Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Porażka znaczy zwycięstwo - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
30 stycznia 2019
27,90 zł
2790 pkt
punktów Virtualo

Porażka znaczy zwycięstwo - ebook

"Porażka znaczy zwycięstwo" to mądra, pozytywna i budująca książka, która pokazuje, jak nie bać się potknięć, jak wykorzystać ten nieodłączny element naszego życia do osiągnięcia sukcesu.

Za każdym sukcesem stoi wiele niepowodzeń, a potknięcia mogą mieć zalety. Pépin przekonuje, że porażki to przede wszystkim ważne doświadczenia: kształtują siłę woli i pozwalają pozbyć się presji, uczą, jak walczyć i czynią nas bardziej rozważnymi, skłaniają do podążania tą samą drogą lub odważnego zmieniania jej, otwierają nas na coś nowego. Przyjrzenie się podanym przykładom sportowców, uczonych, artystów i ludzi pracujących w stresie, ich drodze i postawom, może posłużyć do zmiany osobistego podejścia do porażek własnych i najbliższych osób.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-287-0882-2
Rozmiar pliku: 1,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp

Co łączy Charles’a de Gaulle’a, Steve’a Jobsa i Serge’a Gainsbourga? Co J.K. Rowling ma wspólnego z Karolem Darwinem czy Rogerem Federerem albo Winstonem Churchillem, Thomasem Edisonem i Barbarą (wł. Monique Andree Serf)?

Wszyscy odnieśli wielki sukces? Owszem, ale nie tylko to. Zanim im się powiodło, ponosili porażki. Gdyby nie opór realiów, gdyby nie przeciwności, gdyby nie wszystkie te okazje do refleksji i odbijania się od dna, jakich dostarczały im niepowodzenia, nie mogliby się spełnić tak, jak to zrobili.

Od początku pierwszej wojny światowej do połowy drugiej Charles de Gaulle przez blisko trzydzieści lat borykał się z przeciwnościami losu. Ale to właśnie w starciu z nimi umacniał się jego charakter i krystalizowało dążenie: wcielić w życie „pewną wizję Francji”. Kiedy wiatr historii wreszcie zmienił kierunek, on był już gotowy. Porażki go zahartowały, przygotowały do walki.

Thomas Edison tyle razy ponosił porażkę, zanim wynalazł żarówkę elektryczną, że jeden z jego współpracowników zapytał go, jak zdołał znieść tyle niepowodzeń, „tysiące klęsk”. Nie poniosłem tysięcy klęsk, ale udało mi się podjąć tysiące prób, które się nie udały, odparł wynalazca. Thomas Edison wiedział, że naukowiec uczy się na błędach i że każda skorygowana pomyłka to kolejny krok ku prawdzie.

Serge Gainsbourg za dramat życia uznał porzucenie kariery malarza, której pragnął. Czując jeszcze smak porażki, zwrócił się ku podrzędnej sztuce, za jaką uważał piosenkę. I właśnie to uwolniło go spod presji, jakiej się poddawał jako malarz. Talent twórcy i wykonawcy, ten „styl” Gainsbourga nierozerwalnie wiąże się z oswobodzeniem, które zrodziło się z porażki.

Dziś, kiedy patrzymy na grę tenisisty Rogera Federera, trudno sobie wyobrazić porażki, jakie ponosił, będąc nastolatkiem i złość, jaką wtedy kipiał. Ale właśnie w tym trudnym okresie kształtował się człowiek, który miał zostać najlepszym tenisistą wszech czasów. Bez sumy przegranych pojedynków i chwil załamania nie byłby tak długo numerem jeden światowego tenisa. Jego legendarny fair play i niewymuszona elegancja nie są niczym zadziwiającym – on je zdobył, a to przydaje im uroku.

Karol Darwin porzucił najpierw studia medyczne, a następnie teologiczne. A potem wybrał się na „Beagles” w długą podróż, która pozwoliła mu dostrzec powołanie odkrywcy. Gdyby nie studenckie niepowodzenia, nigdy nie wyruszyłby w drogę, która odmieniła jego życie, a przy okazji naszą wizję człowieczeństwa.

Początkowo Barbara bezskutecznie pukała do drzwi kabaretów. Kiedy wreszcie pozwolono jej występować, często jej śpiew zagłuszały gwizdy. Jeśli wsłuchamy się w interpretację subtelnych piosenek, które tworzyła potem, dostrzeżemy w nich siłę życia i głęboką empatię – niewątpliwy owoc doznanych poniżeń. Gdyby wyeliminować porażki z życia Barbary, to okazałoby się, że z jej repertuaru zniknęły najpiękniejsze piosenki.

Tych kilka przykładów dowodzi, że porażka ma nie jedną, lecz wiele zalet.

Zdarzają się porażki, które kształtują siłę woli i takie, które pozwalają uwolnić się od presji. Są porażki, które dają nam siłę, by nadal podążać tą samą drogą, i takie, które skłaniają, by odważnie ją zmienić.

Są porażki, które uczą nas, jak walczyć, i takie, które czynią nas bardziej rozważnymi, a poza tym są też takie, które po prostu otwierają nas na coś nowego.

Porażka to nieodłączny element naszego życia, naszych lęków i sukcesów. O dziwo, ten temat rzadko bywa poruszany przez filozofów. Kiedy zaczynałem pracę nad tą kwestią, postanowiłem sprawdzić, co mówili o porażce wielcy mędrcy dawnych czasów. I ze zdumieniem stwierdziłem, że niezbyt się nią interesowali. Tak skłonni do snucia rozważań o ideale i rzeczywistości, o „życiu dobrym” i walce z lękami, o różnicy między tym, czego chcemy, a tym, co możemy, powinni napisać wiele rozpraw o porażce, przedstawić rozważania zainspirowane tym doznaniem. A jednak tak nie jest. Nie istnieje żadna większa rozprawa na ten temat. Nie ma dialogu Platona o cnotach porażki. Nie ma heglowskiego traktatu o dialektyce przegranej. A wydaje się to tym bardziej zdumiewające, że niepowodzenie stanowi nieodłączny element ludzkiego życia.

Podczas moich wykładów i prelekcji spotykam wielu przedsiębiorców i pracowników, którzy nie mogą się uporać z niepowodzeniami, zmarnowanymi okazjami, zwolnieniami z pracy. Niektórzy z nich przeszli przez okres dzieciństwa, dojrzewania, studiów i pierwszych lat kariery zawodowej, nie zaznawszy poczucia klęski. Zauważyłem, że to im najtrudniej się podźwignąć.

Jako nauczyciel filozofii w liceum często obserwuję uczniów udręczonych złymi ocenami. Najwyraźniej nigdy nie mówiono im, że istota ludzka może ponosić porażki. A przecież to takie oczywiste, że może nam się nie powieść. To zdanie jest proste, zawiera cząstkę naszej prawdy. Zwierzętom nie może się nie udać, ponieważ robią wszystko, kierując się instynktem – wystarczy, żeby były posłuszne naturze, a nie popełnią błędu. Ptak, który buduje gniazdo, zawsze robi to perfekcyjnie. Instynktownie wie, co ma robić. Nie musi wyciągać wniosków z niepowodzeń i uczyć się na błędach. A my, myląc się, przegrywając, ukazujemy prawdę o człowieku – nie jesteśmy ani zwierzętami, którymi powoduje instynkt, ani doskonale zaprogramowanymi maszynami, ani bogami. Możemy ponosić porażki, ponieważ jesteśmy ludźmi i dlatego, że jesteśmy wolni – wolno nam się mylić, wolno naprawiać błędy, wolno nam się rozwijać.

Wątek porażki czasami pojawia się jednak w rozważaniach filozofów. Przewija się przez myśl starożytnych stoików, którzy uczą nas mądrości akceptacji i radzą, by nie dorzucać zła do zła, które już się stało. Dostrzegamy go u Nietzschego, na przykład, kiedy pisze: „Niejeden z tych, którzy nie mogą uwolnić się z okowów, potrafił jednak oswobodzić z nich przyjaciela”. Jest wpisany w egzystencjalistyczne pisma Sartre’a: skoro przez całe życie możemy się stawać, skoro, jak pisze Sartre, nie jesteśmy zamknięci w esencji, to dlatego iż porażka może mieć tę zaletę, że popycha nas ku przyszłości, że pomaga nam tworzyć siebie na nowo. Wyraźniej uwidacznia się to u Bachelarda, gdy ten definiuje geniusza jako osobę, która ma odwagę przeprowadzić „psychoanalizę swych początkowych błędów”. Dlatego też wyjdziemy właśnie od myśli tych filozofów. Ale to nie wystarczy. Będziemy musieli szukać także gdzie indziej tej mądrości (roztropności) porażki, którą oni ledwie szkicują. Sięgniemy więc do pism artystów i doświadczeń psychoanalityków, do tekstów sakralnych i pamiętników wielkich ludzi, do inspirujących rozważań Miles’a Davisa, lekcji życia André Agassiego, czy wreszcie wspaniałej poezji Rudyarda Kiplinga.1

Na niepowodzeniach uczymy się szybciej

– francuski problem –

Francja, Tarbes, pełnia zimy 1999 roku. Młody Hiszpan miał wówczas trzynaście lat. Właśnie przegrał półfinałowy mecz w turnieju tenisowym Młodych Asów – oficjalnych mistrzostw świata w kategorii 12–14 lat. Francuz, który go pokonał, a następnie wygrał turniej, urodził się w tym samym roku co on, i był dokładnie tego samego wzrostu. A jednak odniósł nad nim łatwe zwycięstwo. Cudowne dziecko to Richard Gasquet, zwany małym Mozartem francuskiego tenisa. Specjaliści twierdzą, że nigdy żaden zawodnik nie osiągnął takiego poziomu w tym wieku. Już jako dziewięciolatek Gasquet pojawiał się na okładce „Tennis Magazine”, gdzie pisano: Mistrz, na którego czekała Francja. Jego idealne ruchy, piękno obrotu nadgarstka, agresywna gra godziły w narcyzm przeciwnika, boleśnie go raniąc. Uścisnąwszy rękę Richarda Gasqueta, nastolatek z Majorki opadł na krzesło, kompletnie oszołomiony. Nazywał się Rafael Nadal.

Tego dnia Rafaelowi Nadalowi nie udało się zdobyć tytułu mistrza świata w swojej kategorii wiekowej. Każdego, kto ogląda dziś ten pojedynek (dostępny na YouTubie), uderza agresywna gra Richarda Gasqueta: odbierał piłki bardzo szybko, zaskakując przeciwnika. Otóż taki sposób przyjęcia piłki z najwyższą agresją zadziwiająco przypomina to, co przesądziło o sukcesach Rafaela Nadala, który stał się światowym numerem jeden tenisa i utrzymał tę pozycję przez wiele lat, odnosząc zwycięstwo w sześćdziesięciu turniejach, w tym dwunastu wielkoszlemowych. Richard Gasquet również został wielkim tenisistą i osiągnął siódmą pozycję na świecie. Ale nigdy dotąd nie udało mu się wygrać wielkoszlemowego turnieju, a w sumie zdobył zaledwie dziewięć tytułów. Czegokolwiek jeszcze dokona, nie dorówna już Rafaelowi Nadalowi. Nasuwa się więc pytanie: w czym tkwi różnica między nimi i kiedy dała o sobie znać?

Spojrzenie na drogę życiową Rafaela Nadala może dać nam częściową odpowiedź. Jako dziecko i nastolatek wiele razy poniósł porażkę: przegrane mecze i niemożność opanowania klasycznej techniki odbicia zmusiły go do wypracowania i udoskonalenia nietypowego forhendu, przy którym jego rakieta po uderzeniu wznosi się niczym lasso w nieprawdopodobnym geście, który stał się jego znakiem firmowym. Po tej przegranej z Richardem Gasquetem grał z nim jeszcze czternaście razy. I czternaście razy zwyciężał. Bez wątpienia po porażce Rafael Nadal bardziej interesował się swoją grą, przeprowadził jej dogłębną analizę ze swoim wujkiem i z trenerem Tonym Nadalem. Tego dnia w Tarbes na pewno nauczył się więcej, ponieważ przegrał. Może nawet ta jedna porażka nauczyła go tego, czego nie nauczyłoby go dziesięć zwycięstw. Trudno wykluczyć, że właśnie wtedy, gdy padł ofiarą Richarda Gasqueta, uświadomił sobie, na jak agresywną grę go stać. Jestem przekonany, że Rafael Nadal potrzebował tej porażki, żeby szybciej rozwijać swój talent. Zresztą już rok później to on wygrał turniej Petits As.

I być może w tym tkwi problem Richarda Gasqueta – od czasu, gdy stawiał pierwsze kroki na korcie tenisowym aż do szesnastego roku życia odnosił sukcesy z niesłychaną łatwością. A może przez te jakże ważne lata kształtowania się nie poniósł wystarczająco dużo porażek? A może niepowodzenia przyszły… za późno? A może, praktycznie nie znając smaku przegranej, nie miał wystarczającego doświadczenia w starciu z rzeczywistością, która stawia opór i zmusza nas do refleksji, do analizy, i zdumiewa swymi kaprysami? Sukces jest miły, ale na ogół nie uczy tak dużo jak porażka.

Są takie zwycięstwa, które można odnieść, tylko przegrywając bitwy – to paradoksalne na pozór stwierdzenie kryje w sobie, jak sądzę, cząstkę tajemnicy egzystencji ludzkiej. Spieszmy się więc, by ponosić porażki, wtedy bowiem stykamy się z rzeczywistością bliżej, niż odnosząc sukcesy. Ponieważ realia stawiają nam opór, zastanawiamy się nad nimi i wnikliwie analizujemy. Ponieważ stawiają nam opór, znajdujemy w nich oparcie, żeby się odbić.

Analizując to, w jaki sposób twórcy start-upów potrafią się odbić, niektórzy amerykańscy teoretycy z Doliny Krzemowej wychwalają zalety „fail fast” – szybkiej porażki, a nawet „fail fast, learn fast” – szybkiej porażki i szybkiej nauki. W ten sposób podkreślają zalety poniesionych wcześniej klęsk. Przez lata kształcenia chłonny umysł jest zdolny do wyciągania natychmiastowych wniosków z tego, co nastręcza mu problemów. Badacze twierdzą, że przedsiębiorcy, którzy wcześnie ponieśli porażkę i potrafili szybko wyciągnąć z niej wnioski, łatwiej odnoszą sukcesy, a te przychodzą szybciej niż w przypadku ich kolegów, których kariera przebiegała bez problemów. Zwracają uwagę na znaczenie doświadczeń, które – nawet jeśli są negatywne – prowadzą do szybszych postępów niż najlepsze teorie.

* * *

koniec darmowego fragmentu
zapraszamy do zakupu pełnej wersji
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij