-
nowość
-
promocja
Powiedz tak życiu - ebook
Powiedz tak życiu - ebook
ODWAŻ SIĘ ZMIENIAĆ!
Czy czujesz, że codzienność zamiast dawać siłę coraz częściej Ci ją odbiera?
Czy zmagasz się z cierpieniem, poczuciem pustki albo brakiem sensu?
Czy chcesz odnaleźć wewnętrzną równowagę, ale nie wiesz, od czego zacząć?
Ta książka odpowiada na te pytania z uważnością, spokojem i mądrością. Pokazuje, jak nie uciekać od trudnych doświadczeń, lecz przekuć je w źródło wewnętrznej siły.
Dzięki temu poradnikowi dowiesz się:
- jak zaakceptować własne emocje i doświadczenia – nawet te bolesne,
- jak odnaleźć sens w codziennych trudnościach,
- jak budować wewnętrzną odporność i spokój,
- jak krok po kroku wzmacniać swoje życie i podejmować świadome wybory.
Pozwól sobie na prawdziwą przemianę. To książka, która inspiruje, dodaje odwagi i pokazuje, że nawet w trudnych chwilach można odnaleźć siłę i radość.
PRZESTAŃ CZEKAĆ – DZIAŁAJ TERAZ!
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-11-18741-2 |
| Rozmiar pliku: | 1,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
_Wszystkim tym, przez których gdzieś, kiedyś, w jakiś sposób poczułem się zraniony, co oznacza, że byli dla mnie ważni._
_Ze szczerym pragnieniem, aby znaleźli światło i ciepło w swoich sercach._
_Moim braciom, a także dobrym przyjaciołom, których spotkałem na swojej drodze. Dzięki nim moje radości (i ich radości) mnożą się, a moje smutki (i ich smutki) dzielą się między nas._
_Wewnętrznemu dziecku, radosnemu, otwartemu, żywemu i ufnemu, które nadal żyje w każdym z nas, pomimo wszystkich przeciwności losu._ŻYCIE CZASAMI BOLI (WSTĘP)
Życie czasami boli (wstęp)
Ból jest ceną, jaką płacimy za życie.
Harold Kushner
Oto czym jest świat – wyjawił – mnóstwem ludzi, oceanem małych płomieni. Każda osoba świeci własnym światłem pośród wielu innych. Nie ma dwóch identycznych płomieni. Są płomienie duże i małe, płomienie wszystkich kolorów. Niektórzy ludzie płoną spokojnym ogniem, nie zwracając uwagi na wiatr, a inni ogniem szalonym, wypełniającym powietrze iskrami. Niektóre płomienie, niepozorne, ledwie płoną, ale inne płoną z taką pasją, że nie sposób na nie patrzeć bez mrugnięcia okiem, a każdy, kto się do nich zbliży, rozpala się ich żarem.
Tą piękną metaforą Eduardo Galeano podsumowuje kondycję ludzką w _El libro de los abrazos_ (Księdze uścisków): jesteśmy płomykami; świat jest morzem płomieni. Płoniemy w ogniu życia i serca, każdy na swój własny sposób, własnym blaskiem, historią, rodziną, okolicznościami, osobistym blaskiem i własnymi cieniami.
Płomień życia, który tli się w każdym człowieku, jest płomieniem odwiecznym, przekazywanym z pokolenia na pokolenie przez rodziców. Są oni źródłem dwóch zalążków, które z kolei tworzą coś trzeciego: jak dwa kawałki drewna, które ocierając się o siebie, rozpalają ogień i oddają życie swojej iskrze, pasji, ruchowi, sile, radości, smutkowi, lojalności, zdradom i tysiącom innych rzeczy. Innymi słowy, swojej własnej podróży. To nieuniknione, że ten mały płomień czasami zapłonie i będzie płonął, olśniewając świat, a czasami zgaśnie, targany wichrami lub niepokojony delikatną bryzą. Nieuniknione jest nawet to, że czasami będzie sprawiał wrażenie słabnącego lub gasnącego.
Metafora ognia jako symbolu życia i ciepła emanującego z jego wnętrza nie jest nowa. Inne opisy przedstawiają je jako świecę, która topi się nieubłaganie, a czas jej spalania i gaśnięcia płomienia jest mniej lub bardziej zaprogramowany i zależy od jakości wosku, otaczającego środowiska, a zwłaszcza powietrza. Według mitologii Parki pracują niestrudzenie w swoim ogromnym spiżowym pałacu, na którego ścianach ludzkie losy zapisywane są nieusuwalnymi literami. Ściany owe, niczym grobowiec, kryją miliardy świec, i za każdym razem, gdy jedna z nich gaśnie, ktoś umiera gdzieś, tutaj na ziemi, blisko lub daleko…
Płomień, który tli się w każdym z nas, to energia, która rozprzestrzenia się i ogrzewa, kiedy doświadczamy radosnego, szczęśliwego i pełnego zachwytu śpiewu życia, a kurczy się i stygnie, kiedy odczuwamy ból, traumę, niepokój i stratę. Naprzemienne rozprzestrzenianie się i kurczenie tworzą instynktowne bicie serca, które ożywia każdego człowieka, każdą żywą istotę, cały wszechświat. Śmiech podczas ekspansji i płacz podczas kurczenia się. Znajduje to odzwierciedlenie w emocjonalnym i poetyckim tekście Violety Parry, który poznałem dzięki wspaniałej wersji śpiewanej przez Mercedes Sosa:
_Dziękuję życiu, które dało mi tak wiele,_
_dało mi śmiech i dało mi płacz,_
_dzięki czemu odróżniam radość od smutku,_
_dwa elementy, które tworzą moją pieśń_
_i waszą pieśń, która jest tą samą pieśnią._
Śpiewajmy więc, wznieśmy nasze głosy, zaintonujmy pieśń, która podsyca płomień, bez względu na to, co się stanie, z godnością i miłością do życia. Przyjmijmy również łzy oraz ból i nauczmy się nimi zarządzać, przetrzymać je i je przyswajać. Niniejsza książka ma na celu właśnie omówienie sposobów radzenia sobie z nieuniknionymi trudnościami, stratami, niezadowoleniem i rozczarowaniami, których wszyscy doświadczamy w życiu, czyli po prostu z cierpieniem. Są to chwile lub okresy, w których płomień drży, słabnie. Wymagają od nas mądrości i egzystencjalnej wirtuozerii, dzięki którym możemy je przetrwać. Kiedy bowiem ogarniają nas smutek i żal, życie wydaje się schodzić na dalszy plan, a płomień, który nas napędzał, gaśnie coraz szybciej. Wówczas jesteśmy jak ogień, który płonie bez harmonii, udręczony, cierpiący. Czasami chorujemy. Cierpimy. A jeśli nie potrafimy odpowiednio sobie z tym poradzić, to sprawiamy cierpienie życiu, które cierpi i niepokoi się tym, że nie potrafimy przyjąć go takim, jakim jest.
Życie czasami sprawia nam ból. Takie proste i jednoznaczne stwierdzenie zawiera pierwsza szlachetna prawda Buddy zawarta w jego kazaniu wygłoszonym w Benaresie. I wszyscy doświadczamy go w podobny sposób, choć manifestuje się on na różne sposoby; może być wynikiem braku miłości innych lub miłości własnej – co stanowi być może jedną z największych psychicznych plag współczesnego świata. Brak prawdziwej miłości własnej może ujawniać się przez porzucanie, zdradę, niespełnione oczekiwania, niepodjęte ryzyko, niepodjęte działania, śmierć i straty, przemoc i niesprawiedliwość różnego rodzaju, poczucie winy, oszustwa, choroby oraz zdarzenia, których nie chcemy, takie jak te:
„Straciłam matkę, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką. Bardzo często odczuwam samotność i tęsknotę, pustkę, której nic nie jest w stanie wypełnić”.
„Nie potrafię znaleźć swojej drogi zawodowej ani utrzymać się finansowo. Czuję się niedoceniana, wykluczona z kręgu sukcesu i wstydzę się prosić rodziców o pomoc w wieku czterdziestu lat”.
„Spędzam życie w nieodpowiedniej pracy, robiąc coś, co mi się nie podoba, i z nieodpowiednim mężczyzną, którego przestałam kochać”.
„Mój mąż właśnie mnie zostawił po trzydziestu pięciu latach małżeństwa. Nie spodziewałam się tego. Powiedział mi wprost, że zakochał się w innej, bardzo młodej kobiecie, i odszedł”.
„Nie mogę zajść w ciążę. To już ósma próba! Zaczyna do mnie docierać, że nigdy nie będę matką”.
„Mój syn ma problemy w szkole i zachowuje się bardzo agresywnie”.
„Nie miałem odwagi, aby podążać za kobietą, którą kochałem, a teraz jest już za późno”.
„Porzuciłem rzeźbiarstwo i stałem się kimś, kto odniósł sukces finansowy, ale nic nie może się równać z przyjemnością, jaką sprawiało mi kształtowanie przedmiotów. A teraz, niestety, jest już za późno”.
„Zdiagnozowano u mnie białaczkę. Byłem zmęczony, więc dla pewności poszedłem do szpitala na badania i tam nagle usłyszałem diagnozę: białaczka szpikowa. W jednej chwili moje dotychczasowe życie legło w gruzach”.
„Partnerka źle mnie traktuje. Od dawna chcę się z nią rozstać, ale nie mam odwagi”.
„Nasz syn zginął potrącony przez pociąg w wieku trzynastu lat. Radość opuściła nas na zawsze”.
„Przez pewien czas brałem narkotyki i źle się prowadziłem, znęcałem się nad córkami fizycznie i emocjonalnie. Teraz przejrzałem na oczy, widzę to i chcę umrzeć”.
„Byliśmy bardzo podekscytowani podróżą na Daleki Wschód. Nigdy nie wyobrażaliśmy sobie, co nas spotka. Padliśmy ofiarą porwania, które sprawiło, że poczuliśmy się całkowicie bezradni i bezbronni. Baliśmy się, że nas zabiją. Na szczęście po tygodniu nas uwolniono, ale po tym wydarzeniu nie jesteśmy już tacy sami: nadal zmagamy się z depresją i stale towarzyszy nam poczucie niepewności”.
Ten zbiór przykładów ludzkiego cierpienia zaczerpnąłem z prawdziwych historii, które usłyszałem podczas mojej pracy psychoterapeutycznej. Kiedy my, profesjonaliści zajmujący się pomaganiem innym, pytamy ludzi, którzy do nas przychodzą, co sprawia im ból w życiu, ich odpowiedzi są w gruncie rzeczy podobne: niespełniona miłość, utracona lub zerwana więź, przemoc, której doświadczyli lub której byli świadkami, niezrealizowany projekt, nieprzyjęty dar lub miłość, przed którą tchórzliwie uciekli, pustka lub brak poczucia sensu itp. Wszystkie te kwestie dotyczą wielkich spraw, które pojawiają się w trakcie naszej życiowej podróży. Te, z którymi wszyscy w taki czy inny sposób musimy się zmierzyć i które można symbolicznie przedstawić poprzez seksualność, wrota i symbol wszelkiej kreatywności i ekspansji, oraz poprzez śmierć, która jest jednocześnie wrotami i symbolem wszelkiego zamknięcia i końca. Te wielkie kwestie omówimy szczegółowo w innym rozdziale.KRZYWE LINIE
Krzywe linie
Być może wszystko, co straszne, w swojej najgłębszej istocie jest jedynie czymś bezbronnym, co potrzebuje naszej miłości.
R.M. Rilke
Niektórzy przypisują św. Teresie słynne zdanie: „Bóg pisze prosto krzywymi liniami”. Krzywa linia odnosi się do bolesnych, niesprawiedliwych, okrutnych wydarzeń, które z ludzkiego punktu widzenia są niewątpliwie straszne. „Boże, dlaczego, dlaczego, dlaczego…?” Wiele razy słyszałem to bolesne, mroczne, gniewne lub przepełnione żalem „dlaczego?”, zwłaszcza od osób, którym towarzyszyłem podczas terapii, pogrążonych w czarnej otchłani rozpaczy i tęsknym poszukiwaniu nadziei. Straszne „dlaczego?”, bez odpowiedzi, instynktownie wznoszone do abstrakcyjnej idei, pełne wiary, że ktoś tam jest. Kierowane do idei eterycznego Boga zamieszkującego miejsce, w którym rozbrzmiewa odległe echo cudu istnienia, mitu, tajemnicy, transcendencji, tego, co niepojęte. Czy Bóg pisze krzywymi literami? Czy w ogóle pisze? Bez wątpienia różne rzeczy się zdarzają; rzeczywistość nie zawsze podporządkowuje się naszym pragnieniom. Wydaje się raczej, że Bóg pisze przypadkowym ołówkiem, pozbawionym uczuć, miłości, sprawiedliwości, a nawet sensu. Spinoza powiedział: „Przez rzeczywistość i doskonałość rozumiem to samo”, co jest trudne do zaakceptowania dla nas, zwykłych ludzi, którzy mają wystarczająco dużo na głowie, aby pogodzić się z codziennością.
Bóg nie powinien ani pasować do naszego wyobrażenia o Nim, ani też dopasowywać się do atrybutów, którymi chcemy Go obdarzyć; być może nie jest zbyt poruszony, gdy kierujemy do Niego modlitwy, ani też nie czuje się reprezentowany, gdy toczymy jedną lub tysiąc wojen w Jego imieniu. Boga nie znajdziemy na kartach Pisma Świętego, niezależnie od wyznania. Bardziej związane z Bogiem może być co najwyżej to natchnienie, którym takie księgi czasami emanują, wskazując, gdzie naprawdę mieszka boskość, coś, co wszyscy intuicyjnie możemy przeczuwać. „Litera zabija, ale duch ożywia” – mówi fragment Biblii, co oznacza, że nie w gramatyce, opowieściach czy zapisanych prawach znajdziemy życie duchowe.
Być może Bóg nie ma nic wspólnego z tym, co myślimy, nie da się go opisać ani ogarnąć umysłem. Być może Bóg jest po prostu tym, czym jest, tak jak życie jest po prostu życiem, tak jak wszystko jest tym, czym jest… Być może Spinoza ma rację i Bóg jest rzeczywistością samą w sobie, doskonałą w każdej chwili; lub doskonale niedoskonałą, opierającą się na sobie samej, bez krzywych linii, nawet jeśli czasami nam się takie wydaje, nawet jeśli czasami tak bardzo boli i może być odbierana jako tak niesprawiedliwa. Niektórzy twierdzą, że sprawiedliwość jest wytworem ludzkiego umysłu, a nie natury ani rzeczywistości. Jednakże człowiek i jego świat również zostały stworzone przez naturę i to właśnie natura zrodziła w nas pojęcie sprawiedliwości i doświadczenie tego, co słuszne.
Krzywe linie, zmartwienia, problemy, przeciwności losu. Kto ich szuka? Kto ich pragnie? Nie lubimy cierpieć, uciekamy od trudności, ból wydaje nam się wręcz niemoralny, ale z drugiej strony, w jakiś dziwny sposób, udaje się, że wszyscy potrzebujemy, aby jakiś aspekt lub fragment naszego życia szwankował w pewnych momentach, zmuszając nas do rozwoju. Komfortowe życie nas usypia. Mityczna podróż życia każdego człowieka wymaga przeszkód oraz ego, które od czasu do czasu pogrąża się wraz ze swoimi aspiracjami w bagnie przyszłości, tak abyśmy, wynurzając się z błota, stali się bardziej wolni i mądrzejsi. Musimy przeciskać się przez wąskie przejścia, doświadczać bodźców, przeżywać komplikacje, które nas motywują, zmuszają do działania i wyrywają z naszej strefy komfortu. Wymagają od nas pójścia w nieznane. Wsłuchujemy się w głos naszej wewnętrznej misji, aby zrealizować ją w świecie. Większość ludzi z łatwością dostrzega, iż przynajmniej jedna dziedzina ich życia jest złożona, trudna, frustrująca lub wymagająca: związek, rodzice, zdrowie, praca, pieniądze, dzieci, własny charakter, niektóre emocje. To nasze konie bojowe!
Doświadczanie trudności może więc być dla nas bardzo przydatne. Być może nie pragniemy ich, ale ich potrzebujemy. Przy odrobinie szczęścia sprawią, że staniemy się bardziej pokorni i ludzcy: osłabią nasze ego i nauczą nas, że w gruncie rzeczy nie jesteśmy tym, w co inwestujemy lub z czym się identyfikujemy. Kiedy nie łamią nas ani nie niszczą, sprawiają, że stajemy się silniejsi. Jak ujął to Nietzsche: „Co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Trudności zmuszają nas do uruchomienia zasobów, dojrzewania, rezygnacji ze starych postulatów, zmiany zdezaktualizowanych poglądów na świat lub na samych siebie. Wszystko przemija i bardzo często zostajemy zepchnięci ze starej kanapy, na której się usadowiliśmy, co stanowi niejako zaproszenie do wykonania kolejnego kroku naprzód. Witaj, życie!
Trudności motywują nas do tworzenia i działania. Kierują naszą energię ku przyszłości. Kiedy otaczająca nas rzeczywistość nam się nie podoba i pragniemy ją zmienić, pojawia się w nas nieodparta chęć do działania. Dobra energia zawsze kieruje się ku przyszłości, ku temu, co przynosi każda chwila. Natomiast kiedy grzęźniemy w tym, co nas boli, nasza energia kieruje się ku przeszłości, a wtedy problemy przestają być twórcze i paraliżują nas. W przyszłości energia napędza działania, generuje zasoby, pozwala wypracować tolerancję na trudności, a w najlepszym przypadku rozwija mądrość; dzięki temu zasiewamy nadzieję, niezbędny składnik dobrego życia.
Kiedy byłem młody i naiwny, wierzyłem, że jeśli będę się bardzo starał i dużo pracował, pewnego dnia wszystkie trudności i problemy po prostu znikną. Dzisiaj wiem, że wraz z upływem czasu stają się one częstsze i poważniejsze, ale na szczęście jesteśmy już bardziej doświadczeni, dzięki czemu możemy podchodzić do nich z pewnym dystansem: nasza zdolność do radzenia sobie z trudnościami wzrasta wraz z wiekiem i lepszym poznaniem siebie. Żyjemy bardziej osadzeni w teraźniejszości i w naszym wnętrzu. Nie wynika to z rezygnacji ani bierności, ale z procesu akceptacji rzeczywistości. Nie oznacza to wcale słabnięcia czy ulegania łatwemu konformizmowi; zgoda na życie nie ma nic wspólnego z biernością. Podaję przykład: jeśli powiedziano ci, że twoje dziecko jest bardzo chore, głupotą byłoby stwierdzić: „Akceptuję tę rzeczywistość i zobaczymy, co się wydarzy”. Oczywiście, że nie! Akceptujesz tę rzeczywistość i jednocześnie akceptujesz to, że rzeczywistość wymaga od ciebie podjęcia działań, takich jak zabranie dziecka do szpitala lub znalezienie dobrego specjalisty w danej dziedzinie. Jeśli któregoś dnia usłyszymy diagnozę poważnej choroby, z pewnością będziemy się bać lub odczuwać złość. To normalne, tak to działa. Także te uczucia trzeba zaakceptować. Ostatecznie jednak musimy się zgodzić, że taka jest obecnie rzeczywistość: jesteś chory. I zaczniesz działać, aby się wyleczyć, jeśli to możliwe, lub – jeśli nie ma innego wyjścia – aby jak najlepiej przeżyć ten czas, który nam pozostał.
Pogodzenie się oznacza zatem akceptację trudności, które przynosi życie, bez rezygnowania z możliwości, jakie nam ono daje; to traktowanie ich jako części życia, umożliwiającej wprowadzanie zmian lub łagodzenie tego, co nas dotyka lub sprawia ból. Każdy z nas w pewnym momencie doświadcza trudności, ale ci, którzy nie tracą czasu na toczenie bojów z rzeczywistością, zazwyczaj znacznie skuteczniej radzą sobie z problemami. Natomiast ci, którzy skupiają się na narzekaniu, poczuciu krzywdy, gniewie, katastrofizmie lub innym statycznym nastawieniu, tracą całą skuteczność, marnują energię i pogrążają się w cierpieniu.
Rozumiem, że nie zawsze łatwo jest pogodzić się z rzeczywistością lub celebrować postawę świętego czy wielkiego „tak” dla życia, a tym bardziej robić to spontanicznie, chociaż być może ta afirmacyjna siła jest najbardziej spontanicznym składnikiem, jaki istnieje w głębi naszego serca, wolnym od skazy, od której się odcięliśmy. Nie znam nikogo tak światłego, by odczuwał absolutną, stałą i natychmiastową wdzięczność za wszystko, co się dzieje lub co mu się przydarza, chociaż niektórzy są dość bliscy takiej postawie życiowej. Jednak wszyscy zawsze podążamy ścieżką tych, którzy muszą nauczyć się akceptacji.
Niech linie ścieżek naszego życia będą po prostu liniami, a ślady, jakie pozostawiamy, niech będą godne, bez względu na to, czy owe linie były lub są proste czy kręte, ponieważ są to kategorie małego umysłu, który ocenia, ale nie wielkiej doskonałości, jaką jest rzeczywistość, której fundamentem jest ona sama i to, czym jest, taka jaka jest. Jak? Tańcząc. Kiedy? Teraz. Gdzie? Tutaj.WIELKIE SPRAWY
Wielkie sprawy
O, życie, życie, cudowny czas, który przechodzi od sprzeczności do sprzeczności, czasami tak zły, tak trudny, tak powolny, a potem nagle rozpościerający skrzydła o niewyobrażalnej rozpiętości, niczym anioł: o, niewytłumaczalny, o, czas życia.
Czy wśród wszystkich istnień, które odważyły się na wielkość, może istnieć inne, bardziej żarliwe i śmiałe? Opieramy się na własnych ograniczeniach, ucząc się czegoś, co nie sposób poznać.
R.M. Rilke
Życie jest konkretnym wyrazem sacrum, cennym darem, pożyczką na czas określony, ale zazwyczaj nie jest to droga usłana różami i nie zawsze przebiega harmonijnie. Ścieżka, którą każdy z nas podąża, jest usiana ważnymi sprawami, z którymi nieuchronnie musimy się zmierzyć: wyzwaniami, przeznaczeniem, zadaniami, procesami i egzystencjalnymi wahaniami. Oto niektóre z najważniejszych:
- Korzenie: pytania, które poruszają nas do głębi. Skąd pochodzimy? Kim byli nasi przodkowie? Jakie było ich życie? Jacy byli i jak postępowali? Mowa tu o rodzinie w szerokim i wielopokoleniowym znaczeniu, biografii naszych przodków, drzewie genealogicznym poprzedzającym nas, o naszych przodkach i rodzicach. Korzenie są dla nas niezwykle ważne, a co za tym idzie, musimy z jednej strony przyjąć dary od naszych przodków, a z drugiej – pogodzić się z rysami i ranami na naszym drzewie genealogicznym. Równowagę w relacjach z rodzicami i wszystkimi innymi osiągniemy dopiero wtedy, gdy zdołamy wyleczyć rany, które powstały lub nadal się utrzymują, tak aby mogły stać się dla nas źródłem siły, zamiast być ciężkim brzemieniem.
- Seksualność: ta wielka siła, która otwiera wrota życia i łączy nas z rządzącymi nim siłami wyższymi. W sferze seksualności pojawiają się tematy związane z partnerem i więziami miłości i erotyzmu, byłymi partnerami, miłością i brakiem miłości, radością i zdradą, związkami i rozstaniami itp. A następnie coś tak istotnego jak macierzyństwo, ojcostwo lub też ich brak, w ramach których przekazujemy lub nie to, co nam zostało przekazane. Czy będziemy rodzicami, czy też nie?
- Braterstwo i świadomość braterstwa na świecie, przyjaźń, praca, sukces i porażka (cokolwiek to słowo oznacza dla każdego z nas w kontekście naszego potencjału do rozwoju), sukcesy i porażki (i jak nie zatracić siebie w żadnej z tych sytuacji) itp.
- Przemoc we wszystkich jej przejawach, w tym nierówność i rywalizacja, zawsze obecne i uśpione wśród ludzi. Przemoc, czasami traumatyczna, taka jak wykorzystywanie i gwałty, wojny i okrucieństwa, która brutalnie uderza w naszą kruchą godność i szarpie za struny duszy.
- Choroba, która przypomina o naszych ograniczeniach, oraz zdrowie, które staramy się zachować. Samotność, która zachęca nas do stawiania jej czoła, a nawet czerpania z niej radości, ponieważ, jak powiedział Pascal, „Wszystkie nieszczęścia człowieka wynikają z tego, że nie potrafi on spokojnie siedzieć sam w pokoju”. Nie należy jej jednak mylić z wycofaniem, tak przyjemnym dla tych, którzy wykazują skłonność do uciekania przed światem i tworzenia własnych granic, dystansowania się wobec innych. Samotność, na którą zasługujemy i którą powinniśmy umieć przeżywać, nie jest tym samym co izolacja, tak daleka od naszej natury ssaków, a zatem nienaturalna i straszliwa, powodująca cierpienie, w którym ludzie więdną.
- Śmierć, wielka i suwerenna – która wraz z seksualnością stanowi drugą potężną siłę, zdolną ugasić wszystkie ognie, które zostały rozpalone. Śmierć własna i śmierć bliskich zmusza nas do wzrastania i osiągania niewyobrażalnych wcześniej granic oddania i pokory, a często prowadzi nas dalej, ku innemu wielkiemu horyzontowi: horyzontowi tajemnicy i tego, co niepojęte, horyzontowi nieskończoności, której nie sposób objąć rozumem.
Jak możemy zauważyć, prawie wszystkie wymienione tematy to kwestie związane z relacjami międzyludzkimi, w których wydarzenia dotyczą konkretnych osób: rodziców, dzieci, partnerów lub byłych partnerów, rodzeństwa, dalszej rodziny, przyjaciół, nas samych itp. Inne to tematy, przed którymi drży całe nasze jestestwo: seksualność, śmierć, miłość, transcendencja, samotność, poczucie tożsamości, choroba, przemoc, niesprawiedliwość. Możemy je określić jako uniwersalne kwestie emocjonalne lub egzystencjalne, ponieważ w taki czy inny sposób dotyczą one nas wszystkich. Nie da się na przykład całkowicie pominąć lub w żaden sposób nie kierować własnym życiem emocjonalnym i seksualnym. Nie możemy uniknąć podejmowania decyzji dotyczących więzi emocjonalnych lub ich braku; zawarcia małżeństwa lub pozostania w stanie wolnym, bycia w związku lub samotności, posiadania dzieci lub ich braku. Nie możemy uciec przed chorobą lub śmiercią bliskich nam osób ani przed własną śmiercią. Nie możemy zatrzymać życia, nawet jeśli w pewnym momencie bardzo tego pragniemy. Niektórzy odbierają sobie życie, ale nawet oni nie mogą uniknąć dokonywania wyboru pomiędzy życiem a śmiercią.
Życie nie jest łatwe ani proste, ale bez wątpienia jest interesujące. Przy odrobinie szczęścia możemy sprawić, że będzie przez większość czasu radosne i piękne (pomaga w tym dojrzałość, dzięki której uczymy się „czuć się dobrze” nawet wtedy, gdy wieje niekorzystny wiatr); jeśli mamy jeszcze więcej szczęścia i włożymy w to odpowiednio dużo wysiłku, możemy przekształcić życie w pokryte patyną dzieło sztuki. Do tego jednak musimy wykorzystać całą paletę egzystencjalnych barw, włącznie z ochrami, odcieniami zimnymi i ciemnymi, a nie tylko tymi żywymi, słodkimi lub ciepłymi, które rozgrzewają nasze serca. Musimy umieć zaakceptować wszystko, co się dzieje, nawet jeśli czasami przybiera formę przeciwności losu, trudności lub nieprzyjemności. Aby to osiągnąć, musimy dostroić się do nieprzemijającego nośnika wszystkich form ekspresji i odzwierciedlenia życia: świadomości.
Jednym z pierwszych ważnych tematów związanych z podróżą życia są nasze korzenie, pochodzenie i przeszłość, a także potrzeba zrozumienia tego, co się wydarzyło i co do dziś nas wzmacnia lub osłabia. Związane z tym pytania dotyczą tego, kim jestem, skąd pochodzę i czy żyję w harmonii z tymi, którzy byli przede mną, czyli rodzicami i przodkami, którzy, mówiąc obrazowo, przylegają do podeszew naszych stóp lub trzymają nas za plecy, przekazując nam swoją siłę. Ta harmonia lub jej brak sprawia, że nasz chód ma taki lub inny styl, że kulejemy lub czujemy się stabilni i pewni siebie. Nasze drzewo genealogiczne jest źródłem siły i błogosławieństw, które rzutują na przyszłość, a my jesteśmy jednym z jego sukcesów. Jest ono również źródłem bólu i cierpienia, które często przejawia się jako dziedzictwo egzystencjalnych ciężarów i scenariuszy cierpienia, prób, którym jesteśmy poddawani i którym musimy sprostać, aby cieszyć się lepszym życiem i ofiarować owoce wyzwolenia naszym przodkom i potomkom jako najlepszy prezent, jaki możemy im dać.
W trakcie całej podróży życia przewija się seksualność jako siła potężna i odurzająca. Zaczynamy interesować się nie tylko tymi, którzy żyli przed nami, ale także tymi, którzy idą obok nas. Powoli przestajemy skupiać się na pionowej strukturze drzewa genealogicznego, aby skierować naszą uwagę na płaszczyznę poziomą, poszukując innych drzew genealogicznych, z którymi możemy się skrzyżować. I chociaż pewien stopień horyzontalności występuje również między rodzeństwem, prawdziwa więź oparta na równości powstaje z osobami niespokrewnionymi, zwłaszcza z partnerem: znaczącą osobą spoza rodziny pochodzenia. W tym momencie pojawia się nowy dylemat egzystencjalny: czy powinniśmy angażować się w problemy i korzyści płynące z życia w związkach miłosnych, niezależnie od ich formy, czy też wybrać problemy i zalety wynikające z ich braku? W gruncie rzeczy przedstawiam nieco sztuczny dylemat: w praktyce bowiem pragnienie miłości i seksualność są tak silne, że w ten czy inny sposób zawsze pakujemy się w kłopoty.
Związek dwojga ludzi to wyjątkowa przestrzeń, w której otwieramy serca, nawiązujemy relacje, tworzymy nowe więzi, a nawet nowe życie, narażamy się na ból i ryzykujemy wiele ważnych rzeczy. Doświadczając życia w związku, często odczuwamy najbardziej nieoczekiwane lęki i pragnienia, a stare konflikty i wzorce z naszej historii rodzinnej i emocjonalnej nierzadko wybuchają, zachęcając nas do ponownego przeanalizowania nierozwiązanych spraw z przeszłości. Związek dwojga ludzi jawi się zatem jako jedna z najbardziej znaczących i głębokich więzi w życiu, obok więzi z rodzicami, dziećmi, rodzeństwem i dziadkami (kwestie te poruszyłem w książce _W rytmie relacji. O sztuce budowania więzi, które łączą serca i umysły_).
Następnie pojawiają się inne pytania, a raczej kwestie, którymi musimy się zająć, zwłaszcza dotyczące dzieci. Posiadanie potomstwa stanowi ogromne wyzwanie dla rodziców, którzy angażują się we wszystko, co dotyczy życia nowo przybyłego na świat człowieka, i dostosowują się do rytmu dawania i opieki nad życiem: rytmu, który sam w sobie jest naprawdę wielki. Każde dziecko jest przeznaczeniem, które rodzice przyjmują na zawsze. Istnieje jednak druga, równie ważna opcja, czyli nieposiadanie dzieci, czy to z powodu osobistej decyzji, którą trzeba podjąć, czy też w efekcie nieubłaganego przeznaczenia, któremu trzeba się podporządkować.
Pojawiają się również inne kwestie, takie jak przyjaźń lub jej smutne przeciwieństwo, czyli wrogość. Jednym z najpiękniejszych spotkań w życiu jest spotkanie z ludźmi, którzy zajmują ważne miejsce w naszym sercu, jak przyjaciele, partnerzy, współpracownicy lub sojusznicy; ludzie, z którymi jesteśmy w stanie wspólnie tworzyć, poruszać tryby i koła, które zabierają nas we właściwe miejsca i przyczyniają się do osiągania dobrych rezultatów.
Jakże cudownie jest spotkać się wśród tak wielu zmiennych, światów i przestrzeni, wzajemnie się wzbogacać lub wspólnie doskonalić i upiększać nasze wspólne życie! Jeśli przypadkowe spotkanie naszej matki i ojca, którego jesteśmy owocem, jest już samo w sobie cudem, to doświadczenie błogosławieństwa spotkania z ludźmi, którzy stają się dla nas ważni – niezależnie od tego, czy jest ono dziełem przypadku, czy też owocem naszego pragnienia – wzmacnia nas, sprawia, że dorastamy i wydajemy owoce.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki