-
nowość
Ponad prawem - ebook
Ponad prawem - ebook
Nell Liden jest młodą panią prokurator będącą na najlepszej drodze, żeby rozpracować amerykańsko-grecką mafię. Wyłudzenia, pranie brudnych pieniędzy oraz morderstwa to tylko wierzchołek góry lodowej.
Nell ma też osobiste powody, aby dopaść bossa greckiej organizacji przestępczej Therona Pascalisa. Podejrzewa, że mężczyzna wraz ze swoimi ludźmi stoi za śmiercią jej przyjaciółki Broke.
W trakcie czynności zawodowych kobieta spotyka młodą policjantkę Miley. Okazuje się, że obiema kierują prywatne pobudki, żeby doprowadzić do aresztowania kilku gangsterów.
Theron Pascalis zawsze działał rozważnie, stawiając dobro swoich ludzi na pierwszym miejscu. Ci jednak zaczęli żądać, aby pozbył się dociekliwej pani prokurator.
Mężczyzna nie potrafi podjąć tej decyzji, ale pewne wydarzenia sprawiają, że zadanie to ułatwia mu jego największy wróg – Reid Hyde.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8418-639-8 |
| Rozmiar pliku: | 1,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Theron
Siedząc przy barze, przyglądałem się dziewczynie robiącej drinka. Co chwilę na mnie zerkała, trzepocząc sztucznymi rzęsami i uśmiechając się zalotnie. Nawet nie pamiętałem jej imienia, a pracowała tu już od kilku miesięcy.
Kobieta prezentowała się perfekcyjnie, miała na sobie krótką spódniczkę i bluzkę z ogromnym dekoltem. Gdy się pochyliła, żeby podnieść coś z podłogi, dostrzegłem na jej krzyżu tatuaż. Jakieś dziwne wzory, które już jakiś czas temu wyszły z mody. To właśnie ten widok mi przypomniał, że kilka tygodni temu pieprzyłem ją na biurku piętro wyżej. Przyszła do mnie pod pretekstem nieścisłości w umowie. Wyjaśniłem tę niejasność w ekspresowym tempie, żeby przez następne pół godziny zajmować się czymś zupełnie innym.
– Coś podać? – zagadnęła, patrząc na mnie uwodzicielsko, jakby zauważyła, że od dłuższego czasu śledziłem ją wzrokiem.
– Nie – odpowiedziałem krótko, bo odnosiłem dziwne wrażenie, że dziewczyna pragnie powtórki, a ja stanowczo nie miałem na to ochoty.
Kiedy wcześniej cieszyłem się walorami swojej nowej kelnerki, nie miałem nikogo na stałe. Teraz sytuacja nieco się zmieniła. Od kilku tygodni moje łóżko ogrzewała piękna Sofia, wszedłem z nią w prosty układ, który oboje nas satysfakcjonował: seks w zamian za korzyści finansowe. I zawarliśmy niepisaną umowę poświadczającą, że gdy ze sobą sypiamy, to robimy to wyłącznie ze sobą. Chciałem zyskać pewność, że kiedy w nią wchodzę, kilka minut wcześniej nie było tam kogoś innego. Posiadanie kochanki na stałe okazało się bardzo wygodnym rozwiązaniem.
– Szefie – usłyszałem za plecami Xantosa, mojego ochroniarza.
Odwróciłem się i zauważyłem, że w klubie pojawiało się coraz więcej osób.
Nagle moją uwagę przyciągnęły niezwykle długie i smukłe nogi. Sunąłem wzrokiem od czerwonych szpilek, poprzez zgrabne łydki, aż zatrzymałem wzrok na niezwykle apetycznych udach. Nieco wyżej ujrzałem krótkie skórzane spodenki z rzędem złotych guziczków. Zapragnąłem je rozpiąć lub rozszarpać zębami, bez różnicy…
Płaski brzuch i top trzymający się jedynie na niezwykle kuszących piersiach sprawił, że wbiłem wzrok w sutki wyraźnie widoczne pod materiałem i poczułem napięcie w całym ciele. Dziewczyna się odwróciła, a długie i jasne włosy zawirowały wokół niej. Ogromnie ciekawiła mnie jej twarz, choć wiedziałem, że ten tyłek i nogi zdołają wynagrodzić wszystko.
Moje myśli podążały już w stronę szczęśliwego finału, kiedy nieznajoma ponownie okręciła się wokół własnej osi, a ja uniosłem spojrzenie i popatrzyłem prosto na jej twarz.
– Kurwa – wykrztusiłem z zawodem.
– Wpuścili ją razem z tą policjantką – wyjaśnił ochroniarz, krzywiąc się z niesmakiem, choć zauważyłem, że nie spuszczał oczu z jej tyłka. – Już za późno, żeby je wyprosić. Co mam zrobić?
Nell Liden, wrzód na moim tyłku. Chociaż trzeba przyznać, że cholernie atrakcyjny wrzód. Obserwowałem uważnie, kiedy razem z Miley Warren zmierzały w kierunku drugiego baru znajdującego się po przeciwnej stronie klubu.
– Zostaw – zdecydowałem szybko, chociaż w głowie miałem już tylko jeden obraz: nagiej Nell w moim łóżku. – Nie mogę jej tak po prostu wyrzucić. Pilnujcie się, Xantos. Nie chcę problemów.
Upiłem łyk whiskey, zastanawiając się, co ta kobieta znowu knuła. Od miesięcy nieustannie deptała mi po piętach, pojawiała się w dokładnie tych samych miejscach, gdzie kręciłem się ja, i nie pozwalała mi żyć, próbując znaleźć na mnie coś, cokolwiek, co sprawi, że trafię za kratki. Zresztą, nie tylko na mnie… Wszyscy moi ludzie stali się celem jej ataków.
Już dawno powinienem ją sprzątnąć, postąpić z nią dokładnie tak, jak z innymi decydującymi się nadepnąć mi na odcisk, ale jeśli chodziło o nią, to wcale nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać.
Nell to wschodząca gwiazda Nowego Jorku, pani prokurator pragnąca dobrać mi się do tyłka, a towarzysząca jej policjantka marzyła o tym samym. Obie miały na oku nie tylko mnie i Christosa, lecz także mojego największego wroga, Reida. Prawdę mówiąc, to ogromnie ciekawe, co z tego wyniknie.
Wiedziałem, że obie pragną rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci przyjaciółki Nell oraz brata panny Warren. Dziwnym trafem stałem się podejrzanym w obu tych sprawach.
Ta mała zapewne myślała, że jeśli się przebierze w coś takiego, to nikt jej nie rozpozna. Niestety, poznałbym ją nawet w stroju klowna. Ta charyzma, ta pewność siebie…
Widywałem ją raczej w dopasowanych garsonkach lub w sukniach wieczorowych, ale musiałem przyznać, że taki klubowy strój pasował do niej wyśmienicie, akcentował wszystkie jej walory, bo mankamentów bez wątpienia nie posiadała.
Ani trochę nie podobało mi się to, że miałem do niej dziwny sentyment i nawet nie potrafiłem powiedzieć, kiedy takowy się pojawił.
Kilka lat temu zabiłem prokuratora, bo za bardzo zbliżył się do prawdy, i to nie okazało się żadnym problemem dla mnie i moich ludzi. Teraz jednak wszystko wyglądało inaczej, a ja odnosiłem wrażenie, że nie zdołam kolejny raz przekroczyć takiej granicy, a przynajmniej nie wtedy, kiedy chodziło o tę kobietę.
Gapienie się tak ostentacyjnie na tę wiedźmę nie wydawało się najlepszym rozwiązaniem, więc wstałem z miejsca, a następnie zwróciłem się do Xantosa.
– Idę na górę – poinformowałem, podążając wzrokiem za biodrami odzianymi w skórzane spodenki. – Nie spuszczaj z niej oczu. Przyszła tu w jakimś celu.
A ja nie mam absolutnie żadnej ochoty kolejny raz odciągać od niej uwagi swoich ludzi.
– Tak jest, szefie – rzucił szybko, a następnie ruszył w głąb sali, aby wykonać rozkaz.
Posiadałem fantastyczny widok z gabinetu na cały klub, podczas gdy ja sam pozostawałem niewidzialny, i postanowiłem skorzystać z tego przywileju. Lustro fenickie to zajebisty wynalazek, który doceniłem już jakiś czas temu. Kiedy gościliśmy ważne persony, osobiście śledziłem tu ich poczynania, wyciągając odpowiednie wnioski. Ostatnio dowiedziałem się nawet, że właściciel stoczni usilnie próbujący pokazać, że gardzi swoją żoną, tak naprawdę kompletnie oszalał na jej punkcie.
Klub przynosił spore zyski, ale to jedynie kropla w morzu naszych dochodów. Posiadałem inne, bardziej intratne zajęcia, ale dzięki temu miejscu mogłem wprowadzać nielegalnie zarobione pieniądze do obrotu. I wydawało mi się, że panna Liden także o tym wiedziała.
Mimowolnie szukałem wzrokiem tej pijawki, bo zniknęła mi z oczu dosłownie kilka sekund temu, ale od tego zajęcia oderwał mnie dźwięk telefonu.
Skrzywiłem się lekko, spojrzawszy na ekran, bo imię dzwoniącego mogło oznaczać kłopoty.
Natychmiast odebrałem połączenie.
– Co jest? – zapytałem Nikolasa Pascalisa, mojego kuzyna i prawej ręki jednocześnie.
Łączyło nas naprawdę sporo biznesów oraz tajemnic. Współpracowaliśmy od wielu lat i nasze kontakty zawsze przebiegały pomyślnie, bez jakichkolwiek komplikacji.
Nikolas nie miał żadnych problemów, aby czasami wejść w rolę egzekutora i pozbyć się kogoś, kto sprawiał nam kłopoty. Jeśli ktoś uważał, że włoska mafia jest najniebezpieczniejsza na świecie, to nie słyszał chyba o mafii amerykańsko-greckiej. Posiadaliśmy władzę, pieniądze i polityków w kieszeni. Niedługo miały się rozstrzygnąć wybory na gubernatora stanu Nowy Jork, a kampanię Ethana Simonsa w większości finansowałem ja. Wpakowałem w to kilkanaście baniek. W zamian ten stary idiota obiecał mi załatwić kilka rzeczy, na których mocno mi zależało. Ciesząc się poparciem władzy, mogłem praktycznie wszystko.
– Masz w klubie glinę i tę prokurator – rzucił szybko, w tle słyszałem głośną muzykę.
Zapewne kuzyn przebywał na dole i dostrzegł dwie kobiety nieustannie psujące nam krew.
– Wiem – odpowiedziałem, bo właśnie obie pojawiły się w zasięgu mojego wzroku.
Zajęły miejsca przy barze, by sączyć drinki, o czymś dyskutując.
– Uważaj, Theron – uprzedził. – Cukiereczek wyniuchał, że sponsorujesz Simonsa.
Parsknąłem śmiechem, usłyszawszy, jak ją nazwał. Cukiereczek, to przezwisko wymyślili moi ludzie jakiś czas temu, ale musiałem przyznać, że pasowało do Nell idealnie.
To, kogo popierałem, nie stanowiło wielkiej tajemnicy i ta mała zapewne się łudziła, że może w jakiś sposób wykorzystać to przeciwko mnie.
– Pewnie dlatego przyszła – stwierdziłem. – Miley Warren też nie przestaje węszyć.
Pół roku temu brat naszej uroczej policjantki został zastrzelony. Mały gnojek handlował prochami, a zarobione pieniądze przegrywał w kasynie. Te zarobione i te, które musiał oddać za narkotyki. Miał też na koncie sporo poważniejszych przewinień. Sprzątnął go Reid Hyde, ale ta pirania podejrzewała, że to moja wina.
Zresztą odnosiłem wrażenie, że te dwie kobiety posądzały mnie o najgorsze zło tego świata, o głód, choroby i wojny także.
– Obie są przekonane, że ty wpakowałeś bratu jednej z nich kulkę w ten durny łeb. Obrały cię na cel. Jeśli zaczną kopać głębiej…
– Wiem – syknąłem, przerywając mu.
– Fajne dupy. Szkoda by było, gdyby musiały skończyć na dnie rzeki. – Westchnął głośno mój rozmówca.
Odwróciłem wzrok dosłownie na kilka sekund, a kiedy znów spojrzałem w stronę baru, zobaczyłem dwa puste krzesła. Przesunąłem wzrok na parkiet i dostrzegłem je obie. Znowu tańczyły, skupiając na sobie uwagę całej męskiej części gości. Nie miałem pojęcia, dlaczego zirytował mnie pewien skurwiel o jasnych włosach, wlepiający spojrzenie w panią prokurator i mówiący przy tym coś do ucha kumpla. Uśmiechał się jak ostatni idiota. Postanowiłem napisać do Xantosa, więc przełączyłem kuzyna na głośnomówiący.
Ja
Przypilnuj, aby po wyjściu z klubu obie znalazły się bezpiecznie w taksówce. Same.
Xantos
Jasne, szefie.
W tej samej chwili zrozumiałem, jaki wydźwięk mogły mieć moje słowa, więc postanowiłem to sprostować.
Ja
Jeśli coś im się stanie, ktoś zacznie tu węszyć.
Xantos
Bez obaw, trzymam rękę na pulsie.
Przeważnie nie zabijaliśmy kobiet, ale te dwie konkretne w ostatnim czasie mocno nam się naprzykrzały i obawiałem się, że w pewnej chwili mogą nie pozostawić mi innego wyjścia.
– Mamy wtyczkę w prokuraturze. Niech trochę zmyli tropy. Nie potrzebuję teraz zamieszania, nie przed samymi wyborami. Zróbcie coś, podrzućcie im fałszywe poszlaki. Może to wystarczy.
A przynajmniej miałem taką nadzieję.
– Robimy co możemy, Theron – odpowiedział Nikolas. – Nie wiem, jak długo uda nam się utrzymać je z daleka. Jeśli to stanie się zbyt niebezpieczne, trzeba będzie zrobić to samo, co ostatnio.
Spojrzałem w zamyśleniu na cukiereczka. Miała dopiero dwadzieścia sześć lat, całe życie przed sobą. Musiałem przyznać, że to bystra dziewczyna, świeża, nieokiełznana, jeszcze nie zepsuta, wierząca w to, że dobro zwycięża zło, czekała ją świetlana przyszłość, oczywiście jeśli się uspokoi, w co bardzo wątpiłem.
Dostrzegłem, że nadal nosiła na palcu pierścionek zaręczynowy, chociaż już ponad miesiąc temu rozstała się z tym cipowatym prawnikiem. Wiedziałem to wszystko, bo od kiedy ta mała żmija zaczęła próbować mi się dobrać do skóry, kazałem zebrać o niej wszystkie informacje. I śledzić każdy jej krok.
– Obserwuj je i informuj mnie na bieżąco – poleciłem i ponownie skupiłem się na bawiących się na dole ludziach.
A jeśli nie będziemy w stanie przywołać jej do porządku, zostanę zmuszony, aby wydać rozkaz, którego nie chciałem wydawać…
Cóż, takie jest życie, a Nell Liden musiała się z tym liczyć, wybierając jeden z najniebezpieczniejszych zawodów w Stanach.ROZDZIAŁ 2
Nell
Prosto po pracy pojechałam po Miley, która czekała już na mnie przed posterunkiem. Nadal miała na sobie mundur, a zmęczenie wyraźnie malujące się na jej twarzy nieco mnie zaniepokoiło. Trudno się temu dziwić, obie próbowałyśmy walczyć z przeciwnikiem zdolnym pożreć nas na śniadanie i wypluć, a i tak nikt by tego nie zauważył. Możliwe także, że znajdowałyśmy się na przegranej pozycji, z widmem śmierci nad głową, nie planowałyśmy jednak się poddać. Prawda musiała ujrzeć światło dzienne, a obie, jako stróże prawa, chciałyśmy doprowadzić do tego za wszelką cenę.
Ona straciła brata, ja najlepszą przyjaciółkę, a winni tych tragedii nie zostali osądzeni, więc wzięłyśmy sprawy w swoje ręce.
– Masz coś? – zapytała od razu, gdy tylko wsiadła do auta.
Ruszyłam spod posterunku, powoli kręcąc głową.
– Nic nowego – oznajmiłam burkliwym tonem.
– Mija pół roku, a ja nadal nie wiem, kto zabił Martina. Zaczynam myśleć, że nigdy się tego nie dowiem, a ten, kto to zrobił, a wcześniej wciągnął go w ten szajs, nie zostanie ukarany.
– Myślisz, że to Theron Pascalis? – zagadnęłam, zerkając na dziewczynę.
W przypadku jej brata istniało bardzo wiele różnych możliwości.
– Już sama nie wiem. Ja nic nie wiem, Nell.
Theron Pascalis to niebezpieczny mężczyzna i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. To, że na tę chwilę nie mogłam mu niczego udowodnić, nic nie zmieniało. Facet pochodził z Grecji i stał na czele jednego z odłamów amerykańsko-greckiej mafii. Jego sumienie bez wątpienia nie było czyste, wiedziałam, że podejrzewa się go o różne przestępstwa, w tym o morderstwa, pranie brudnych pieniędzy i handel bronią. Ten cały klub, gdzie bawiłyśmy się kilka dni temu, to jedynie przykrywka dla nielegalnych interesów. Niestety, nie potrafiłam mu niczego udowodnić, ponieważ wpływy tego faceta sięgały dosłownie wszędzie, nawet do mojego miejsca pracy.
– W tym klubie wszystko wyglądało okej – zauważyłam, ale jakoś bez przekonania.
– Widzieli nas, pilnowali się – odparła natychmiast Miley.
– On sponsoruje kampanię Simonsa. Jestem pewna, że chodzi o ziemię. Pascalis chce ogromnej działki na Manhattanie, a gdy Simons wygra, w ramach wdzięczności na pewno ułatwi wiele spraw Theronowi. Wiesz, narkotyki, broń, kolejne tereny.
Przyjaciółka zgodziła się z moją tezą, bo kiwnęła lekko głową, w zamyśleniu wpatrując się w boczną szybę.
Dalszą drogę pokonałyśmy w ciszy, pogrążone we własnych myślach. Milczałyśmy, gdy wjechałam na podziemny parking, cisza towarzyszyła nam też wtedy, gdy wsiadałyśmy do windy.
Byłam szczęśliwą posiadaczką dużego apartamentu na Manhattanie oraz nowego luksusowego samochodu i okrągłej sumki na koncie oszczędnościowym. Nie dzięki swojej ciężkiej pracy, ale rodzicom, którzy byli dość zamożnymi ludźmi.
Najpierw mama umarła na zapalenie płuc. Miałam wtedy siedemnaście lat i potrzebowałam jej jak nigdy wcześniej, zwłaszcza że stało się to tuż przed zakończeniem liceum. Nigdy nie uporałam się z żałobą, okazało się jednak, że najgorsze miało dopiero nadejść.
Ojca pożegnałam w wakacje po pierwszym roku studiów. Zmarł niespodziewanie, a sekcja zwłok wykazała nagłe zatrzymanie akcji serca. Rodzice pozostawili po sobie ogromny smutek, żal, a także pustkę oraz oszczędności i fundusz powierniczy, który zapewnił mi naprawdę niezły start. Sprzedałam też nasz rodzinny dom i firmę, a część pieniędzy zainwestowałam właśnie w ten apartament.
I chociaż żyłam dobrze, miałabym gdzieś to wszystko, gdybym tylko mogła ich odzyskać. Do tej pory nie potrafiłam przeboleć tej straty i wydawało mi się, że to nigdy nie stanie się możliwe.
W końcu drzwi windy się otworzyły, a my wyszłyśmy na korytarz czterdziestego piętra i skierowałyśmy się prosto do mojego mieszkania. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, natychmiast ruszyłam do ekspresu, a Miley rozsiadła się na kanapie w salonie.
Przygotowanie kawy zajęło mi dosłownie kilka minut, więc szybko wróciłam do przyjaciółki z dwoma kubkami parującego płynu.
– Mam przeczucie – zaczęłam, stawiając szkło na niewielkim stoliku znajdującym się przy kanapie – że należy się przyjrzeć o wiele dokładniej też komuś innemu.
Już od jakiegoś czasu te myśli krążyły mi po głowie, lecz dopiero dzisiaj postanawiam podzielić się nimi z policjantką. Uważałam, że nie należy się rozpraszać, szukając kolejnych winnych, ale teraz wiedziałam, że to dobry trop.
– Komu? – odezwała się ze słyszalnym w głosie zaciekawieniem.
Usiadłam obok niej, patrząc jej prosto w oczy.
– Reid Hyde – rzuciłam.
– Mamy go na oku, nie wydaje mi się, aby…
W jej głosie słyszałam powątpiewanie, ale przeczucia rzadko kiedy mnie myliły.
– Wydaje mi się, że go nie doceniamy – stwierdziłam, patrząc przyjaciółce prosto w oczy. – Wszystkie siły kierujemy w stronę Pascalisa i Kyrosa, a to błąd.
– Co proponujesz?
W Nowym Jorku przestępczość miała się naprawdę dobrze. I nie chodziło tu tylko o drobne płotki, kradzieże i pojedyncze zabójstwa. Miałam na myśli takie szychy jak Pascalis i Hyde. Wrogowie i rywale. Każdy z nich chciał zgarnąć dla siebie jak największe korzyści, wspierał polityków, nie miał problemów z tym, aby sięgnąć po broń w razie potrzeby. Ich ludzie walczyli ze sobą na każdym kroku, zapewne na polecenie szefów. Niestety, nie posiadałam na to twierdzenie żadnych dowodów. Gdy kilka miesięcy temu na jakiś wpadłam, ten zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, a ja zostałam z pustymi rękoma. Teraz kierowały mną jedynie przeczucia i to, co zdążyłam zaobserwować.
– Wyobraź sobie, że Hyde sponsoruje kampanię Rona Wickera – odezwałam się i upiłam łyk kawy. – I teraz mamy dwa przeciwstawne obozy, wspierane dodatkowo przez mafię. Twój brat mógł mieć coś wspólnego z jednymi i drugimi. Nie mam pojęcia, czy słusznie zakładamy udział samego Pascalisa i na niego przekierowujemy wszystkie swoje siły.
– To brzmi… rozsądnie – zauważyła Miley. – Więc może na jakiś czas się rozdzielimy? W sensie, że ja zacznę przyglądać się Reidowi, a ty Theronowi.
– Dobra myśl – pochwaliłam pomysł, a następnie ponownie upiłam łyk parującego płynu, mającego postawić mnie na nogi.
Między nami zapadła chwilowa cisza, podczas której każda skupiła się na swoich myślach. Kiedy Miley przerwała milczenie, zaczęłam drżeć pod wpływem jej słów.
– Dlaczego tak się uparłaś, żeby brać się za takie sprawy? Dlaczego nie oskarżasz jakichś gogusiów bijących żony albo złodziei? To, co robisz, jest bardzo niebezpieczne. Ja zdradziłam ci swój powód, a ty nadal milczysz.
To dlatego, że to nadal bolało, paliło żywym ogniem, nie pozwalało zaczerpnąć tchu. Wcześniej nie miałam też pewności, czy Miley nie jest podstawiona. Teraz, skoro już poznałam jej motywację, mogłam wyjawić swój sekret, i tak bardzo długo z tym zwlekałam. Dziewczyna wiedziała, że miałam powód, aby dobrać się do tyłka Grekom, uznałam więc, że nadszedł czas, aby jej o wszystkim opowiedzieć.
Powoli wstałam z kanapy, a następnie podeszłam do komody, skąd wzięłam ramkę ze zdjęciem, a następnie wróciłam z nią do Miley.
– To mój powód – oznajmiłam cicho.
Na fotografii znajdowałam się ja i moja najlepsza przyjaciółka. Spędzałyśmy wtedy urlop w Rzymie i pozowałyśmy roześmiane na tle Koloseum. To nasze ostatnie wakacje.
Miley przyglądała się zdjęciu i po chwili spojrzała na mnie, marszcząc brwi.
– Kim ona jest? – zapytała, oddając mi zdjęcie.
Odniosłam ramkę na jej miejsce, a następnie wróciłam na kanapę, by usiąść obok dziewczyny.
Wiedziałam, że to okaże się trudnym zadaniem, że mówienie o kimś, kto był dla mnie wszystkim, to nic łatwego. I się nie myliłam.
Nadal za nią tęskniłam, nadal myślałam o niej każdego dnia i czasami nawet z nią rozmawiałam, mając nadzieję, że usłyszy mnie tam, gdziekolwiek jest.
To właśnie moje szczęście w życiu – traciłam każdego, na kim mi zależało.
– To Broke – wyjaśniłam ze ściśniętym z emocji gardłem. – Była moją najlepszą przyjaciółką. Minęły cztery lata. Cztery lata i teraz mam prawo, a nawet obowiązek zemścić się za to, co ją spotkało. Posiadam teraz środki i predyspozycje.
– Była? – dopytywała, kompletnie zaskoczona, na co kiwnęłam głową.
– Zakochała się w Kyrosie – oświadczyłam cicho, przymykając oczy. – Wydawała się taka szczęśliwa. To trwało pół roku. Później zginęła.
Na twarzy dziewczyny zauważyłam najpierw ogromne zaskoczenie, a po chwili zrozumienie i szok oraz niedowierzanie.
– Przecież to najbliższy przyjaciel i wspólnik Pascalisa!
– Tak – potwierdziłam. – Broke świata poza nim nie widziała, a ja nie miałam pojęcia, kim jest ten człowiek. Byłyśmy młode, głupie, a jej imponowało całe to bogactwo. Kilka razy poszłam z nią na jakieś przyjęcie. Poznałam tam Therona i jego kuzyna Nikolasa, ale wtedy nie miałam pojęcia, czym się zajmują, jak zarabiają na życie. Myślałam, że są biznesmenami i nic nie wzbudziło mojej czujności. Broke zachwyciła się nimi, tym światem.
– Co się stało, u diabła? – drążyła przejęta.
– Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie cała roztrzęsiona. – Te wspomnienia nadal sprawiały mi potworny ból. – Mówiła, że coś się wydarzyło, że się boi i jedzie do mnie, bo musimy porozmawiać. Czekałam na nią, ale nie przyjechała. Szukałam jej wszędzie przez kilka kolejnych dni. Po trzech tygodniach wyłowiono jej ciało z rzeki.
– Chryste…
– Namierzyłam tę gnidę Christosa i śledziłam go – kontynuowałam, starając się powstrzymać drżenie głosu. – Gdy go dopadłam, rozorałam mu pół twarzy paznokciami. Chciałam go zabić, bo czułam, że miał z tym coś wspólnego.
– Skąd podejrzenie, że była z nim?
– Tego wieczoru, gdy zadzwoniła, planowała mu zrobić niespodziankę, więc się nie umówili. Ona coś widziała – zapewniłam z całą stanowczością. – Coś zobaczyła, gdy przyszła z niezapowiedzianą wizytą, a on ją zabił. Jestem tego pewna. Wtedy, gdy go dopadłam… Nie bronił się. Nic nie mówił. Dopiero Theron oderwał mnie od niego i kazał komuś zawieźć do domu. Powiedział mi, że jeśli chcę wyjść z tego cała i zdrowa, mam się w to nie mieszać i nie szukać guza. Gdy odbierałam dyplom… – Zawiesiłam głos, bo dziwna gula w gardle nie pozwalała mi swobodnie mówić. – Przysięgłam sobie, że zrobię wszystko, by on za to zapłacił, by oni zapłacili – poprawiłam się szybko. – Policja twierdziła, że Broke zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Wiedziałam, że nikt nie odpowie za to zabójstwo, a ja za wszelką cenę doprowadzę do ich aresztowania, obojętnie za co. Chcę, aby cierpieli, tak jak cierpiałam ja, jej mama oraz siostra. Zapłacą mi za to.
Poczułam, że pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Otarłam ją szybko, bo wylałam ich już miliony. Nie miałam zamiaru więcej płakać. Teraz przyszedł czas na działanie.
Po tym wszystkim urwał mi się kontakt z rodziną przyjaciółki. Jej mama nie potrafiła znieść, że straciła córkę, a moja obecność przypominała jej o tym w każdej sekundzie.
– Nie rozumiem tylko, dlaczego więcej uwagi poświęcasz Theronowi, skoro to Christos pozostawał partnerem Broke – zauważyła policjantka, zresztą całkiem słusznie.
– On nie próbował się bronić, a pustka w jego oczach… – Urwałam, przełykając głośno ślinę. – Po prostu reakcja jego i Therona świadczyła, że ten drugi wie na temat tej sprawy o wiele więcej. I groził mi, kazał się trzymać z daleka. Wiem, że ona usłyszała coś, to im się nie spodobało, a Christos nie zdołał jej ochronić… Nie mam pojęcia, co dokładnie się wydarzyło, wiem natomiast, że to oni są odpowiedzialni za jej śmierć. Dlatego zrobię wszystko, bez względu na cenę, żeby rozwalić to całe towarzystwo – kontynuowałam, ale już bez cienia emocji. – Nie mam rodziców, żadnej rodziny, jestem sama. Gdybym miała kogoś bliskiego… być może nie podjęłabym się takiego ryzyka, ale w tej sytuacji… pragnę zemsty i ją dostanę.
– Masz mnie, Nell – zapewniła cicho Miley.
Poczułam ogromne wzruszenie na te słowa.
– Mam ciebie – potwierdziłam. – Mamy siebie i ten sam cel.
– Muszę się dowiedzieć, kto zabił Martina – poinformowała, patrząc prosto w moje oczy. – Potrzebuję tego bez względu na cenę, jaką przyjdzie mi zapłacić. On był taki młody, miał plany…
– Jutro wieczorem Simons wydaje przyjęcie – zaakcentowałam, wiążąc z tym wydarzeniem ogromne nadzieje. – Zdobyłam zaproszenie. Może uda mi się coś usłyszeć.
– Ja zamierzam powęszyć wokół Reida Hyde’a. Bardziej niż dotychczas.
Kiwnęłam powoli głową na ten pomysł. Musiałyśmy działać na dwa fronty, a nie skupiać się wyłącznie na jednej osobie.
Cały czas trzymałam rękę na pulsie, obserwuję Christosa, on jednak od jakiegoś czasu wydawał się jakby przeźroczysty, niewidoczny. Trudno gdziekolwiek go spotkać, w przeciwieństwie do Pascalisa.
– Więc się rozdzielamy i pozostaniemy w kontakcie – skwitowałam, licząc, że nasz plan się powiedzie.
– Uważaj na siebie, Nell.
Uśmiechnęłam się lekko.
– To niech oni uważają na nas, Miley.
W oczach dziewczyny dostrzegłam błysk nie tylko zadowolenia, lecz także nadziei. Każdego dnia obie dostawałyśmy ostro po tyłku, ale wierzyłam, że zła passa kiedyś się skończy i odnajdziemy drogę do prawdy.
– Tak, niech oni uważają na nas – zawtórowała tonem takim, jakby składała przysięgę.
Brałyśmy pod uwagę cenę, jaką być może przyjdzie nam zapłacić za szukanie prawdy i wchodzenie w drogę osobom pokroju Therona, Christosa i Hyde’a, lecz poczucie sprawiedliwości okazało się silniejsze niż jakikolwiek strach.