Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Pożądana - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
19 maja 2026
19,89
1989 pkt
punktów Virtualo

Pożądana - ebook

Seksowna nastolatka w oczach dojrzewających chłopców jest obiektem westchnień, pożądania oraz szybkiego zysku. Jej negatywne nastawienie do ambiwalentnych propozycji spotyka się z agresją i brutalnością mafijnego półświatka, a to co uważa za swój największy atut, zostaje wykorzystane przeciwko niej. Od tej pory jej życie zamieni się w piekło pełne agresji, upokorzenia, brutalnych gwałtów aż do pocałunku śmierci. Zawiera wulgarne słowa, przemoc, agresję, narkotyki, alkohol, gwałt, homofobię a także, drastyczne sceny i niewolnictwo... Odważysz się przeczytać? Tylko dla osób pełnoletnich

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Horror i thriller
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788395965913
Rozmiar pliku: 2,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Jak to jest być piękną, niebieskooką blondynką, przyciągającą uwagę większości mężczyzn w okolicy?

No dobra, to było zbyt prymitywne. Uznajmy więc, że blondynka przeważnie jest miła, pogodna, i towarzyska... Albo szalona jak to nastolatki :-)
Dalej prosto? Więc załóżmy, że w gruncie rzeczy jest romantyczką i skromną osobą, chociaż zdarza jej się być skuteczniejszą od Erosa i zawrócić w głowie jednym flirciarskim spojrzeniem.

Czy może tak być, że nasza blondynka będzie stąpała po białym dywanie obsypanym płatkami róż a z nieba posypią się diamenty? - Oczywiście.

Czy też mimo swego piękna będzie wytykana palcami, obrzucana błotem a w prymitywnych oczach tylko rzeczą, dupą do zaspokojenia swojego pożądania? - Hmmm, również i tak może się stać.

Pójdźmy jeszcze kawałek tą drogą. Po świecie chodża ludzie biznesu, którzy nawet w blond włosach dojrzą potencjał do szybkiego zysku.

No właśnie odpowiedź na pytanie "Jak to jest być piękną, niebieskooką blondynką..." może być bardziej złożona niż się wydaje, a już na pewno zależna od miejsca, w którym się znajdzie, albo ludzi, których spotka na swojej drodze.

No cóż...
A co by się stało, gdyby wszystkie te światy spotkały się w jednym rozdziale?

Zapraszam Cię do... A zresztą, odwóć stronę, bo szkoda czasu, a blondynka wiecznie czekać nie będzie...

Wojciech Kacperek

___1.0 KAŚKA_

Było ciepłe lipcowe popołudnie. Siedziałyśmy z laskami na antresoli jakiejś PRL'owej konstrukcji po fabryce cukru. Budowla była stara i zniszczona, wszędzie walały się śmieci i rozbite szkło, a żeby się dostać do naszej miejscówki trzeba było się wdrapać po zardzewiałych, chwiejnych schodach. Już na pierwszy rzut oka widać było, iż jest to miejscówka lokalnych dzieciaków albo meneli także dziwne, że te schody wciąż się tu ostały. Pozostałe elementy stalowe, które tylko dało się wywieźć na złom już dawno stąd zniknęły pogłębiając tym samym urok tego miejsca. Nikt o zdrowych zmysłach sam by się tu nie zapuścił. Mury pokrywały malunki graffiti, mniej lub bardziej artystyczne. Z tych ładniejszych schodziła już farba, więc były w pewnym sensie pomnikiem pozostawionym przez lokalnego artystę, o ile mogę go tak nazwać.

Dlaczego jego a nie ją albo ich? Każdy był podpisany „Xeayerniscos” co jedynie mi się kojarzyło z Ksawerym. Ciekawiło mnie jak wyglądał ten tajemniczy malarz. Kim był, skąd się tu wziął oraz czy przypadkiem nie miałam już okazji go poznać. Może to któryś z moich znajomych albo kumpel lasek z którymi akurat tu przebywam. Swoją drogą zupełnie nie rozumiałam co autor miał na myśli wybierając tak długi i pokręcony nick. Takiej głupoty nie byłabym w stanie wymyślić nawet po kilogramie zioła.

Pozostałe to typowe chuligańskie gryzmoły. Obleśne wypociny zakochanych dzieciaków albo klasyczna księga gości pisana pod wpływem alkoholowego impulsu. Niektóre wpisy były nawet zabawne, jak ten o wacku Rumcajsa albo głębokiej paszczy ciotki Zdzicha.

W zasadzie w naszej wiosce niewiele się działo, więc każdy z nas szukał czegokolwiek, czym choć na chwilę dało się zabić nudę. Najczęściej nasze plany nie wnosiły nic nowego. Przesiadywałyśmy tutaj ze znajomymi całymi dniami, a wieczorami czasem ktoś przynosił prowiant i wtedy rozpalało się ognisko. Najczęściej było to jednak tylko piwo lub w najlepszym wypadku samosiejka któregoś chłopaków. Chujnia była taka, że nie było tutaj nawet jednej działającej żarówki, prawdopodobnie prądu również od dawna nie widziano. Gdyby nie rozpalało się ognisk to by było całkowicie ciemno, a takie klimaty przyprawiają mnie o dreszcze już na samą myśl. Problemem jest już sam powrót do domu po zmroku, jestem wtedy całkowicie zależna od grupy i oni doskonale o tym wiedzą, często wykorzystując ten fakt przeciwko mnie. Od czasu do czasu ktoś wpadał na genialny pomysł ucieczki i schowania się w krzakach, a później wyskoczenia na mnie, gdy błądziłam po omacku w ciemności.

Wewnątrz fabryki z każdej szczeliny wystawał jakiś pręt a na podłodze porozwalane mnóstwo szkła. Idąc w ciemności przy ścianie można było rozciąć rękę, twarz albo nawet ukłuć się w oko. Upadając na podłogę można było pocałować piwnego tulipana.

Na zewnątrz wcale nie było lepiej. Byłam przyzwyczajona do oświetlonych miejskich uliczek a tutaj człowiek był w stu procentach uzależniony od humorów pogody lub astronomii. Wystarczyła jedna mała chmurka zasłaniająca księżyc, aby widoczność ograniczyła się do jednego centymetra.

Nie mam pojęcia jak tubylcy znajdowali drogę do domu. Wierzę, że te tereny znają na pamięć, ale wydaje się nierealnym przebrnąć przez ten teren w kompletnej ciemności, w dodatku po jednym głębszym. Bałam się, iż tym razem również tak się skończy nasza wizyta w tym obskurnym miejscu. Wolałabym robić coś innego, ale tutaj świat się zatrzymał i nie było nic innego.

Na domiar złego dzisiaj żadna z nas nie miała przy sobie złamanego grosza i jedynie Siwa ratowała nas paczką robionych fajek. W prawdzie tytoń był ohydny, śmierdział gnojem i bolała po nim głowa, ale jak to się mówi lepszy rydz niż nic. W zasadzie to nie podobało mi się przebywanie tutaj, a dzisiaj dodatkowo wokół mnie krążyła chmura niepokoj.

Dla zabicia czasu rozglądałam się dookoła oceniając poszczególne ściany. Były zawilgocone z odpadającym tynkiem, którego podczas budowy z pewnością nie przewidziano. Gdzieniegdzie były odsłonięte cegły, które, gdyby tak porządnie oczyścić mogłyby stworzyć naprawdę ciekawy nastrój. Do tego wszędzie widniały jakieś bazgroły. Zastanawiałam się co dany bohomaz może oznaczać, kto go namalował, albo po prostu jak to możliwe, że graffiti powstało w takim kuriozalnym miejscu. Jednym z takich arcydzieł był malunek przedstawiający mniej więcej kozę ze skrzydłami motyla oraz dorodne męskie przyrodzenie skierowane w jego stronę od tyłu. Nie mam pojęcia co to w ogóle ma przestawiać, autor z pewnością był na mocnym haju, szczególnie że samo miejsce tegoż dziwactwa było wręcz niemożliwe do dosięgnięcia nawet z wielkiej drabiny. Ktoś musiał mieć nierówno pod sufitem, żeby malować wyjątkowo gówniane obrazki w takim miejscu. Również sam komentarz autora był idealnie pasujący do tego miejsca.

„Wsadź kozie w dupę a zmieni się w motyla”

-Laski chcecie się sztachnąć?

-Znowu te ohydne siano? Skąd ty to kurwa bierzesz?

-Nie chcesz to się pierdol, będzie więcej dla mnie – Siwa oburzyła się na słowa Kaśki

Siedzenie w takim milczeniu w środku lata było dla mnie co najmniej dziwne, ale nie chciałam na siłę wychylać się z tematem, który od niedawna krąży mi po głowie. Bałam się reakcji dziewczyn i ich nastawienia do spraw damsko męskich. Dziewczyny wydawały się spoko i z pewnością żadna z nich od dłuższego czasu nie była już dziewicą, ale nie było mowy o podjęciu tematu.

-Kaśka nie masz czegoś do picia? - odezwała się niespodziewanie Becia

-No przecież widzisz, że nie mam nawet torebki, niby gdzie miałabym ukryć przed Tobą butelkę wody?

-To może skocz do Ruty, mam ochotę na zimną pepsi

-A czym mam zapłacić, dupą? Po ostatnim wypadzie na bansy babcia odcięła mnie od hajsu i jeszcze naskarżyła na mnie rodzicom

-Mówiłaś, że to kwestia torebki. U Ruty zawsze bierzemy na krechę i nigdy nie było problemu. Skocz szybciutko a zyskasz w naszej paczce

-Dlaczego sama nie pójdziesz? Nikt mnie tam nie zna więc na krechę z pewnością nie dostanę. Ciebie znają doskonale, więc nikt Ci nie zrobi problemu z tego tytułu

-Sęk w tym, że za dobrze mnie tam znają. Jestem krewna już dobre pięć dyszek, a odkąd ta stara prukwa złapała mnie za rękę jak chciałam podpierdolić bronka to mam już przejebane. Gdy wchodzę do tego zawszonego sklepu to od razu słyszę pierdolenie, że mam jej oddać hajs, bo miesiąc się kończy i takie tam. Wkurwia mnie niesamowicie ta baba, chętnie bym jej wyjebała

Becia z widocznym zażenowaniem odwróciła głowę, spoglądając przez niewielkie okienko, oczywiście z wybitą szybą. W ostrych odłamkach szkła odbijało się słońce tworząc kolorowe zajączki na zakurzonej podłodze. Budynek był dosyć wysoki, byłyśmy na wysokości około 2 piętra, więc z okna rozpościerał się widok na całą okolicę, notabene której teren był płaski jak podeszwa kapcia cioci Jadzi.

-Nie trzeba było rzygać po kątach - wtrąciła nagle Siwa i wszystkie wybuchły śmiechem

-Nie przejmuj się, każdemu się to zdarza za pierwszym razem, ale później jest już całkiem przyjemnie

Kiedy leci dobra nuta, organizm sam się pcha na parkiet. Problem pojawia się w momencie, gdy nie wiesz, kiedy ktoś czyha na twój tyłeczek i próbuje cię najebać, tak jak Ciebie w ubiegłą sobotę. - rzuciła Becia klepiąc mnie po ramieniu

-Bardzo zabawne. Niby skąd wiesz, że chcieli mnie tylko przelecieć? To, że Bartek postawił mi drinka jeszcze nic nie znaczy

-Oczywiście, że nic nie znaczy. Tyle że nie chcę wiedzieć jaki chuj zrobił tą gorzołkę deptaną. Ciekawe co w niej było, że odpłynęłaś i pół imprezy przespałaś, a na koniec jeszcze rzuciłaś pawiem. Masz farta, że nie obrzygałaś moich białych butów, bo chyba bym ci jaja ukręciła.

Wszystkie buchnęły śmiechem rozładowując rosnące we mnie napięcie. Muszę przyznać, że głupio mi było przed laskami, że film urwał mi się praktycznie po jednym może dwóch drinkach. Z tyłu głowy miałam już zakodowaną informację, że więcej nie dam ciała w ten sposób, że jeszcze pokażę, że potrafię się dobrze bawić i w niczym nie jestem gorsza od nich samych.

Czasem nie wiedziałam czy one ze mnie żartują czy takie żarty są tutaj na porządku dziennym. Mimo iż Becia wyjątkowo mnie dzisiaj wkurwiała starałam się nie dać tego po sobie poznać. Byłam nie w sosie, bo praktycznie co babcia wypominała mi w jakim stanie wróciłam do domu w niedzielę nad ranem. Prawdę mówiąc sama się zastanawiam, ile mogłam wypić i co to było, że mnie tak siekło. Z pewnością było mocne, bo po pierwszym łyku przeszył mnie dreszcz podczas gdy spływająca lawa sięgnęła moich migdałków, ale później dolałam sobie więcej soku i już było całkiem, całkiem. Również prawdą jest, że nie mam w zwyczaju szlajać się po knajpach i na palcach jednej ręki mogłabym policzyć, ile razy byłam gdziekolwiek u siebie w Sochaczewie. Niemniej jednak akurat tą informację wolałam zachować dla siebie. Tutejsze dziewczyny sprawiają wrażenie bardzo rozrywkowych i nie miałam zamiaru od nich odstawać, tym samym narażając się na drwiny lub wytykanie palcami.

Często patrzyłam na nie przez palce, ale nie mogłam tego dać po sobie poznać. Nie chciałam uchodzić za zadumaną w sobie mieszczuchę, a tym bardziej nie chciałam w żaden sposób odstawać od ekipy. Przyjeżdżaliśmy tu z rodzicami praktycznie każdego lata i często ja pozostawałam sama na resztę wakacji, gdy im kończyły się urlopy. Było tu cholernie nudno, ale wolałam spędzać czas na łonie natury z dziewczynami, które znałam praktycznie od najmłodszych lat niż w Sochaczewie zupełnie sama.

Gdy tylko zaświeci trochę słońca wszyscy spieprzają z tej betonowej dżungli i zdecydowanie wolałam należeć do tej grupy populacji, niż do osiedlowego szczura, który nigdy nie ma się czym pochwalić prócz tym, że całe wakacje spędził sam na osiedlowej huśtawce gapiąc się samotnie w oglutany asfalt pełen łupin słonecznika i niedopałków.

W Sobczycach nie było w zasadzie nic, poza rozpadającym się budynkiem po starej fabryce oraz kilkudziesięcioma gospodarstwami. Na szczęście kilka kilometrów dzieliło nas od Głogowa, gdzie nawet piechotą można było wyskoczyć choćby na basen czy do kina. W Głogowie też lądowaliśmy za każdym razem, gdy planowany był wypad na dyskotekę. Klub Paradiso uchodził za najlepszy w mieście, więc szukanie czegoś drugorzędnego nie wchodziło nawet w grę. Grunt, że nikt nie pytał o dowód i puszczał w miarę współczesną muzykę.

Prawdę mówiąc podobało mi się tam i mam nadzieję, że niedługo babci przejdzie i znów będę mogła wyskoczyć na imprezę wraz z naszą ekipą.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego laski napieprzają się ze mnie i tego Grześka. Przecież facet jest w porządku i nie chce mi się wierzyć, że chciał ode mnie tylko seksu. Nie znam jeszcze na tyle tutejszych zwyczajów, ale w Sochaczewie rozmowa z kumplem wcale nie oznacza zaproszenia do łóżka, nawet jeżeli podczas rozmowy padają jakieś prześmiewcze podteksty. Postanowiłam jednak zachować dla siebie pewien szczegół, mianowicie iż nigdy nie miałam chłopaka.

Uznałam, że tak będzie lepiej dla wszystkich, nie tylko dla mnie. Myślę, że dziewczyny również czułyby się niezręcznie, gdyby wyszło na jaw, iż jestem dziewicą a tym bardziej, nie umknąłby uwadze fakt samotnego życia. Każda z nich dawała jasno do zrozumienia pozostałym, że w tematach matrymonialno łóżkowych jest najlepsza w całej okolicy. Myślę, że nie byłoby o czym ze mną gadać, gdyby intymne szczegóły na mój temat ujrzały światło dzienne. Czasem zastanawiałam się, jaka mogłaby być reakcja kumpli. Wyobrażałam sobie zakłady i wyzwania, które miałyby na celu zamianę dziecka w kobietę, jak pieprzoną poczwarkę w motyla. Jebać to! Postaram się nie odstawać od grupy łapiąc ich klimaty i teksty, ale póki co moja dupa będzie należeć tylko do mnie. Nie zamierzam wpuścić do swojego ciała żadnego z tych obskurnych frajerów, a później wysłuchiwać przechwałek albo komentarzy.

- Co z tym piciem? Kołujemy coś czy mam tu kurwa uschnąć?

Becia coraz bardziej się niecierpliwiła usilnie próbując wszystkim udowodnić, że najlepszym rozwiązaniem dla obecnej sytuacji jest zorganizowanie czegoś czym można by się najebać. Nie znam jej od wczoraj, więc przekaz o skoczeniu po pepsi był jasny jak słońce. To miała być mocna pepsi albo czysta woda, która wszystkim poprawi humory. Za 7zł dało tu się kupić całkiem smaczne wino z etykietą przedstawiającą głowę psa z wywalonym jęzorem. Mniej więcej tak wyglądałam o poranku każdorazowo, gdy piłam z nimi to gówno. Pe-Psi w tutejszym wydaniu to jabłkowo śliwkowy sikacz o ciemnym fioletowo-brązowym kolorze. W smaku przypominał trochę karmelizowaną wiśnię o aromacie cynamonu w wydaniu lekko gazowanej oranżady, w dodatku w półtoralitrowej plastikowej butelce. Nie widziałam w tym nic szczególnego, ale dziewczyny były zachwycone, gdy tylko ktoś wyskubał na jedną kolejkę.

Dobrze, że u nas nic takiego nie ma, a w ogóle to Ci jeszcze nie mówiłam. Gdy tylko będę mogła zwiać spod skrzydeł starych to przeprowadzę się do stolicy i tam zmienię swoje życie w piękny raj, o którym mogłaby pomarzyć każda z tych tępych lafirynd. Mam idealny plan na swoją przyszłość i picie jaboli z tą bandą lachociągów nie idzie w parze z życiem na poziomie jakie da mi Warszawa. Tak, rozwinę tam skrzydła i może wpadnę tutaj przejazdem, żeby mogły zobaczyć moje nowe buty za dwa tysie albo samochód, której marki nawet nie będą potrafiły przeczytać. Do tego mojej idealnej cery i lśniących bielusieńkich zębów nie widziały nawet na okładkach najlepszych magazynów mody. Aaaaa sorry, tutaj nie ma magazynów mody. Tutaj jest takie zadupie, że nie dochodzi nawet pieprzone światło dzienne. Chyba zwinę stąd do domu pod byle pretekstem, nie chce dzisiaj z nimi tutaj siedzieć. Brakuje jeszcze, żeby któraś dojrzała mój mini tatuażyk serduszka z diabelskimi różkami, wydziargany na podbrzuszu, blisko prawej pachwiny. To był taki mały sekrecik umiejętnie skrywany przed światem. Dla mnie miał ogromne znaczenie, dla tutejszego plebsu zapewne byłby zaczepką do drwin i podtekstów o charakterze erotycznym. Nie znają i nigdy nie poznają znaczenia tego tatuażu, po prostu jest mój i niech się pierdolą._1.1 BECIA_

Wyglądałam przez okno na zmierzającą w naszym kierunku ekipę. Doskonale wszystkich znałam i już wiedziałam czym się zakończy ta wizyta. Niestety wszystko wskazywało na to, że nasz idealny wieczór nie będzie taki miły na jaki liczyłyśmy. Po wczorajszej imprezie miałyśmy dość huczliwego towarzystwa a tym bardziej nie chciałyśmy wysłuchiwać mędzenia bandy lokalnych gamoni. Również nic nie wskazywało na to, żeby mieli przy sobie chociaż łyka pe-psi, więc zostaniemy tu o suchym pysku w dodatku z bandą przepitych ryjów.

To po pierwsze, po drugie to było nasze spotkanie, tylko nasze i nikomu nie mówiłyśmy o tym, że dziś się tu spotykamy. Nie wiem kto się wygadał, ale mam swoją podejrzaną. Żadna z naszej ekipy nigdy nie zdradziła, kiedy tu się spotykamy, a samo miejsce nie uchodziło za wyjątkowo atrakcyjne. Zdecydowana większość okolicznych meneli, jeżeli nie wszyscy woleli przesiadywać u Jolki pod sklepem. Tam mieli na wyciągnięcie ręki wszystkie najnowsze newsy, którymi chętnie dzielili się na późniejszych imprezach. W zasadzie to biznes kręcił się zarówno w sklepie jak i pod sklepem. Z budynku wychodziłaś z chlebem a zza rogu z butelką bimbru albo ziołem. Tam również nikt nie pytał o dowód, więc zakupy można powiedzieć były na legalu.

Pierwszy z tej śmiesznej trójki szedł Marszoł. Ten koleś to typowy bryniol z przepitą gębą i przegniłymi od jaboli zębami. Gdy próbował coś mówić to wtedy bardzo seplenił, wszyscy się z niego nabijali co doprowadzało go do białej gorączki, więc wtedy często łapał za pięści. Poza tym był chłopakiem, z którym żadna by nie poszła, więc podejrzewaliśmy, że jest jeszcze prawiczkiem i swoje żale topi w butelce taniego wina, dosłownie każdego dnia. Jakby tego było mało Marszoł był w pewnym sensie przylepą, więc często włóczył się z chłopakami, mimo iż niekoniecznie oni by sobie tego życzyli. Doskonale nimi manipulował tym samym łapiąc się na darmową popijawę albo palenie.
Tyle w temacie uzębienia.
Był dobrze zbudowanym facetem kochającym sztuki walki, więc mimo częstego niedysponowania alkoholowego był w stanie wygrać większość ulicznych potyczek. Jako nastolatek trenował boks a w stodole była prawdziwa siłownia. W prawdzie zmontowana z amatorskich przedmiotów rodem ze złomowiska, ale wystarczająca jak na owe czasy.
Jak sięgam pamięcią potrafił pół dnia wyciskać byle gałęzią, a wszystko po to by w przyszłości spełnić swoje kulturystyczne marzenia bądź stanąć na ringu z najlepszymi w Polsce.

Niestety wszystko się zmieniło z dniem, w którym zmarła jego matka. Został wtedy sam wraz z ojcem w rozpadającym się drewnianym domu. Jak się tak dobrze przyjrzeć, widać było przegnite deski elewacji oraz zapadający się dach. Wizualnie chałupa sprawiała wrażenie przynajmniej stuletniego skansenu dzielnie oczekującego na swoją renowację utylizację. Uwierz mi, strach było przejść obok, a co dopiero wejść do środka. O mieszkaniu w tym miejscu nie będę nawet wspominała, Bezapelacyjnie beznadziejności dodawał drewniany kibelek na tyłach domu, co dla czternasto może piętnastoletniego chłopaka było niesamowitym obciachem i jednym z dwóch powodów przez który do tego domu nigdy nie zapraszało się gości.

Drugim powodem był potwór, który nazywał się ojcem. Obrzydliwy pijaczyna, wiecznie obsikany i śmierdzący. Do tego agresywny a po alkoholu odbijała mu palma. Pamiętam, że Marszoł często przychodził do szkoły posiniaczony z podbitym okiem albo ze złamaną ręką. Wszyscy wiedzieli co się stało i kto to zrobił, ale nikt nie potrafił mu się przeciwstawić. Szczególnie, iż zawsze było wytłumaczenie matki i potwierdzenie dziecka, że urazy są wynikiem nieszczęśliwego wypadku przy żniwach albo dojeniu krowy.

Niedługo po matce w domu Marszalskich znowu zawitała śmierć. Tym razem policja znalazła zwłoki starego pijoczyny z głową w wodzie przydrożnego rowu. Były plotki, że młody mu pomógł odgrywając się za dzieciństwo, za matkę, awantury i codzienne łojenie skóry. Oficjalna wersja była taka, iż totalnie najebany wyniszczony trudnościami życia mężczyzna wpadł do wody i zwyczajnie się utopił. Uznano to za nieszczęśliwy wypadek, jednakże po wsi chodziły inne plotki, a jak wiadomo w każdej plotce jest ziarenko prawdy.

Nastoletni Marszoł został sam i nie było nikogo kto chciałby się nim zająć. Nawet pieprzona opieka społeczna się nie zainteresowała, chociaż nie wiadomo czy z tego półgłówka dałoby się wycisnąć chodź odrobinę współczynnika inteligencji. Był podatny na wpływ innych usilnie próbując zwrócić na siebie uwagę. Najłatwiej było to osiągnąć pod sklepem, stercząc tam z lokalnymi menelami przy butelce jabola. W taki sposób przywódca nadciągającej do nas trójki stał się zawodowym pijusem do złudzenia przypominając swojego ojca.

Czasem się zastanawiałam, czy chłopacy go tolerują, bo muszą, czy w jego towarzystwie czują się bezpieczniej, ponieważ we wsi mało kto chciał z nim zadzierać. Krążyły również plotki, że zna wielu wpływowych ludzi, albo że zadaje się z typami spod ciemnej gwiazdy, jednakże nikt tego nigdy nie potwierdził. Domyślałam się, że te wszystkie pogłoski to pijackie brednie samego Marszoła podkręcone bujną wyobraźnią miejscowych ludzi. Z pewnością, gdy pojawiał się w okolicy to następnego dnia było o czym gadać...

I bardzo mnie to martwiło widząc przez okno właśnie jego.

Kolejnym dżentelmenem w tym zestawieniu był Bartek. Człapał posłusznie za Marszołem wyglądając przy tym jak paskudne kurczątko podążające za kwoką. Za Bartkiem zupełnie nie przepadałam. Zawsze miał do dodania swoją debilną tezę opartą na filozofii półgłówka o IQ niższym od wróbla. Gdyby nie jego uśmiech i te magiczne oczy, byłby u mnie w tej samej szufladzie co Marszoł. Różnica między nimi była taka, że Bartek nie miał skłonności do alkoholu, bynajmniej nie takich jak Marszoł, za to ziołem nigdy nie pogardził. Często usiłował zabłysnąć gwarą demonstrując swoje miejscowe pochodzenie. Jakoś mi to nie imponowało, chociaż od czasu do czasu udawało mi się znaleźć równie ciekawą ripostę. Niech idiota ma świadomość, że w jego otoczeniu nie tylko on potrafi godać.

Ale, powracając do jego oczu...

Były wyjątkowo ciemne, wręcz czarne, na widok których mroziło krew w żyłach. Gdyby nie towarzyszący nim uśmiech miałabym wrażenie, że zaraz mnie dopadnie i zabije. Było w nich coś co jednocześnie przerażało jak również fascynowało. Widziałam w nich mroczny ogień i gdyby tylko zmienił towarzystwo z pewnością cieszyłby się wyjątkowym powodzeniem wśród płci pięknej. Tak, mroczny ogień to najlepsze określenie tego pustego, ale uwodzicielskiego spojrzenia. Z jednej strony wyglądał jak rasowy lucyfer, z drugiej jak radosny, potulny baranek żywcem wyciągnięty z kreskówki.

Niestety Bartek to głąb, więc zamiast zauważyć i zrozumieć swoją wartość wolał szlajać się z Marszołem kreując się na zbójnickiego oprycha. Wydaje mi się, że o swoim idolu wiedział najwięcej ze wszystkich, być może również był w stanie potwierdzić plotki o powiązaniach Marszoła, jednakże nigdy na ten temat nie pisnął najmniejszego słowa. Był wierny jak piesek co było widać na każdym kroku. Myślę, iż ta wierność była niezłą zaletą, o ile w ogóle było coś do ukrycia. Wszyscy znali Marszoła i gadało się o nim w każdym domu. Być może Bartek po prostu bał się, że oberwie, gdyby ten dowiedział się o płotkowej zdradzie kumpla.

Bartek nie był taki napakowany jak szef oraz nie miał w zwyczaju nadstawiać mordy za kumpli, jednakże nieraz oberwał dla zasady, po prostu za samo przebywanie w towarzystwie osoby, której niełatwo było spuścić manto. Prościej było wymierzyć sprawiedliwość słabszemu, szczególnie gdy po awanturze sam wracał do domu tuż po zmroku. Mówiłam, że głąb.

Jako ostatni w tej gromadce pedałków szurał nogami Nikoś. Nikodem to taki typowy wiejski dzieciak z mnóstwem marzeń. Czasem miałam wrażenie, że ten zatrzymał się na etapie podstawówki. Opowiadał o swoich podróżniczych planach na stację kosmiczną i zdobywaniu wielkich pieniędzy obstawiając mecze w STS. W tym ostatnim był nawet dobry, to mu trzeba przyznać. Jak nikt już nie miał kasy to ten zawsze z rękawa wyciągnął pięciozłotówkę lub dwie, coś tam postawił i za godzinę było za co kupić fajki. Nie ukrywam, że miałam go za skończonego idiotę i marzyciela, ale jego zaradność w kwestiach przyziemnych mi imponowała. Jak dla mnie zupełnie nie pasował do tego towarzystwa. Co u licha robił dziecinny mięczak w towarzystwie zwyczajnych oprychów. Z mojej perspektywy wyglądał jak niewolnik, którego doi się z kasy na każdym kroku i można żerować dowoli bez najmniejszych konsekwencji. Typowy frajer. Podejrzewałam, że gdy Marszalskiemu chciało się palić to Nikoś wyskakiwał z kasy a Bartek leciał po zioło.

W domu Nikodema było zupełnie inaczej niż w większości domów w tej wsi. Pochodził z dobrej rodziny, w której nie było alkoholu ani biedy. Ojciec pracował jako kamieniarz u lokalnego przedsiębiorcy pogrzebowego, a matka dorabiała jako krawcowa. Mieli piękny otynkowany dom, w którym zawsze było czysto, pachniało obiadem i świeżym ciastem drożdżowym. Taka porządna polska rodzina. Właśnie dlatego uważam, iż Nikoś nie pasował do tego towarzystwa. Bardziej bym się spodziewała najlepszych ocen na świadectwie, wyprasowanego kołnierzyka niż przetłuszczonych włosów i kroku w kolanach na przetartych jeansach.

Wiem, że miał komputer i sporą część swojego życia spędzał z nosem wlepionym w ten podłączony do pudełka z guziczkami telewizorek. W zasadzie nigdy tego nie widziałam na oczy, ale inni mówili, że super sprawa. Mnie to jakoś nie kręciło, mimo iż chciałabym kiedyś zobaczyć co to w zasadzie jest i do czego służy. Może gdybym się koło niego zakręciła to by mi pokazał co nieco. Tylko chodzić z lalusiem to największy obciach jaki mógłby mi się przydarzyć, a moja reputacja nie mogła sobie na to pozwolić. To ja tu byłam tą, która miała największe i najsmakowitsze cycki w całej okolicy i każdy na mnie leciał. Każdy małolat się do mnie ślinił a chłopaki waliły konia na samą myśl o spędzonym ze mną wieczorze.

Ale żeby przypadkiem żadne z Was nie pomyślało sobie, że byłam łatwa albo coś z tych rzeczy. To nie tak, że poszłam z byle kim a tym bardziej za kasę. Mój wybranek przede wszystkim musiał mi się podobać. Podobali mi się inteligentni i dobrze zbudowani mężczyźni, dla których kobieta jest na pierwszym miejscu i daliby sobie obciąć rękę, żeby tylko stanąć w jej obronie. Dokładnie! Stanąć w jej obronie w każdej sytuacji, nawet przed swoimi kumplami. Również gość musiał mieć to coś, co przyciąga spojrzenia dziewczyn no i wiadomo, że musiał być dżentelmenem. Oczywiście facet, gdy zaprasza kobietę na zabawę to kupuje jej wszystko czego ona zapragnie a na koniec odprowadza ją do domu.

Lubiłam zwodzić za nos dając nadzieję na coś więcej, a później po prostu żegnać się soczystym całusem i odejść do domu. Musieli wiedzieć, że to ja jestem ich pragnieniem i nie dostaną mnie ot tak sobie. Czasem trzeba się bardziej postarać, żeby zdobyć kobiece serce i powinni o tym wiedzieć.

...

Gapiłam się przez okno na nadciągających gości i odczuwałam coraz większe wkurwienie. Nie miałam ochoty gadać teraz z chłopakami, szczególnie iż w planach miałyśmy z dziewczynami ustalić garderobę na wyjazd. No cóż, za późno, żeby zmienić miejscówkę spierdalając stąd niezauważonym, więc jedyne co mi pozostało to wziąć sprawy w swoje ręce i przegonić frajerów nim pomyślą że na nich lecimy. Swoją drogą nawrzucanie jakiemuś imbecylowi mogłoby być całkiem niezłą rozrywką jak na taki chujowy dzień.

-Idą jacyś frajerzy - odezwałam się z pogardą nadal patrząc przez rozbite okno

-No kurwa nie gadaj, to miał być nasz wieczór - odezwała się zdegustowana Siwa

-Musimy coś zrobić, żeby nas nie zauważyli, skitrać się gdzieś albo co - ożywiła się Kaśka

-Pojebana jesteś - wtrąciłam - chcesz się schować jak jakiś jebany struś, bo nadciąga kilku frajerów?

-Sama jesteś pojebana, obciągniesz jednemu i sobie pójdą

Laski czasem nie wiedziały czy my z Kaśką się kłócimy, czy tak sobie tylko pogadujemy. Fakt faktem, obie się znosiłyśmy do takiego stopnia jaki był wymagany w danej sytuacji, by nie rozpętała się burza z piorunami, ale poza wspólnym jaraniem jointów na imprezach nie miałyśmy zbyt wielu wspólnych tematów. Wiem, że Kaśka od dawien dawna usiłowała wbić się w naszą paczkę, często robiąc różne rzeczy na pokaz. Strugała z siebie totalną imbecylkę zapewne myśląc, że cieszy się wielkim uznaniem. Jak dla mnie to serio zakładanie się o paczkę fajek, że zakręci dupą przed menelem wcale mnie nie zachwyca, mimo iż dla beki dorzuciłam piątaka by dostała swoją wygraną, za którą i tak wszystkim postawiła po piwie. Swoją drogą zabawnie było, gdy ten stary pierdoła tak się napalił, że wywalił jądra na słońce i zaczął nas gonić po wsi. Nigdy wcześniej nie widziałam Kaśki, żeby tak szybko spierdalała. Serio zostawiła nas z tyłu na dobre 20 metrów, cholera niezła jest i mogłaby startować w zawodach biegowych.

-Prędzej obciągną sobie sami niż spojrzę na te krzywe ryje - szybko zripostowała Kaśka, a dziewczyny ryknęły niepohamowanym śmiechem, rozweselając nieco ponurą atmosferę.

Przez następne kilka minut dyskutowałyśmy na temat męskich przyrodzeń raz po raz parskając śmiechem. Dowiedziałam się, że Siwej najbardziej odpowiada średni rozmiar o lekkim wygięciu w górę, tak by stymulował jej punkt G oraz nie bolało, gdy w nią wchodzi. Ciekawa koncepcja. Kaśka dla odmiany wolała wielkie maczugi, ale wydepilowane i schludne. Idiotka! Pewnie byłby to murzyn ubrany w rurki. Facet powinien być facetem, a zarost i włosy lonowe dodawały mu seksapilu. Jak dla mnie koleś, który depiluje nogi i jaja uchodzi za geja.

-Podobno Marszoł ma wielkiego jak dąb - rzuciłam niespodziewanie zaciekawiając pozostałe laski

-Widziałam kiedyś jak masturbował się w krzakach gapiąc się na cycki opalającej się nad jeziorem starej Batersowej. To było ohydne, ale co nieco podejrzałam - zszokowała wszystkich Siwa

-Zdaje się, że tu nadciąga więc będziesz miała okazję się przekonać. My chętnie ocenimy z daleka - dowaliła Kaśka

- Będziemy patrzeć, jak sobie obciągają wzajemnie i po tym ocenimy?

-Nawet jak wielkiego to pewnie pięciosekundówka - wyskoczyłam wyczuwając kolejne zjebane humory dziewczyn.

-Podobno zapina kozę, w końcu żadna inna go nie chce.

-Dziwisz się? Taki bryniol ledwo na nogach stoi a o ostatnią kąpiel jedynie koza nie zapyta.

-Pamiętacie, jak kilka lat temu wykitowała cała jego rodzina? Słyszałam, że po tej zjebanej akcji tak się stoczył i serio koza teraz wchodzi do domu, kiedy jej się podoba. On albo szlaja się po okolicy, albo śpi najebany. Możliwe, że budząc się na haju zapnie jej tyłek śniąc o Siwej.

-Fuj zaraz się porzygam - skrzywiła się Kaśka - wyobraziłam sobie jak Marszoł zapina kozę myśląc, że to Siwa, a później daje do papy Nikosiowi tłumacząc, że to gwiezdny ptak i wyniesie go na orbitę.

-Wy kurwy, o czym wy pierdolicie? - Zagotowała się Siwa. Jeszcze jedno słowo a dostaniesz w ryj miejska suko

-Gdyby porządnie spalić Nikosia to pewnie uwierzyłby nawet że to Zeus na niego patrzy i ssałby mocniej niż strażacka pompa – postanowiłam dorzucić coś na rozluźnienie atmosfery. Widok gotującej się Siwej mnie rozbawił, ale miałyśmy ważniejsze tematy do obgadania.

Znowu wszystkie parsknęłyśmy śmiechem, udając, że zaraz wymusimy wymioty wkładając palce do gardła, a Kaśka położyła się na plecach udając żółwia czy chuj wie co, byle by było zabawnie. Totalna debilka, chociaż muszę przyznać, że aż się popłakałam ze śmiechu.

Chłopacy dotarli szybciej niż się spodziewałam…

-Siema dziwki, co tu robicie?

Bartek jak zwykle wszystkie nas wkurwił zanim wgramolił się na przegnite metalowe schody pokrytymi starą blachą ryflowaną. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że zęby Marszoła wyglądają o niebo lepiej niż te schody, ale można by z tym polemizować.

-Wypierdalaj pedale - zagotowałam się.

Bartek potrafił być spoko, ale nazwaniem nas dziwkami przekroczył wszelkie normy poniżenia jakie mógł nam zaserwować, tym bardziej kurwa na powitanie. Niech stąd spierdala nim zachce mi się wstać i skopać mu ten przepity ryj. Jego czarne oczka błyszczały w przenikającym przez stłuczone okno słońcu, jednakże to nie tłumaczyło takiego zachowania.

-Spierdalaj wieśniaku - zasyczała wkurwiona Kaśka

-Brakuje żebyście się trzymali za rączki, frajerzy - skwitowała Siwa.

Nikodema najwidoczniej uderzyła zarówno wypowiedź Bartka jak i nasza reakcja. Schował się za Marszołem i spuścił głowę. Ewidentnie zrobiło mu się wstyd za kumpla, a teraz nie wiedział po której opowiedzieć się stronie. Wydawało mi się, że chciałby coś powiedzieć, ale wyprzedził go Marszoł

-Zamknij ryj pojebie

Tutaj nas wszystkich zaszokował. Spodziewałam się, że dołączy się do wrzutów Bartka, ale ten zachował się inaczej niż sobie wyobrażałam. Cholera, czy ten dzban właśnie stanął w naszej obronie? Jak mam to kurwa wytłumaczyć? Czy to była zaczepka, żeby spuścić wpierdol Bartkowi za coś co być może zdarzyło się wcześniej, czy też któraś z nas jest obiektem jego westchnień, co by oznaczało tragedię. W tym wypadku aż miałam, ochotę mu podziękować za jego postawę, więc skwitowałam jego słowa delikatnym uśmieszkiem.

Marszoł to taka menda, że jak sobie wypije to włącza mu się agresor i zaczepia chłopaków. Nie jest więc pewne czy zaraz nie rozpęta się tu jakaś bitka. Podejrzewałam, że teraz również jest już po jednym może nawet kilku piwach.

-Powiedziałam, że macie stąd wypierdalać. To nasza miejscówka i nie potrzebujemy tu trzech zrytych beretów – postanowiłam nie dać po sobie poznać, iż postawa Marszoła mi zaimponowała, więc kontynuowałam z nadzieją, że zaraz sobie pójdą.

-Patrzcie jaka wkurwiona - wyskoczył Nikodem - ja zostaję, zaczyna mi się podobać.

Laluś najwidoczniej chciał zabłysnąć przed kolegami udając odważnego ogiera, który trzyma nas wszystkie w garści. Nie wiem co mu się wydawało, ale jak Marszoł nie jest w humorze i już zbluzgał Bartka to jemu przyleje z liścia.

-Uważaj, żebyś zaraz nie dostał po ryju, to niebezpieczna okolica i lepiej schowaj głowę w piasek - pomału moja cierpliwość się kończyła

-A jak już będziesz miał głowę w piachu to cała przyjemność będzie po stronie twoich kolegów - dodała Kaśka szczerząc przy tym swoje bielutkie końskie zęby. Pierdolona mieszczuszka.

Nikoś chyba nie załapał o co jej chodziło, bo uśmiechnął się jakby rozmyślając w marzeniach co ma odpowiedzieć. Początkowo sama miałam wątpliwości, ale Siwa szybko je rozwiała. Przyglądała się raz jednemu, drugiemu albo trzeciemu będąc przy tym zieloną jak kapusta na jarmarku. Patrzyłam na nią zastanawiając się, czy się zaraz porzyga na tą ujebaną posadzkę.

-Przestańcie, bo się porzygam. Lody jeszcze zrozumiem, ale żeby kolegę zapinać w takim miejscu to trzeba mieć nieźle zryty beret. Panowie zdecydowanie za dużo pornusów i zioła. Wszystkie doskonale wiemy, że wasze powodzenie u dziewczyn kończy się na reprezentacyjnym kolorze zębów, także sorry, ale nie macie tu czego szukać. Spójrzcie na was z naszej perspektywy. Wyglądacie jak gówno, zachowujecie się jak gówno, jebie od was gównem, żrecie i pijecie same gówna a do tego zadajecie się z gówniarzami. Czym więc jesteście?

-Spierdalaj! Myślicie, że dupą zwojujecie świat a tymczasem same robicie sobie wary, żeby lepiej ciągnąć albo cycki, żeby którykolwiek z nas zechciał na was spojrzeć. Mamy coś na co wszystkie lecicie - powiedział czerwony jak świnia Bartek

-Nie ma czegoś takiego - przekomarzała się Kaśka nadal szczerząc zęby

Bartek uśmiechnął się i pokazał butelkę, w której już prawie nie było Pe-Psi. Gapiłyśmy się na niego nie do końca czając co takiego ciekawego jest w plastikowym śmieciu. Prawdę mówiąc osłupiałam i z moich ust zniknął element gniewu zastępując go zdziwieniem. Butelka, zwykła butelka a ten śmierdzący dziwak wymyślił sobie teorię, że na niego polecimy. Zapewne zaraz zabłyśnie teoriami na temat recyklingu albo zacznie łapać muchy i zamykać w butelce. Pierdolony tępak z tego pajaca.

-Po chuj pokazujesz nam pustą butelkę? - odezwałam się

Nie mogli wiedzieć, iż chciało mi się pić i kilka minut wcześniej próbowałam wysłać Kaśkę po wodę do sklepu. Jeżeli myślą, iż zrobią nam na złość pokazując butelkę po jabolu w dodatku w skacowany dzień, to się mylą. Jedyne co by osiągnął to gruby wpierdol wszystkim co znajdę pod ręką. Choćbym miała przypierdolić deską to nie dam się poniżyć za łyk tego świńskiego napoju zaplutego rzygowinami tych trzech frajerów.

Nikoś wyciągnął z kieszeni kawałek czekolady zawinięty w sporej wielkości sreberko i zjadł czym prędzej całość, by nikt nie zdążył poprosić o pół kosteczki.

Kolejny idiota - pomyślałam - jeden przyniósł butelkę po jakimś zaplutym napoju, drugi jedną kostkę czekolady, którą teraz mlaskał, aby wszyscy widzieli. Najchętniej bym skopała im dupy albo lepiej narzygała na te obleśne mordy, których już miałam serdecznie dość.

-Co wy odpierdalacie, wyjazd stąd - nadal bulwersowała się Siwa

Nikoś przysiadł na ziemi i z pełną koncentracją zaczął prostować sreberko po czekoladzie na jakiejś zakurzonej desce.

-Ostrożnie idioto - wkurzył się Marszoł patrząc się na niego

Ten jedynie podniósł sreberko po czekoladzie, zdmuchnął kurz z deski i swoją zabawę zaczął od nowa nie komentując przytknięcia nawet jednym słowem. Był przy tym tak skupiony, że wyglądał jakby odleciał do innego świata zupełnie odklejając się od rzeczywistości. Co za palant, najpierw zażarł czekoladę a teraz bawi się opakowaniem jak niemowlę. Daj piłeczkę a będzie za nią zapierdalał, aportował a może nawet i szczekał.

-Macie fajercok? - wyskoczył Bartek

-Ty masz gorem - zaśmiałam się

-Gorem ma twoja stara, masz fajercok czy nie?

Marszoł wyciągnął zapalniczkę i rzucił w jego stronę, ale ta fajtłapa oczywiście nie złapała.

-Nosz kurwa, łap jak ci rzucam a nie stoisz jak taka gelejza

-Pitej hakać pyry debilu jeden. Cza było się odezwać a nie rzucać jak kretyn. Szukaj jakiegoś gwoździa

-Sam szukaj, co to ja pies jestem?

Trzeba przyznać, że Bartek jak na pełnoetatowego przydupasa zachowywał się tak, jakby zupełnie nie ruszały go agresywne teksty Marszoła, któremu już para leciała z uszu i zaraz eksploduje.

Marszoł wyraźnie się wkurwił i przez chwilę myślałam, że zaraz złapie za pięści i przypierdoli Bartkowi. Zawsze widać po nim jak się wścieka, bo na szyi wychodzą mu żyły i cały się czerwieni. Z daleka widać zaciśnięte zęby i ma się wrażenie, że zaraz para pójdzie w gwizd jak w lokomotywie. Dosłownie wyglądał jakby się gotowało w szybkowarze i zaraz dojdzie do eksplozji.

Zauważyłam, że wszystkie się gapimy na Marszoła co teraz zrobi. Kaśka cofnęła się kawałek jakby demonstrując, iż się wycofuje. Siwa rozglądała się jakby w poszukiwaniu jakiejś broni a ja stałam wryta. Marszoł natomiast tylko poczerwieniał i coś mamrotał pod nosem.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij