Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Przygody Leona 2 - Polowanie na myśliwych - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
4 maja 2026
E-book: EPUB, PDF
25,00 zł
Audiobook
29,99 zł
25,00
2500 pkt
punktów Virtualo

Przygody Leona 2 - Polowanie na myśliwych - ebook

Przygody Leona – Polowanie na myśliwych Czy odwaga i przyjaźń wystarczą, by uratować przyjaciela? W drugiej części serii, rycerz Leopold, tajemniczy Leon i szczeniak Znajda ruszają na ratunek sokołowi Rokko, uwięzionemu przez królewskich myśliwych. To pełna ciepła i humoru rymowana opowieść, która uczy, że dobre słowa i czyny są potężniejsze od miecza. W książce znajdziesz: Magicznych bohaterów: wróżkę Iskierkę, bobra Bobika i kłótliwe rośliny. Tajemnice przyrody: ciekawostki o życiu mrówek, jaskółek i bobrów. Wspaniałe ilustracje: bajkowy świat. Idealna lektura do wspólnego czytania przed snem, która rozwija empatię i miłość do natury. Dla małych odkrywców w wieku 3–14 lat.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 20 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WYMARSZ

.

.

Tuż na skraju magicznego,

tętniącego życiem lasu,

w starej karczmie wszyscy wstali,

gdyż nie chcieli tracić czasu.

.

Po nerwowym dniu wczorajszym

obaj dobrze wypoczęli,

więc tuż zaraz po śniadaniu

wnet pakować się zaczęli.

.

Bowiem trzeba było wracać

do swej małej, skromnej chaty,

gdzie beztrosko i swobodnie

grasowały leśne skrzaty.

.

Mały Znajda w międzyczasie,

jak mógł, to tylko przeszkadzał

i swój mały, wścibski nosek,

ciągle węsząc, wszędzie wsadzał.

.

Nie ułatwiał im zadania,

lecz się tym nie przejmowali,

gdyż zajęci bardzo byli,

bo swe rzeczy pakowali.

.

A gdy wszystko już zrobili

i skończyli się szykować,

zeszli na dół do bufetu,

gospodyni podziękować.

.

Tam, w pośpiechu, bez wytchnienia,

Marta dania wydawała,

bo jak zwykle o tej porze

duży ruch w swej karczmie miała.

.

Lecz Leopold był cierpliwy,

więc spokojnie, cicho siedział,

a gdy luźniej się zrobiło,

podszedł do niej i powiedział:

.

— Dziękujemy, droga Marto,

za twą pomoc i gościnę.

Mówiąc to, poprawiał czapkę,

ukrywając smutną minę.

.

— Może kiedyś nas odwiedzisz?

Tam, po drugiej stronie lasu.

Szkoda, że musimy ruszać

i nie mamy więcej czasu.

.

— Więc wam życzę powodzenia!

— Marta wnet odpowiedziała.

Jej tak samo było smutno,

gdyż się do nich przywiązała.

.

— Z zaproszenia ja skorzystam,

jeśli będę niedaleko,

a tu macie trochę ciastek

i na drogę ciepłe mleko.

.

Tak powoli się żegnając,

razem sobie obiecali,

że gdy znajdą się w pobliżu,

będą siebie odwiedzali.

.

Więc ruszyli obaj w drogę,

a wraz z nimi mały Znajda,

dla którego ta wędrówka

to przygoda oraz frajda.

.

Długo w ciszy szli przed siebie,

zanim znów się odezwali,

i do przodu, brnąc przez knieje,

tak ze sobą rozmawiali:

.

— Powiem tobie, mój Leonie,

że przytłacza mnie ta cisza.

Leopold, wędrując dalej,

mówi wprost do towarzysza:

.

— Przywykłem do tego gwaru,

który w karczmie tej panował.

Przedzierając się przez krzaki,

mowę swą kontynuował:

.

..

— Już nie wspomnę ja o Marcie,

co przepysznie gotowała,

a jej zupa jarzynowa

swoim smakiem zniewalała.

.

— Dawno tak smacznie nie jadłem,

odkąd zamek opuściłem,

aż na jej przytulną karczmę

razem z tobą natrafiłem.

.

— Jeszcze tam musimy wrócić,

choćby tylko na posiłek.

Bowiem jest on tego warty,

więc podejmę ten wysiłek.

.

Wnet się obaj roześmiali,

aż mu Leon nagle wtrącił:

— Tobie nie tylko posiłek

trzeźwy osąd myśli zmącił.

.

— Nic dziwnego, przyjacielu,

Marta miłą jest osobą,

mam nadzieję, że w przyszłości

wspólnie ją odwiedzę z tobą.

.

— Trudno będzie ją odwiedzać,

gdyż na drodze jest przeszkoda.

Nie wiem, czy dobrze pamiętasz

— to w potoku rwąca woda.

.

— Ale myślę, że ten problem

jakoś wspólnie rozwiążemy

i znajdziemy razem sposób,

zanim obaj tam dotrzemy.

.

Teraz o czymś innym myślę.

Patrząc w niebo, nagle woła:

— Bo od czasu, gdy wyszliśmy,

nie widziałem ja sokoła!

.

— Zawsze latał gdzieś nad nami,

z góry wszystko obserwował.

Czasem tylko nagle znikał,

ale wtedy, gdy polował.

.

— Nigdy go nie było dłużej

niż godzinę lub dwie może.

Jednak teraz jego nie ma,

odkąd jestem tu na dworze.

.

— Coś się chyba stać musiało

— w myślach już domysły snuje

— pewnie gdzieś na drzewie siedzi

i nas z dala obserwuje.

.

— Nie przesadzaj już, Leonie!

— wnet Leopold mu przerywa.

Już nie musi nas pilnować,

jego sprawa, gdzie przebywa.

.

— My zaś, drogi przyjacielu,

idąc tempem tym do zmroku,

jak się trochę wysilimy,

to dotrzemy do potoku.

.

I choć bardzo długą drogę

w jeden dzień obaj przebyli,

wędrowali bez wytchnienia,

nie chcąc tracić nawet chwili.

.

Jednak słońce jak zegarek

czujnie czas im odmierzało

i nie robiąc sobie przerwy,

po swym niebie wędrowało.

.

Zanim jednak noc zapadła,

obaj byli przy potoku.

Więc namioty swe rozbili,

by nie czekać z tym do zmroku.

.

Jeszcze tylko w międzyczasie

Znajdę mlekiem nakarmili,

sami też kolację zjedli,

bowiem również głodni byli.

.

Aby jutro do wędrówki

każdy z nich był rano gotów,

by odpocząć przed wyprawą,

poszli spać do swych namiotów.BÓBR

.

.

Noc się jeszcze nie skończyła,

ledwo po północy było,

aż gdy głuche uderzenie

nagle wszystkich obudziło.

.

Jakby ktoś z ogromną siłą

rzucił czymś olbrzymim w knieje,

wyszli nagle na nabrzeże,

żeby sprawdzić, co się dzieje.

.

Znajda, nieco wystraszony,

stojąc tuż za ich nogami,

cicho, dzielnie powarkiwał

i nerwowo strzygł uszami.

.

Wnet pochodnie rozpalili,

bo już ciemno bardzo było.

Chcieli obaj się dowiedzieć,

co takiego się zdarzyło.

.

Powolutku szli do przodu,

czujnie krzewy przemierzając.

Bez pośpiechu brnęli dalej,

na uwadze wszystko mając.

.

Wnet nad brzegiem rwącej rzeki

bóbr wyłonił się z ciemności.

Tak był pracą pochłonięty,

że nie spostrzegł swoich gości.

.

To największy znany gryzoń,

który żyje w Europie.

Zamieszkuje swe żeremia,

także nory chętnie kopie.

.

Choć żeremia są z gałęzi

oraz mułu wykonane,

to budowle bardzo mocne,

z wytrwałości swojej znane.

.

Głównie korą się pożywia,

nie pogardzi gałązkami,

które zbiera nieustannie

w miejscach zwanych spichlerzami.

.

Nawet całe drzewa bierze,

aby tamy swe budować.

To najlepszy bowiem sposób,

by bieg rzeki regulować.

.

Wnet obrócił się do gości,

którzy z tyłu za nim stali

i nie mówiąc ani słowa,

oczy w niego wpatrywali.

.

— Witam, drodzy podróżnicy!

— pierwszy do nich się odzywa.

Spoglądając na Leona,

przyjacielsko głową kiwa.

.

— Wszyscy mówią do mnie Bobik,

bowiem tamy tu buduję.

Właśnie drzewo na kolejną

w tę przepiękną noc szykuję.

.

— Myślę, że wam nie przeszkadzam,

wszyscy są mi wdzięczni za to,

że oczyszczam z krzaków wodę,

gdy nadchodzi ciepłe lato.

.

— Już od dawna na tej rzece

bardzo ciężko sam pracuję,

wciąż gałęzie z niej wyławiam

i porządku tu pilnuję.

.

— Trochę nas tym zaskoczyłeś,

że pracujesz o tej porze.

Cicho pyta się Leopold:

— Czemu nie śpisz teraz w norze?

.

— Ach, bo ja, drodzy przybysze,

nocny tryb życia prowadzę,

wtedy z moją ciężką pracą

bardzo dobrze sobie radzę.

.

— Nikt mi wtedy nie przeszkadza,

gdy tę rzekę reguluję.

Wtedy czuję się swobodnie,

kiedy nocą tu pracuję.

.

— Choć czasami bywa głośna,

nie dokucza to nikomu.

Bowiem głównie o tej porze

wszyscy siedzą sobie w domu.

.

— Na bieżąco ciągle trzeba

rwącą wodę kontrolować.

Ze wszystkiego ją oczyszczać

i porządku tu pilnować.

.

— Ja się wam już przedstawiłem,

a wy co tutaj robicie?

I dlaczego o tej porze

w swoich domach już nie śpicie?

.

Jeden spojrzał na drugiego

z nieco jeszcze senną miną,

wnet Leopold odpowiada,

co wędrówki jest przyczyną:

.

— Po wyprawie bardzo długiej

my do domu powracamy,

a przyszliśmy nad tę rzekę,

bo gdzieś tutaj tratwę mamy.

.

— Lecz już późno się zrobiło,

gdy nad wodę dotarliśmy.

Więc by nabrać sił przed rankiem,

obaj szybko spać poszliśmy.

.

— Nagle hałas nas obudził,

jakby coś się przewróciło.

Resztę chyba znasz historii,

to nas tutaj sprowadziło.

.

— Więc to waszą małą tratwę

nurt dziś porwał wcześnie z rana.

Bardzo przykro mi, koledzy,

lecz źle była przywiązana.

.

Gdy im Bobik to powiedział,

obaj strasznie się zmartwili.

Ale mowy nie przerywał,

mimo że posępni byli.

.

— Cóż wam mogę rzec w tej sprawie,

moi drodzy podróżnicy,

tylko to, że jest tu z wami

pierwszy stolarz w okolicy.

.

Mówiąc to, wnet się podrywa

i przed nimi dumnie staje.

Mowę swą kontynuując,

im do słowa dojść nie daje.

.

— Myślę, że w tej trudnej sprawie

wszyscy sobie pomożemy.

Gdy będziemy współpracować,

razem przejście zbudujemy.

.

— Takie, które będzie mocne

oraz trwale las połączy.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij