-
nowość
Potęga malarskiej przysięgi - ebook
Potęga malarskiej przysięgi - ebook
Wkroczenie do obrazów ma swoją cenę. Czas za ten dar zapłacić.
Bal malarzy, zorganizowany na cześć dziedziców wielkich artystów, skończył się chaosem. Wszystko za sprawą niespodziewanego ujawnienia się rodu da Vincich, uznawanego do tej pory za wymarły, a także szokującej wiadomości, że głowa rodziny van Goghów została znaleziona martwa.
W obliczu nadchodzących zmian każdy ze spadkobierców musi się zmierzyć z własnymi demonami: zdradą, nieoczekiwanym uczuciem czy koniecznością odkrycia sekretów najbliższych.
Największa tajemnica dotyczy jednak potęgi ich dziedzictwa, czyli możliwości wchodzenia do obrazów dzięki specjalnym klejnotom. Serafina i jej sprzymierzeńcy nie są jedynymi, którzy pragną rozwikłać tę zagadkę. Lecz najpierw przyjdzie im stawić czoła potężnym wrogom. Ale żeby móc to zrobić, muszą sobie nawzajem na nowo zaufać oraz zacząć współpracować z tymi, którzy przez lata ukrywali się przed całym światem.
| Kategoria: | Young Adult |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68473-66-7 |
| Rozmiar pliku: | 2,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Serafina van Gogh należy do jednego z czterech malarskich rodów, które dzięki tajemniczym klejnotom mogą przenikać do obrazów swoich protoplastów. Pozostałe rodziny obdarzone taką zdolnością to Dalí, Monet i da Vinci, jednak klejnoty tej ostatniej zostały zniszczone, a jej przedstawiciele zginęli w tajemniczych okolicznościach.
Kiedy do opinii publicznej dociera wieść, że skradziono skarb van Gogha, Serafina musi się stawić na spotkaniu z Radą Kultury – organem kontrolującym działalność rodów. W obliczu lekceważenia przestępstwa zarówno przez Radę, jak i dziadka dziewczyny, ta przerażona postanawia działać na własną rękę i sama znaleźć złodziei. Wspierają ją asystent głowy ich rodziny Daan, dawny przyjaciel i pozbawiony uczuć perfekcjonista Gabriel Monet oraz szukający zemsty na impresjonistach ekscentryk Alvaro Dalí. Ten szalony chłopak po opanowaniu zdolności przenikania do obrazów zyskał również dodatkowe moce, które pozwalają mu odkrywać tajemnice ludzi uwiecznionych na fotografiach. Na podstawie jednego z takich przesłuchań podejrzenia młodych dziedziców koncentrują się na Adele, zastępczyni dyrektora Rady Kultury.
Serafina otrzymuje wsparcie także od swojego przyjaciela Aarona oraz od Colette, młodszej siostry Gabriela, choć ta własną impulsywnością komplikuje współpracę, więc okradziona spadkobierczyni stara się trzymać ją na dystans. Daan natomiast odkrywa w gabinecie Milana, swojego pracodawcy, tajemnicze dokumenty i symbol człowieka witruwiańskiego, co sugeruje powiązania sprawy z rodem da Vincich.
Miesiąc po kradzieży klejnotów śledztwo stoi w martwym punkcie. Daan i Gabriel udają się do Amsterdamu, gdzie odkrywają, że złodzieje wynajęci do kradzieży obrazów mieli jedynie wykonać zlecenie, a za całą akcją stoi ktoś z kontaktami w Radzie Kultury. W tym czasie Colette na polecenie dziadka śledzi dziedziczkę van Gogha, ale szybko zostaje zdemaskowana.
Serafina w ramach zajęć na studiach dostaje szansę zaprojektowania strojów na bal malarzy – elitarną uroczystość organizowaną w okresie Bożego Narodzenia po to, by świętować fakt, że dzięki klejnotom magia istnieje na świecie. Ma stworzyć suknię dla Mariposy, niepełnosprawnej dziewczyny związanej z firmą Christiana Requema. Serafina zwraca uwagę na logo działalności mężczyzny zawierające symbol człowieka witruwiańskiego, co budzi jej niepokój. Ta i inne okoliczności sprawiają, iż bohaterowie coraz bardziej zaczynają podejrzewać, że kradzież musi być powiązana z rodem da Vincich. W międzyczasie Gabriel odkrywa, że padł ofiarą klątwy obrazów, która odbiera mu zdolność do odczuwania emocji. Dziedziczka van Gogha obiecuje mężczyźnie pomoc w pokonaniu tego przekleństwa.
W Boże Narodzenie Serafina i Daan otrzymują od seniora swojej rodziny tajemnicze podarki – listy, zaszyfrowany dziennik oraz pendrive z filmikiem, który mają opublikować podczas balu. Z zapisków wynika, że mogą istnieć inne rody obdarzone umiejętnością przenikania do obrazów.
Już w trakcie imprezy Serafina odkrywa, że Aaron współpracuje z Christianem, a chłopak przyznaje, że to on odpowiada za kradzież. Chwilę później właściciel firmy ujawnia, że jest członkiem rodu da Vincich, i ogłasza się wybawcą, który nie tylko prowadzi eksperymenty mające na celu poznanie sekretów klejnotów, lecz także wzywa do obalenia Rady Kultury, aby rody nie były już kontrolowane.
Przez to całe zamieszanie filmik dziadka Serafiny nie zostaje opublikowany. Zamiast tego bal przerywa wiadomość, że we francuskiej rezydencji policja znalazła martwego Milana van Gogha.PROLOG
Monet
Colette szła za chłopcem, niemal biegła, ponieważ Jean szybko podskakiwał, co stanowiło ogromny kontrast w porównaniu ze spokojnym krokiem jego nowej, bosej towarzyszki. Matka za to – piękna kobieta z parasolem, którego ani na chwilę nie złożyła – obserwowała ich uważnie. Syn pomachał do niej, a ona skinęła mu głową.
Colette zagapiła się na nią i na ten niedokładnie namalowany parasol – dynamiczny, a zarazem lekki. Kiedy przyjrzała mu się dokładniej, zauważyła, że na powierzchni przedmiotu widoczne były ślady krótkich pociągnięć pędzla.
O mało się nie przewróciła.
– Uważaj, panienko – powiedział chłopiec. – Jesteśmy już prawie na miejscu.
Zbliżali się do niewielkiej, ale uroczej chatki o spadzistym dachu. Dziewczyna nigdy w życiu nie sądziła, że znajdzie się w takiej abstrakcyjnej sytuacji. Jak mogłaby w ogóle tak pomyśleć? Przebywanie w obrazie i proszenie o pomoc Jeana Moneta – martwej postaci – było niczym sen! I choć to na zewnątrz czyhało na nią niebezpieczeństwo, po raz pierwszy, odkąd pojawiła się na tej idyllicznej łące, poczuła strach.
– Dokąd mnie prowadzisz?
Namalowany chłopiec przekrzywił głowę, by zerknąć na Colette. Wyglądał na osiem lat, lecz jego spojrzenie przywodziło na myśl znacznie dojrzalszego mężczyznę.
– Prosiłaś o pomoc – przypomniał.
– Tak, ale… – Odchrząknęła. – Nie wiem, co robić. Nie mam pojęcia, dokąd mnie prowadzisz.
Nagle wszystko to, co zaszło przed wejściem do płótna, sprawiło, że zawirowało jej w głowie. Miała tak wiele pytań. Czuła się, jakby chodziła po linie, balansując między rzeczywistościami: w każdej z nich kryły się tajemnice, które budziły poważne obawy.
Jean dotknął jej dłoni. Jego dotyk był delikatny, a skóra – miękka. Chłopiec uśmiechnął się do Colette.
– On ci pomoże.
– On? – zapytała. – Czyli kto?
Gdy nie otrzymała odpowiedzi, stwierdziła, że już nie będzie zadawać pytań. Zda się na los i zaufa, że ten przyniesie pomyślne chwile, które jej pomogą.
Poszła przed siebie, a kiedy Jean popchnął skrzypiące drzwi chatki, do nozdrzy dziewczyny dotarł zapach kwiatów zmieszany z innym, gorszym aromatem.
Weszła do środka i ujrzała siedzącego przed oknem mężczyznę. Światło z zewnątrz oświetlało jego twarz oraz dym papierosowy, który otaczał go jak kokon. Nieznajomy po raz kolejny zaciągnął się fajką, zanim spojrzał na przybyłą.
– W końcu mogę cię poznać, Colette – oznajmił, a usta mu drgnęły. – Musisz być bardzo zagubiona.
Dziewczyna aż przytrzymała się ściany, gdy zrozumiała, z kim ma do czynienia.
– Jesteś…
Mężczyzna przeniósł wzrok z powrotem na łąkę, widoczną za oknem.
– Claude Monet – potwierdził. – Nareszcie się spotykamy.CZĘŚĆ I
SURREALIZM
Organizowana przez Radę Kultury bożonarodzeniowa impreza, szerzej znana jako bal malarzy, to jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń kalendarza kulturalnego! Co roku świat sztuki z niecierpliwością spogląda w przyszłość i zadaje sobie pytanie: co przyniesie nowy rok? Tym razem jednak nikt, absolutnie nikt, nie mógł przewidzieć nadchodzącej rewolucji! Da Vinci powrócili! Jak ich pojawienie się wpłynie na naszą rzeczywistość? Cóż, pozostaje nam czekać, aż sztuka napisze swój kolejny fascynujący rozdział, tym razem z dziedzicami geniusza renesansu!
Fragment artykułu Laury West na łamach magazynu „London News”1
Van Gogh
Chaos miał wiele twarzy: szaleństwo, trwogę, paraliżującą bezsilność. Można by go zobrazować w każdy istniejący sposób, jednak dla Serafiny to właśnie tegoroczny bal malarzy stał się idealnym przykładem oblicza tego słowa.
Wpatrywała się w scenę jak zaczarowana. Ledwo słyszała kakofonię okrzyków oburzenia i pełnych zdenerwowania dialogów. Zastanawiała się, co Christian mówi mężczyznom zakrywającym obrazy van Gogha, którego była dziedziczką. Następczynią wybraną przez już martwego dziadka.
Martwego. Dziadka.
Na ekranie nadal widnieli ratownicy pchający nosze z przykrytym prześcieradłem ciałem i karetka. Policja zabezpieczała teren wokół.
Ktoś ją popchnął. Dziewczyna się zatoczyła, ale dzięki Gabrielowi nie upadła na podłogę. Mężczyzna trzymał ją mocno, a ona nadal wbijała wzrok w ekran. Dłoń zacisnęła w pięść. To była nowa rzeczywistość, którą od razu znienawidziła. Klejnoty van Gogha wróciły, lecz jakim kosztem?
Spojrzała w dół, z powrotem na Christiana. Choć nie znała mężczyzny długo, zawsze widziała go spokojnego, uśmiechniętego. Mającego wszystko pod kontrolą. Teraz, pomimo dzielącej ich odległości, zauważyła napięty wyraz jego twarzy.
Czy to było częścią planu mężczyzny?, zastanawiała się Serafina. Nie… Nie mógłby… Czy to on pozbył się Milana van Gogha? Traktował go jak zagrożenie? Nie. To nie miało sensu.
Nikt nie zdołałby udawać na tyle dobrze, by emanować takim szokiem jak członek zmartwychwstałego rodu. Poza tym ujawnienie tych wstrząsających wieści mu przeszkodziło. Śmierć Milana, a przede wszystkim poinformowanie o niej zaraz po tym, jak odkryto kartę, że da Vinci zwracają obrazy rodowi Sery, zdawały się bezsensowne.
Da Vinci.
Ci, których uważano za martwych, byli żywi i planowali druzgocące zmiany. A może oni dzięki swojej erudycji dostrzegali sens w tym chaosie? Rozumieli coś, czego ona nie umiała pojąć.
Milan van Gogh został znaleziony martwy, powtórzyła po raz kolejny w myślach. Przed oczami pojawiły jej się mroczki. Pragnęła zobaczyć ciało. Cofnąć czas, pożegnać się z dziadkiem. Chwila! Przecież miała listy od niego. Ponadto chciał coś ogłosić na balu. Co takiego?
Dobrze pamiętała tajemniczą historię Vincenta van Gogha. Zmarł od strzału z pistoletu. Mówiono, że popełnił samobójstwo, chociaż niektórzy badacze twierdzili inaczej. Sekret jego śmierci był zawsze najciekawszy i niemal na każdej konferencji pytano członków rodu van Goghów o opinię na ten temat.
Bezskutecznie.
Czy Milan miał się stać kolejną nierozwiązaną zagadką? Czy właśnie to była jego wiadomość? Śmierć?
– Co się dzieje? – zapytała Serafina, choć nie oczekiwała odpowiedzi.
Kilka osób odwróciło się w stronę dziewczyny i przeszyło ją oceniającymi spojrzeniami. Kobiety w drogich rękawiczkach zasłaniały usta na jej widok i szeptały coś swoim przyjaciołom. Niektórzy z ciekawością obserwowali, co robi, jak reaguje na wieść o śmierci głowy rodu. O dziwo, Serafina zachowała względny spokój.
Gabriel chwycił ją za dłoń.
– Musimy stąd wyjść.
Wnuczka Milana nie potrafiła się jednak ruszyć. Dziadek nie żył. Już nigdy nie wyjawi tajemnic malarstwa. Wszystko miało się zmienić.
Monet stanął przed nią, położył dłonie na jej ramionach i ścisnął delikatnie.
– Serafino – powiedział cicho, patrząc wstrząśniętej dziewczynie w oczy swoimi zimnymi niebieskimi tęczówkami.
– Milan van Gogh jest… – Poczuła na języku nieprzyjemny posmak. Głos łamał jej się coraz bardziej z każdym kolejnym słowem. – On nie żyje.
Gabriel ostatecznie tego nie skomentował, ale otwierał i zamykał usta, jakby szybko zmieniał w głowie odpowiedź. Po raz pierwszy nie wiedział, co powiedzieć. Mimo wszystko jego twarz pozostawała bez wyrazu. Przez chwilę patrzyli na siebie, aż ciszę przerwał komunikat z głośników:
– Prosimy się kierować do drzwi ewakuacyjnych. Należy opuścić teren Galerii Narodowej.
Rozmowy stawały się coraz głośniejsze, aż w końcu przeszły w pełne oburzenia okrzyki.
– Co się dzieje?!
– Żądamy wyjaśnień!
– Czy to jakiś żart?!
Serafina zadrżała. Patrzyła dookoła. Już nigdzie nie widziała ludzi w maskach. Gdzie się podziali? A Aaron? Żółć podeszła jej do gardła na wspomnienie zdradzieckiego przyjaciela.
Gabriel zdjął marynarkę i okrył nią drżącą sojuszniczkę. Próbował zasłonić dziewczynę przed natrętnymi spojrzeniami. Przyciągnął ją do siebie i razem zaczęli się przeciskać w kierunku wyjścia.
Serafina usłyszała huk, więc spojrzała po raz ostatni w stronę sceny. Obcy mężczyźni chwycili obrazy, których klejnoty błyszczały intensywniej, jakby ją przywoływały, by wyrwała je z rąk złodziei. Ale ci znikali już z nimi gdzieś za podwyższeniem, co sprawiło, że serce dziewczyny stanęło na moment.
– Gabrielu, a co z płótnami? – zapytała.
Chłopak również spojrzał przez ramię. Za kurtynę wbiegał właśnie zdenerwowany Christian.
– Nie mogę pozwolić, by klejnoty… – urwała i jęknęła, bo źle postawiła stopę. Przystanęła i szybko zdjęła szpilki, które następnie przycisnęła do piersi. Pokręciła głową. – Nie mogę znowu ich stracić.
Dziedzic nadal wpatrywał się w scenę. W końcu odetchnął głęboko i pociągnął Serafinę dalej w stronę wyjścia.
Z wielkim trudem zdołali prawie dotrzeć do drzwi przez tłoczących się gości i ochroniarzy pragnących znaleźć oraz ochronić swoich klientów.
– Gabrielu! – krzyknęła Serafina.
Ten oparł ją o ścianę i położył dłonie na chłodnej powierzchni, po obu stronach głowy sojuszniczki. Patrzyli na siebie, oddychając ciężko.
– Najważniejsze jest to, żebyśmy stąd wyszli – powiedział spokojnie, co nie pasowało do panującego wokół chaosu. Samo to, że tak stali, było ryzykowne i można nawet rzec, nieodpowiedzialne. – Wiemy, kto jest sprawcą, więc prędzej czy później dopilnujemy, by klejnoty do ciebie wróciły.
Dziewczyna przymknęła powieki. Miał rację, a jednak jej serce nie chciało go słuchać. Ten bal powinien był sprawić, że tajemnice się rozwiążą. Tymczasem wszystko skomplikował.
– Ufasz mi? – zapytał Gabriel.
Serafina otworzyła oczy. Kilka dni temu powiedziałaby, że tak. Teraz nie potrafiła wydusić tego słowa. Chłopak jednak nie czekał na odpowiedź. Wciągnął ją z powrotem w tłum zmierzający do wyjścia, które z każdym krokiem było coraz bliżej.
– Uwaga! – krzyknął ktoś nagle.
Dziewczyna nie zdążyła się nawet odwrócić. Wpadła głębiej w objęcia Gabriela, który szybko zrobił unik, gdy ozdobna choinka upadła metr od nich. Krzyki stały się jeszcze głośniejsze.
– Musimy stąd wreszcie wyjść. Tu jest coraz niebezpieczniej – uznał towarzysz Sery.
Idąc, wciąż trzymała się blisko jego boku. Dopiero gdy wypadli na zewnątrz, ochroniarze otoczyli ich szczelnym kokonem.
Dziedziczka van Goghów mocniej opatuliła się marynarką. Na dworze panował chłód. Kiedy oddychała, z jej ust ulatywały chmurki zimnego powietrza.
– Zaprowadźcie ją do samochodu – rozkazał Gabriel i cofnął się w kierunku wejścia do galerii.
Serafina zrobiła krok w jego stronę.
– A co z tobą?
Chłód przenikał jej stopy okryte jedynie cienkimi rajstopami. Chłopak zmarszczył brwi na ten widok.
– Muszę znaleźć Colette – odparł szybko. – Ukryj się w samochodzie i spróbuj skontaktować z Daanem.
Dziewczyna przytaknęła, więc Monet odwrócił się do ochroniarzy.
– Zawieźcie ją do hotelu. – Podał im adres, a kiedy skinęli głowami, dodał: – Jeśli spadnie jej włos z głowy, zwolnienie będzie waszym najmniejszym problemem, zrozumiano?
Mężczyźni potwierdzili, a Gabriel poświęcił kolejną sekundę, by rzucić okiem na dziewczynę. Gdy ruszył z powrotem do galerii, Serafina miała ochotę pobiec za nim, ale powstrzymali ją pracownicy.
– Proszę iść za nami.
Nie zamierzała się kłócić. Gabriel sobie poradzi, prawda? Odnajdzie siostrę i rozwiążą wszystkie zagadki, by ich życie wróciło do normalności. Wiedzą już, kto jest sprawcą. Odzyskają klejnoty. Obecnie musieli się skupić na tym, co tu i teraz.
Kiwnęła głową.
– Dziękuję.
Boso ruszyła do samochodu, a gdy już się w nim znalazła, szybko wyciągnęła telefon i wybrała numer Daana. Nie odebrał. Próbowała się skontaktować z Alvarem, ale też na próżno.
Nie mogła tak tu siedzieć! Jeśli jednak zniknie z auta, zaniepokoi zarówno ochroniarzy, jak i Gabriela. Mimo wszystko musiała działać. Kliknęła ikonkę kontaktów i skupiła wzrok na numerze Aarona. Zazgrzytała zębami.
– Ty podły zdrajco – warknęła i pod wpływem gniewu rzuciła telefonem, który spadł na podłogę.
Schyliła się po urządzenie i wtedy zobaczyła pod siedzeniem worek z trampkami. Przypomniała sobie, że poprosiła Daana, by go tu zostawił, tak na wszelki wypadek. W tamtym momencie uważała to za śmieszne, ale jak widać, czasem te najgłupsze pomysły okazują się najlepszymi. Wykorzystała chwilę, gdy ochroniarze próbowali poradzić sobie z tłumem wciąż uciekających ludzi i żądnych sensacji paparazzich. Szybko włożyła buty i chwyciła komórkę, z którą wybiegła z samochodu. Później będzie prosić o wybaczenie. Teraz musiała pomóc swoim sojusznikom.
Da Vinci
Po znokautowaniu technika Aaron schował pendrive do kieszeni. Zirytowany westchnął, kiedy w spodniach i bluzie obcego mężczyzny znalazł również banknoty będące częścią łapówek.
Wrócił do nieprzytomnego Daana. Wpatrywał się w jego nieruchomą sylwetkę, podczas gdy racjonalne myśli ustępowały miejsca coraz mocniejszym wulgaryzmom. Przejechał dłonią po włosach. To nie miało być częścią planu. Serafina już go nienawidziła, a on zamiast naprawiania relacji z nią, jeszcze ją pogarszał, stojąc nad jej nieprzytomnym przyjacielem, którego zły stan był jego winą. Przykucnął obok mężczyzny i obserwował unoszącą się klatkę piersiową. Wyciągnął telefon i drżącymi dłońmi wybrał numer alarmowy. Na szczęście mimo przebywania na poddaszu miał zasięg.
– Ratownictwo medyczne, słucham – rozległ się kobiecy głos po drugiej stronie linii.
– Wyślijcie karetkę do Galerii Narodowej w Londynie. Jest tutaj ranny, nieprzytomny – odpowiedział szybko.
– Czy oddycha?
Nadal zapatrzony w tors młodego asystenta van Goghów odparł:
– Tak.
– Już wysyłam pomoc. Czy pan też jest ranny?
Aaron nie zdążył dokończyć rozmowy, bo nagle rozbrzmiał głośny komunikat o ewakuacji budynku.
Kto włączył tę wiadomość? I dlaczego teraz? O nie! Plan wyraźnie całkowicie się posypał.
– Przyślijcie więcej ambulansów – rzucił, zanim się rozłączył.
Rozważał, co robić dalej. Miał unieruchomić Daana, aby ten nie przekazał wiadomości Milana światu. Aaron nie wiedział, o co dokładnie chodziło, ale według Christiana sekrety głowy rodu van Goghów musiały pozostać tajemnicą. Nie zamierzał się o to sprzeczać. Rozmyślał jednak nad tym, co takiego zaszło, że zarządzono natychmiastowe opuszczenie galerii.
Odruchowo spojrzał w stronę technika, który poruszył się z trudem i jęknął cicho.
Da radę sam, pomyślał Aaron, po czym chwycił Daana pod ramiona. Wiedział, że zejście po schodach z nieprzytomnym to fatalny pomysł, ale nie mógł sobie pozwolić na czekanie. Tym bardziej że sam musiał uciekać.
Opuszczenie poddasza okazało się o dziwo najłatwiejszą częścią, zwłaszcza że im dalej w kierunku głównych schodów, tym częściej natrafiał na ludzi próbujących się wydostać na zewnątrz. Każdy krok był wyzwaniem, a Daan ciążył mu coraz bardziej. Aaron czuł, jak pot spływa po jego plecach, kiedy w tłumie dostrzegł nagle znajomą postać. Los najwyraźniej stroił sobie z niego żarty. Przed nim bowiem stała Serafina. Z włosami w kompletnym nieładzie, ubrana w za dużą męską marynarkę – po której rozpoznaniu poczuł ucisk w sercu – i z trampkami zamiast eleganckich szpilek na nogach. Widok jej twarzy, pełnej złości i zmęczenia, był kolejnym ciosem.
– Co ci się stało? – zapytał odruchowo, choć nie miał do tego prawa.
Nie odpowiedziała. Oddychała ciężko, spojrzenie przeniosła na Daana.
– Co mu zrobiłeś? – warknęła. W jej głosie słychać było oskarżenie.
Poprawiając ułożenie rannego w swoich ramionach, Aaron wykonał krok w stronę dziewczyny.
– Jest nieprzytomny, ale zadzwoniłem po karetkę.
Patrząc na Serafinę, cieszył się, że wzrok tej nie może zabijać. W oczach dziewczyny dostrzegł wiele pytań, jednak ona nie zamierzała ich zadawać. Zamiast tego zbliżyła się i położyła rękę na policzku członka swojej rodziny.
– Jeśli coś mu się stanie… – zaczęła, lecz szybko urwała i chwyciła Daana z drugiej strony.
Aaron zauważył, że unika jego spojrzenia. Odebrał to jak kolejny cios, wiedział jednak, że sam sobie na to zasłużył.
Serafina delikatnie gładziła twarz adoptowanego członka rodu van Goghów.
– Daan, hej – szepnęła, lecz mężczyzna w ogóle nie kontaktował.
– Przenieśmy go bliżej wyjścia – wtrącił Aaron. – Ułatwimy medykom dostęp do niego.
Zawahała się, ale w końcu kiwnęła głową.
Razem zdołali przenieść Daana na niższy poziom, a potem – do głównego holu. Gdy dotarli do drzwi frontowych, usłyszeli syreny karetek i policyjnych radiowozów. Serafina przysiadła i położyła głowę Daana na swoich kolanach.
– Wyjdź na zewnątrz i pokieruj ratowników – nakazała chłodno Aaronowi. – Tyle jesteś mi winien.
Chłopak tylko przytaknął – nie znalazł słów, by odpowiedzieć – po czym pobiegł w stronę służb rozpoczynających triaż. Machnął do nich.
– Mamy nieprzytomnego! – zawołał.
Ratownicy ruszyli za nim. Młody mężczyzna nie przestawał się rozglądać na boki. Policja otoczyła budynek, tłum panikował, a chaos wciąż narastał. Gdy Aaron zbliżył się do pochylonej nad Daanem dziewczyny, coś w nim pękło.
To moja wina, pomyślał, odtwarzając w głowie spojrzenie i ostatnie słowa wypowiedziane przez poszkodowanego. Serafina nigdy mi tego nie wybaczy.
Telefon zawibrował mu w kieszeni, więc Aaron szybko sprawdził wiadomość.
Massimo
Potrzebuję twojej pomocy.
Nie tylko ty, prychnął, ale zaraz przyszedł kolejny SMS.
Massimo
Przygotowano samochód dla Mariposy. Jedź z nią, a my zajmiemy się resztą.
Aaron zacisnął dłonie na komórce, po czym spojrzał ostatni raz na Serafinę i Daana. Nie miał wyboru. Czas działał przeciwko niemu, a on musiał słuchać szefa. To był priorytet… W teorii. Odwrócił się i choć ciężar pendrive’a z wiadomością Milana przypominał kamień, ruszył na poszukiwania Mariposy.
Za sobą zostawiał bałagan, którego już nigdy nie będzie w stanie posprzątać.
Monet
Gabriel nie biegł, ale poruszał się szybko, stawiając długie kroki. Szedł między ludźmi, w przeciwnym kierunku niż oni, uważnie obserwując otoczenie. Odnosił wrażenie, że czas zwolnił, zwłaszcza że niemal wszyscy panikowali. W obliczu zagrożenia goście nie mieli już w sobie ani krzty elegancji, którą pragnęli pokazać na balu. Zamiast niej charakteryzowały ich zdenerwowanie i chęć jak najszybszego opuszczenia Galerii Narodowej w Londynie. Ta nie była największą na świecie, ale i tak łatwo się w niej zgubić. Kiedyś, jeszcze jako dziecko, zwiedzał ją wielokrotnie z Serafiną van Gogh. Dobrze znał ten budynek, jednak teraz, w tak ekstremalnej sytuacji, ten stał się dla niego obcy.
Przemierzał kolejne korytarze pełne dzieł sztuki, obrazów pokrywających ściany, aż w końcu dotarł do sali, w której nagle przeszedł go dreszcz. W piersi poczuł ucisk tak silny, że zatoczył się do tyłu. Musiał oprzeć dłoń o ścianę i wziąć kilka głębokich wdechów. Chwycił się za klatkę piersiową i wpatrzony w swoje, o dziwo, nadal błyszczące buty, rozważał, co właśnie zaszło.
Uniósł głowę i zerknął na obrazy. Zacisnął pięść i przykucnął. Przebywał w pomieszczeniu poświęconemu jego mistrzowi – Claude’owi Monetowi. Może to jego płótna wywołały to dziwne wrażenie? Chociaż zawsze czuł się nieswojo przy dziełach sztuki, nigdy wcześniej nie towarzyszyła temu taka reakcja.
Przejechał dłonią po włosach. Rozpiął kilka górnych guzików koszuli, jakby to mogło odepchnąć niepokojący atak, ale dudniące wciąż serce nadal tłumiło osąd mężczyzny. Niemniej nawet osłabiony nie przeoczył pustej przestrzeni między obrazami. Przez chwilę patrzył na to miejsce, próbując odtworzyć w pamięci, co tam wisiało. Maki? Taras nad morzem w Saint Adresse? Nie. To nie to. Nie potrafił sobie przypomnieć, którego obrazu brakuje. Ważniejsze jednak było to, że ktoś go ukradł! Ta zbrodnia nie mogła zostać wybaczona! To następny poważny problem, porównywalny z tym, że nadal nie znalazł Colette.
Po raz kolejny poczuł ucisk w piersi – podobny, ale równocześnie inny od tego, który po wejściu do sali stłumił jego racjonalne myślenie. Tym razem ciało alarmowało, by uciekał. Czy to strach? Nie, przecież Gabriel nie odczuwał emocji! A jednak jakie mogło być inne wyjaśnienie?
Nagle przypomniał sobie pogrzeb rodziców. Wspomnienie zdawało się wyraźne, jakby to wszystko zaszło wczoraj, a nie gdy był małym chłopcem.
Stał wtedy przed trumną – wyprostowany, z kamienną twarzą. Nie chciał płakać, tylko zrozumieć, dlaczego Bóg odebrał mu rodziców, którzy na każdym kroku się do niego uśmiechali. Czemu akurat oni zginęli w wypadku samochodowym? Dobrzy ludzie, którzy zawinili jedynie tym, że znaleźli się w złym miejscu i w złym czasie. Obok Gabriela stała Colette, jego zupełne przeciwieństwo. Drobna mała dziewczynka ściskająca brata za rękę i szlochająca tak głośno, że wszyscy wokół zaczęli szeptać. Wtedy poczuł coś podobnego jak teraz: szybsze bicie serca, ból tłumiący myśli.
Strach.
Bał się i zamiast pocieszyć siostrę, jedynie ścisnął jej dłoń i spojrzał w stronę dziadka, który uniósł brew na widok zapłakanej wnuczki. Ona potrzebowała matki i ojca, a miała już tylko nieczułego brata i dziadka.
Gabriel powrócił myślami z tego wspomnienia. Już nigdy więcej nie zawiedzie Colette, obiecał sobie. Musiał ją znaleźć. Razem odzyskają obraz Moneta.
Szedł przez kolejne pomieszczenia, a z każdym krokiem ból w klatce piersiowej ustępował. Gdy natknął się na ochroniarza, znów nie czuł już niczego.
Umięśniony mężczyzna od razu rozpoznał ważnego gościa.
– Panie Monet – zaczął i podszedł do chłopaka. – Musi pan opuścić budynek.
Gabriel spojrzał na niego, zachowując neutralny wyraz twarzy, ochroniarz odruchowo się wyprostował. W tym samym momencie dziedzic impresjonisty ponownie poczuł ucisk w piersi, jakby ktoś wewnątrz niego nagle go oziębił. Odetchnął głęboko, drżąco.
– Dobrze się pan czuje? – zapytał ochroniarz.
– Moja siostra – powiedział Gabriel, lekceważąc pytanie. Najważniejsza była dla niego Colette, zwłaszcza że Serafina siedziała już bezpiecznie w samochodzie. – Nie potrafię jej znaleźć.
Pracownik przyłożył dwa palce do słuchawki przy uchu i coś wymamrotał. Gabriel się zastanawiał, czy ktoś po drugiej stronie zrozumiał, o co chodzi, skoro on nie był w stanie. Urządzenie zajaśniało delikatnym blaskiem.
– Ochroniarze przeszukują teren – oznajmił mężczyzna, po czym dodał: – Wszyscy już opuścili budynek.
Gabriel zamrugał szybko.
– Jest pan pewien, że moja siostra wyszła na zewnątrz? – Zrobił krok w jego stronę, a potem drugi. – Mógłby pan przyrzec, że nie ma jej już w galerii?
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż w końcu ochroniarz odwrócił spojrzenie.
– Spytam innych – powiedział pokonany i ponownie dotknął słuchawki. – Poszukiwana Colette Monet. Gość specjalny. Proszę o informację, czy została ewakuowana – zażądał, po czym podał jej rysopis.
Gabrielowi zakręciło się w głowie. Zamknął na moment oczy.
Niech siostra będzie bezpieczna, pomyślał.
A jeśli ktoś z rodu da Vincich ją skrzywdził, znajdzie ich i sprawi, że będą długo cierpieć.
– Proszę iść za mną.
Czyżby?, chciał zapytać Gabriel, ale zamiast tego wziął głęboki oddech i ruszył za ochroniarzem. Próbował zapanować nad zawrotami głowy, gdy nerwowo rozglądał się po galerii.
Umysł podpowiadał, że Colette pewnie uciekła na zewnątrz i teraz sama go wygląda. Prawdopodobnie tupała nogą na ochroniarzy, którzy uniemożliwili jej poszukiwania. Niestety czarne wizje i tak go nie opuszczały. Sięgnął więc po telefon i spróbował do niej zadzwonić, jednak połączenie nie zostało zrealizowane. To nie musiało jeszcze nic znaczyć – mogła mieć rozładowaną komórkę albo siedzieć już z Serafiną w samochodzie. Mimo to Gabriel snuł coraz gorsze scenariusze.
Kiedy wyszedł na zewnątrz, chłodne powietrze go orzeźwiło. Zobaczył karetkę i stojącą obok niej Serafinę.
Oczywiście, że wysiadła z auta, pomyślał ironicznie.
Chciał do niej podbiec, ale zamiast tego, ciągle wpatrzony w sojuszniczkę, a zarazem przyjaciółkę, zapytał ochroniarza:
– I co z moją siostrą?
Przez kilka kolejnych sekund wciąż obserwował Serafinę. Jeszcze nigdy nie widział na twarzy dziewczyny tak wyraźnej troski. I to przy ludziach.
Mężczyzna milczał, więc Gabriel odwrócił wzrok i zerknął na ochroniarza. Ten pobladł i w końcu odpowiedział na jego pytanie:
– Nigdzie jej nie ma, sir.