Poza boiskiem - ebook
Lena Wysocka wraca do Warszawy, by objąć stanowisko w dziale marketingu jednego z największych klubów piłkarskich w kraju. Pierwszego dnia odkrywa, że mężczyzna, z którym spędziła poprzednią noc, jest Alexem Kowalskim — kapitanem Vistuli Warszawa FC i twarzą kampanii, którą ma prowadzić. To, co miało być jedną nocą bez nazwisk i konsekwencji, szybko zamienia się w relację, której nie da się oddzielić od pracy, rodzinnych oczekiwań i tajemnicy sprzed osiemnastu lat. Kiedy Lena i Alex zaczynają odkrywać prawdę o swoich ojcach, klubie i wydarzeniach z 2008 roku, muszą zdecydować, komu mogą zaufać — i czy uczucie, które miało nigdy nie wyjść poza jedną noc, przetrwa to, co wydarzyło się poza boiskiem. Współczesny romans z piłkarskim światem w tle, chemią między bohaterami, rodzinnymi sekretami i historią o tym, że najtrudniejsze decyzje zaczynają się wtedy, gdy kończą się zasady.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 1,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Jedna noc
Warszawa po północy miała zupełnie inną twarz. Lena odkryła to kilka tygodni temu, ale dopiero tej nocy zaczęła naprawdę ją dostrzegać. Za dnia miasto było głośne, szybkie i przewidywalne. Samochody, tramwaje, telefony, spotkania. Ludzie pędzący dokądś z minami, które mówiły, że ich własne życie jest najważniejszą rzeczą na świecie.
Po północy wszystko zwalniało. Światła odbijały się w mokrym asfalcie. Gdzieś w oddali rozległ się pojedynczy dźwięk tramwaju, a przez uchylone drzwi lokalu wpadało chłodne, sierpniowe powietrze. Lena siedziała przy barze i leniwie obracała kieliszek w palcach.
— Patrzysz na niego już od pięciu minut.
Podniosła wzrok.
— Na kogo?
Zuza parsknęła śmiechem.
— Właśnie o to chodzi. Nie patrzysz na nikogo.
Lena uśmiechnęła się lekko.
— Jestem zmęczona.
— Jesteś znudzona.
— To też.
Zuza nachyliła się nad barem.
— W takim razie potrzebujesz przygody.
— Nie.
— Nie powiedziałam jeszcze, jakiej.
— Znam cię wystarczająco długo.
Zuza uniosła brwi.
— A ja znam ciebie wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że od dwóch tygodni zachowujesz się jak ktoś, kto próbuje uciec przed własnymi myślami.
Lena odwróciła wzrok. Nie odpowiedziała. Bo Zuza miała rację. Od dwóch tygodni całe jej życie kręciło się wokół jednego tematu. Pracy.
Nowej pracy. Nowego rozdziału. Nowego życia. A przynajmniej tak próbowała sobie to tłumaczyć. Na stoliku obok leżał telefon. Ekran rozświetlił się na sekundę.
Tata. Lena nie musiała nawet otwierać wiadomości, żeby wiedzieć, czego dotyczyła. Jutro. Dziewiąta. Biuro. Nie spóźnij się. Typowy Marek Wysocki. Krótko. Konkretnie. Bez zbędnych emocji.
Lena wsunęła telefon do torebki.
— Widzisz? — powiedziała Zuza. — Znowu.
— Co?
— Uciekasz.
— Od czego?
Zuza spojrzała na torebkę.
— Od niego.
Lena westchnęła.
— To mój ojciec.
— Właśnie.
Przez chwilę żadna z nich się nie odezwała. Lena dopiła drinka.
— Idę na zewnątrz.
— Sama?
— Tak.
— Lena...
— Potrzebuję powietrza.
Nie czekała na odpowiedź. Na zewnątrz było ciszej. Lena stanęła przy wejściu i wzięła głęboki oddech. Chłodne powietrze przyniosło chwilową ulgę. Zrobiła kilka kroków. I wtedy go zobaczyła.
Stał po drugiej stronie ulicy. Sam. Ciemna koszula, ręce wsunięte do kieszeni, lekko rozczochrane włosy. Nie wyglądał jak ktoś, kto czeka na konkretną osobę. Raczej jak ktoś, kto sam jeszcze nie zdecydował, dokąd właściwie chce pójść.
Ich spojrzenia spotkały się na kilka sekund. Lena pierwsza odwróciła wzrok. Powinna wrócić do środka. Nie zrobiła tego. Kiedy spojrzała ponownie, mężczyzna był już bliżej.
— Wszystko w porządku?
Jego głos był spokojniejszy, niż się spodziewała.
— Tak.
— Wyglądasz, jakbyś właśnie próbowała zdecydować, czy uciec.
Lena uśmiechnęła się pod nosem.
— Aż tak widać?
— Trochę.
— To może powinnam.
— Może.
Przez chwilę po prostu na siebie patrzyli.
— Masz na imię...? — zapytał w końcu.
Lena zawahała się tylko na moment.
— Lena.
— Alex.
Tylko tyle. Żadnych nazwisk. Żadnych wyjaśnień. I właśnie to jej się spodobało. Po raz pierwszy od dawna ktoś nie wiedział, kim jest.
Nie była córką Marka Wysockiego. Nie była dziewczyną, która następnego dnia miała rozpocząć pracę w jednym z największych klubów piłkarskich w Polsce. Nie była kimś, wobec kogo ludzie od razu mieli oczekiwania. Była po prostu Leną.
— Często podchodzisz do obcych kobiet na ulicy? — zapytała.
Alex lekko się uśmiechnął.
— Nie.
— To dlaczego podszedłeś do mnie?
Przez moment milczał.
— Nie wiem.
To prawdopodobnie była najgorsza odpowiedź, jakiej mógł udzielić. A jednak Lena się uśmiechnęła.
— Przynajmniej szczera.
— Staram się.
— Nie wyglądasz.
— A jak wyglądam?
Lena przyjrzała mu się uważniej. Miał spojrzenie człowieka przyzwyczajonego do tego, że ludzie na niego patrzą. A jednocześnie wyglądał tak, jakby sam nie przepadał za byciem obserwowanym. Dziwne połączenie.
— Jak ktoś, kto ma dużo sekretów.
Alex przez chwilę nic nie mówił. Potem uśmiechnął się lekko.
— Może ty też masz.
Lena poczuła coś, czego nie potrafiła nazwać. Ciekawość. Niebezpieczną, lekką i zupełnie nierozsądną.
— Możliwe.
Drzwi lokalu otworzyły się za jej plecami. Zuza wychyliła głowę.
— Lena! Idziesz?
Lena spojrzała na nią, a potem na Alexa.
— Chyba muszę.
— Chyba?
— Nie zaczynaj.
Zuza przeniosła wzrok na Alexa i uśmiechnęła się w sposób, który Lena znała aż za dobrze. Lena ponownie spojrzała na niego.
— Dobranoc, Alex.
— Dobranoc, Lena.
Odwróciła się. Zrobiła dwa kroki. Trzy.
— Lena.
Zatrzymała się. Odwróciła głowę. Alex nadal stał w tym samym miejscu.
— Tak?
— Jutro będziesz żałować, że nie zostałaś.
Lena uniosła brwi.
— Skąd wiesz?
— Nie wiem.
Uśmiechnął się.
— Mam nadzieję.
Powinna odejść. Naprawdę powinna. Zamiast tego zrobiła coś, czego później miała żałować. Wróciła. Nie wiedziała, która była godzina.
Nie wiedziała nawet, jak długo rozmawiali. Wiedziała tylko, że śmiała się częściej niż przez ostatnie tygodnie. Alex nie pytał o jej rodzinę. Nie pytał, czym się zajmuje. Nie pytał, gdzie mieszka.
Ona również nie pytała o niego. I właśnie to było w tym wszystkim najbardziej niezwykłe. Rozmawiali o rzeczach, które nie miały znaczenia. O muzyce. O podróżach.
O tym, że Warszawa nocą jest ładniejsza niż za dnia. O miejscach, które chcieliby kiedyś zobaczyć. O tym, że niektóre decyzje podejmuje się tylko dlatego, że jest druga w nocy.
— To bardzo zła pora na podejmowanie decyzji — powiedziała Lena.
— Najlepsza.
— Dlaczego?
Alex spojrzał jej w oczy.
— Bo rano człowiek może udawać, że nie pamięta.
Lena poczuła, jak serce zaczyna bić jej szybciej.
— A ty często udajesz?
— Tylko wtedy, kiedy muszę.
— I teraz musisz?
Alex przez chwilę milczał.
— Nie.
To jedno słowo wystarczyło. Później Lena próbowała sobie przypomnieć, kto pierwszy zrobił krok. Nie potrafiła. Pamiętała tylko jego dłoń. Ciepło.
Bliskość. I moment, w którym ją pocałował — tak, jakby znał ją znacznie dłużej niż zaledwie kilka godzin. Kiedy oderwał usta od jej ust, Lena zamknęła oczy.
— To jest zły pomysł — powiedziała.
— Wiem.
— Jutro będę tego żałować.
— Możliwe.
Otworzyła oczy.
— Nie powinieneś mnie przekonywać?
— Do czego?
— Że nie będę.
Alex uśmiechnął się lekko.
— Nie chcę cię do niczego przekonywać.
Lena patrzyła na niego przez chwilę. To właśnie wtedy podjęła decyzję. Nie rozsądną. Nie bezpieczną. Nie taką, którą zaakceptowałby jej ojciec.
Ale pierwszy raz od dawna była tylko jej. Nad ranem Warszawa zaczynała się budzić. Lena leżała obok Alexa i patrzyła w sufit. Nie znała jego nazwiska. Nie znała jego historii. Nie wiedziała, czym się zajmuje. Nie wiedziała nawet, czy zobaczy go jeszcze kiedykolwiek. I właśnie dlatego ta noc wydawała się tak łatwa.
Bez przyszłości. Bez konsekwencji. Bez pytań. Alex spał obok niej. Lena sięgnęła po telefon. 7:14. Za kilkanaście minut powinna być w domu.
Za niecałe dwie godziny miała też stawić się w pracy. Wtedy zobaczyła powiadomienie. Jedno zdanie.
„Dziś o 9:00 — spotkanie z kapitanem pierwszej drużyny, Alexem Kowalskim.”
Lena zmarszczyła brwi. Przeczytała wiadomość jeszcze raz. Alex Kowalski. Powoli przeniosła wzrok na śpiącego mężczyznę obok. Alex.
Czy to możliwe? Przecież powiedział jej tylko imię. Nie znała jego nazwiska. Nie wiedziała, czym się zajmuje. Nie miała pojęcia, kim naprawdę był. A jednak teraz przed oczami miała dwa słowa. Alex Kowalski.
Serce zabiło jej szybciej. Spojrzała na niego jeszcze raz. Może to tylko przypadek. A może nie. Przez chwilę siedziała bez ruchu, próbując uporządkować myśli.
Jeśli to naprawdę on... Jeśli mężczyzna, z którym spędziła tę noc, był kapitanem drużyny, w której właśnie miała rozpocząć pracę... To byłby naprawdę kiepski żart. Lena cicho pokręciła głową. Nie mogła teraz o tym myśleć.
Musiałaby się przekonać. Ale nie tutaj. Nie przy nim. Ostrożnie wstała z łóżka, starając się go nie obudzić. Ubrała się w ciszy.
Jeszcze raz spojrzała na śpiącego Alexa. Przez moment miała ochotę go obudzić i zapytać wprost. Alex Kowalski? Nie zrobiła tego. Nie chciała jeszcze wiedzieć.
Zabrała torebkę i po cichu wyszła. Drzwi zamknęły się niemal bezszelestnie. 7:19. Kilka minut później Alex poruszył się przez sen. Otworzył oczy.
Przez chwilę patrzył w sufit, jeszcze nie do końca rozbudzony. Wyciągnął rękę w stronę drugiej połowy łóżka. Pusto. Zmarszczył brwi. Odwrócił głowę.
Lena zniknęła. Usiadł. Rozejrzał się po pokoju. Nie było jej. Alex spojrzał na zegarek.
7:24.
— Świetnie — mruknął pod nosem.
Nie wiedział, dlaczego poczuł rozczarowanie. Przecież od początku miała to być tylko jedna noc. Jedna. A jednak przez chwilę pomyślał, że może chciałby zobaczyć ją jeszcze raz.ROZDZIAŁ 2
Rano
Lena wysiadła z samochodu kilka minut przed ósmą. Przez całą drogę wracała myślami do porannej wiadomości. Alex Kowalski. To nazwisko nie chciało wyjść jej z głowy. Mogła to być zwykła zbieżność.
Mogła też oznaczać, że mężczyzna, z którym spędziła noc, za nieco ponad godzinę pojawi się przed nią w zupełnie innej roli. Nie wiedziała jeszcze, która możliwość była gorsza. Spojrzała na ogromny budynek przed sobą. Vistula Warszawa FC. Pierwszy dzień.
Nowa praca. Nowe życie. Wzięła głęboki oddech.
— Dasz radę — powiedziała sama do siebie.
Weszła do środka. Recepcjonistka uśmiechnęła się.
— Pani Wysocka?
Lena skinęła głową.
— Tak.
— Pan Wysocki już czeka.
Oczywiście. Ruszyła korytarzem. Na ścianach wisiały zdjęcia dawnych drużyn. Mistrzowie. Kapitanowie.
Trofea. Historia klubu. Lena zwolniła przy jednym ze zdjęć. Na środku stał jej ojciec. Młodszy o kilkanaście lat.
Obok niego grupa zawodników. Jeden z nich przyciągnął jej uwagę. Nie znała go. Ale nazwisko pod zdjęciem znała doskonale. KOWALSKI.
Lena zmarszczyła brwi. To nazwisko znowu. Przyjrzała się fotografii dokładniej. Mężczyzna stojący obok jej ojca był młodszy, ale podobieństwo było wyraźne. Czy to mógł być jego ojciec?
Wujek? Ktoś z rodziny? A może po prostu kolejny Kowalski?
— Pani Lena?
Odwróciła się. Mężczyzna z identyfikatorem pracownika klubu wskazał na drzwi na końcu korytarza.
— Pan Wysocki czeka.
— Już idę.
Jeszcze raz spojrzała na fotografię. Potem ruszyła dalej. Marek Wysocki siedział za biurkiem. Na jego twarzy jak zwykle nie było widać większych emocji.
— Jesteś.
— Jestem.
Spojrzał na zegarek.
— Dwie minuty przed czasem.
Lena uniosła brwi.
— Czyli jednak potrafię.
Kącik jego ust drgnął, ale trudno było powiedzieć, czy był to uśmiech.
— Usiądź.
Lena zajęła miejsce naprzeciwko niego. Marek przesunął w jej stronę grubą teczkę.
— Tutaj masz najważniejsze informacje dotyczące projektu.
Lena otworzyła dokument.
— Będę pracowała przy kampanii sponsorskiej?
— Przy kampanii, komunikacji zawodników i kilku działaniach związanych z wizerunkiem klubu.
— Kilku?
Ojciec spojrzał na nią.
— Na początek.
Lena westchnęła cicho.
— Jasne.
— Wiem, że to dla ciebie dużo.
— Nie musisz mi tego przypominać.
— Nie przypominam. Informuję.
Typowy Marek. Krótko. Konkretnie. Bez zbędnych emocji. Lena przerzuciła kilka stron.
— O dziewiątej mam spotkanie z kapitanem?
— Tak.
Serce zabiło jej mocniej. Marek tego nie zauważył.
— To jedna z najważniejszych osób w klubie — ciągnął. — Chcę, żebyś od początku traktowała tę współpracę poważnie.
— Będę.
— Dobrze.
Lena zamknęła teczkę. Przez chwilę chciała zapytać o nazwisko. Przecież je znała. Alex Kowalski. Ale nagle zabrakło jej odwagi.
— To wszystko?
— Na razie.
Wstała.
— W takim razie pójdę.
— Lena.
Zatrzymała się przy drzwiach.
— Tak?
Marek spojrzał na nią uważnie.
— Nie pozwól, żeby prywatne sprawy wpłynęły na twoją pracę.
Lena poczuła ukłucie niepokoju. Czy on coś wie?
— Nie wiem, o czym mówisz.
— I dobrze.
Marek wrócił do dokumentów.
— Idź.
Lena wyszła. Dopiero na korytarzu wypuściła powietrze. Nie pozwól, żeby prywatne sprawy wpłynęły na twoją pracę. Gdyby tylko wiedział, jak bardzo te słowa mogą za chwilę okazać się prawdziwe. Spojrzała na zegarek.
8:43. Do spotkania zostało siedemnaście minut. Tymczasem Alex siedział już w samochodzie. Sprawdził godzinę. 8:20.
Właściwy trening zaczynał się po porannym spotkaniu, więc do dziewiątej miał jeszcze trochę czasu. Powinien myśleć o meczu, przygotowaniu fizycznym i wszystkim, co czekało go w klubie. Zamiast tego myślał o Lenie. O tym, jak wyszła bez słowa. O pustej połowie łóżka.
O tym, że nie miał jej numeru. I o tym, że nie wiedział nawet, czy jeszcze ją zobaczy. Telefon zawibrował.
Kacper:
Masz numer?
Alex spojrzał na wiadomość. Odpisał:
Nie.
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Debil. Alex uśmiechnął się pod nosem. Schował telefon. Uruchomił silnik.
Jeszcze przez chwilę siedział bez ruchu. Potem ruszył w stronę centrum treningowego. Nie miał pojęcia, że za kilkadziesiąt minut zobaczy Lenę ponownie. Tym razem jednak nie jako kobietę poznaną przypadkiem w środku nocy. Jako Lenę Wysocką.
Dwadzieścia minut później Alex wysiadł z samochodu przed centrum treningowym Vistuli Warszawa. Poranne słońce dopiero zaczynało przebijać się przez chmury. Przed wejściem czekało już kilku kibiców. Kiedy go zobaczyli, natychmiast zaczęli wołać jego nazwisko. Alex podniósł rękę.
— Dzień dobry.
Jeden z chłopaków miał na sobie koszulkę z numerem dziewięć.
— Alex! W weekend dwa!
Alex uśmiechnął się.
— Jeden wystarczy.
— Nie! Dwa!
— Dobra. Dwa.
Chłopak był zachwycony. Alex wszedł do środka. W tym momencie jego twarz się zmieniła. Uśmiech zniknął. Skupienie wróciło.
To był jego drugi świat. Tutaj nie był mężczyzną, który kilka godzin wcześniej spędził noc z nieznajomą kobietą. Był kapitanem. Numerem dziewięć. Człowiekiem, od którego oczekiwano goli.
— Spóźniłeś się.
Kacper siedział w szatni i wiązał buty. Alex spojrzał na zegar.
— Mam jeszcze siedem minut.
— Dla mnie to spóźnienie.
— Nikt cię nie pytał.
Kacper spojrzał na niego. Po chwili zmrużył oczy.
— Coś się stało.
— Nic.
— Masz ten uśmiech.
Alex natychmiast spoważniał.
— Jaki?
— Ten.
— Nie mam żadnego uśmiechu.
— Właśnie go zrobiłeś.
Alex rzucił mu ręcznik. Kacper złapał go jedną ręką.
— Kobieta?
Alex nic nie odpowiedział.
— Kobieta.
— Zamknij się.
Kacper zaczął się śmiać.
— Nie wierzę.
— W co?
— W ciebie.
— Co jest takiego niezwykłego?
— Od trzech miesięcy nie interesuje cię żadna kobieta dłużej niż jeden wieczór.
Alex zawiązał but.
— Nadal jest jeden wieczór.
— Aha.
— Naprawdę.
— Jasne.
Kacper pokiwał głową z przesadną powagą.
— Czyli nie pamiętasz jej imienia?
Alex spojrzał na niego.
— Lena.
Kacper zamarł.
— Okej.
— Co?
— Nic.
— Powiedz.
— Zapamiętałeś.
Alex przewrócił oczami.
— To chyba normalne.
— Nie w twoim przypadku.
Do szatni wszedł trener Biel. Rozmowa natychmiast się urwała.
— Panowie, za dwadzieścia minut na boisku. Alex, najpierw do mnie.
Kilka minut później Alex wszedł do gabinetu trenera. Biel przeglądał dokumenty.
— Usiądź.
Alex usiadł.
— Wszystko w porządku?
— Tak.
Trener spojrzał na niego znad dokumentów.
— Na pewno?
— Tak.
Biel przez chwilę mu się przyglądał, ale ostatecznie odpuścił.
— Dobrze.
Przesunął w jego stronę kartkę.
— Dzisiaj o dziewiątej masz spotkanie z nową osobą z działu marketingu.
Alex zmarszczył brwi.
— Dzisiaj?
— Tak.
— Myślałem, że później.
— Zmieniło się.
Alex zerknął na dokument.
— Kampania sponsorska?
— Między innymi. Będziesz twarzą nowego projektu.
Alex westchnął.
— Znowu zdjęcia?
— Tym razem większa kampania.
— Nie lubię tego.
— Wiem.
— Jestem piłkarzem.
— Wiem.
— Nie modelem.
Biel uśmiechnął się.
— Niestety dla ciebie jesteś jednym i drugim.
Alex pokręcił głową.
— Z kim mam się spotkać?
Trener zerknął na dokument.
— Z Leną Wysocką.
Alex znieruchomiał. Przez sekundę nie był w stanie odpowiedzieć.
— Co?
Biel podniósł wzrok.
— Lena Wysocka. Nowa osoba odpowiedzialna za projekt.
Alex poczuł dziwne ukłucie w żołądku. Lena. To nie mogła być przypadkowa zbieżność. Ta sama Lena. Kobieta z poprzedniej nocy.
— Wszystko w porządku? — zapytał trener.
Alex szybko odzyskał spokój.
— Tak.
— Znasz ją?
Alex zawahał się o ułamek sekundy.
— Nie.
Kłamstwo przyszło zaskakująco łatwo. Biel skinął głową.
— W takim razie za kilkanaście minut jesteś w sali konferencyjnej.
Alex wstał.
— Jasne.
Odwrócił się i wyszedł. Dopiero kiedy zamknęły się za nim drzwi, pozwolił sobie na głęboki oddech. Lena Wysocka. Teraz już wiedział. To nie był przypadek.
Lena stała na korytarzu i patrzyła na zegarek. 8:52. Osiem minut. Wzięła głęboki oddech. Powinna myśleć o projekcie.
O pracy. O tym, co powie kapitanowi. Zamiast tego w głowie wciąż miała noc. Jego głos. Jego spojrzenie.
Jego dłonie. I ten jeden prosty fakt, którego wciąż nie potrafiła potwierdzić. Alex Kowalski. Usłyszała kroki. Odwróciła się.
Lena ruszyła korytarzem. Nie zauważyła, że kilka metrów dalej drzwi do sali konferencyjnej właśnie się otworzyły. Alex stał przed salą konferencyjną. Spojrzał na zegarek. 8:59.
Jeszcze raz sprawdził dokument, który trzymał w dłoni. Lena Wysocka. Nie miał już wątpliwości. To ona. Ta sama kobieta.
Ta sama noc. Ta sama Lena. Usłyszał kroki na korytarzu. Podniósł głowę. Na końcu korytarza pojawiła się kobieta w jasnej sukience.
Alex znieruchomiał. Lena również go zobaczyła. Zatrzymała się. Przez kilka sekund żadne z nich się nie odezwało. W jej oczach pojawiło się zaskoczenie.
W jego — coś znacznie bardziej skomplikowanego. Alex pierwszy odzyskał głos.
— Lena.
— Alex.
I wtedy oboje zrozumieli. Ta noc nie miała być jedną nocą. Miała być początkiem problemu.ROZDZIAŁ 3
Nowy początek
Dziewięć minut po dziewiątej Lena siedziała po jednej stronie stołu konferencyjnego, a Alex po drugiej. Między nimi leżała teczka z logo Vistuli. Najbezpieczniejszy przedmiot w pomieszczeniu. Adrian Krawczyk spojrzał najpierw na Lenę, potem na Alexa.
— Skoro już się widzieliście, oszczędzę nam oficjalnego przedstawiania.
Lena poczuła, że policzki robią jej się odrobinę cieplejsze. Alex wyglądał spokojnie. Zbyt spokojnie.
— Pani dyrektor będzie odpowiadała za strategię kampanii i działania wizerunkowe — powiedział Adrian. — Alex jest jej główną twarzą po stronie pierwszej drużyny.
— Rozumiem — powiedział Alex.
Formalnie. Jakby kilka godzin wcześniej nie budził się w łóżku, z którego ona właśnie uciekła. Lena odwzajemniła ten ton.
— Jutro o dziesiątej robimy właściwe spotkanie projektowe. Dzisiaj chcę tylko potwierdzić zakres współpracy.
Adrian przesunął harmonogram.
— Marketing, komunikacja zawodników, sponsorzy i pierwsza drużyna. Lena ma decyzyjność po swojej stronie. Sport zostaje po mojej.
Alex zerknął na Lenę.
— Czyli nikt nikomu nie wchodzi na boisko.
— To zależy, jak bardzo będziesz utrudniał mi pracę — odpowiedziała.
Kącik jego ust drgnął. Adrian podniósł wzrok znad dokumentów.
— Dobrze. Widzę, że współpraca będzie spokojna.
— Bardzo — powiedzieli niemal jednocześnie.
Przez sekundę żadne z nich się nie poruszyło. Adrian zamknął teczkę.
— Jutro. Dziesiąta. Sala główna.
Wstał.
— A dzisiaj oboje macie inne obowiązki.
To było całe spotkanie. Krótko. Profesjonalnie. I zdecydowanie za długo jak na dziewięć minut.
• • •
Kiedy Alex wyszedł, Lena została jeszcze chwilę przy stole. Nie musiała już zgadywać. Mężczyzna z poprzedniej nocy był Alexem Kowalskim. Kapitanem Vistuli. Numerem dziewięć.
Człowiekiem, z którym od jutra miała pracować niemal codziennie. Świetnie. Telefon zawibrował. Tata. Przyjdź do mnie, kiedy skończysz.
Lena spojrzała w stronę drzwi, za którymi zniknął Alex. Pierwszy dzień pracy robił się coraz ciekawszy.
• • •
Przed gabinetem ojca zatrzymała się na moment. Na złotej tabliczce widniało:
MAREK WYSOCKI WŁAŚCICIEL VISTULA WARSZAWA FC Ten napis znała od lat. Dzisiaj pierwszy raz naprawdę rozumiała, że dla innych oznaczał więcej niż tylko nazwisko jej ojca. Zapukała.
— Wejdź.
Marek stał przy oknie z filiżanką kawy.
— Skończyliście?
— Tak.
— Jak poszło?
Lena usiadła.
— Zawodowo.
Marek spojrzał na nią uważniej.
— To dobrze.
— Brzmisz, jakbyś spodziewał się innej odpowiedzi.
— Spodziewam się, że potraktujesz tę pracę poważnie.
— Traktuję.
Marek usiadł naprzeciwko.
— Nie jesteś tutaj tylko dlatego, że jesteś moją córką.
Lena uniosła brwi.
— Tylko?
— Jesteś tutaj, bo znam twoje możliwości. Ale nazwisko sprawi, że ludzie będą patrzeć na ciebie uważniej niż na innych.
— To akurat wiem od dawna.
— W klubie będzie gorzej.
— Pocieszające.
— Nie jestem od pocieszania.
— Wiem.
Marek przesunął w jej stronę teczkę.
— Vistula jest w ważnym momencie. Więcej sponsorów, większa ekspozycja, większa odpowiedzialność. Chcę, żebyśmy przestali być postrzegani wyłącznie jako klub piłkarski.
— Marka.
Marek skinął głową. Sport. Lifestyle. Media. Wydarzenia. Sponsorzy. To nie był mały projekt.
— Chcę mieć wolną rękę — powiedziała Lena.
— Dlatego dostałaś tę rolę.
— Nie, tato. Dostałam ją dlatego, że mam być dobra. Dopiero potem zobaczymy, czy zasłużyłam.
Przez moment milczał.
— Uczciwe.
— Tego właśnie chcę.
Marek skinął głową.
— Julia pokaże ci resztę działu. Adrian prześle pełny harmonogram. Jutro pierwsze właściwe spotkanie kampanii z Alexem.
Serce Leny zareagowało szybciej, niż powinno.
— Wiem.
Marek zatrzymał na niej wzrok.
— Znasz go?
Lena odpowiedziała po sekundzie za długo.
— Od dzisiaj służbowo.
To nie było pełne kłamstwo. Ale nie była też gotowa powiedzieć ojcu całej prawdy.
• • •
Julia Mazur czekała na Lenę przy końcu korytarza. Lena znała ją z klubowych wydarzeń. Kilka razy rozmawiały wcześniej, ale nigdy dłużej niż kilka minut. Teraz Julia wyglądała dokładnie tak, jak Lena ją zapamiętała. Krótkie ciemne włosy. Pewny krok. Spojrzenie osoby, która zauważa więcej, niż mówi.
— Pani dyrektor — powiedziała.
— Brzmi groźnie.
— Daj sobie tydzień. Potem przestaniesz reagować.
Ruszyły korytarzem.
— Twoje biuro jest na drugim piętrze.
— Duże?
— Wystarczające.
— Bardzo dyplomatycznie.
— Pracuję w komunikacji. Dyplomacja jest moją religią.
Lena zaśmiała się pierwszy raz od wejścia do klubu. Julia spojrzała na nią z ukosa.
— Dobrze.
— Co?
— Już wiem, że nie będziemy się nudzić.
Przeszły obok przeszklonej ściany działu komunikacji i marketingu. Monitory, telefony, grafiki, zdjęcia zawodników, materiały sponsorów. Vistula żyła własnym rytmem.
— To twoje królestwo — powiedziała Julia.
— Jeszcze nie moje.
— Daj sobie ten tydzień.
Na jednym z ekranów wyświetlało się zdjęcie Alexa. Czarna koszulka treningowa. Numer dziewięć. Pewne spojrzenie skierowane prosto w obiektyw. Lena zatrzymała wzrok sekundę za długo.
Julia oczywiście zauważyła.
— Dzisiejsze spotkanie było aż tak interesujące?
Lena spojrzała na nią.
— Zawsze analizujesz nowych ludzi?
— Zawodowo.
— To wygodne.
Julia uśmiechnęła się.
— Bardzo.
Nie naciskała. Za to Lena zaczynała ją lubić.
• • •
W gabinecie Leny na ścianie wisiała stara fotografia Vistuli. Zawodnicy. Trenerzy. Działacze. Wśród nich młody Marek. Obok niego mężczyzna z ciemnymi włosami. Pod zdjęciem:
VISTULA WARSZAWA — 2008
Lena przesunęła wzrokiem po nazwiskach. Piotr Kowalski. Zatrzymała palce na ramce. Nazwisko z porannego zdjęcia. Tym razem z imieniem.
— Znasz tę historię? — zapytała Julia od drzwi.
— Nie.
— Dziwne.
— Dlaczego?
Julia zawahała się.
— Myślałam, że jako córka właściciela znasz wszystkie stare historie klubu.
— Nie znam.
— Może to i lepiej.
Lena odwróciła się.
— Kim był?
— Dobrym zawodnikiem.
— Tylko?
— Nie powiedziałam „tylko”.
Lena spojrzała ponownie na fotografię.
— Dlaczego wszyscy robią taką minę, kiedy pada jego nazwisko?
Julia zerknęła na zegarek.
— Tego nie dowiesz się ode mnie w pierwszym dniu pracy.
I wyszła. Lena została sama. Piotr Kowalski. Ojciec Alexa. Rok 2008.
Pierwsza konkretna rzecz, która łączyła ich rodziny poza jedną nocą i jednym klubem.
• • •
Po południu Adrian Krawczyk wszedł do jej gabinetu bez zbędnych uprzejmości.
— Jutro o dziesiątej. Główne spotkanie kampanii.
— Wiem.
— Alex nie lubi, kiedy ktoś próbuje nim zarządzać.
Lena uniosła brwi.
— Nie zamierzam nim zarządzać.
— W takim razie szybko się dogadacie.
— To miało być pocieszające?
— Nie jestem od pocieszania.
Lena pokręciła głową.
— Wy wszyscy macie tutaj ten sam podręcznik?
Adrian prawie się uśmiechnął.
— Do jutra.
Kiedy wyszedł, Lena spojrzała na harmonogram. Jutro. Dziesiąta. Alex. Tym razem nie chodziło o przypadkową noc ani o szok na korytarzu. To miała być praca.
A przynajmniej tak zamierzała ją potraktować.
• • •
Kilkaset metrów dalej Alex siedział w klubowej restauracji. Kacper usiadł naprzeciwko.
— I?
— Co „i”?
— Ta Lena.
Alex spojrzał na niego.
— Skąd wiesz?
— Mam oczy. Wyszedłeś ze spotkania, jakby ktoś właśnie zmienił zasady gry.
Alex oparł się o krzesło.
— Lena Wysocka.
Kacper gwizdnął cicho.
— Córka właściciela.
— Wiem.
— Ta sama Lena?
Alex nie odpowiedział. Kacper pokiwał głową.
— Oczywiście.
Alex wstał.
— Dokąd?
— Zadzwonić.
— Do niej?
— Do ojca.
Kacper spoważniał.
— To brzmi gorzej.
• • •
Alex wyszedł na zewnątrz i zatrzymał się przy bocznym wejściu stadionu. Wybrał numer Piotra. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci.
— Tak?
— Tata?
— Co się stało?
Alex spojrzał na stadion.
— Znasz Marka Wysockiego.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Skąd to pytanie?
— Jego córka pracuje teraz w Vistuli.
Cisza zrobiła się jeszcze cięższa.
— Alex...
— Znam ją.
Piotr nie odpowiedział.
— I nie chodzi tylko o pracę — dodał Alex.
— Trzymaj się od tej rodziny z daleka.
Alex zacisnął szczękę.
— Dlaczego?
— Po prostu mi zaufaj.
— Nie mogę ci zaufać, kiedy nic mi nie mówisz.
— Tym razem musisz.
Alex zamknął oczy.
— To już trochę za późno.
Rozłączył się. Przez chwilę stał bez ruchu. Nie wiedział jeszcze, co wydarzyło się między Piotrem a Markiem Wysockim. Wiedział tylko, że jedno nazwisko wystarczyło, żeby jego ojciec się przestraszył. A następnego dnia Alex miał usiąść naprzeciw Leny przy jednym stole.
Tym razem świadomi już dokładnie, kim są.ROZDZIAŁ 5
Zasady
O osiemnastej Lena siedziała naprzeciwko ojca w restauracji, do której przychodzili od lat. Miejsce było eleganckie, ale dyskretne. Ciemne drewno, miękkie światło, niewielkie stoliki ustawione na tyle daleko od siebie, żeby każdy mógł udawać, że nie słyszy rozmowy obok. Marek lubił takie miejsca.
Można było rozmawiać o milionach, konfliktach i ludziach, a kelnerzy nadal zachowywali się tak, jakby najważniejszym problemem świata był wybór wina. Lena odłożyła menu.
— Nie zamawiasz?
— Później.
Przed Markiem stała tylko woda. Jak zwykle. Zero alkoholu. Zero zbędnych gestów. Zero przypadkowych słów.
Lena oparła dłonie na stole.
— Napisałeś, że musimy porozmawiać o Kowalskim.
Marek spojrzał na nią.
— Tak.
— Więc rozmawiajmy.
Przez moment nic nie mówił. To zirytowało ją bardziej, niż powinno.
— Tato.
— Jak przebiegło spotkanie?
— Dobrze.
— Pytałem o Kowalskiego.
— Był na spotkaniu.
— Lena.
Westchnęła.
— Co dokładnie chcesz wiedzieć?
Marek pochylił się lekko nad stołem.
— Jak długo go znasz?
Pytanie było tak bezpośrednie, że przez sekundę nie odpowiedziała.
— Służbowo?
— Nie lubię, kiedy odpowiadasz pytaniem na pytanie.
— A ja nie lubię, kiedy zadajesz pytania, na które najwyraźniej już znasz odpowiedź.
Marek patrzył na nią uważnie. Lena wytrzymała jego spojrzenie.
— Poznałam go niedawno.
Nie było to kłamstwo. Nie było też całą prawdą.
— Jak niedawno?
— Co właściwie próbujesz ustalić?
Kelner pojawił się przy stoliku. Przez kilka sekund oboje milczeli, dopóki nie nalał wody i nie odszedł. Dopiero wtedy Marek odezwał się ponownie.
— Alex Kowalski jest jednym z najważniejszych zawodników tego klubu.
— Wiem.
— Jest kapitanem.
— To też wiem.
— Jest świetnym piłkarzem.
— Nadal nie słyszę problemu.
Marek przesunął palcem po krawędzi szklanki.
— Problem nie zaczyna się od Alexa.
Lena znieruchomiała.
— Tylko?
Ojciec spojrzał gdzieś ponad jej ramieniem.
— Od jego rodziny.
To samo uczucie, które pojawiło się poprzedniego dnia przy starym zdjęciu, wróciło. Piotr Kowalski.
— Znałeś jego ojca.
Marek przeniósł wzrok na Lenę. Po raz pierwszy tego wieczoru naprawdę go zaskoczyła.
— Skąd to wiesz?
— Zdjęcie w klubie.
Cisza.
— Piotr Kowalski — dodała.
Marek nie odpowiedział. To wystarczyło. Lena pochyliła się nad stołem.
— Kim był dla ciebie?
— Zawodnikiem Vistuli.
— Tyle zdążyłam ustalić sama.
— W takim razie wiesz wystarczająco dużo.
Lena parsknęła cicho.
— Naprawdę?
— Naprawdę.
— Ojciec Alexa każe mu trzymać się z daleka od naszej rodziny.
Tym razem reakcja Marka była ledwie widoczna. Ale była. Napięcie szczęki. Minimalne. Jedna sekunda.
Lena je zauważyła.
— Skąd o tym wiesz? — zapytał.
Za późno zrozumiała, że powiedziała o jedno zdanie za dużo.
— Alex wspomniał.
— Rozmawiacie o swoich rodzinach?
— Rozmawiamy o pracy.
— To nie była rozmowa o pracy.
— Może dlatego, że żaden z naszych ojców nie zachowuje się normalnie, kiedy pada nazwisko drugiego.
Marek odsunął się od stołu.
— Nie angażuj się w to.
— W co?
— W przeszłość, która cię nie dotyczy.
— Jeśli pracuję z Alexem, najwyraźniej zaczyna mnie dotyczyć.
— Nie musi.
Lena patrzyła na niego przez chwilę.
— Co wydarzyło się między tobą a Piotrem Kowalskim?
Marek milczał.
— Tato.
— Nie tutaj.
— Znowu to samo.
— Lena.
— Ciągle mówisz, że czegoś nie powiesz „tutaj”, „teraz”, „jeszcze nie”. Kiedy w takim razie?
Marek spojrzał jej prosto w oczy.
— Kiedy uznam, że powinnaś wiedzieć.
Lena poczuła, jak narasta w niej złość.
— Mam dwadzieścia siedem lat.
— Wiem.
— Nie musisz mnie chronić przed każdą niewygodną historią.
— Nie próbuję chronić cię przed historią.
— Więc przed czym?
Po raz pierwszy Marek zawahał się naprawdę. Tylko na moment. Ale Lena to zobaczyła.
— Przed jej konsekwencjami.
Złość ustąpiła miejsca czemuś chłodniejszemu.
— Jakimi konsekwencjami?
Marek sięgnął po wodę.
— Alex jest zawodnikiem. Ty pracujesz po stronie klubu.
— I?
— I chcę, żeby tak zostało.
Lena przestała się poruszać. Teraz rozumiała. Nie wszystko. Ale wystarczająco.
— Czyli to nie jest tylko kwestia Piotra Kowalskiego.
Marek nie odpowiedział.
— Chodzi też o mnie i Alexa.
— Chodzi o granice.
— Jakie?
— Zawodowe.
Lena odchyliła się na krześle.
— Mamy zakaz relacji między pracownikami klubu?
— Nie potrzebuję paragrafu w regulaminie, żeby wiedzieć, kiedy coś jest złym pomysłem.
— Czyli to twoja zasada.
— Jako właściciela i jako ojca.
— Wygodne.
— Rozsądne.
Lena pokręciła głową.
— Nie zrobiłam niczego, co wpływa na moją pracę.
To była prawda. Przynajmniej na razie. Marek patrzył na nią dłużej, niż było jej komfortowo.
— Dopilnuj, żeby tak zostało.
Lena sięgnęła po torebkę.
— To wszystko?
— Na dzisiaj.
Wstała. Marek odezwał się, zanim zdążyła odejść.
— Lena.
Spojrzała na niego. Tym razem nie mówił jak właściciel klubu.
— Kowalscy zostawili po sobie w tym klubie więcej problemów, niż myślisz.
Lena zmarszczyła brwi.
— Co to znaczy?
Marek wziął szklankę. I ponownie stał się właścicielem Vistuli.
— Dobranoc.
Alex siedział w samochodzie przed restauracją drużyny. Silnik był wyłączony. Telefon leżał na siedzeniu pasażera. Na ekranie nadal widniała ostatnia wiadomość od ojca. Nie zbliżaj się do tej rodziny.
Alex przeczytał ją po raz kolejny. Potem zablokował telefon. Wystarczy. Nie miał piętnastu lat. Nie zamierzał podporządkowywać życia zagadkom człowieka, który od dwóch dekad odmawiał udzielenia mu jednej konkretnej odpowiedzi.
Telefon zadzwonił. Kacper. Alex odebrał.
— Tak?
— Gdzie jesteś?
— Przed restauracją.
— To dlaczego siedzisz w samochodzie?
Alex spojrzał przez szybę.
— Zastanawiam się, czy chcę oglądać twoją twarz przez następne dwie godziny.
— Rozumiem. Ja też często mam ten problem.
Mimo wszystko Alex się uśmiechnął.
— Zaraz będę.
Przez chwilę Kacper milczał.
— Wszystko w porządku?
— Tak.
— Kłamiesz gorzej niż zwykle.
Alex oparł głowę o zagłówek.