Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Projekt. Brainstorm - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 lutego 2026
3939 pkt
punktów Virtualo

Projekt. Brainstorm - ebook

Niektóre zbrodnie zostawiają ślady na ciele. Inne – w umyśle.

Doktor Robin Wright sądziła, że nic gorszego niż śmierć córki nie może jej już spotkać. Gdy wraz ze swoim partnerem, prywatnym detektywem Johnem McLarenem, trafia na miejsce brutalnego morderstwa, trauma wraca do niej ze zdwojoną siłą.

Green Village – opuszczona posiadłość zmarłego generała Braxtona – staje się sceną krwawych zbrodni. Jeden z dowodów przypomina ten znaleziony pięć lat wcześniej, kiedy zginęła córka Robin i wszystko wskazuje na to, że nieuchwytny morderca powrócił…

W miarę rozwoju śledztwa przeszłość kobiety zaczyna przeplatać się z teraźniejszością. Niegdyś doktor Wright pracowała nad kontrowersyjnym projektem „Brainstorm”, mającym wpływać na umysły pacjentów. Dziś odkrywa, że była tylko pionkiem w grze, której zasad nikt do końca nie rozumie.

Eksperymenty, luki w pamięci, instynkty wykraczające poza ludzkie możliwości… Robin i John muszą dotrzeć do prawdy, zanim zginie kolejna osoba.

Ale zabójca cały czas jest o krok przed nimi.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Horror i thriller
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-286-6
Rozmiar pliku: 1,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

Green Village, 15 sierpnia 2003

Wszedł do domu i ze złością trzasnął drzwiami. Był wściekły, bo wszystkie jego plany związane z nieskazitelną przyszłością polityczną legły w gruzach. Faktem jest, że był poważany w kręgach politycznych i wojskowych, lecz jego życie osobiste odbiegało od początkowych założeń. Chciał mieć dużą, silną i zdrową rodzinę, a co otrzymał? Martwą żonę i głupiego syna, który nie odziedziczy po nim niczego. Syna, z którym nie potrafił się porozumieć. Nigdy nie pojmował, jakim cudem Martha nauczyła go mówić, skoro chłopak to idiota. Kochał swoją żonę na swój sposób, ale gdy urodził się Anthony, który miał zostać spadkobiercą jego imperium przysług, cały jego idealny świat rozpadł się na kawałki. Nie mógł znieść tej zniewagi, jaką był jego nienormalny syn. Nienawidził go i wstydził się tego, co chłopiec sobą reprezentował: słabości, delikatności, niestabilności emocjonalnej i braku normalnego kontaktu ze światem. Syn był dla niego uosobieniem wszystkiego, czym gardził.

Sięgnął do lodówki po butelkę piwa i zapalił papierosa, po czym usiadł na stołku barowym i spojrzał przed siebie. Upił łyk zimnego alkoholu i zaciągnął się dymem. Po chwili jego wzrok padł na niewielkie drzwi pod schodami w holu. Drewniane, niczym niewyróżniające się skrzydło było idealnie połączone z obudową schodów. Jedynie niewielka klamka sugerowała, że za drzwiami jest coś jeszcze. Podszedł do nich, a następnie wyciągnął z kieszeni mały czarny klucz. Włożył go do zamka i przekręcił. Klnąc pod nosem, otworzył drzwi i zapalił światło wewnątrz niewielkiego pomieszczenia. Była to mała spiżarka, ale po lewej stronie znajdowały się schody prowadzące do piwnicy. Wchodząc do pomieszczenia, poczuł odór brudu i moczu. Skrzywił się, nie przestając przeklinać. Ruszył po schodach na sam dół i rozejrzał się wokoło. W prawym rogu za schodami leżała niewielka sterta brudnych i podartych ubrań. A przynajmniej takie to sprawiało wrażenie.

Przez chwilę patrzył na tę stertę, po czym powiedział ostrym głosem:

– Nawet wysikać się do wiadra nie potrafisz, idioto! Lejesz pod siebie!

Sterta ubrań lekko się poruszyła i zakwiliła.

– Przestań jęczeć! – wrzasnął i kwilenie ucichło.

Podszedł do szafki, z której wyciągnął puszkę jakiegoś jedzenia. Podniósł z podłogi małą miskę i wyłożył do niej zawartość puszki. Odwrócił się do sterty ubrań, mówiąc z nienawiścią:

– Jesteś największym rozczarowaniem mojego życia! – Rzucił miską, która uderzając o podłogę, rozsypała jedzenie wokół ubrań.

Spod zielonej koszulki wyłoniła się niewielka rączka, która sięgnęła po grudkę żółtej papki. Znad sterty patrzyły na niego wielkie, przerażone niebieskie oczy, które wyglądały jak dwa błękitne świetliki w ciemnym lesie. Chłopiec, ubrany w długą granatową koszulkę, miał około sześciu lat. Ciemne, długie, brudne i posklejane włosy, pod którymi widniały odstające uszy, otaczały jego drobną i bladą twarz. Jego wygląd w tym momencie przywodził na myśl małego mrocznego elfa. Trzęsącą się rączką sięgnął do ust i zjadł grudkę. Był bardzo głodny. Wody miał pod dostatkiem w dużym baniaku obok legowiska, na które składało się kilka brudnych cienkich koców i parę ubrań. Nie mógł dosięgnąć szafki z jedzeniem, ponieważ jego lewa nóżka przykuta była łańcuchem do filaru piwnicy. Łapczywie wyjadał papkę z miski, mlaskając przy tym głośno, czym doprowadzał go do szału.

Przez kilka chwil patrzył z obrzydzeniem na chłopca, zastanawiając się, co zrobić z tym ciężarem, który pozostał mu po zmarłej żonie. Mlaskanie chłopca zaczęło działać mu na nerwy i po chwili nie wytrzymał. Rzucił się i odebrał mu miskę. Pełen nienawiści i gniewu uderzył go w twarz, aż chłopiec zachłysnął się powietrzem. Z impetem uderzył o ścianę i zaczął płakać. Zasłonił głowę drobnymi rączkami i jęczał:

– Nie bij, tatusiu, nie bij! To boli!

On jednak wpadł w szał i nie słyszał niczego. Zaślepiony nienawiścią uderzał go raz za razem, aż poczuł kłujący ból w piersi. Cofnął się do schodów i spojrzał na nieruchome ciało leżące przy ścianie. W jego oczach przyczaił się obłęd graniczący z przerażeniem, kiedy nagle poczuł przeraźliwe zimno, a kątem oka zobaczył jakiś ruch. Coś tam jeszcze było; coś, co sprawiło, że nie mógł złapać oddechu. Był przerażony, bo rozpoznał ten kształt. Wiedział już, że to, co po niego przyszło, nie pozwoli mu odejść. Gdy uświadomił sobie, że dopadła go jego własna nemezis, serce zaczęło mu walić jak oszalałe, a przez ciało przeszły dreszcze. Zrozumiał, że nie ma ucieczki, nie ma ocalenia; że jego życie jest zapłatą za to, co uczynił.

W pewnym momencie coś z impetem uderzyło go w żebra. Zgiął się wpół i złapał za klatkę piersiową. Miał wrażenie, że z ciemności wyłaniają się szpony, które chcą go złapać i rozszarpać. Chwiejnym krokiem ruszył po schodach na górę i poczuł, że zaczyna mu brakować powietrza. Z wysiłkiem dotarł do holu, gdzie miał już trudności nie tylko z oddechem, lecz także ze wzrokiem. Wydawało mu się, że wszystko dookoła wiruje w coraz szybszym tempie, a ból w piersi przybierał na sile. Każda próba złapania oddechu sprawiała, że świat wirował coraz szybciej i szybciej.

Nagle wszystko ustało.

Ostatnie, co poczuł, to silne uderzenie o coś twardego.

Potem nastąpiła ciemność.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij