-
nowość
Polskie zdrajczynie. Piękne, okrutne i złe - ebook
Polskie zdrajczynie. Piękne, okrutne i złe - ebook
Wielkie intrygi, niepohamowane ambicje. Kobiety które próbowały wpływać na polską historię i które nie zapisały się najlepiej na jej kartach. Wstydliwe sekrety i przemilczane narracje. Brązownicy historii i odkrywcy tajemnic. Sławomir Koper, autor bestsellerów, które sprzedały się w ponadmilionowym nakładzie po raz kolejny udowadnia, że historia naszej ojczyzny może być pasjonująca - chociaż zaglądanie za kurtynę dziejów może się okazać tyleż fascynujące, co bolesne.
- Elżbieta Łokietkówna. Siostra króla Polski Kazimierza Wielkiego. Pomogła bratu uwieść Klarę Zach, co zakończyło się krwawą zagładą tego węgierskiego rodu.
- Marysieńka Sobieska. Żona Jana III Sobieskiego. Rekordzistka czarnej legendy: polityczna intrygantka, szpieg króla Ludwika XIV, nieoficjalna regentka i gorąca wdowa.
- Joanna Grudzińska. Księżna łowicka, żona rosyjskiego wielkiego księcia Konstantego. (Tego, który w jej sukniach wymknął się z Belwederu z czasie Powstania Listopadowego).
- Karolina Sobańska. Agentka carskiej policji politycznej. W alkowie przesłuchiwała Aleksandra Puszkina i Adama Mickiewicza.
- Róża Luksemburg. Współzałożycielka i główny ideolog Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy.
- Zofia Dzierżyńska, żona czerwonego kata bolszewickiej rewolucji, szefowa sowieckiej radiostacji dla Polaków, namawiającej do wywołania Powstania Warszawskiego
- Bianka Kaczorowska. Kobieta, która wystawiła Gestapo generała Grota Roweckiego
- Wanda Wasilewska. Chrześnica Marszałka i kochanka Stalina.
- Zofia Beynar-O'Bretenny. Gorliwa współpracownica Służby Bezpieczeństwa, stale donosząca na swojego męża, Pawła Jasienicę
To prawda, że za każdym mężczyzną sukcesu stoi jakaś kobieta. Ale czasem nie życzy mu dobrze.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Biografie |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68123-75-3 |
| Rozmiar pliku: | 6,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Gdy kilkanaście lat temu opublikowałem książkę _Wielcy zdrajcy. Od Piastów do PRL_ pozycja ta cieszyła się ogromną popularnością, ale również wzbudziła zajadłe dyskusje. Zarzucano, że poruszam tematy wstydliwe, o których nie należy głośno mówić. Byłem bardzo zdziwiony tymi atakami – wszak czasy cenzury minęły wraz z komunizmem. Doszedłem nawet do wniosku, że w naszym kraju czasami wolimy wierzyć w bajki historyczne powstające ku pokrzepieniu serc, a nie w udokumentowaną prawdę. Pod względem liczby zdrajców sprawy narodowej nie odbiegamy bowiem od innych nacji – nawet podczas okupacji hitlerowskiej liczba donosów do gestapo na współobywateli mieściła się nad Wisłą w średniej europejskiej. Nie byliśmy ani lepsi, ani gorsi od innych okupowanych narodów.
Dlatego zdecydowałem się wrócić do tematu, ale tym razem książka traktuje o kobietach. Z oczywistych powodów było ich w naszej historii znacznie mniej niż mężczyzn zdrajców, gdyż – szczególnie w odległych wiekach – to płeć męska decydowała o wydarzeniach politycznych. Ale nawet wtedy żony, siostry czy matki władców często miały dużo do powiedzenia. Znakomitym tego przykładem jest Marysieńka Sobieska, która przez długie lata kierowała postępowaniem Jana III – początkowo szeregowego magnata, potem hetmana, a na koniec króla. Lew Lechistanu był bowiem nie tylko wielkim wodzem, lecz także wyjątkowej kategorii pantoflarzem, co jego małżonka skrzętnie potrafiła wykorzystać. Nie miała zresztą pod tym względem żadnych skrupułów.
Z upływem lat kobiety wyszły z cienia mężczyzn i zyskiwały coraz większe znaczenie w polityce. Stąd też rozdziały poświęcone Zofii Dzierżyńskiej czy Wandzie Wasilewskiej – nie ma wątpliwości, że odegrały haniebną rolę w dziejach naszego kraju (jedynym plusem Wasilewskiej jest ocalenie dla polskości wielu sierot, które trafiły do domów dziecka w Związku Radzieckim).
Oddzielny przypadek w gronie zdrajczyń sprawy narodowej stanowi Róża Luksemburg. Była bowiem zagorzałą wielbicielką kultury polskiej i mimo swojego pochodzenia przyznawała się do polskości. Uważała jednak, że niepodległość nie jest Polakom potrzebna, co świadczy, iż nie do końca zgłębiła zakamarki polskiej duszy.
W książce nie mogłem pominąć Blanki Kaczorowskiej – kobiety, która brała udział w wydaniu hitlerowcom generała Stefana Roweckiego „Grota”. Zresztą jej życiorys to jedno wielkie pasmo zdrady, gdyż bez skrupułów denuncjowała okupantom swoich współpracowników i przełożonych z Armii Krajowej, co miało tragiczne skutki. Natomiast po wojnie współpracowała z Urzędem Bezpieczeństwa, kontynuując swoją zdradziecką misję.
Książkę kończę sylwetką Zofii O’Bretenny, która przez wiele lat pisała raporty na swojego partnera (a potem męża) Pawła Jasienicę. Znakomity pisarz – ignorując ostrzeżenia przyjaciół – do końca życia nie domyślał się, jaką rolę w jego domu odgrywa żona. Postępowanie O’Bretenny jest tym bardziej godne potępienia, że nie donosiła na męża z powodów ideologicznych, lecz wyłącznie finansowych. Poza tym chciała w ten sposób wzmocnić poczucie własnej wartości i zaspokoić chorobliwe ambicje. I chociaż nigdy nie oceniam swoich bohaterów, w przypadku drugiej żony Pawła Jasienicy trudno mi znaleźć przynajmniej jedno słowo usprawiedliwienia. Warto też zauważyć, że jej postać w filmie Jana Kidawy-Błońskiego _Różyczka_ została zbyt uczłowieczona, bowiem Zofia nigdy nie przeżywała rozterek moralnych i bez oporów wypełniała swoje esbeckie obowiązki.
_Sławomir Koper_ELŻBIETA ŁOKIETKÓWNA.
WĘGRY BYŁY DLA NIEJ WAŻNIEJSZE NIŻ POLSKA
Przez wiele stuleci małżeństwa dynastyczne stanowiły jeden z najważniejszych elementów polityki europejskiej. Mariaże finalizowały sojusze i traktaty, a rodziny panujące koligaciły się ze sobą. Była to właściwie jedyna możliwość zawierania związków małżeńskich w kręgu kontynentalnych dynastii, gdyż stosunkowo rzadko zdarzało się, by panujący poślubił własną poddaną.
Domniemany wizerunek Elżbiety, córki króla Władysława Łokietka – Polki, która została węgierską królową. Sala Gotycka w krakowskiej Kamienicy Hetmańskiej.
© Mathiasrex, Maciej Szczepańczyk/CC Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe
Oznaczało to bowiem nie tylko utratę części splendoru otaczającego monarchę, lecz także poważny problem w polityce wewnętrznej. Powinowactwo z dynastią panującą przekładało się bowiem na wzrost znaczenia rodu, z którego pochodziła wybranka władcy, oraz na budzące zawiść powodzenie finansowe.
Z tego samego powodu nie wchodziło w rachubę, by dziewczyna z rodziny panującej zawarła małżeństwo niedynastyczne. W epoce, gdy o koronie decydowały więzy pokrewieństwa, przejęcie władzy przez zięcia czy wnuka było bowiem całkiem realne – i z tego powodu starano się unikać podobnych sytuacji. Dlatego jeżeli nie pojawił się kandydat z odpowiednim procentem błękitnej krwi, żeńskie latorośle z reguły wstępowały do klasztoru.
Córka czy siostra monarchy wydana za obcego władcę pełniła z reguły funkcję nieformalnej ambasadorki, chociaż dynastyczna lojalność bywała czasami dyskusyjna. Najczęściej bowiem księżniczki wrastały w nowe otoczenie i działały na korzyść przybranej ojczyzny, a szczególnie swojej najbliższej rodziny. Czasami też wyżej stawiały ich dobro niż interesy kraju, z którego pochodziły. Taką władczynią była Elżbieta Łokietkówna nie bez przyczyny uważana za najpotężniejszą kobietę swoich czasów.
Problemy Władysława Łokietka
Ojciec Elżbiety – książę koronowany w styczniu 1320 roku na króla Polski – był dynastą typowym dla epoki rozbicia dzielnicowego. Nie miał cierpliwości w działaniach politycznych ani umiejętności dyplomatycznych, wyżej cenił wojnę niż negocjacje. Przypominał wielu współczesnych mu Piastów, których głównym zajęciem były najazdy na kuzynów i próby napełnienia ciągle pustego skarbca. Jak bowiem wiadomo, wojny są bardzo kosztowne, a dochody z niewielkich księstw były bardziej niż skromne.
Łokietek miał jednak nieprawdopodobne szczęście. Kilka razy stawał się totalnym bankrutem politycznym, ale wówczas do gry wkraczał pomyślny los. Znacznie zamożniejsi krewni umierali bezpotomnie, zapisując mu swoje posiadłości, a w decydującej chwili wymarła nawet dynastia czeskich Przemyślidów zasiadająca od kilku lat na polskim tronie. Był to najpotężniejszy ród w Europie Środkowej – panował nie tylko w Czechach i Polsce, lecz także walczył o koronę węgierską. Łokietek zdążył już złożyć hołd lenny władcy z Pragi, chociaż później nie uznał jego koronacji w Gnieźnie.
Po przedwczesnej śmierci Wacława II z rodu Przemyślidów, a następnie zabójstwie jego syna, uparty Piast zdołał odzyskać władzę w Małopolsce, a potem także opanować rodzinne Kujawy i Wielkopolskę. Z powodu własnej niefrasobliwości utracił jednak Pomorze Gdańskie na rzecz Krzyżaków. Książę zajęty był tłumieniem zamieszek w Małopolsce i zlekceważył najazd na Gdańsk margrabiów brandenburskich. W decydującej chwili poprosił o pomoc zakonników z Malborka, a rycerze w habitach nie zaprzepaścili okazji. Wyparli Brandenburczyków, po czym opanowali całą dzielnicę.
Buntu mieszczan niemieckich w Małopolsce Łokietek i tak nie uniknął, a przyczyną rebelii była polityka księcia wobec miast. Patrycjaty Krakowa, Sandomierza czy Wieliczki dbały o interesy handlowe, a rządy Łokietka powodowały ogromne straty ekonomiczne. W dzielnicach pod jego panowaniem sytuacja była niestabilna, na krajowych szlakach handlowych szerzył się bandytyzm. Kupcy nie notowali zysków, a utrata Pomorza utrudniała handel z zachodnią Europą. Przechodził on bowiem przez port w Gdańsku, gdzie Krzyżacy narzucili nowe cła i opłaty. Mieszczanie z żalem wspominali panowanie Wacława II, gdyż czeski władca potrafił utrzymać porządek i egzekwować poszanowanie prawa.
W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem wydawało się usunięcie nieudolnego Łokietka i przekazanie władzy potężniejszemu monarsze. Odpowiednim kandydatem był nowy władca Czech, Jan Luksemburski – syn króla Niemiec, cesarza Henryka VII – który opanował tron w Pradze dzięki powinowactwu z wymarłą dynastią (jako zięć Wacława II). Rysowała się przed nim także perspektywa odziedziczenia godności po ojcu. Luksemburczyk wydawał się monarchą, który zapewni spokojny handel i odpowiedni poziom zysków dla mieszczan, a do tego popierał go osobisty wróg Łokietka, biskup krakowski Jan Muskata.
Otwarty bunt przeciwko księciu wybuchł w maju 1311 roku, ale Luksemburczyk nie potrafił udzielić znaczącego poparcia przeciwnikom Łokietka. Rozwiązywał własne problemy w Czechach, gdzie nie wszyscy byli zadowoleni z jego rządów. W tej sytuacji rebelia nie miała szans powodzenia, tym bardziej że na Wawelu utrzymała się załoga wierna Łokietkowi, a do tego bez większych problemów spacyfikowano mieszczan z Sandomierza i Wieliczki. Natomiast wierne kujawskiemu Piastowi pozostały miasta rywalizujące z Krakowem w dziedzinie handlu. Z tego powodu nie można w ogóle brać pod uwagę etnicznego charakteru rebelii, gdyż w tych czasach w ośrodkach miejskich dominował żywioł niemiecki. Pojęcie świadomości narodowej jeszcze nie istniało, liczyła się tylko lojalność wobec władcy oraz własnej małej ojczyzny, czyli miasta, ziemi czy dzielnicy.
W czerwcu następnego roku wojska Łokietka zdobyły Kraków i miasto stało się sceną zemsty. Podobno polskie rycerstwo wywlekało z domów i zabijało każdego, kto nie potrafił wypowiedzieć: „Soczewica, koło, miele młyn”. Wielu Niemców miało zapłacić życiem za nieznajomość języka polskiego, ale relacje kronikarzy były zapewne przesadzone. Gdyby w Krakowie rzeczywiście wymordowano wszystkich Niemców, miasto niemal całkowicie by się wyludniło. A do tego Łokietek nie mógł dopuścić.
Straszny los czekał jednak krakowskich patrycjuszy. Wprawdzie przywódca rebelii, wójt Albert, zbiegł z miasta przed jego zdobyciem, ale pozostałych członków rady miejskiej włóczono końmi, a następnie łamano kołem lub wieszano.
Łokietek zniósł dziedziczne wójtostwo miasta i ograniczył jego znaczenie polityczne. Nie odważył się jednak zlikwidować przywilejów ekonomicznych, gdyż – mimo wrodzonego uporu – zdawał sobie sprawę, że w ten sposób sprowokuje kolejny bunt. Chcąc jednak osłabić żywioł germański, zarządził, by protokoły z posiedzeń rady były zapisywane po łacinie, a nie po niemiecku. Do dawnego zwyczaju jednak niebawem powrócono, a niemieckojęzyczne kazania w Kościele Mariackim zostały zniesione dopiero dwieście lat później. Jednak od chwili stłumienia buntu wójta Alberta nikt w Krakowie nie myślał już o rebelii przeciwko polskim władcom.
Mimo to sytuacja księcia nadal była trudna, zwłaszcza że Jan Luksemburski jako następca Przemyślidów wciąż tytułował się królem Polski. Na domiar złego znalazł sojuszników – Krzyżaków, którzy nie zamierzali zrezygnować z Pomorza Gdańskiego. Naturalnymi sprzymierzeńcami krakowskiego księcia byli Węgrzy, z którymi utrzymywał dobre kontakty jeszcze z czasów, gdy walczył przeciwko Wacławowi II. Początkowo miał po swojej stronie madziarskich magnatów z północy kraju, a potem nadszedł czas na porozumienie z królem z Budy.
Francuzi nad Balatonem
Na początku XIV wieku kolejno wygasały dynastie od pokoleń panujące w Europie. W styczniu 1301 roku zmarł Andrzej III, ostatni król Węgier z rodu Arpadów, a pięć lat później zamordowano Wacława III z rodziny Przemyślidów. Niebawem podobny los spotkał główną linię francuskich Kapetyngów, co stało się przyczyną wojny stuletniej.
W wielu państwach europejskich nie było tradycji samodzielnego panowania kobiet, zatem następcą zmarłego władcy mógł zostać wyłącznie mężczyzna. W drodze wyjątku dopuszczano, by kobieta przekazywała prawa dynastyczne mężowi lub synowi – i właśnie to było powodem licznych wojen sukcesyjnych. Władcy koligacili się bowiem w każdym pokoleniu i tak naprawdę wszyscy byli ze sobą spokrewnieni.
Jednym z najbardziej prężnych rodów europejskich okazali się francuscy Andegawenowie. Pochodzili z bocznej linii Kapetyngów i nie mieli szans na zdobycie władzy nad Sekwaną, gdyż przed nimi w kolejce do tronu stali przedstawiciele starszych gałęzi rodziny. Tak też się stało – po wygaśnięciu Kapetyngów koronę Francji zakładali Walezjusze.
Dynastię andegaweńską założył Karol, najmłodszy syn Ludwika VIII. Otrzymał księstwo Anjou (Andegawenia), ale jego ambicje były nieposkromione. Jako sojusznik papieża pokonał niemieckich Hohenstaufów, opanowując zamożne Królestwo Sycylii. Wprawdzie samą wyspę niebawem utracił na rzecz Aragonii, ale utrzymał się w południowej Italii jako król Neapolu. Jego syn i imiennik poślubił córkę króla Węgier, dzięki czemu po wygaśnięciu Arpadów rodzina zyskała szansę na przejęcie władzy nad Balatonem. Ostatecznie tamtejszą koronę zdobył wnuk założyciela dynastii, Karol Robert.
Węgry były w tym czasie jednym z najpotężniejszych państw na kontynencie. Obejmowały tereny Niziny Węgierskiej, dzisiejszej Słowacji, Siedmiogrodu, Chorwacji i część Serbii. Sytuacja Karola Roberta nie należała jednak do najłatwiejszych, bowiem nie wszyscy magnaci popierali jego władzę. Wygodniejszy był dla nich słaby król, całkowicie od nich zależny. Z tego powodu Andegawen dokonywał koronacji aż trzykrotnie (!) i dopiero ostatnia została uznana za obowiązującą.
Prawdopodobnie właśnie tak wyglądała królowa Elżbieta Łokietkówna. (do rekonstrukcji wykorzystano modele AI)
Buntujący się możnowładcy stworzyli ze swoich posiadłości praktycznie niezależne państwa. Jednym z nich był Amadej Aba, który popierał Łokietka w Polsce, posiłkując go w walce z czeskimi Przemyślidami. Potężny magnat nie chciał panowania Wacława III nad Balatonem i robił wszystko, by osłabić jego pozycję. Gdy jednak Aba zginął w walce z Karolem Robertem, a król rozbił kolejnych magnatów, okazało się, że sojusz z Łokietkiem będzie potrzebny także Andegawenom. Karol Robert zaczął się bowiem obawiać rosnącej potęgi Jana Luksemburskiego i szukał aliantów do koalicji przeciwko niemu. Gdyby król Czech opanował także tron polski, pozostając w przymierzu z Krzyżakami, osaczyłby Węgry od zachodu i północy. Niepokój węgierskiego władcy był dla księcia z Krakowa prawdziwym darem losu, gdyż samotna rywalizacja z Luksemburgami i zakonem nie rokowała sukcesów.
W tym czasie Łokietek rozpoczął już starania o królewską koronację. Książąt w Polsce mogło być wielu (na Mazowszu i Śląsku panowało ponad dwudziestu Piastów), ale król musiał być tylko jeden. Ponadto koronacja powinna zabezpieczyć władzę Władysława przed czeskimi roszczeniami, gdyż Jan Luksemburski ciągle zgłaszał pretensje do tronu na Wawelu.
Koronacja zależała od zgody cesarza lub papieża i kujawski książę zdecydował się na opcję kościelną. Na cesarskim tronie zasiadał bowiem Ludwik IV Wittelsbach popierany przez czeskiego władcę. Wiadomo więc było, że nie wyrazi zgody na uszczuplenie praw sojusznika. Łokietkowi pozostały zatem negocjacje z papieżem.
O Janie XXII będącym wówczas najwyższym zwierzchnikiem Kościoła mawiano, że dla niego „miły jest ten, kto dobrze płaci”. Ponieważ polski władca nigdy nie należał do potentatów finansowych, przerzucił obciążenia fiskalne na poddanych. Od czasów Mieszka I obowiązywała stała opłata na rzecz Kościoła (świętopietrze), którą dotychczas uiszczano od tzw. dymu, czyli chaty. Teraz danina miała być pobierana od każdego członka rodziny. Decyzja ta wywołała ogromne niezadowolenie w społeczeństwie, ale względy polityczne jednak przeważyły.
Poza tym istniał jeszcze jeden mocny argument w rokowaniach z papiestwem. Jan XXII był niegdyś wychowawcą Karola Roberta, a Łokietek coraz bardziej zacieśniał współpracę z królem Węgier.
Papież wydał prawdziwie salomonowy wyrok. Oficjalnie zalecił Łokietkowi szanowanie praw innych monarchów, ale w prywatnej korespondencji wyraził zgodę na koronację. Odbyła się 20 stycznia 1320 roku na Wawelu.
Król Węgier Karol Robert był dwukrotnym wdowcem i nie doczekał się następcy tronu. Zwrócił więc uwagę na urodziwą córkę Łokietka, Elżbietę. Piastówny uchodziły bowiem za wyjątkowo płodne. Pobrali się w 1320 roku.
Ślub Elżbiety z Károlem Robertem. _Képes krónika_. Domena publiczna
Elżbieta, córka Łokietka
Gdy Łokietek zakładał koronę, od dawna trwały już polsko-węgierskie negocjacje matrymonialne. Karol Robert przekroczył trzydziesty rok życia, był dwukrotnym wdowcem i nie doczekał się następcy tronu. Od pewnego czasu wyrażał zainteresowanie córką polskiego księcia, Elżbietą. Piastówny uchodziły bowiem za wyjątkowo płodne – matka Elżbiety, Jadwiga, urodziła sześcioro dzieci (troje dożyło dorosłości). Do tego polska królewna była młoda i urodziwa, a Karol Robert wiedział, że to nie on ponosi winę za brak potomstwa, gdyż doczekał się nieślubnego syna, Kolomana. Chłopiec nie mógł być jednak brany pod uwagę w kwestii następstwa tronu i został skierowany do kariery duchownej.
Nie znamy dokładnej daty ani miejsca urodzin Elżbiety. Historycy przyjmują, że przyszła na świat w 1305 lub 1306 roku. Prawdopodobnie wychowywała się i pobierała nauki w nowosądeckim Klasztorze Klarysek ufundowanym przez księżnę Kingę.
Być może to spowodowało, że uważano ją za osobę o dość surowych zasadach, które niespecjalnie pasowały do dworu węgierskiego.
Tam panowały bowiem obyczaje przeniesione z Włoch i Francji, gdzie swobodnie używano życia. Duży wpływ na wychowanie Elżbiety miała również matka, córka błogosławionej Jolanty i siostrzenica Świętej Kingi.
Karol Robert był dla Elżbiety znakomitą partią. W innym wypadku w grę mógł wchodzić tylko mariaż z którymś z książąt dzielnicowych z Mazowsza lub Śląska lub wstąpienie do klasztoru. Dlatego też królewna z radością wyruszyła do nowej ojczyzny.
Pierwsze wrażenie musiało być jednak odstręczające. Po przekroczeniu granicy polsko-węgierskiej Elżbieta znalazła się w zrujnowanym kraju, gdzie przez wiele lat trwały wojny domowe. Karol Robert nie był nawet pewien swojej pozycji w stołecznej Budzie i za siedzibę obrał Temeszwar (Timișoara) w Siedmiogrodzie. Musiało upłynąć jeszcze kilka lat, nim sytuacja uległa zmianie, co węgierski monarcha zawdzięczał splotowi szczęśliwych przypadków.
Karol Robert był nie tylko dwa razy starszy od żony, lecz także różnił się od niej usposobieniem i obyczajami. Nie przywiązywał wagi do nakazów religii chrześcijańskiej i lubił uciechy tego świata.
Opowiadano, że przed przybyciem Elżbiety na Węgry w kraju rządziły jego… metresy. W tej sytuacji trudno powiedzieć, jak układało się pożycie małżeńskie, ale na brak dzieci para nie narzekała. Elżbieta urodziła pięciu synów i być może jeszcze dwie córki. Ojca przeżyło trzech potomków: Ludwik (późniejszy król Węgier i Polski), Andrzej oraz Stefan.
Złoto nad Dunajem
Królowa Węgier miała znacznie większe uprawnienia niż przeważająca część żon europejskich władców. Była koronowana tą samą koroną co małżonek, dysponowała własnym dworem i kancelarią, powszechnie uważano ją za drugą osobę w państwie. W swoich majątkach sprawowała władzę sądowniczą i notarialnie potwierdzała wszelkie zmiany własnościowe. Wydawała również przywileje monarsze, które nie wymagały akceptacji władcy.
Początkowo Elżbieta raczej nie korzystała ze swoich uprawnień. Była bardzo młoda, a poza tym dopiero poznawała kraj. Wraz z regularnymi porodami pozycja królowej sukcesywnie się wzmacniała. Jednak do chwili, gdy zaczęto ją uważać za najpotężniejszą kobietę Europy, była jeszcze daleka droga.
Tymczasem jej małżonek wciąż walczył z krnąbrnymi magnatami. Po pokonaniu Aby udało mu się spacyfikować Andrzeja Hedera posiadającego dobra na zachodnich rubieżach państwa. Problemem pozostawał jednak Mateusz Csák, do którego należało pięćdziesiąt zamków na Słowacji. Wojna z nim nie rokowała większych szans na sukces, gdyż tatrzańskie twierdze były bardzo trudne do zdobycia. W sukurs królowi przyszedł jednak przypadek. Podczas kolejnej wojny magnat zmarł w obleganym przez monarsze wojska zamku w Trenczynie i jego stronnictwo się rozpadło. Z dnia na dzień Karol Robert stał się panem sytuacji.
Niebawem zdarzył się kolejny szczęśliwy traf. Na terenie Słowacji i Siedmiogrodu odkryto łatwo dostępne, bogate pokłady złota, które w szybkim tempie uczyniły z Karola Roberta najbogatszego monarchę Starego Kontynentu. Kilka lat później eksploatacja złóż zaspokajała aż cztery piąte europejskiego zapotrzebowania na ten kruszec i jedną trzecią na całym świecie. Węgierski monarcha zaczął nawet bić złote monety, co stanowiło pierwszą tego typu inicjatywę na północ od Alp. Wzorem były słynne floreny z Toskanii uchodzące od lat za najmocniejszą walutę Europy.
Pacyfikacja kraju sprawiła, że para królewska zdecydowała się opuścić Siedmiogród i wraz z dworem osiadła w pobliżu Budy. Na polecenie króla w Wyszehradzie położonym niespełna czterdzieści kilometrów na północ od stolicy kraju wzniesiono wspaniały zamek liczący podobno tyle komnat, ile jest dni w roku.
Zmiana sytuacji politycznej zmodyfikowała metody sprawowania rządów przez Karola Roberta. Nie musiał już się liczyć z krnąbrnymi magnatami – teraz był władcą absolutnym. Od 1320 roku nie zwoływał zjazdów rycerstwa ani nie sprawował osobiście obowiązkowych sądów. Prawo wynikało wyłącznie z jego woli, kompletnie nie zwracał uwagi na madziarskie zwyczaje. Doskonale też rozgrywał ambicje poszczególnych możnowładców, nie dopuszczając do ich wzmocnienia. Gdy uznawał, że ktoś przejawia zbyt wielkie aspiracje, natychmiast popadał w królewską niełaskę. Nie oznaczało to egzekucji czy wygnania, ale wiązało się z odebraniem stanowisk, nadań królewskich, a co za tym idzie – degradacją finansową.
Karol Robert nie był jednak typem tyrana. Podczas wojen domowych nie skazywał przeciwników na śmierć – zadowalał się konfiskatą majątków, w skład których wchodziło wiele posiadłości zagarniętych ze szkodą dla królewskiego skarbca. Czasami nawet pozostawiał pokonanym przeciwnikom część ich dóbr, licząc, że w przyszłości staną się jego stronnikami. Nie zmienia to jednak faktu, iż na Węgrzech wszystko zależało od łaski króla.
Nie miał jednak szczęścia w polityce zagranicznej. Nie udało mu się trwale zhołdować Wołoszczyzny i Serbii, a gdy rozpoczął rywalizację o koronę Neapolu, także nie odniósł sukcesu. Chociaż miał prawo do dziedziczenia jako męski członek rodu pochodzący z najstarszej linii Andegawenów, opór miejscowych możnych i papiestwa był zbyt wielki. O włoską koronę mieli jeszcze rywalizować jego synowie, co zakończyło się rodzinną tragedią.
W tym czasie Elżbieta odgrywała coraz większą rolę nad Balatonem. Dojrzewała politycznie, a duchowieństwo i poddani szanowali ją za liczne donacje kościelne i świeckie. Oddawała też ogromne zasługi dawnej ojczyźnie i Łokietek mógł sobie pogratulować doskonałego posunięcia, jakim było wydanie córki za Andegawena.
Sojusz polsko-węgierski sprawdził się podczas interwencji na Rusi Halickiej, gdzie w miejsce otrutych ostatnich przedstawicieli dynastii Rurykowiczów osadzono na książęcym stolcu mazowieckiego Piasta, Bolesława II Jerzego. Jego matką była księżniczka halicka, a polskie wpływy w tym kraju zadecydowały o przyszłym przyłączeniu tych ziem do Królestwa Polskiego.
Węgrzy posiłkowali Łokietka podczas wyprawy na Brandenburgię, a w 1327 roku polskiego władcę ocalił ostry sprzeciw króla węgierskiego. Wybuchła wówczas wojna z zakonem krzyżackim wspomaganym przez Jana Luksemburskiego, ale dzięki reakcji zięcia Polska nie poniosła żadnych strat terytorialnych.
Zbrodnie w Wyszehradzie
Siedziba monarszej pary węgierskiej słusznie uchodziła za jedną z najwspanialszych rezydencji w Europie. Stanowiła jednocześnie centrum życia towarzyskiego wyższych sfer, organizowano tam wykwintne bale i uczty oraz wyszukane turnieje rycerskie. Nic dziwnego, że imprezy przyciągały szlachetnie urodzonych zabijaków z całego kontynentu. Zamek tłumnie odwiedzali też posłowie z różnych stron świata, których szokował panujący tam luksus. Relacjonowano, że para królewska otacza się przepychem nieznanym na innych dworach, posiłki serwowane są wyłącznie na srebrnej i złotej zastawie, używa się najdroższych tkanin i sprowadza najkosztowniejsze kobierce. Powszechny zachwyt wzbudzała biżuteria królowej, podobnie jak jej osobisty dwór złożony z setki urodziwych panien z najlepszych rodów. Władczyni posiadała też prywatną stadninę i nie żałowała pieniędzy na jej utrzymanie oraz powiększanie. Wydawać się mogło, że węgierska para wygrała los na loterii życia.
Elżbieta wspierała kariery rodaków na węgierskim dworze, budując tym samym własne zaplecze polityczne. Rok po jej ślubie arcybiskupem Ostrzyhomia (prymasem Węgier) został Piast, książę Toszku, Bolesław. Odległy kuzyn królowej okazał się sprawnym zarządcą i dyplomatą, a przy okazji potrafił zadbać o interesy rodzinne. Zmusił bowiem kapitułę Nitry (grożąc użyciem siły) do przyjęcia na biskupa jego brata, Mieszka. Bolesław został też kanclerzem władczyni.
Największą karierę zrobił jednak książę opolski Władysław, który już po śmierci Karola Roberta osiągnął najwyższy urząd w państwie – palatyna. Zdecydowanie przedkładał też interesy swojego nowego kraju ponad sprawy polskie i przyczynił się do wielu niekorzystnych rozstrzygnięć politycznych. Ufundował jednak Klasztor Paulinów na Jasnej Górze w Częstochowie, dzięki czemu na zawsze zapisał się w dziejach naszego kraju.
Król Karol Robert, Elżbieta Łokietkówna i ich synowie w czasie ataku Felicjana Zácha.
Soma Orlai Petric. _Felicián Zách_ (fragment). Magyar Nemzeti Galéria. Domena publiczna
Na dwór w Wyszehradzie przybywało wielu polskich rycerzy zwabionych możliwością służby u zamożnych władców. We fraucymerze Elżbiety można było też spotkać panny z pierwszych polskich rodów, co często stanowiło drogę do odpowiedniego zamążpójścia. Tak było w przypadku księżniczki oświęcimskiej Anny, która wyszła za wojewodę siedmiogrodzkiego Tomasza Széchényiego.
Niestety, w październiku 1330 roku doszło do tragedii, która wstrząsnęła nie tylko Węgrami, lecz także całą Europą. Jej głównymi bohaterami byli Elżbieta, następca tronu polskiego Kazimierz, dwórka królowej Klára Zách oraz jej ojciec Felicjan.
Brat Elżbiety był jedynym synem Łokietka, który przeżył wiek dziecięcy. Od najmłodszych lat otaczano go troskliwą opieką, tym bardziej że nie służyło mu zdrowie. Ojciec, chociaż miał zwyczaj osobiście prowadzić wojsko, nie zabierał go na wyprawy, uważając, że należy oszczędzać jedyną głowę w kraju, którą w przyszłości można zwieńczyć koroną. Nie widział jednak przeszkód, by królewicz zgłębiał tajniki dyplomacji, i pod koniec 1329 roku wydelegował go z poselstwem na Węgry. Przy okazji chciał również, by rodzeństwo spotkało się po latach rozłąki.
Kazimierz był młodszy od Elżbiety o pięć lat. Zapewne w czasach krakowskich dziewczyna rozpieszczała chłopca i być może w taki sam sposób traktowała go na Węgrzech, chociaż królewicz zbliżał się już do dwudziestego roku życia. Od kilku lat był też żonaty z księżniczką litewską Aldoną i podobno małżeństwo układało się nienajgorzej, gdyż Litwinka tolerowała zdrady partnera. Kazimierz zawsze miał bowiem słabość do płci pięknej i nie zwykł sobie odmawiać przyjemności życia. Wprawdzie w Krakowie musiał się hamować pod czujnym okiem surowej matki, ale zapewne docierały do niego informacje, że ojciec w młodości też nie uchodził za wiernego małżonka. Królewicz przebywał na dworze w Wyszehradzie przez kilkanaście tygodni i pomyślnie załatwił kwestie dyplomatyczne. Otrzymał obietnice węgierskich posiłków zbrojnych na wojnę z zakonem, po czym wrócił do kraju.
Niebawem po jego wyjeździe doszło do tragedii, której sprawcą był węgierski magnat Felicjan Zách, przed laty zwolennik Aby. Gdy jednak po pierwszych klęskach buntowników jego majątek został skonfiskowany, zmienił front. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że kwestie materialne są ważniejsze, i przeszedł na stronę Karola Roberta. W zamian otrzymał stanowisko kasztelana Zamku Sempte i stał się zaufanym współpracownikiem króla, a jego córka Klára – dwórką Elżbiety.
Węgierski magnat Felicjan Zách broni honoru swojej córki Klary zhańbionej przez brata Elżbiety Łokietkówny, przyszłego króla Polski, Kazimierza Wielkiego. To nieprawda, że Karol Robert osłaniał swoje dzieci – ranny w rękę schował się pod stołem.
Soma Orlai Petrich. _Felicián Zách_. Magyar Nemzeti Galéria. Domena publiczna
Łaska królewska z reguły na pstrym koniu jeździ, a Karol Robert miał zmienne usposobienie. W 1328 roku Zách został zdymisjonowany ze stanowiska kasztelana, ale wciąż pozostawał w orbicie dworu. Wypełniał misje dyplomatyczne, a przybywając do Wyszehradu, miał stały dostęp do Karola Roberta i Elżbiety. Regularnie też odwiedzał córkę.
17 kwietnia 1330 roku para monarsza spożywała posiłek. Wraz z rodzicami do stołu zasiedli dwaj synowie: czteroletni Ludwik i o rok młodszy Andrzej. Nagle, bez zapowiedzi w drzwiach jadalni stanął Felicjan Zách, który właśnie wrócił z misji dyplomatycznej. Wydobył z pochwy miecz i rzucił się na Karola Roberta. Zranił władcę w ramię lub rękę, a król schronił się pod stołem. Magnat nie tracił czasu i ruszył na królową, która usiłowała osłonić się ręką i straciła cztery palce. Być może zresztą chroniła w ten sposób dzieci. Na szczęście wreszcie zareagowali zaskoczeni dworzanie. Wprawdzie dwóch z nich Zách zabił, ale trzeci, korzystając, że magnat był obrócony tyłem, wbił mu sztylet w plecy. Za chwilę dopadli go inni i zamachowiec został rozsiekany. Wtedy dopiero spod stołu wyczołgał się Karol Robert.
Natychmiast zatrzymano syna i zaufanego sługę Zácha, którzy pozostali na dziedzińcu zamkowym. Obu niezwłocznie rozerwano końmi (lub włóczono za wierzchowcami do śmierci), a ciała rzucono psom na pożarcie. Następnie powołano trybunał złożony z najwyższych dostojników państwowych, który miał osądzić pozostałych członków rodziny zamachowca.
Czegoś podobnego średniowieczna Europa jeszcze nie widziała: trybunał orzekł, że cała rodzina Záchów aż do trzeciego stopnia pokrewieństwa ma zostać wymordowana. W ten sposób na śmierć skazano nie tylko córkę zamachowca, lecz także jego wnuki. Wprawdzie początkowo oszczędzono zięciów, ale niebawem także oni padli ofiarą zbrodni. Następnie zainteresowano się dalekimi kuzynami Felicjana, a jego krewnych do siódmego stopnia (!) pozbawiono majątków i skazano na wygnanie z kraju.
Oddzielny los spotkał Klarę. Dziewczyna została potwornie okaleczona: straciła nos i wargi oraz wszystkie palce u obu dłoni (z wyjątkiem kciuków). Obwożono nieszczęsną ofiarę po kraju, zmuszając, by potępiała ojca i głosiła, że każdego, kto podniesie rękę na królewską rodzinę, spotka podobny los.
Zamach na pomazańca Bożego był bez wątpienia zbrodnią, ale nic nie usprawiedliwiało masakry, która nastąpiła w odwecie. Ponieważ Karol Robert dotychczas nie uchodził za okrutnika, podejrzenia padły na Elżbietę. Piastowie mieli na sumieniu wiele potworności, a ich ofiarami padali nie tylko buntujący się poddani, lecz także członkowie własnej dynastii. Zresztą obcięcie palców Klarze wyraźnie sygnalizuje zemstę za okaleczenie królowej. Czy uznano, że dziewczyna odegrała specjalną rolę w tej tragedii? Jej siostrę stracono bowiem bez tortur. Co zatem spowodowało morderczą furię Felicjana?
Zachowały się przekazy źródłowe, że przyczyną zamachu był gwałt na Klarze dokonany przez powinowatego króla. Wprawdzie autorzy mylą się w kwestiach pokrewieństwa Karola Roberta z gwałcicielem, ale podają jego imię. Dlatego można go bez problemu zidentyfikować: mowa o Kazimierzu, bracie Elżbiety.
Rolę stręczycielki miała wziąć na siebie królowa, która widząc, że brat mocno zadurzył się w pięknej Klarze, postanowiła mu pomóc ją uwieść. Kazimierz udał chorobę, kochająca siostra odwiedziła go w jego komnatach z dziewczyną, po czym pod byle pretekstem zniknęła. Wtedy królewicz ponoć zgwałcił Klarę. Nie były to jeszcze czasy metres pochodzących z wysokich rodów, chociaż pewien badacz zauważył, iż „opieranie się królewskim samcom nie było specjalnie w modzie u panienek tej epoki”1. Jednak nie wszystkich i niekoniecznie w średniowieczu. Warto też zauważyć, że chociaż Kazimierz miał w późniejszych latach wiele kochanek, żadna z nich nie dorównywała Klarze urodzeniem.
Zgwałcona dziewczyna początkowo zachowywała tajemnicę i poza nią o wszystkim wiedzieli tylko Elżbieta i Kazimierz. Zresztą królewicz niebawem wyjechał nad Wisłę. Jednak gdy z podróży dyplomatycznej wrócił Felicjan Zách, Klara opowiedziała ojcu o zajściu. Magnat wpadł w szał, zdecydował się osobiście wymierzyć sprawiedliwość. Wprawdzie gwałciciel był poza jego zasięgiem, ale na miejscu pozostała rodzina królewska. Szczególnie Elżbieta, która okazała się stręczycielką.
Część historyków neguje kwestię uwiedzenia dziewczyny przez Kazimierza, wskazując, że przyczyną zamachu było pozbawienie Zácha stanowiska kasztelana. Według nich magnat pragnął zemsty na monarszej parze, ewentualnie krwawy atak stanowił element szerszego spisku. Trudno się z tym zgodzić, gdyż sprzysiężenia przeciwko panującym miały z reguły oparcie u obcych dynastów, jednak w tym wypadku kroniki milczą, by ktokolwiek knuł przeciwko Karolowi Robertowi. Nie było chętnych do objęcia tronu węgierskiego, a żaden z miejscowych możnowładców nie mógł liczyć na elekcję. Nie wytrzymuje też krytyki motyw zemsty za odebraną kasztelanię – dlaczego Felicjan miałby czekać z wyrównaniem rachunków aż dwa lata?
Ludwik Węgierski, król Węgier i Polski. Elżbieta Łokietkówna wywierała ogromny wpływ na syna. Złośliwi twierdzili nawet, że nie podejmował żadnej poważniejszej decyzji bez konsultacji z matką
Jan Matejko. _Ludwik Węgierski_. _Królowie i książęta: rysunki Jana Matejki_, Wiedeń : nakład Maurycego Perlesa, Domena publiczna
Ważny jest jeszcze jeden element tej układanki. Zamachów dokonywano przy pomocy wynajętych ludzi, zawodowych zabijaków, specjalistów od mokrej roboty lub trucicieli. Natomiast tutaj w rolę egzekutora wcielił się sam Zách. Doskonale przecież wiedział, że gdyby nawet uszedł z życiem z jadalni zamkowej, zaraz potem i tak zostałby zabity. Jeżeli natomiast wzięto by go żywcem, sąd mógł wydać tylko jeden wyrok: śmierć w męczarniach. Jego zachowanie wskazuje więc, że w momencie ataku był wyjątkowo wzburzony i podjął decyzję pod wpływem chwili2. Także obcięcie Klarze palców wyraźnie sygnalizuje, że dziewczyna była przyczyną krwawej afery.
O jatce nad Dunajem szeroko pisał Jan Długosz półtora wieku później. Winą za masakrę obarczał Kazimierza i Elżbietę, jednak w jego wersję powątpiewało wielu badaczy. Podniesiono fakt, że opisując późniejsze życie Kazimierza, wymieniał wśród jego kochanek słynną Esterkę, co nigdzie nie zostało potwierdzone. Warto zauważyć, że pierwszy polski historyk podawał wiele informacji, których także nie udało się potwierdzić w innych źródłach, a nikt ich nie negował…
Pozostaje jeszcze jedna ważna poszlaka. Nieliczni członkowie rodziny Felicjana Zácha, którzy uszli z życiem, znaleźli azyl w Polsce. Gdyby Kazimierz nie sprowokował tej orgii zbrodni, Łokietek zapewne nigdy nie zgodziłby się na podobne rozwiązanie.
Podczas szaleńczego ataku na węgierską rodzinę królewską Felicjan Zách obciął Elżbiecie cztery palce. Na resztę życia przylgnął do niej przydomek „Kikuta”.
Felicjan Zách atakujący Elżbietę Łokietkównę. _Képes krónika_. Domena publiczna
Trąd czy syfilis?
Zamach Felicjana Zácha stanowił ważną cezurę w życiu Elżbiety. Od kilku lat znaczenie królowej wzrastało, ale teraz jej pozycja uległa zdecydowanemu wzmocnieniu. Miała coraz więcej do powiedzenia na dworze, zwłaszcza że próba zabójstwa odcisnęła trwały ślad na psychice Karola Roberta. W odróżnieniu od żony zawiódł w najważniejszej chwili, pozostawiając rodzinę na pastwę magnata. Niewykluczone zatem, że dopuszczenie żony do polityki miało charakter zadośćuczynienia. Inna sprawa, że to właśnie Elżbieta najbardziej ucierpiała podczas ataku rozjuszonego Zácha – na resztę życia przylgnął do niej przydomek „Kikuta”.
Być może wzrost pozycji królowej był także związany ze stanem zdrowia jej męża. Andegawenowie zawsze uchodzili za podatnych na wszelkiego rodzaju schorzenia i większość członków rodu umierała stosunkowo młodo. Wprawdzie w tamtych czasach śmiertelność dzieci była ogromna, ale francuska dynastia przekraczała nawet normy przyjęte dla średniowiecza. Co więcej, jej przedstawiciele, którzy dożyli wieku dorosłego, nie mieli przed sobą zbyt wielu lat.
Tylko dwóch (na kilkudziesięciu) członków rodu przekroczyło sześćdziesiąty rok życia. Inni odchodzili znacznie wcześniej, a warto pamiętać, że większość Andegawenów żyła w przyjaznym klimacie Italii. Znacznie gorzej przedstawiała się sprawa z linią węgierską z powodu miejscowych warunków pogodowych. Tym bardziej że Kapetyngowie byli rodziną francuską od pokoleń żyjącą w korzystniejszym dla zdrowia klimacie śródziemnomorskim.
Węgierska linia Andegawenów wydała łącznie piętnaście osób, z czego zaledwie dwójka przekroczyła pięćdziesiąty rok życia3. Byli to Karol Robert i jego syn, Ludwik Węgierski. Obaj nie przeżyli jednak kolejnej dekady, a ich ostatnie lata były naznaczone ciągłym cierpieniem.
Niebawem po zamachu Zácha Karol Robert szykował wyprawę do Italii, by upomnieć się o prawa do korony Neapolu. Uniemożliwiło mu to jednak schorzenie zdiagnozowane jako podagra, musiał odłożyć podróż o rok. Gdy dotarł na miejsce, dopadł go kolejny atak choroby, a jego stan był tak poważny, że obawiano się najgorszego. Ponieważ lekarze byli bezradni, zaniepokojenie wyraził sam papież.
Po powrocie do kraju stan króla sukcesywnie się pogarszał i niewiele pomogło spędzenie zimy w ciepłej Dalmacji pozostającej pod władzą Andegawenów. Ataki choroby były cykliczne i coraz bardziej dokuczliwe, aż wreszcie w 1340 roku monarcha nie mógł już opuszczać komnat o własnych siłach. Słudzy nosili go na krześle, a ściągani z całej Europy lekarze nie potrafili uśmierzyć bólu. Najzamożniejszy władca kontynentu zmarł w lipcu 1342 roku.
Jego syn i następca, Ludwik, miał wówczas siedemnaście lat i wydawał się okazem zdrowia. Niestety, niebawem również jego zaczęła gnębić nieznana choroba. Na temat jej przebiegu zachowało się więcej informacji niż w przypadku ojca – wiadomo, że schorzenie wywoływało również poważne zmiany skórne. Miały to być liczne, bardzo bolesne i niegojące się wrzody. Z tego też powodu Ludwik unikał podróży do Polski, gdzie klimat był znacznie bardziej surowy niż na Węgrzech. Wzorem ojca ściągał na swój dwór najlepszych medyków, którzy jednak nie potrafili zwalczyć schorzenia. Żył tylko nieco dłużej niż Karol Robert – odszedł w wieku pięćdziesięciu sześciu lat.
Badacze do dzisiaj spierają się o charakter dziedzicznej przypadłości Andegawenów. Jeden z włoskich kronikarzy nazwał ją leprą, co w średniowieczu oznaczało trąd. W tamtej epoce choroba nie ograniczała się bowiem wyłącznie do regionów o ciepłym klimacie. W okolicach miast normalnym widokiem były leprozoria, czyli miejsca odosobnienia dla trędowatych. Choroba ta nie dotykała wyłącznie przedstawicieli niższych klas społecznych, na trąd zapadł i zmarł także jeden z najbardziej walecznych królów Jerozolimy, Baldwin IV.
Warto jednak zaznaczyć, że w wiekach średnich leprą nazywano wiele chorób dermatologicznych. Należały do nich wszelkiego rodzaju egzemy, atopowe zapalenie skóry, łuszczyca oraz nowotwory. Być może także choroby weneryczne, które prześladowały mieszkańców Europy od czasów antyku. Wprawdzie przyjmuje się, że kiła (syfilis) pojawiła się w Europie dopiero po powrocie okrętów Kolumba z Ameryki, ale niewykluczone, iż była obecna już wcześniej. Dowodem na tę hipotezę mają być postacie z ołtarza Wita Stwosza w Kościele Mariackim w Krakowie, gdzie w sposób niezwykle realistyczny artysta przedstawił współczesnych mu mieszczan. Wśród nich można zidentyfikować osoby o twarzach charakterystycznych dla późnego stadium syfilisu4.
O dziedzicznej przypadłości Andegawenów plotkowano w całej Europie, chociaż drastyczne szczegóły znali tylko medycy. W obiegowej opinii był to ród, nad którym ciążyło fatum. Nie zmieniły jej nawet dwa przypadki śmierci w efekcie nieszczęśliwych zdarzeń (upadek z konia) oraz zabójstwo polityczne. Wpisywały się one w powszechne przekonanie o przeklętej dynastii skazanej na szybkie wymarcie. Nie przeszkadzało to jednak Andegawenom w koligacjach z innymi rodami panującymi. Jak bowiem powszechnie wiadomo, klątwy klątwami, choroby chorobami, a polityka pozostaje polityką.
Polskie interesy węgierskiej dynastii
Mimo coraz gorszego stanu zdrowia Karol Robert wraz z Elżbietą nie zaniedbywali spraw dynastycznych. W marcu 1333 roku zmarł Władysław Łokietek i na wawelskim tronie zasiadł Kazimierz, który u potomnych zyskał przydomek Wielki. Na razie jednak nic nie zapowiadało jego wyjątkowości, a 23-letni monarcha – poza sprowokowaniem jatki w Wyszehradzie – niczym szczególnym się nie wyróżniał. Na domiar złego mimo wczesnego ożenku nie doczekał się męskiego następcy, lecz dwóch córek. Wprawdzie wraz z małżonką byli jeszcze bardzo młodzi, ale Aldona od kilku lat nie zaszła w ciążę.
Według zwyczajowego prawa polskiego córki nie mogły dziedziczyć tronu, a jedynie przekazywać sukcesję. Wbrew pozorom nie był to nadwiślański wynalazek, podobne obyczaje panowały na Rusi i w Czechach, a od pewnego czasu także we Francji. Tam bowiem po śmierci króla Ludwika Kłótliwego i jego pogrobowego syna odsunięto od dziedziczenia córkę z pierwszego małżeństwa. Królowej udowodniono bowiem niewierność, a odbierając dziewczynce prawo do sukcesji, powołano się na prawo salickie. Pochodziło jeszcze z czasów germańskich Franków i gwarantowało dziedziczenie wyłącznie w linii męskiej. Według tego zwyczaju kobiety zostały odsunięte nawet od przekazywania uprawnień dynastycznych.
Sytuacja polityczna sprzyjała Elżbiecie oraz Karolowi Robertowi. Kazimierz zagrożony przez Krzyżaków i Jana Luksemburskiego potrzebował sojuszu z Węgrami. Dwa lata przed śmiercią Łokietek powstrzymał najazd rycerzy w habitach dzięki nierozstrzygniętej bitwie pod Płowcami, ale rok później Krzyżacy opanowali Kujawy. Zawarty rozejm można było uznać za szczęśliwe dla Polski zrządzenie losu, tym bardziej że Jan Luksemburski wciąż nosił tytuł króla Polski i jego współpraca z Malborkiem stanowiła dodatkowe zagrożenie.
Kazimierz reprezentował jednak inny typ władzy niż ojciec. Był twardo stąpającym po ziemi realistą i nie zamierzał ryzykować utraty korony dla Pomorza Gdańskiego. Doskonale wiedział, że Krzyżakom nie zależy na Kujawach, a Luksemburczykowi na polskim tronie. Zakonnicy pragnęli ugruntować podbój Pomorza, a króla Czech bardziej interesował Śląsk, gdzie większość książąt złożyła mu hołd lenny. Potrzebny był zatem pośrednik do rokowań, a nikt nie nadawał się do tego lepiej niż Karol Robert i Elżbieta. Monarsza para dysponowała też odpowiednimi warunkami lokalowymi oraz finansami, by zorganizować zjazd monarchów.
Spotkanie poprzedziły rozmowy w Trenczynie, gdzie w obecności Karola Roberta obradowały poselstwa polskie i czeskie. Udało się zawrzeć porozumienie: Jan Luksemburski miał się zrzec tytułu króla Polski, a Kazimierz pretensji do większości Śląska. Piast zobowiązał się także do zapłacenia na rzecz króla Czech 20 tysięcy kóp groszy praskich. Była to ogromna suma – równowartość 4,5 tony srebra. Dla porównania: w tamtych czasach kura kosztowała jeden grosz, a wół trzydzieści. Kazimierz nie dysponował podobnymi finansami, chociaż swoim posłom zalecił negocjacje do wysokości 30 tysięcy kóp groszy. Wytargował mniej, więc w pewnym sensie zrobił całkiem dobry interes.
Oficjalny zjazd miał miejsce w listopadzie 1335 roku. Pojawili się na nim osobiście Kazimierz i Jan Luksemburski oraz posłowie krzyżaccy. Władcom towarzyszyli dostojnicy i służba, a wielkość orszaków może zaskakiwać. Na powitalny obiad dla Czechów wydano aż dwa i pół tysiąca bochenków chleba, natomiast podczas analogicznej imprezy na cześć dworu polskiego – półtora tysiąca. Nie oznaczało to, że Polacy mieli słabszy apetyt, po prostu poselstwo z Krakowa było nieco mniej liczne5. Najbogatsza para monarsza w Europie zorganizowała zjazd z ogromnym rozmachem.
Potwierdzono polsko-czeskie uzgodnienia z Trenczyna, a Kazimierz poprosił o rozbicie płatności na raty. Zobowiązał się do uregulowania całości w ciągu kilku miesięcy, choć zdawał sobie sprawę, że nie zgromadzi potrzebnych środków. Ale od czego są szwagier i siostra?
Przy okazji trzej królowie zawarli sojusz przeciwko Habsburgom, którzy rywalizowali z Luksemburgami o wpływy w centralnej Europie. Natomiast Polacy nie doszli do konsensusu z zakonem krzyżackim w sprawie zwrotu zajętych przez nich terytoriów. Temat miał poczekać aż do pokoju kaliskiego w 1343 roku, kiedy to Polska odzyskała Kujawy, ale zrzekła się Pomorza Gdańskiego.
Andegawenom nie chodziło jednak wyłącznie o splendor. Już wówczas zaczynali grę o sukcesję po Kazimierzu, chociaż polski monarcha liczył zaledwie dwadzieścia pięć lat. Wciąż jednak nie doczekał się męskiego potomka, a polskie obyczaje nie precyzowały, która z kobiet panującej dynastii ma większe kompetencje do przekazania prawa do sukcesji: starsza siostra władcy czy też jego córka? Przecież przed dwoma stuleciami według testamentu Bolesława Krzywoustego obowiązywał seniorat, a władzę zwierzchnią miał sprawować najstarszy z Piastów. Po raz pierwszy w dziejach polskiej dynastii pojawił się problem przekazywania dziedziczenia przez kobietę, zatem interpretacje mogły być różne.
Kazimierz zapewne nie przywiązywał większej wagi do problemu. Wciąż był młodym człowiekiem o dużych męskich możliwościach i zapewne sądził, że w przyszłości doczeka się narodzin legalnego syna. Natomiast teraz interesowało go pozbycie się zagrożenia czeskiego – i cel osiągnął. Poza tym do niczego się jeszcze nie zobowiązywał – nie ustanowił następcą tronu ani Karola Roberta, ani jego syna.
Nie wydaje się natomiast możliwa interpretacja niektórych badaczy, że Kazimierz miał się zgodzić na przekazanie tronu Andegawenom jako zadośćuczynienie za zamach Felicjana Zácha. Zarówno król, jak i jego siostra byli realistami i doskonale wiedzieli, że w polityce nie ma sentymentów. Liczą się pragmatyzm, brak skrupułów, twarde fakty i efekty działania.
Dwa lub trzy lata później (historycy spierają się o datę roczną) sytuacja była już inna. Doszło bowiem do kolejnego zjazdu w Wyszehradzie, na który zaproszono także księcia halickiego Bolesława Jerzego. Mazowiecki Piast nie posiadał potomstwa i zgodził się uznać za swojego następcę Kazimierza. Otwierało to przed Polską możliwość ekspansji na wschód, ale na przeszkodzie stał fakt, że według uzgodnień sprzed stulecia Ruś Halicka leżała w węgierskiej strefie wpływów. W tej sytuacji Kazimierz zgodził się na sukcesję Andegawenów w Polsce w przypadku braku męskiego następcy, a Węgrzy mieli wspomagać go w walkach na wschodzie.
Karol Robert i Elżbieta nie myśleli jednak o koronie polskiej dla siebie. Żyło wówczas trzech ich synów, a władca z Wyszehradu coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Nadszedł zatem czas, by zaplanować sukcesję na Węgrzech, w Polsce i Neapolu. Po jednym królestwie dla każdego z synów, a Elżbieta zostałaby matką królów.
Kazimierz Wielki sprawę następstwa tronu traktował czysto hipotetycznie, wciąż wierzył, że doczeka się synów. Zwłaszcza że Aldona, która nie mogła po raz kolejny zajść w ciążę, właśnie zmarła i władca już myślał o kolejnym ożenku. Podjął jednak fatalną decyzję matrymonialną, a owoce tego zebrali Andegawenowie.PRZYPISY
1 L. Stomma, _Królów polskich przypadki_, Warszawa 1993, s. 129.
2 K. Janicki, _Damy polskiego imperium. Prawdziwe historie_, Kraków 2023, s. 134.
3 K. Janicki, _Klątwa Andegawenów. Co zabiło jedną z najpotężniejszych dynastii na kontynencie?_, CiekawostkiHistoryczne.pl/2018/07/14/klatwa-andegawenow-co-zabilo-jedna-z-najpotezniejszych-dynastii-na-kontynencie/
4 F. Walter, _Wit Stwosz – rzeźbiarz chorób skórnych. Szczegóły dermatologiczne ołtarza mariackiego_, Kraków 1933.
5 K. Janicki, _Damy_…, s. 73.