Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Przygody zwierząt domowych - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
8 maja 2026
19,98
1998 pkt
punktów Virtualo

Przygody zwierząt domowych - ebook

To nie jest zwykły zbiór opowieści — to prawdziwe życie uchwycone w małych, ale niezwykle ważnych chwilach. Richard i Denya to nie są wymyślone postacie. To domowi pupile z własnym charakterem, emocjami i przyzwyczajeniami. Cieszą się, obrażają, boją się, bawią się i uczą życia — zupełnie jak ludzie. W tej książce znajdziesz ciepłe, poruszające, a czasem zabawne historie z ich życia: pierwsze kroki w nowym domu, niespodziewane przygody, małe lęki i wielkie zwycięstwa. Każda opowieść to fragment rzeczywistości wypełniony troską, bliskością i miłością. To książka o tym, jak ważne jest być obok, rozumieć bez słów i dostrzegać to, co naprawdę ma znaczenie. Idealna dla dzieci i dorosłych, którzy wierzą, że każde zwierzę ma swoją historię — i swoje serce.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dla dzieci
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 253 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1: CZEŚĆ, SZCZENIAKU

chapter-seperator

Opowiem wam historię o małym, puszystym szczeniaku i o tym, jak trafił do mojego domu.

Pewnego ponurego, deszczowego dnia spotkałam piękny, mały cud. W niewielkim, czerwonym kapeluszu mój mąż przyniósł do domu słodkie zwierzątko. Z czapki wystawał tylko czarny, mokry nos. Zaciekawiło mnie to bardzo i, podchodząc bliżej, zobaczyłam bryłkę wełny białą jak śnieg. Z radością stwierdziłam, że to mały szczeniak, który, po rozgrzaniu się, zwinął się w kłębek i spał spokojnie w czapce, w ogóle nie podejrzewając, że właśnie znalazł się w nowym domu, który – choć nieduży – był przytulny i jasny. Zawsze panowała w nim atmosfera miłości i troski.

Zostawiliśmy go na kanapie, żeby mógł spać. Szczeniak był bardzo mały. Przygotowaliśmy mu nowe miejsce do spania, a obok jego łóżka położyliśmy miękką, puszystą, niebieską poduszkę. Mieliśmy nadzieję, że nasz nowy gość polubi swoje legowisko.

Wkrótce puszysta, biała kulka się obudziła. Szczeniak był trochę zdziwiony, chodził z zaciekawieniem i obwąchiwał cały dom. Wszystko tutaj było dla niego nowe i nieznane, a czasem przerażające – dużo wysokich mebli i nowych zapachów. Przygotowaliśmy dla niego pyszne smakołyki. Podążając za ich zapachem, nasz szczeniak przypadkiem natknął się na krzesło, ale, zaciekawiony jedzeniem, nie zwrócił na nie uwagi. Wszystko, łącznie z nami, było dla niego przygodą w tym nowym świecie.

Z wielkim zainteresowaniem rozejrzał się po kuchni. Ta część domu nie była duża ani jasna – nie było w niej zbyt wiele mebli: tylko kilka szafek kuchennych, mały piecyk i stół z krzesłami. Była też szara kanapa, na której lubiliśmy przesiadywać, popijając herbatę. Daliśmy naszemu pieskowi specjalnie kupioną dla niego miseczkę. Powiem wam, że mój mąż z góry zadbał o wszystko – w misce było już pyszne jedzenie i ciepłe mleko. Szczeniaczek był jeszcze bardzo mały i nadal potrzebował mleka. Jadł ze smakiem, machał ogonkiem i napełniał brzuszek. Wkrótce talerze były puste, a nasz mały gość wyglądał jak duża, okrągła kula. Był tak pełny, że nie mógł się nawet ruszyć, więc położył się tuż obok swojego talerza. Bardzo nas to rozbawiło.

Długo zastanawialiśmy się, jakie imię dać tak wspaniałemu szczeniakowi. Wtedy przyszło mi do głowy imię „Richard” – imię samo znalazło swojego właściciela. Dawno temu w jednym z filmów widziałam pięknego, dużego labradora o imieniu Richard. Przyznam szczerze, że nasza biała kulka była do niego bardzo podobna. W ten sposób mały gość otrzymał swoje imię.

Zaczęliśmy go nazywać „Richard”. Szczeniak radośnie merdał ogonem i rozglądał się dookoła. Po krótkim odpoczynku po obfitym obiedzie nasz Richard zajął się badaniem sypialni. Stało tam niskie łóżko, szafa i biurko, a podłogę pokrywał długi, szary dywan. Richard pociągnął nosem i rozejrzał się uważnie. Zauważył małą poduszkę leżącą w pobliżu łóżka, ale jego reakcja była zaskakująca – wydawał się jej nie lubić i zaczepnie chodził wokół niej, dumnie unosząc głowę.

W milczeniu obserwowaliśmy, jak nasz młody Richard poznawał świat. Nagle piesek zniknął z pola widzenia i zamilkł. Nie od razu zdaliśmy sobie sprawę, że schował się przed nami, żeby pójść do toalety.

Zaczęliśmy go szukać po domu. Nagle Richard wyszedł z kuchni z wysoko uniesioną głową, zostawiając za sobą niewielkie, mokre ślady łapek. Spojrzeliśmy na niego zdziwieni, nie rozumiejąc, skąd wzięła się woda. Szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się, że zrobił małą kałużę w kącie kuchni, po czym powrócił do przerwanej czynności.

Po wejściu do kuchni znalazłam tę kałużę, ale nie było tak źle, bo w naszej kuchni na podłodze było linoleum, więc sprzątanie nie zajęło mi dużo czasu ani wysiłku. Szczeniaczek był przecież bardzo mały i nie rozumiał jeszcze, że kuchnia to nie toaleta. W swoim starym domu mógł robić, co chciał, ale teraz musiał się nauczyć chodzić do toalety w wyznaczonym miejscu. Przecież w naszym domu nie było kojca dla psów, jak w jego poprzednim domu.

Przyniosłam małą pieluchę dla psa i rozłożyłam ją w miejscu, w którym zrobił kałużę. Richard ochoczo podszedł, powąchał pieluchę i odszedł. Było nam miło, że tak dobrze czuł się w naszym domu. Daliśmy mu pełną swobodę w poznawaniu nowego miejsca.

Po pewnym czasie Richard, zmęczony nowymi przygodami, postanowił zrobić sobie przerwę. Położył się obok sofy na chłodnym linoleum, szeroko rozkładając łapy, jakby mu przeszkadzały. Oglądanie tego małego źródła szczęścia było niesamowicie zabawne. Już wtedy było jasne, że Richard ma złożony i zadziorny charakter. Nie poznaliśmy go jeszcze dobrze, bo był to dla niego ogromny stres. Na pierwszy rzut oka widać było, że lubił jeść i spać, i wcale nie tęsknił za braćmi ani siostrami. Być może wrażenia z pierwszego dnia były zbyt duże – nowe miejsce, mnóstwo zapachów i my – zupełnie obcy ludzie.

– Słodkich snów, Richard – powiedziałam jak do dziecka i położyłam mu na plecach czerwoną czapkę, żeby było mu ciepło. Szczeniak dalej chrapał. Miałam tylko nadzieję, że spodobało mu się u nas. Bardzo kocham zwierzęta, więc od razu zakochałam się w jego figlarnym usposobieniu i uroczym zachowaniu.ROZDZIAŁ 2: ZNISZCZENIA W KUCHNI

chapter-seperator

Zasnęłam szczęśliwa w moim ciepłym łóżku. To był dzień, który przyniósł mi wiele radości. W środku nocy jednak obudził mnie nieznośny hałas. W kuchni kotłowało się, jak gdyby wpadło tam kilku rabusiów i szukało w pośpiechu czegoś wartościowego. Boję się ciemności, więc to było przerażające usłyszeć w środku nocy tyle hałasu. Serce podeszło mi ze strachu do gardła, a ciało pokryła gęsia skórka. Spanie w kuchni stało się małym cudem – teraz moje myśli były jeszcze bardziej przerażające.

– Obudź się, kochanie. Coś się dzieje w kuchni. Boję się – zaczęłam budzić męża. Jak zwykle bardzo trudno było go dobudzić. Hałas zaczął się nasilać, więc lekko zaczęłam ciągnąć męża za rękę.

– Co się stało? – powiedział sennym głosem mąż, wstając z łóżka.

– W kuchni coś brzęczy. Boję się o Richarda.

– Zaraz się tym zajmę – odpowiedział mąż szorstkim głosem, zakładając kapcie.

Chowając się za jego silnymi plecami, szłam krok za krokiem do kuchni. Im bardziej zbliżaliśmy się do drzwi, tym szybciej biło mi serce.

Kiedy otworzyliśmy drzwi do kuchni, byliśmy przerażeni. Wszystko leżało do góry nogami, talerze i garnki były porozrzucane po całym pomieszczeniu. Nigdzie nie było widać Richarda.

– Gdzie jest Richard? – próbowałam go wypatrzeć w tym bałaganie. Wtedy mój mąż zapalił światło.

– Gdzie jesteś, Richardzie? – zaczęliśmy nawoływać naszego pieska, zbierając z podłogi naczynia i garnki. Gdy podnieśliśmy największy garnek, znaleźliśmy pod nim naszego Richarda. Był bardzo zadowolony, że nas widzi. Zaczął merdać ogonem i skakać w miejscu.

– Tutaj jesteś, łobuziaku – powiedział mąż, grożąc psu palcem, po czym wziął Richarda w ramiona i czule go pogłaskał.

– Jak udało ci się tak nabałaganić? – byłam zaskoczona bałaganem, jaki zrobił taki mały szczeniak.

Nie było w tym żadnej tajemnicy. Wszystko stało się jasne, gdy spojrzałam na niedomknięte szafki w kuchni. Mały, ciekawski szczeniak wspiął się na szafkę kuchenną i wszystko powyciągał.

– Pewnie jesteś głodny, więc szkoda, że koniec – powiedział mąż, głaszcząc Richarda. Opuścił szczeniaka na podłogę. Richard, jakby rozumiejąc każde słowo, podszedł do talerza, wziął go w pysk i czekał na karmę. Przyznam, że wyglądało to zabawnie.

– Zobacz, jaki jest słodki – powiedziałam, uśmiechając się z głębi serca.

Mąż nic nie powiedział, tylko wziął talerz z pyska Richarda i delikatnie pogładził jego bezczelną mordkę. Podgrzaliśmy dla niego mleko w kuchence mikrofalowej i wlaliśmy je do jego miski.

Wypił je bardzo szybko, tak że aż podniósł tylne łapy. Wyglądał osobliwie i bardzo uroczo. My w tym czasie zrobiliśmy porządek w kuchni.

– W każdym razie jest niesamowity – powiedziałam, obserwując zaokrąglonego Richarda.

– Tak, mały cud – powiedział mąż, ziewając.

– Idź do łóżka – zamknęłam dokładnie szafki w kuchni. Teraz nie powinno dojść do nocnych przygód. Richard położył się spać tuż obok swojego talerza, rozkosznie wyciągając łapki.

ROZDZIAŁ 3: RICHARD U WETERYNARZA

chapter-seperator

Po nocy pełnej niespodzianek wstaliśmy wcześnie rano, aby po raz pierwszy zabrać Richarda do weterynarza. To był wielki dzień w naszym życiu. Musieliśmy założyć mu dokumenty, a także sprawdzić jego stan zdrowia, ponieważ się martwiliśmy. Richard jeszcze spał i w ogóle nie chciał nigdzie iść, ale zapach pysznego jedzenia i ciepłego mleka bardzo szybko obudził nasze maleństwo. Jak można się domyślić, bardzo lubił jeść. W końcu nie był zaskakująco mały. Wydawało się, że może jeść bez końca. Jedyne, co go ograniczało, to mały brzuszek, który nie mieścił wszystkiego. Podobało nam się obserwowanie, jak je, machając ogonem.

Po tym, jak nasz mały szczeniak zamienił się w okrągłego, puchata, daliśmy mu trochę czasu podczas przygotowań, żeby mógł iść do toalety, aby po drodze uniknąć problemów.

Niczego nie wymyśliliśmy, po prostu zabraliśmy go z powrotem w kapeluszu. Teraz z trudem mógł się tam zmieścić, ponieważ rósł skokowo.

Wydało mu się, że lubi podróżować w czerwonej czapce, nawet jeśli teraz pasuje tylko na jego tors. Po obfitym śniadaniu nasz Richard spokojnie zasnął, gdy jechaliśmy samochodem do weterynarza. To było wystarczająco miłe. Wydawało się, że na świecie nie ma nic piękniejszego niż śpiący szczeniak.

Pomieszczenia kliniki weterynaryjnej były przyjemne. Na ścianach wisiały zdjęcia różnych szczęśliwych zwierząt. Powitała nas sympatyczna kobieta. Jak się później okazało, była lekarzem weterynarii. Ucieszyła się też na widok słodkiego szczeniaka, który spał w ramionach mojego męża.

– Dzień dobry, dotarliśmy. Chcemy zdobyć dokumenty i dowiedzieć się o szczepieniach dla naszego dziecka – powiedziałam, z ciekawością oglądając różne obrazki ze zwierzętami.

– Tak, oczywiście. Zajmie to kilka minut. Jak nazywa się ten uroczy pacjent? – lekarka wyglądała na całkiem sympatyczną. Tylko z jakiegoś powodu Richard jej nie polubił, był bardzo zdenerwowany i nie chciał, żeby go dotykała. Wszystko zmieniło się, gdy dobry lekarz przyniósł smakołyk. Nie, nie myśl, że Richard jest gotowy zrobić wszystko dla jedzenia, po prostu polubił dziewczynę.

– Mam na imię Wiktoria. Będę twoim lekarzem – powiedziała słodka pani doktor, dając Richardowi smakołyk. Teraz nasz szczeniak nie był już tak przestraszony, machał figlarnie ogonem i jadł.

Oczywiście Richard nie odpowiedział lekarzowi, ale było jasne, że teraz bardziej jej ufa. Lekarka zbadała Richarda i stwierdziła, że jest całkowicie zdrowy. W tym czasie mąż wypełnił niezbędne dokumenty. Kochałam mojego szczeniaka. Próbował zejść z żelaznej kanapy, na której mąż położył go do badania. Szczeniak szedł wzdłuż krawędzi i szukał wygodniejszego miejsca do zeskoczenia. Kanapa była zbyt wysoka i nie odważył się skoczyć. Nie odważyłam się go pogłaskać ani wziąć na ręce. Szczerze mówiąc, nadal jestem tchórzem.

– Za kilka tygodni będziemy musieli przywieźć Richarda na szczepienia, powinien już dobrze jeść i nabierać sił. Pani doktor dała nam termin wizyty, patrzy na to i robi szczepionkę – powiedział mąż i wziął Richarda z powrotem na ręce. Bardzo chciałam zrobić to samo, ale się nie odważyłam. Kocham zwierzęta, bardzo szybko się do nich przywiązuję, a potem jest mi ciężko, kiedy odchodzą.

– Richard wydaje się lubić panią doktor – powiedziałam do męża, kiedy wracaliśmy do domu. Wierzcie lub nie, ale Richard za niego spał, pewnie takie długie podróże były dla niego męczące. W rzeczywistości często to robił: jadł, trochę spał, pobłażał sobie, jadł i znowu spał. Wyglądał dokładnie jak dziecko.ROZDZIAŁ 4: RICHARD I KOTLETY

chapter-seperator

Powiem ci, że Richard nadal jest bardzo ciekawskim psem. To był jeden z tych dni, kiedy mój ukochany mąż gotował obiad. Nikt na całym świecie nie ugotuje mięsa lepiej niż on.

Zwykle, gdy mój mąż przyrządza mięso, ja robię sałatkę i dodatek. Tego wieczoru mój mąż smażył kotlety wieprzowe. Richard na początku gotowania w ogóle nie zwracał na nas uwagi – był zajęty odrywaniem kawałka sofy. Warczał i tupał łapami.

Tak by to trwało, gdyby nie smakowity zapach kotletów smażonych na gorącej patelni.

Richard zostawił kanapę w spokoju i zaczął skakać wokół nóg mojego męża, błagając o kawałek pyszności. Mąż spojrzał na Richarda i powiedział z uśmiechem:

– Nie możesz tego jeść. Jesteś jeszcze bardzo mały. Będzie cię bolał brzuch. – Richard nawet nie chciał słuchać, co mówi do niego mąż – dalej skakał i merdał ogonem.

– Zobacz, jak chce spróbować kotleta – powiedziałam i przykucnęłam obok Richarda. Szczeniak, szczęśliwy, podszedł do mnie po raz pierwszy. Chociaż dążył tylko do zdobycia smacznego poczęstunku, i tak byłam zadowolona.

– Nie może jeść smażonego jedzenia – mąż był oburzony i dalej gotował.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij