Przygody Leona - Runo szczęścia - ebook
Witaj w świecie, gdzie las skrywa niezwykłe tajemnice, a każde drzewo szeleści inną historią! Poznaj Leona – niezwykłego bohatera, który zabierze Twoje dziecko w podróż pełną magii, sprytu i ważnych lekcji. Ta książka to nie tylko rymowana przygoda, to brama do krainy, w której dobro zawsze znajduje właściwą drogę, a przyjaźń jest najsilniejszym czarem. Tekst w formie rytmicznego wiersza ułatwia dziecku skupienie i wspiera rozwój językowy. Bajka uczy empatii, szacunku do przyrody i wiary we własne siły. Idealna lektura do wspólnego czytania przed snem dla małych i dużych odkrywców!Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 19 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
W czasach waśni wielkich królów,
ludzkich zmagań i podbojów,
żył Leonek, stary rycerz,
z sercem pełnym niepokojów.
.
I choć wojny się toczyły,
on samotnie osiadł w lesie.
Znalazł szczęście w nowym miejscu
— czekał, co mu los przyniesie.
.
Dni beztrosko mu mijały
na zabawie wśród zieleni,
spędzał wszystkie wolne chwile,
korzystając z tej przestrzeni.
.
Magię w lesie echo niosło,
pełnym skrzatów i chochlików,
dobrych wróżek, czarodziejów,
których było tu bez liku.
.
Barwy tęczą się mieniły,
piękno w zachwyt przemieniały,
a zwierzęta się bawiły
— wróżki ciągle czarowały.
.
Jednym słowem: magia była
w każdym miejscu wszechobecna.
Choć zazwyczaj dobro niosła,
to bywała niebezpieczna.
.
Tak mijały dni Leonka
w ciepłym, błogim, miłym raju,
aż Leopold, jakimś cudem,
znalazł się w magicznym gaju.
.
Rzecz to była niesłychana
i dla niego niemożliwa.
Bardzo zdziwił się tym faktem,
że ktoś obcy tu przebywa.
.
Więc popędził do swej chaty,
myśląc, że gdy ranek wstanie,
odpowiednio się ubierze,
wyjdzie jemu na spotkanie.NIEZNAJOMY
Rano, wraz z poranną rosą,
gdy nastała pora brzasku,
ruszył na spotkanie gościa
w tym magicznym, starym lasku.
.
Z sercem pełnym niepokoju,
choć mu droga się dłużyła,
szedł on dzielnie – mimo obaw,
to ciekawość zwyciężyła.
.
Idąc krętą, leśną drogą,
widzi Leon dym z ogniska,
po cichutku się zakrada,
by zobaczyć gościa z bliska.
.
Woja bacznie obserwuje,
w myślach powitanie składa,
strój poprawia i fryzurę,
bo przedstawić się wypada!
.
A gdy już się przygotował,
myśląc, martwić się zaczyna:
— Jaki cel jest tej wizyty?
Więc rozmowę rozpoczyna:
.
— Witam ciebie, zacny panie!
Co sprowadza cię w me progi?
Wybacz, proszę, mą ciekawość,
lecz nikt nie zna owej drogi.
.
Na to przybysz szybko wstaje
żwawym ruchem od ogniska
i podchodzi do Leona,
żeby przyjrzeć mu się z bliska.
.
Nie ukrywa on zdziwienia,
jego twarz się robi blada,
lecz po chwili, ze spokojem,
na pytanie odpowiada:
.
— Zabłądziłem ja w wędrówce,
która trwa już bardzo długo,
poszukuję w niej chochlika,
co potocznie zwie się Hugo.
.
Twarz wędrowca posmutniała,
rozpacz duszę mu przeszywa,
lecz z przejęciem opowiada,
jaką prawdę w sercu skrywa.
.
— W mym królestwie źle się dzieje,
ludzie wiarę utracili.
Zaginęło runo szczęścia
i posępni się zrobili.
.
Nic nikogo już nie cieszy,
dzieci bawić się przestały,
runo bowiem to sprawiało,
że się ciągle uśmiechały.
.
Starzy mędrcy powiadają,
że tej klęski jest przyczyną
— psotny chochlik, co w królestwie
ze zbieractwa swego słynął.
.
Przepadł nicpoń gdzieś bez śladu,
a z nim szczęścia magia cała.
Tylko pustka i tęsknota
w ludzkich sercach pozostała.
.
Wziąwszy łyka zimnej wody,
która w kręty nurt zapada,
wąs poprawił zwinnie palcem
i tak dalej opowiada:
.
Za nicponiem król rozesłał
wszystkich swoich wojowników,
czarodziejki, czarodziejów
oraz mędrców i mistyków.
.
— Więc przemierzam tak świat cały,
goniąc wciąż tego złośnika,
lecz on cwany jest i sprytny,
co pojawi się, to znika.
.
— Już niejeden kraj zwiedziłem,
poszukując wszędzie licha.
A gdy prawie go już chwytam,
ten się śmiejąc, nagle czmycha.
.
— Drobna, zwinna to istota,
szkodnik, jakich w świecie mało.
Gdzie pojawi się, to psoci,
jakby tego brakowało.
.
Leon bacznie słucha gościa,
czoło marszczy i prostuje,
lecz po chwili, w swym zdumieniu,
wielce ciekaw zapytuje:
.
— Jak znalazłeś owo miejsce?
Nikt nie trafił tu przed tobą.
Przecież nie da się tu dotrzeć
żadną znaną ludziom drogą.
.
Wnet woj znów zaczerpnął wody,
czoło zmarszczył, zwinnie siada,
zręcznym ruchem wąs poprawił
i po chwili odpowiada:
.
— Noc zastała mnie w wędrówce,
gubiąc drogę, zabłądziłem.
A gdy rano słońce wstało,
to się tutaj obudziłem.
.
— Wręcz nadziwić się nie mogłem
pięknu miejsca z kolorami.
Bo to, co się tu znajduje,
ja potocznie zwę czarami.
.
— Cóż, nie mogę wyjść z podziwu
niezwykłości lasu tego.
A ty jak się tu znalazłeś?
Zechciej wyznać, mój kolego.
.
Leon zasiadł przy ognisku,
bo tak stać to nie wypada.
Strój poprawił, pas podciągnął
i z przejęciem odpowiada:
— Wiele wojen ja stoczyłem,
już zmęczony jestem szczerze.
A to, jak się tu znalazłem?
Ja w to nadal sam nie wierzę.
.
Wnet zamyślił się na chwilę,
wspomnień fala go dopada,
zmarszczył czoło, złapał oddech
i tak dalej opowiada:
.
— Ludzie wciąż o coś walczyli,
czasy były niespokojne.
Kończąc jedną dla swych zysków,
wzniecali kolejną wojnę.
.
— Król królowi był nierówny,
chęcią władzy zaślepieni,
zapomnieli o swym ludzie,
krwawą żądzą zniewoleni.
.
— Tak mijały długie lata,
pełne cierpień i niedoli.
A lud czekał w swej udręce,
aż ich z mąk tych ktoś wyzwoli.
.
— Dnia pewnego swój dobytek
w stary plecak spakowałem,
przeszłość z tyłu zostawiłem
i w wędrówkę się udałem.
.
— Dni tygodnia upływały
na podróży pełnej wrażeń,
a ja wciąż przed siebie szedłem,
mimo różnych dziwnych zdarzeń.
.
— Czas mi nie był sprzymierzeńcem,
lecz nie zwykłem się poddawać.
Nauczyłem się pokory,
by w obronie słabszych stawać.
.
— Pewnym razem, tuż po zmroku,
dziwna łuna mnie zbudziła,
pełnią barw, kolorów tęczy,
nad tym lasem się mieniła.
.
— Więc nie myśląc, w jednej chwili,
szybko plecak swój zabrałem.
Żwawym krokiem w jej kierunku,
bez wahania się udałem.
.
— Błądząc tak wśród tych ciemności,
za jej blaskiem podążając,
przemierzałem dzikie knieje,
do stracenia nic nie mając.
.
— Jednak gdy już byłem blisko,
ona wciąż się oddalała.
Jakby żywa jakaś była
i odnaleźć się nie dała!
.
— Dość już miałem tej zabawy
ze złośnicą, co ucieka.
Więc usiadłem pod tym dębem,
obserwując ją z daleka.
.
— Byłem bardzo przemęczony,
sen mnie zmorzył z wycieńczenia.
A gdy tylko rano wstałem,
wprost zdębiałem ze zdziwienia.
.
— Tak jak ty zamarłem w ciszy,
owym pięknem zachwycony,
niezwykłością tego miejsca,
jego pięknem przytłoczony.
.
Długo trwała ich dyskusja,
aż dzień zgasł na jasnym niebie.
A gdy zaczął zmrok zapadać,
Leon przyjął go u siebie.
.
Gdy przy jednym stole siedli,
żeby wspólną zjeść wieczerzę,
długo jeszcze rozmawiali.
Ale o czym? — nie wiem szczerze.
.
I odchodząc już od stołu,
pewną rzecz postanowili:
że udadzą się w wędrówkę,
będąc razem od tej chwili.
.
Z wiarą, że odgadną jutro,
co nieszczęścia jest przyczyną,
położyli się do łóżek,
myśląc: gdzie ten psotnik zginął?WYPRAWA
Słońce wstało nad doliną,
swoim blaskiem wszystkich budzi.
Nawet niedźwiedź się przeciąga
i pod nosem coś marudzi.
.
To nie jego pora wstawać,
bo miś wzrok ma osłabiony.
Słuch ma czujny, węch wspaniały,
zmysł ten wielce wyostrzony.
.
Dnie swe spędza na wędrówkach,
wszystko zjada, co popadnie.
Musi zebrać zapas siły,
nim w swój długi sen zapadnie.
.
Lubi mięso i rośliny,
nie wybrzydza w swym jedzeniu.
A gdy brzuszek już napełni,
odpoczywa chętnie w cieniu.
.
Oj, pozory czasem mylą,
lepiej schodzić jemu z drogi.
Więc gdy tylko go zobaczysz,
wolno odejdź, potem w nogi!
.
A tymczasem w leśnej chacie
wszyscy dawno powstawali.
Po porannej toalecie
za śniadanie się zabrali.
.
Stół zachwycał swym przepychem,
zastawiony warzywami,
bardzo ładnie ozdobiony
świeżutkimi owocami.
.
Zajadając te przysmaki
z bardzo wielkim apetytem,
planowali swą wyprawę,
by się zająć tym złośnikiem.
.
Obaj bowiem w tej dziedzinie
doświadczenie mieli wielkie.
Więc bez trudu ustalili
zmiany oraz plany wszelkie.
.