Przygodownik warszawski - ebook
Mniej scrollowania. Więcej szlajania się.
Największa przygoda zaczyna się za tuż za rogiem
Uwaga: ta książka ma groźny skutek uboczny! Po jej przeczytaniu zwykła droga do domu może zamienić się w wyprawę. Osiedlowa górka – w szczyt do zdobycia. Chaszcze nad Wisłą – w miejską dżunglę. A kormoran, suszący skrzydła pod Zamkiem Królewskim, w dowód na to, że dzika Warszawa to nie pretensjonalna wizja.
Przygodownik warszawski to nie kolejny przewodnik po zabytkach. To instrukcja obsługi miejskiej przygody – dla tych, którzy mieszkają tu od zawsze, i tych, którzy dopiero próbują oswoić Warszawę. Jan Mencwel, autor Betonozy i Hydrozagadki, prowadzi po Skarpie w podróż w czasie, na spotkanie z bobrami i sokołami, tropem Syrenek, zaginionych rzek i najrzadszych ptaków. Pokazuje Warszawę dziwną i nieoswojoną, zabawną i wzruszającą. Taką, której nie da się poznać z okna samochodu.
Do wyprawy nie potrzeba funduszy ani specjalistycznego sprzętu. Wystarczą nogi, głowa i czasami papierowa mapa.
Reszta jest tuż obok. No to jak, idziemy?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Podróże |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68344-83-7 |
| Rozmiar pliku: | 13 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
_W tym mieście codziennie od rana_
_Przeżywasz to samo co krok_
_Zdumienie: ulica nieznana_
_Olśnienie: nieznany ci blok_
_Im dalej, tym cudów tych więcej_
_To trasa, to tunel, to gmach_
_I znowu olśnienie: przy moim twe serce_
_Szybko bije tak, szybko bije tak, ach_*
Irena Santor, _Jak przygoda to tylko w Warszawie_
Od pierwszego wykonania tego utworu minęło już ponad siedemdziesiąt lat. Od tego czasu na świecie zmieniło się prawie wszystko, oprócz dwóch rzeczy. Po pierwsze, wspaniała pani Irena nadal regularnie spaceruje ulicami naszego miasta. A po drugie, Warszawa wciąż czeka na was ze zdumieniami, olśnieniami i z przygodą. Czeka niezależnie od tego, czy mieszkacie tu od urodzenia i wydaje wam się, że to miasto niczym już was nie zaskoczy, czy może wciąż czujecie się tu obco, chcecie poznać Warszawę lepiej i jakoś ją oswoić.
Do przeżycia przygody potrzeba właściwie tylko dwóch rzeczy: nóg i głowy. Aha, czasami przydaje się też mapa. O mapie jeszcze porozmawiamy, zacznijmy od nóg i głowy. Moim zdaniem nogi są ciekawsze, bo rzadziej się nad nimi zastanawiamy. Niesłusznie! Świat byłby lepszym miejscem, gdybyśmy tyle uwagi co głowie poświęcali nogom. Co jest w nich takiego intrygującego? Powinienem pewnie zacząć od zdrowia, bo zdrowie najważniejsze. Ale wolę zacząć od próby opisania stanu, który wywołuje we mnie – ale wierzę, że to uniwersalne odczucie – każda dłuższa piesza wycieczka. „Dłuższa”, czyli taka, podczas której przejdę wyraźnie więcej, niż standardowa liczba kroków każdego dnia. W moim przypadku ten stan zaczyna się po przekroczeniu progu dziesięciu kilometrów, ale to sprawa bardzo indywidualna.
Po polsku nie ma na ten stan dobrego określenia, a szkoda. Japończycy mają określenie _shinrin-yoku_, które oznacza „napawanie się atmosferą lasu”. Norwegowie dla odmiany mają coś takiego jak _allemannsretten_ – jedno słowo, które opisuje prawo człowieka do nieskrępowanej niczym wędrówki w przyrodzie. A my, Polacy, niby nie gęsi, a nie wiemy, jak opisać jednym słowem uczucie, gdy po długiej wycieczce pieszej wracamy do domu z nieco czerwonymi policzkami, mocno dotlenieni, zdrowo zmęczeni, lekko śpiący, wypełnieni widokami, pożywieni kanapkami i jajkiem na twardo, opici herbatką z termosu, błodzy, nachapani i napawani. „Napawanie” – może to jest to słowo? Da się wymyślić lepsze, ale zostańmy na razie przy nim. Zwłaszcza że kojarzy mi się z jednym z moich ulubionych napisów znanych z warszawskich ulic: „szyny po napawaniu”.
Stan, który opisuję, może przywodzić na myśl ten znany z długich wycieczek górskich. Twierdzę jednak, że góry wcale nie są potrzebne, aby stan „napawania” osiągnąć. Wszystko rozgrywa się w nogach i w głowie. Chodzenie jest czynnością tak zbawienną dla naszego samopoczucia, że można by na ten temat napisać oddzielną książkę. Zresztą już ją napisano, więc po co powtarzać? Zrobił to Peter Walker (nomen omen), a książka nazywa się _Ruch – cudowne lekarstwo_**. W oryginale jej tytuł brzmi _The Miracle Pill_ i właśnie tak próbuje przedstawić ruch jej autor: jako pigułkę, po której zażyciu, a najlepiej regularnym zażywaniu, w naszych ciałach, umysłach i duszach dzieją się cuda. Według Walkera i cytowanych przez niego naukowców poruszanie się pieszo pomaga nam chronić się przed depresją i innymi chorobami psychicznymi, być bardziej otwartymi, mniej się bać, lepiej rozwiązywać problemy, być bardziej uważnymi, lepiej zapamiętywać… Mam wymieniać dalej? Przy okazji lektury książki Walkera przypomniałem sobie o istnieniu części mózgu zwanej istotą szarą. To ten element, który odpowiada za przetwarzanie informacji, kontrolę mięśni i zmysły. Podczas chodzenia nasza istota szara jest mocno stymulowana, bo mięśnie wysyłają do niej impulsy. Więc jeśli brakuje nam motywacji, żeby wyjść z domu na spacer, bo pogoda, bo praca, bo to i tamto, to pomyślmy, że możemy w ten sposób rozmasować swoją istotę szarą. U mnie działa.
Dwa pozostałe elementy przygody to głowa i mapa. Połączmy je w jedno: chodzi o to, żeby w głowie narysować sobie mapę mniej lub bardziej wyimaginowanej wyprawy. Z pomocą może przyjść prawdziwa mapa. Niech będzie to zwykły plan miasta Warszawa, najlepiej papierowy. Spójrzmy na niego, jakby był mapą jakiegoś dziewiczego terenu górskiego. Albo planszą do gry planszowej, po której będziemy się poruszać niczym pionek. Gdzie nas jeszcze nie było? Gdzie zawsze chcieliśmy się dostać? Czy widzimy jakieś linie, wzdłuż których można by iść, jechać, płynąć? A może punkty rozproszone po mapie, które można skompletować? To nieważne, jaki klucz sobie wybierzemy. Ważne, by wyznaczyć jakiś cel, który będzie kusił. Który zostanie nam w głowie i nie będzie dawał spokoju, tak jak prawdziwym himalaistom nie daje spokoju K2 albo Nanga Parbat. Tyle że w naszych przygodach w Warszawie grozić nam będzie najwyżej, że spóźni się autobus. Albo że szef się będzie dąsał, że nie chcemy wziąć nadgodzin w pracy, bo znowu idziemy się gdzieś włóczyć po mieście.
Ta książka pomoże wam odpowiedzieć na pytanie, gdzie i jak szlajać się po Warszawie. Znajdziecie w niej pomysły na dłuższe i krótsze przygody, bez opuszczania granic miasta ani wydawania pieniędzy. Tak, wbrew stereotypom najlepsze rzeczy ciągle są w Warszawie darmowe. Do ich doświadczenia potrzebujecie tylko nóg i głowy. No i mapy.
To książka do czytania i do chodzenia. Dla maratończyków i dla spacerowiczów. Dla pilnujących codziennej liczby kroków i dla leni, którzy potrzebują nie lada powodu, żeby wyjść z domu. Dla szukających pomysłu na weekend z przyjaciółmi albo na randkę. Możecie dzięki niej poprosić kogoś o chodzenie. Możecie też skutecznie odciąć się od całego świata i pobyć samemu ze sobą. Możecie, ale nic nie musicie. Nie o to tu chodzi. Chodzi tylko o to, żeby chodzić. No to chodźcie! Do zobaczenia na mieście.
1.
* Irena Santor, Tadeusz Schmidt, _Jak przygoda to tylko w Warszawie_ z filmu _Przygoda na Mariensztacie_ (1953), tekst Ludwik Starski.
2.
** Por. Peter Walker, _Ruch – cudowne lekarstwo. Dlaczego warto chodzić po mieście_, przeł. Agnieszka Szling, przedm. Magdalena Milert, Wydawnictwo Wysoki Zamek, Kraków 2023.