-
nowość
Prędzej piekło zamarznie - ebook
Prędzej piekło zamarznie - ebook
Anika Pierce prowadzi odziedziczony po babci pensjonat. Budynek wymaga wielu remontów, na które nie ma pieniędzy. Nicholas Lassard, właściciel ekskluzywnego hotelu w sąsiedztwie, chce kupić pensjonat. Anika uważa go jednak za zdemoralizowanego playboya i swojego największego konkurenta i nie zamierza oddawać w jego ręce rodzinnej firmy. Niespodziewanie, gdy spotykają się na konferencji na Hawajach, zaczyna między nimi iskrzyć. Teraz oboje nie bardzo wiedzą, jak rozdzielić interesy i rodzące się uczucia…
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-291-2714-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Anika Pierce usiadła na ręczniku i spojrzała na krystalicznie czyste wody zatoki Hanalei. Nikt, kto patrzył na spokojne, łagodne fale, nie zgadłby, że zaledwie poprzedniej nocy na oceanie szalał sztorm. Pod koniec listopada, choć zwykle najsilniejsze deszcze na hawajskiej wyspie przychodziły dopiero w grudniu. Oglądała sztorm z balkonu hotelu, oczarowana błyskawicami i grzmotami. Poczuła pierwotną więź z naturą.
Anika prychnęła. A może po prostu sztorm idealnie odzwierciedlił jej nastrój. A wszystko przez niego – Nicholasa Andrew Lassarda. Tego drania.
Wyszła na taras hotelu zaraz po śniadaniu, rozkoszując się widokiem Oceanu Spokojnego, palm, gór strzegących doliny Hanalei. Uwielbiała Słowenię i małe miasteczko Bled, które stało się jej domem, ale zamierzała w pełni wykorzystać letnią pogodę na Hawajach. Zamierzała cieszyć się porankiem, wylegując się na leżaku z gorącą filiżanką herbaty w jednej ręce i książką w drugiej. Zanim jednak dotarła do leżaka, wpadła prosto na Nicholasa. Pozostał jej tylko jeden powód do radości – fakt, że jej herbata chlapnęła na jego śnieżnobiałą koszulę.
Nie zareagował gniewem, chociaż koszula prawdopodobnie kosztowała tyle, ile ona zażądała za noc w zajeździe. Uśmiechnął się tylko swym czarującym szkockim uśmiechem i powiedział, że miło ją widzieć. Gdy zapytała, co tu robi, spokojnie odpowiedział, że bierze udział w Międzynarodowej Konferencji Turystyki.
Sama myśl o zadowolonym wyrazie jego przystojnej twarzy rozpalała gniew w jej piersi. Zobaczył broszurę konferencji na jej biurku, kiedy wszedł do Zvonček Inn trzy tygodnie temu z kolejną ofertą kupna jej zajazdu, tym razem o kolejne sto tysięcy euro wyższą od oferty, którą złożył latem. Arogancki dupek nawet to skomentował i zapytał, czy ona bierze udział.
Czy pojechał za nią na Hawaje? Czy naprawdę był tak zdeterminowany, by kupić pensjonat, że przeleciał za nią prawie osiem tysięcy mil?
Najwyraźniej tak.
Nie doceniła Nicholasa, kiedy półtora roku temu rozpoczął budowę hotelu Lassard nad jeziorem Bled. Trzypiętrowy luksusowy hotel z własnym spa, restauracją i barem na dachu. Elegancki, pełen przepychu i absurdalnie drogi. I tuż przy zajeździe, który należał do rodziny jej matki od pierwszej wojny światowej.
Przysłał do niej przedstawicielkę w czarnym garniturze z uśmiechem rekina, która dostarczyła skórzane portfolio z wizualizacjami architektonicznymi przyszłego hotelu. Anika nie ucieszyła się z kolejnego hotelu tak blisko swojego, zwłaszcza takiego ze wszystkimi nowoczesnymi udogodnieniami, których nie miał jej zajazd. Ale w pensjonacie Zvonček zatrzymywali się zwykle ludzie zupełnie innego rodzaju niż w luksusowych hotelach jak Lassard. Jej goście woleli przytulne kominki i ręcznie robione kołdry od marmurowych wanien i wspaniałych żyrandoli.
Poznała Nicholasa tydzień później na śniadaniu zorganizowanym przez lokalną izbę turystyki. Miał gęste, ciemnobrązowe włosy, które wyglądały, jakby rozwiał je wiatr, i dołeczek w policzku, gdy się uśmiechał. Połowa kobiet z Bledu zakochała się w nim, zanim zaczęli spotkanie. Plotkowały o srebrnym zegarku Cartier i garniturze z Savile Row w Londynie. I o tym, jak wspaniale opinał zgrabny tyłek Nicolasa.
Anika niechętnie przyznawała, że Nicholas był przystojnym mężczyzną. Szkoda, że jego chciwa dusza była taka brzydka.
Bogactwo, urok, wszystko to sprawiło, że była czujna. Nicholas obracał się w zupełnie innych kręgach niż ona. To, że nie zadał sobie trudu, by przyjść i osobiście jej się przedstawić, pokazało jej, że Nicholas dbał tylko o „ważnych” ludzi, podczas gdy do zwykłych, takich jak ona, wysyłał podwładnych. Widząc, jak flirtuje z kobietami na śniadaniu, utwierdziła się w przekonaniu, że jest playboyem, który bawi się w hotelarstwo.
Jednak, jeśli Nicholas czegoś chciał, grał ostro. Przekonała się o tym na własnej skórze tej wiosny. Pojawił się w jej zajeździe, prosząc o prywatne spotkanie. Miał na sobie kolejny szyty na miarę garnitur i lśniące mokasyny. W jego obecności zniszczony dywan w jej biurze i doniczki z przebiśniegami na parapecie wydawały się skromne i przestarzałe. Uśmiechał się szeroko, podczas gdy ona ledwie się zdobyła na słaby uśmiech maskujący zdenerwowanie.
A potem pozbawił ją mowy, otwierając skórzaną teczkę z wytłoczonym srebrnym logo hotelu Lassard z ofertą kupna zajazdu za pięćdziesiąt tysięcy euro ponad jego wartość. Wykorzystując jej milczenie, zasypał ją słowami gładkimi jak brandy i równie mocnymi. Powiedział, że jest zadowolony z nieruchomości, którą kupili, i z jej widoków nie tylko na jezioro, ale także na wyspę, romantyczny kościół, zamek na północno-zachodnim brzegu. Ale gdy wybrał się na wycieczkę po jeziorze i zobaczył jej zajazd z wody, zrozumiał, że stanowiłby idealne uzupełnienie hotelu Lassard. Dzięki gruntownemu remontowi, integralność budynku mogłaby zostać zachowana, a jednocześnie zyskać luksus i przepych, jakich oczekiwali goście marki Lassard. Jego klienci dostaliby też dostęp do małej plaży, gdzie mogliby pływać i wypoczywać latem, a także do przystani, z której można by całorocznie wypływać łodziami.
Potem pochylił się do przodu i powiedział:
– Wiem, że pensjonat ma kłopoty. Mogę je rozwiązać.
Do tej pory zgrzytała zębami na wspomnienie tych słów!
Gdy odmówiła, odchylił się do tyłu, a jego krzesło złowieszczo skrzypiało. Po raz pierwszy życzyła sobie, żeby coś w zajeździe się złamało i żeby on upadł na podłogę.
Spytał dlaczego. Odpowiedziała, że zajazd nie jest na sprzedaż. Natychmiast dorzucił sto tysięcy euro do oferty.
I, cholera, zawahała się. Przez jedną okropną sekundę zawahała się. Tak, zajazd się starzał. Wydawało się, że gdzie nie spojrzała, coś się psuło. Materace wymagały wymiany, okno – naprawy lub któryś ze starych bojlerów był na skraju wypalenia. Odkąd jej babcia, Marija, zachorowała, to Anika musiała podejmować coraz więcej decyzji. Odpowiedzialność za zajazd i troska o babcię ciążyły jej tak bardzo, że w niektóre noce leżała bezsennie i czuła, że ledwo może złapać oddech. Zastanawiała się, jak temu wszystkiemu podoła.
Przyjęcie oferty Nicholasa byłoby najłatwiejszym wyjściem. Zajazd należał do jej rodziny od ponad stu lat. Anika przyjechała tu ze Stanów po śmierci swojej matki Danici, by być z pozostałą jej rodziną. Babcia i zajazd ją uratowali. Chodziła po korytarzach, w których dorastała jej matka, Danica, czytała przy tym samym oknie i spacerowała boso po podwórzu wiosną, gdy przebiśniegi, od których zajazd wziął nazwę, pokrywały ziemię białym puchem kwiatów.
Ale nie chodziło tylko o jej dziedzictwo. Goście, którzy wracali tu rok po roku, traktowali zajazd niczym swój drugi dom. Nie zamierzała pozwolić, by jakiś arogancki bogacz zamienił go w luksusowy hotel, na który jej klienci nie będą już mogli sobie pozwolić.
Ponownie więc powiedziała „nie”. Uśmiech Nicolasa zniknął i zobaczyła, co skrywa: biznesmena, który nie lubił, gdy odmawiano mu tego, czego chciał.
Nie. Nie pozwoli mu, by zepsuł jej tę podróż. Przyjechała tu na konferencję. Miała nadzieję, że wpadnie na jakieś pomysły i nawiąże kontakty, które przyniosą więcej interesów. Ale posłuchała też rady, którą Marija udzieliła jej w ostatnim tygodniu przed śmiercią, kiedy dała Anice kopertę zawierającą bilet lotniczy i rezerwację na konferencję, na którą zawsze chciały jechać razem.
– Jedź i baw się dobrze. – Ścisnęła dłoń Aniki, gdy ta otworzyła usta, by zaprotestować, wskazując, że pieniądze można by lepiej wydać na gospodę. – Zrób to dla mnie, Aniko. Będę szczęśliwsza, wiedząc, że masz szansę trochę pożyć.
Betonowy pomost wychodził w wodę i oferował niesamowite widoki. Na jego końcu ustawiono kilka stołów osłoniętych parasolem. Drabinkami można było zejść do wody, by popływać. O ósmej rano pomost był cudownie pusty. Żaglówki i kilka mniejszych łodzi rybackich delikatnie kołysały się na wodzie. Turyści w kajakach wiosłowali przez zatokę i wpływali do rzeki Hanalei. Za wodą i plażą góry wznosiły się ku niebu.
Anika kochała spokojne jezioro Bled, nad które właśnie schodziła zima. Śnieg z Alp pokrywał miasto. Jezioro Bled stawało się coraz bardziej znane jako cel podróży, chociaż zachowało swój małomiasteczkowy, europejski urok.
Ale Hawaje rozbudziły w niej na nowo żądzę włóczęgi, której nie czuła od lat. Nie wiedziała nawet, że potrzebuje wyjazdu ze Słowenii, dopóki nie wyszła z lotniska na Kauai w tropikalne ciepło, które przesunęło się po jej skórze niczym pieszczota kochanka. Palmy dawały cień, góry pokrywała aksamitna zieleń zamiast śniegu.
Zdeterminowana, by się zrelaksować, zanim wróci na sesję otwierającą konferencję, Anika położyła się na ręczniku. Powoli skupiła się na rozluźnieniu ciała, napięcie uciekało z jej mięśni, gdy słońce delikatnie wymazywało jej zmartwienia. Harmonogramy, zaległe rachunki i plany marketingowe odpłynęły. Po raz pierwszy jej umysł był całkowicie błogo wolny od wszystkiego, z wyjątkiem tego, gdzie była.
– Raj – westchnęła z zadowoleniem.
– Szkoda byłoby spalić tak piękną skórę.
Zamarła, gdy usłyszała jego głęboki, chropawy głos. Sztywność powróciła, wdzierając się do jej ciała i napinając kończyny w ciasno zwinięte sprężyny. Jej puls przyspieszył. Cień Nicolasa padł na nią, blokując słońce. Niechętnie otworzyła oczy i mrugnęła.
– Myliłam się.
Górował nad nią, uśmiechnięty i opalony, co mówiło jej, że niedawno podróżował, a raczej imprezował za granicą.
– W czym?
– Nie jestem w raju. Jestem w piekle.
Odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się. Podparła się na łokciach i spojrzała na niego, próbując powstrzymać złość. Miała ochotę zepchnąć go z pomostu.
– Dzisiaj po południu będzie na tyle gorąco, że można to uznać za piekło – stwierdził.
– Co tu robisz?
Uniósł brew, kucając obok niej.
– To samo co ty.
– Próbujesz spędzić trochę czasu w samotności?
– Tak.
– Samotność oznacza, że nikogo innego nie ma w pobliżu.
Rozejrzał się powoli, demonstracyjnie.
– Hm. Musiałam przegapić znak, który mówił, że to prywatny pomost.
Zdjął okulary przeciwsłoneczne, gdy mówił. Inny rodzaj gorąca przetoczył się przez nią, szybki i tak szokujący, że jej usta rozchyliły się ze zdziwienia. Nigdy wcześniej nie zareagowała na niego tak… fizycznie. Może to przez leśny zapach jego wody po goleniu.
Albo po prostu od wieków nie byłam na randce, pomyślała zgryźliwie. Postarała się, by jej spojrzenie wyrażało wstręt. Uniósł rozbawiony brwi. Jego oczy wydały się nagle jeszcze bardziej błękitne i kuszące. On jest wrogiem! – krzyczał jej mózg. – Przestań fantazjować!
– Przestań pieprzyć, Nick. Po co tu jesteś?
Uśmiechnął się jeszcze szerzej, pewny siebie i seksowny.
– Lubię twój soczysty język.
– A ja lubię, gdy nie ma cię w pobliżu.
– Ranisz mnie, Aniko. Jesteśmy nie tylko kolegami, ale i sąsiadami. Czy nie powinniśmy przynajmniej zachowywać się wobec siebie po koleżeńsku?
– Cóż, jesteśmy sąsiadami – odpowiedziała Anika. – Jednak nie kolegami, bo nie pracujemy tak samo. Ja pracuję, podczas gdy ty uśmiechasz się do zdjęć w gazetach i kasujesz pieniądze za ciężką pracę swoich pracowników, planując, jak zniszczyć małe firmy, takie jak moja, i powiększyć swoje bogactwo. Nie jesteś moim kolegą.
– To jest zabawne. Powinniśmy częściej rozmawiać.
– Obrażam cię, a nie rozmawiam.
– Mimo wszystko, to jedna z przyjemniejszych rozmów, jakie odbyłem od lat.
– Przyjechałeś tu za mną specjalnie? – zapytała.
– Już wiosną zaproszono mnie jako gościa specjalnego na jeden z paneli konferencji.
– Mogłeś o tym wspomnieć, kiedy powiedziałam ci, że jadę – warknęła.
– I ryzykować, że odwołasz? Nie mogłem na to pozwolić, zwłaszcza że ten wspólny wyjazd może nas do siebie zbliżyć – dodał.
– Nic nas do siebie nie zbliży, Nick. Nigdy.
Jego uśmiech ani drgnął, nawet gdy jego spojrzenie stało się ostrzejsze. Był dziedzicem hotelowego imperium swojego ojca, człowiekiem, który nie cofa się przed niczym, by dostać to, czego chciał. Gdy drugi raz odwiedził zajazd, z jeszcze lepszą ofertą, stanął w holu, jakby już był jego właścicielem. Kiedy kazała mu odejść, wymienił wszystkie naprawy, które były konieczne, podając ich koszty, które sprawiały, że chciało jej się rozpłakać. A jednak to tylko utwierdziło ją w postanowieniu, że nie odda mu swojego zajazdu. To, że naruszył jej prywatność do takiego stopnia, tak głęboko grzebał w jej osobistych finansach, by osiągnąć własne cele, sprawiło, że wyrwała mu z ręki ofertę i rozdarła na pół na jego oczach. Wrócił. Och, wracał wielokrotnie przez całe lato, za każdym razem oferując więcej niż poprzednio.
– Czemu się tak upierasz? Moja oferta mogłaby ci tylko pomóc.
– Raczej mnie pogrążyć – odparła. Złościło ją, że pozostał tak spokojny i opanowany, podczas gdy jej głos drżał. – Przy tym, jak ciągle włóczysz się po świecie…
– Tęsknisz za mną, Pierce?
Podniósł rękę i odgarnął z jej twarzy zbłąkany kosmyk włosów. Coś przemknęło mu przez twarz, coś, co sprawiło, że poczuła trzepotanie w żołądku. A potem to zniknęło, tak szybko, że zastanawiała się, czy sobie to wyobraziła.
Weź się w garść!
Jej reakcja na Nicholasa była po prostu biologiczna. Czy jej się to podobało, czy nie, był atrakcyjny. Nie spotykała się z nikim od prawie dwóch lat, a te kilka prób seksu z Zacharym było, delikatnie mówiąc, nieudane.
Nie myśl o seksie! Nie przy nim.
– Tęsknię za samotnością i spokojem, którymi się cieszę, gdy cię nie ma. A teraz odejdź, pozwól mi cieszyć się porankiem i – dodała ostro – trzymaj swoje wypielęgnowane ręce z dala od mojej własności.
Wyciągnął dłoń i zanim zdążyła się odsunąć, splótł swoje palce z jej palcami. Ich dłonie spotkały się, przycisnęły do siebie w intymnej pieszczocie.
– Nigdy nie zrobiłem sobie manicure.
Jego głos stał się głębszy, zmysłowy jak ciepło powoli narastające, gdy słońce wspinało się wyżej na niebie. Powinna odsunąć rękę. Ale gdy jego palce przesunęły się w dół, prześledziły linie krzyżujące się na jej dłoni, a następnie niżej, by zatrzymać się na pulsie bijącym dziko w jej nadgarstku, nie ruszyła się. Gdy jego spojrzenie powróciło do jej twarzy, nie mogła powstrzymać ostrego wdechu.
W jej umyśle pojawiło się wspomnienie jego zdjęcia z tabloidu, jakie ostatnio widziała. Patrzył na swoją byłą dziewczynę z tą samą skupioną intensywnością, gdy uśmiechała się do niego na dachu jakiegoś słynnego muzeum.
Nicholas Lassard nie był stworzony do rodziny, do zobowiązań, obrączek ślubnych i dzieci.
A ona chciała tego wszystkiego. Nie zamierzała być kolejną w długim szeregu podbojów.
Myśl ta dała jej wystarczająco dużo siły woli, by odsunąć rękę. Odwróciła się od niego, jej oczy szukały palm kołyszących się łagodnie na wietrze. Wzięła głęboki oddech i ponownie skupiła się na problemie.
Wiedziała, że musi podjąć jakieś decyzje. Przeprowadzić niezbędne naprawy w zajeździe, pomalować elewację, wymienić dywany. Sprzedaż zajazdu mogłaby ją uratować finansowo. Ale byłoby to pożegnanie się z dziedzictwem, obserwowanie, jak jej miejsce na ziemi zmienia się z przytulnej przystani w szykowną odnogę hotelu, który oferował szampana w kryształowych kieliszkach przy zameldowaniu i podgrzewane baseny zewnętrzne. Esencja pensjonatu Zvonček zostałaby utracona.
– Prowadzisz hotel, który kosztuje ponad tysiąc dolarów za noc i oferuje całodobowy room service. Ja mam zajazd, w którym używa się zabytkowych kluczy. Obracamy się w zupełnie innych kręgach. Ty trzymaj się swojego i nie wchodź mi w drogę, a wszyscy będą szczęśliwi.
Jego dłoń spoczęła na jej łydce. Szarpnęła się, czując jego gołą dłoń na swojej skórze, po czym w duchu przeklęła się za reakcję na jego dotyk.
– Czy jesteś szczęśliwsza z dala ode mnie, Aniko?
– Tak.
– Rani mnie to.
Zirytowana, wstała, tak szybko, że prawie przewróciła Nicholasa. Odwróciła się do niego plecami i zrzuciła sukienkę przez głowę. Zduszony dźwięk sprawił, że obejrzała się przez ramię.
Nicholas się na nią gapił.
– Co robisz? – spytał.
– Idę popływać.
– Nie bądź głupia – warknął. – Zimą jest wysoki przypływ i…
– A sprytna turystka zapytała ratowników na plaży, czy dzisiaj można bezpiecznie pływać – odwarknęła. – Nie lekceważ mnie, Nicholasie. Przegrasz.
Z tymi słowami na pożegnanie zeskoczyła z pomostu do wód zatoki Hanalei.