Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Polscy terroryści i zamachowcy - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
9 września 2026
3929 pkt
punktów Virtualo

Polscy terroryści i zamachowcy - ebook

Mimo opinii, że zawsze walczyliśmy z otwartą przyłbicą, także wśród Polaków nie brakowało skrytobójców i terrorystów, którzy działali zarówno w imię wielkich idei, jak i z najniższych pobudek.

Sztyletnicy z okresu powstania styczniowego, zabójcy cara Aleksandra II i prezydenta Gabriela Narutowicza, ale też Janusz Waluś, który w 1993 roku zamordował szefa południowoafrykańskich komunistów, czy „Szalony Bombiarz”, polski zamachowiec zza oceanu, który przez półtorej dekady terroryzował Nowy Jork.

Niniejszą pozycję uzupełnia rozdział o zamachach dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, których ofiarą padł między innymi minister spraw wewnętrznych Drugiej Rzeczypospolitej, Bronisław Pieracki. Oddzielna opowieść dotyczy słynnej akcji pod Arsenałem z 1943 roku – zbrojne odbicie Jana Bytnara „Rudego” było pierwszym takim aktem w okupowanej Warszawie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8343-710-1
Rozmiar pliku: 4,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Od autora

Na pomysł tej książki wpadł kil­ka­na­ście lat temu mój syn Grze­gorz i tak sku­tecz­nie mnie prze­ko­ny­wał, że zde­cy­do­wa­łem się bli­żej przyj­rzeć tema­towi. Począt­kowo oba­wia­łem się jed­nak, że nie znajdę dosta­tecz­nej ilo­ści mate­riału, ale kwe­renda przy­nio­sła zaska­ku­jące rezul­taty. Pomimo bowiem obie­go­wych opi­nii gło­szą­cych, że zawsze wal­czy­li­śmy z otwartą przy­łbicą, a żad­nego władcy nad Wisłą ni­gdy nie zamor­do­wano, nasza histo­ria nie różni się spe­cjal­nie od dzie­jów innych naro­dów. U nas także nie bra­ko­wało: skry­to­bój­ców, zama­chow­ców czy ter­ro­ry­stów, a zbrod­nia była nor­mal­nym narzę­dziem pro­wa­dze­nia poli­tyki.

Już epoka Pia­stów obfi­to­wała w zabój­stwa panu­ją­cych, a cho­ciaż ni­gdzie nie zano­to­wano imion mor­der­ców Mieszka II Lam­berta czy Bole­sława Śmia­łego, wia­domo jed­nak, że ode­szli w gwał­towny spo­sób, a ich śmierć była na rękę ich prze­ciw­ni­kom.

Potem było jesz­cze bar­dziej krwawo, pod­czas roz­bi­cia dziel­ni­co­wego popu­larne stało się tru­ci­ciel­stwo, co przy­pła­cił życiem nie­je­den władca tej epoki. Cza­sami zresztą nie bawiono się w podobne sub­tel­no­ści i sprawę zała­twiała banda wyna­ję­tych zbi­rów, jak pod­czas zjazdu ksią­żąt w Gąsa­wie w 1226 roku, gdy zgi­nął książę kra­kow­ski Leszek Biały. Sie­dem­dzie­siąt lat póź­niej ofiarą zbroj­nych ban­dy­tów padł także król Prze­mysł II, który miał nie­szczę­ście skon­flik­to­wać się z moż­nymi rodami wiel­ko­pol­skimi.

Inna sprawa, że w póź­niej­szych wie­kach fak­tycz­nie sytu­acja znacz­nie się uspo­ko­iła i zano­to­wano wła­ści­wie tylko jeden zamach na władcę Rze­czy­po­spo­li­tej Obojga Naro­dów. W listo­pa­dzie 1620 roku chory psy­chicz­nie szlach­cic san­do­mier­ski, Michał Pie­kar­ski, usi­ło­wał zamor­do­wać cze­ka­nem (!) Zyg­munta III Wazę. Król został ranny, zama­chowca ujęto i pod­dano śledz­twu z uży­ciem tor­tur. To wła­śnie z tego powodu poja­wiło się okre­śle­nie, że ktoś drze się jak Pie­kar­ski na mękach. Nie­spełna dwa tygo­dnie po pró­bie zabój­stwa zama­chowca publicz­nie stra­cono w War­sza­wie, roz­ry­wa­jąc go końmi, ciało spa­lono, a pro­chy wystrze­lono z armaty.

Roz­biory Pol­ski spo­wo­do­wały, że walka o wol­ność Pol­ski znacz­nie się zra­dy­ka­li­zo­wała. Już w dniu wybu­chu powsta­nia listo­pa­do­wego usi­ło­wano zabić w Bel­we­de­rze Wiel­kiego Księ­cia Kon­stan­tego, a sprze­ci­wia­ją­cych się walce zbroj­nej pol­skich gene­ra­łów mor­do­wano na uli­cach. Kolejne poko­le­nia bojow­ni­ków nie miały już obiek­cji swo­ich przod­ków. Dla­tego w cza­sie powsta­nia stycz­nio­wego poja­wili się szty­let­nicy ter­ro­ry­zu­jący Rosjan w War­sza­wie, a ich następcy zaczęli uży­wać nie tylko rewol­we­rów, lecz także bomb.

Nasz kraj miał wyjąt­kowo trudną histo­rię: roz­biory, powsta­nia, walka o nie­pod­le­głość, oku­pa­cja nie­miecko-sowiecka, lata komu­ni­zmu nad Wisłą. Dla­tego trudno się dzi­wić, że człon­ko­wie nie­le­gal­nych orga­ni­za­cji wal­czyli wszel­kimi dostęp­nymi środ­kami. Pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej w kon­spi­ra­cyj­nych labo­ra­to­riach pra­co­wano nawet nad bro­nią bio­lo­giczną, uwa­ża­jąc, że cel uświęca środki i ważne jest powstrzy­ma­nie eks­ter­mi­na­cji pol­skiego narodu. Trudno się tym ludziom dzi­wić – tra­giczna epoka uspra­wie­dli­wia dra­styczne metody. A prze­cież nie wszystko można było zała­twić za pomocą ter­roru indy­wi­du­al­nego. Do uży­cia broni bio­lo­gicz­nej na sze­roką skalę na szczę­ście nie doszło, a poje­dyn­cze przy­padki (w Kra­ko­wie) nie przy­nio­sły spo­dzie­wa­nych efek­tów.

W niniej­szej książce zebra­łem kilka naj­cie­kaw­szych – według mojej oceny – przy­pad­ków zama­chów i ter­roru z naszych dzie­jów. Zaczy­nam od wspo­mnia­nych szty­let­ni­ków, a koń­czę na zama­chu Janu­sza Walu­sia, który w kwiet­niu 1993 roku zamor­do­wał szefa połu­dnio­wo­afry­kań­skich komu­ni­stów, Chrisa Haniego. Nie zapo­mnia­łem o gło­śnej spra­wie braci Kowal­czy­ków z Opola, którą naświe­tli­łem zgod­nie z doku­men­tami z archi­wum IPN-u, ani o Pola­kach doko­nu­ją­cych zama­chów w USA. Szcze­gól­nie przy­pa­dek Geo­rge’a Mete­sky’ego, „Sza­lo­nego Bom­bia­rza”, był nie­zwy­kle cie­kawy, gdyż dopiero wów­czas roz­po­częto pro­fe­sjo­nalne pro­fi­lo­wa­nie prze­stęp­ców. W niniej­szej książce nie bra­kuje rów­nież postaci ter­ro­ry­stów spod znaku PPS-u ani zabójcy cara Alek­san­dra II, Igna­cego Hry­nie­wiec­kiego. No i oczy­wi­ście mor­dercy pre­zy­denta Naru­to­wi­cza – Eli­giu­sza Nie­wia­dom­skiego. Zresztą ten przy­pa­dek zde­cy­do­wa­nie wykra­cza poza zwy­kły zamach i jest zna­ko­mi­tym przy­kła­dem, do czego mogą dopro­wa­dzić spory świa­to­po­glą­dowe i poli­tyczne, a także bar­dzo źle pojęta miłość do ojczy­zny. O czym – jako o prze­stro­dze – warto pamię­tać…

Niniej­sze wyda­nie zostało uzu­peł­nione o dwa roz­działy. Pierw­szy z nich poświę­cam ukra­iń­skim ter­ro­ry­stom doko­nu­ją­cym zama­chów na znane oso­bi­sto­ści naszego kraju. Uwa­żam, że uwzględ­nie­nie tego tematu jest jak naj­bar­dziej uspra­wie­dli­wione: cho­ciaż ata­ków doko­ny­wali Ukra­ińcy, to jed­nak byli oni oby­wa­te­lami Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej, czyli pań­stwa mul­tiet­nicz­nego.

Nato­miast drugi z dodat­ko­wych roz­dzia­łów doty­czy akcji pod Arse­na­łem z 1943 roku, która sta­nowi pro­log do opi­sy­wa­nego tu zama­chu na Kut­scherę. Ponie­waż obro­sła w liczne legendy – do czego przy­czy­niły się ekra­ni­za­cje książki repor­ta­żo­wej _Kamie­nie na sza­niec_ autor­stwa Alek­san­dra Kamiń­skiego – sta­ram się przed­sta­wić jej praw­dziwy prze­bieg. Zobo­wią­zuje mnie do tego moja edu­ka­cja: jestem bowiem absol­wen­tem szkoły pod­sta­wo­wej imie­nia Sza­rych Sze­re­gów…

Sła­wo­mir KoperROZDZIAŁ 2. ŚMIERĆ CAROWI

Roz­dział 2

Śmierć carowi

„Ogłu­szył mnie nowy wybuch – wspo­mi­nał puł­kow­nik poli­cji Adrian Dwor­życki – byłem popa­rzony, ranny i oba­lony na zie­mię. Nagle, poprzez dym i śnieżną mgłę, usły­sza­łem słaby głos Jego Cesar­skiej Mości: »Pomóż!«. Zebraw­szy resztkę sił, zerwa­łem się na nogi i rzu­ci­łem ku cesa­rzowi. Jego Cesar­ska Mość na wpół sie­dział, na wpół leżał oparty na pra­wym łok­ciu. Sądząc, że cesarz jest tylko ciężko ranny, unio­słem go, ale cesarz miał mocno pogru­cho­tane nogi i krew się obfi­cie z nich lała”²⁵.

Było nie­dzielne popo­łu­dnie 13 marca 1881 roku, do eks­plo­zji bomby doszło w samym cen­trum Peters­burga. Car Alek­san­der II został śmier­tel­nie ranny, a w pobliżu kona­ją­cego monar­chy leżało kolej­nych dwa­dzie­ścia ofiar wybu­chu, wśród nich zama­cho­wiec samo­bójca, 25-letni Polak, Ignacy Hry­nie­wiecki. Był człon­kiem orga­ni­za­cji ter­ro­ry­stycz­nej _Narod­naja Wola_ (Wola Ludu), która od dłuż­szego czasu orga­ni­zo­wała zama­chy na impe­ra­tora. Kilka poprzed­nich prób nie przy­nio­sło rezul­tatu, wresz­cie bomba rzu­cona przez Hry­nie­wiec­kiego oka­zała się sku­teczna. Żaden bowiem ze świad­ków wyda­rze­nia nie miał wąt­pli­wo­ści, że strasz­li­wie pora­niony car dogo­rywa.

Alek­san­dra II w pośpie­chu poło­żono na saniach, któ­rymi jechała jego eskorta, i prze­wie­ziono do Pałacu Zimo­wego, gdzie zakoń­czył życie godzinę póź­niej. Zabójca prze­żył go o sześć godzin, zmarł wie­czo­rem w jed­nym z peters­bur­skich szpi­tali.

Udany zamach mógł się wyda­wać uko­ro­no­wa­niem nie­mal dwu­let­nich dzia­łań grupy ter­ro­ry­stów, do dzi­siaj jed­nak nie wyja­śniono kilku waż­nych spraw. Należy do nich zali­czyć zasta­na­wia­jącą nie­udol­ność poli­cji, która od dłuż­szego czasu nie mogła sobie pora­dzić z człon­kami Woli Ludu, a po śmierci cara natych­miast roz­biła orga­ni­za­cję. Nie wia­domo także, dla­czego Alek­san­der II w każdą nie­dzielę jeź­dził po mie­ście tą samą trasą, cho­ciaż mawiał, że ter­ro­ry­ści polo­wali na niego jak na „wście­kłe zwie­rzę”. Czy władca Rosji stał się nie­wy­god­nym czło­wie­kiem nie tylko dla zama­chow­ców, lecz także dla czę­ści swo­jego oto­cze­nia? I czy opo­zy­cja dwor­ska sta­rała się zbyt­nio nie prze­szka­dzać zabój­com w zamor­do­wa­niu monar­chy?

Pierwsi zamachowcy

Ojciec zabi­tego cara, Miko­łaj I, był despotą rzą­dzą­cym Rosją jak dywi­zją woj­ska. Nikomu jed­nak nie przy­szło do głowy orga­ni­zo­wać na niego zama­chów, dla­tego poru­szał się prak­tycz­nie bez żad­nej ochrony. Czasy się jed­nak zmie­niały i Alek­san­der II, refor­mu­jąc impe­rium Roma­no­wów, sam stał się ofiarą prze­mian. Jego postę­po­wa­nie wła­ści­wie nikogo nie zado­wa­lało, siły libe­ralne były zawie­dzione ogra­ni­czo­nym zasię­giem reform, nato­miast kon­ser­wa­ty­ści marzyli o powro­cie samo­dzier­ża­wia z cza­sów jego ojca.

Pierw­szy zamach na życie Alek­san­dra II zor­ga­ni­zo­wało nie­wiel­kie socja­li­styczne kółko stu­denc­kie o mało wyszu­ka­nej nazwie Orga­ni­za­cja, a wła­ści­wie jego komórka wyko­naw­cza Pie­kło. Mło­dzi zapa­leńcy uznali, że zabój­stwo cara sta­nie się sygna­łem do maso­wych bun­tów chłop­stwa i straj­ków robot­ni­ków, co zapo­cząt­kuje szybką demo­kra­ty­za­cję Rosji.

Zama­chu pod­jął się 26-letni Dmi­trij Kara­ko­zow, syn zubo­ża­łego szlach­cica, stu­dent uni­wer­sy­te­tów w Kaza­niu i Moskwie. W kwiet­niu 1866 roku przy­je­chał do Peters­burga, gdzie zbli­że­nie się do monar­chy nie sta­no­wiło więk­szego pro­blemu. Nie­mal wszy­scy miesz­kańcy sto­licy dokład­nie znali roz­kład dnia władcy i wia­domo było, że codzien­nie po połu­dniu Alek­san­der II spa­ce­ro­wał po Ogro­dzie Let­nim. Nie towa­rzy­szyła mu nie­mal żadna ochrona, jedy­nie przy cesar­skim powo­zie ocze­ki­wał na monar­chę pod­ofi­cer żan­dar­me­rii, a dodat­kowy poli­cjant pil­no­wał porządku wśród gapiów usta­wia­ją­cych się przy bra­mie parku.

Gdy Alek­san­der opu­ścił ogród i ruszył w stronę powozu, sto­jący w tłu­mie Kara­ko­zow wyce­lo­wał do władcy. Strzał oka­zał się jed­nak nie­celny i zama­cho­wiec rzu­cił się do ucieczki. Został jed­nak nie­mal natych­miast dopę­dzony i obez­wład­niony przez poli­cjanta i żan­darma.

Przy­pro­wa­dzony przed obli­cze władcy potwier­dził, że jest Rosja­ni­nem (car podej­rze­wał, że zamach był dzie­łem Polaka w odwe­cie za stłu­mie­nie powsta­nia stycz­nio­wego). Wyszło rów­nież na jaw, że w chwili strzału ktoś pod­bił rękę zama­chowca, dzięki czemu car oca­lał.

Naj­dziw­niej­szą jed­nak sprawą był fakt, że o dzia­łal­no­ści Orga­ni­za­cji, a tym bar­dziej Pie­kła, nic nie wie­działa car­ska poli­cja od dawna infil­tru­jąca śro­do­wi­ska stu­denc­kie. Sta­no­wiło to fatalną zapo­wiedź na przy­szłość.

Kara­ko­zow został ska­zany na karę śmierci i publicz­nie powie­szony w Peters­burgu, pozo­sta­łych człon­ków sto­wa­rzy­sze­nia zesłano na doży­wot­nią lub dłu­go­let­nią katorgę. Nato­miast impe­ra­tor nie­ba­wem docze­kał się kolej­nego zama­chu, tym razem miało to miej­sce w Paryżu, a chciał go uśmier­cić Polak, Antoni Bere­zow­ski.

Zama­cho­wiec w wieku szes­na­stu lat przy­łą­czył się do powsta­nia stycz­nio­wego, a po jego stłu­mie­niu wyemi­gro­wał do Fran­cji. Gdy w czerwcu 1867 roku do Paryża na Świa­tową Wystawę Gospo­dar­czą przy­był Alek­san­der II, Bere­zow­ski uznał to za zna­ko­mitą oka­zję do pomsz­cze­nia ofiar insu­rek­cji. Dzia­łał na wła­sną rękę, bez pro­ble­mów zaku­pił pisto­let, wie­dział też, gdzie będzie mógł ocze­ki­wać na cara, by doko­nać zama­chu.

6 czerwca odbyła się uro­czy­sta parada woj­skowa przed cesa­rzem Fran­cji, Napo­le­onem III, którą zaszczy­cili swoją obec­no­ścią Alek­san­der II i król Prus, Wil­helm I. Po jej zakoń­cze­niu monar­cho­wie wra­cali do mia­sta dwoma powo­zami, razem z Alek­san­drem jechał Napo­leon III oraz car­scy syno­wie. Dwa strzały padły, gdy pojazdy wolno toro­wały sobie drogę wśród tłumu publicz­no­ści. Pasa­że­rom jed­nak nic się nie stało, życie stra­cił jedy­nie koń cesar­skiego koniu­szego towa­rzy­szą­cego monar­chom.

Roz­mowa władcy Fran­cji z carem bez­po­śred­nio po zama­chu nie była pozba­wiona pew­nych ele­men­tów humo­ry­stycz­nych. Alek­san­der zapy­tał Napo­le­ona, kto – według niego – był celem zama­chu, na co gospo­darz odparł, że jeżeli strze­lał Włoch, to zapewne do niego, nato­miast jeżeli Polak, to śmierć ponieść miał cesarz Rosji…

Zamach był nie­źle pomy­ślany, jed­nak o jego fia­sku zade­cy­do­wały błędy Bere­zow­skiego. Zała­do­wał on bowiem pisto­let zbyt dużą ilo­ścią pro­chu oraz użył nie­wła­ści­wych poci­sków. W efek­cie pierw­szy strzał oka­zał się nie­celny, a przy dru­gim lufa roze­rwała się, raniąc zama­chowca, który szybko został obez­wład­niony.

Mie­siąc póź­niej Bere­zow­ski sta­nął przed sądem. Przy­znał się do zarzu­ca­nego czynu, wyja­śnia­jąc, że jego moty­wem była zemsta za udrę­czoną Pol­skę. Oświad­cze­nie oskar­żo­nego spo­tkało się z przy­chylną reak­cją publicz­no­ści, tym bar­dziej że jego obrońca cyto­wał frag­menty rosyj­skiego pra­wo­daw­stwa zale­ca­ją­cego krwawe repre­sje także wobec rodzin uczest­ni­ków zrywu. Jesz­cze więk­sze wra­że­nie zro­biły infor­ma­cje, że car­ski kodeks karny naka­zy­wał duchow­nym łama­nie tajem­nicy spo­wie­dzi w przy­pad­kach zaan­ga­żo­wa­nia wier­nych w dzia­łal­ność nie­pod­le­gło­ściową. Przy­chyl­nie przy­jęto rów­nież odpo­wiedź Bere­zow­skiego na zarzut pro­ku­ra­tora, że swoim czy­nem nara­ził życie Napo­le­ona III. Zama­cho­wiec stwier­dził bowiem kate­go­rycz­nie, że kula wystrze­lona przez Polaka nie mogła tra­fić członka rodziny Bona­par­tych…

Cho­ciaż Rosja­nie żądali od Fran­cu­zów naj­wyż­szego wymiaru kary i podob­nego zda­nia był rów­nież pro­ku­ra­tor, sąd ska­zał Bere­zow­skiego na doży­wot­nie cięż­kie roboty na Nowej Kale­do­nii. Z cza­sem zamie­niono mu karę na osie­dle­nie się na wyspach, pomimo jed­nak licz­nych pety­cji zama­cho­wiec nie docze­kał się amne­stii. Z upły­wem lat popadł w obłęd i zmarł w cał­ko­wi­tym zapo­mnie­niu w latach pierw­szej wojny świa­to­wej.

Czas terroru

Podobno pewna Cyganka prze­po­wie­działa Alek­san­drowi II, że prze­żyje bez szwanku sześć zama­chów, nato­miast zgi­nie w wyniku siód­mego. Nie wia­domo, ile było w tym prawdy, jed­nak przez następne lata car nie musiał ner­wowo odli­czać kolej­nych prób zabój­stwa. Przez ponad dwa­na­ście lat nikt bowiem nie usi­ło­wał monar­chy uśmier­cić, cho­ciaż Rosja zmie­niała się w zastra­sza­ją­cym tem­pie.

Idee socja­li­zmu tra­fiały na podatny grunt wśród inte­li­gen­cji, czego wyra­zem było powsta­nie orga­ni­za­cji _Ziemla i Wola_ (Zie­mia i Wol­ność) dążą­cej do oba­le­nia panu­ją­cych sto­sun­ków spo­łecz­nych poprzez powszechny bunt chło­pów. Człon­ko­wie orga­ni­za­cji byli ide­ali­stami, masowo wyru­szali na wieś, by pro­wa­dzić akcję uświa­da­mia­nia chłop­stwa, co – bio­rąc pod uwagę poziom umy­słowy rosyj­skich wło­ścian – było raczej ska­zane na nie­po­wo­dze­nie. Nic zatem dziw­nego, że inte­li­genc­kie wyobra­że­nie o chło­pach jako „zdro­wej tkance spo­łe­czeń­stwa” w zde­rze­niu z rze­czy­wi­sto­ścią oka­zało się bar­dzo bole­sne.

„Mię­dzy nami byli zdolni, rozumni pro­pa­gan­dzi­ści – wspo­mi­nał Osip Aptek­man – i wywie­rali bez wąt­pie­nia głę­bo­kie wra­że­nie. Ale o czym mówili ludowi? Ani socja­lizm, ani anar­chia, ale naj­bar­dziej palące sprawy jego powszech­nego, sza­rego życia: brak ziemi i cię­żary podat­kowe. (…) Ale skoro tylko pro­pa­gan­dzi­sta prze­szedł na grunt socja­lizmu, wszystko zupeł­nie się zmie­niało. (…) Słu­chali jak cie­ka­wej bajeczki”²⁶.

Chłopi zazwy­czaj w ogóle nie chcieli mieć nic wspól­nego z agi­ta­to­rami i nie udzie­lali im nawet noc­legu. Inte­li­genccy ide­ali­ści nie mieli bowiem więk­szego poję­cia o warun­kach panu­ją­cych na rosyj­skiej wsi i zupeł­nie nie zda­wali sobie sprawy z jej total­nego zaco­fa­nia. Na domiar złego więk­szość chło­pów wyra­żała prze­świad­cze­nie, że sam car jest dobry, a przy­czyną wszel­kiego zła są wła­ści­ciele ziem­scy. Nie byłoby więk­szych pro­ble­mów ze zbun­to­wa­niem chłop­stwa prze­ciwko zie­miań­stwu, ale pod­nie­sie­nie ręki na wła­dzę batiuszki to był już poważny kło­pot…

Brak efek­tów „wyprawy w lud” zra­dy­ka­li­zo­wał poglądy czę­ści dzia­ła­czy orga­ni­za­cji, sprzy­jała temu sytu­acja mię­dzy­na­ro­dowa. Wpraw­dzie Rosja wygrała wojnę z Tur­cją (1877–1878), ale sprze­ciw mocarstw euro­pej­skich wraz z nie­udol­no­ścią peters­bur­skich dyplo­ma­tów spo­wo­do­wały, że nie potra­fiono wyko­rzy­stać efek­tów zwy­cię­stwa. Wzbu­dziło to ogromne nie­za­do­wo­le­nie, zwo­len­nicy daw­nych porząd­ków kry­ty­ko­wali cara za próby reform, nato­miast libe­ra­ło­wie uwa­żali, że zmiany zacho­dzą zbyt wolno. Obie strony w jed­nym były jed­nak zgodne: uwa­żano, że władca i jego oto­cze­nie zmar­no­wali wysi­łek wojenny.

„Gdyby nie ten fatalny wynik wojny – potwier­dzał książę Wło­dzi­mierz Miesz­czer­ski – ruch anar­chi­styczny pozo­sta­wałby u nas jak daw­niej cho­robą chro­niczną w życiu inte­lek­tu­al­nym Rosji, nie zna­la­złby wsze­lako dla sie­bie gruntu, żeby przejść w stan ostrego i zuchwa­łego ataku na porzą­dek pań­stwowy”²⁷.

Po raz pierw­szy w dzie­jach Rosji na uli­cach miast poja­wili się demon­stranci bru­tal­nie roz­pę­dzani przez poli­cję. Wielu człon­ków _Ziemli i Woli_ tra­fiło do wię­zień, a reżim Alek­san­dra II sta­wał się coraz bar­dziej nie­po­pu­larny. Wśród rosyj­skiej inte­li­gen­cji do dobrego tonu nale­żało kon­te­sto­wa­nie jego zarzą­dzeń – nic zatem dziw­nego, że aresz­to­wa­nych bro­nili naj­lepsi rosyj­scy praw­nicy. Oświe­cona część spo­łe­czeń­stwa doj­rzała już do udziału we wła­dzy. Ale Rosja wciąż była monar­chią abso­lutną, gdzie słowo „kon­sty­tu­cja” uwa­żano za bluź­nier­stwo.

Nie­ba­wem doszło jed­nak do wyda­rze­nia, które miało zmie­nić bieg histo­rii kraju. Przy­czyna była sto­sun­kowo błaha: obe­rpo­lic­maj­ster (szef poli­cji) Peters­burga, gene­rał Fio­dor Tre­pow, obu­rzony fak­tem, że jeden z aresz­to­wa­nych człon­ków _Ziemli i Woli_ nie zdjął przed nim czapki na dzie­dzińcu wię­zie­nia, pole­cił pod­dać go karze chło­sty. Plotka natych­miast poszła w mia­sto i nie­ba­wem zna­la­zła się mści­cielka honoru więź­nia. 28-let­nia anar­chistka Wiera Zasu­licz, uda­jąc inte­re­santkę, udała się do biura gene­rała i z bli­ska go postrze­liła. Humo­ry­stycz­nym akcen­tem całej sprawy był fakt, że Tre­pow otrzy­mał ranę w pośla­dek, gdyż Zasu­licz cier­piała na krót­ko­wzrocz­ność…

Zama­chow­czyni sta­nęła przed sądem, a car naka­zał surowe jej uka­ra­nie. Oka­zało się jed­nak, że dzięki jego wła­snym refor­mom rosyj­scy praw­nicy mogli się wyka­zać nie­za­leż­no­ścią. Gdy bowiem jeden z mini­strów zażą­dał od prze­wod­ni­czą­cego składu sędziow­skiego „szcze­gól­nych usług”, usły­szał w zamian, że „sąd nie wyświad­cza usług, tylko feruje wyroki”²⁸.

Nie było chęt­nych do pod­ję­cia się roli oskar­ży­ciela, nato­miast Zasu­licz nie narze­kała na brak kan­dy­da­tów do funk­cji obrońcy z urzędu. W efek­cie została unie­win­niona (!), a za sprawcę zaj­ścia uznano Tre­powa. Było to zde­cy­do­wane prze­ciw­sta­wie­nie się samo­władz­twu i jed­no­cze­śnie począ­tek zor­ga­ni­zo­wa­nego ter­roru w Rosji.

W całym kraju zaczęły się mno­żyć zama­chy na urzęd­ni­ków car­skich, któ­rym „odma­wiano prawa do życia”. Prym wie­dli tu rady­kalni człon­ko­wie _Ziemli i Woli_, a szcze­gól­nym echem odbiło się zabój­stwo szefa III Oddziału Kan­ce­la­rii Oso­bi­stej Jego Cesar­skiej Mości (poli­cji poli­tycz­nej), Niko­łaja Mie­zien­cowa. Został on zaszty­le­to­wany w biały dzień w cen­trum Peters­burga, a zama­cho­wiec zbiegł. Mniej udany oka­zał się atak na jego następcę, Alek­san­dra Dren­telna. Strze­lano do niego dwu­krot­nie, poci­ski jed­nak nie dosię­gły celu, a nie­do­szły zabójca nie­ba­wem wpadł w ręce poli­cji. W tym samym cza­sie zastrze­lono guber­na­tora Char­kowa, księ­cia Dymi­tra Kro­pot­kina.

Wię­zie­nia zapeł­niły się aresz­to­wa­nymi, a wła­dze nie miały lito­ści. Wszel­kich podej­rza­nych wysy­łano na katorgę lub wie­szano po krót­kich pro­ce­sach. Ter­ro­ry­ści osią­gnęli jed­nak swój cel – w Peters­burgu zapa­no­wała panika, a w sfe­rach zbli­żo­nych do dworu mówiono, że nie­ba­wem „porządny czło­wiek nie będzie mógł się poka­zać na ulicy”.

„Wszyst­kie dotych­czas sto­so­wane środki – infor­mo­wał cara jeden z urzęd­ni­ków – prze­ciwko agi­ta­cji anty­rzą­do­wej nie odnio­sły rezul­tatu ani nie miały pozy­tyw­nego skutku. Zło rośnie z godziny na godzinę. Potrzebne są środki nad­zwy­czajne”²⁹.

Kolejny zamach

Człon­ko­wie _Ziemli i Woli_ szybko się rady­ka­li­zo­wali i nie wystar­czały im już tylko zama­chy na ofi­ce­rów żan­dar­me­rii czy guber­na­to­rów.

„Non­sen­sem stało się – wspo­mi­nała człon­kini _Ziemli i Woli_, Wiera Figner – wymie­rza­nie cio­sów w sługi wyko­nu­jące wolę swego pana, a nie rusza­nie ich roz­ka­zo­dawcy, zabój­stwa poli­tyczne z fatalną siłą pro­wa­dziły do caro­bój­stwa”³⁰.

Do władz orga­ni­za­cji nie­mal jed­no­cze­śnie zgło­siło się kilku ochot­ni­ków, któ­rzy pra­gnęli doko­nać zama­chu na Alek­san­dra II. Osta­tecz­nie zada­nia pod­jął się 26-letni Alek­san­der Soło­wiow, a o jego wybo­rze zade­cy­do­wał fakt, że był jedy­nym Rosja­ni­nem wśród kan­dy­da­tów. Pozo­stali byli Żydami lub Pola­kami, co mogło suge­ro­wać, że za moty­wami akcji kryły się pro­blemy mniej­szo­ści naro­do­wych impe­rium Roma­no­wów. Inna sprawa, że Soło­wiow pre­zen­to­wał bar­dzo ide­ali­styczne poglądy na temat skut­ków swo­jego czynu.

„Śmierć cesa­rza – mówił – może spo­wo­do­wać nagły zwrot w życiu spo­łecz­nym, atmos­fera oczy­ści się, nie­uf­ność do inte­li­gen­cji znik­nie, otrzyma ona dostęp do sze­ro­kiej i owoc­nej dzia­łal­no­ści wśród ludu, masa uczci­wych mło­dych sił napły­nie na wieś”³¹.

Soło­wiow otrzy­mał do dys­po­zy­cji rewol­wer i kap­sułkę z cyjan­kiem potasu, by w razie zatrzy­ma­nia popeł­nić samo­bój­stwo. Zama­chu doko­nał 14 kwiet­nia 1879 roku, w drugi dzień pra­wo­sław­nej Wiel­ka­nocy. Podob­nie jak Kara­ko­zow nie miał pro­blemu ze zbli­że­niem się do monar­chy – pomimo bowiem sze­rzą­cego się ter­roru Alek­san­der II na­dal uwa­żał, że jego osoba jest nie­ty­kalna dla pod­da­nych.

Impe­ra­tor miał w zwy­czaju prze­cha­dzać się rano w pobliżu Pałacu Zimo­wego przy budynku sztabu Peters­bur­skiego Okręgu Woj­sko­wego. Wie­dzieli o tym nie­mal wszy­scy miesz­kańcy sto­licy – i wła­śnie tę oko­licz­ność wyko­rzy­stał zama­cho­wiec. Ubrany jak rosyj­ski urzęd­nik (na gło­wie miał cha­rak­te­ry­styczną czapkę z bącz­kiem) pod­szedł do cara i z bli­ska strze­lił do niego. Chy­bił jed­nak, praw­do­po­dob­nie dla­tego, że w ostat­niej chwili Alek­san­der II spoj­rzał mu bez­po­śred­nio w oczy, co mocno zde­pry­mo­wało Soło­wiowa. Nie zamie­rzał jed­nak zre­zy­gno­wać i gdy władca rzu­cił się do ucieczki w stronę pałacu, ruszył za nim, strze­la­jąc raz za razem. Monar­cha nie stra­cił głowy, biegł zyg­za­kiem, a gdy stra­cił rów­no­wagę (miał sześć­dzie­siąt jeden lat), to „na czwo­ra­kach dalej posu­wał się naprzód”³². Jed­nak jakimś cudem żadna z pię­ciu (!) kul nie była celna, a Soło­wiowa obez­wład­nili nad­bie­ga­jący poli­cjanci.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książkiZapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.

N. Berg, _Zapi­ski o powsta­niu pol­skiem 1863 i 1864 roku i poprze­dza­ją­cej powsta­nie epoce demon­stra­cyi do 1856 roku_, Kra­ków 1898, t. 2, s. 101

2.

M. Kamiń­ski, _Ter­ror w powsta­niu stycz­nio­wym_, maszy­no­pis pracy magi­ster­skiej, IH UW 1995, s. 47, Archi­wum UW

3.

Za: _Mani­fe­sta­cja 27 lutego 1861 roku we wspo­mnie­niach_, Sta­re­Po­wazki.sowa.website.pl/Pocho­wani/PieciuPoleglych000.html

4.

Za: Z. Strzy­żew­ska, _Ema­nuel Sza­far­czyk i szty­let­nicy 1863 roku_, „Prze­gląd Histo­ryczny”, 4/1986

5.

R. Gór­ski, _Pol­scy zama­chowcy. Droga do wol­no­ści_, Kra­ków 2008, s. 42

6.

Za: _ibi­dem_, s. 25

7.

„Dzien­nik Poznań­ski”, 8 lipca 1862

8.

Za: Z. Strzy­żew­ska, _op. cit_.

9.

Za: M. Kamiń­ski, _op. cit_., s. 7

10.

_Ibi­dem_, s. 54

11.

Za: R. Gór­ski, _op. cit_., s. 42

12.

Za: J. Sza­rek, _Moskale i for­te­pian Cho­pina_, Nie­za­le­zna.pl/46162-moskale-i-for­te­pian-cho­pina

13.

Za: _ibi­dem_

14.

Za: M. Kamiń­ski, op. cit., s. 52

15.

A. Łydka, _Powsta­nie wybu­chło, jak proch roz­sy­pany, nie jak proch nabity_, Pol­ska-zbrojna.pl/home/artic­le­show/21595?t=-Powsta­nie-wybu­chlo-jak-proch-roz­sy­pany-nie-jak-proch-nabity-

16.

K. Potrzu­ski, _Al-Kaida powsta­nia stycz­nio­wego. Szty­let­nicy i ich dzia­łal­ność w latach 1863-1864_, Stycz­niowe.dzien­ni­ki­pow­sta­nia.pl/al-kaida-powsta­nia-stycz­nio­wego-szty­let­nicy-i-ich-dzia­lal­nosc-w-latach-1863-1864/

17.

M. Kamiń­ski, _op. cit_., s. 36

18.

_Ibi­dem_, s. 38

19.

_Ibi­dem_, s. 58

20.

_Ibi­dem_

21.

_Ibi­dem_, s. 59

22.

Za: _ibi­dem_, s. 58

23.

Za: Z. Strzy­żew­ska, _op. cit_.

24.

_Ibi­dem_

25.

Za: E. Radziń­ski, _Alek­san­der II. Ostatni wielki car_, War­szawa 2005, s. 462

26.

Za: L. Baum­gar­ten, _Marzy­ciele i kró­lo­bójcy_, War­szawa 1960, s. 75-76

27.

Za: E. Radziń­ski, _op. cit._, s. 303

28.

Za: _ibi­dem_, s. 307

29.

Za: _ibi­dem_, s. 317

30.

W. Figner, _Trwały ślad_, War­szawa 1962, t. 1, s. 147

31.

Za: _ibi­dem_, t. 1, s. 147

32.

Za: J. Kucha­rzew­ski, _Od bia­łego caratu do czer­wo­nego_, War­szawa 2000, t. 5, s. 258
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij