-
nowość
-
promocja
Polscy terroryści i zamachowcy - ebook
Polscy terroryści i zamachowcy - ebook
Mimo opinii, że zawsze walczyliśmy z otwartą przyłbicą, także wśród Polaków nie brakowało skrytobójców i terrorystów, którzy działali zarówno w imię wielkich idei, jak i z najniższych pobudek.
Sztyletnicy z okresu powstania styczniowego, zabójcy cara Aleksandra II i prezydenta Gabriela Narutowicza, ale też Janusz Waluś, który w 1993 roku zamordował szefa południowoafrykańskich komunistów, czy „Szalony Bombiarz”, polski zamachowiec zza oceanu, który przez półtorej dekady terroryzował Nowy Jork.
Niniejszą pozycję uzupełnia rozdział o zamachach dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, których ofiarą padł między innymi minister spraw wewnętrznych Drugiej Rzeczypospolitej, Bronisław Pieracki. Oddzielna opowieść dotyczy słynnej akcji pod Arsenałem z 1943 roku – zbrojne odbicie Jana Bytnara „Rudego” było pierwszym takim aktem w okupowanej Warszawie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Biografie |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8343-710-1 |
| Rozmiar pliku: | 4,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Na pomysł tej książki wpadł kilkanaście lat temu mój syn Grzegorz i tak skutecznie mnie przekonywał, że zdecydowałem się bliżej przyjrzeć tematowi. Początkowo obawiałem się jednak, że nie znajdę dostatecznej ilości materiału, ale kwerenda przyniosła zaskakujące rezultaty. Pomimo bowiem obiegowych opinii głoszących, że zawsze walczyliśmy z otwartą przyłbicą, a żadnego władcy nad Wisłą nigdy nie zamordowano, nasza historia nie różni się specjalnie od dziejów innych narodów. U nas także nie brakowało: skrytobójców, zamachowców czy terrorystów, a zbrodnia była normalnym narzędziem prowadzenia polityki.
Już epoka Piastów obfitowała w zabójstwa panujących, a chociaż nigdzie nie zanotowano imion morderców Mieszka II Lamberta czy Bolesława Śmiałego, wiadomo jednak, że odeszli w gwałtowny sposób, a ich śmierć była na rękę ich przeciwnikom.
Potem było jeszcze bardziej krwawo, podczas rozbicia dzielnicowego popularne stało się trucicielstwo, co przypłacił życiem niejeden władca tej epoki. Czasami zresztą nie bawiono się w podobne subtelności i sprawę załatwiała banda wynajętych zbirów, jak podczas zjazdu książąt w Gąsawie w 1226 roku, gdy zginął książę krakowski Leszek Biały. Siedemdziesiąt lat później ofiarą zbrojnych bandytów padł także król Przemysł II, który miał nieszczęście skonfliktować się z możnymi rodami wielkopolskimi.
Inna sprawa, że w późniejszych wiekach faktycznie sytuacja znacznie się uspokoiła i zanotowano właściwie tylko jeden zamach na władcę Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W listopadzie 1620 roku chory psychicznie szlachcic sandomierski, Michał Piekarski, usiłował zamordować czekanem (!) Zygmunta III Wazę. Król został ranny, zamachowca ujęto i poddano śledztwu z użyciem tortur. To właśnie z tego powodu pojawiło się określenie, że ktoś drze się jak Piekarski na mękach. Niespełna dwa tygodnie po próbie zabójstwa zamachowca publicznie stracono w Warszawie, rozrywając go końmi, ciało spalono, a prochy wystrzelono z armaty.
Rozbiory Polski spowodowały, że walka o wolność Polski znacznie się zradykalizowała. Już w dniu wybuchu powstania listopadowego usiłowano zabić w Belwederze Wielkiego Księcia Konstantego, a sprzeciwiających się walce zbrojnej polskich generałów mordowano na ulicach. Kolejne pokolenia bojowników nie miały już obiekcji swoich przodków. Dlatego w czasie powstania styczniowego pojawili się sztyletnicy terroryzujący Rosjan w Warszawie, a ich następcy zaczęli używać nie tylko rewolwerów, lecz także bomb.
Nasz kraj miał wyjątkowo trudną historię: rozbiory, powstania, walka o niepodległość, okupacja niemiecko-sowiecka, lata komunizmu nad Wisłą. Dlatego trudno się dziwić, że członkowie nielegalnych organizacji walczyli wszelkimi dostępnymi środkami. Podczas drugiej wojny światowej w konspiracyjnych laboratoriach pracowano nawet nad bronią biologiczną, uważając, że cel uświęca środki i ważne jest powstrzymanie eksterminacji polskiego narodu. Trudno się tym ludziom dziwić – tragiczna epoka usprawiedliwia drastyczne metody. A przecież nie wszystko można było załatwić za pomocą terroru indywidualnego. Do użycia broni biologicznej na szeroką skalę na szczęście nie doszło, a pojedyncze przypadki (w Krakowie) nie przyniosły spodziewanych efektów.
W niniejszej książce zebrałem kilka najciekawszych – według mojej oceny – przypadków zamachów i terroru z naszych dziejów. Zaczynam od wspomnianych sztyletników, a kończę na zamachu Janusza Walusia, który w kwietniu 1993 roku zamordował szefa południowoafrykańskich komunistów, Chrisa Haniego. Nie zapomniałem o głośnej sprawie braci Kowalczyków z Opola, którą naświetliłem zgodnie z dokumentami z archiwum IPN-u, ani o Polakach dokonujących zamachów w USA. Szczególnie przypadek George’a Metesky’ego, „Szalonego Bombiarza”, był niezwykle ciekawy, gdyż dopiero wówczas rozpoczęto profesjonalne profilowanie przestępców. W niniejszej książce nie brakuje również postaci terrorystów spod znaku PPS-u ani zabójcy cara Aleksandra II, Ignacego Hryniewieckiego. No i oczywiście mordercy prezydenta Narutowicza – Eligiusza Niewiadomskiego. Zresztą ten przypadek zdecydowanie wykracza poza zwykły zamach i jest znakomitym przykładem, do czego mogą doprowadzić spory światopoglądowe i polityczne, a także bardzo źle pojęta miłość do ojczyzny. O czym – jako o przestrodze – warto pamiętać…
Niniejsze wydanie zostało uzupełnione o dwa rozdziały. Pierwszy z nich poświęcam ukraińskim terrorystom dokonującym zamachów na znane osobistości naszego kraju. Uważam, że uwzględnienie tego tematu jest jak najbardziej usprawiedliwione: chociaż ataków dokonywali Ukraińcy, to jednak byli oni obywatelami Drugiej Rzeczypospolitej, czyli państwa multietnicznego.
Natomiast drugi z dodatkowych rozdziałów dotyczy akcji pod Arsenałem z 1943 roku, która stanowi prolog do opisywanego tu zamachu na Kutscherę. Ponieważ obrosła w liczne legendy – do czego przyczyniły się ekranizacje książki reportażowej _Kamienie na szaniec_ autorstwa Aleksandra Kamińskiego – staram się przedstawić jej prawdziwy przebieg. Zobowiązuje mnie do tego moja edukacja: jestem bowiem absolwentem szkoły podstawowej imienia Szarych Szeregów…
Sławomir KoperROZDZIAŁ 2. ŚMIERĆ CAROWI
Rozdział 2
Śmierć carowi
„Ogłuszył mnie nowy wybuch – wspominał pułkownik policji Adrian Dworżycki – byłem poparzony, ranny i obalony na ziemię. Nagle, poprzez dym i śnieżną mgłę, usłyszałem słaby głos Jego Cesarskiej Mości: »Pomóż!«. Zebrawszy resztkę sił, zerwałem się na nogi i rzuciłem ku cesarzowi. Jego Cesarska Mość na wpół siedział, na wpół leżał oparty na prawym łokciu. Sądząc, że cesarz jest tylko ciężko ranny, uniosłem go, ale cesarz miał mocno pogruchotane nogi i krew się obficie z nich lała”²⁵.
Było niedzielne popołudnie 13 marca 1881 roku, do eksplozji bomby doszło w samym centrum Petersburga. Car Aleksander II został śmiertelnie ranny, a w pobliżu konającego monarchy leżało kolejnych dwadzieścia ofiar wybuchu, wśród nich zamachowiec samobójca, 25-letni Polak, Ignacy Hryniewiecki. Był członkiem organizacji terrorystycznej _Narodnaja Wola_ (Wola Ludu), która od dłuższego czasu organizowała zamachy na imperatora. Kilka poprzednich prób nie przyniosło rezultatu, wreszcie bomba rzucona przez Hryniewieckiego okazała się skuteczna. Żaden bowiem ze świadków wydarzenia nie miał wątpliwości, że straszliwie poraniony car dogorywa.
Aleksandra II w pośpiechu położono na saniach, którymi jechała jego eskorta, i przewieziono do Pałacu Zimowego, gdzie zakończył życie godzinę później. Zabójca przeżył go o sześć godzin, zmarł wieczorem w jednym z petersburskich szpitali.
Udany zamach mógł się wydawać ukoronowaniem niemal dwuletnich działań grupy terrorystów, do dzisiaj jednak nie wyjaśniono kilku ważnych spraw. Należy do nich zaliczyć zastanawiającą nieudolność policji, która od dłuższego czasu nie mogła sobie poradzić z członkami Woli Ludu, a po śmierci cara natychmiast rozbiła organizację. Nie wiadomo także, dlaczego Aleksander II w każdą niedzielę jeździł po mieście tą samą trasą, chociaż mawiał, że terroryści polowali na niego jak na „wściekłe zwierzę”. Czy władca Rosji stał się niewygodnym człowiekiem nie tylko dla zamachowców, lecz także dla części swojego otoczenia? I czy opozycja dworska starała się zbytnio nie przeszkadzać zabójcom w zamordowaniu monarchy?
Pierwsi zamachowcy
Ojciec zabitego cara, Mikołaj I, był despotą rządzącym Rosją jak dywizją wojska. Nikomu jednak nie przyszło do głowy organizować na niego zamachów, dlatego poruszał się praktycznie bez żadnej ochrony. Czasy się jednak zmieniały i Aleksander II, reformując imperium Romanowów, sam stał się ofiarą przemian. Jego postępowanie właściwie nikogo nie zadowalało, siły liberalne były zawiedzione ograniczonym zasięgiem reform, natomiast konserwatyści marzyli o powrocie samodzierżawia z czasów jego ojca.
Pierwszy zamach na życie Aleksandra II zorganizowało niewielkie socjalistyczne kółko studenckie o mało wyszukanej nazwie Organizacja, a właściwie jego komórka wykonawcza Piekło. Młodzi zapaleńcy uznali, że zabójstwo cara stanie się sygnałem do masowych buntów chłopstwa i strajków robotników, co zapoczątkuje szybką demokratyzację Rosji.
Zamachu podjął się 26-letni Dmitrij Karakozow, syn zubożałego szlachcica, student uniwersytetów w Kazaniu i Moskwie. W kwietniu 1866 roku przyjechał do Petersburga, gdzie zbliżenie się do monarchy nie stanowiło większego problemu. Niemal wszyscy mieszkańcy stolicy dokładnie znali rozkład dnia władcy i wiadomo było, że codziennie po południu Aleksander II spacerował po Ogrodzie Letnim. Nie towarzyszyła mu niemal żadna ochrona, jedynie przy cesarskim powozie oczekiwał na monarchę podoficer żandarmerii, a dodatkowy policjant pilnował porządku wśród gapiów ustawiających się przy bramie parku.
Gdy Aleksander opuścił ogród i ruszył w stronę powozu, stojący w tłumie Karakozow wycelował do władcy. Strzał okazał się jednak niecelny i zamachowiec rzucił się do ucieczki. Został jednak niemal natychmiast dopędzony i obezwładniony przez policjanta i żandarma.
Przyprowadzony przed oblicze władcy potwierdził, że jest Rosjaninem (car podejrzewał, że zamach był dziełem Polaka w odwecie za stłumienie powstania styczniowego). Wyszło również na jaw, że w chwili strzału ktoś podbił rękę zamachowca, dzięki czemu car ocalał.
Najdziwniejszą jednak sprawą był fakt, że o działalności Organizacji, a tym bardziej Piekła, nic nie wiedziała carska policja od dawna infiltrująca środowiska studenckie. Stanowiło to fatalną zapowiedź na przyszłość.
Karakozow został skazany na karę śmierci i publicznie powieszony w Petersburgu, pozostałych członków stowarzyszenia zesłano na dożywotnią lub długoletnią katorgę. Natomiast imperator niebawem doczekał się kolejnego zamachu, tym razem miało to miejsce w Paryżu, a chciał go uśmiercić Polak, Antoni Berezowski.
Zamachowiec w wieku szesnastu lat przyłączył się do powstania styczniowego, a po jego stłumieniu wyemigrował do Francji. Gdy w czerwcu 1867 roku do Paryża na Światową Wystawę Gospodarczą przybył Aleksander II, Berezowski uznał to za znakomitą okazję do pomszczenia ofiar insurekcji. Działał na własną rękę, bez problemów zakupił pistolet, wiedział też, gdzie będzie mógł oczekiwać na cara, by dokonać zamachu.
6 czerwca odbyła się uroczysta parada wojskowa przed cesarzem Francji, Napoleonem III, którą zaszczycili swoją obecnością Aleksander II i król Prus, Wilhelm I. Po jej zakończeniu monarchowie wracali do miasta dwoma powozami, razem z Aleksandrem jechał Napoleon III oraz carscy synowie. Dwa strzały padły, gdy pojazdy wolno torowały sobie drogę wśród tłumu publiczności. Pasażerom jednak nic się nie stało, życie stracił jedynie koń cesarskiego koniuszego towarzyszącego monarchom.
Rozmowa władcy Francji z carem bezpośrednio po zamachu nie była pozbawiona pewnych elementów humorystycznych. Aleksander zapytał Napoleona, kto – według niego – był celem zamachu, na co gospodarz odparł, że jeżeli strzelał Włoch, to zapewne do niego, natomiast jeżeli Polak, to śmierć ponieść miał cesarz Rosji…
Zamach był nieźle pomyślany, jednak o jego fiasku zadecydowały błędy Berezowskiego. Załadował on bowiem pistolet zbyt dużą ilością prochu oraz użył niewłaściwych pocisków. W efekcie pierwszy strzał okazał się niecelny, a przy drugim lufa rozerwała się, raniąc zamachowca, który szybko został obezwładniony.
Miesiąc później Berezowski stanął przed sądem. Przyznał się do zarzucanego czynu, wyjaśniając, że jego motywem była zemsta za udręczoną Polskę. Oświadczenie oskarżonego spotkało się z przychylną reakcją publiczności, tym bardziej że jego obrońca cytował fragmenty rosyjskiego prawodawstwa zalecającego krwawe represje także wobec rodzin uczestników zrywu. Jeszcze większe wrażenie zrobiły informacje, że carski kodeks karny nakazywał duchownym łamanie tajemnicy spowiedzi w przypadkach zaangażowania wiernych w działalność niepodległościową. Przychylnie przyjęto również odpowiedź Berezowskiego na zarzut prokuratora, że swoim czynem naraził życie Napoleona III. Zamachowiec stwierdził bowiem kategorycznie, że kula wystrzelona przez Polaka nie mogła trafić członka rodziny Bonapartych…
Chociaż Rosjanie żądali od Francuzów najwyższego wymiaru kary i podobnego zdania był również prokurator, sąd skazał Berezowskiego na dożywotnie ciężkie roboty na Nowej Kaledonii. Z czasem zamieniono mu karę na osiedlenie się na wyspach, pomimo jednak licznych petycji zamachowiec nie doczekał się amnestii. Z upływem lat popadł w obłęd i zmarł w całkowitym zapomnieniu w latach pierwszej wojny światowej.
Czas terroru
Podobno pewna Cyganka przepowiedziała Aleksandrowi II, że przeżyje bez szwanku sześć zamachów, natomiast zginie w wyniku siódmego. Nie wiadomo, ile było w tym prawdy, jednak przez następne lata car nie musiał nerwowo odliczać kolejnych prób zabójstwa. Przez ponad dwanaście lat nikt bowiem nie usiłował monarchy uśmiercić, chociaż Rosja zmieniała się w zastraszającym tempie.
Idee socjalizmu trafiały na podatny grunt wśród inteligencji, czego wyrazem było powstanie organizacji _Ziemla i Wola_ (Ziemia i Wolność) dążącej do obalenia panujących stosunków społecznych poprzez powszechny bunt chłopów. Członkowie organizacji byli idealistami, masowo wyruszali na wieś, by prowadzić akcję uświadamiania chłopstwa, co – biorąc pod uwagę poziom umysłowy rosyjskich włościan – było raczej skazane na niepowodzenie. Nic zatem dziwnego, że inteligenckie wyobrażenie o chłopach jako „zdrowej tkance społeczeństwa” w zderzeniu z rzeczywistością okazało się bardzo bolesne.
„Między nami byli zdolni, rozumni propagandziści – wspominał Osip Aptekman – i wywierali bez wątpienia głębokie wrażenie. Ale o czym mówili ludowi? Ani socjalizm, ani anarchia, ale najbardziej palące sprawy jego powszechnego, szarego życia: brak ziemi i ciężary podatkowe. (…) Ale skoro tylko propagandzista przeszedł na grunt socjalizmu, wszystko zupełnie się zmieniało. (…) Słuchali jak ciekawej bajeczki”²⁶.
Chłopi zazwyczaj w ogóle nie chcieli mieć nic wspólnego z agitatorami i nie udzielali im nawet noclegu. Inteligenccy idealiści nie mieli bowiem większego pojęcia o warunkach panujących na rosyjskiej wsi i zupełnie nie zdawali sobie sprawy z jej totalnego zacofania. Na domiar złego większość chłopów wyrażała przeświadczenie, że sam car jest dobry, a przyczyną wszelkiego zła są właściciele ziemscy. Nie byłoby większych problemów ze zbuntowaniem chłopstwa przeciwko ziemiaństwu, ale podniesienie ręki na władzę batiuszki to był już poważny kłopot…
Brak efektów „wyprawy w lud” zradykalizował poglądy części działaczy organizacji, sprzyjała temu sytuacja międzynarodowa. Wprawdzie Rosja wygrała wojnę z Turcją (1877–1878), ale sprzeciw mocarstw europejskich wraz z nieudolnością petersburskich dyplomatów spowodowały, że nie potrafiono wykorzystać efektów zwycięstwa. Wzbudziło to ogromne niezadowolenie, zwolennicy dawnych porządków krytykowali cara za próby reform, natomiast liberałowie uważali, że zmiany zachodzą zbyt wolno. Obie strony w jednym były jednak zgodne: uważano, że władca i jego otoczenie zmarnowali wysiłek wojenny.
„Gdyby nie ten fatalny wynik wojny – potwierdzał książę Włodzimierz Mieszczerski – ruch anarchistyczny pozostawałby u nas jak dawniej chorobą chroniczną w życiu intelektualnym Rosji, nie znalazłby wszelako dla siebie gruntu, żeby przejść w stan ostrego i zuchwałego ataku na porządek państwowy”²⁷.
Po raz pierwszy w dziejach Rosji na ulicach miast pojawili się demonstranci brutalnie rozpędzani przez policję. Wielu członków _Ziemli i Woli_ trafiło do więzień, a reżim Aleksandra II stawał się coraz bardziej niepopularny. Wśród rosyjskiej inteligencji do dobrego tonu należało kontestowanie jego zarządzeń – nic zatem dziwnego, że aresztowanych bronili najlepsi rosyjscy prawnicy. Oświecona część społeczeństwa dojrzała już do udziału we władzy. Ale Rosja wciąż była monarchią absolutną, gdzie słowo „konstytucja” uważano za bluźnierstwo.
Niebawem doszło jednak do wydarzenia, które miało zmienić bieg historii kraju. Przyczyna była stosunkowo błaha: oberpolicmajster (szef policji) Petersburga, generał Fiodor Trepow, oburzony faktem, że jeden z aresztowanych członków _Ziemli i Woli_ nie zdjął przed nim czapki na dziedzińcu więzienia, polecił poddać go karze chłosty. Plotka natychmiast poszła w miasto i niebawem znalazła się mścicielka honoru więźnia. 28-letnia anarchistka Wiera Zasulicz, udając interesantkę, udała się do biura generała i z bliska go postrzeliła. Humorystycznym akcentem całej sprawy był fakt, że Trepow otrzymał ranę w pośladek, gdyż Zasulicz cierpiała na krótkowzroczność…
Zamachowczyni stanęła przed sądem, a car nakazał surowe jej ukaranie. Okazało się jednak, że dzięki jego własnym reformom rosyjscy prawnicy mogli się wykazać niezależnością. Gdy bowiem jeden z ministrów zażądał od przewodniczącego składu sędziowskiego „szczególnych usług”, usłyszał w zamian, że „sąd nie wyświadcza usług, tylko feruje wyroki”²⁸.
Nie było chętnych do podjęcia się roli oskarżyciela, natomiast Zasulicz nie narzekała na brak kandydatów do funkcji obrońcy z urzędu. W efekcie została uniewinniona (!), a za sprawcę zajścia uznano Trepowa. Było to zdecydowane przeciwstawienie się samowładztwu i jednocześnie początek zorganizowanego terroru w Rosji.
W całym kraju zaczęły się mnożyć zamachy na urzędników carskich, którym „odmawiano prawa do życia”. Prym wiedli tu radykalni członkowie _Ziemli i Woli_, a szczególnym echem odbiło się zabójstwo szefa III Oddziału Kancelarii Osobistej Jego Cesarskiej Mości (policji politycznej), Nikołaja Mieziencowa. Został on zasztyletowany w biały dzień w centrum Petersburga, a zamachowiec zbiegł. Mniej udany okazał się atak na jego następcę, Aleksandra Drentelna. Strzelano do niego dwukrotnie, pociski jednak nie dosięgły celu, a niedoszły zabójca niebawem wpadł w ręce policji. W tym samym czasie zastrzelono gubernatora Charkowa, księcia Dymitra Kropotkina.
Więzienia zapełniły się aresztowanymi, a władze nie miały litości. Wszelkich podejrzanych wysyłano na katorgę lub wieszano po krótkich procesach. Terroryści osiągnęli jednak swój cel – w Petersburgu zapanowała panika, a w sferach zbliżonych do dworu mówiono, że niebawem „porządny człowiek nie będzie mógł się pokazać na ulicy”.
„Wszystkie dotychczas stosowane środki – informował cara jeden z urzędników – przeciwko agitacji antyrządowej nie odniosły rezultatu ani nie miały pozytywnego skutku. Zło rośnie z godziny na godzinę. Potrzebne są środki nadzwyczajne”²⁹.
Kolejny zamach
Członkowie _Ziemli i Woli_ szybko się radykalizowali i nie wystarczały im już tylko zamachy na oficerów żandarmerii czy gubernatorów.
„Nonsensem stało się – wspominała członkini _Ziemli i Woli_, Wiera Figner – wymierzanie ciosów w sługi wykonujące wolę swego pana, a nie ruszanie ich rozkazodawcy, zabójstwa polityczne z fatalną siłą prowadziły do carobójstwa”³⁰.
Do władz organizacji niemal jednocześnie zgłosiło się kilku ochotników, którzy pragnęli dokonać zamachu na Aleksandra II. Ostatecznie zadania podjął się 26-letni Aleksander Sołowiow, a o jego wyborze zadecydował fakt, że był jedynym Rosjaninem wśród kandydatów. Pozostali byli Żydami lub Polakami, co mogło sugerować, że za motywami akcji kryły się problemy mniejszości narodowych imperium Romanowów. Inna sprawa, że Sołowiow prezentował bardzo idealistyczne poglądy na temat skutków swojego czynu.
„Śmierć cesarza – mówił – może spowodować nagły zwrot w życiu społecznym, atmosfera oczyści się, nieufność do inteligencji zniknie, otrzyma ona dostęp do szerokiej i owocnej działalności wśród ludu, masa uczciwych młodych sił napłynie na wieś”³¹.
Sołowiow otrzymał do dyspozycji rewolwer i kapsułkę z cyjankiem potasu, by w razie zatrzymania popełnić samobójstwo. Zamachu dokonał 14 kwietnia 1879 roku, w drugi dzień prawosławnej Wielkanocy. Podobnie jak Karakozow nie miał problemu ze zbliżeniem się do monarchy – pomimo bowiem szerzącego się terroru Aleksander II nadal uważał, że jego osoba jest nietykalna dla poddanych.
Imperator miał w zwyczaju przechadzać się rano w pobliżu Pałacu Zimowego przy budynku sztabu Petersburskiego Okręgu Wojskowego. Wiedzieli o tym niemal wszyscy mieszkańcy stolicy – i właśnie tę okoliczność wykorzystał zamachowiec. Ubrany jak rosyjski urzędnik (na głowie miał charakterystyczną czapkę z bączkiem) podszedł do cara i z bliska strzelił do niego. Chybił jednak, prawdopodobnie dlatego, że w ostatniej chwili Aleksander II spojrzał mu bezpośrednio w oczy, co mocno zdeprymowało Sołowiowa. Nie zamierzał jednak zrezygnować i gdy władca rzucił się do ucieczki w stronę pałacu, ruszył za nim, strzelając raz za razem. Monarcha nie stracił głowy, biegł zygzakiem, a gdy stracił równowagę (miał sześćdziesiąt jeden lat), to „na czworakach dalej posuwał się naprzód”³². Jednak jakimś cudem żadna z pięciu (!) kul nie była celna, a Sołowiowa obezwładnili nadbiegający policjanci.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książkiZapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1.
N. Berg, _Zapiski o powstaniu polskiem 1863 i 1864 roku i poprzedzającej powstanie epoce demonstracyi do 1856 roku_, Kraków 1898, t. 2, s. 101
2.
M. Kamiński, _Terror w powstaniu styczniowym_, maszynopis pracy magisterskiej, IH UW 1995, s. 47, Archiwum UW
3.
Za: _Manifestacja 27 lutego 1861 roku we wspomnieniach_, StarePowazki.sowa.website.pl/Pochowani/PieciuPoleglych000.html
4.
Za: Z. Strzyżewska, _Emanuel Szafarczyk i sztyletnicy 1863 roku_, „Przegląd Historyczny”, 4/1986
5.
R. Górski, _Polscy zamachowcy. Droga do wolności_, Kraków 2008, s. 42
6.
Za: _ibidem_, s. 25
7.
„Dziennik Poznański”, 8 lipca 1862
8.
Za: Z. Strzyżewska, _op. cit_.
9.
Za: M. Kamiński, _op. cit_., s. 7
10.
_Ibidem_, s. 54
11.
Za: R. Górski, _op. cit_., s. 42
12.
Za: J. Szarek, _Moskale i fortepian Chopina_, Niezalezna.pl/46162-moskale-i-fortepian-chopina
13.
Za: _ibidem_
14.
Za: M. Kamiński, op. cit., s. 52
15.
A. Łydka, _Powstanie wybuchło, jak proch rozsypany, nie jak proch nabity_, Polska-zbrojna.pl/home/articleshow/21595?t=-Powstanie-wybuchlo-jak-proch-rozsypany-nie-jak-proch-nabity-
16.
K. Potrzuski, _Al-Kaida powstania styczniowego. Sztyletnicy i ich działalność w latach 1863-1864_, Styczniowe.dziennikipowstania.pl/al-kaida-powstania-styczniowego-sztyletnicy-i-ich-dzialalnosc-w-latach-1863-1864/
17.
M. Kamiński, _op. cit_., s. 36
18.
_Ibidem_, s. 38
19.
_Ibidem_, s. 58
20.
_Ibidem_
21.
_Ibidem_, s. 59
22.
Za: _ibidem_, s. 58
23.
Za: Z. Strzyżewska, _op. cit_.
24.
_Ibidem_
25.
Za: E. Radziński, _Aleksander II. Ostatni wielki car_, Warszawa 2005, s. 462
26.
Za: L. Baumgarten, _Marzyciele i królobójcy_, Warszawa 1960, s. 75-76
27.
Za: E. Radziński, _op. cit._, s. 303
28.
Za: _ibidem_, s. 307
29.
Za: _ibidem_, s. 317
30.
W. Figner, _Trwały ślad_, Warszawa 1962, t. 1, s. 147
31.
Za: _ibidem_, t. 1, s. 147
32.
Za: J. Kucharzewski, _Od białego caratu do czerwonego_, Warszawa 2000, t. 5, s. 258