Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Prezentacja, prezenter i... problemy - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 lutego 2026
E-book: EPUB, PDF MOBI
50,00 zł
Audiobook
50,00 zł
50,00
5000 pkt
punktów Virtualo

Prezentacja, prezenter i... problemy - ebook

To propozycja dla wszystkich, którzy mówią do ludzi, prowadzą prezentacje i coraz częściej odnoszą wrażenie, że jest to trudniejsze niż kiedyś. Marek Stączek przygląda się temu zjawisku, wskazuje jego przyczyny i dzieli się ciekawymi, często nieoczywistymi wskazówkami. Nie jest to jednak kolejny poradnik pełen gotowych narzędzi — autor raczej zachęca do zmiany sposobu myślenia o wystąpieniach i komunikacji z odbiorcami. Pokazuje, jak inaczej można definiować relacje na styku: mówca – publiczność, prezenter – słuchacze, lider – zespół, konsultant – klienci.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-61485-53-7
Rozmiar pliku: 2,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Ogarnij się. Mówisz w wymagającym środowisku.

„Wolę gorzką prawdę, niż słodkie kłamstwa” – John Fitzgerald Kennedy

Wybraliśmy się z Małgosią na monodram do „Ateneum”. Na widowni około 60 osób, z wolna gasną światła i wszystko pokrywa ciemność. Zapada cisza i tylko jeden punktowy reflektor oświetla scenę. Wchodzi aktor i zaczyna. Mniej więcej po trzech minutach u któregoś z widzów, w torebce zadzwoniła melodyjka zwiastująca pojawianie się SMS. Momentalnie na twarzy aktora pojawiła się lekka irytacja, ledwo zauważalne wybicie z rytmu, ale w ułamku sekundy „poskładał się” i poszedł dalej.

Wtedy pomyślałem: ciekawe jak Ty byś sobie radził w typowych sytuacjach biznesowych, gdy nie mówisz do ludzi, którzy specjalnie przygotowali się na Twoje wystąpienie. Przyjechali pół godziny wcześniej w nastroju oczekiwania, niektórzy jakiegoś uniesienia, pozytywnie nastawieni, kupli bilet za 150 PLN, aby wejść w aurę spektaklu i teraz czekają, co powiesz.

Tam jest inaczej, ale nie „trochę inaczej”, lecz „bardzo inaczej”, ponieważ często bywa tak, że słuchacze chętnie zapłaciliby, żeby nie uczestniczyć w tym spotkaniu. Myślą: „Mam teraz tak wiele rzeczy do zrobienia, a ktoś mi zajmuje pół godziny.”, etc.

Czy przesadzam z taką diagnozą sytuacji? Nie sądzę, bo… spróbuj w skali od 1 do 10 ocenić subiektywny stan Twojego słuchacza, który na wspomnienie o spotkaniu i Twojej prezentacji myśli: gdzie 1 to – „Wolałbym, aby tego spotkania dziś nie było”, a 10 – „Z wypiekami na twarzy czekam na tą prezentację”. Owo od 1 do 10 to opis skali przyjazności sytuacji, w którą wchodzisz.

Może sprowadźmy ten koncept do realiów. Jesteś przedstawicielem firmy farmaceutycznej i pojawiasz się u lekarza, którego w tym dniu odwiedziło już trzech podobnych do Ciebie reprezentantów medycznych. Zajęli mu pół godziny, a przed nim kilka spraw administracyjnych oraz spora grupa oczekujących, nerwowych pacjentów i teraz pojawiasz się Ty. Sam oceń, na ile jest to przyjazna dla Ciebie sytuacja – skalę znasz.

Przykład drugi – przyjeżdżasz na spotkanie do klienta, gdzie masz zaprezentować Waszą usługę, ale w tej firmie nikt (poza szefem IT) nie jest zainteresowany zmianą usługodawcy. Co więcej, większość pracowników wie, że zmiana będzie związana z dużą ilością dodatkowej pracy dla każdego nich. Ponadto ten, który świadczy obecnie usługi, nawiązał wiele pozytywnych relacji, ludzie go lubią i cenią za oddanie i profesjonalizm. Wielokrotnie im pomógł w sytuacjach, których nie obejmowała treść umowy. Na to wchodzisz Ty, a na skali przyjazność środowiska pojawia się cyfra…?

Może kogoś nie przekonałem, więc posłuchajcie tego:

Mam znajomego, który jest właścicielem szkoły języka angielskiego, dodatkowo to pasjonat tematu „zarządzanie projektami”. Na co dzień uczy, zarządza firmą i grupą nauczycieli i często prowadzi szkolenia z tego zakresu w świecie edukacji oraz akademickim. Kiedyś, dostał zaproszenie, żeby zaprezentować ów temat w środowisku biznesowym. Po spotkaniu podzielił się swoimi obserwacjami:

– Nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie tak ciężki kawałek chleba. Poziom trudności w tym, by: a. pozyskać słuchaczy, b. pociągnąć ich w stronę współpracy, c. zainspirować, był nieprawdopodobnie większy. Z całego spotkania wyszedłem zmęczony, jakbym przerzucił tonę węgla.

Skonstatujmy: ten sam człowiek, te same kompetencje i sprawności w prowadzeniu warsztatu, ten sam temat i to samo zamiłowanie do zagadnienia, a jakże różny, subiektywnie odczuwany poziom obciążenia podyktowanego zadaniem oraz ocena w skali trudności i przyjazności zastanej sytuacji.

Więc czy mam rację, mówiąc, że to mało przyjazne środowisko? Jeżeli moja diagnoza jest trafna i tak wygląda nasza sytuacja prezentacyjna, to powinniśmy zrobić wszystko, by było nam łatwiej, a możesz to zrobić tylko i wyłącznie, gdy będziesz miał dobrze opanowane dobre treści. Wówczas one „wykonają pracę” za Ciebie podczas wystąpienia.

Ale jeżeli tego nie zrobisz, to – nie chcę być złym prorokiem – będziesz systematycznie doświadczał zniechęcenia i porażki, a to przerodzi się w narastające zniechęcenie. Zaczniesz unikać prezentacji, ale niestety – szef, bądź Twoja organizacja będą na Ciebie naciskać, mówiąc „musisz” i będzie coraz gorzej. Frustracja urośnie i doprowadzi Cię do małego wypalenia. Dlatego moja rada – ogarnij się. Zrób dwa ruchy – po pierwsze zrozum swoje położenie, po drugie uczyń ze prezentacji swój oręż. Wtedy poczujesz: idzie mi!, a w Twoim wnętrzu pojawi się zyskująca myśl: Chcę więcej! Wtedy nadchodzi podmuch flow! Pojawi się narastająca chęć pracy nad warsztatem i doświadczenia siebie na forum.

DYGRESJA: Politechnika i podchmielony inżynier

Aby podać kilka wskazań dotyczących konstrukcji sytuacji prezentacyjnej w kontekście trudności, pozwólcie, że posłużę się przykładem. Było to lata temu, na studiach…

Wyobraźcie sobie miasteczko akademickie. Byłem wtedy na czwartym roku i miałem krótkie wystąpienie na otwartej przestrzeni. Mniej więcej w połowie, na scenie pojawia się nieproszony gość, mocno podchmielony student politechniki, który nie tylko chce wejść i mieć swoje pięć minut, ale ma wyraźną potrzebę, by przejąć ośrodek dowodzenia, czyli odebrać mi mikrofon. W tym momencie moje zadanie polegało na: 1. utrzymaniu się w siodle – sztuce samoopanowania, 2. dowcipnym komentowaniu całej sytuacji i ciągłym schodzeniu z linii ciosu napierającego inżyniera.

Dlaczego zawracam Wam głowę tą historią? Otóż mam takie przekonanie, że często my, w czasie naszych prezentacji zawodowych, mamy o wiele trudniejsze zadanie, bo gdy np. ktoś wchodzi z nami w ostrą polemikę i wyraźnie widać, że jest negatywnie nastawiony, to wtedy musimy wykazać się nie tylko umiejętnością: 1. utrzymania w siodle, 2. zręcznego ripostowania, ale także 3. spójnego prezentowania merytorycznych treści. Patrząc na to nasze „zadanie” z perspektywy psychologicznej, to jest to niezwykle trudne przedsięwzięcie, bo przecież jesteś pod presją (ktoś na Ciebie napiera), dzieje się to w sytuacji społecznej (inni to obserwują), a Ty na świeczniku masz obronić punkt widzenia, który aktualnie prezentujesz. W takim momencie poziom naszej uwagi, refleksu, dostępność do zasobów pamięci, szybkość kojarzenia są na najwyższym poziomie. A czasami jest tak, że występuje jeszcze jeden, dość istoty czynnik.

Dlaczego nie możesz poklepać swojego szefa po ramieniu?

W środowisku, w którym prezentujemy, rządzi prawo asymetrii. Co mam na myśli? Wiele relacji, w które wchodzimy, to układ, gdzie ktoś jest wyżej, a ktoś niżej. Jeżeli chcecie to sprawdzić, to proszę, oceńcie, gdzie jesteście – wyżej, czy niżej? Zróbcie mały test, odpowiadając na pytanie:

Kto może wygłosić takie zdanie: „Dobra robota, ale musisz jeszcze kilka rzeczy dopracować”.

Ty możesz powiedzieć to do szefa, czy szef do Ciebie? Oczywiście to pytanie retoryczne, ale wskazuje na asymetrię w kontakcie – On może, bo jest wyżej.

Kto może posłużyć się zdaniem: „Mam dzisiaj dla pana tylko 5 min. Proszę streścić swoją wypowiedź”.

Ty zwracając się do swojego klienta, czy klient do Ciebie?

A w sytuacji prezentacji może to wyglądać tak, jak odpowiedzieli mi w firmie reklamowej, gdzie szkoliłem.

To była prezentacja, której celem było pokazanie nowego projektu u naszego klienta. Wyszedłem na środek, przed ich zespół i rozpocząłem od słów:

– To może na początek nasza Big idea.

Na co szef tej firmy rzucił w moją stronę:

– Czy jest „big”, to się dopiero okaże.

No właśnie, bardzo często prezentujemy w sytuacjach asymetrycznych – słuchacz ma więcej praw niż my, a dodatkowo często wykorzystuje je, aby utrudnić, zdyskredytować, wybić z rytmu lub okazać zniecierpliwienie. To jest kolejna zmienna, która opisuje trudność naszej sytuacji prezentacyjnej. Co możemy zrobić? Musisz nauczyć się wchodzić w tę sytuację z nową definicją i wprowadzić symetrię lub ową asymetrię zniwelować. Jak to zrobić? Tylko… stylem i pomysłem. Ja przynajmniej znam tylko te dwa rozwiązania, a każde z nich związane jest z rozwojem Twojego warsztatu retorycznego.

Jeżeli przedstawiona w tym rozdziale diagnoza jest prawdziwa i prezentujemy w trudnych i złożonych okolicznościach, to musimy posiąść zdolność, o której mówi plastyczna metafora Bohumila Hrabala „O sztuce dryblingu na chusteczce do nosa”.

Jak pewnie wiecie, drybling to pojęcie zaczerpnięte z obszaru piłki nożnej, które opisuje umiejętność prowadzenia piłki, przy jednoczesnym wykonywaniu zwodów, częstych zmianach kierunku ruchu, a jego celem jest ominięcie przeciwnika i celny strzał na bramkę. Ta umiejętność to połączenie: kontroli nad piłką, szybkości i zwinności oraz sztuki improwizacji. Hrabal dopowiada – odbywa się to na stosunkowo małej przestrzeni – chusteczce do nosa.

No właśnie, jeżeli wzrosły oczekiwania i gra stała się bardziej wymagająca, to nie możemy stosować pomysłów – nazwę je umowie – „z lat dziewięćdziesiątych”, takich jakie proponują nam niektórzy, mówiąc: „kluczowa jest mowa ciała mówcy”, „oprzyj wystąpienie na modelu języka korzyści”, etc. Naprawdę, obecne czasy wymagają nowych sposobów.

Niestety, odnoszę wrażenie, że w środowisku konsultantów od prezentacji jest wielu zamrożonych w czasie.

Ale czy tylko ta grupa zawodowa odpowiedzialna jest za zjawisko, które nazwałem „prezentacją paździerzową”? Nie sądzę. Z pewnością mogę powiedzieć, że nie tylko ja tak definiuję jakość mów publicznych oraz niski stan kultury oralnej między Odrą a Bugiem.

Potwierdzenie? Proszę bardzo.

Pojechałem w odwiedziny do rodziców w Bieszczady, a tam – w moim rodzinnym Sanoku – niespodzianka... spotkanie z Michałem Rusinkiem. Wielka gratka!

Osobisty sekretarz naszej noblistki, Wisławy Szymborskiej, wspominając pogrzeb Stanisława Barańczaka, który odbył się w Bostonie, powiedział:

– W ceremonii uczestniczyli intelektualiści ze Stanów Zjednoczonych i Polski. Ci pierwsi mówili krótko, poruszająco i z humorem, a drudzy... odwrotnie.

No właśnie, okazuje się, że mam podobną diagnozę stanu kultury oralnej naszego kraju, choć inną propozycję rozwiązania, jak się dalej okaże... Podobną ocenę „paździerzowego pejzażu” słabych prezentacji, mówców bez... właściwości, czy też przywołując klasyka:

„Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana

(Marek Tuliusz obracał się w grobie)

Łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy”

Zbigniew Herbert, „Potęga smaku”

Tak, tak, Cycero zgrzyta zębami i nerwowo przewraca się w grobie, słysząc te parciane wypowiedzi, a w oddali przestrzeń mielą cierpliwe, ciężkie cepy.

Oczywiście logiczna konsekwencja takiego stanu rzeczy jest dość oczywista oraz bardzo, ale to bardzo optymistyczna – skoro jest słabo, to łatwo się wyróżnić, jeżeli przeważa paździerz, to można zrobić różnicę. I rzeczywiście tak jest! Wystarczy wprowadzić tylko trochę zasad dryblingu i piłka ląduje w siatce.

Na koniec wprowadzenia powtórzę – jest trudno, ponieważ zmieniło się nasze otoczenie. Funkcjonuje wiele podmiotów, które rywalizują ze sobą, ergo prezentując, stoisz obok Twoich rywali. Wzrosły oczekiwania wobec prezentacji, ergo słuchacze mają już inny punkt odniesienia do oceny prezentacji, często oglądają wystąpienia TED. Statystyczny odbiorca ma większy problem z koncentracją i utrzymaniem uwagi podczas wystąpienia, ergo Twoja publika jest bardzo wymagająca.

Słowem, w naszym „tu i teraz” nie spotkamy już takich sytuacji, o jakich opowiedział mi znajomy:

„Zaczynałem pracę jako reprezentant firmy farmaceutycznej w latach dziewięćdziesiątych. Pamiętam, jak pojechałem do wojewódzkiego szpitala z prezentacją, na którą przyszło wielu lekarzy. Po zakończeniu podszedł do mnie dyrektor tej placówki i zapytał: „panie Pawle, czy ja mam panu za ten wykład zapłacić?”

Na koniec mój rozmówca dorzucił: „Wiesz, że teraz, moi ludzie mają problem, żeby umówić się na 5 min, aby opowiedzieć o naszych produktach...”

Czasy się zmieniły. Jest trudniej, więc pora na nowe spojrzenie.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij