-
nowość
Przygody Leona 2 - Polowanie na myśliwych - ebook
Przygody Leona 2 - Polowanie na myśliwych - ebook
Przygody Leona – Polowanie na myśliwych Czy odwaga i przyjaźń wystarczą, by uratować przyjaciela? W drugiej części serii, rycerz Leopold, tajemniczy Leon i szczeniak Znajda ruszają na ratunek sokołowi Rokko, uwięzionemu przez królewskich myśliwych. To pełna ciepła i humoru rymowana opowieść, która uczy, że dobre słowa i czyny są potężniejsze od miecza. W książce znajdziesz: Magicznych bohaterów: wróżkę Iskierkę, bobra Bobika i kłótliwe rośliny. Tajemnice przyrody: ciekawostki o życiu mrówek, jaskółek i bobrów. Wspaniałe ilustracje: bajkowy świat. Idealna lektura do wspólnego czytania przed snem, która rozwija empatię i miłość do natury. Dla małych odkrywców w wieku 3–14 lat.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 20 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
.
.
Tuż na skraju magicznego,
tętniącego życiem lasu,
w starej karczmie wszyscy wstali,
gdyż nie chcieli tracić czasu.
.
Po nerwowym dniu wczorajszym
obaj dobrze wypoczęli,
więc tuż zaraz po śniadaniu
wnet pakować się zaczęli.
.
Bowiem trzeba było wracać
do swej małej, skromnej chaty,
gdzie beztrosko i swobodnie
grasowały leśne skrzaty.
.
Mały Znajda w międzyczasie,
jak mógł, to tylko przeszkadzał
i swój mały, wścibski nosek,
ciągle węsząc, wszędzie wsadzał.
.
Nie ułatwiał im zadania,
lecz się tym nie przejmowali,
gdyż zajęci bardzo byli,
bo swe rzeczy pakowali.
.
A gdy wszystko już zrobili
i skończyli się szykować,
zeszli na dół do bufetu,
gospodyni podziękować.
.
Tam, w pośpiechu, bez wytchnienia,
Marta dania wydawała,
bo jak zwykle o tej porze
duży ruch w swej karczmie miała.
.
Lecz Leopold był cierpliwy,
więc spokojnie, cicho siedział,
a gdy luźniej się zrobiło,
podszedł do niej i powiedział:
.
— Dziękujemy, droga Marto,
za twą pomoc i gościnę.
Mówiąc to, poprawiał czapkę,
ukrywając smutną minę.
.
— Może kiedyś nas odwiedzisz?
Tam, po drugiej stronie lasu.
Szkoda, że musimy ruszać
i nie mamy więcej czasu.
.
— Więc wam życzę powodzenia!
— Marta wnet odpowiedziała.
Jej tak samo było smutno,
gdyż się do nich przywiązała.
.
— Z zaproszenia ja skorzystam,
jeśli będę niedaleko,
a tu macie trochę ciastek
i na drogę ciepłe mleko.
.
Tak powoli się żegnając,
razem sobie obiecali,
że gdy znajdą się w pobliżu,
będą siebie odwiedzali.
.
Więc ruszyli obaj w drogę,
a wraz z nimi mały Znajda,
dla którego ta wędrówka
to przygoda oraz frajda.
.
Długo w ciszy szli przed siebie,
zanim znów się odezwali,
i do przodu, brnąc przez knieje,
tak ze sobą rozmawiali:
.
— Powiem tobie, mój Leonie,
że przytłacza mnie ta cisza.
Leopold, wędrując dalej,
mówi wprost do towarzysza:
.
— Przywykłem do tego gwaru,
który w karczmie tej panował.
Przedzierając się przez krzaki,
mowę swą kontynuował:
.
..
— Już nie wspomnę ja o Marcie,
co przepysznie gotowała,
a jej zupa jarzynowa
swoim smakiem zniewalała.
.
— Dawno tak smacznie nie jadłem,
odkąd zamek opuściłem,
aż na jej przytulną karczmę
razem z tobą natrafiłem.
.
— Jeszcze tam musimy wrócić,
choćby tylko na posiłek.
Bowiem jest on tego warty,
więc podejmę ten wysiłek.
.
Wnet się obaj roześmiali,
aż mu Leon nagle wtrącił:
— Tobie nie tylko posiłek
trzeźwy osąd myśli zmącił.
.
— Nic dziwnego, przyjacielu,
Marta miłą jest osobą,
mam nadzieję, że w przyszłości
wspólnie ją odwiedzę z tobą.
.
— Trudno będzie ją odwiedzać,
gdyż na drodze jest przeszkoda.
Nie wiem, czy dobrze pamiętasz
— to w potoku rwąca woda.
.
— Ale myślę, że ten problem
jakoś wspólnie rozwiążemy
i znajdziemy razem sposób,
zanim obaj tam dotrzemy.
.
Teraz o czymś innym myślę.
Patrząc w niebo, nagle woła:
— Bo od czasu, gdy wyszliśmy,
nie widziałem ja sokoła!
.
— Zawsze latał gdzieś nad nami,
z góry wszystko obserwował.
Czasem tylko nagle znikał,
ale wtedy, gdy polował.
.
— Nigdy go nie było dłużej
niż godzinę lub dwie może.
Jednak teraz jego nie ma,
odkąd jestem tu na dworze.
.
— Coś się chyba stać musiało
— w myślach już domysły snuje
— pewnie gdzieś na drzewie siedzi
i nas z dala obserwuje.
.
— Nie przesadzaj już, Leonie!
— wnet Leopold mu przerywa.
Już nie musi nas pilnować,
jego sprawa, gdzie przebywa.
.
— My zaś, drogi przyjacielu,
idąc tempem tym do zmroku,
jak się trochę wysilimy,
to dotrzemy do potoku.
.
I choć bardzo długą drogę
w jeden dzień obaj przebyli,
wędrowali bez wytchnienia,
nie chcąc tracić nawet chwili.
.
Jednak słońce jak zegarek
czujnie czas im odmierzało
i nie robiąc sobie przerwy,
po swym niebie wędrowało.
.
Zanim jednak noc zapadła,
obaj byli przy potoku.
Więc namioty swe rozbili,
by nie czekać z tym do zmroku.
.
Jeszcze tylko w międzyczasie
Znajdę mlekiem nakarmili,
sami też kolację zjedli,
bowiem również głodni byli.
.
Aby jutro do wędrówki
każdy z nich był rano gotów,
by odpocząć przed wyprawą,
poszli spać do swych namiotów.BÓBR
.
.
Noc się jeszcze nie skończyła,
ledwo po północy było,
aż gdy głuche uderzenie
nagle wszystkich obudziło.
.
Jakby ktoś z ogromną siłą
rzucił czymś olbrzymim w knieje,
wyszli nagle na nabrzeże,
żeby sprawdzić, co się dzieje.
.
Znajda, nieco wystraszony,
stojąc tuż za ich nogami,
cicho, dzielnie powarkiwał
i nerwowo strzygł uszami.
.
Wnet pochodnie rozpalili,
bo już ciemno bardzo było.
Chcieli obaj się dowiedzieć,
co takiego się zdarzyło.
.
Powolutku szli do przodu,
czujnie krzewy przemierzając.
Bez pośpiechu brnęli dalej,
na uwadze wszystko mając.
.
Wnet nad brzegiem rwącej rzeki
bóbr wyłonił się z ciemności.
Tak był pracą pochłonięty,
że nie spostrzegł swoich gości.
.
To największy znany gryzoń,
który żyje w Europie.
Zamieszkuje swe żeremia,
także nory chętnie kopie.
.
Choć żeremia są z gałęzi
oraz mułu wykonane,
to budowle bardzo mocne,
z wytrwałości swojej znane.
.
Głównie korą się pożywia,
nie pogardzi gałązkami,
które zbiera nieustannie
w miejscach zwanych spichlerzami.
.
Nawet całe drzewa bierze,
aby tamy swe budować.
To najlepszy bowiem sposób,
by bieg rzeki regulować.
.
Wnet obrócił się do gości,
którzy z tyłu za nim stali
i nie mówiąc ani słowa,
oczy w niego wpatrywali.
.
— Witam, drodzy podróżnicy!
— pierwszy do nich się odzywa.
Spoglądając na Leona,
przyjacielsko głową kiwa.
.
— Wszyscy mówią do mnie Bobik,
bowiem tamy tu buduję.
Właśnie drzewo na kolejną
w tę przepiękną noc szykuję.
.
— Myślę, że wam nie przeszkadzam,
wszyscy są mi wdzięczni za to,
że oczyszczam z krzaków wodę,
gdy nadchodzi ciepłe lato.
.
— Już od dawna na tej rzece
bardzo ciężko sam pracuję,
wciąż gałęzie z niej wyławiam
i porządku tu pilnuję.
.
— Trochę nas tym zaskoczyłeś,
że pracujesz o tej porze.
Cicho pyta się Leopold:
— Czemu nie śpisz teraz w norze?
.
— Ach, bo ja, drodzy przybysze,
nocny tryb życia prowadzę,
wtedy z moją ciężką pracą
bardzo dobrze sobie radzę.
.
— Nikt mi wtedy nie przeszkadza,
gdy tę rzekę reguluję.
Wtedy czuję się swobodnie,
kiedy nocą tu pracuję.
.
— Choć czasami bywa głośna,
nie dokucza to nikomu.
Bowiem głównie o tej porze
wszyscy siedzą sobie w domu.
.
— Na bieżąco ciągle trzeba
rwącą wodę kontrolować.
Ze wszystkiego ją oczyszczać
i porządku tu pilnować.
.
— Ja się wam już przedstawiłem,
a wy co tutaj robicie?
I dlaczego o tej porze
w swoich domach już nie śpicie?
.
Jeden spojrzał na drugiego
z nieco jeszcze senną miną,
wnet Leopold odpowiada,
co wędrówki jest przyczyną:
.
— Po wyprawie bardzo długiej
my do domu powracamy,
a przyszliśmy nad tę rzekę,
bo gdzieś tutaj tratwę mamy.
.
— Lecz już późno się zrobiło,
gdy nad wodę dotarliśmy.
Więc by nabrać sił przed rankiem,
obaj szybko spać poszliśmy.
.
— Nagle hałas nas obudził,
jakby coś się przewróciło.
Resztę chyba znasz historii,
to nas tutaj sprowadziło.
.
— Więc to waszą małą tratwę
nurt dziś porwał wcześnie z rana.
Bardzo przykro mi, koledzy,
lecz źle była przywiązana.
.
Gdy im Bobik to powiedział,
obaj strasznie się zmartwili.
Ale mowy nie przerywał,
mimo że posępni byli.
.
— Cóż wam mogę rzec w tej sprawie,
moi drodzy podróżnicy,
tylko to, że jest tu z wami
pierwszy stolarz w okolicy.
.
Mówiąc to, wnet się podrywa
i przed nimi dumnie staje.
Mowę swą kontynuując,
im do słowa dojść nie daje.
.
— Myślę, że w tej trudnej sprawie
wszyscy sobie pomożemy.
Gdy będziemy współpracować,
razem przejście zbudujemy.
.
— Takie, które będzie mocne
oraz trwale las połączy.