-
nowość
Potęga Chrześcijaństwa - ebook
Potęga Chrześcijaństwa - ebook
W mojej książce nie chodziło mi o ukazanie tego co oczywiste, i co każdy z nas rozumie, że mianowicie religia chrześcijańska jest czymś ważnym, że zawiera się w niej prawda o nas jak również nasza historyczna i kulturowa tożsamość. Chodziło mi raczej o pokazanie tego, że jej znaczenie dla świata i ludzi może się nadal utrzymać tylko, jeśli będzie ona praktykowanym na co dzień etosem. Chrześcijaństwo nie sprowadza się do samych faktów z historii i podziwianych przez nas wytworów sztuki, nie jest wiedzą książkową sprowadzającą się do kwestii teologiczny; to znaczy do tego, jak od dwóch tysięcy lat rozumiemy moralność i jak po Chrystusie zmieniło się nasze pojęcie Boga. Chrześcijaństwo jest stanem bliskości Boga, którą każdy powinien doświadczać. Jeśli nie doświadcza, znaczy to, że tkwi w błędzie, że jego religijność nie uzyskała jeszcze pełnego wymiaru.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Wiara i religia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397592704 |
| Rozmiar pliku: | 2,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Piszę o Bogu; religia nie odgrywa już w naszym życiu takiej roli jak dawniej. Wielu sądzi, że staliśmy się zbyt poważni, aby upatrywać źródła nadziei w religii, że nie potrzeba nam już takiego koła ratunkowego w sytuacji, kiedy – jak się nam wydaje – zrozumieliśmy świat i rządzące nim prawa. Z drugiej strony religia udziela odpowiedzi na pytania, od których nie sposób uciec. Wielkim złudzeniem jest przekonanie, że postęp uczynił świat bardziej zrozumiałym. Powszechnie spotykamy się bowiem z twierdzeniem, że żyjemy w nowej epoce wiedzy, że nauka wyjaśnia w zasadzie całą rzeczywistość; a nadal jednak życie ludzkie poddane jest tym samym ograniczeniom. Okazuje się, że wiedza nic nie znaczy wobec tajemnicy życia i śmierci. Wszystko, co dotyczy tylko świata, przestaje w jakimś momencie być dla człowieka oparciem i pocieszeniem. Rozumiemy, że w życiu chodzi o coś więcej niż zaspokajanie takich czy innych potrzeb. Sprawy dnia powszedniego i ciągłe skoncentrowanie na własnych potrzebach nie mogą być celem choćby ze względu na krótkość życia.
Przyczyną kryzysu wiary w obecnym czasie jest złudzenie oparte na przekonaniu o samowystarczalności człowieka. Z nową wizją świata wiąże się też fałszywe przekonanie, że wiara w Boga nie jest nam do niczego potrzebna. Co więcej, to Bóg jest przeszkodą. To właśnie religia miała być przez stulecia źródłem wielu uprzedzeń i ograniczać nasz rozwój. Dopiero dzisiaj dzięki rozwojowi opartemu na woli człowieka i wiedzy tworzymy świat, który w pełni kontrolujemy – doskonały świat, w swym blasku, rozmachu i wspaniałości zdający się być snem. Ale czy w tym wszystkim nie ulegliśmy nowej pokusie, czy projekty cywilizacyjne wyznaczające obecnie kierunek naszego rozwoju nie staną się nową wieżą Babel?
Paradoksalnie popularność religii chrześcijańskiej, także w obecnych czasach, wskazuje na brak, od którego nie potrafi nas uwolnić cywilizacja. Wierzymy bowiem, że życie powinno mieć swoją kontynuację, że śmierć nie przekreśla rzeczywistości tego, co pojawiło się wraz z naszymi narodzinami. Religia chrześcijańska to sprzeciw wobec nieodwracalności śmierci. Zawiera się w niej przekonanie, że człowiek przeznaczony jest do wiecznej szczęśliwości, że jest przedmiotem Bożej łaski, Bożego zainteresowania.
Wiara w postęp i siłę ludzkiego rozumu jest czymś, co nas dzisiaj najbardziej określa, ale nie powinniśmy też ulegać złudzeniu, że potrafimy przekroczyć wyznaczone nam przez naturę granice. Mimo wielkich osiągnięć w ostatnich latach ciągle odnajdujemy w historii tę samą prześladującą nas fatalność. Nie potrafimy zapobiec wybuchowi kolejnych wojen i konfliktów. Ludzie w coraz większym stopniu konfrontowani są z różnymi formami niesprawiedliwości. Dlatego nie ma w zasadzie alternatywy dla chrześcijańskiej wizji człowieka, w której to Bóg wychodzi naprzeciw naszej ludzkiej bezradności. To, co wydaje się nieosiągalne dla państw i człowieka, ma się stać naszym udziałem dzięki ofierze na krzyżu. Powołaniem Chrystusa, które własnymi ustami głosił, było pojednanie człowieka z Bogiem, dokonujące się przez akt dobrowolnej ofiary Syna Bożego. Chrystus poprzez swoją zbawczą misję uwolnił nas od skutków grzechu. W Ewangelii mówi się o tym, że Jego ofiara była konieczna, aby odkupić świat, że bez tego nie byłoby usprawiedliwienia.
Nie wiadomo jednak, jakie znaczenie w historii miałaby sama osoba Chrystusa i jak daleko sięgałoby oddziaływanie nowej religii, gdyby nie Jego zmartwychwstanie. Po trzech dniach od ukrzyżowania – tak jak zapowiedziano to w starych biblijnych proroctwach – pojawił się On znowu wśród żywych. W chrześcijaństwie zatem wiara w Boga powiązana jest z wielką złożoną nam obietnicą. Chrystus wskrzeszony z martwych już nie umiera i śmierć nad Nim nie panuje (Rz 6,1-11). Wierzymy, że jako ludzie mamy udział w Jego zmartwychwstaniu.
Jest czymś niezwykłym, że mimo upływu dwóch tysięcy lat nadal jesteśmy pod tak wielkim wrażeniem osoby Chrystusa, Jego nauczania oraz opisu wydarzeń z pierwszych wieków chrześcijaństwa przedstawionych w Nowym Testamencie. Trudno w istocie o argumenty, jeśli chodzi o przekonywanie kogoś do wiary, która od stuleci była naszym własnym, oczywistym wyborem, do zasad życia wynoszonych z domu od pokoleń jako fundamentalną naukę etyczną. Nie sądzę, że wszyscy ludzie są zdolni do nawrócenia; sądzę jednak, że wierzący i niewierzący w równym stopniu powinni się zastanowić dzisiaj nad przesłaniem religii chrześcijańskiej ze względu na jej znaczenie w historii oraz ze względu na prawdy, które głosi. W żadnej innej religii nie znajdziemy porównywalnego nauczania i równie prawdziwego. Religia głosząca zbawienie przez krzyż w krótkim czasie doprowadziła do ukształtowania się zupełnie nowego systemu wartości oraz nowego obrazu człowieka.
Świat przedchrześcijański nie jest już czymś, do czego chcielibyśmy wracać. Chociaż cenimy i podziwiamy wspaniałe osiągnięcia antyku, to jednak fundamentów współczesnej cywilizacji należy szukać w religii chrześcijańskiej. Rozumiemy, że świat nowożytny narodził się wraz z Chrystusem. Oczywiście natura człowieka była już przedmiotem zainteresowania w czasach starożytnych. Pojęcie prawdy, etyki, piękna istniało, jak wiadomo, już w świecie antycznym. Ale bezsprzecznie to Ewangelia ostatecznie ukształtowała naszą wrażliwość. Bez Chrystusa nasze pojęcie dobra i prawdy nie będzie już tym samym. Czy to nie Jezus nauczał, abyśmy sobie nawzajem pomagali nieść brzemię tego życia, abyśmy nie pomijali potrzebujących i pogardzanych, abyśmy w ogóle nie mieli względu na osobę, ponieważ wszyscy pochodzimy od jednego Boga. Czy poza Ewangelią znajdziemy gdziekolwiek wspanialszy opis tego, czym jest miłość bliźniego, jakimi wartościami powinniśmy się w życiu kierować. Te uniwersalne wartości, które od dwóch tysięcy lat jednoczą Europę, nie zdewaluowały się w żaden sposób. Chrystus wzywa nas do wszelkiego dobra, które służy budowaniu Bożej wspólnoty. Wszystko mamy czynić w absolutnej szczerości, otwartości i w pełni prawdy.
Ale znaczenie religii chrześcijańskiej wykracza daleko poza etykę i kulturę. Jest czymś ważnym nie ze względu na wspaniałe katedry, niezliczone dzieła sztuki w Europie, nawet nie ze względu na nauki moralne, które zawiera. W człowieku tkwi powołanie i niezbywalne poczucie, że uczestniczy w czymś, co nie kończy się nagle wraz ze śmiercią. Jezus w wielu swoich przypowieściach naucza, czym jest królestwo Boże, które ma nadejść, i kto jest powołany do tego, aby w nim zamieszkać.
Chrześcijaństwo nie jest czymś, co by nas nie przekonywało; chrześcijaństwo jest czymś, co nas przekonuje. Jest tak od samego początku; od czasu powstania pierwszych pisanych zabytków, historycznych przekazów i świadectw. Absurdalne jest kwestionowanie zmartwychwstania jako faktu, skoro to jedno wydarzenie zapoczątkowało całą historię chrześcijaństwa i od dwóch tysięcy lat jest dla nas źródłem nadziei. W całej tradycji chrześcijańskiej nie ma też wydarzenia, które było lepiej opowiedziane, bardziej uwiarygodnione; mimo upływu czasu nic bardziej nas nie przekonuje niż słowa Ewangelistów, którzy pozostawili nam tak niezwykły przekaz o życiu i nauczaniu Chrystusa. Gdyby opisywane przez Ewangelistów zdarzenia były czymś niepewnym, to byłyby zapewne podważane i kwestionowane już przez ludzi współczesnych; po upływie dwóch tysięcy lat nikt nawet nie pamiętałby imienia tego, kogo nazywano Synem Bożym. Ale, jak wiemy, nowa wiara uzyskała bardzo szybko wymiar uniwersalny i powszechny i nawet dziś nie mamy podstaw twierdzić, że wpływ tej religii uległ pomniejszeniu.
Pisząc o fenomenie chrześcijaństwa dzisiaj, należy w pierwszej kolejności wyjaśnić, dlaczego ta religia ciągle dla tak wielu ludzi jest fundamentem ich życia. Siła chrześcijaństwa bierze się z mocy słowa. Cała historia naszej religii ma swój początek w prostych słowach Chrystusa mówiących nam o naszym powołaniu i ostatecznym celu życia, jakim jest zbawienie i pełne zjednoczenie z Bogiem. Wszyscy ci, którzy chcieliby dzisiaj narzucić Europie laickość, muszą być nieszczęśliwi, widząc, że ludzie nawet w obliczu zmian cywilizacyjnych pozostają wierni religii, w której ich wychowano. Mimo prób ograniczania wpływu Kościoła krzyż – w czasach starożytnych oznaka najgłębszej pogardy i fizycznego cierpienia – jest dla nas znakiem zbawienia i triumfu prawdy. Także w świecie współczesnym dla milionów ludzi Chrystus jest niezmiennie źródłem nadziei.
Wrocław, 25 września 2021 r.I
Ateiści i sceptycy kwestionują istnienie Prawdy Objawionej. Pismo Święte, jak twierdzą, nie jest wcale prawdą daną od Boga, a zatem człowiek nie musi się do tych prawd stosować. Nauka płynąca z Biblii nie jest zobowiązującym nas drogowskazem, który mówi jak mamy żyć. Ale jeżeli to nie Bóg do nas przemawia, to znaczy że Chrystus, który w Ewangeliach został przedstawiony jako Mesjasz i Syn Boży, był w rzeczywistości tylko zwykłym człowiekiem. Ewangeliści, pisząc o jego boskości i opowiadając o wszystkich cudach, jakie dokonywał, stworzyli fałszywy przekaz o Jego życiu. Ale Nowy Testament jest tekstem historycznym, powstawał on w określonych realiach. Znamy treść i przesłanie tej świętej księgi. Jeżeli wszystko to jest fałszem, to w jakim celu stworzono te relacje? Kim byli autorzy Ewangelii zawartych w Nowym Testamencie? Najważniejsze pytanie jednak brzmi: jak, odrzucając boskie pochodzenie Ewangelii, zrozumieć konsekwencje, jakie pisma te niosły ze sobą dla losów świata i całej cywilizacji zachodniej. Jeżeli tak wąskie grono szerzycieli nowej religii obejmujące w zasadzie samych Apostołów i Ewangelistów oraz tak zwanych ojców Kościoła mogło nadać swojej sprawie tak wielkie znaczenie, i jeżeli uczynili to w oparciu o wymyślone historie, to faktycznie był to majstersztyk religijnej propagandy niedający się porównać z niczym w dziejach świata. Był to wyczyn graniczący z cudem, biorąc pod uwagę, że poprzez swoje pisma odmienili oni całkowicie bieg historii.
Jakim sposobem członkowie tak niewielkiego środowiska żydowskiego, posługując się jedynie słowem i głosząc światu całkiem nową naukę, mogli sprawić to wszystko? Co ciekawe, sami przecież nie mogli wiedzieć, jak wielki plon przyniesie ziarno słowa Chrystusowego, ponieważ nowa religia miała przed sobą jeszcze kilka wieków trudnego czasu próby – czasu prześladowań i męczeństwa.
Jednak łącząc wszystkie fakty, znając konsekwencje dla naszej cywilizacji i kultury, a przede wszystkim rozumiejąc głębokie przesłanie Ewangelii i wpływ na ludzi zawartego w niej nauczania, trudno w istocie mówić tu o jakiejkolwiek manipulacji oraz zarzucać komuś, że dawał o Chrystusie fałszywe świadectwo. Chrześcijaństwo zarówno w ujęciu historycznym, jak i religijnym można rozumieć tylko na jeden sposób, że mianowicie od początku było ono triumfem prawdy pochodzącej od Boga i że w najmniejszym nawet stopniu i w odniesieniu do żadnego aspektu tej religii nie daje nam ona powodu do wątpienia oraz insynuacji, że cokolwiek oparte jest tutaj na ludzkim kłamstwie i fałszu. ,,Nie szukaj okiem w dzień na pustym niebie gwiazdy gorętszej od słońca”¹ – pisał Pindar w _Odach olimpijskich_. W istocie narodziny, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa z jakiegoś powodu okazały się najważniejszym wydarzeniem w historii.
Dokąd zatem może prowadzić nas kwestionowanie objawienia? Czy nie mamy poczucia, że konsekwencją byłoby odrzucenie uniwersalnych zasad etycznych oraz pojęć towarzyszących nam od urodzenia? Jak może być wątpliwa treść Ewangelii, która od tak dawna jest w centrum naszego europejskiego świata i w której rozpoznajemy przecież fundament naszej duchowej kultury. Nowy Testament ma być fałszywym świadectwem i pod wpływem tego fałszywego świadectwa wszystkie ludy Europy zaczynają nazywać siebie chrześcijanami. Pod wrażeniem niedorzecznej historii o boskim pochodzeniu Chrystusa i jego zmartwychwstaniu i wszystkich niezwykłych okolicznościach, o których mówi się w związku z Jego osobą – że Jego urodzenie zwiastowali aniołowie, że Jego matka Maryja Panna doznała szczególnej łaski bycia matką, nie będąc skalaną grzechem pierworodnym – z powodu tego wszystkiego, co niektórzy uznają za wątpliwe, rozpoczęto w całej Europie budowę katedr, a artyści na przestrzeni stuleci stworzyli niezliczoną ilość arcydzieł rzeźby i malarstwa.
A może, uznając fakty z historii chrześcijaństwa, powinniśmy przyjąć tajemnicę Zbawiciela, tak jak nam to od samego początku przedstawiano? W chrześcijaństwie bowiem wszystko ma znaczenie realne, dosłowne, odnosi się do wszystkich ludzi. Jezus, jak wierzymy, jest Synem Bożym – naszym Zbawcą. Święty w Biblii znaczy święty, objawienie jest słowem danym od Boga. Nie ma w tym wszystkim drugiego dna, Bóg nie okłamywałby człowieka tam, gdzie chodzi o walkę dobra ze złem; nie pozostawiałby nas na polu walki ze słowem, w którym nie ma żadnej mocy; z nauczaniem, które nie pomaga prostować naszych ścieżek; wreszcie nie dawałby nam imienia Mesjasza, który nie wybawia, który nie czyni nas ludźmi wolnymi, odrodzonymi i żyjącymi pełnią życia. Bóg nie byłby tak okrutny, aby mamić nas wizją życia wiecznego, kiedy prawdą jest tylko przemijanie i śmierć.
Autorom Ewangelii i pierwszych relacji o życiu i działalności Jezusa Chrystusa bardziej niż kłamstwo i manipulację można było zarzucić to, że postradali zmysły. Co bowiem głosiła ta nowa religia i jak to się miało do panujących wówczas w sferze etyczności poglądów i mających długą tradycję, a nawet sięgających zamierzchłych czasów pogańskich obrzędów i wierzeń? Syn Boży przybity na krzyżu? Człowiek swoją mocą i zdolnością panowania nad światem równy Bogu, którego głos ucisza burzę, który uzdrawia chorych i gromi złe duchy, ale który nie potrafi wybawić sam siebie od własnej niedoli. Kogo autorzy Ewangelii chcieli do tego wszystkiego przekonać, skoro miałoby to być tylko wymysłem? Kto byłby zdolny uwierzyć, gdyby nie wydarzyło się to naprawdę?
Jaki przyszły rozwój można było przewidywać dla religii głoszącej naukę o Synu Bożym, który dał się poprowadzić na śmierć i nie znalazł słowa przed swoimi oskarżycielami i nie potrafił się wybronić od swoich oprawców? Jak ma mnie zbawić ktoś, kto sam okazuje się bezsilny? Czy ludzie tamtego czasu nie znali imienia wielu godnych czci Bogów – Jowisza, Minerwy, Hermesa, Neptuna? Czy ich wspaniałe posągi nie zdobiły każdego rzymskiego miasta? Czy nie składano im ofiar w okazałych świątyniach? Bóg umierający na krzyżu miał się okazać silniejszy niż tysiąclecia tradycji i ciągłości pradawnych wierzeń. Ale właśnie to, że historia Chrystusa dotyka tego, co najbardziej realne – życia i śmierci – a przede wszystko to, że prawdziwa katastrofa, jaką była śmierć na krzyżu, jak gdyby był pospolitym przestępcą, okazała się ostatecznie triumfem i dała wszystkim ludziom zbawienie, przyczyniło się do rozwoju chrześcijaństwa jako jedynie prawdziwej, uniwersalnej religii.
Kwestionując rzeczywistą boskość Chrystusa oraz to, że uosabiał prawdę, która zbawia, nie dałoby się zrozumieć biegu historii oraz faktu, że nowa religia, jaką zapoczątkował, znajdowała tak liczne rzesze wyznawców i to wśród ludzi wszystkich stanów i kultur. Chrześcijaństwo zrzuciło ostatecznie z postumentów dawnych bogów. Ale nie byłoby to możliwe, gdyby słowa Ewangelii nie zapoczątkowały religijności mającej swe źródło w prawdzie i doświadczeniu realnego Boga.
1 Pindar, _Ody zwycięskie,_ przełożył Mieczysław Brożek, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987, s. 76.II
W świecie współczesnym coraz więcej ludzi widzi w religii chrześcijańskiej jedynie część naszej historii i skłonna jest uznać jej znaczenie jedynie poprzez wpływ, jaki wywarła ona na naszą kulturę, odrzuca jednak to, co głosi w wymiarze duchowym. Jednakże kwestionowanie podstawowych dogmatów, mianowicie że Chrystus był Synem Bożym i że pokonał śmierć na krzyżu, byłoby historycznym obłędem, jeśli pamiętamy o tym, że od tego jednego zdarzenia rozpoczyna się cała historia chrześcijaństwa. Sama Ewangelia stanowi szczególny i w całej historii religijności bezprecedensowy rodzaj uwiarygodnienia wydarzeń mających charakter bezpośredniej ingerencji Boga w świat ludzki.
O życiu i nauczaniu Chrystusa dowiadujemy się z przekazu czterech Ewangelistów i mimo tego, że każdy z nich opisuje cuda, jakich był świadkiem z indywidualnej perspektywy, ich świadectwo pozostaje w aspekcie historiozoficznym i doktrynalnym zadziwiająco spójne. Wszyscy oni są jednego ducha i mówią jednym językiem. Patrząc na rozwój religii chrześcijańskiej z perspektywy historycznej, tym, co w tym wszystkim było najbardziej niezwykłe i co nas najbardziej zdumiewa, jest fakt, że od samego początku nikt nie kwestionował tego, co mogło nam wydawać się najmniej wiarygodne, a mianowicie samego zmartwychwstania Chrystusa. Przyczyną mogło być tylko wewnętrzne przekonanie wierzących, że zmartwychwstanie rzeczywiście miało miejsce; a działo się tak, ponieważ sami doświadczyli w swym życiu obecności i działania żywego Chrystusa.
Fenomen chrześcijaństwa polega na tym, że oczywiste przekonanie i wiara w boskość Chrystusa opiera się nie tylko na tradycji i autorytecie Kościoła, lecz także na własnym doświadczeniu wierzących; nie tylko nie podają oni w wątpliwość treści Ewangelii, ale poprzez budowanie codziennej relacji z Chrystusem sami stają się świadkami prawdy. Należy pamiętać o tym, że świadectwo każdego z nas może znaczyć wiele dla dalszych losów Kościoła. Każdy z nas może zostać tytanem wiary, ponieważ w istocie jest ona darem, który staje się naszym udziałem bez względu na to, kim jesteśmy i jak wyglądało nasze życie przed nawróceniem. Nie liczy się czas, w którym żyjemy, ani miejsce, w którym się rodzimy. Nie liczy się nasza grzeszna natura. W Chrystusie otrzymujemy nowe życie; wchodzimy do wspólnoty życia Bożego.
Nawrócenie także dzisiaj jest udziałem wielu ludzi, którzy dopiero w religii odnaleźli na nowo własne człowieczeństwo. To wszystko dowodzi tylko, że moc imienia Jezus wpływa realnie na świat i nasze indywidualne życie. Zgodne jest to zresztą z samą Ewangelią, głoszącą, że nie ma innego imienia danego ludziom, poprzez które moglibyśmy być zbawieni. Jednak to zbawienie, które może być dzisiaj udziałem wszystkich, nie byłoby przecież możliwe, gdyby Jezus nie był tym, kto pierwszy pokonał śmierć, będącą konsekwencją naszego grzechu.III
Chrześcijaństwo to także gotowość ponoszenia cierpienia za prawdę. Święty Paweł, mówiąc o czekającej go męczeńskiej śmierci, której bynajmniej nie starał się uniknąć, widział w niej jedynie ukoronowanie swojego życia: ,,Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk”. Chrystus wziął na siebie ludzki grzech. W tym sensie nie oczekuje się podobnej ofiary od każdego człowieka. Także poświęcenie Apostołów i ojców Kościoła było konieczne, ponieważ stanowiło uwiarygodnienie Dobrej Nowiny. Stąd my dzisiaj wierzymy, że pozostawili nam oni tak wiarygodne świadectwo swego nawrócenia i wiary. Ewangeliści i Apostołowie to herosi współczesnego świata. Czy nie jesteśmy na tyle mądrzy, aby rozumieć, że w ich działalności chodziło o coś więcej niż tylko nadanie znaczenia jakiejś ludzkiej mądrości?
To, co nas uderza w życiorysach Apostołów, to ich zdecydowana świadomość, że głoszą światu królestwo Boże, że Ewangelia to prawda, która zbawia. Nie tylko w pełni przyjęli oni nową naukę, lecz także byli gotowi naśladować Chrystusa nawet w Jego męczeństwie. Godzili się nawet na śmierć, wiedząc, że chodzi o życie wieczne. Oczywiście w naszych realiach, mając za sobą dwa tysiące lat tradycji i w warunkach istnienia Kościoła powszechnego, ta potrzeba głoszenia Słowa Bożego nie dotyczy nas w równym stopniu. Działalność misyjna, chociaż jest nadal potrzebna, schodzi na dalszy plan w obliczu faktu, że to w samej Europie coraz więcej ludzi potrzebuje nawrócenia. Zobowiązaniem, które pozostaje bez względu na czas, jest oddanie się Bogu i życie zgodne z nauczaniem Chrystusa.
Królestwo Boże zaczyna się już na ziemi. Dlatego myśl o dążeniu do świętości, na ile tylko potrafimy, nie jest czymś, co moglibyśmy odłożyć na bok. Deklaruję się jako człowiek religijny, a nawet gotowy jestem do przyjęcia wynikających z tej wiary obowiązków – uczestniczę w życiu Kościoła, nie uchylam się od okazywania w pewnych sytuacjach czynnej pomocy potrzebującym. Ale wiara w rozumieniu żywej relacji z Bogiem jest dla mnie tylko wiedzą o czymś, czego doświadczają inni. Wierzę w zmartwychwstanie Chrystusa, przyjmuję bez sprzeciwu dogmaty i prawdy wiary Kościoła katolickiego. Ale sam Chrystus jest dla mnie kimś nieznanym. Wierzę, że ma On moc, aby mnie zbawić, ale w moim stosunku do Niego nie ma pełnego zawierzenia. Z podobnym dystansem zresztą patrzymy na całą historię Kościoła. Chrześcijaństwo to dla nas wiedza o zbawczym planie, który ma dać wszystkim ludziom życie wieczne. Ale przecież nie ma w tym automatyzmu. Chrystus mówił, że przyszedł, aby zgromadzić owczarnię. Nie wszyscy jednak są powołani. Pojednanie z Bogiem nie ma dokonywać się przez sam fakt, że rodzimy się po Chrystusie, nawet nie przez sam chrzest. Z pewnością nie dostąpimy zbawienia bez czegoś, co nazywamy duchową walką. Ale to ja mam być tym, kto walczy. Walczy z własną niską naturą, wszelkimi złymi skłonnościami, egoizmem. Tarczą ma być nasza wiara, mieczem Słowo Boże. Pasem i pancerzem – prawda i sprawiedliwość.
Chcemy być chrześcijanami bez darów Ducha Świętego. Ale to tylko pokazuje, jak niedojrzale rozumiemy kwestie wiary. Z przejęciem czytamy o gorliwej działalności Apostołów, o podróżach, jakie z narażeniem życia odbywał święty Paweł. Dowiadujemy się o dokonywanych przez nich cudach, nadzwyczajnych okolicznościach, jakie towarzyszyły ich misyjnej działalności. W życiorysach tych wielkich postaci dostrzegamy tylko rzeczy niezwykłe. Jednak życie tych ludzi, zanim spotkali w swym życiu Chrystusa, toczyło się na gruncie prozaicznej rzeczywistości. Byli to zwyczajni ludzie, tacy jak my. Nie byli oni niezwykli ani z racji urodzenia, ani swoich przymiotów, sami nie posiadali żadnych wyróżniających ich zdolności ani osiągnięć. W żadnej dziedzinie nie wybijali się ponad przeciętność. Jedyną niezwykłością, jaka ich spotkała, było nawrócenie. Pamiętamy o tych ludziach ze względu na ich wiarę. Ich jedyne osiągnięcie to świadectwo wiary zawierające w sobie tak wielki ładunek prawdy, że wywiera ono wpływ na ludzi aż po czasy współczesne.
Swoje listy św. Paweł kierował do Rzymian, do Koryntian, Tesaloniczan, ale czytając je dzisiaj, to my czujemy się ich adresatem. Są to listy pisane do nas, mieszkańców współczesnych miast. Nie znajdziemy żadnych innych tekstów z czasów starożytnych, których treść pozostałaby tak żywa i aktualna. Znaczenie Ewangelii nie tkwi w jej literackich i historycznych wartościach, ale w samym przesłaniu. Mówi się o Słowie Życia. Istotnie tak właśnie jest. Nigdzie indziej życie ludzkie nie zostało głębiej i w bardziej bezpośredni sposób uchwycone. Poprzez Chrystusa Bóg wypowiedział się w sposób najpełniejszy i doskonały.