-
nowość
Przodkowie Gryfitów, Sobiesławiców i książąt meklemburskich - ebook
Przodkowie Gryfitów, Sobiesławiców i książąt meklemburskich - ebook
Przez lata narosło wiele teorii i legend w sprawie pochodzenia dynastii książęcej Gryfitów. Historycy Meklemburgii nigdy nie łączyli tych książąt z Piastami czy Arpadami. Twierdzili oni bezwzględnie, że Gryfici pochodzą z królewskiej dynastii Obotrytów — Obodrzytów. Spokrewnieni z rodem Niklota. Tej samej krwi i ciała. Te same imiona nosili Sobiesławice z Gdańska, a ich wspólnym przodkiem był król Wenedów Mściwoj. Jest to jedna z najstarszych dynastii.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Popularnonaukowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788384553381 |
| Rozmiar pliku: | 2,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Około 675 roku p. n. e., grecki podróżnik i poeta Aristeas, jako pierwszy opisał środowisko i zachowanie tego stworzenia. Opowiedział historię, którą opowiedzieli mu nomadzi z Eurazji.
Aristeas poinformował, że gryfy były groźnymi, złocistymi stworzeniami, które żyły na pustyni i w górach Mongolii. Ich gniazda wykonane były z czystego złota. Znajdowały się wysoko w górach, dając stworzeniom doskonały widok na krajobraz poniżej.
Mówiono, że chroniąc swój skarb i swoje młode gryfy, zaciekle zlatywały w dół i porywały swoimi ogromnymi szponami (a czasem lwimi pazurami) każdego człowieka, który odważyłby się wkroczyć na ich terytorium. W późniejszych opowieściach miały też upodobanie do mięsa koni.
Podobnie, jak w przypadku bazyliszka czy jednorożca, legendarny gryf mógł być oparty na prawdziwym zwierzęciu. Jednym z kandydatów był „lammergeier” — ogromny sęp, żyjący w górach Europy i Azji, który porywał żywą zdobycz.
Inna teoria sugeruje, że legendy o gryfach powstały jako sposób na wyjaśnienie skamielin starych szczątków. Tajemniczych, haczykowatych stworzeń, które zostały znalezione w bogatych w złoto obszarach pustyni Gobi. Tam, gdzie powstały historie kochającego złoto gryfa.
Wiemy teraz, że stworzeniem tym mógł być Protoceratops — sześciostopowy dinozaur z papugo podobnym rytmem i grzebieniem na szyi, który można było pomylić ze skrzydłami.
Niezależnie od źródła legendy, po tym, jak Aristeas opowiedział swoją historię, gryfy ożywiły wyobraźnię greckich i rzymskich artystów. Stworzenia zostały pokazane, jak atakują jelenie i konie lub przyczepione do rydwanów bogów, transportują przez niebiosa Apolla, Zeusa i Nemezis (boginię zemsty).
Siostra Apolla, bogini księżyca Artemida, była również czasami przedstawiana na grzbiecie gryfa. Później gryfy związały się z Nemezis — boginią sprawiedliwości, która ścigała złoczyńców równie szybko i zaciekle jak gryfy, które ciągnęły jej rydwan.
Grecy znali gryfy, jako strażników nie tylko sprawiedliwości, roślin uprawnych i złotego słońca, ale także złotego skarbu. Około 430 r. p. n. e., grecki historyk Herodot pisał o złocie, pochodzącym z dalekiego wschodu i północy:
„Nie mogę powiedzieć na pewno, w jaki sposób pozyskuje się tam złoto, ale niektórzy twierdzą, że jednoocy ludzie zwani Arimaspowie kradną je Gryfom”.
Niektóre informacje o gryfie Herodota pochodziły od Aristeasa, podróżnika, który żył dwieście lat wcześniej. Aristeas napisał wiersz (już zaginiony) o swoich poszukiwaniach legendarnej krainy za ojczyzną „północngo wiatru”, gdzie Apollo miał spędzać zimy. Podróżując po Azji Środkowej, Aristeas dowiedział się o Arimaspianach i ich konflikcie z gryfami pilnującymi złota.
Ta sama historia została przywołana w „Prometeuszu w okowach”, w tragedii sztuki Ajschylosa (zm. w 456 r. p. n. e.). Prometeusz był starożytną istotą, która ukradła bogom ogień, aby dać go ludzkości. Zeus, król bogów, skazał Prometeusza na przykucie łańcuchami do gór daleko na wschodzie, na samym krańcu świata znanego Grekom.
W sztuce, Prometeusz ostrzegał inną postać: „Strzeżcie się ostrych dziobów psów Zeusa, które nie szczekają, gryfów i jednookiego ludu arimaspijskiego, dosiadającego koni, który mieszkał nad … strumieniem płynącym złotem”.
Okoliczne regiony znane były tylko z relacji Issedonów, którzy opowiadali historie o jednookiej rasie ludzi i złotych stróżach — gryfach. Te historie były odbierane przez Scytów od Issedonów i przekazywane Grekom.
Jednooka rasa nosiła scytyjskie imię Arimaspi. Przy czym „arima” było scytyjskim słowem oznaczającym „jeden”, a „spû” oznaczało „oko”. Byli oni jednookimi jeźdźcami koni nad płynącym strumieniem złota. Obok nich znajdowały się gryfy — nieme psy Zeusa o ostrych ustach, Oceanusa, boga wody, otaczającego ziemię. Ajschylos reprezentował go jako przelatującego w powietrzu na północy, na gryfie — czworonożnym ptaku.
Na Krecie, w Grecji, archeolodzy odkryli przedstawienia gryfów na freskach w „Sali Tronowej” pałacu Knossos z epoki brązu, z XV wieku p. n.e. Starożytni Grecy uważali sępa za potomstwo gryfa. Mit ukazywał wyraźny związek między dwiema bestiami. Obie były ważne w wierzeniach i praktykach neolitycznych ludów Anatolii.
W rzeczywistości było bardziej prawdopodobne odwrotne połączenie, tj. sęp łączył się z panterą lub lampartem, tworząc mitycznego gryfa, który w swojej niebiańskiej postaci był personifikowany w mezopotamskich tradycjach, jako (mul) UD. KA. DUH. A.
Widziano, jak ta przerażająca istota unosiła się w środku zimy, dokładnie wtedy, gdy sądzono, że dusze wkraczają do krainy zmarłych.II. Narodziny przodka Gryfitów
Historia opowiedziana przez Greków, mieszkających w Poncie była następująca:
Herakles, zaganiając bydło Gerionów, przybył na tę ziemię, która była uprzednio opuszczona, a teraz była zamieszkana przez Scytów. Gerioni mieszkali na zachód od Pontu. Osiedli na wyspie zwanej przez Greków — Erytheą, na brzegu oceanu w pobliżu Gadiry, poza filarami Heraklesa. Jeśli chodzi o ocean, Grecy mówili, że opływał on cały świat, skąd wschodziło słońce, ale nie mogli udowodnić, że tak jest.
Herakles przybył stamtąd do kraju zwanego teraz Scytią, gdzie napotykając zimową i mroźną pogodę, naciągnął na siebie lwią skórę i zasnął. Gdy spał, jego klacze, które pasły się zaprzężone w jarzmo rydwanu, były ożywione z dala od boskiej fortuny.
Kiedy Herakles się obudził, szukał ich, odwiedzając każdą część kraju, aż w końcu dotarł do krainy zwanej „Lasem”. Tam znalazł w jaskini stworzenie o podwójnej postaci, które było w połowie dziewicą i w połowie wężem. Powyżej pośladków była kobietą, pod nimi był wąż.
Kiedy ją zobaczył, był zdumiony i zapytał czy widziała jego błąkające się klacze. Powiedziała, że je ma i nie zwróci ich, chyba, że on się z nią spotka. Herakles to zrobił, mając nadzieję na nagrodę.
Bardzo chciał zabrać konie i pojechać. Ona zwlekała z ich zwrotem, aby móc mieć ze sobą Heraklesa tak długo, jak to możliwe. W końcu oddała je, mówiąc mu: „Przyszły te klacze, a ja trzymałam je tutaj dla ciebie bezpieczne, a ty zapłaciłeś mi za ich zatrzymanie, bo mam trzech synów przy tobie. A teraz powiedz mi, co mam zrobić, gdy dorosną: czy mam ich tu zatrzymać (bo jestem królową tego kraju), czy mam ich odesłać do ciebie?”
W ten sposób zapytała, a potem Herakles odpowiedział: „Kiedy zobaczysz, że chłopcy dorośli, zrób co następuje, a postąpisz słusznie. Którykolwiek z nich zagnie ten łuk i będzie nosił ten pas, wtedy uczyń go mieszkańcem tej ziemi, ale kto nie spełni moich wymagań, wyślij go z kraju. Zrób to, a będziesz miała pociechę, a moja wola się spełni”.
Więc wyciągnął jeden ze swoich łuków (do tej pory Herakles zawsze nosił dwa) i pokazał jej pas. Dał jej łuk i pas, który miał złote naczynie na końcu zapięcia, a oddawszy je, odszedł. A kiedy urodzeni jej synowie stali się dorosłymi mężczyznami, nadała im imiona, nazywając jednego z nich Agathyrsus, drugiego Gelonus i najmłodszego Kosy.
Ponadto, pamiętając instrukcje, zrobiła, co jej kazano. Dwóch jej synów: Agathyrsus i Gelonus, zostało wygnanych przez matkę i opuściło kraj, nie mogąc spełnić postawionych wymagań. Zaś Kosy, najmłodszy, wypełnił je i tak został na tej ziemi.
Ze Scyta, syna Heraklesa, pochodziła cała linia królów Scytii. Ze względu na statek, Scytowie do dziś noszą statki na pasach. To zrobiła jego matka dla „Scythesa”. Tak mówili greccy mieszkańcy Pontu.
Teraz, gdy wiemy, że legendarnym przodkiem Gryfitów był Antyriusz (Anthyriusz), zwany również jako: Idanthyrsus (Agathyrsus), którego przodkiem był Zeus, to szybko rozpoznamy, że legendarnym przodkiem Gryfitów — protoplastą Anthyriusza był Herakles (łac. Hercules). Był on synem Zeusa i Alkmeny.
Zatem Herakles w krainie Scytów, zwanej „Las”, posiadł w jaskini Amazonkę, kobietę przypominającą swoją postacią węża. Z niej zrodził się przodek Gryfitów, Antyriusz. Jej imię brzmiało Marpeis i była matką królewskiej dynastii Scytów.
Potem na znak tego wydarzenia wszyscy Scyci czcili ich jako bogów. Scyci również składali królewską ofiarę Posejdonowi. W języku scytyjskim Hestia nazywała się Tabiti, Zeus to Papaeus, Ziemia to Apia, Apollo to Goetosyrus, niebiańska Afrodyta to Argimpasa, Posejdon to Thagimasadas.
Herakles to Radageis (tak, jak bóstwo czczone u Słowian Połabskich). Robili również obrazy, ołtarze i kapliczki dla Aresa.III. O legendarnym przodku Gryfitów — Antyriuszu
Nastał rok 323 p. n. e., Aleksander Wielki — król Macedonii z dynastii Argeadów, przebywał właśnie w Ekbatanie, w Babilonie. Panowało upalne lato. Do pałacu, w którym przebywał Aleksander, wszedł jeden z jego bliskich żołnierzy i rzekł:
— Panie! Smutna to wiadomość. Twój najbliższy przyjaciel i współpracownik — Hefajstion, zmarł!
Po chwili wódz wstał, jakby w szoku i przemówił:
— Łżesz! To nie może być prawda! To nie może być prawda… Wyjdźcie wszyscy! Wszyscy!
Przeto Aleksander pozostał sam. Następnie, będąc w rozpaczy przewracał wszystkie rzeczy, a wieloma rzucał o ścianę. W ciągu kilku dni jego stan zdrowia pogorszył się. Począł nadużywać alkoholu. Załamany śmiercią swego przyjaciela, wydał na jego pogrzeb i grobowiec, gigantyczną fortunę.
Jego samopoczucie nie uległo poprawie. Przyszedł dzień, że jego choroba, przykuła jego ciało do łoża. Nie był w stanie chodzić czy stać. Wokół niego zebrali się jego najważniejsi doradcy i książęta — dowódcy jego wojska.
Wśród nich był Antyriusz, który podczas kampanii przeciw Persom, wydobył spod rąk barbarzyńców konia Aleksandra Wielkiego, Bucefała, przywracając go swemu władcy.
Pochodził on z królewskiej dynastii Scytów. Walczył z tarczą, na której był wymalowany gryf. Podszedł do umierającego Aleksandra i przemówił ze łzami w oczach:
— Panie! Zaszczytem było ci służyć. Twoja sława i osiągnięcia przetrwają w ludzkiej pamięci na wieki!
Potem ukląkł przed jego łożem, oddał mu hołd i ucałował jego rękę. Aleksander nie był już w stanie nic powiedzieć. Jego ciało było sparaliżowane. Jego oddech spowolniał. Spojrzał na Antyriusza, a on zrozumiał w pełni jego spojrzenie.
W komnacie smutkom nie było końca. Po kilku dniach król Macedonii zmarł. Rozpoczęto przygotowania do jego pogrzebu i balsamowania jego ciała.
Wśród dowódców — generałów wielkiego władcy, był również książę Baruan, syn władcy wyspy Gotlandii, który widząc smutnego księcia Antyriusza, rzekł:
— Panie, przeszedłeś z Aleksandrem aż na krańce świata, pokonując Dariusza — króla Persów i Medów. Prowadziliśmy wiele wojen i wytraciliśmy wielu królów. Ziemia przed nami milkła, lecz serce Aleksandra wzrosło w pychę. Teraz on już nie żyje, a ty panie, jeśli tu ostaniesz, to stracisz na swej randze i sławie.
— To prawda książę. Narody tego świata legły przed nami. Jednakże wobec twych słów, cóż mam czynić panie?
— Tak wielki wojownik i książę, po śmierci naszego wodza, nie zyska już sławy. Przeto, panie, płyń ze mną, płyń swym statkiem do Gotlandii, do mojego ojca, do króla tej krainy. Gwarantuję ci, że zostaniesz potraktowany, jak przystało na twą rangę. Na dworze mego ojca, spotka cię wiele zaszczytów. Pojutrze opuszczam dwór Aleksandra i wracam do mego ojca. Czuj się panie zaproszony!
— Dziękuję panie, twa hojność jest nadto honorowa, Me serce zdecyduje czy ostać na dworze Aleksandra, czy ruszyć z tobą na północ.
— Książę, w takim razie, będę czekał na ciebie w porcie. Niechaj twe serce zadecyduje czy potomek rodu Gryfa wyruszy ze mną w wyprawę na północ do Gotlandii.
I słowa o tamtejszych wydarzeniach zostały zapisane w Piśmie Świętym, w I Księdze Machabejskiej, że Aleksander „Przywołał więc swoich najznakomitszych dowódców, którzy wychowali się z nim od dzieciństwa, i jeszcze za życia podzielił między nich królestwo”.
„Zmarł więc Aleksander po dwunastu latach panowania. Władzę przejęli jego wodzowie — każdy nad wyznaczoną mu częścią (państwa Aleksandra). Wszyscy po jego śmierci włożyli diademy. Po nich — przez wiele lat — ich synowie, stali się sprawcami wielu nieszczęść na ziemi.”.
Mijały dni od śmierci wielkiego wodza. Antyriusz rozsądził wraz ze swoimi ludźmi, że zakończył się pewien etap i on, jako dowódca, więcej już na tej ziemi nic nie osiągnie.
Jego ludzie za życia Aleksandra otrzymali kolorowe, kosztowne szaty — za wierną służbę dla jego sprawy u boku Antyriusza.
Wszyscy ludzie potomka królewskiej dynastii Scytów, z rodu Gryfa, siedzieli w łodzi swego pana, gdzie na dziobie znajdował się wizerunek Gryfa, zaś na rufie — była głowa wołu. Antyriusz wszedł na pokład statku i przemówił do swoich wojowników:
— Moi wierni towarzysze, jak wiecie, wraz ze śmiercią naszego wielkiego wodza, zakończyła się nasza misja i służba u jego boku, która była dla nas zaszczytem. Wiele zwycięstw i podróży przez świat — za nami. W królestwie pana naszego, dojdzie do wielu podziałów i waśni.
Przeto, jak rozsądziłem, nic tu dalej po nas. Zaś mój przyjaciel, książę Baruan z Gotlandii, zaprosił nas do siebie. Wielka być może to dla nas przygoda i doświadczenie. Moi towarzysze! Czy popłyniecie wraz ze mną na północ, doświadczyć nowych podróży, by poznać to, co było dla nas dotąd nieznane?
— Popłyniemy! — odpowiedzieli zgodnie wojowie Antyriusza.
— Gwarantuję wam, że ostaniemy przyjęci po królewsku przez ojca naszego przyjaciela, który jest władcą wyspy Gotlandii!
— Wodzu! Płyniemy!
Gdy książę z Gotlandii szykował swoją łódź do powrotu, do domu, zwątpił, że Antyriusz dołączy do niego. Rozkazał swym ludziom, by jak najszybciej odpłynęli z portu w Babilonii. Gdy jego ludzie podnosili już swe kotwice i rozkładali żagle w łodzi, jeden z ludzi obejrzał się w stronę horyzontu. Następnie wykrzyknął do księcia z Gotlandii.
— Panie! Na horyzoncie łódź z wizerunkiem gryfa!
— A jednak! Antyriusz płynie z nami na północ! Czekać na naszego przyjaciela! Wielkiego wojownika!
— Dobrze panie.
Książę ze Scytii widząc łódź księcia z Gotlandii, skierował stery swej łodzi w jego kierunku. Gdy byli już blisko, jego ludzie zadęli w rogi na cześć księcia Baruan, który wkrótce przemówił:
— Rad jestem panie, że popłyniesz z nami do mego ojca. Czekać cię będzie wiele honorów i przygód. Masz moje słowo!
— Książę, moi ludzie spragnieni są nowych wypraw i podbojów, przeto płyniemy z tobą, w tę nieznaną nam krainę.
Łodzie obu książąt opuściły port w Babilonie i skierowały się ku morzom i oceanom, by odbyć wielotygodniową podróż w stronę Gotlandii.
Obie załogi obawiały się morskiej bestii — Lewiatana, co jakiś czas załogi statków sprawdzały, czy jaka głowa owego potwora nie wystaje czasem z wody.
Podczas całej podróży nikt nie mógł wypowiedzieć imienia tej bestii, gdyby tak się stało — ich statki mogłyby zostać pochłonięte przez otchłań, którą wzburzyłby sam Lewiatan.
Tymczasem w Gotlandii, władca tej wyspy został powiadomiony, że na horyzoncie morskim widać łódź z herbem panującej dynastii, jak i łódź z wizerunkiem gryfa.
Władca nie wiedząc czy może to być jakiś podstęp, rozkazał swym żołnierzom być w gotowości. Gdy łodzie zbliżały się do portu Gotlandii, królowi tej wyspy, ukazał się jego syn. Wówczas król będąc uradowanym, rozkazał, by zadęto w rogi na cześć powracającego jego syna.
Władca wyspy z wielką radością wnet rozkazał, by poczęto przygotowania do wieczornej uczty na powitanie jego syna. Gdy zeszli ze statku, król uściskał go, a następnie rozpytał się:
— A któż to mój najdroższy synu, przybył z tobą w nasze progi?
— Ojcze, to książę Antyriusz, potomek Heraklesa i Amazonki, potomek królewskiej dynastii Scytów. Herbem jego rodu jest gryf — zwierzę to, było przy Zeusie i strzegło złota przed jednookim ludem Arimaspi. To dowódca wojsk Aleksandra Wielkiego. Zasłynął z tego, że wydobył słynnego konia Bucefała z rąk barbarzyńców i przywrócił go swemu panu. Zabrałem go ze sobą, by zaznał u nas nowych przygód.
Teraz Antyriusz pokłonił się królowi Gotlandii i powiedział:
— Witaj panie, to dla mnie zaszczyt, że mogę gościć u tak sławnego władcy.
Teraz król rzekł:
— Niechaj ten zacny książę zazna na naszym dworze wszelkiej uciechy i dobrej gościnności. Wojowie! Zadąć w rogi na cześć naszego gościa!
Wnet żołnierze poczęli dąć w rogi, a gdy skończyli, wszyscy pokłonili się Antyriuszowi na znak szacunku i jego obecności na wyspie.
Król kontynuował:
— Książę! Zapraszam ciebie i twoją załogę na wieczorną ucztę z okazji powrotu mego syna do domu, jak i twego przybycia. Tam będziesz miał okazję poznać moją piękną córkę!
W tym czasie, spragniona i głodna załoga statków, poczęła schodzić na ląd, by radować się ziemią po długim rejsie. Król ukradkiem oka zauważył, że załoga Antyriusza nosiła barwne szaty — podarunek od Aleksandra Wielkiego, przeto rzekł zaraz:
— Żeście w kolorach do mnie przypłynęli, toć zostaniecie nazwani na cześć waszych kolorowych szat — Obotrytami! Takie wasze imię — będzie po wieki!
Słysząc to, załoga księcia Scytii pokłoniła się królowi Gotlandii. Następnie rozeszli się do wskazanych im kwater. Antyriusz zamieszkał, jak na księcia przystało, w pokoju dworskim władcy wyspy.
Zbliżył się wieczór i uczta. Książę Scytii przyodział się w strój z wizerunkiem gryfa, a jego załoga w barwne szaty od Aleksandra Wielkiego. Wyglądało to imponująco.
Wszyscy, łącznie z królem i jego rodziną oczekiwali na wejście Antyriusza. Gdy pojawił się w progu, władca Gotlandii sprawił mu miłą niespodziankę. Uniósł rękę, a wtedy wszyscy powstali. Rogi zabrzmiały, a grajkowie zagrali hymny powitalne.
Po chwili, przy dźwięku owej muzyki kroczył książę Scytii wraz ze swoją załogą. Przy królu siedziała jego piękna córka — księżniczka Symbulla. Antyriusz wywarł na niej wielkie wrażenie. Utkwiła w nim swój wzrok, a on po chwili odwzajemnił swój, uśmiechając się do księżniczki. Podszedł do niej, pokłonił się i przywitał. Król, widząc uśmiech córki, był rad, że jego córka poczuła się szczęśliwie.
Uczta trwała do rana, a sam Antyriusz był traktowany z wielkim szacunkiem i honorami. Jego sława wkrótce obiegła całą wyspę.IV. O założeniu Sedinorum — Szczecina
W trakcie wielu tygodni ucztowania i odpoczynku, czas Antyriuszowi umilała księżniczka Symbulla. Ich oczy miały się ku sobie. Jednakże z każdym kolejnym tygodniem, przychodziła w progi Antyriusza nuda.
Prawdziwy wojownik i żeglarz potrzebował jakiejś przygody i wyprawy w morze. Doskonale to rozumiał jego przyjaciel, syn króla Gotlandii. Toteż po kilku kolejnych tygodniach, zaprosili Antyriusza do komnaty królewskiej, gdzie był tron i sala narad. Król siedział wygodnie, a obok niego jego syn, który podróżował razem z Antyriuszem z Babilonu.
Król przemówił pierwszy:
— Jam jest wielce rad, że jesteś naszym gościem, jednakże, jak wspomniał mi mój syn, prawdziwy żeglarz pragnie wiecznie, przygód i walki. Pochodzisz ze Scytii, z terenów Morza Azowskiego. Dawniej, gdy nastąpił rozpad po wojnie trojańskiej, część ludów z tamtejszej okolicy powędrowała na północ i zamieszkała po przeciwnej stronie Bałtyku. Są to ludzie zwani Sidini — Sitini. Mieszkają w krainie położonej na czterech wzgórzach przy rzece Odrze.
Przeto nasz wielmożny gościu, popłyń do nich z twoją załogą, a jak sądzę, dostąpisz wielu kolejnych zaszczytów. Tymczasem, podczas twej nieobecności, moja córka będzie — jak mniemam, tęsknić za tobą i oczekiwać twego powrotu.
Teraz na te słowa króla, uśmiechnął się jego syn i przyjaciel Antyriusza. A dowódca wojsk Aleksandra Wielkiego odpowiedział:
— Rad jestem, że moja obecność umila czas twej córce Symbulli. Jutro rano wypłynę z załogą, by odnaleźć lud Sidones, który jest znany w mej rodzimej okolicy, w Scytii. Przeto, jeśli tamże mieszkają, gdy zobaczą mego gryfa, pokłonią się nam, albowiem moim przodkiem i ich panem jest Zeus, którego oni zowią jako Papeus, a którego psami były nieme gryfy.
Po tych słowach dowódca wojsk Aleksandra Wielkiego pokłonił się królowi oraz jego synowi i odszedł do swojej załogi. Powiadomił ją, że jutro rano popłyną w stronę ujścia Odry, by odnaleźć na czterech wzgórzach lud Sidones.
Zaraz zabrzmiały rogi wśród jego załogi, oznaczające rozpoczęcie przygotowań do wypłynięcia z portu w Gotlandii. Mieli szczęście bo o poranku wiał wiatr z północy w stronę pomorskich brzegów Bałtyku. Te korzystne warunki sprawiły, że ich łodzie nabrały prędkości. Antyriusz po chwili obejrzał się w stronę brzegów Gotlandii i ujrzał w oddali Symbullę, która przyszła, by ujrzeć, jak on odpływa. Wtedy Antyriusz rozkazał swojej załodze:
— W górę! Rozpiąć żagiel z gryfem!
I po chwili oczom ich wszystkich ukazał się wspaniały gryf, który falował na wietrze. Antyriusz odwrócił się w stronę Symbulli i pomachał jej na znak pożegnania, a ona odpowiedziała mu tym samym. Jej włosy falowały na wietrze, tak jak falował żagiel księcia Scytii. Po kilku milach morskich, Symbulla zniknęła z horyzontu Atyriusza.
Łodzie księcia płynęły z wolna przez wzburzone Morze Bałtyckie aż w końcu dotarły do ujścia Odry. Jeden z Obotrytów krzyknął:
— Panie! Widać Ląd!
Wnet Antyriusz spojrzał i przemówił:
— Zwolnić z lekka wiosła, gdy wpłyniemy w ujście Odry. Przygotować broń, boć nie wiadomo, co będzie na nas tamże czyhać.
Zatem postąpiono tak, jak rzekł książę. Tymczasem, gdy ich łodzie płynęły pod prąd Odrą, miejscowy lud zauważył przybyszy. Wnet rozpalono ognie na wzgórzach z kłębami dymu, by powiadomić pozostałe grody przy rzece, że może nadciągać niebezpieczeństwo.
Antyriusz ponownie przemówił:
— Ostaliśmy zauważeni, jesteśmy śledzeni, miejcie się na baczności. Według zeznań króla Gotlandii za jakieś sześćdziesiąt mil powinny pojawić się przy korycie rzeki cztery wzgórza, na których zamieszkuje lud Sitini, pochodzący z naszej ojczystej ziemi. Jeśli tak jest, to prędko się o tym przekonamy.
Łodzie płynęły dalej. Tymczasem w Sitini, na wzgórzu, przy Odrze, tuż przy Wzgórzu Radagaisusa, obradowała rada starszych. Po chwili wbiegł do rady ich wojownik — strażnik i przemówił do arcykpałana:
— Kilka łodzi zmierza w naszą stronę!
— Czy są uzbrojeni?
— Tak.
— Czy rozpoznałeś kim mogą być?
— Żerco, rzecz dziwna, bo na masztach trzepocze herb w postaci gryfa!
— Nie może być — rzekł arcykapłan. Przecie minęło wiele setek lat od przybycia w te ziemie naszych przodków z ziemi gryfa w Scytii. A teraz płyną w naszą stronę łodzie pod banderą gryfa! Bądźcie czujni! Jeśli to przedstawiciel królewskiej dynastii gryfa, to zostanie przywitany przez nas z wszelkimi honorami!
— Jak rzekłeś panie — wypowiadając te słowa, odszedł wojownik.
Antyriusz płynął dalej. Po bokach zauważyli słupy Radogoszcza. Toteż dowodzący łodziami przemówił:
— Król Gotlandii miał rację. Ten lud to Sitini znad Morza Azowskiego. Ich słupy Radogoszcza to potwierdzają.
Czym dalej było w ląd, tym bardziej koryto rzeki się zwężało, a nurt robił się silniejszy. Gęstwin leśnych po bokach nie brakowało.
Łodzie Antyriusza były ciągle obserwowane, a w radzie starszych ludu Sitini rozgorzała narada. Arcykapłan przemówił:
— Jeśli łodzie są opatrzone banderą gryfa, to musi nimi podróżować potomek Zeusa, z królewskiej dynastii Scytów, tylko przedstawiciele tego rodu mają prawo do używania tego herbu!
— W takim razie, cóż radzisz arcykapłanie? — dodał radny.
— Nie można ich zaatakować, to są nasi sprzymierzeńcy i dawni władcy. Pochodzimy z tej samej ziemi! Jeśli zaś oni przybywają do nas w pokojowych zamiarach, gdy obaczą słupy Radogoszcza, od razu rozpoznają, że my idziemy od wspólnych ojców! Zatem, gdy będą już pod naszymi wzgórzami, wyjdźmy do nich z pokojowym zamiarem, z bożkami Radogoszcza. Przywitajmy ich z wszelkimi honorami!
— Uczynimy, jak radzisz arcykapłanie — odpowiedzieli pozostali radni.
Łodzie Antyriusza powoli zbliżały się do czterech wzgórz Sitinów. Wówczas z lądu, załoga księcia Scytii usłyszała zadęcie w rogi, a po chwili im oczom ukazał się lud, który zmierzał do brzegów Odry. Nieśli z przodu wizerunek swego bóstwa — Radogoszcza. Antyriusz widząc to, rzekł:
— To znak! To znak, że ci ludzi są z naszych ojców. Ściągnąć broń i położyć na pokład!
Wnet wojowie to uczynili, a ich łodzie zbliżyły się do brzegów Odry. Rzucono cumy, a Antyriusz ujrzał arcykapłana otoczonego radą starszych i innych kapłanów. Wyrzucono z łodzi drabinkę na ląd.
Antyriusz z gryfem na piersi zszedł na ziemię i kierował swe kroki w stronę nadchodzącego arcykapłana. Jego załoga w barwnych szatach od Aleksandra Wielkiego podążała za nim.
W końcu oczy arcykapłana i Antyriusza spotkały się. Stanęli naprzeciw siebie. Każdy ze swym ludem u boku. Arcyżerca odezwał się pierwszy:
— Witaj potomku Zeusa na ziemi Sitinów. Twój znak na piersi w postaci gryfa, mówi, że tyś jest z królewskiej dynastii Scytów. Z ziemi, z której idą i nasi ojcowie, prawda to?
— Jestem rad tym słowom arcykapłanie, boć prawdę mówisz: Jam jest Antyriusz dowódca wojsk Aleksandra Wielkiego, książę Scytii, potomek Heraklesa i Amazonki Marpeis, a także potomek Zeusa, któremu służyły nieme psy — gryfy.
— Cieszę się wraz z mą załogą, że tu, na dalekiej północy, spotkaliśmy ludzi z naszej ziemi.
Następnie arcykapłan dał znak, by jego wojowie zadęli ponownie w rogi. Potem arcykapłan zaprosił ich wszystkich na ucztę, na Wzgórze Trygława, a tam książę Scytii opowiedział, jak trafił do Gotlandii.
Jego opowieściom nie było końca, boć rada starszych, arcykapłan, kapłani i lud Sitinów, byli bardzo żądni wieści o dawnej ziemi ich przodków. Uczta trwała do białego rana. Potem wszyscy się pospali.
Na drugi dzień, gdy Antyriusz odpoczywał, rada starszych i kapłanów zebrała się ponownie, by obradować, chwilowo bez udziału księcia. Arcykapłan przemówił pierwszy:
— Jeno wszyscy byliśmy świadkami, jak książę ten i jego załoga, zjednał się z nami i z naszym ludem, boć mowa i obyczaj ten sam. Przeto, wnoszę w imię naszego boga Radogoszcza, by wynieść tego księcia, tu i teraz, do godności królewskiej, albowiem idzie on z rodu scytyjskiego gryfa. Uznajmy go za naszego króla! I nadajmy mu imię naszego boga Radogoszcza!
Teraz rada starszych chwilowo zamilkła. A oczy arcykapłana i jego podwładnych były wpatrzone w starszyznę. Po chwili przed szereg, wyszedł w stronę arcykapłana najstarszy w radzie i, unosząc ręce do góry przemówił:
— Wynieść go do godności królewskiej! Niechaj ostanie naszym królem! Takie było i jest prawo jego dynastii!
Wobec tych słów, wszyscy zgromadzeni przemówili jednocześnie:
— Wynieść go do godności króla! Niechaj ostanie naszym władcą.
Następnie, gdy Antyriusz z załogą przebudził się po uczcie, został zaproszony na szczyt Wzgórza Trygława i tam w obecności żerców i rady starszych wyniesiono go przed obliczem Radogoszcza do godności królewskiej tej ziemi. Wręczyli mu włócznię legendarnego Radogoszcza, jako symbol władzy królewskiej.
I po upływie wielu wieków od tych wydarzeń, zapisano w polskich legendarnych księgach, że: „Szczyt syn Herkulesa wnuk Ozyrysa jest legendarnym założycielem dzisiejszego miasta Szczecin”. Tutaj widzimy, że nazwa Szczyt nawiązuje w swym znaczeniu do Scyta, czyli człowieka z plemienia Scytów, czyli Antyriusza — księcia Scytii, syna Heraklesa, potomka Zeusa.
Warto zaznaczyć, że Dionizos był synem Zeusa, który po ucieczce z Olimpu do Egiptu, przed potworem Tyfonem, zamienił się w kozła i był utożsamiany z Ozyrysem. Zatem obie legendy nawiązują, że Sedinorum — Szczecin został założony przez potomka Zeusa, który władał niemymi psami — gryfami.
Starożytny pisarz Herodotus wspomniał, że: „…Scytowie żyjący po tej stronie rowu prowadzą armie przez lód i prowadzą swoje wozy do krainy Sindi…”, a podług Strabo: „Sinidianie, Sibini, zamieszkiwali po azjatyckiej stronie Bosforu, lub Cieśniny Kertch, w bezpośrednim sąsiedztwie Phangorii”.
Stąd też poszła nazwa miasta Stettin — Alt Stettin (Szczecin, stetteen), zapisywana również jako Stetin — stolica prowincji Pomorza. Zatem Sidini byli starożytnymi mieszkańcami tej ziemi i okolicznych terytoriów: Sidini, sitini, stitini, stetin, Stettin. Zaś Ptolemeusz nazwał tych ludzi Sidini.V. Thor, Sedinorum i Stargard
Antyriusz został wyniesiony do godności króla przez lud Sitinów i uznany przez nich za swego władcę.
Wyruszył po uczcie z powrotem do Gotlandii. Chciał oznajmić to swemu przyjacielowi — księciu i jego ojcu — królowi Gotlandii.
Po przybyciu na wyspę, ponownie został przyjęty z wszelkimi honorami. Król Gotlandii obaczył, że Antyriusz trzymał w ręku królewską włócznię ludu z Pomorza, jak i miał przy sobie znaki boga Radogoszcza. Zatem przemówił:
— Przesławny książę, drogi Antyriuszu, com ja ujrzał, teraz tyś królem ludu z Pomorza?
— Prawda to panie, ostałem przez ten lud wyniesiony do godności królewskiej i wybrany przez nich na ich władcę, toteż jestem teraz królem Sitinów — ludu, który pochodzi z mej ojczystej ziemi w Scytii. Panie, miałeś rację, że tamtejszy lud jest tego samego pochodzenia, co jam jest.
— A więc królu Sitinów, witaj ponownie na mym dworze, cześć temu królowi! — rzekł król Gotlandii.
Wobec tych słów władcy wyspy, pozostali obecni wykrzyknęli:
— Cześć królowi!
Następnie Antyriusz udał się na spoczynek, a jego przyjaciel, książę Baruan rzekł do swego ojca — króla:
— Ojcze! Teraz, gdy mój przyjaciel jest już godności królewskiej, wydaj mu za żonę, mą siostrę — Symbullę! Albowiem ona kocha go, a on ją, są w sobie zakochani. Teraz nie ma przeszkód, by to uczynić i połączyć nasze siły z siłami pomorskich ludów! To małżeństwo przyniesie Gotlandii obronę od południowych brzegów Bałtyku, boć Antyriusz uczyni z tego regionu twierdzę nie do pokonania!
— Synu! Jestem rad, że troszczysz się o naszą siostrę i naszą ojczyznę, przeto rozmówię się z moją córką czy ona pragnie tego samego.
Symbulla, córka króla Gotlandii niezmiernie ucieszyła się na słowa swego ojca o małżeństwie z Antyriuszem. Zatem rozkazano na wieczór zwołać wszystkich dostojników królewskich i rodzinę królewską Gotlandii, urządzić ucztę i obwieścić zaręczyny Scyta i Symbulli. Posłano z zaproszeniem gońca do Antyriusza, zapraszając go i załogę na wieczorną ucztę.
I stało się, że Antyriusz pojął za żonę, córkę króla Gotlandii, Symbullę, zwaną również jako Sif. Z małżeństwa tego zrodziło się wielu królów Wandali i Heruli. Miał dziesięciu synów z żony Symbulli, a mianowicie: Anavasa, Sichera, Anthura, Borrama, Domicha, Brandobarda, Fresebalda, Wiseberta, Tenericha i Radegasta (lata 323 — 111 przed Chrystusem).
Potem czczono Antyriusza jako boga Radogoszcza, a piękną Symbullę, jako boginię Siv. W dalekich, północnych ludach uważano boginie Siv za żonę potężnego Thora — syna Odyna. I mawiano, że Anthyr, Thor i Rhadagastus to ta sama osoba.
Po ślubie, który odbył się w Gotlandii, Antyr wraz z małżonką Siv i swoją załogą wyruszył ponownie do Sidinów, z których mieli się wywodzić także Herulowie i Wandalowie — ludy rozporoszone znad Morza Azowskiego po wojnie trojańskiej.
Przybył do wyznawców Radogoszcza i na cześć nazwy (Sidini — Sitini) tego plemienia założył na czterech wzgórzach Sedinorum — dziś znane jako Szczecin.
Potem założył Stargard — jako symbol swej najstarszej i najpotężniejszej twierdzy. I mówiono o nim Hod z Oldenburga, albowiem Stargard w języku Germanów był tak zwany.
Stargard symbolizował stare miasto lub według niektórych stare miejsce. Termin Gart został przyjęty w tym drugim znaczeniu i pojawiał się w wielu miastach tego zakończenia, jak Naugart, Belgart i in.
Nazwa miasta Stargard nie jest ani polska, ani niemiecka — teutońska, bo wtedy nazywałby się Stary Gród lub Oldenburg. Wenedowie (Słowianie) w swoim języku nazywali to STARGARD, co oznaczało to samo, co Aldenburg w języku niemieckim, mianowicie: stare miasto. Zatem symbolizuje z nazwy najstarszą twierdzę Antyriusza — legendarnego przodka Gryfitów.
Dla Szczecina i Stargardu będzie tajemnicą poliszynela, iż legendarny przodek Gryfitów z plemienia Scytów, był dowódcą wojsk Aleksandra Wielkiego. Przywrócił mu Bucefała. Był pół bogiem — być może słynnym Thorem i Scytem z królewskiej dynastii.