Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Prezes tata - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
16 kwietnia 2026
39,90
3990 pkt
punktów Virtualo

Prezes tata - ebook

Patryk Pilarczyk, programista i odludek, niespodziewanie odniósł sukces zawodowy. Firma, którą założył od podstaw i rozwinął, zaczęła przynosić większe zyski. Jako prezes stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Choć mężczyzna jest przystojny i bogaty, nie umie nawiązywać wartościowych relacji. Kiedy Patryk stara się zawalczyć o szczęście, na drodze staje mu przeznaczenie. Pewnego zimowego wieczoru dawno zapomniana kobieta, z którą spędził jedną noc, podrzuca mu nowo narodzone dziecko i znika… Całe życie mężczyzny staje na głowie. Patryk stawia czoła nowemu wyzwaniu i próbuje pogodzić opiekę nad dzieckiem z prowadzeniem firmy, zderza się z instytucjami i musi starać się o prawa rodzicielskie w sądzie, mając niewielu sprzymierzeńców. Na własnej skórze przekonuje się, jak to jest być samotnym ojcem w Polsce. Mimo to walczy, bo pierwszy raz w życiu ma kogoś, na kim mu zależy. Czy przeznaczenie szykuje dla niego jeszcze jakieś niespodzianki?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788367355315
Rozmiar pliku: 590 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

Maj 2019

– Je­steś kró­lem, sze­fie! Mamy naj­lep­sze­go pre­ze­sa pod sło­ńcem! – wi­wa­to­wa­li pra­cow­ni­cy Le­go­no­mic In­du­stries.

Nie­daw­no oka­za­ło się, że ich fir­ma wy­gra­ła kon­trakt na do­sta­wę no­wych ro­bo­tów do spa­wa­nia pre­cy­zyj­ne­go dla ja­po­ńskie­go kon­cer­nu Toy­oda Mo­tors. Z tej oka­zji Pa­tryk Pi­lar­czyk zor­ga­ni­zo­wał dla swo­ich pra­cow­ni­ków i ich ro­dzin ogrom­ny fe­styn in­te­gra­cyj­ny.

– Dzi­ęku­ję – od­po­wie­dział do mi­kro­fo­nu, sto­jąc przed spo­rą gru­pą lu­dzi, któ­rzy ze­bra­li się w umó­wio­nym miej­scu. – To rów­nież wa­sza za­słu­ga, że ogrom­ny świa­to­wy kon­cern nas do­ce­nił. Te­raz będzie­my mu­sie­li pra­co­wać jesz­cze ci­ężej, ale bez­ro­bo­cie nam nie gro­zi przez kil­ka naj­bli­ższych lat, więc je­śli chce­cie brać kre­dy­ty czy pla­nu­je­cie wi­ęk­sze wy­dat­ki, to jest do­bry mo­ment – za­żar­to­wał.

Pa­tryk wła­śnie to uczy­nił. Tuż po pod­pi­sa­niu umo­wy z po­ten­ta­tem bra­nży mo­to­ry­za­cyj­nej ku­pił wil­lę. Wła­ści­wie sam nie wie­dział, po co mu tak duży dom, ale pa­mi­ętał, że jego mama za­wsze o ta­kim ma­rzy­ła, i cie­szył się, że stać go na coś, na co jego ro­dzi­ce nie mo­gli so­bie po­zwo­lić ani w jego wie­ku, ani pó­źniej. Te­raz oj­ciec już nie żył, a mama zo­sta­ła sama w miesz­ka­niu, z któ­rym łączy­ły ją całe ży­cie i wszyst­kie wspo­mnie­nia. A on miał wiel­ką wil­lę, tyl­ko dla sie­bie.

– Baw­cie się, to jest wasz czas – ży­czył wspó­łpra­cow­ni­kom. – Od po­nie­dzia­łku za­czy­na się ci­ężka pra­ca, ale my­ślę, że ka­żde­mu się to opła­ci. Jesz­cze raz wam dzi­ęku­ję!

Pa­tryk na ró­żnych kur­sach ode­brał kil­ka lek­cji pod­staw psy­cho­lo­gii oraz za­rządza­nia za­so­ba­mi ludz­ki­mi, bo od dziec­ka był ra­czej nie­śmia­ły i kiep­sko ra­dził so­bie z na­wi­ązy­wa­niem zna­jo­mo­ści. A je­śli cho­dzi­ło o prze­ma­wia­nie do du­żej licz­by osób, to szło mu jesz­cze opor­niej. Tym ra­zem prze­sze­dł sam sie­bie, ale i oka­zja była wy­jąt­ko­wa. Jesz­cze nie­daw­no głów­ny in­ży­nier we wła­snej fir­mie pro­du­ku­jącej ro­bo­ty prze­my­sło­we, a te­raz pre­zes za­rządu spó­łki, któ­ra we­szła na gie­łdę i zo­sta­ła od razu okrzyk­ni­ęta od­kry­ciem se­zo­nu.

Od­da­lił się od naj­wi­ęk­sze­go sku­pi­ska lu­dzi i sta­nął z boku. Ode­tchnął z ulgą.

– Może piwo?

Głos na­le­żał do ład­nej blon­dyn­ki ubra­nej w uni­form ho­stes­sy fir­my ka­te­rin­go­wej, któ­ra zo­sta­ła za­an­ga­żo­wa­na do or­ga­ni­za­cji im­pre­zy.

– Nie, dzi­ęku­ję, nie piję w pra­cy – od­po­wie­dział uprzej­mie.

– Ale prze­cież to im­pre­za in­te­gra­cyj­na – zdzi­wi­ła się.

– Nie dla mnie. Ja je­stem za wszyst­ko od­po­wie­dzial­ny.

– To ty zor­ga­ni­zo­wa­łeś im­pre­zę, a te­raz mu­sisz pil­no­wać po­rząd­ku w trze­źwo­ści? Faj­ną masz ro­bo­tę. – Za­śmia­ła się. – Nie za­zdrosz­czę.

– Nie, je­stem tu pre­ze­sem, mu­szę się pre­zen­to­wać przed lu­dźmi – od­pa­rł spo­koj­nie, chcąc uci­ąć te­mat.

Blon­dyn­ka jed­nak drąży­ła.

– To może bez­al­ko­ho­lo­we? Mamy w lo­dów­ce parę bu­te­lek Free. Nie wiem, kto to za­ma­wia na im­pre­zę, ale u was jest.

– Pro­szę mi przy­nie­ść jed­ną. – Pa­tryk wes­tchnął. Chciał się już uwol­nić od iry­tu­jącej ho­stes­sy. Co złe­go było w tym, że wo­lał przez chwi­lę po­stać sam, z dala od lu­dzi?

Nie­dłu­go ho­stes­sa wró­ci­ła z pi­wem bez­al­ko­ho­lo­wym dla nie­go. Uśmie­cha­ła się przy tym tak pro­mien­nie, że w ko­ńcu na­wet jemu udzie­lił się jej do­bry hu­mor.

– Pro­szę, bez­al­ko­ho­lo­we raz – po­wie­dzia­ła, po­da­jąc mu bu­tel­kę.

– Dzi­ęku­ję.

Pa­tryk upił łyk. Przy­jem­nie zim­ne piwo sma­ko­wa­ło lek­ką go­rycz­ką. Ni­g­dy nie był fa­nem tego trun­ku, ale na im­pre­zie in­te­gra­cyj­nej w ple­ne­rze nie po­da­wa­no zwy­kle wina. Świe­żo upie­czo­ny pre­zes wie­dział, że jego lu­dzie za­czną so­bie nie­dłu­go po­zwa­lać na wi­ęcej i za­nim się ściem­ni, z ple­ca­ków i to­reb po­wy­cho­dzą w ta­jem­ni­czy spo­sób bu­tel­ki cze­goś moc­niej­sze­go. Nie za­mie­rzał się w to mie­szać. To był wiel­ki dzień dla ich fir­my, mie­li co świ­ęto­wać. A Pa­tryk się cie­szył, że oni świ­ęto­wa­li ra­zem z nim.

Na go­dzi­nę osiem­na­stą za­pla­no­wa­no wy­stęp gru­py ta­ńca no­wo­cze­sne­go. Pa­tryk dłu­go my­ślał nad tym, co spodo­ba­ło­by się jego za­ło­dze, i do­sze­dł do wnio­sku, że gdy­by to była im­pre­za dla sa­mych pra­cow­ni­ków, jego in­ży­nie­ro­wie ucie­szy­li­by się pew­nie z po­ka­zu ta­ńca na ru­rze. Sko­ro jed­nak za­pro­sił tam ich żony i dzie­ci (a w nie­licz­nych przy­pad­kach mężów i dzie­ci), po­sta­wił na coś bar­dziej kon­wen­cjo­nal­ne­go. Sam był wiel­kim fa­nem ta­ńca, i to od dziec­ka. Wy­stępo­wał na­wet kie­dyś w ze­spo­le pie­śni i ta­ńca lu­do­we­go, co sta­no­wi­ło je­dy­ną oka­zję, żeby za­pre­zen­to­wać się na sce­nie w gru­pie. To do­da­wa­ło ani­mu­szu nie­śmia­łe­mu chłop­cu.

Po­trząsnął gło­wą. Daw­no nie był już ma­łym nie­śmia­łym chłop­cem. Stał się mężczy­zną, któ­ry od­nió­sł suk­ces. Od kie­dy na jego kon­cie po­dwo­iła się licz­ba zer, na­gle za­ro­iło się wo­kół nie­go od za­in­te­re­so­wa­nych ko­biet. Miał pew­no­ść, że ta na­mol­na ho­stes­sa jesz­cze do nie­go po­dej­dzie tego wie­czo­ru. Chęć za­ba­wy wal­czy­ła w nim z po­czu­ciem przy­zwo­ito­ści. No ale jak dłu­go trzy­dzie­sto­pa­ro­let­ni ka­wa­ler może opie­rać się mło­dej, ład­nej i na­pa­lo­nej la­sce? No wła­śnie. Jak dłu­go?
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij