Prześwity - ebook
Nad zieloną Arkadią unosi się niewidzialne – cień zagrożenia i czającej się nicości. W pulsującym życiem ogrodzie, w nieborowskim parku, czy w znanych z rodzinnych wspomnień litewskich okolicach, rządy sprawują Eros i Tanatos. Świat namiętności, czułości i dobra podszyty jest grozą, docierają do niego echaukraińskiej tragedii, „wojna coraz bliżej i coraz brutalniej / brunatnieją bruzdy na twarzach tych, którzy wydają rozkazy”.
Czytając nowy tom wierszy Anny Piwkowskiej Prześwity, dobrze jest wiedzieć, że pierwotnie miał on nosić tytuł Szczeliny. I jedne, i drugie pojawiają się w wielu wierszach, umożliwiając przenikanie się czasów, przechodzenie od zmysłowo przeżywanej chwili do eterycznej przeszłości – od teraz do nieskończoności. Na sypkim piasku odczytujemy „klinowe pismo cierpienia”. Chwytają za gardło wiersze o odchodzeniu najbliższych, zachwycają – jak zawsze u Piwkowskiej – kunsztownie zaplatane rymy i podskórne rytmy, przyjemność sprawia rozpoznawanie przemykających cieni Sylvii Plath czy Anny Achmatowej.
To poezja osadzona w kulturze i obserwująca, „jak kruszy się świat”, otwarta na ból istnienia i głosząca pochwałę życia, wspólnoty i miłości.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poezja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8367-391-2 |
| Rozmiar pliku: | 1,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Minęły dwa lata i nareszcie wiem.
Zrobiliśmy wszystko ty i ja.
Ten powróz, który ściskał mi serce,
w końcu się poluzował i bywa,
że oddycham równo, nawet we śnie,
a także między czwartą a piątą rano.
Jakich mam użyć słów, aby otworzyło się przejście?
La Muerte albo raczej Santa Muerte.
O święta śmierci! Błądzimy przez Góry Sowie,
które zawsze wydawały mi się pełne białych sów,
puszystych, z szeroko otwartymi na światło
nic nie widzącymi oczami. Ale wiedziałam,
że sowy widzą. Poruszeniem skrzydeł,
białym puchem piór, gdy wiatr szeleści w drzewach.
Teraz ja także widzę i wiem, że widzisz ty.Matka
Dla ciebie Starej czułość, dla ciebie jedwabie,
przez ciebie mądrość Scytów, domki eremitów,
dla ciebie sen, samotność, pieśń o Popobawie,
dla ciebie pierwsza troska, wierzenia sunnitów,
czarne duchy południa, łańcuchy niewoli,
przez szept drogi: _córeczko, jednak bardzo boli._
Zniewolona cierpieniem, tak bardzo kochana,
moja Stara mateczko, moja wyśpiewana.
Rosną w tobie te lasy, te namorzynowe,
i ruszają lodowce ponad wiecznym śniegiem.
Stara starą mądrością, znużona połowem
życia, wyszywasz dla mnie krzyżykowym ściegiem
pieśń miłości, przestrogi, może pieśń rozstania,
czerwony ścieg na śniegu, wyznanie kochania.
_Zanzibar, luty 2024_Rosjanka
W hotelowym basenie ta piękna Rosjanka.
Ocean jak planeta paruje z gorąca,
a ty bronujesz pamięć, lśni światło miesiąca,
czerwonego księżyca krągła wyklejanka
i ręka chłopca szklankę z herbatą potrąca.
Na dalekiej północy z wojennej wyprawy
nie powróci Achilles, dziecko ani zwierzę,
zaminują nam pamięć ci chłopcy – żołnierze,
na wyspie gdzie plantacje i wonne przyprawy,
Rosjanka do kolacji w suknię się przebierze.
W raju czarna dziewczynka bawi się śmieciami,
mój ojciec, gdy był chłopcem, miał płaszczyk w jodełkę,
ona przytula szmatkę jak lalkę kukiełkę,
jak mamy się podzielić łzami i światami,
może lepiej nam będzie między zaświatami.
_Zanzibar, 31 stycznia_ _2024_