-
nowość
Przepowiadanie przeszłości. Poradnik katolickiej psychoterapii - ebook
Przepowiadanie przeszłości. Poradnik katolickiej psychoterapii - ebook
Czy istnieje katolicka psychoterapia? Czy można pomóc w duchowych i życiowych problemach posiłkując się kanonem światowych filmów? Marek Pietrachowicz, astrofizyk i psycholog, udowadnia, że tak. Proponuje nam wyjście z życiowych turbulencji za pomocą sposobów, które sprawdziły się w jego praktyce katolickiego psychologa i stanowiły wsparcie dla pacjentów jego poradni "Strefa zrozumienia". Wierzysz w nie tego Boga, co trzeba. Wolisz pokładać nadzieję w Stwórcy przykrojonym do twoich kompleksów i przeżyć, do twojego doświadczenia braku sensu życia. Kiedyś zrozumiesz wreszcie, że każdy życiowy armageddon stanowi element z góry zaplanowanego przez Boga treningu, mającego przygotować cię do szczęśliwego życia. Od tego momentu wszystko co nowe i nieznane będziesz witał z entuzjazmem i ekscytacją. Sprawdź, jak ze swoimi kłopotami radzili sobie bohaterowie hollywoodzkich superprodukcji. Dzięki mądrej i pięknej książce Marka Pietrachowicza inaczej spojrzysz nie tylko na swoje życie ale i na scenariusze filmów, o których myślałeś, że znasz je od podszewki.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Psychologia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68123-70-8 |
| Rozmiar pliku: | 718 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
1 Tam, gdzie odrzuca się Boga, nic nie powstrzyma człowieka przed elastycznym przekraczaniem praw moralności i erozją własnego człowieczeństwa – dalej i dalej, po niezauważalnym fragmencie naraz, często zaledwie dla interesu i mocnych wrażeń. Przy czym zła nie zwalcza się przemocą, lecz Bogiem. Jeśli chcemy uzdrowić i wzmocnić dusze, wysyłamy je do Spa, jakim jest Niebo. Aby ocalić świat (na przykład swój lokalny, osobisty świat) przed złem, zawierza się go w pierwszej kolejności Panu Jezusowi. Ocalenie i oczyszczenie świata od zła przychodzi nie przez rewolucje, unie i trybunały, ale poprzez niepozorny akt przyjęcia Boga do swojego serca, i choć wydaje się to tak nieznaczące i małe wobec ogromu światowego zła i aktów okrucieństwa, jest w rzeczywistości niebotycznie ważne i sprawcze. Każdy człowiek, który ma Boga w sercu i pokornie Go tam ugaszcza, czyniąc Go swoim władcą, przyczynia się do uratowania świata w skali globalnej. Każde serce oddane Bogu przebywa już teraz w Raju, a jest to niebywale potężne i cudotwórcze miejsce.
2 Mogli to robić nawet z Bogiem na ustach, posługując się słuszną, zasadniczo, argumentacją. Tak właśnie jest, żaden oszust (świadomy lub mimowolny) nie przemawia w swoim własnym imieniu, bo nikt by mu nie uwierzył, ale usiłuje stworzyć wrażenie (albo sam święcie w to wierzy), że działa w imieniu dobra. Nie miej za złe Chrystusowi wszystkich tych krzywd, których co prawda konsekwentnie żądał, żeby ci oszczędzono, ale mimo to dokonano ich z Jego imieniem na ustach. Pozwól Mu pokazać siebie prawdziwego, uleczyć twoje serce oraz pomóc ci z tego wyjść.
3 Szukanie pocieszeń w świecie doznań cielesnych i kontroli jest pustym poszukiwaniem (por. J 6,63). Pożądanie jest lękiem o to, że Bóg nie pomyślał o mojej radości i spełnieniu. Tymczasem Bóg nie jest wrogiem rozkoszy, lecz wręcz jej pomysłodawcą, i On wie najlepiej, do czego ma służyć i w jaki sposób należy ją osiągać. Na przykład seksualność jest tylko jednym z drobnych elementów współzależnej, ośmiopiętrowej hierarchii potrzeb i motywacji człowieka (A. Maslow) i musi spełniać rolę służebną wobec tego systemu, zachowywać równowagę wobec innych potrzeb, a nie stawać się celem samym w sobie i skupiać na sobie uwagę. Między innymi dlatego dbamy o to, żeby na ulicy nie było miejsca dla wyzywających strojów, choć mają prawo występować szykowne i śmiałe. Wszystko na swoim miejscu i w swoim czasie.
4 Nader często my, katolicy, ulegamy temu błędowi: kiedy czujemy wewnętrzną siłę, która popycha nas ku złemu, traktujemy ją serio jako bezdyskusyjną, nieodwracalną i nieuchronną (Freud). Jak gdyby jedyną alternatywą było albo z nią walczyć (np. poprzez unik – zajęcie się czymś innym), albo ulec pokusie: jednak w obu przypadkach traktujemy ją jako prawdziwą potrzebę, tylko że w tym pierwszym usiłujemy jej sobie heroicznie odmówić. Tymczasem taka siła jest pozorna. Wynika z błędnego założenia, że potrzebuję obiektu pożądania, i z niewiary w to, że Bóg ma dla mnie przygotowane coś znacznie lepszego, co odpowiada samej istocie mojej potrzeby. Pokusa jest z reguły skutkiem lęku (np. przed osamotnieniem, przed brakiem czegoś, przed poczuciem, że i tak nie dam rady), a ulegnięcie jej ma tymczasowo uśmierzyć ten lęk i pozwolić zapomnieć nam o nim. A zatem jej istota i pokonanie leży w zrozumieniu źródła tego lęku, a następnie uświadomieniu sobie, że nie muszę się o to bać. W ogóle nie potrzebuję się wysilać, a jedynie zmienić swoje myślenie (por. Ps 131). To zaproszenie do potraktowania serio tej miłości, którą dotąd ignorowałem, a która czeka na to, aby mi się udzielać. Nie potrzebuję zapasowej miłości na boku, na wypadek, gdyby ta boska mi nie wystarczyła albo miała mną wzgardzić.
5 Kto zniechęcony odchodzi od Kościoła, a potem od Boga, czyni to najczęściej (paradoksalnie) w poszukiwaniu relacji; robi to w nadziei, że na bazie swojej bezbożności i pozornej śmiałości zdobędzie aprobatę i nawiąże nić porozumienia. To pokazuje także słabość naszych wspólnot kościelnych w dostarczaniu oparcia i aprobaty. Niestety, wspólnota gniewu i buntu, wspólnego burzenia, w którą ta osoba wpada, okazuje się niemożliwa do oparcia się na niej w celu otrzymania osobistej pomocy w innych sprawach niż ideologiczne. Gniew nie ma własnego, celowego kształtu (Z. Herbert). Istotą życia chrześcijańskiego jest uświadamianie sobie najwspanialszej, wiernej i całkowicie rzeczywistej relacji, jaką człowiek ma stale oferowaną przez Pana, w której jest ukochany.
6 Mogą one nawet być obiektywnie złe, nieodpowiednie, i jako takie słusznie budzić niezgodę na nie i negatywne emocje. Chodzi jednak o to, żeby to nie owe negatywne emocje decydowały za mnie, jak się zachowam – żeby nie oddać im władzy nad sytuacją i jej rozwojem, ale zachować tę władzę dla siebie poprzez zrozumienie, co dokładnie mnie w niej dotyka i irytuje, oraz jak na spokojnie i metodycznie mogę obrócić tę sytuację na moją korzyść? Jaka potrzeba przez nie przebija i się uwidacznia? Jakie są punkty styczne z drugą osobą do porozumienia i dialogu, aby zaspokojenie tej pierwotnej, nadrzędnej potrzeby choć trochę przybliżyć? I znów: odpowiedź znajduje się w nas, a nie w sytuacji, przeżywanej automatycznie, na sztywno i bezrefleksyjnie. Sytuacja była tylko katalizatorem.
7 Możesz przypomnieć sobie motyw z filmu animowanego _Podniebna poczta Kiki_.
8 Istotnie, Bóg przychodzi właśnie po to, żeby nam ulżyć, pomóc – to znaczy: ująć trosk i udręk, uprościć i wyprostować nasze życie. Bóg pragnie ułatwiać, a nie utrudniać. Upraszczać nasze życie, a nie komplikować.
9 Podobnie „troszczą się” o nas rządy, które wcale nie potrzebują wolnych i szczęśliwych obywateli (a wręcz przeciwnie) i nie będą sobie takim celem zaprzątać głowy. Im potrzeba tylko ślepo oddanych, zdyscyplinowanych wyborców. A tych lepiej nastraszyć i mentalnie pozamykać w „oblężonej twierdzy”. W większych skalach (społecznych) ma odzwierciedlenie nędza ludzkiej duszy w mikroskali pojedynczej osoby. Również od jednej osoby wszystko się zaczyna – to ona sprawia, że mikroświat wokół niej staje się lepszy lub gorszy, co przywraca lub utrudnia zachowanie równowagi całemu szerokiemu światu. Być może w tej chwili ratuje go właśnie przed końcem świata. Ta pojedyncza rola jest niezbędna; Bóg dobrze wie, gdzie nas postawił i komu tę rolę powierzył.
10 To oznacza również, że idąc z Bogiem, nie musisz bać się żadnego elementu rzeczywistości ani zbytnio troszczyć się o żaden z jej elementów (przejmować brakiem). Boża obecność jest lepsza i pewniejsza od dowolnego z nich.
11 Nietrywialną częścią tego nieuświadomionego sabotowania prawdziwej relacji między Bogiem a człowiekiem jest cukierkowy, mdły obraz Najświętszej Maryi Panny. Niesamowita, wojownicza, piękna i przedsiębiorcza kobieta, którą odmalowano jako absolutnie nudną, bezwolną, wycofaną, pozbawioną ambicji i inicjatywy. Dowód na to, że Jej zwyczajowy kult jest zupełnie nieprzystający do rzeczywistości? Oto on: żaden z mężczyzn obecnych w kościele nie chciałby wziąć takiej osoby (jak fałszywie i nieżyciowo odmalowano Maryję) za żonę! A każda kobieta przed osiemdziesiątką ma cichą nadzieję, że nie stanie się do Niej podobna. Dopóki Maryja nie fascynuje nas poprzez swoją żywą osobowość – z własnym zdaniem i wyborami, z temperamentem i ikrą – nie sposób Jej czcić ani nauczyć się czegokolwiek od Niej. Rozważmy również fakt, że gdyby Królowa Polski i świata czekała potulnie na naszą wolę współpracy, oba wspomniane rejony byłyby już dawno pod całkowitą władzą Złego. Ona jednak zakasuje rękawy i bierze się samodzielnie, na własne życzenie, do wymiatania złych duchów. Szczęśliwy ten, kto przyłączy się do Niej w Jej inicjatywie i dołączy do kampanii wojennej, którą prowadzi z powodzeniem.
12 Mówiąc językiem tolkienowskiej Trylogii, kurczowo trzymamy się zaklętego Pierścienia, który pozwala nam przemykać niezauważonym, być anonimowym, nie rzucać się w oczy i wkręcić się do grona wybrańców losu – o ile tylko oddamy mu swoją wolę i przyszłość.
13 Szatan przyzna się przed nami tylko do pierwszej połowy prawdy – tej o krzywdzie, o ile nie zdoła jej całkowicie zakryć przed naszymi oczami (robi to po to, żebyśmy w ogóle jej nie rozpoznali i nie poddali terapii). Druga połowa prawdy – ta o odzyskaniu szans i przyszłości wskutek zgładzenia grzechów – jest bardzo często przez nas niedostrzegana. A połowa prawdy równa się kłamstwu.
14 Ważnym elementem terapii jest odzyskiwanie normalnej (neutralnej lub pozytywnej) konotacji spraw, które przez lata nasiąkły negatywnym zabarwieniem emocjonalnym, a które się potem automatycznie wyzwala. Na przykład dostaję w domu obiad, ale żona zwykle wykorzystuje tę okazję do pouczania mnie i krytykowania, dlatego obiad ten wywołuje we mnie już na wstępie mdłości. Chodzi tymczasem o to, żeby ten obiad odzyskał swoją normalną wartość: to dobrze, że dostałem jedzenie i jest ono dobre, jest za co być wdzięcznym żonie, zupełnie niezależnie od tego, że przy okazji coś przykrego mi insynuuje (skądinąd mając dobre intencje). Nie buduję muru obojętności, odzyskuję normalność.
15 Musimy na nowo zdać sobie sprawę z ogromu Boga, niewyrażalnego żadnym porównaniem. Wiedzieć to nie to samo, co naprawdę uzmysłowić sobie ten ogrom. Bóg jest Jedyny, Nieskończony, nie ma sobie równych ani nawet podobnych Mu stworzeń – nikt Mu nie dorówna. Wspaniałość Jego obietnicy dla nas będziemy postrzegać stosownie do tego, jak rozumiemy to, Kto ją nam składa, a jej wartość i trwałość będziemy oceniać podobnie. Wówczas ta świadomość pozwoli nam przejść przez wszystko z radości nadziei (i nadziei radości) jej otrzymania, jej nieuchronności. Ona również ustawi nas w prawdziwej proporcji do Boga i do naszej własnej wielkości. Inni ludzie nie są w stanie niczego nam ani odjąć, ani dodać, więc skąd ten desperacki pęd do pozyskiwania od nich zrozumienia i aprobaty albo posłuszeństwa?
16 Jesteśmy bezkrytyczni wobec swoich ocen, ponieważ wewnętrznie jesteśmy ogromnie krytyczni wobec samych siebie – i znajduje to projekcję oraz kompensację w kąśliwości wobec innych. Nie podoba nam się w ludziach to, czego tak bardzo obawiamy się odkryć w samych sobie, do tego stopnia, że nigdy się do tego przed sobą nie przyznamy i zastępczo zabieramy się do tępienia tego w bliźnich.