Pokonać śmierć - ebook
Odkryj chrześcijańską perspektywę życia wiecznego
Czy śmierć jest końcem ludzkiej historii, czy raczej początkiem nowego życia? W książce Pokonać śmierć ks. Robert Skrzypczak prowadzi czytelnika przez niezwykle aktualne rozważania na temat życia po śmierci, nadziei chrześcijańskiej oraz tajemnicy wieczności. Autor, inspirując się duchowym dziedzictwem księdza Dolindo Ruotolo – jednego z najbardziej niezwykłych włoskich mistyków XX wieku – ukazuje, że wiara w życie wieczne nie jest abstrakcyjną teorią, lecz źródłem pokoju, odwagi i sensu w codziennym życiu. Pokazuje, jak doświadczenia życiowe mogą prowadzić do głębszego zaufania Bogu i odkrywania Jego obecności nawet w najtrudniejszych momentach. Rozważania księdza Dolindo pomagają przezwyciężyć strach przed przemijaniem i odkryć perspektywę wieczności jako obietnicę pełni życia.
Dlaczego warto przeczytać ten e-book?
Poznasz duchową mądrość księdza Dolindo Ruotolo. Otrzymasz odpowiedzi na pytania dotyczące śmierci i życia wiecznego. Pogłębisz swoją wiarę oraz zaufanie Bożej Opatrzności. Znajdziesz inspirację do codziennego życia w perspektywie wieczności.
Dla kogo jest ta książka?
E-book „Pokonać śmierć. Ksiądz Dolindo Ruotolo o życiu wiecznym” jest przeznaczony dla osób poszukujących odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące sensu życia, śmierci i wieczności. To wartościowa lektura dla wierzących, osób przeżywających stratę bliskich, a także wszystkich zainteresowanych duchowością księdza Dolindo i nauczaniem Kościoła katolickiego.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Wiara i religia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68845-09-9 |
| Rozmiar pliku: | 1,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
z _Autobiografii_ księdza Dolindo RuotoloRozmawiałem pewnego razu z dziećmi o dwóch biblijnych braciach: Ezawie i Jakubie. Opowiedziałem im pokrótce, jak bliźniacy już w łonie matki Rebeki stoczyli walkę o pierwszeństwo. Wygrał ją Ezaw, wyszedł z łona matczynego cały czerwony. Pewnie z wysiłku, jaki włożył w pokonanie swego rywala. Jakub urodził się jako drugi, trzymając starszego brata za piętę. Pewnie do samego końca trwała rywalizacja o to, kto pierwszy pojawi się na tym świecie. Jakub nigdy nie pogodził się z tym, że jego starszy brat zebrał całą pulę przywilejów: pierworództwo oraz błogosławieństwo. W dodatku Ezaw żył tak, jakby nie przywiązywał do tego szczególnej wagi. Wciąż był zajęty sobą. Jakub cierpiał z tego powodu, że musi wzrastać w cieniu swego konkurenta – tryumfatora. „Odstąp mi twój przywilej pierworodztwa!” (Rdz 25, 31) – prosił bezskutecznie. Aż wreszcie przewrotna myśl pchnęła go w stronę oszustwa.
„Dlaczego jesteś taki smutny?” – zapytałem jednego malca, wyraźnie poruszonego biblijną historią. „Bo ja mam sześć lat, a mój brat dziesięć” – wyznał przejęty do bólu tą dziejową niesprawiedliwością. „Ty też kiedyś będziesz miał dziesięć” – usiłowałem pocieszyć chłopca. „Ale on wówczas będzie miał już czternaście” – wyrzucił cały żal biedny dzieciak. A jeśli przeniesiemy tę analogie na dzisiejsze laicyzujące się społeczeństwo, czyż wiodącym jego problemem nie jest fakt, że to Bóg jest Bogiem, a nie człowiek? Biedny Adamie, pali cię okropnie to, że jesteś drugi. Myślisz: jestem drugi, a więc w gruncie rzeczy ostatni. Nie sięgnąłeś po olimpijskie złoto, toteż srebro lub brąz wyciskają ci łzy z oczu. Dotarłeś na scenę w chwili, gdy już opanował ją inny Reżyser. Nawet ją stworzył. Drugim jesteś i drugim, czyli ostatnim, pozostaniesz. Nawet gdy wydawać ci się będzie, że na chwilę wychyliłeś się na prowadzenie, wnet będziesz musiał wrócić do szeregu. A najdramatyczniejszym powrotem do szeregu okaże się konieczność zajęcia miejsca w wykupionej kwaterce na cmentarzu. Twoja śmierć.CZĘŚĆ PIERWSZA
ŻYCIE WIECZNE TO NIE ŻARTY
Jako drugi chciałeś być pierwszy. I na tym polegał twój grzech. I żebyś przypadkiem nie wyciągał rąk ku drzewu życia, zebrałeś kopniaka w tyłek i znalazłeś się poza rajem. W taki sposób dla Adama i Ewy rozpoczęła się historia wygnania, cechująca się neurotycznym przymusem wykazywania innym: „Ja tutaj jestem kimś, a ty nikim”. Biedny bożek ulepiony ze złudzeń i cieni. Wciąż zajęty sobą i swoimi sprawami. Jak żuk gnojak toczący przed sobą wielką kulę ulepioną z odchodów. W pewnej chwili nadchodzi „siostra śmierć”, by zajrzeć nam prosto w oczy. Najpierw zgarnia nam krewnych i przyjaciół. Śmierć to podła bestia. Nie potrafi przejść obok, nie raniąc. Najgłębszą ranę pozostawia śmierć własnego dziecka. Nie ma już tego, którego wydałaś na świat – kość z twoich kości, ciało z twego ciała. Nikogo nie da się urodzić dwa razy. Klamka zapada i amen. W końcu ponura kostucha przyjdzie po ciebie. Rozpocznie swą posępną grę wstępną. Przygotuje przeciwko twemu kruchemu ciału cały arsenał sił niszczących: bakterie i wirusy, wypadki drogowe, upadki ze schodów, omdlenia podczas kąpieli, porażenie prądem, skurcze, udary i inne uprzejmości. Ty tymczasem bawisz się w filozofa: „Być czy też nie być, oto jest pytanie”. Albo włączasz grę komputerową polegającą na ściganiu i mordowaniu innych. Ogłupiająca rosyjska ruletka, by odgonić od siebie rozpaczliwą myśl: „Przemijam”.
Prawda upokarza
Prawda upokarza, bo zawsze jest naga, trupia. Pokazuje, że życie, które zawdzięczamy kobiecie – naszej matce – jest kruche, przejściowe, bezbronne i niepewne jak kwiaty powoju, co trwają dzień tylko jeden, wychylające się ku motylom w geście rozpaczy: nuże, pokochaj mnie, bo mój czas jest krótki. Końcem i przeznaczeniem naszym jest śmierć. Czas pakować walizki i powracać do prochu, z któregośmy powstali. Naszym prawdziwym wrogiem wydaje się Bóg, który odmierza nam czas, powołuje do istnienia i odtąd rozpoczyna się w nas powolne umieranie. Nic nie znaczymy, bo nie jesteśmy Nim. Nie pomoże nam czytanie o Supermanie, Kapitanie Ameryka czy Indianie Jonesie ani pogrążanie się w snach o doktorze Faustusie. Nie unikniemy przeznaczenia, które sprawia, że wszyscy jesteśmy równi. Od czasu do czasu kogoś ogarnie panika, jak włoskiego potentata medialnego Andreę Rizzolego, który leżąc na łożu śmierci, krzyczał: „Ja nie mogę umrzeć! Jestem najbogatszym człowiekiem w Europie!”. Nie ma większej porażki od tej, gdy kogoś dopadnie śmierć, której wcześniej nigdy nie brał pod uwagę. Nie na darmo mówi psalm: „Człowiek, co w dostatku żyje, ale się nie zastanawia, przyrównany jest do bydląt, które giną” (Ps 49, 21).
Lecz nadchodzi wspaniała noc, podczas której Kościół celebruje wigilię paschalną, najpiękniejszą liturgię na ziemi. I rozbrzmiewa nieśmiertelny hymn _Exsultet_: „Aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna”. Gdy życie zamieniało się w koszmar i bezdenną rozpacz, Bóg powołał wielkiego Zbawiciela, który zwlekł z siebie szaty pełne chwały, zamieniając je na ludzkie łachmany i przyjmując postać ostatniego wyrzutka. To na wieki odmieniło dumne pojęcia i wyobrażenia o Bogu będącym Przyczyną Przyczyn, Nieporuszonym Poruszycielem, Boskim Architektem czy też Stwórczą Ideą. Żaden z wybitnych filozofów i pisarzy, wyszkolonych scholastyków, genialnych oświeceniowców, chłodnych pozytywistów czy też heideggeriańskich egzystencjalistów nie wyobraził sobie Boga z krwi i kości, Boga gotowego zstąpić w cuchnący dół śmierci, by uratować stamtąd swe sponiewierane i gnijące, aroganckie i zbuntowane dziecko. Pozwolił się On wcześniej opluć, znieważyć, sponiewierać przekleństwami, zbić do krwi i zawlec w nieludzki sposób na potwornie bolesne i hańbiące ukrzyżowanie. Wszystko to przyjął z ogromnej miłości do człowieka. Nagi jak robak, wyśmiany i odrzucony, do ostatnich chwil namawiany przez tłum szyderców: „Zejdź z krzyża, a uwierzymy w Ciebie, skoro jesteś Synem Bożym”. Przybity do krzyża i napełniony goryczą złożył nieśmiertelne świadectwo o Bogu, który zanurza się całkowicie w ludzki grzech i ludzką śmierć, by wypowiedzieć swe boskie JA JESTEM. „Oto Człowiek!” – zawyrokował rzymski prokurator. Człowiek najprawdziwszy. We wszystkim stał się podobny do mnie, poddany cierpieniu i udręce, wrażliwy na lęk i odrzucenie, chwytający się modlitwy, by nie oszaleć z bólu w bezsenne noce, noszący na sobie niegojące się rany pogardy i niesprawiedliwego potraktowania, akceptujący poborców podatkowych i bezdusznych urzędników, prześmiewczych faryzeuszy i religijnych obłudników w powłóczystych szatach, padający ze zmęczenia i cierpiący głód oraz pragnienie, nieodporny na zakażenia i podobnie jak ja poniewierany pokusami, szatańskimi sztuczkami. Mimo że był Bogiem, nie tylko zaakceptował człowiecze „drugie miejsce”: bycie uległym, pominiętym, zlekceważonym, niedocenionym, kruchym… ale także zgodził się zająć wręcz ostatnie miejsce, którego nikt nie lubi, od którego wszyscy oddalają się ze wstrętem. Zgodził się umrzeć za złoczyńcę i bluźniercę, biorąc na siebie moją hańbę i mój grzech. Umarł w skrajnej samotności, odarty z szacunku i czci. Lecz zmartwychwstał, by zniszczyć moją śmierć i pomóc mi zasiąść w chwale. Doprawdy, nie ma większej nowiny na świecie jak ta, że Bóg kocha grzesznika!
Książka ta zawiera teksty księdza Dolindo Ruotolo, jednego z największych mistyków XX wieku, którego święty ojciec Pio nazywał „świętym kapłanem z Neapolu”. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Bóg naszemu pokoleniu postanowił zapalić dwa potężne reflektory. Jeden za pośrednictwem siostry Faustyny, prostej zakonnicy z Krakowa, przez którą pozostawił nam bezcenne przesłanie o Bożym miłosierdziu. I widać, jak tego świat potrzebował. Po dwóch wojnach światowych i dwóch nieludzkich totalitaryzmach, które nowoczesny świat zamieniły niemal w kostnicę, trudno znaleźć miejsce na ziemi, w którym nie byłoby wizerunku Chrystusa z świetlistymi promieniami wychodzącymi z Jego przebitego boku i w którym nieznany by był słynny _Dzienniczek_ spisany ręką polskiej zakonnicy. Drugim reflektorem rzucającym potężne światło na życie ludzi wciągniętych w zglobalizowaną sieć korporacji, reklam, wyścigu za dobrobytem i lekkostrawną, zlaicyzowaną propagandą, jest orędzie księdza Dolindo Ruotolo – płynące z zacofanej, brudnej dzielnicy Neapolu – o tym, że wiara w Boga może być przeżywana dziś jako bezgraniczne zaufanie Jego miłości, rzucenie się w ramiona Tego, który jest Panem historii i prowadzi ją na spotkanie ze szczęśliwą przyszłością w niebie. Duchowość pokornego księdza Dolindo streszczająca się w zawołaniu: „Jezu, Ty się tym zajmij!” jest jak aparat tlenowy dla dzisiejszego człowieka duszącego się w oparach trującej samowystarczalności i aroganckiej pretensji do samozbawienia.
Książka ta jest dla wszystkich tych, którzy nie zamierzają odpuścić sobie tej największej batalii życia i dla których wyroki Boże nie są zbyt wzniosłe (por. Ps 10, 5). Zwłaszcza że – jak często powtarzał ksiądz Dolindo Ruotolo – „życie wieczne to nie żarty”¹.