianem obojętnych, ponieważ bez trudu dawała się w nich zauważyć atmosfera wzajemnej niechęci – lekkiej ze strony Michała i o wiele silniejszej ze strony Filipa. Skąd się brała? Nikt nie pytał o to zainteresowanych, gdyż w pracy było o wiele więcej problemów niż ich koleżeńskie stosunki. Na pewno nie bez znaczenia dla sprawy pozostawał jednak fakt, że obydwaj pochodzili z dwóch różnych światów.
Filip dorastał w rodzinie, która wiązała jakoś przysłowiowy koniec z końcem, lecz ciągle miała świadomość ograniczeń wynikających z kiepskiej sytuacji finansowej. Gdy miał pięć lat, jego ojca potrącił na pasach pijany kierowca, co spowodowało u niego nie tylko trwałe inwalidztwo, lecz także wielomiesięczną depresję. Nie mógł pogodzić się z tym, że on – człowiek aktywny zawodowo, niegdyś sportowiec odnoszący spore sukcesy – znalazł się nagle na marginesie życia jako niepracujący rencista z protezą zamiast nogi. Utrzymanie rodziny spadło wtedy na matkę, która w przedszkolu nie zarabiała kokosów. Po kilku latach sytuacja się trochę poprawiła, gdyż znajomy ojca, prowadzący kiosk, zaproponował mu zajęcie na kilka godzin dziennie. Filipa ucieszyło to, że dzięki spotkaniom z ludźmi ojciec miał lepszy humor i nie trwał godzinami w ponurym milczeniu. Na pieniądzach aż tak bardzo mu nie zależało, gdyż nie miał większych potrzeb materialnych – był typem chłopaka, który uwielbiał wchodzić na drzewa, spać pod namiotem i jeść pieczone ziemniaki, a te aktywności nie wymagały zbyt dużych nakładów finansowych.
Dopiero jako nastolatek uświadomił sobie wyraźnie, co go drażniło w zaistniałej sytuacji: jego rodzina była obiektem powszechnego współczucia. Wszystkim krewnym powodziło się znacznie lepiej niż im, toteż litowali się nad nimi i okazywali to na każdym kroku. Filip czasami miał wrażenie, że jeśli jeszcze raz usłyszy, jak ktoś mówi o jego matce „biedna Jadzia”, to szlag go trafi na miejscu. Był dumny i nienawidził protekcjonalnego traktowania, lecz latami musiał się na nie godzić. Wreszcie zrozumiał, że jest tylko jeden sposób, aby coś zmienić – musi się stać człowiekiem sukcesu, takim, któremu inni będą zazdrościć. Wtedy zapomną, że jego rodzicom przez całe lata ledwie starczało od pierwszego do pierwszego.
Jego upór w dążeniu do celu przyniósł rezultaty, toteż w wieku trzydziestu lat miał już niezłe stanowisko w dużej firmie, jeździł służbowym samochodem i spłacał kredyt, zaciągnięty na zakup eleganckiego apartamentu. Oczywiście to go nie zadowalało, ponieważ stanowiło w jego oczach zaledwie preludium do kolejnych osiągnięć, które wydawały się sprawą niedalekiej przyszłości. W pracy czuł się przecież jak ryba w wodzie! W przeciwieństwie do niektórych kolegów, traktujących korporację jak niewolę, oddawał się z pasją swemu zajęciu i uchodził za prawdziwego eksperta w dziedzinie finansów. Nie przerastały go żadne problemy czy zadania. Mówiono, że w przyszłości może nawet zostać dyrektorem.
Michał Sawicki zaczął pracę dwa lata po nim. Jako pupilek prezesa i syn jego przyjaciela był w uprzywilejowanej pozycji, z czego wyraźnie zdawał sobie sprawę. Trzymał się od wszystkich na dystans, z nikim się nie przyjaźnił ani nawet nie kumplował. Wkrótce utworzyły się dwa obozy: jedni mu nadskakiwali, chcąc być w dobrych stosunkach z kimś tak wpływowym, inni okazywali mu niechęć. Michał jednych i drugich traktował z taką samą obojętnością. Rzetelnie wykonywał swoje obowiązki i nie dawał żadnych powodów do plotek, ale ciągle sprawiał wrażenie człowieka, który patrzy na wszystko z góry. Wtedy zaczęto mówić, że traktuje tę pracę tylko jako okazję do zdobycia doświadczenia i wstęp do dalszej kariery.
Filip był zdania, że Michał powinien jak najszybciej to doświadczenie zdobyć i iść do diabła. Miał chroniczną wręcz alergię na tego faceta, nie cierpiał jego zarozumiałej miny i tej cholernej pewności siebie, jaką daje świadomość, że ma się „plecy”. Wprawdzie Sawicki pracował w innym dziale i nie był dla niego przeszkodą w drodze do ewentualnego awansu, ale i tak działał mu na nerwy.
Ich relacje uległy dalszemu pogorszeniu, kiedy na doroczne firmowe przyjęcie prezes przyszedł ze swoją córką, ponieważ jego żona akurat zachorowała. Filip nie miał dotąd zbyt wiele czasu na życie osobiste – za bardzo pochłaniała go kariera zawodowa – jednak ta dziewczyna zrobiła na nim duże wrażenie. Była niezwykle bezpośrednia, wesoła i nie przejawiała żadnych skłonności do zadzierania nosa. Nie mógł wprost uwierzyć, że córka prezesa może być taka normalna. Dopiero po pewnym czasie przyszło mu do głowy, że to bardziej kwestia charakteru niż środowiska, z jakiego się pochodzi. Przegadali wtedy prawie cały wieczór i wymienili się numerami telefonów, zatem wrócił do domu jako człowiek bardzo zadowolony z życia. I może pozostałby takim człowiekiem, gdyby kilka dni później nie zobaczył jej przypadkiem w kawiarni naprzeciw biura. Siedziała przy stoliku razem z Michałem.
Filip nie był w zasadzie zaskoczonym tym, że się znają – w końcu prezes zatrudnił Sawickiego, ponieważ tamten był synem jego kumpla. W tych okolicznościach córka prezesa musiała go również znać i to od dawna. O wiele bardziej zaskakująca wydała mu się wyraźna bliskość pomiędzy tą dwójką. Wprawdzie nie trzymali się za ręce ani nie patrzyli sobie w oczy, ale byli tak zajęci rozmową, że w ogóle go nie zauważyli. Wyszedł wtedy szybko z lokalu, zastanawiając się, dlaczego w takim razie na przyjęciu nie spędzali czasu razem. Dopiero po kilku minutach przypomniał sobie, że Sawicki wtedy nie przyszedł z powodu „ważnej sprawy rodzinnej”. Może właśnie rozczarowanie tą nieobecnością sprawiło, że poświęciła tamten wieczór jemu?
Niezależnie od tego, jaka była odpowiedź na to pytanie, jedno nie ulegało wątpliwości: tych dwoje pozostawało ze sobą w doskonałej komitywie. Filip poczuł wówczas w sercu bolesne ukłucie i nagle zdał sobie sprawę, że jego niespodziewane zauroczenie może okazać się silniejsze niż początkowo sądził. Przez cały wieczór miał przed oczyma tę scenę z kawiarni… Od tamtej pory jego niechęć do Michała wzrosła jeszcze bardziej, pogłębiona o zazdrość i niepewność, co też go łączy z Martyną.
W ich wzajemnych stosunkach nastąpił niespodziewany przełom pewnego ciepłego majowego dnia. Dochodziła właśnie trzecia, kiedy na biurku Filipa zadzwonił telefon.
– Pani Ilona Kotys do pana – poinformowała recepcjonistka.
– Dziękuję, zaraz zejdę – odpowiedział.
Ilona, rok od niego młodsza kuzynka, była jedyną osobą z rodziny, do której miał słabość. Jako dziennikarka z wykształcenia i blogerka z upodobania stanowiła bez wątpienia najbarwniejszą postać w gronie spokojnych, solidnych ludzi, jakimi byli jego krewni. Ona jedna nigdy się nad nim nie litowała, tylko twierdziła, że mu zazdrości, ponieważ jest jedynakiem i nikt go nie porównuje do idealnej starszej siostry. Ją niestety porównywano, a ogólny bilans rzadko wypadał na jej korzyść. Pewnie dlatego nie lubiła swojej siostry i nie utrzymywała z nią bliższych kontaktów.
Na jego widok uśmiechnęła się radośnie.
– Dobrze, że zszedłeś, bo nie mam siły, żeby zatargać to na górę – powiedziała, wskazując na duży pakunek, który postawiła obok fotela.
Ucałował ją na powitanie, chwycił pakunek z taką łatwością, jakby ten nic nie ważył i razem skierowali się do windy.
– Widziałaś to już? – zapytał. – Dobrze wyszło?
W odpowiedzi skinęła głową.
– Mnie się podoba, ale ciekawa jestem twojej opinii.
Kiedy weszli do jego pokoju, powoli odwinęła papier, ukazując portret mężczyzny w średnim wieku. Miał to być ich wspólny prezent dla babci z okazji jej osiemdziesiątych urodzin. Długo zastanawiali się, co wybrać, wreszcie Ilona postanowiła zanieść do znajomego malarza dawne zdjęcie dziadka i poprosić, aby go na tej podstawie sportretował. Filip zgodził się, że z takiego prezentu babcia na pewno będzie zadowolona.
– Niezły – powiedział, przyglądając się uważnie. – Mnie też się podoba.
– No to super!
– Najważniejsze, że mamy sprawę z głowy. Teraz trzeba tylko pojawić się, wręczyć…
– …a potem szybko się zerwać z tej nudnej imprezy – dokończyła za niego i obydwoje wybuchnęli śmiechem.
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi.
– Proszę. – Filip nie pomyślał o tym, że warto najpierw zapakować obraz z powrotem, ale było już za późno. Drzwi się otworzył i wszedł Michał z jakimiś papierami w ręku. Na ich widok zatrzymał się w pół drogi.
– To może ja przyjdę później – powiedział niepewnie.
– Nie, nie, ja już wychodzę – przejęła inicjatywę Ilona. – Wpadłam tylko na chwilę, żeby podrzucić Filipowi nasz prezent dla babci.
– Michał Sawicki – przedstawił się i wyciągnął do niej rękę.
– Kolega z działu sprzedaży – uzupełnił Filip. – A to moja kuzynka, Ilona Kotys.
– Bardzo mi miło.
– Mnie również.
Filip ze zdziwieniem zauważył, że Ilona uśmiechnęła się do Michała, chociaż wielokrotnie słyszała od niego, jaki to zarozumiały dupek i musiała skojarzyć, że właśnie ma go przed sobą. Natomiast jego dobre maniery chyba zawiodły, ponieważ znieruchomiał i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią, jakby zobaczył ducha. Filip nie mógł zrozumieć, o co chodzi. Fakt, na tle innych dziewczyn z firmy biegających w eleganckich ciuchach i szpilkach, Ilona prezentowała się trochę osobliwie. Mała na sobie wytartą dżinsową spódnicę, podkoszulkę i lnianą marynarkę, co stanowiło nad wyraz swobodny zestaw. Ale żeby tak się dziwić?
– Muszę już lecieć – powiedziała, przerywając niezręczne milczenie. – Za kwadrans powinnam być w redakcji.
– Zdzwonimy się jeszcze przed sobotą? – zapytał.
– Jasne!
Michał dopiero teraz powrócił do rzeczywistości.
– Było mi naprawdę bardzo miło panią poznać – powtórzył.
Ilona uśmiechnęła się do niego jeszcze raz, po czym wyszła, zostawiając ich samych.
– Co cię do mnie sprowadza? – zapytał chłodno Filip.
Sawicki podał mu papiery i zaczęli standardową, służbową rozmowę. Dopiero po jego wyjściu zdał sobie sprawę, że portret dziadka wciąż stoi rozpakowany i zaczął owijać go w papier, nie chcąc, żeby komuś jeszcze wpadł w oko. Potem uświadomił sobie, że słowo „jeszcze” nie było konieczne, bo Michał chyba w ogóle go nie zauważył…
Dwa dni później, kiedy Filip jadł obiad w bufecie, nielubiany kolega pojawił się znowu i zapytał, czy może się przysiąść.
– Proszę – odpowiedział, chociaż nie miał najmniejszej ochoty na jego towarzystwo ani na rozmowę z nim. Spostrzegł jednak, że kilka głów przy sąsiednich stolikach podniosło się z zaciekawieniem i nie chciał przedłużać sprawy. Nic dziwnego, że byli zaskoczeni, w końcu Sawicki najbardziej lubił jadać samotnie.
Teraz jednak najwyraźniej miał do niego jakąś sprawę, gdyż wyglądał jak człowiek, który chce coś powiedzieć, ale jeszcze się waha. Filip nie zamierzał mu ułatwiać sytuacji żadnymi pomocniczymi pytaniami, więc spokojnie kończył posiłek.
– Wiesz, miałbym do ciebie prośbę. – Zdecydował się wreszcie Michał.
– Tak?
– Chodzi o twoją kuzynkę…
– O Ilonę? – To pytanie wyrwało mu się niechcący.
Sawicki potwierdził skinieniem głowy.
– Mógłbyś ją zapytać, czy zechce mi dać swój numer telefonu?
Filip o mało się nie udławił ostatnim kawałkiem kotleta. Po co temu zarozumialcowi numer telefonu Ilony? Ma zamiar ją poderwać? Przecież tyle dziewczyn w firmie na niego leci, a on się zachowuje, jakby go to nic nie obchodziło! Myślał, że to przez Martynę, ale chyba jednak nie…
Nagle uświadomił sobie, że bez względu na to, czym jest spowodowane zainteresowanie Michała, będzie je mógł wykorzystać do własnych celów i po raz pierwszy w życiu uśmiechnął się do niego.
– Oczywiście – odpowiedział. – Nie ma najmniejszego problemu.
Po powrocie do pokoju zadzwonił do Martyny, żeby umówić się z nią na kawę. Wprawdzie ostatnio próbował walczyć ze swoim uczuciem, ponieważ wyraźnie komplikowało mu życie, ale w obliczu nowych faktów uznał, że nie warto poddawać się zbyt wcześnie. Może nic poważnego jej nie łączy z Sawickim? Bliska znajomość nie musi przecież zaraz oznaczać bliskich stosunków…
Ku jego niebywałej radości Martyna zareagowała wręcz entuzjastycznie.
– Czemu się tak długo nie odzywałeś? – zapytała zdziwiona. – Nawet pytałam Michała o ciebie… Niestety powiedział mi, że nic nie wie. Sugerował tylko, że jesteś ostatnio bardzo zapracowany.
– No tak, nie da się ukryć – przyznał. – Ale dzisiaj jedliśmy razem obiad i udało nam się trochę pogadać.
Nie przyznawał się przed nią do swojej antypatii dla Sawickiego, ponieważ wiedział, jak bardzo sama go lubi. Przeciwnie – starał się utrzymywać ją w przekonaniu, że w zasadzie są dobrymi kolegami.
– A wiesz, że on się interesuje moją kuzynką? – dorzucił niewinnie. – Prosił mnie o jej numer telefonu…ROZDZIAŁ II
Ilona mieszkała obecnie w kawalerce na Ursynowie, którą wynajęła po tym, jak jej wielka miłość okazała się równie wielkim błędem. Mogła oczywiście wrócić do rodzinnego domu, z którego w międzyczasie wyprowadziła się jej siostra, lecz to wiązałoby się z wysłuchiwaniem komentarzy w stylu: „Nam się ten typ od początku nie podobał”. Na samą myśl o tym Ilona otrząsała się z niechęcią, toteż wolała mniejszy komfort, który jednak gwarantował święty spokój. Po co miała rodzicom tłumaczyć, że była przekonana o głębokim uczuciu swego ukochanego? Przecież nosił ją na rękach, obsypywał kwiatami, spełniał każde jej życzenie. Dopiero po pewnym czasie zauważyła, że to uczucie ma nieco obsesyjny charakter, a jego samego cechuje silny instynkt posiadania. Tak silny, że zawsze chce wiedzieć, gdzie ona jest i co robi oraz na wszelki wypadek to sprawdzić. Początkowo sądziła, że z czasem pozbędzie się obaw i nabierze do niej zaufania, lecz gdy przyłapała go na grzebaniu w jej komputerze i sprawdzaniu połączeń w telefonie, straciła nadzieję. Uznała, że nie da się zmienić mężczyzny z kompleksem Otella.
Nigdy nie przyznała się do tego otwarcie, lecz jej rozczarowanie było ogromne. A już uwierzyła, że taka miłość jak w filmach zdarza się w życiu! Jaka była naiwna! W dodatku ignorowała uwagi rodziców, którzy ją ostrzegali. Ta myśl uwierała ją i sprawiała, że nie miała ochoty na powrót do domu.
Samodzielne mieszkanie wiązało się z pewnymi ograniczeniami finansowymi, ponieważ opłata za wynajem pochłaniała sporą część jej dochodów. Niemniej jednak Ilona potrzebowała spokoju i samotności za wszelką cenę, toteż nie narzekała. Nie myślała jeszcze o tym, jak będzie wyglądało jej dalsze życie – na razie cieszyło ją, że nikt się nie wtrąca w to, które obecnie prowadzi. Wprawdzie jeździła starym gratem, a ubrania kupowała tylko na wyprzedażach, lecz tym się specjalnie nie przejmowała, gdyż, podobnie jak jej kuzyn, nie miała wygórowanych potrzeb materialnych.
Oczywiście w tym spokojnym życiu nie było chwilowo miejsca dla żadnego faceta i to nie tylko z powodu doznanego rozczarowania. Był jeszcze drugi powód, o którym nie wiedział nawet Filip: Ilona przypadkowo poznała kogoś przez Internet. Od kilku lat prowadziła literackiego bloga, cieszącego się uznaniem wielu wydawnictw. Zamieszczała na nim recenzje przeczytanych książek i prowadziła liczne dyskusje na ich temat ze swoimi gośćmi. Tajemniczy nieznajomy pojawił się pierwszy raz mniej więcej przed rokiem, pozostawiając ciekawy komentarz na temat dramatu sensacyjnego, który wtedy zrecenzowała. Nawet się nie zdziwiła, w końcu to podobno typowo męska lektura… Odpisała mu, on też jej odpisał, ale była wtedy przekonana, że to tylko jednorazowa wymiana opinii na temat tej właśnie książki, toteż bardzo się zdziwiła, kiedy po zamieszczeniu kolejnej recenzji znów się odezwał. Zwłaszcza że tym razem chodziło o powieść historyczną. Najwyraźniej czytywał różne rzeczy, co w sumie stanowiło pewną rzadkość w dzisiejszych czasach.
Musiała przyznać, że jego komentarze bardzo jej się podobały – były inteligentne, błyskotliwe, świadczyły zarówno o dużej wiedzy, jak i o poczuciu humoru. W którymś momencie zorientowała się, że wchodząc na swego bloga zawsze ma cichą nadzieję na zobaczenie kolejnego komentarza. Po kilku miesiącach uświadomiła sobie, że on faktycznie nigdy nie zawodzi i zaczęła się zastanawiać, co się za tym kryje. Przecież to nie mógł być zbieg okoliczności! Czyżby czytał te same książki co ona, żeby móc z nią korespondować?
Postanowiła to sprawdzić i w tym celu wybrała do zrecenzowania romantyczną powieść. Było to typowe „babskie czytadło”, toteż logicznie rzecz biorąc powinien je pominąć, chyba że będzie miał ochotę wymienić z nią opinie. Przez następne kilka dni zastanawiała się, co zrobi… Wreszcie napisał. Przyznał uczciwie, że pierwszy raz w życiu przeczytał książkę dla kobiet, lecz nie żałuje, gdyż była to bardzo pouczająca lektura. Jeśli w takich książkach mężczyźni zawsze są ideałami rozumiejącymi wszystkie potrzeby swoich partnerek i dostarczającymi im fantastycznych wrażeń w łóżku, to nic dziwnego, że ci spotkani w życiu wydają im się potem mało ciekawi. Poza tym kto potrafi tak mówić o miłości? On sam jest normalnym facetem (chyba), ale nigdy nie wpadłby na to, żeby robić komuś takie romantyczne wyznania. Co więcej, nawet nie zna równie kwiecistych słów. Niemniej jednak jest bardzo zadowolony z lektury i polecałby każdemu ze swych kolegów przeczytanie chociaż jednej powieści tego typu. W celach instruktażowych, oczywiście.
Po roku wymiany korespondencji Ilona była już świadoma faktu, że uzależniła się od tej wirtualnej znajomości. Czekała z niecierpliwością na każdy kolejny komentarz, traciła humor, jeśli nie pojawiał się w porę i odzyskiwała go natychmiast, kiedy się okazywało, że nieznajomy znów do niej napisał. Nie znaczyło to jednak, że miała ochotę go poznać w realu. Tak było ciekawiej i bezpieczniej, gdyż mogła snuć dowolne wyobrażenia na jego temat i nie obawiać się konfrontacji z rzeczywistością. Poza tym na żadne przygody w prawdziwym życiu nie czuła się jeszcze w pełni gotowa.
Dwa dni po wizycie u Filipa skończyła właśnie kolejną recenzję i z uczuciem zadowolenia zamknęła komputer. Teraz pozostawało już tylko poczekać, aż „on” się odezwie. Powinno to nastąpić najwcześniej za kilka dni, więc będzie mogła przez ten czas zgadywać, jaki tym razem komentarz przyjdzie mu do głowy. A poznała go na tyle dobrze, że czasami zdarzało jej się trafić, chociaż wciąż jeszcze potrafił ją zaskakiwać.
Dzwonek domofonu przerwał jej rozmyślania.
– Cześć, Ilonka – powiedział Filip. – Dobrze, że cię zastałem.
Była zaskoczona, że wpadł do niej bez uprzedzenia. Przecież miał zadzwonić!
– Co się dzieje z twoim telefonem? – zapytał, kiedy dotarł na górę. – Zapomniałaś naładować?
Ilona odruchowo sięgnęła do torebki i przekonała się, że faktycznie zapomniała. Ale jest nieprzytomna!
– Mniejsza z tym, bałem się tylko, że gdzieś wyszłaś i będę musiał czekać. – Filipowi humor najwyraźniej dopisywał.
– Przepraszam, byłam zajęta – wyjaśniła. – Napijesz się czegoś?
– Jakbyś mogła zrobić małą kawkę…
Ilona zrobiła dwie, do swojej dolała mleka i usiadła w fotelu naprzeciw Filipa. Czuła, że w zasadzie powinna być zaniepokojona. Skoro do niej przyszedł, to chyba chodzi o coś ważnego. Może przeoczyła jednak jakieś niedociągnięcia na portrecie dziadka? On chyba wyczuł tą ciekawość, ponieważ nie trzymał jej w niepewności.
– Jadłem dzisiaj obiad z Michałem Sawickim – powiedział. – Tym, którego poznałaś u mnie w biurze. Prosił, żebym cię zapytał, czy dasz mu swój numer telefonu.
– Co…?
– Też byłem zaskoczony.
Informacja przekazana przez Filipa była tak dziwna, że Ilona początkowo nie mogła zebrać myśli.
– A po co mu mój numer? – zapytała wreszcie.
– Nie wiem, może chce się z tobą umówić. Tak ci się wtedy przyglądał…
Fakt, przyglądał jej się, ale w jego wzroku było raczej zdziwienie niż zachwyt. Zresztą czym miał się zachwycać? Ani jej rudawe włosy, ani upstrzona drobnymi piegami twarz nie wpisywały się w klasyczne kanony kobiecego piękna. Gdyby miała taką alabastrową cerę jak jej siostra i takie złociste loki, to co innego…
– Zresztą jaką mógłby mieć do ciebie sprawę? – dodał Filip.
– Pojęcia nie mam.
– Właśnie.
Przez chwilę oboje milczeli. Ilona nie wiedziała, co odpowiedzieć. Gdyby tamten przyznał, że chce się z nią umówić, miałaby mnóstwo wymówek: nie spotyka się z nieznajomymi, nie pozbierała się jeszcze po ostatnim rozstaniu, nie lubi niebieskookich szatynów, nie ma czasu… A jakby się nie dał przekonać, mogłaby użyć ostatecznego argumentu: ma innego, tylko nie chciała mu wprost o tym mówić. W grę wchodziła jednak możliwość, że on rzeczywiście miał do niej jakąś sprawę, a to oznaczało, że będzie po prostu nieuprzejma, jeśli odmówi.
– No dobrze, daj mu ten numer – powiedziała w końcu. – Dowiem się przynajmniej, o co chodzi.
– Naprawdę się zgadzasz? – Filip wyglądał na ucieszonego.
– Chyba zbyt dużo nie ryzykuję…
– Raczej nie, najwyżej się wynudzisz.
– Czyli jednak zakładasz, że jemu chodzi o spotkanie?
– Coś mi mówi, że tak.
Ilona popatrzyła na niego ze zdumieniem.
– W taki razie powinieneś mnie przekonywać, żebym odmówiła. Przecież ty nie cierpisz tego faceta.
Filip skinął głową.
– Nie cierpię i on chyba o tym wie. Jakbyś odmówiła, od razu by się domyślił, że to ja cię zniechęciłem. Natomiast jeśli się z nim raz umówisz, a potem powiesz, że nie jesteś zainteresowana kontynuacją tej znajomości, będzie miał pewność, że sam cię zniechęcił.
– No wiesz!!!
– Poza tym bardzo bym chciał, żeby ten zarozumialec dostał od kogoś kosza – przyznał. – To mu na pewno dobrze zrobi!
Ilona odstawiła filiżankę z kawą i wstała.
– Mam się z nim umówić, a potem dać mu kosza? O to ci chodzi?
– Dokładnie.
– To bardzo nieładne zagranie – powiedziała stanowczo. – Nawet jeśli nie darzysz go sympatią, nie powinieneś mnie do tego namawiać. O ile wiem, on ci nigdy nic złego nie zrobił.
Filip popatrzył na nią i trochę się przestraszył. A jeśli się rozmyśli?
– Ilonka, zapewniam cię, że sama nie będziesz miała ochoty na dalszy ciąg. Przecież cię znam i wiem, że nie lubisz przemądrzałych typów, którzy uważają się za lepszych od innych.
– Mimo wszystko nie podoba mi się ten pomysł.
– Dobra, to umówmy się, że sprawa pozostaje otwarta. Jeśli ci się spodoba, dasz mu szansę.
– Mówisz tak, bo jesteś przekonany, że będzie inaczej.
– No pewnie! Ale skoro się upierasz, że takie założenie jest nie w porządku…
Ilona westchnęła. Co za pech, że natknęła się na tego faceta! Nie mógł wtedy przyjść pięć minut później? Filip znał ją dobrze i wyczuł, że jest bliska kapitulacji.
– Przecież sam nigdy nie wpadłbym na ten pomysł – powiedział. – To on mi go podsunął, kiedy poprosił o ten telefon. Poza tym nie musisz mówić wprost, żeby poszedł do diabła. Możesz mu to zasugerować bardziej delikatnie.
Mimo woli się uśmiechnęła. Filip miał swoje wady, ale przynajmniej nie był hipokrytą i za to go ceniła.
– No dobrze. Ale pamiętaj, że robię to tylko dla ciebie.
– Zapewniam cię, że doceniam twoje poświęcenie.
Resztę wieczoru przegadali o zbliżających się urodzinach babci, na których mieli zamiar pojawić się razem i wręczyć wspólny prezent. Już dawno zauważyli, że we dwoje czują się zdecydowanie pewniej w gronie rodzinnym. Potem Filip pożegnał się i wyszedł, nie usiłując wcale ukrywać zadowolenia z powodu pomyślnie załatwionej sprawy. Czuł, że uda mu się ją przekonać!