Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Przewodnik po emocjach - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 maja 2026
3599 pkt
punktów Virtualo

Przewodnik po emocjach - ebook

Nowe wydanie bestsellerowego „Przewodnika po emocjach” Anny Cyklińskiej, poszerzone o pięć nowych rozdziałów!

Jak trafnie rozpoznawać emocje? Jakie sygnały pochodzące z ciała wiąże się z konkretnymi uczuciami? Co może nam dać precyzyjne nazwanie emocji?

Wyjątkowy poradnik psychologiczny, będący przewodnikiem po dwudziestu pięciu ważnych emocjach, których doświadczamy w swoim życiu. Autorka nie tylko tłumaczy, czym są emocje i dlaczego są one tak istotne, ale przede wszystkim pokazuje, co się dzieje, kiedy ich nie dostrzegamy, nie wyrażamy lub je tłumimy.

Książce towarzyszy część ćwiczeniowa, pozwalająca zrozumieć, jak zauważać emocje w ciele, jak praktykować uważność i pracować nad słownikiem emocji.

Przewodnik po emocjach wskazuje narzędzia do nawigowania po emocjach i pomaga w ich odkrywaniu – także w sobie.

„Emocje są z nami od pierwszego dnia życia i towarzyszą nam do tego ostatniego. Z jednej strony pojawiają się w głowie i ciele zupełnie niepostrzeżenie, z drugiej – jesteśmy w stanie nauczyć się tego, aby nie przejmowały kontroli nad naszym zachowaniem i samopoczuciem. Przewodnik… w przystępny, bardzo ciekawy sposób wprowadza czytelnika w świat emocji oraz przedstawia wiele procesów i zależności. Znalazły się w nim też niezwykle pomocne wskazówki do pracy własnej – do zadbania o siebie w sposób całościowy”.

Dr Joanna Wojsiat

„Pisząc tę książkę, starałam się, by była ona przystępna dla każdej osoby, bez względu na wiek, tożsamość płciową czy stopień zainteresowania tematem emocji. Niech ta lektura będzie dla ciebie drogowskazem, kompasem lub mapą w twojej indywidualnej podróży emocjonalnej”

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-140-9
Rozmiar pliku: 22 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PRZEDMOWA

Moja przygoda z rozważaniami o emocjach rozpoczęła się oczywiście podczas studiów psychologicznych. Do niedawna ograniczałam się do teorii emocji podstawowych i rozpoznawania ich znaków szczególnych. Aż pewnego dnia dotarłam do nowego podejścia, opisującego powstawanie i przeżywanie emocji, które od razu mnie zachwyciło.

Dzięki tej książce nie dowiesz się, jak rozpoznawać emocje na twarzach innych osób. Nie nauczysz się też tego, jakie sygnały pochodzące z ciała wiążą się z danymi uczuciami. Postaram się za to pokazać ci, że emocje są czymś względnym, indywidualnym i osadzonym w konkretnym kontekście. Zorientujesz się, jak ważne jest holistyczne spojrzenie na regulowanie emocji – wymaga ono nie tylko konkretnych umiejętności, lecz także zadbania całościowo o swój dobrostan. Pokażę ci, jak umiejętne i precyzyjne nazywanie emocji może przyczyniać się do okiełznania ich.

Na kartach tej książki kilkakrotnie przypominam, że to, jak przeżywamy emocje, jest indywidualne. Takie podejście jest bliskie teorii konstruowanych emocji wprowadzonej przez dr Lisę Feldman Barrett, o której więcej dowiesz się w kolejnych rozdziałach. Zakłada ona, że każdy przypadek emocji jest inny, a także, że konstruujemy je na bazie własnych doświadczeń. Kiedy pierwszy raz o niej czytałam, pojawiła się we mnie myśl: czy zatem ma w ogóle sens opisywanie poszczególnych uczuć, skoro każda osoba tworzy je na swój sposób? Uznałam jednak, że wielu ludziom brakuje narzędzi do nawigowania po emocjach i odkrywania ich w sobie. Aby lepiej odnaleźć się w świecie emocji i nauczyć się je rozumieć, potrzebujemy drogowskazów, dlatego postanowiłam zebrać wiedzę o emocjach i narzędzia do ich eksploracji w przystępny katalog.

Staram się również nie dzielić emocji na pozytywne i negatywne. Jak dowiesz się z kolejnych rozdziałów, każda emocja, nawet ta najbardziej nieprzyjemna, pełni określoną funkcję biologiczną i psychologiczną. Większość opisywanych przeze mnie emocji dałoby się określić jako „negatywne” – staram się je odczarować i pokazać, że one też niosą cenne informacje. Ocenianie emocji jako „złych” lub „dobrych” nie tylko mija się z ich naturą, lecz może też prowadzić do unikania tych trudniejszych, co często nasila problem i niesie nieprzyjemne skutki.

Podział na pozytywne i negatywne emocje ma swoje miejsce w nauce – badacze często posługują się nim jako skrótem opisującym afektywne zabarwienie emocji, czyli to, czy są przyjemne, czy nieprzyjemne w subiektywnym odczuciu. Jeśli zatem w tej książce pojawi się takie rozróżnienie, wynika ono z cytowania badań lub pokazania kontrastu między stanami o różnym natężeniu i zabarwieniu, nie jest moją oceną ich wartości.

Książka jest podzielona na trzy części. Pierwsza to teoretyczny wstęp do emocji, dający podstawę do rozumienia nowatorskiego sposobu podania tematu, łączącego najnowszą wiedzę psychologiczną i neuronaukę. W drugiej znajdziesz opisy poszczególnych stanów emocjonalnych. To rozdziały, do których możesz sięgać w dowolnym momencie. Chciałabym podkreślić, że mają one subiektywny charakter, choć nie znaczy to, że wyssałam je z palca – wręcz przeciwnie. Dołożyłam starań, by znalazły się w nich głosy badaczy emocji i by bazowały na teoriach psychologicznych lub obserwacjach filozofów. To jednak ja te głosy zebrałam i przepuściłam przez swój filtr, stąd mowa o subiektywnym charakterze wypowiedzi. W trzeciej części podchodzę zaś do tematu emocji z raczej psychoterapeutycznej strony. Opisuję strategie regulacji emocji, które pomogą ci radzić sobie na co dzień.

Pisząc tę książkę, starałam się, by była ona przystępna dla każdej osoby, bez względu na wiek, tożsamość płciową czy stopień zainteresowania tematem emocji. Dlatego pojawiają się w niej formy osobowe z podkreślnikiem, aby każd_ mógł odnaleźć się w nich tak, jak się czuje. Niech ta lektura będzie dla ciebie drogowskazem, kompasem lub mapą w twojej indywidualnej podróży emocjonalnej.CZYM SĄ EMOCJE?

Każde z nas je ma, ale nie wszyscy je rozumieją, a niektórzy nie widzą potrzeby, aby się nad nimi zastanawiać. Jeśli trzymasz w dłoniach tę książkę, to gratulacje – nie jesteś w tej ostatniej grupie! Prawdopodobnie chcesz dowiedzieć się czegoś o własnych emocjach i być może lepiej je poznać. Zanim przejdziemy do rozważania tego, jak według obecnej wiedzy psychologicznej powstają emocje i co możemy z nimi zrobić, postaram się nakreślić, czym one są.

Emocje dotyczą nas wszystkich i równie często dodają kolorytu naszym życiom, jak i je uprzykrzają. W badaniu z 2015 roku, w ramach którego analizowano emocjonalne życie aż jedenastu tysięcy osób za pomocą aplikacji telefonicznej, wykazano, że ludzie mogą doświadczać jednej lub więcej emocji przez ponad 90 procent czasu. Stosunkowo często przeżywali jednocześnie emocje przyjemne i nieprzyjemne. Dzieje się tak, ponieważ bardzo często emocje są tak subtelne, że nawet ich nie zauważamy. Nie doświadczamy ich też w sposób punktowy, linearny ani uporządkowany.

Ludzkie uczucia są różnorodne i subiektywne; nakładają się na siebie i potrafią być mylące, o czym się jeszcze przekonasz na kartach tej książki. We wspomnianym badaniu uczestnicy zgłaszali, że przez około jedną trzecią czasu doświadczali przyjemnych i trudnych emocji jednocześnie. Jest to możliwe, ponieważ emocje mogą być reakcjami na różne, często niezwiązane ze sobą bodźce. Możemy się martwić ważnym spotkaniem w pracy, a równocześnie cieszyć się czasem z bliskimi. Złościć się i czuć rozbawienie w tej samej sytuacji. Kochać kogoś i jednocześnie czuć w związku z nim przykre emocje.

Przez tysiące lat powstały niezliczone teorie dotyczące emocji i ich definicji. Najstarsze sięgają starożytności, a najbardziej współczesne wykorzystują osiągnięcia technologii, aby badać uczucia. Podczas pisania tej książki przez moje ręce przewinęło się wiele treści dotyczących emocji i znalazłam wiele podejść do ich definiowania. Mimo różnic w podejściach można wysnuć jedną podsumowującą myśl: emocje są informacjami od ciała, reakcjami na doświadczenia przeżywane w świecie rzeczywistym lub wewnętrznym, a ich celem jest kierowanie twoim zachowaniem. Oznacza to zatem, że możesz odczuwać emocje zarówno w odpowiedzi na coś, co obserwujesz – co przydarza się tobie lub innym – jak i na coś, co jedynie sobie wyobrażasz. Ich funkcją jest przekazanie ci informacji na temat tego, co przeżywasz. Nie zawsze jednak jest to odpowiedź adekwatna. Reakcje podlegają mechanizmom uczenia się i prognozowania, które potrafią sprawić, że nasze doznania są intensywne i uciążliwe, o czym przeczytasz więcej w tej części.

Po co nam emocje?

Emocje towarzyszą nam od początku życia. Jako dzieci nie mamy pojęcia, co się dzieje w świecie zewnętrznym. Wszystkie potrzeby komunikujemy płaczem i czekamy, aż dorośli domyślą się, o co nam chodzi – zwykle o nakarmienie, przewinięcie lub utulenie. Jeśli emocje i potrzeby dziecka są zaniedbane, jego rozwój nie może przebiegać prawidłowo. To mit, że dziecko nie pamięta tego, jak pozostawiono je samemu sobie, płaczące, zaniepokojone. Co prawda pamięć nie jest jeszcze wówczas rozwinięta tak, żebyśmy zapamiętywali obrazowo, jak płakaliśmy samotnie w łóżeczku, natomiast mózg odnotowuje te momenty na swój sposób – poprzez struktury związane z emocjami.

W dzieciństwie kształtuje się podstawowa rola emocji: komunikowanie się i wyrażanie potrzeb, aby uzyskać to, czego potrzebujemy. To wówczas tworzą się style przywiązania, które będą wpływać na relacje tworzone w dorosłości. Na dalszych etapach życia, w wieku nastoletnim i w okresie dorastania, dzięki emocjom uczymy się nawiązywać relacje, a także przewidywać zachowania innych i określać dynamikę otaczającego nas świata.

Emocje biorą udział w procesie poznawania świata, uczeniu się empatii i wyznaczania granic, dowiadywaniu się, co możemy, a czego lepiej unikać. Mogą one dawać różne sygnały i „objawy” – wyrażają się w naszych myślach, zachowaniu, fizjologii. Możemy je komunikować, tworzyć poświęcone im dzieła plastyczne i muzykę, opisywać je w długich poematach lub nazywać pojedynczymi słowami.

Nie zawsze łatwo jest nam odróżnić uczucia od emocji. Z perspektywy neuronauki emocje są stanami wewnątrz mózgu – aktywnością neuronalną powodującą obserwowalne zmiany w zachowaniu, ciele lub innych stanach umysłowych. To psychologiczne konstrukty, które powstają, gdy schematy przechowywane w pamięci łączą się ze wskazówkami otrzymanymi w danej chwili – odczuwanymi jako pobudzenie nerwowe, odpowiedź fizjologiczna z ciała, wspomnienia. Mogą działać w tle, dopóki nie zwrócimy na nie uwagi.

Uczucia (ang. feelings) są natomiast świadomymi stanami, które są częścią doświadczania emocji. Możemy je nazywać, rozróżniać, opisywać, mimo że często nie jesteśmy świadomi procesów, które stoją za ich powstawaniem. W tej książce używam słów „uczucia” i „emocje” zamiennie, a skupiam się na rozróżnieniu konkretnych stanów i pokazaniu ich charakterystyki. Warto jednak zapamiętać, że uczucia, jak sama nazwa wskazuje, czujemy, a emocje są wewnętrznymi reakcjami obejmującymi to, co czujemy, myślimy i doświadczamy w ciele.

Jak powstają emocje?

Odwieczny psychologiczny dylemat z gatunku „jajko czy kura” próbuje rozstrzygnąć, czy najpierw odczuwamy emocje, czy też najpierw myślimy na temat sytuacji, która wywołuje w nas reakcję emocjonalną. Już w XIX wieku pionierzy nauki o emocjach rozważali tę relację, tworząc podwaliny teorii ucieleśnionych emocji.

William James i Carl Lange zaproponowali niezależnie od siebie hipotezę, że emocja powstaje wskutek interpretacji reakcji fizjologicznych. W klasycznej teorii Jamesa–Lange’a bodziec, czyli zdarzenie lub obiekt, prowadzi najpierw do reakcji autonomicznego układu nerwowego (np. przyspieszenia tętna, napięcia mięśni), a następnie świadomie odczuwamy emocję jako wynik tej reakcji: „Czuję strach, bo moje ciało reaguje tak na zagrożenie”. Ta sekwencyjna perspektywa uwypuklała rolę cielesnych zmian w doświadczeniu emocji.

Krytyką tego podejścia była hipoteza Cannona–Barda, według której reakcje fizjologiczne i subiektywne doznania zachodzą równocześnie, lecz niezależnie od siebie. Cannon i Bard dowodzili, że zmiany fizjologiczne zachodzą zbyt wolno, by tłumaczyć natychmiastowość odczuwania emocji.

W połowie XX wieku badania psychologa polskiego pochodzenia Roberta Zajonca wykazały, że proste bodźce emocjonalne mogą być przetwarzane nieświadomie na drodze szybkiego przetwarzania, co oznacza, że reakcja emocjonalna może wyprzedzać świadome rozpoznanie bodźca, na przykład zdarzenia lub obiektu wywołującego reakcję emocjonalną. Odmienne stanowisko reprezentował Richard Lazarus, który w swojej teorii oceny poznawczej dowodził, że emocje nie są automatyczną reakcją na bodziec, ale powstają w wyniku świadomej lub nieuświadomionej oceny sytuacji.

Lazarus wprowadził rozróżnienie między oceną pierwotną („czy sytuacja jest istotna?”) a wtórną („czy potrafię sobie z nią poradzić?”). Podobne założenia leżą u podstaw terapii poznawczo-behawioralnej w leczeniu zaburzeń emocjonalnych. Według modelu CBT trudne emocje są efektem błędnej, zniekształconej interpretacji, w której przeszacowujemy zagrożenie, a nie doceniamy własnych zasobów i dostępnych sposobów radzenia sobie.

Mamy wiele dowodów potwierdzających to, że sposób, w jaki myślimy, ma wpływ na to, jak odbieramy rzeczywistość. Ogromną rolę odgrywa w tym nastawienie, szczególnie w przypadku lęku (przeczytasz o tym w poświęconym mu rozdziale). Jest to również podstawa rozumienia wielu zaburzeń psychicznych w terapii poznawczo-behawioralnej, której skuteczność potwierdzono badaniami klinicznymi.

Jak widzisz, na przestrzeni lat wyjściowy problem rozstrzygano na wiele sposobów. Natura emocji okazuje się złożona, łącząc szybkie, ewolucyjnie uwarunkowane reakcje i bardziej złożone procesy poznawcze. Współczesna nauka dotycząca emocji zakłada, że istnieją dwie drogi przetwarzania sygnałów oraz „produkowania” emocji.

Badania Josepha LeDoux wykazały, że w sytuacjach zagrożenia automatycznie wybieramy „drogę szybką” (ze wzgórza do ciała migdałowatego), pomijając świadome rozpoznanie bodźca. To dlatego często odskakujemy na widok na przykład gałęzi przypominającej węża w lesie lub reagujemy przestrachem na głośne dźwięki. Z kolei „droga wolna” pozwala na analizę przez korę czołową i świadome przetwarzanie informacji. Wówczas korzystamy z pełnego dobrodziejstwa inwentarza, tworząc reakcje emocjonalne o szerokim spektrum (przeczytasz o nich jeszcze w rozdziale „Skąd się biorą emocje?”). Warto zaznaczyć, że sam LeDoux w późniejszych pracach podkreślał, że te szybkie reakcje obronne nie są tożsame z subiektywnym odczuciem emocji – to ważne rozróżnienie, do którego wrócimy.

Skąd organizm wie, kiedy i w jaki sposób reagować emocjonalnie? Do czego jest nam to potrzebne?ŹRÓDŁA EMOCJI

Istnieją liczne koncepcje tłumaczące przyczynowo-skutkowe powstawanie reakcji emocjonalnej. Ale skąd w ogóle mamy emocje? Gdzie się mieszczą? Czy powstawały w nas na drodze ewolucji, tak jak inne cechy charakterystyczne dla homo sapiens?

Dziś wiemy, że emocje nie mają jednego miejsca w ciele. W powszechnym rozumieniu funkcjonuje jeszcze myślenie, że emocje niewyrażone blokują się, „odkładają w ciele”, co ma rozmaite negatywne konsekwencje. Jest to pogląd zaczerpnięty z hipotezy hydraulicznej, obrazującej „przelewanie się” emocji niewyrażonych. To rozumienie zostało spopularyzowane przez Sigmunda Freuda na początku XX wieku i obecnie nie znajduje potwierdzenia w badaniach naukowych. Nie znaleziono bowiem empirycznych dowodów na istnienie „energii emocjonalnej”, która musi być rozładowana, a tłumiona jest zagrażająca.

Emocje tak trudno badać, ponieważ to nie cząsteczki, hormony ani nic, co moglibyśmy obiektywnie zmierzyć. Są subiektywne, zmienne, zależne od naszego samopoczucia – również fizycznego. Wiemy jednak, że jeśli przetrwały, to musiały mieć ewolucyjne znaczenie. Jedną z najbardziej znanych koncepcji opierających się na ewolucyjnym rozumieniu jest teoria emocji podstawowych, zapoczątkowana w latach 60. XX wieku przez Paula Ekmana. Zakłada ona, że istnieje sześć uniwersalnych emocji, wyrażanych w charakterystyczny sposób i wspólnych we wszystkich kulturach: złość, smutek, strach, wstręt, zaskoczenie i radość.

Kluczem do ich rozumienia miały być specyficzne wyrazy twarzy tworzone przez grymasy, zmarszczki i skurcze mięśni. Pogląd o uniwersalnym charakterze emocji ma korzenie w książce Charlesa Darwina O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt, w której stwierdził on, że emocje i ich ekspresje są pradawną częścią ludzkiej natury. Darwin, choć oczywiście nie odwiedził każdego zakątka świata, postawił dalej tezę, że wszyscy ludzie, a nawet niektóre zwierzęta okazują emocje poprzez niezwykle podobne zachowania.

Co ciekawe, porównywał również posługiwanie się mimiką – uśmiechy, marszczenie brwi i inne znaki szczególne emocji – do istnienia szczątkowej kości ogonowej, która pozostała w organizmie człowieka mimo swojej bezużyteczności. Idąc tym tokiem myślenia, ekspresje twarzy byłyby produktami ewolucji, które nie spełniają już żadnej funkcji, niczym skrzydła u strusia.

Czy istnieją emocje podstawowe?

To właśnie koncepcja Darwina z 1872 roku zainspirowała w latach 60. XX wieku grupę badaczy do zbadania sześciu emocji podstawowych. Teoretyk Silvan Tomkins oraz badacze Carroll Izard i Paul Ekman postanowili zweryfikować założenie, że wszystkie emocje mają swoje znaki szczególne.

Przygotowano wówczas zdjęcia profesjonalnych aktorów prezentujących wyrazy poszczególnych emocji. Stereotypowo złość utożsamiano ze zmarszczonymi brwiami i czołem, zaciśniętymi ustami, napiętą twarzą. Smutek miał powodować opadanie kącików ust, ściągnięcie brwi do środka, zmarszczenie brody. Zaskoczenie charakteryzowało się szeroko otwartymi oczami i ustami, opadniętą szczęką, uniesionymi brwiami. Z pozoru podobnie wyglądał strach – również duże oczy, z widocznymi białkami, ale towarzyszyły im bardziej ściągnięte brwi i węższe usta. Wstręt, emocja o jednej z najbardziej charakterystycznych ekspresji, to zmarszczone nos i usta, przymknięte oczy. Radość cechowała się szerokim uśmiechem lub uniesionymi kącikami ust, zmarszczkami wokół oczu, uwypuklonymi policzkami.

Nie były to jednak naturalnie uchwycone ekspresje, ale sceny zapozowane, zaprojektowane celowo wizerunki, które według jednego z badaczy miały najbardziej wyraziście pokazywać poszczególne emocje. Kiedy czytasz powyższy opis sześciu podstawowych emocji, prawdopodobnie możesz z łatwością naśladować przypisane im ekspresje, napinając poszczególne mięśnie twarzy. Pomyśl jednak: jak często faktycznie robisz takie miny? Jak często widzisz tak przesadnie ściągnięte brwi lub tak opadnięte kąciki ust?

Z pewnością znane są ci sytuacje, w których nie wypada okazywać jawnie emocji i trzeba się zmuszać, by je zatuszować: na przykład kiedy odczuwamy rozbawienie podczas ważnego spotkania w pracy lub pogrzebu. A może kojarzysz takie uczucie przygnębienia: wszyscy dookoła są w radosnym nastroju, a ty nie chcesz dać po sobie pokazać, że jest ci smutno? A może zdenerwowanie, którego nie chcesz ujawnić w miejscu publicznym? Nasza mimika może podlegać wolicjonalnej kontroli, co komplikuje sytuację.

Temat emocji nierozerwalnie łączy się z językiem. To nazywaniem komunikujemy i kategoryzujemy uczucia swoje i innych. W badaniach może stanowić to dodatkowo utrudniający czynnik, ponieważ nie zawsze udaje się znaleźć odpowiednie tłumaczenia. Języki różnią się między sobą, w niektórych brakuje słów dla konkretnych emocji lub rozróżnia się je bardziej szczegółowo niż w innych językach. Na przykład w języku rosyjskim istnieje słowo toska oznaczające głęboki, dojmujący smutek, którego ponoć nie oddaje żadne tłumaczenie.

W badaniach nad teorią emocji podstawowych fotografowano ludzką mimikę w celu zbadania, jak trafnie rozpoznajemy emocje na twarzach innych. W różnych wariantach eksperymentu przedstawianym zdjęciom towarzyszyły nazwy uczuć. Na przykład osoby badane miały określić słowo najlepiej ich zdaniem pasujące do danej miny. W innym przypadku uczestnik eksperymentu miał wybrać zdjęcie twarzy, która najbardziej pasuje do przykładowego zdania, takiego jak: „On spogląda na coś nowego i niespodziewanego”, lub: „Jego przyjaciele go odwiedzili i jest zadowolony”.

W ramach realizacji jednego z badań Paul Ekman i jego współpracownicy pojechali do Papui-Nowej Gwinei, aby przeprowadzić eksperyment wśród przedstawicieli plemienia Fore, odizolowanego od cywilizacji. Zbadano również mieszkańców Korei i Japonii – narody te postrzegane są jako takie, które silnie skrywają swoje głębsze emocje. W każdym przypadku osobom badanym udawało się przypisywać zdjęcia przedstawiające twarze do nazw emocji lub sytuacji.

Interpretacja autorów była jednoznaczna: ekspresje emocji są uniwersalnie rozpoznawalne, ponad granicami kultur, a co za tym idzie – są znakami szczególnymi emocji podstawowych. Przyglądając się szczegółowym wynikom badania z Papui-Nowej Gwinei, można jednak zauważyć, że trafność rozpoznawania emocji wahała się między 60 a 70 procent. W przypadku rozróżnienia między strachem, smutkiem i zaskoczeniem tylko 28 procent badanych wybierało właściwą odpowiedź.

Związek ekspresji mimicznych z emocjami próbowano sprawdzić za pomocą mierzenia ruchów mięśni twarzy przez pomiar elektromiograficzny (EMG). Na powierzchni twarzy badanych umieszczono elektrody wykrywające sygnały elektryczne powodujące ruch mięśni. Uczestnikom pokazywano filmy lub zdjęcia albo zachęcano ich do przywoływania wspomnień prowokujących emocje, aby spowodować u nich naturalny grymas. Nie udało się jednak rzetelnie wskazać, kiedy ktoś jest rozzłoszczony, smutny, radosny czy przestraszony, można było to jedynie wyczytywać ze zmian jego ekspresji mimicznych. Gdy porównano ruchy mięśni twarzy zaobserwowane w tych badaniach z fotografiami aktorów z badań Tomkinsa, okazały się nie być do siebie tak podobne.

Inni badacze sprawdzili, czy emocje mają swoje znaki szczególne, badając niemowlęta urodzone w różnych krajach i ręcznie kodując ich ruchy mimiczne za pomocą metodologii FACS (facial action coding system). Może wydawać się to drastyczne, ale w celu wzbudzenia u małych dzieci reakcji strachu pokazywano im zabawkowego goryla, natomiast uczucie złości wywoływano, krępując im ręce. Autorzy eksperymentu stwierdzili, że ekspresje twarzy dzieci w tych dwóch sytuacjach są nie do rozróżnienia. Udawało się jednak odgadnąć, na którą z manipulacji reagują, gdy obserwowali zachowanie niemowląt – i to nawet wtedy, gdy nie widzieli ich twarzy! Do odczytywania emocji posłużyli się zatem nie obserwacją mimiki, lecz mową ciała i kontekstem, w jakim funkcjonowali mali uczestnicy badania.

W innym eksperymencie postanowiono sprawdzić, jak osoby badane będą rozpoznawać emocje na twarzach innych, ale tym razem wykorzystano fotografie przedstawiające spontaniczne ekspresje emocji. Okazało się, że w porównaniu ze zdjęciami aktorów prezentujących sześć podstawowych emocji te naturalne reakcje emocjonalne były mniej oczywiste i dużo trudniejsze do odgadnięcia.

Badania prowadzone w obszarze istnienia znaków szczególnych emocji dawały z biegiem lat coraz więcej sprzecznych wyników. Sceptyczna była między innymi badaczka Lisa Feldman Barrett, która wraz ze swoim zespołem postanowiła zweryfikować koncepcję uniwersalności emocji podstawowych, opierając się na podobnym schemacie badań co wcześniej Tomkins i Ekman. W jednym z nich osoby pochodzące z grupy etnicznej Himba, żyjącej na terenie Namibii, miały podzielić zdjęcia reakcji emocjonalnych uchwyconych na twarzach modeli na odpowiednie stosiki – radość, smutek, złość, strach, wstręt oraz twarz neutralna. Okazało się jednak, że uczestnicy tworzyli inne kategorie niż zachodnie, np. grupowali razem twarze, które wcześniejsi badacze rozróżniali jako „strach” i „zaskoczenie”. Osoby niepochodzące z zachodniego kręgu kulturowego nie potrafiły przyporządkować twarzy na zdjęciu do odpowiednich grup tak precyzyjnie, jak zrobili to w grupie kontrolnej Amerykanie (choć również oni nie byli nieomylni).

Przedstawiona krytyka teorii Ekmana, choć ważna, nie kończy debaty o emocjach podstawowych. Andrea Scarantino oraz Paul Griffiths w artykule Don’t Give Up on Basic Emotions z 2011 roku argumentują, że istnieją trzy różne sposoby rozumienia „podstawowości” emocji. Podstawowość konceptualna oznacza, że niektóre pojęcia emocjonalne są bardziej fundamentalne dla naszego myślenia o uczuciach – na przykład kategorie „przyjemne i nieprzyjemne” mogą być bardziej podstawowe niż „duma czy wstyd”. Podstawowość biologiczna sugeruje, że pewne mechanizmy neuronalne mogą być ewolucyjnie starsze i bardziej konserwatywne – jak te powstałe w celach obronnych. Podstawowość psychologiczna zakłada, że niektóre emocje mogą się rozwijać wcześniej ontogenetycznie lub być bardziej uniwersalne w różnych kulturach.

W zrewidowanej wersji teorii podstawowych emocji, która uwzględnia krytykę Ekmana, uczenie się może wpływać na to, co aktywuje ewolucyjne programy emocjonalne. Podstawowe emocje nie muszą mieć stałych ekspresji mimicznych, a kontekst kulturowy może modyfikować biologiczne uwarunkowania emocji.

Co to oznacza dla ciebie? Prawdopodobnie posiadasz zarówno biologiczne predyspozycje do pewnych reakcji emocjonalnych, jak i kulturowo nabyte sposoby interpretowania i wyrażania uczuć. Zamiast myśleć kategoriami „albo-albo”, warto przyjąć perspektywę „i-i” – twoje emocje mają komponenty zarówno uniwersalne, jak i osobiste.

Od ogółu do szczegółu

Z mojej perspektywy, jako psycholożki i psychoterapeutki, wnioski z powyższych badań wydają się bardzo trafne – niektórzy ludzie po prostu nie rozróżniają nazw i ekspresji emocji. Różnimy się pod tym względem nie tylko między kulturami, ale i między jednostkami. To dlatego tak wiele badań w tym obszarze dostarcza sprzecznych ze sobą dowodów.

Trudno tego nie zauważyć, pracując w gabinecie czy na oddziałach psychiatrycznych. Wiele osób używa zamiennie słów takich jak „smutek”, „złość”, „lęk”, aby wyrazić nieprzyjemne uczucia. Po prostu wszystkie te emocje są dla nich synonimem odpowiedzi „źle”, gdy muszą odpowiedzieć na pytanie „jak się dziś czujesz?”. Nierozróżnianie uczuć może wynikać z różnych powodów. Od razu jednak jako jeden z nich nasuwa mi się coś, co często słyszę: „W moim domu nie rozmawiało się o emocjach”. Osoby, które nie miały okazji rozmawiać ze swoimi rodzicami o uczuciach od najmłodszych lat, zyskały uboższy „słownik emocjonalny”, czyli zasób słownictwa używanego do opisu własnych emocji.

Istnieje jednocześnie grupa ludzi, która potrafi rozróżniać stany emocjonalne. Umiejętność tę nazwano „szczegółowością emocjonalną”. Polega ona na zauważaniu, dokładnym odczytywaniu i interpretowaniu wewnętrznych stanów emocjonalnych – zarówno własnych, jak i cudzych. Co więcej, umiejętności tej można się nauczyć, a efekty badań naukowych pokazują, że osoby używające większej liczby nazw emocji mają zarazem większe umiejętności regulacji emocji.

Skoro niektórzy ludzie przejawiają trudności z rozróżnianiem stanów emocjonalnych, to ta umiejętność nie może być wrodzona i taka sama u wszystkich. Nie da się również jednoznacznie i obiektywnie sprawdzić, co odczuwa dana osoba – powtórzę: emocje są subiektywne. Zależą od kontekstu, nastroju, stanu zdrowia czy potrzeb fizjologicznych.

Teoria emocji podstawowych ugruntowała się przez dziesiątki lat. W naszym dyskursie to z niej biorą się najczęściej używane nazwy emocji. Teoria ta zyskała także miejsce w popkulturze, między innymi pojawiła się w nagrodzonej Oscarem animacji studia Pixar W głowie się nie mieści (Inside Out). Co ciekawe, twórcy filmu konsultowali się podczas realizacji z Paulem Ekmanem, współautorem koncepcji podstawowych emocji. W fabule spotykamy pięć postaci reprezentujących każdą z emocji podstawowych (z wyjątkiem zaskoczenia, które zostało pominięte). Żeby było jeszcze bardziej stereotypowo, do każdej z nich dopasowano kolor: Gniew płonie czerwonym ogniem, Smutek zalewa się błękitnymi łzami, Radość tańczy w promieniach żółtego słońca, Odraza zieleni się z obrzydzenia, a Strach przybiera sinofioletowy odcień.

Sama byłam zachwycona tą animacją po pierwszym seansie i nadal doceniam koncept umieszczenia psychoedukacji w tak mainstreamowej produkcji. Na warsztat wzięto najbardziej przystępną i znaną koncepcję emocji, przez co odbiorcom łatwiej zrozumieć przesłanie filmu. Kiedy jednak temu filmowi przyglądają się neuronaukowcy, entuzjazm jest już mniejszy. Na przykład Ralph Adolphs i David J. Anderson w książce The Neuroscience of Emotion przy okazji omawiania neurobiologii emocji krytycznie odnieśli się do kilku mitów powielanych przez ten film.

Przede wszystkim postaci w animacji wzmacniają pogląd, że emocje podstawowe są monolitami – nie ma miejsca na niuanse ani współwystępowanie różnych uczuć w tym samym czasie. Film Pixara utwierdza nas także w przekonaniu, że każda z emocji podstawowych ma znaki szczególne i objawia się zawsze w podobny sposób. Dzięki badaniom naukowym wiemy już, że każdy przypadek pojawienia się emocji jest unikatowy i mogą one składać się z bardziej szczegółowych komponentów, wspólnych dla więcej niż jednego uczucia. Z dalszych części tej książki dowiesz się na przykład, że strach i radość, choć wydają się rozbieżnymi emocjami, dzielą wspólne cechy i mogą się nawzajem uzupełniać.

Dobór emocji przedstawionych w filmie umacnia również stereotyp, że w każdej kulturze, języku i kraju przejawiamy te same uczucia. Tymczasem słowniki emocjonalne potrafią ogromnie się różnić w rozmaitych kulturach! Na przykład w języku polskim odpowiedniki angielskiego anger to złość i gniew, choć tak naprawdę brak jest jednoznacznego rozróżnienia znaczeń tych słów, a ich rozumienie może być indywidualne. Istnieje również mnóstwo nazw emocji, których nie sposób przetłumaczyć jednym słowem na angielski – może dlatego, że nie jest to uniwersalny język. W niemieckim istnieją słowa Schadenfreude i Reisefieber, czyli zadowolenie z czyjejś porażki i stres przed podróżą, w portugalskim zaś saudade – uczucie tęsknoty, nostalgii i przemijania.

W tej książce również idę tropem koncepcji emocji podstawowych. Będę jednak starała się pokazać, że nie są one tak łatwe do zrozumienia i jednoznaczne, a także że jest w nich mnóstwo miejsca na niuanse. Nie istnieje też jedna, uniwersalna typologia emocji, spisana lista, która ma stanowić odpowiednik wzorca z Sèvres. Warto wobec tego eksplorować to, co bliskie różnym kulturom i podejściom, przez styczność ze sztuką, literaturą czy filmem, nie tylko tym hollywoodzkim.

Kolejny mit podtrzymywany przez produkcję Pixara to ten, że emocje są wyzwalane przez czynniki zewnętrzne. Pięcioro bohaterów reprezentujących poszczególne emocje siedzi za panelem kontrolnym i włącza odpowiednie reakcje, kiedy na horyzoncie pojawia się jakiś bodziec lub zdarzenie. Takie przedstawienie sugeruje, że emocje są jak odruchy, nad którymi nie mamy kontroli, i że to one kontrolują nasze zachowanie. Jak się jednak przekonasz, emocje są konstruowane na podstawie różnych aspektów doświadczenia i nie zawsze pojawiają się automatycznie. Jak pisałam wcześniej, często są też reakcją na nasze wewnętrzne przeżycia, takie jak martwienie się przyszłymi wydarzeniami lub ruminacje nad przeszłymi doświadczeniami.

Film Pixara utrwala też mit, że poszczególne emocje powstają w konkretnych miejscach w mózgu – jest to pokazane w ten sposób, że postaci pociągają po prostu za odpowiednie wajchy. Tymczasem emocji nie da się zlokalizować, wziąć pod mikroskop lub skaner i zbadać. W psychologii nikt już nie szuka konkretnych miejsc w mózgu, gdzie da się je znaleźć. Obecnie rozumiemy je jako całościowe procesy obejmujące różne sieci neuronalne, hormony, neuroprzekaźniki i sygnały wysyłane przez całe ciało.

W 2024 roku na ekrany kin trafiła druga część filmu, która wprowadza nowe emocje towarzyszące nastoletniej już Riley. Wraz z okresem dojrzewania pojawiają się bardziej złożone uczucia: Niepewność, Zazdrość, Zakłopotanie oraz Nuda. Jak wyjaśnia dr Dacher Keltner, konsultant merytoryczny, nowe emocje drugiej części są znacznie bardziej skomplikowane i odzwierciedlają przemiany charakterystyczne dla dojrzewania, kiedy młodzi ludzie stają się bardziej świadomi siebie społecznie i coraz bardziej interesują się opiniami innych. Choć drugą część filmu doceniono za pokazanie szerszego spektrum emocji, to krytyką objęto nadmierny nacisk na nieprzyjemne emocje okresu dojrzewania. Nastoletniość obfituje również w pozytywne przeżycia, takie jak eksploracja czy odwaga, które zostały w filmie pominięte.SKĄD SIĘ BIORĄ EMOCJE?

Emocje to skomplikowane procesy, które nie przebiegają w żadnym konkretnym miejscu. Jeszcze do niedawna standardem było nazywanie układu limbicznego, grupy struktur podkorowych, ośrodkiem emocji. Popularne jest też sformułowanie „gadzi mózg”, który miał odpowiadać za nasze pierwotne, biologiczne reakcje. Kora mózgu utożsamiana była z racjonalnym myśleniem. Dziś wiemy, że emocje nie mają swoich źródeł w konkretnych strukturach, a przebiegają szlakami neuronalnymi, które łączą różne ośrodki mózgu.

Według neurobiologa Josepha LeDoux powstawanie uczuć, czyli świadomych stanów emocjonalnych, można porównać do mieszania w zupie składników, które zanim je połączymy, zupą nie są. Tak jak na niedzielny rosół składają się marchewki, pietruszki, seler, por, liście laurowe, ziele angielskie, sól i pieprz, tak wszystkie uczucia są wywoływane przez procesy psychologiczne: przetwarzanie zmysłowe, pobudzenie mózgu, funkcje wykonawcze (czyli uwagę, kategoryzację, monitorowanie), zachowanie, odczucia z ciała czy pamięć.

Ponieważ poszczególne stany emocjonalne różnią się u poszczególnych osób, niektóre składniki tych stanów mogą być opcjonalne. Tak jak mięsożercy do rosołu lubią dodać kurczaka, tak też niektóre emocje wymagają pobudzenia układu autonomicznego, odczuwanego na przykład przez szybsze bicie serca. Nie zawsze jednak porcja mięsa jest niezbędna, żeby ugotować bulion. Jeśli eksperymentujesz ze składnikami zupy, smak może się zmienić – subtelnie lub drastycznie. Zależy, czy odejmiesz jedną marchewkę, czy dodasz dużą szczyptę soli.

Emocjonalną zupę gotujemy w garnku, jakim jest pamięć robocza – umożliwiająca nam świadome doświadczanie stanów emocjonalnych. To system poznawczy, dzięki któremu przechowujemy i przetwarzamy informacje przez krótki czas, na przykład zapamiętujemy sześciocyfrowy kod do płatności. Gdyby nie ona, nie moglibyśmy również stwierdzić, czy świadomie odczuwamy poszczególne emocje. To od pamięci roboczej zależy to, jak działają strategie regulacji i kontroli. Badania wskazują, że osoby o większej pojemności pamięci roboczej częściej stosują strategie regulacji wymagające aktywnego przetwarzania informacji, takie jak reinterpretacja czy zmiana oceny sytuacji emocjonalnej. Z kolei osoby o niższej pojemności częściej przejawiają silniejsze reakcje emocjonalne i mają trudności z kontrolą emocji.

Z ugotowanej zupy możemy wyróżnić reakcje emocjonalne, powstające w odpowiedzi na znaczący dla ciebie bodziec. Jej trzy najważniejsze obszary to: reakcje fizjologiczne, obejmujące układ nerwowy i inne procesy zachodzące w ciele; oceny poznawcze, czyli nasze myśli, interpretacje i historie, które układamy na temat zdarzenia; zachowanie – celowe lub nieświadome działania, takie jak wycofanie się lub dążenie, mimika, ton głosu czy mowa ciała. Jak powstaje ta kaskada reakcji?

Psycholog Klaus Scherer, opierając się na teorii oceny poznawczej, wyróżnił szczegółową sekwencję powstawania emocji. Według jego koncepcji rozpoczyna się od oceny nowości („Czy coś się zmieniło?”), następnie przyjemności („Czy to mi się podoba?”), istotności („Czy to ważne dla moich celów?”), możliwości radzenia sobie („Czy potrafię sobie z tym poradzić?”) i zgodności z normami („Czy to moralne?”).

Wyobraź sobie, że szef wzywa cię na rozmowę. Twoja reakcja emocjonalna będzie zależeć od błyskawicznych ocen: nowość („To niespodziewane”), przyjemność („To może być nieprzyjemne”), istotność („To może wpłynąć na moją karierę”), radzenie sobie („Nie wiem, jak się przygotować”) i normy („Czy zrobił_m coś niewłaściwego?”). Te oceny, często nieświadome i błyskawiczne, kształtują to, czy odczujesz lęk, ciekawość, czy gniew. Najnowsze badania, z 2024 roku, potwierdzają kluczowe aspekty teorii Scherera: różne oceny rzeczywiście prowadzą do różnych emocji, te same sytuacje wywołują różne emocje w zależności od ocen, a zmiana oceny może prowadzić do zmiany emocji.

Emocje, mózg i układ nerwowy

Nie ma opowieści o mózgu i emocjach bez zaznaczenia roli dwóch opozycyjnych części autonomicznego układu nerwowego: współczulnego i przywspółczulnego. Składają się one z neuronów rozsianych po całym ciele, od kręgosłupa po organy wewnętrzne. Ich nazwy, tłumaczone również jako sympatyczny i parasympatyczny, mogą wprowadzać w błąd, bo ich działanie jest przeciwne, niż można by się domyślać.

Układ współczulny nie jest w żaden sposób związany ze współczuciem, ale ze słynną reakcją „walcz, uciekaj lub zastygnij” (fight, flight or freeze), czyli odpowiedzią na stresor lub zagrożenie. Układ przywspółczulny znajduje się w opozycji do pobudzenia. Jest kojarzony ze stanem spokoju, regeneracji. To wówczas spowalniają tętno i oddech, zwalniają procesy trawienne (rest and digest).

W powstawaniu emocji bierze również udział wiele struktur mózgowych, które komunikują się ze sobą, tworząc wyspecjalizowane osie. Jedną z najważniejszych dla emocji części mózgu jest ciało migdałowate, które ma za zadanie nadawać znaczenie docierającym do niego bodźcom. To struktura pełniąca ważną funkcję podczas doznawania emocji strachu i lęku, przesyłająca dalej informację „należy się bać” lub „nie wykazano zagrożenia”. Ciało migdałowate współpracuje również z korą przedczołową, która jest częścią mózgu odpowiedzialną za funkcje wykonawcze, analizowanie, świadome i racjonalne przetwarzanie emocji.

Joseph LeDoux, pionier badań nad neurologią strachu, zamiast mówić o „obwodach strachu”, proponuje koncepcję „obwodów przetrwania” (survival circuits). W popularnych źródłach na temat emocji mówi się, że „ciało migdałowate jest centrum strachu”. LeDoux zmienia perspektywę, mówiąc, że ciało migdałowate jest częścią obwodu obronnego, który może, ale nie musi prowadzić do odczuwania strachu. Według badacza nadużywanie słów związanych ze strachem sprawia, że automatycznie przypisujemy im świadome odczucia, które mogą w ogóle nie występować. Obwody obronne mogą działać bez jakiegokolwiek świadomego doświadczenia strachu – na przykład podczas odruchowego odskoczenia przed jadącym autem.

Ważnymi dla emocji strukturami mózgowymi są również pień mózgu, część u jego podstawy utrzymująca wiele funkcji życiowych, a także hipokamp związany z pamięcią oraz podwzgórze biorące udział w produkcji neuroprzekaźników i przetwarzaniu reakcji stresowej. Jeśli bardziej interesuje cię temat emocji w mózgu, więcej możesz doczytać w dodatku A znajdującym się na końcu książki (strona 277).

Wbrew obiegowej opinii mózg nie służy głównie do myślenia. To organ, który stara się ogarnąć otaczającą nas rzeczywistość, zaplanować działania tak, aby jak najdłużej utrzymywać nas w jak najlepszej kondycji. W jaki sposób to robi?

Mózg nie myśli, mózg prognozuje

Aby lepiej objaśnić powstawanie emocji, warto wytłumaczyć, jak w ogóle funkcjonuje mózg. Trafną metaforą tego, jaką funkcję spełnia on w naszym organizmie, jest porównanie do komputera czy maszyny obliczeniowej. Na podstawie wcześniejszych doświadczeń, obejmujących doznania ze wszystkich zmysłów, mózg stara się dostosować zachowanie i funkcje życiowe do bieżącej sytuacji. Wytłumaczę to na podstawie kilku przykładów.

Zachęcam cię teraz do wykonania ćwiczenia, które zajmie dosłownie kilka sekund. Spójrz ponad książkę, tak jak spoglądał_byś na bezkresny krajobraz, nie wpatrując się w nic szczególnego. Następnie zamknij oczy i bez otwierania powiek spróbuj przywołać widok, który przed chwilą miał_ś w świadomości. A teraz przywołaj twarz bliskiej osoby. Wnętrze swojej dawnej szkoły, twój pokój z dzieciństwa, przystanek autobusowy w rodzinnej miejscowości. Zakładam, że udało ci się zobaczyć minimum jeden z tych obrazów.

Czy świadczy to o tym, że masz niesamowite zdolności do przemieszczania się w czasie i przestrzeni? Niestety nie (choć również chciałabym mieć taką zdolność). To, czego doświadczył_ś, to prognozowanie – naturalna cecha twojego umysłu. Mózg wydobywa z pamięci wspomnienia z przeszłości, które dotyczą tych osób lub miejsc, i konstruuje je w postaci obrazów lub innych doznań sensorycznych. Żeby jeszcze lepiej zrozumieć tę właściwość mózgu, przeprowadzimy kolejny eksperyment. Spójrz na poniższe obrazki.

Ilustracja 1. Zastanów się, co mogą przedstawiać te rysunki

Prawdopodobnie widzisz jedynie kropki i kreski, ale być może coś ci przypominają. Jeśli jednak porównasz te rysunki z obrazkami na końcu książki (dodatek B, strona 283), bazgroły nabiorą dla ciebie więcej sensu. Efekt ten jest przykładem przetwarzania odgórnego (top-down processing) – mózg uzupełnia niepełne dane zmysłowe na podstawie wcześniej nabytej wiedzy i oczekiwań. Patrząc teraz na powyższe rysunki, doświadczasz swego rodzaju halucynacji. Twój umysł nie rejestruje biernie tego, co widzi, lecz aktywnie konstruuje obraz rzeczywistości, dopasowując nowe bodźce do istniejących wzorców. Widzisz konkretne kształty, choć na pierwszy rzut oka obrazki ich nie przypominały. Neurony w twojej korze wzrokowej łączą kreski i kropki w szerszy obraz za sprawą skomplikowanego mechanizmu połączeń neuronalnych.

Podobne prognozy mózg może tworzyć na podstawie informacji z pozostałych zmysłów. Może też zacząć produkować w ustach ślinę, kiedy myślisz o swoim ulubionym deserze, mimo że nie ma go w pobliżu (czy są to jagodzianki?). Doświadczasz również takich symulacji, kiedy w głowie utyka ci jakaś przypadkowa piosenka. Wówczas mimo że wokół panuje cisza, w twojej głowie może grać muzyka.

Choć efekt ten z perspektywy neuronauki został opisany dopiero w latach 90. XX wieku, to znany jest od lat. Tak opisywał go Marcel Proust w powieści W stronę Swanna z 1913 roku, pierwszym tomie cyklu W poszukiwaniu straconego czasu:

matka, widząc, że mi jest zimno, namówiła mnie, abym się napił wbrew zwyczajowi trochę herbaty. Odmówiłem zrazu; potem, nie wiem czemu, namyśliłem się. Posłała po owe krótkie i pulchne ciasteczka zwane magdalenkami, które wyglądają jak odlane w prążkowanej skorupie muszli. I niebawem machinalnie poniosłem do ust łyżeczkę herbaty, w której rozmoczyłem kawałek magdalenki. Ale w tej samej chwili, kiedy łyk pomieszany z okruchami ciasta dotknął mego podniebienia, zadrżałem, czując, że się we mnie dzieje coś niezwykłego. Owładnęła mną rozkoszna słodycz . Sprawiła, że w jednej chwili koleje życia stały mi się obojętne, klęski jako błahe, krótkość złudna . Cofam się myślą do chwili, w której wypiłem pierwszą łyżeczkę herbaty. I nagle wspomnienie zjawiło mi się. Ten smak to była magdalenka cioci Leonii. W niedzielę rano w Combray , kiedy szedłem do pokoju cioci Leonii powiedzieć jej dzień dobry, dawała mi kawałek ciasta, zmoczywszy je w herbacie lub w naparze kwiatu lipowego. teraz wszystkie kwiaty z naszego ogrodu i z parku pana Swann i lilie z Vivonne, i prości ludzie ze wsi, i ich domki, i kościół, i całe Combray, i jego okolice, wszystko to, przybrawszy kształt i trwałość, wyszło – miasto i ogrody – z mojej filiżanki herbaty¹.

Zdolność przywoływania wspomnień za pomocą smaku i węchu znana jest właśnie jako efekt Prousta. Sama doświadczyłam tego zjawiska kilka lat temu, kiedy na chwilę popularne stało się sprzedawanie surowego ciasta cookie dough na gałki, niczym lodów. Smak surowej mąki połączonej z masłem i cukrem przeniósł mnie do kuchni mojej babci, gdzie w trakcie pieczenia uwielbiałam (no dobra, nadal uwielbiam) podjadać surową słodką masę. Od razu zalała mnie fala nostalgii, wspomnienia domowego ciepła i radości, jaką przynosiło mi przygotowywanie ciast.

Nie zawsze jednak konstruowanie doświadczeń z przeszłości rodzi przyjemne emocje. Mózg może łączyć niektóre doznania wizualne, dźwiękowe lub czuciowe z doświadczeniami, które wywołały w tobie kiedyś bardzo nieprzyjemne uczucia, i tym samym przywoływać przykre wspomnienia. To efekt szczególnie istotny dla zaburzeń posttraumatycznych, o którym opowiem w osobnym rozdziale.

Wszelkiego rodzaju fobie, czyli irracjonalny strach na przykład przed owadami lub innymi zwierzętami, otwartymi przestrzeniami, mostami, dentystą, krwią lub wysokością, również działają w ten sposób, że mózg konstruuje poczucie zagrożenia na podstawie wcześniejszych doświadczeń. U osoby, która wykształciła silną reakcję lękową na jeden z powyższych bodźców, ciężko będzie włączyć inną narrację, a decyzja dotycząca unikania tych przedmiotów lub miejsc będzie opierała się na instynktownej reakcji emocjonalnej.

Dzieje się tak dlatego, że mózg dokonuje również wewnętrznych przewidywań dotyczących tego, jak człowiek poczułby się w mającej nastąpić sytuacji. Osoba z wykształconym lękiem społecznym będzie przywoływała emocjonalne wspomnienia swojego samopoczucia w analogicznym momencie w przeszłości: „Czy mam pójść na imprezę ze znajomą? To wiąże się z rozmowami, a ja w takich momentach zamieram, nie wiem, co powiedzieć. Może jednak zostanę w domu”.

To, jak postrzegamy przyszłą sytuację, również może pobudzić współczulny układ nerwowy, a zatem wywołać reakcję stresową organizmu (o czym więcej przeczytasz w rozdziałach Strach i Lęk). W przypadku lęku o podłożu społecznym odpowiedź na potencjalne zagrożenie będzie wiązała się z opcją ucieczki, czyli unikania wyjść, spotkań towarzyskich czy przemówień publicznych.

Nie musisz jednak cierpieć na żadnego rodzaju fobię, aby doświadczać zjawiska, w którym twój mózg próbuje przewidzieć, co cię czeka w przyszłości. Co więcej, on nieustannie tworzy prognozy dotyczące otaczającego cię świata. Wyobraź sobie, że idziesz ulicą i widzisz znajomą twarz. Możesz mieć niemal pewność, że to twój znajomy, i pewnie niekiedy tak jest. Jeśli jednak jesteś na zagranicznych wakacjach, to prawdopodobieństwo spotkania znajomego jest mniejsze. Twój mózg szybko wówczas koryguje opinię „widzę kumpla” i odnotowuje dużo bardziej wiarygodną – „ten koleś jest zaskakująco podobny do mojego kumpla”.

Prognozowanie i korygowanie to procesy zachodzące w mózgu niemal nieustannie. Badaczka Lisa Feldman Barrett tłumaczy, że są jak dialog pomiędzy milionami neuronów, które próbują ocenić, co odbierają twoje zmysły, czego doświadczasz, jakie czynności wykonujesz. Na podobnej zasadzie działa wydobywanie rzeczy z pamięci, dlatego czasami niektóre wspomnienia zlewają się w jedną opowieść i trudno je rozróżnić. Pamiętaj, że symulacje prowadzone przez twój mózg są najlepszymi przypuszczeniami na temat tego, co dzieje się na świecie wokół ciebie, i wskazówkami, jak sobie z tym poradzić, żeby utrzymać cię przy życiu i zdrowiu.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij