Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Przepowiednia Kruka - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 lutego 2026
19,98
1998 pkt
punktów Virtualo

Przepowiednia Kruka - ebook

Diro, pierworodny syn Lucyfera i najpotężniejszy wojownik Piekła, ma tylko jeden cel: zgładzić Archaniołów. Jego bezwzględny plan komplikuje się, gdy na drodze wojownika staje tajemnicza Gabriela. Kiedy wychodzi na jaw, że Niebo skrywa sekret będący kluczem do ostatecznego zwycięstwa, rozpoczyna się wyścig z czasem. Ten, kto pierwszy zdobędzie tę wiedzę, zaprowadzi własny porządek we wszechświecie. Podczas gdy Diro toczy walkę z własnym sumieniem, machina wojenna rusza. Z przeznaczeniem nie da się negocjować – a ono właśnie upomniało się o swoje.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 737 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

SPIS TREŚCI

- Prolog
- Rozdział 1
- Rozdział 2
- Rozdział 3
- Rozdział 4
- Rozdział 5
- Rozdział 6
- Rozdział 7
- Rozdział 8
- Rozdział 9
- Rozdział 10
- Rozdział 11
- Rozdział 12
- Rozdział 13
- Rozdział 14
- Rozdział 15
- Rozdział 16
- Rozdział 17
- Rozdział 18
- Rozdział 19
- Rozdział 20
- Rozdział 21
- Rozdział 22
- Rozdział 23
- Rozdział 24
- Rozdział 25
- Rozdział 26
- Rozdział 27
- Rozdział 28
- Rozdział 29
- Rozdział 30
- Rozdział 31
- Rozdział 32
- Rozdział 33
- Rozdział 34
- Rozdział 35
- Epilog – 30 lat późniejProlog

Odkąd człowiek sięgał pamięcią, istniało dobro i zło. Przeplatały się, jakby jedno nie mogło istnieć bez drugiego. Dobro władało jasnością, zło zaś spowite było mrokiem. Zło jednak nie zawsze zrodzone było z krzywdy, nienawiści czy chciwości. Zdarzało się, że powstawało z czegoś pięknego i czystego -- jak miłość. Tak właśnie narodziło się zło w sercu Lucyfera. Niegdyś niebiański wojownik, teraz znany jako Władca Piekła. Bóg jako istota miłosierna, potrafił wiele wybaczyć i zapomnieć. Jednak nie był w stanie wybaczyć nieposłuszeństwa wobec swoich rozkazów i zakazów.

Zakazana miłość Lucyfera sprowadziła więc na niego zgubę. Uczucie zawładnęło nim do tego stopnia, że zbuntował się przeciw Stwórcy. Aby nie dopuścić do zwycięstwa Lucyfera, Bóg zbudził siedmioro Archaniołów. W starciu z nimi, ani sam Lucyfer, ani tym bardziej żaden inny zbuntowany nie miał szans.

Po długiej i przegranej walce Lucyfer został strącony w otchłań, zabierając ze sobą tych, którzy stanęli po jego stronie. Upokorzony i pokonany poprzysiągł zemstę na tych, którzy przyczynili się do jego klęski.

I tak zaczęła się walka, która trwa już od tysięcy lat. Bóg i Lucyfer, którzy niegdyś stali ramię w ramię, dziś są śmiertelnymi wrogami. A ich spór odcisnął piętno na całym świecie. Między nimi stanął bowiem człowiek. Istota stworzona na podobieństwo Boga i kuszona przez Lucyfera. Człowiek stał się sceną, na której ścierali się każdego dnia. W cichych zakamarkach ludzkich dusz rozgrywały się, często niewidoczne, bitwy między posłuszeństwem a pokusą. Między miłością, a nienawiścią. Między dobrem, a złem. To właśnie tam rodziły się dylematy, które potrafiły złamać nawet najsilniejszych.

Lucyfer doskonale o tym wiedział -- jako pierwszy zrozumiał też, że miłość może być nie tylko błogosławieństwem, ale również przekleństwem. Jego miłość była nieokiełznana i gotowa sprzeciwić się każdemu, kto jej nie akceptował. Jednak los lubi być przewrotny i dlatego nie tylko on się o tym przekonał. Jego pierworodny syn -- Diro, odziedziczył to brzemię. Poza mocą ojca, otrzymał ludzkie serce swojej matki. Choć był synem otchłani, biło w nim serce zdolne do miłości. W tym tkwiła jego siła, jak i słabość.

Bo każda miłość może ocalić, ale może również niszczyć. Każda może uleczyć, ale może też zatruć.

Diro będzie musiał zmierzyć się nie tylko z Archaniołami, których przysiągł pokonać, ale również z siłą dużo bardziej potężniejszą, która zrodziła się niespodziewanie w jego sercu. Bo co, jeśli miłość okaże się ważniejsza niż lojalność wobec rodziny? Co, jeśli jedno spojrzenie kobiety zburzy całą wieczność planów?

Tak rozpoczyna się opowieść o przepowiedni, która była szeptana przez wieki. O wojnie, której nie da się zatrzymać.

O miłości, która nigdy nie powinna się wydarzyć.

O przysiędze, której nie da się złamać.

O tajemnicy, którą znają tylko trzy osoby.

A zakończenie zna tylko jedna osoba.

Bo z przeznaczeniem nie da się negocjować.ROZDZIAŁ 1

Szedł zdenerwowany przez pusty korytarz. Jego kruczoczarna peleryna powiewała niczym chorągiew na wietrze. Myśli kotłowały mu się w głowie, ale za nic nie mógł ich uporządkować. Doskonale wiedział co go czeka na końcu korytarza. Znowu będzie musiał się tłumaczyć z braku sukcesu. Jak to możliwe, że przez tyle lat nie mógł pokonać wroga? Naprawdę robił co mógł. Starał się ze wszystkich sił spełnić obietnicę złożoną ojcu, jednak do tej pory mu się to nie udało. Zdarzało się, że był już o krok od zwycięstwa, ale ono zawsze mu umykało w ostatniej chwili. W najlepszym wypadku przeciwnik umykał z pola walki, lekko ranny -- tak jak dzisiaj. Jednego udało mu się zranić, ale niestety nie zabić. A do pokonania było aż siedmiu. Dowodził sporym wojskiem i to nie byle jakim. A mimo wszystko co by nie robił, nie był w stanie definitywnie wygrać. Stukot jego butów niósł się echem po wielkiej pustej przestrzeni. Brak dywanu jedynie go potęgował, przez co z pewnością wiedzieli że nadchodzi. Mimo, że jego krok był zdecydowany, nie mógł zapanować nad zdenerwowaniem. Ciało miał napięte niczym struna. Na ścianach płonęły pochodnie, które stanowiły jedyne źródło światła w ciemnych korytarzach. Po chwili ujrzał drzwi do sali ceremonialnej. Zatrzymał się na chwilę, zamknął oczy i wziął głęboki wdech przez nos, po czym wypuścił powietrze ustami.

-- Spokojnie Diro. -- pomyślał. Minęło kilka sekund, otworzył oczy i ruszył dalej. Dwa małe,

zgarbione gobliny stojące po obu stronach drzwi ruszyły mozolnie do klamek, aby otworzyć księciu. Pokrzywione skrzydła nie ułatwiały im poruszanie się. Jednak zanim Diro zdążył znaleźć się przy nich, udało im się otworzyć wystarczająco szeroko, aby umożliwić mu wejście do sali. Przekroczył próg i zaczął rozglądać się za ojcem. Nie zauważył go w pierwszej chwili, mimo że wyczuwał jego obecność. Powietrze w sali było ciężkie. Jednak nie od jego braku, tylko od atmosfery panującej w pomieszczeniu. Wiedział, że gdy przekaże wieści, będzie ona jeszcze cięższa.

-- Jesteś mój synu. -- usłyszał nagle głos swego ojca, który wyłonił się zza tronu stojącego

niemal na środku sali -- Wejdź. Nie krępuj się.

Ludzie od zarania dziejów postrzegali Lucyfera jako postać o czerwonej skórze z dużymi rogami, skrzydłami jak u smoka i ogonem z ostrzem na końcu. Może było to na potrzeby postraszenia ludzi. Brednie, które z całą pewnością wymyślili kościelni kapłani, aby za czasów średniowiecza łatwiej manipulować tak zwanym ciemnym ludem. Jedno było pewne -- ten kto to wymyślił, na pewno go nie widział. Jedyne co się zgadzało to obecność skrzydeł, jednak to stare dzieje. Wyzbył się ich wieki temu -- Ta myśl często przemykała mu przez głowę. Jego ojciec w niczym nie przypominał tego z opowieści. Przed nim był teraz osobnik o szczupłej budowie ciała z długimi zaczesanymi włosami do tyłu w czarnym kolorze. Jego nos był wąski i długi. Głęboko osadzone oczy, z których trudno było cokolwiek wyczytać, poza manią wielkości. Nie miał wąsów czy brody tylko gładką skórę na wiecznie poważnej twarzy. Na palcach u jednej ręki mógłby policzyć, ile razy widział go uśmiechniętego. Lucyfer nosił długie szaty sięgające podłogi i rękawy zasłaniające niemal całe dłonie, jakby próbował coś ukryć.

Diro nie odezwał się słowem, tylko wszedł w głąb sali. Zobaczył stojącą w rogu Nefrę -- swoją matkę. Tak jak zwykle w takich sytuacjach stała z boku i niewiele się odzywała. Wtrącała się tylko wtedy, kiedy już naprawdę musiała. Nefra z natura taka była -- milcząca, spokojna, tajemnicza. Bardziej obserwator niż czynny uczestnik. Nawet wygląd miała inny niż pozostali. Czasem miał wrażenie, że tu kompletnie nie pasuje. Może dlatego ojciec ją wybrał? Jedno jest pewne, znała się na magii jak nikt inny. Potrafiła skutecznie rzucał uroki, znała się na miksturach. I przede wszystkim potrafiła zobaczyć to czego inni nie są w stanie -- w tym przyszłość. Zdarzało się, że miał wrażenie, że jej spokój wręcz działa niepokojąco na innych. Na niego również. Tak jak teraz. Stoi tam taka milcząca i przygląda się mu jakby właśnie przeszywała na wylot jego duszę. Patrzy jakby coś wiedziała. Jakby znała jego sekret, który skrzętnie ukrywał przed wszystkimi. Poczuł się przez to lekko nieswojo. Jak mały chłopiec, który coś przeskrobał i starał się to ukryć przed rodzicami w obawie przed ich gniewem.

-- Więc? -- zaczął Lucyfer siadając na tronie -- Jakie wieści przynosisz synu? Ojciec Diro również zachowywał dziwny spokój. Było to wyjątkowo niespotykane i niepokojące zarazem. Tym bardziej, że był nim sam władca piekła -- Diabeł we własnej postaci. Zwykle po takich chwilach całkowitego spokoju, potrafił wybuchnąć niespodziewanie i z nieokiełznaną siłą. Diro jako jego pierworodny otrzymał zadanie pokonać samych Archaniołów. Niestety, mimo wszelkich wysiłków nie był w stanie ich tego uczynić. Czasem udawało się któregoś osłabić lub zranić. Jednak nie unicestwić.

-- Te same co od stuleci ojcze. -- powiedział Diro jakby od niechcenia -- Co prawda jednego

udało mi się poważnie zranić, ale niestety udało im się uciec.

-- Brawo. -- powiedział Lucyfer, jednak w jego głosie było słychać dużo dozę ironii, po czym

dodał sarkastycznie. -- Udało Ci się jakiegoś zranić. -- władca zamyślił się na chwilę. -- Czy może mi to ktoś wytłumaczyć? Jak to jest możliwe, że nie możemy pokonać tych przeklętych Archaniołów? -- wstał z tronu i dodał podniesionym głosem -- Jak to możliwe, że tylko któregoś ledwo zadraśniemy? Nasza armia jest dziesiątkowana! Gobliny, trolle ... wszyscy są unicestwiani. Jak to możliwe? - krzyknął, rzucając kielichem, który z hukiem upadł na zimną posadzkę. Czerwone wino, które się w niego wypłynęło, było prawie niewidoczne na ciemnym kamieniu.

-- Ojcze. -- zaczął Diro, chociaż wiedział że tłumaczenie na niewiele się zda -- Robimy co

możemy. Każdy walczy do samego końca. Staramy się, ale....

-- To postarajcie się bardziej. -- Ojciec przerwał mu -- Mam dosyć tłumaczeń. Chcę w końcu

pokonać tych żałosnych, latających ludzików, którzy stroją na drodze do mojego ostatecznego zwycięstwa. Pokonanie ich to Twoje zadanie. Przypominam ci, że złożyłeś przysięgę, więc nie obchodzi mnie jak to zrobisz. Zrozumiano?

-- Tak. -- Diro przytaknął nie wiadomo, który to już raz.

-- Mam nadzieję. -- odpowiedział Diabeł, po czym udał się do wyjścia.

-- Tato, pozwól mi pomóc. -- nagle w sali rozbrzmiał głos Asmo, jego młodszego syna -- Daj

mi szansę.

Młodszy z braci miał w sobie ogromną chęć walki i wykazania się. Pewnie dlatego, że nie powierzano mu, jego zdaniem, zbyt istotnych zadań. W jego ciemnych oczach było widać determinację i nadzieję, że w końcu ojciec się zgodzi. Stał wyprostowany i dumny -- gotowy na każdy rozkaz. Zazdrościł bratu bycia pierworodnym. Diro nie tylko był następcą, ale w tej chwili dowódcą armii. Asmo musiał się póki co zadowolić drugoplanową rolą. Musiał słuchać starszego brata. Kiedy Diro przejmie władzę w piekle, to się nie zmieni. Jednak to on, Asmo, stanie się dowódcą. On będzie odpowiedzialny za walkę. Za każde zwycięstwo, ale również za każdą porażkę. Teraz może jedynie liczyć na marną szansę.

-- Wykluczone. -- odparł Lucyfer stanowczo -- To zadanie twojego brata. Jemu je powierzyłem

i tak zostanie. I nie waż się kiedykolwiek w to wtrącać. Ty masz swoje zadania. Diro ma swoje. A wasza siostra swoje. Każdy z was ma co robić.

Asmo zadrżał. Na co on liczył? Co on sobie myślał? Że ojciec pozwoli mu rozprawić się z Archaniołami? Zacisnął dłonie najmocniej jak tylko mógł, aby nie wybuchnąć gniewem. Wiedział, że szanse na to, że się zgodzi są bliskie zeru, ale gdzieś pod skórą liczył że się uda.

-- Mimo wszystko. -- zaczął Diabeł spoglądając na starszego z synów -- Myślę, że przyda się ci

mała pomoc. Mam dość zbędnego czekania. Moja droga. -- zwrócił się Nefry -- Wiesz co robić.

-- Tak. -- odparła sucho i bez emocji -- Wiem i zajmę się wszystkim.

-- To dobrze. -- odpowiedziała jej mąż, po czym odwrócił się do nich wszystkich plecami i

skierował się do drzwi naprzeciw tych z których przybyli Diro i Asmo. Przystanął jeszcze i nie odwracając się, rzekł do pierworodnego -- Mam nadzieję, że następnym razem, gdy się spotkamy, będziecie mieć dla mnie lepsze wieści.

Diro zacisnął zęby tak mocno, że aż zabolała go szczęka kiedy ojciec wychodził. Twarz Asmo wciąż była czerwona od zdenerwowania. Wiedział jednak, że nie może wybuchnąć, bo to by go całkowicie pogrążyło. Gdyby sprzeciwił się ojcu lub jakkolwiek próbował podważyć jego decyzję, wtedy na pewno ten zrobiłby wszystko, aby siedział cicho przynajmniej do końca swojego panowania. Chyba, że kazałby matce rzucić jakiś urok i trwałoby to do momentu, aż piekło zamarznie. Kiedy tylko Lucyfer opuścił sale, a drzwi się za nim zamknęły, Asmo szepnął już spokojnie do brata.

-- Nigdy nie będę tak dobry jak Ty.

-- Asmo. -- zaczął Diro, ale ten mu przeszkodził.

-- Pokonaj bracie tą bandę skrzydlatych trutni. Zajmij należne ci miejsce, a ja w końcu będę

mógł się wykazać w boju. Wierzę w ciebie i wiem, że sobie poradzić. W razie co wiesz też, że możesz na mnie liczyć. Ojciec nie musi o tym wiedzieć.

Diro wiedział, że młodszy brat ma wielkie waleczne ambicje. Zawsze w oczach innych był tym gorszym -- tym, który mógł być popychadłem, tylko dlatego że nie urodził się jako pierwszy. Diro czasem zabierał go ze sobą w tajemnicy przed rodzicami do walki, aby mógł się przynajmniej przyglądać i zdobywać wiedzę choćby teoretyczną. Obawiał się, że gdyby coś się stało bratu, mógłby mieć poważne kłopoty. Nie dlatego, że ojciec kochał młodszego syna, bo tego nikt poza samym zainteresowanym nie wiedział. Jednak każde z rodzeństwa miało przypisaną rolę po swoich narodzinach. Diro jako najstarszy syn miał przeciąć władzę w piekle. Asmo miał stanąć na czele armii. Zaś Teliente zająć miejsce matki i władać magią.

Pierworodny spojrzał na brata. Jego twarz pomału wracała do właściwych barw. Jeśli chodzi o wygląd, byli swoimi przeciwieństwami. Drobna postura sprawiała, że wyglądał przy Diro jak nastolatek. Jedyne co ich łączyło to kasztanowy kolor oczu i włosy ciemne jak noc. Asmo miał szczupłą twarz z wyraźnymi kośćmi policzkowymi. Niewielki wąs oraz krótka broda usadowiona na samym czubku podbródka dodały mu nieco męskości. Drobne usta często przybierały kształt pogardliwego uśmieszku. Spod niedopiętej koszulki widać było kępkę ciemnych włosów. Nie wyglądał jak bożyszcze, ale nadrabiał pewnością siebie i pewnym spojrzeniem. Miał swój własny niezawodny sposób na zachęcenie płci przeciwnej do czegoś więcej. Sprawiał on, że wyglądał na bardziej drapieżnego niż był w rzeczywistości. Dzięki temu zawsze dostawał co od nich chciał. Asmo odwracając się rzucił bratu porozumiewawcze spojrzenie, po czym ruszył w stronę wyjścia. Kiedy opuścił pomieszczenie, Diro nagle z kąta usłyszał głos matki.

-- I co teraz zamierzasz?

-- Nie wiem. -- odpowiedział, czując że napięcie powoli ustaje -- Muszę coś wymyślić, ale

jeszcze nie wiem co.

Diro rozglądał się chwilę po podłodze, jakby układał w głowie jakiś plan działania. Nefra patrzyła na syna, choć nawet na nią nie zerknął. Widziała, że syn ma mały mętlik w głowie. Dobrze wiedziała co go tak naprawdę gryzie i co przyniesie mu ukojenie. Nikt poza nią nie znał sekretu syna. On sam nawet nie wiedział, że matka wszystko wie i że zatrzymuje to dla siebie.

-- Nie martw się synu na zapas. -- rzekła -- Wszystko się ułoży. Podniósł wzrok na matkę i spytał:

-- Skąd wiesz?

-- Powiedzmy, że możesz zaufać kobiecej i matczynej intuicji. Nie przejmuj się ojcem. Chęć

zemsty po prostu go zaślepia. -- westchnęła ciężko, po czym dodała -- Sam powinien to załatwić, a nie wyręczać się tobą. Sam nie był w stanie ich pokonać, więc przerzucił odpowiedzialność na ciebie. Nigdy też nie wziął pod uwagę tego, że może jest to niewykonalne.

-- Co? -- spytał wystraszony

-- Aż tak nie zaglądałam w przyszłość. -- uspokoiła go. -- Mówię tylko, że twój ojciec jest

tak pewny swego, że nie bierze czasem pod uwagę innego scenariusza. Chęć zemsty za bardzo nim zawładnęła. Dlatego jest taki niecierpliwy i sfrustrowany. Wiem, że robisz co możesz, aby dotrzymać obietnicy jaką złożyłeś. Pamiętaj jednak, że nie na wszystko możesz

mieć wpływ. Są rzeczy tak mocno wpisane na kartach losu, że nic ani nikt ich nie wymaże. Pewne rzeczy nie dzieją się przez przypadek. Czasem spotykają nas takie rzeczy, o których nigdy nawet byśmy nie śnili.

Diro poczuł jak lekki dreszcz przeszywa jego ciało. Zabrzmiało to tak, jakby coś wiedziała, ale nie chciała powiedzieć. Sama z siebie rzadko kiedy dawała rady. Nie był pewny, czy matka ma na myśli sytuację z ojcem, czy jednak mówi o jego tajemnicy. Tej tajemnicy, którą skrzętnie ukrywa przed wszystkimi. Nawet przed swoim bratem, z którym jest zżyty. Do tego jednak musiałaby wykonać jakiś jeden ze swoim rytuałów, aby zobaczyć co się dzieje. Jedno jest pewne -- jeśli wie, to zachowała to dla siebie. Ojciec dostałby wścieklizny, gdyby dowiedział się teraz prawdy. Choć doskonale zdawał sobie sprawę, że nadejdzie chwilę, w której będzie musiał wyspowiadać się z tego sekretu.ROZDZIAŁ 2

Nefra była z natury piękną kobietą i miała w sobie coś z pradawnej urody. Jej cera była jasna, niemal alabastrowa. Długie, proste włosy w kolorze pszenicznego blondu opadały miękko na ramiona, mieniąc się w świetle niczym dojrzałe zboże tuż przed żniwami. Oczy miała w kolorze błękitnego lodu. Pasowała bardziej do słowiańskich lasów, niż do piekielnego krajobrazu. Jej rysy były delikatne, ale wyraziste -- łagodnie zarysowana szczęka, proste brwi i lekko wydatne usta, które rzadko się uśmiechały. Mimo tysięcy lat i smutku na twarzy, wciąż wyglądało młodo. Miała w sobie dumę pradawnych kobiet -- tych, które znały siły natury, lecz nie mówiły o nich głośno. Spojrzenie miała pełne mądrości, czasem czułości, ale nigdy słabości. Nie mogła pozwolić, aby ktokolwiek mógł chociaż pomyśleć, że jest słaba.

Zawsze stojąca z boku. Służyła radą, gdy ją poproszono, jednak sama z siebie raczej stroniła od takich zachowań. Posiadała jednak dar -- potrafiła odczytywać przyszłość i dostrzec to, czego inni nie potrafi. Wykorzystywała do tego pogańskie rytuały swoich przodków. Była bardzo precyzyjna i skuteczna w swoich osądach. Wiele razy już pomagała mężowi, gdy tego potrzebował. Domyślała się, że w końcu poprosi ją o zajrzenie w przyszłość, aby znaleźć sposób na Archanioły. Nefra miała jednak coś jeszcze -- coś czego nikt poza nią nie wiedział. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie może z nikim podzielić się tą wiedzą. Potrafiła zajrzeć w przyszłość bez rytuałów. W ostatnich dniach wizje powracały z niepokojącą intensywnością. Nie szukała ich, same przychodziły nieproszone. I przyniosły coś, czego nigdy nie chciała zobaczyć. Nie krzyczała, nie płakała. Zbyt wiele razy próbowała walczyć z losem. Za każdym razem przegrywała -- nie z winy jej czy innych, lecz dlatego, że pewnych rzeczy nie może zmienić. Muszą się wydarzyć. Przeznaczenie nigdy nie pyta o zdanie czy plany. Nefra może jedynie iść obok i patrzeć jak nadchodzi nieuniknione.

Napięcie było niemal namacalne. Przyglądała się synowi. Tak bardzo chciała go ostrzec i powiedzieć mu prawdę. Jednak wiedziała, że nie może. Z resztą ... Czy w ogóle by jej uwierzył? Jeśli tak, z pewnością próbowałby sam oszukać przeznaczenie. Jego twarz była szlachetna, a jednocześnie surowa. Rysy miał wyraźne, kanciaste, ale niepozbawione subtelności. Ciemne, krótkie włosy układała się w nieco potarganą fryzurę, nadając mu wygląd nieokiełznanego buntownika. Głębokie oczy, o intensywnym spojrzeniu, zdradzały więcej niż chciałby pokazać światu. Kolorem przypominały dojrzałe kasztany. Jego szczęka była mocno zarysowana, lekko porośnięta idealnie przyciętym zarostem, który dodawał mu jeszcze bardziej męskiego, drapieżnego wyglądu. Całość dopełniała jego postawa -- nonszalancka, ale czujna, jak u drapieżnika, który może zaatakować w każdej chwili, a jednocześnie gotowy, by chronić to, co dla niego najcenniejsze.

Diro otrząsnął się z zamyślenia. Spojrzał na matkę i oznajmij, że wychodzi.

-- Dokąd idziesz? -- spytała, chociaż wiedziała, że nie ma co liczyć na prawdziwą odpowiedź.

-- Muszę po prostu wyjść. Przemyśleć, co zrobić.

-- Rozumiem. Idź, gdzie musisz. Uspokój się i poukładaj myśli.

-- To właśnie zamierzam.

Kiedy Diro opuścił salę, Nefra pozostała sama. Tak jak zawsze, gdy nastawała cisza, którą tym razem zakłócał jedynie trzask palonego w kominku drewna. Usiadła powoli na chłodnym stopniu prowadzącym do tronu. Spojrzenie miała utkwione w przestrzeni, ale widziała znacznie dalej, niż sięgały mury piekła. Przyszłość -- i jej koniec. Wizje znowu wróciły -- nieproszone. Jej najstarsze dziecko, owoc miłości i ciemności. Ona wiedziała. Wiedziała wszystko, a jednak milczała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego że los za każdym razem przypominał jej jak bolesne jest nieposłuszeństwo wobec jego woli. Nadzieję, która wówczas się tli, że tym razem się uda, z impetem sprowadza do parteru.

Doskonale wiedziała dokąd się udaje. Wpatrywała się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał. Wciąż czuła w powietrzu jego obecność. Jego żar, bunt i ból. Zbyt wiele miał w sobie ognia. Zbyt wiele serca, które kiedyś zostanie złamane. Zacisnęła dłonie, a powieki mimowolnie opadły. Ujrzała obrazy, które pojawiały się nagle niczym wiatr zwiastujący nadejście burzy. Widziała dwa miecze. Jeden czarny jak noc pozbawiona gwiazd, zaś drugi lśnił niczym lustro odbijające słońce. Widziała krew -- dużo krwi. Pragnęła krzyczeć, wyrzucić z siebie ten cały ból i niemoc.

-- Zaczęło się. -- pomyślała, przypominając sobie prośbę męża. -- Teraz nic tego nie

powstrzyma.

Oczy napełniły się jej cicho łzami. Patrzyła przez chwilę na drzwi, przez które jej najstarszy syn wyszedł.

-- Przestań głupia. -- skarciła się w myślach i otarła łzy, które zdążyły już spłynąć po

policzkach. Zacisnęła przy tym mocno zęby, żeby się uspokoić i nie wytwarzać nowych łez -- Po co ci to? Przecież i tak to nic nie zmieni. Nie uratujesz nikogo. Ale.... mogę to spowolnić.

Wpadła na pewien pomysł. Ujęła kamień Hag między kciuk a palec wskazujący, który miała przywieszony na szyi na jutowym sznurku.

Kamień ten był znany między innymi jako kamień czarownic. Ludzie uważali, że patrzenie przez otwory w nim pozwala na zaglądanie do świata duchów. Byli też tacy co wierzyli, że kamienie Hag to kamienie żmijowe, które zostały stworzone przez węże i posiadają zdolności uleczania ich ukąszeń. Nosiła go jako ozdobę. Nie była pewna, czy to przez jego noszenie przychodziły do niej te niechciane wizje. Otrzymała go od matki wieki temu. Ta jednak nie uprzedziła jej o ewentualnych zdolnościach kamienia. Może sama nie wiedziała. Może nie miała takich widzeń. Także tajemnica jej kamienia pozostanie tajemnicą już na zawsze.

Jednak nie od razu Nefra mogła widzieć co się wydarzy. Dopiero po kilku stuleciach zaczęły ją nawiedzać. Mąż nigdy nie zauważył tego momentu, w którym je miała. I dobrze. Gdyby o tym wiedział, zapewne inaczej by do tego podchodził. Próbowałby dowiedzieć się wszystkiego, a co gorsza, próbowałby oszukać przeznaczenie, tak jak ona kiedyś. On nie przestawałby w próbach nagięcia losu do własnej woli. Ona jednak już wie z jakimi konsekwencjami się to wiąże i zraziła się do tego pomysłu. Nie wiedziała kto ma władzę nad losem, ale wiedziała, że nie wolno go ignorować.

Nefra musiała teraz przygotować rytuał, aby wypełnić wolę męża. Musi jednak nieco ograniczyć przekazaną wiedzę. Teliente z pewnością będzie chciała dołączyć. Na szczęście póki co nie wie jak go wykonywać, co daje jej drobną przewagę i musi ją umiejętnie wykorzystać. Kiedyś nauczy córkę tego rytuału, ale jeszcze nie teraz. Jest bardzo zdolna pod tym względem. Szybko uczy się magii. Może kiedyś przekaże jej również kamień Hag.ROZDZIAŁ 3

Za oknem słońce zaczęło powoli chylić się ku zachodowi, gdy Diro siedział w fotelu i rozmyślał. Próbował skupić się na przyjemniejszych myślach, jednak obraz zdenerwowane ojca skutecznie mu w tym przeszkadzał. Westchnął głośno i odchylił głowę do tyłu opierając ją o oparcie fotela. Bardzo chciałby zakończyć swoje zadanie raz na zawsze. Wyrwać się spod obietnicy złożonej ojcu. Niestety, złożył przysięgę krwi -- taką, której w żaden sposób nie można zerwać. Gdyby tylko wiedział jak sprawy się skomplikują, może wtedy by jej nie złożył. Może wtedy inaczej by to rozegrał. Albo gdyby nie zszedł wtedy na Ziemię. Nie spotkałby jej. Nie miałby tego problemu teraz i wszystko byłoby prostsze. A tak jest rozdarty między dwoma światami -- żywych i potępionych.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij