Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Przyjaciel Nocy - Cień Na Trakcie - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
30 września 2026
45,00 zł
4500 pkt
punktów Virtualo

Przyjaciel Nocy - Cień Na Trakcie - ebook

W Krainie Pięciu Królestw nic nie jest oczywiste ani czarno-białe. Tu uciekający przed Pogonią często staje się łowcą. Przyjaciel Nocy – Cień Na Trakcie to epickie dark fantasy o Przyjacielu Nocy – legendarnym zabójcy smoków przemierzającym Krainę Pięciu Królestw, by wypełnić daną przysięgę, mimo niemal beznadziejnych szans na jej spełnienie. Wciąż wikła się w nie swoje sprawy, nie potrafiąc przejść obojętnie obok ludzkiego cierpienia – nie dbając o cenę, jaką przyjdzie mu za to zapłacić

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788368860078
Rozmiar pliku: 1,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział 1

Wnętrze gospody było gorące i duszne. Woń piwa i pieczonego mięsa wypełniały ją, walcząc ze smrodem potu. Główna izba karczmy była pełna, przy każdym ze stołów siedziało mnóstwo pochylonych nad miskami i kuflami ludzi. Tylko jeden ze stołów, ten najbardziej w cieniu, był niemal pusty. Siedział przy nim tylko jeden człowiek. Był to wysoki, szczupły, ubrany od stóp do głów na czarno mężczyzna. Inni goście zerkali na niego niepewnie z ukosa, ale nikt nie odważył się podejść, dosiąść się czy zagadać. Twarz mężczyzny pokrywały straszliwe, budzące grozę blizny, jego wąskie oczy były czarne jak dwie bezkresne otchłanie. Samotnie siedzący przy stole właśnie kończył jeść potrawkę z glinianej miski, gdy drzwi gospody otworzyły się. Do jej wnętrza weszła drobna, niewysoka, zakapturzona postać. Nowy gość, nie ściągając kaptura, rozejrzał się po wnętrzu gospody, uważnie taksując rozgadany i roześmiany tłum. Gdy jego wzrok padł na siedzącego samotnie w kącie mężczyznę, ruszył szybko w tamtą stronę, zwinnie lawirując między stołami.

Widząc to, Przyjaciel Nocy zastygł i spiął się cały. Jego ręka błyskawicznie pomknęła ku rękojeści jednego z dwóch długich, przypiętych do pasa sztyletów. Oparł na niej palce i zastygł w gotowości. Gdy postać zbliżyła się już na tyle, że stanęła po drugiej stronie stołu, Przyjaciel Nocy rozluźnił się. Spod kaptura spojrzały na niego wielkie migdałowe oczy. Uśmiechnął się i zdjął palce z rękojeści sztyletu.

Kobieta położyła płasko dłonie na blacie stołu i przechyliła się nad nim, ku niemu. Spojrzała na niego surowo z góry i wycedziła przez zaciśnięte zęby.

— Gdzie on jest?

Przyjaciel Nocy ze zdumieniem uniósł brwi.

— Kto? — spytał zdziwiony.

— Gdzie jest ten sukinsyn, gdzie go ukrywasz? — warknęła rozwścieczona Lulu, sięgając nad stołem i łapiąc Przyjaciela Nocy za poły płaszcza.

— Ale kto, Luby?

— Nie igraj ze mną — warknęła ostrzegawczo. — Mów natychmiast, gdzie on jest!

Przyjaciel Nocy spojrzał głęboko w oczy kobiecie. Delikatnym gestem położył dłonie na jej nadgarstkach.

— Nie mam pojęcia. Nie widziałem go… — zastanowił się chwilę. — Od końca jesieni — powiedział poważnie.

Usta Lulu wygięły się w podkówkę, w jej oczach stanęły łzy, puściła poły jego płaszcza i ciężko usiadła na ławie naprzeciwko niego, po czym schowała twarz w dłoniach. Przyjaciel Nocy przyglądał się jej badawczo. Po chwili dziewczyna westchnęła rozdzierająco i zrzuciła z głowy kaptur, po czym spojrzała mu w oczy.

— To gdzie on jest? Gdzie on może być? — spytała bezradnie.

Przyjaciel Nocy przyglądał się jej przez chwilę z namysłem.

— Nie mam pojęcia. Opowiedz mi, o co chodzi?

Dziewczyna westchnęła ciężko i sięgnęła nad stołem po kufel Przyjaciela Nocy. Przyciągnęła go do siebie i napiła się spory łyk, skrzywiła się i zajrzała do jego wnętrza nieufnie.

— Mówisz, że widziałeś go ostatni raz końcem jesieni? — spytała, przyglądając mu się.

Przyjaciel Nocy w odpowiedzi pokiwał głową.

— Jak wiesz, objechaliśmy razem całe Szare Kresy, a potem pojechaliśmy do centralnej części Jezierzewa, Północnej Marchii i do Księstwa Walberta. Później Luby wrócił do ciebie, a ja ruszyłem dalej. Sam objechałem Księstwo Dolin i teraz zmierzam do Piątku.

Dziewczyna zmarszczyła brwi i znów pociągnęła długi łyk z kufla, znów się skrzywiła i powąchała jego zawartość.

— Jak sam wiesz, po historii z kosiarzami Świętopełk się obsrał z wdzięczności i nadał Lubemu ziemię. Luby jednak zamiast ziemi wybrał wolność. Najpierw pojechał z tobą, a potem jak wrócił, to poprosił, bym z nim uciekła, opuściła Ismenę i została jego żoną. Zgodziłam się i wyruszyliśmy do takiej małej osady. Nazywa się Wilków i znajduje się na Smoczych Kresach.

Przyjaciel Nocy pokiwał głową. Znał tę osadę, pamiętał, że kiedyś w niej był.

— Postanowiliśmy, że tam osiądziemy. Końcem maja ma się odbyć nasza swadźba, ale ten dureń, ten łajdak, mnie porzucił.

Przyjaciel Nocy stanowczo pokręcił głową.

— To niemożliwe.

Przez twarz dziewczyny przemknął grymas bólu. Znów napiła się z kufla i podjęła.

— Pojechał do brata, zaprosić go na naszą swadźbę i nie wrócił. Czekałam na niego, ale w końcu zaczęłam się martwić, więc sama tam pojechałam i okazało się, że on wcale tam nie dotarł. Pomyślałam sobie, że ten łajdak wystraszył się i uciekł, więc zaczęłam go szukać — westchnęła ciężko i rozejrzała się wokół. — No i jestem tutaj. Bo oczywistym dla mnie jest, że jeżeli miał gdzieś uciec, to z tobą.

Przyjaciel Nocy przekrzywił lekko głowę.

— A jakim cudem mnie znalazłaś?

Przez twarz dziewczyny przemknął cień uśmiechu. Spojrzała na niego i spytała.

— A jak myślisz?

— Ismena? — spytał Przyjaciel Nocy z niedowierzaniem.

Lulu wzruszyła niedbale ramionami.

— Nie lekceważ tej kobiety, jest potężniejsza niż niejeden władca.

— To czemu zatem Ismena nie wie, gdzie jest Luby?

Lulu zacisnęła wargi.

— A jak myślisz, dlaczego Ismena wie, gdzie ty jesteś?

— Dlaczego?

— Bo ją to obchodzi.

Przyjaciel Nocy nerwowo przełknął ślinę na myśl o rozwścieczonej Ismenie. Lulu wyciągnęła nad stołem rękę i położyła dłoń na jego dłoni.

— Pomóż mi go znaleźć — powiedziała błagalnie.

Przyjaciel Nocy przez chwilę patrzył jej w oczy, w końcu skinął głową. Na twarzy dziewczyny wymalowała się ulga. Cofnęła rękę i kolejny raz napiła się z kufla, po czym skrzywiła się.

— Co to jest? — spytała z niesmakiem.

Przyjaciel Nocy uśmiechnął się lekko.

— Melisa — odpowiedział.

Lulu popatrzyła na niego z politowaniem i pokręciła głową, po czym podniosła się z ławy. Przyjaciel Nocy poszedł w jej ślady i oboje wyszli z gospody.

Stanęli przed nią w chłodnym, porywistym wietrze. Przyjaciel Nocy dostrzegł pięknego białego wierzchowca uwiązanego tuż obok jego Żmija.

— Przyjechałaś tu z Zawiści?

— Yhym — mruknęła Lulu, podchodząc do białego konia.

— Nie powinnaś podróżować sama, to niebezpieczne.

Lulu obejrzała się przez ramię i parsknęła śmiechem.

— Luby jest dość mocno znany w okolicy. Wszyscy wiedzą, że z nim jestem. Nikt mnie nie tknie nawet palcem.

— Być może, ale jednak teraz zniknął.

— Może on tak, ale nie Ismena. A wierz mi, Ismeny ludzie boją się znacznie bardziej.

Przyjaciel Nocy pokiwał głową. Nie mógł się z tym nie zgodzić, nawet on na myśl o tej kobiecie czuł, jak żołądek wypełnia mu się lodem.

— Teraz jedziesz do Zawiści?

— Nie, wrócę do domu.

Zwinnie odbiła się od ziemi i wskoczyła na siodło, po czym nasunęła na głowę kaptur. Spojrzała na Przyjaciela Nocy z góry i powiedziała stłumionym głosem.

— Przyprowadź go do mnie, Nair.

Zawróciła w miejscu konia i odjechała. Przyjaciel Nocy przez chwilę stał i patrzył za nią. Westchnął ciężko i pogładził Żmija po długiej, umięśnionej szyi. Oparł o nią czoło i mruknął do siebie.

— Ech, Luby, Luby, coś ty znowu nawyrabiał?

Przyjaciel Nocy jechał pustym traktem, zastanawiając się, gdzie się udać najpierw. W ciągu niemal roku wspólnych podróży miał okazję naprawdę dobrze poznać Lubego. Był pewien, że przyjaciel nie porzuciłby Lulu. Przynajmniej miał taką nadzieję. Obawiał się jednak, że niespokojna, awanturnicza część duszy Lubego toczy ciężki bój z jego miłością i oddaniem względem ukochanej; martwił się, że owocem tej walki niestety mogła być próba zniknięcia. Lulu jednak miała rację: jeżeli Luby miałby uciec, to najpewniej udałby się właśnie do niego, choć może, wiedząc, że czujny wzrok Ismeny śledzi każdy krok Przyjaciela Nocy, nie odważył się z nim skontaktować. _Gdzie jesteś, przyjacielu, gdzie jesteś?_ myślał w kółko Przyjaciel Nocy.

Postanowił więc zacząć od pojechania do starszego brata Lubego, który mieszkał w maleńkiej osadzie Złocinka, jak to kiedyś Luby określił, na skraju niczego. Wioska ta znajdowała się w Księstwie Dolin. Wbrew nazwie księstwo to było dość płaskie i bardzo rozległe. Były tu bezkresne, ciągnące się w nieskończoność pola i ogromne pastwiska, na których hodowano bydło i konie, gdyż księstwo to właśnie z hodowli koni słynęło. Przyjaciel Nocy niedawno opuścił jego granice z zamiarem udania się do królestwa Piątku. Teraz z rezygnacją ruszył po swoich własnych śladach.

Podróż do Złocinki zajęła mu kilka dni. Przez większość czasu padał drobny deszczyk i wiał silny, przenikający do szpiku kości wiatr. Gdy wreszcie dotarł na miejsce, pogoda nieco się poprawiła. Wiedział, że gospodarstwo brata Lubego znajduje się gdzieś na uboczu. Był już wcześniej w tej osadzie, jednak wtedy nie odwiedził brata przyjaciela. Wjechał do osady i, nie chcąc marnować czasu, postanowił spytać o drogę. Ludzie przyglądali mu się nieufnie, jednak w końcu ktoś niechętnie i z wyraźnym ociąganiem wskazał mu, gdzie ma jechać.

Przyjaciel Nocy dotarł wreszcie do sporego i wyglądającego na zadbane gospodarstwa. Za domem i budynkami gospodarczymi rozciągały się szerokie połacie pól i pastwisk, na których pasły się konie. Wśród budynków gospodarczych zobaczył spichlerz, stajnie, mały chlewik, kurnik i jakieś szopy. Po podwórzu chodziły kury, czujnie pilnowane przez dorodnego koguta. Wśród ptactwa biegało kilka małych brzdąców obojga płci. Najstarsze z malców, jasnowłosa i niebieskooka dziewczynka, na widok Przyjaciela Nocy zamarła, po czym odwróciła się na pięcie i pomknęła do domu. Przyjaciel Nocy zeskoczył ze Żmija i ruszył w stronę bramy, prowadząc go za uzdę.

Zobaczył, jak z domu wychodzi jakaś kobieta i szybkim krokiem przecina dziedziniec, po czym znika między budynkami gospodarczymi. Gdy Przyjaciel Nocy w końcu dotarł do otwartego skrzydła bramy, zza szopy wyszedł wysoki, szczupły mężczyzna. Przyjaciel Nocy od razu rozpoznał w nim brata swojego przyjaciela. Włosy mężczyzny były równie jasne jak włosy Lubego, a oczy równie niebieskie. Jego twarz była ogorzała od słońca, ubrany był w prosty roboczy strój. Mężczyzna dostrzegł spokojnie stojącego tuż za bramą Przyjaciela Nocy i ruszył ku niemu energicznie. Dotarł szybko do otwartego skrzydła bramy. Mężczyzna zmierzył Przyjaciela Nocy nieufnym spojrzeniem.

— Witaj, panie, zgubiliście drogę? — zapytał mężczyzna oschle.

Przyjaciel Nocy nie silił się na uśmiech, wiedział, że on raczej nie działa na ludzi zachęcająco.

— Witaj, Sławomirze. Mówią na mnie Nair. Przybywam w poszukiwaniu twojego młodszego brata, Lubomira — powiedział bez ogródek.

Mężczyzna skrzywił się niechętnie.

— Mówiłem już przecież tej kobiecie, że nie widziałem mojego brata od lat. Kilkanaście lat temu Luby wraz z Dobrym poszli swoją drogą — powiedział oschle.

Przyjaciel Nocy zmarszczył brwi i zagryzł dolną wargę z namysłem.

— Co, ty też będziesz na mnie wrzeszczał jak ta kobieta? Naprawdę nie wiem, czemu miałbym go ukrywać — powiedział mężczyzna, zakładając ręce na piersiach niedbałym, tak dobrze znanym Przyjacielowi Nocy gestem, który wielokrotnie obserwował u Lubego.

Przyjaciel Nocy parsknął śmiechem i pokręcił głową ze współczuciem.

— Czyli Lulu się wściekła? — powiedział współczująco.

Sławomir na wspomnienie spotkania z Lulu złapał się za głowę.

— Ta kobieta to jakaś wariatka. Wrzeszczała na mnie i wyklinała, w ogóle mi nie wierzyła, że nie widziałem moich braci mnóstwo lat. Nie wiem, co ten Luby nawyprawiał, ale nie mam mu za złe, że się przed nią chowa.

Przyjaciel Nocy zaśmiał się krótko.

— Czyli rozumiem, że nie chowa się u ciebie?

— Nie, słowo daję — powiedział mężczyzna, kładąc rękę na piersi. — Wybacz, chyba nie zaczęliśmy najlepiej. Sławko jestem — powiedział i wyciągnął do Przyjaciela Nocy dłoń.

— Nair — powiedział Przyjaciel Nocy, ściskając dłoń mężczyzny.

— Z daleka jedziesz, Nair? Może wejdziesz, zjesz coś, odpoczniesz przed dalszą drogą? Opowiesz mi, co u mojego brata — powiedział Sławko serdecznie.

Przyjaciel Nocy zerknął niepewnie na strzygące uszami dzieci i stojącą w drzwiach domu zaniepokojoną kobietę. Widząc jego wahanie, Sławko uśmiechnął się.

— Nie przejmuj się. Fakt, no nie za piękny jesteś i można się ciebie wystraszyć, ale przyjaciel mojego brata jest moim przyjacielem.

Przyjaciel Nocy skinął więc głową, a Sławko poprowadził go w głąb obejścia. Razem szybko rozsiodłali Żmija i podprowadzili go do żłoba, po czym Sławko poprowadził Przyjaciela Nocy do domu.

— Poznaj: to żona moja Jagna, a to dzieci: Luba, Dobra, Borek i Witek — przedstawił rodzinę Sławko.

Dzieci wgapiały się w Przyjaciela Nocy błyszczącymi oczami. Żona Sławomira była zielonooką i kasztanowowłosą kobietą o wesołych błyskach w oczach i stanowczej linii warg. Mocno uścisnęła dłoń Przyjaciela Nocy i poprowadziła go za sobą do izby głównej. Idąc za nią, Przyjaciel Nocy pomyślał, że ewidentnie obaj bracia gustują w twardych i stanowczych kobietach. Jagna usadziła ich przy stole i postawiła przed nimi dzban piwa i miski z polewką. Wygnała dzieci z domu na podwórze, by te poszły się bawić, i usiadła wraz z nimi przy stole.

— To powiedz mi, Nair, skąd znasz mojego brata? — zagadał Sławko. — I czemu szukasz go u mnie?

Przyjaciel Nocy westchnął i wyciągnął przed siebie nogi, zdjął z dłoni swoje czarne rękawiczki i położył je obok miski.

— Poznałem Lubego, gdy służył u Świętopełka — powiedział.

Sławko ze zdumieniem uniósł brwi.

— U kogo?

— Świętopełka, władcy Szarych Kresów — wyjaśnił Przyjaciel Nocy.

Sławko gwizdnął z podziwem.

— Szare Kresy… daleko tego mojego brata wywiało. Dobry też u niego służył?

Przyjaciel Nocy pokręcił głową.

— Nie, tylko Luby. Ktoś napadł córkę Świętopełka i tak się stało, że tam wtedy pomogłem, i tak Lubego poznałem. Od tamtej pory mocno się zaprzyjaźniliśmy.

Sławko zmierzył Przyjaciela Nocy uważnym spojrzeniem i powoli pokiwał głową.

— A czemu myślałeś, że jest u mnie?

— Bo widzisz, Luby właśnie się do ciebie wybierał.

— Do mnie? — ucieszył się wyraźnie Sławko.

— Taaa, dokładnie. Ta miła dama, którą miałeś przyjemność jakiś czas temu poznać, to narzeczona twojego brata. Luby wyruszył do ciebie, by zaprosić cię na swadźbę.

Sławko wyglądał na nieco oszołomionego.

— Ta wrzeszcząca wariatka? — wydusił w końcu.

Przyjaciel Nocy parsknął śmiechem.

— Lepiej jej tak nie nazywaj. To dość ryzykowne — powiedział.

Sławko pokiwał głową.

— No, wierzę — spojrzał na Przyjaciela Nocy i zasępił się. — Ech, dawno żem mojego brata nie widział. Nawet czasem myślałem, czy w ogóle jeszcze żyje. Czemu w takim razie nie dotarł?

Przyjaciel Nocy westchnął ciężko i sięgnął po łyżkę.

— No i to jest właśnie bardzo dobre pytanie — powiedział, zanurzając łyżkę w polewce. — Właśnie próbuję znaleźć na nie odpowiedź. Naprawdę miałem nadzieję, że Luby faktycznie do ciebie przyjechał i stchórzył przed swadźbą, więc się ukrywa. Cały czas mam jeszcze taką nadzieję.

— A może jest u Sary? — powiedziała Jagna.

Przyjaciel Nocy zastygł z łyżką w połowie drogi do ust. Spojrzał na kobietę pytająco.

— Sary?

Jagna wzruszyła ramionami.

— No, Sary. Siostry ich.

— A gdzie mogę ją znaleźć? — zapytał z nadzieją Przyjaciel Nocy.

— Ona wraz z mężem prowadzi gospodę w Mszczewie — powiedział Sławko.

Przyjaciel Nocy zamyślił się. Mszczewo znajdowało się po drodze ze Smoczych Kresów do Złocinki, więc istniała szansa, że Luby zatrzymał się u siostry.

— Ale gdyby Luby tam był, to Sara by nam powiedziała. Widzieliśmy się z nią raptem tydzień temu — powiedział Sławko.

Jagna w odpowiedzi wzruszyła ramionami.

— Niekoniecznie. Jeśli Lubomir się ukrywa, to mógłby prosić Sarę, żeby nikomu nie mówiła. Ta jego… — odchrząknęła znacząco — …narzeczona ewidentnie o tobie wiedziała, a zdaje się, że o Sarze nie. Więc jeśli chłopak ukrywa się przed nią, to mógł prosić Sarę, by ci nie mówiła.

Przyjaciel Nocy pokiwał głową z uznaniem. On sam wiedział o siostrze Lubego bardzo niewiele, przyjaciel nie wspominał o niej zbyt często.

— Dobrze, pojadę i sprawdzę to — powiedział.

Sławko jednak wydawał się nie być przekonany.

— Nie wydaje mi się, żeby Lubomir się ukrył u Sary — mruknął z namysłem. — Ale oczywiście możesz sprawdzić.

— Czemu nie? — spytał Przyjaciel Nocy.

— Jest starsza od Lubego o pięć lat. Luby i Sara nigdy nie trzymali się jakoś szczególnie blisko. Luby był nierozłączny z Dobrym i często się z Sarą kłócili. Po śmierci naszej matki Sara im mocno matkowała. A oni nie byli łatwymi smarkaczami. Sara była dla nich bardzo srogą opiekunką. Co chwila musiałem ją stopować, bo lała ich, aż równo puchli. W końcu, gdy wyjechali, Sara się strasznie wściekła. Nie była dla nich najlepszą opiekunką, ale kochała ich bardzo i złamało jej to serce.

Przyjaciel Nocy zadumał się. Po chwili wzruszył ramionami. Uznał, że choćby nie wiem, jak się starał, to nigdy nie zrozumie zawiłości więzi rodzinnych. Coś mu się widziało, że miłość i nienawiść tam bardzo blisko idą w parze. Uwikłani w te więzi ludzie robili dziwne rzeczy, często całkowicie wbrew sobie i własnym przekonaniom.

— Może, ale sprawdzić warto — powiedział w końcu.

Sławko i Jagna pokiwali głowami. Jedli przez chwilę w ciszy, a w końcu Sławko spojrzał na Przyjaciela Nocy i wyszczerzył zęby.

— Czyli mówisz, że mój mały braciszek się zakochał i będzie brał swadźbę?

Przyjaciel Nocy zaśmiał się w odpowiedzi.

— Jak go tylko znajdę i dowlokę do jego oblubienicy.

Jagna i Sławko zaśmiali się.

— Rad byłbym zawitać na swadźbie mojego młodszego brata. Liczę na to, że i Dobrego tam zastanę.

Przyjaciel Nocy przyglądał mu się przez chwilę. Zastanawiał się, czy powiedzieć mu o tragicznym losie Dobrego. Zmierzył go badawczym wzrokiem, ale uznał, że nie jest to dobry moment na takie historie. Pokiwał tylko głową i powrócił do jedzenia.

Przyjaciel Nocy spędził u brata Lubomira dobrych parę godzin. Sławko i jego żona Jagna okazali się być miłą, ciepłą i serdeczną rodziną. W końcu Przyjaciel Nocy westchnął, zerknął w niebo za oknem, podniósł się i przeciągnął.

— Dobrze, dziękuję wam za gościnę, ale na mnie już czas — powiedział.

Ku jego zdumieniu Sławko również się podniósł i energicznie pokiwał głową.

— Masz rację, czas w drogę. Pojadę z tobą kawałek w stronę Mszczewa.

Jagna uniosła na Przyjaciela Nocy zdumiony wzrok.

— Jak to? Już jedziesz? Przed tobą daleka droga. Do Mszczewa jedzie się niemal cały dzień. Nie zdążysz przed zmrokiem.

Przyjaciel Nocy uśmiechnął się lekko.

— Nie szkodzi. Nie straszny mi mrok, a im szybciej wyjadę, tym szybciej tam dotrę.

— To nie o ciemność tu chodzi, to po prostu niebezpieczne — powiedziała Jagna.

— Bez obaw, nic mi nie grozi. Z moją twarzą raczej wszyscy schodzą mi z drogi.

Jagna zmierzyła go wzrokiem i pokiwała głową.

— Taaa, jestem w stanie w to uwierzyć — mruknęła pod nosem.

Przyjaciel Nocy spojrzał na Sławko.

— Nie ma potrzeby, żebyś ze mną jechał, poradzę sobie.

Brat Lubego uśmiechnął się jednak tylko w odpowiedzi i poklepał go po plecach.

Chwilę później jechali ramię w ramię błotnistym traktem przez środek Złocinki. Sławko spojrzał na Przyjaciela Nocy przeciągle poważnym wzrokiem.

— Jak myślisz, czy Lubemu grozi jakieś niebezpieczeństwo? — zapytał poważnie.

Przyjaciel Nocy w odpowiedzi wzruszył ramionami.

— Nie wiem. Mam nadzieję, że nie — odpowiedział szczerze.

Sławko zadumał się. Po dłuższej chwili znów przerwał ciszę.

— Jeśli miałby kłopoty, to dasz radę mu pomóc?

Teraz to Przyjaciel Nocy zmierzył go uważnym spojrzeniem.

— Zrobię co w mojej mocy — odpowiedział.

Sławomir pokiwał głową.

— A czego mi nie mówisz?

Przyjaciel Nocy westchnął ciężko.

— Chodzi o Dobrego.

— Co z nim?

— Nie żyje.

Sławomir pobladł gwałtownie.

— Jak to… kiedy… jak to się stało?

Przyjaciel Nocy milczał, wpatrzony w szary krajobraz przed sobą. Myślał o tamtej nocy, gdy zginął Dobry. Nie miał zamiaru opowiadać całej tej strasznej i smutnej historii jego bratu. Sławomir w końcu, zniecierpliwiony przeciągającym się milczeniem Przyjaciela Nocy, przerwał ciszę.

— No, mówże!

— Dobromir podjął wiele złych wyborów, a każdy z nich prowadził go w dół — odpowiedział w końcu enigmatycznie Przyjaciel Nocy.

Sławko zmierzył go gniewnym spojrzeniem.

— Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?

— Są rzeczy, Sławomirze, których czasem lepiej jest nie wiedzieć — powiedział cicho Przyjaciel Nocy.

Brat Lubego milczał z zaciśniętymi wargami i zaciętym wyrazem twarzy. W końcu krótko skinął głową i z ciężkim westchnieniem wypuścił powietrze z płuc.

— Nie tobie decydować, co powinienem, a czego nie powinienem słyszeć — burknął gniewnie.

— Nie masz racji, bo ja wiem, a ty nie. Ode mnie zależy, czy ci powiem. A ja decyduję, że ci nie powiem. Ale nie dlatego, że uważam się za lepszego lub chcę pokazać ci swoją wyższość. Wybieram milczenie z szacunku dla twoich braci.

Sławomir zerkał na niego przez chwilę niepewnie. W końcu Przyjaciel Nocy podjął po chwili.

— Wydaje mi się, że Luby i Dobry bardzo się oddalili od domu, dużo bardziej, niż mógłbyś się spodziewać. Jednak zdaje mi się, że Lubomir jest już gotów wrócić. Pozwól mu na to.

Przez chwilę jechali w milczeniu, w końcu Sławomir powoli pokiwał głową.

— Dziwny jesteś, Nair. Bardzo dziwny z ciebie człowiek — powiedział. — Ale chyba właśnie dlatego wierzę, że jeżeli Lubomir ma jakieś kłopoty, to właśnie ty mu w nich pomożesz.

Minęli granice osady i jechali jakiś czas jeszcze traktem. W końcu Sławomir wstrzymał konia i pożegnał się z Przyjacielem Nocy, tak by jeszcze wrócić do domu przed zmrokiem. Przyjaciel Nocy przez chwilę jeszcze patrzył za oddalającym się bratem Lubego. W końcu westchnął i ruszył samotnie w dalszą drogę.

Mszczewo było dość sporą osadą. Prowadzona przez Sarę i jej męża gospoda nazywała się Złota Przystań. Była to duża gospoda znajdująca się niemal w samym centrum Mszczewa. Przyjaciel Nocy dotarł tam w południe następnego dnia. Teraz siedział na dachu wysokiego spichlerza i przyglądał się z góry tyłowi karczmy i przylegającym do niej budynkom gospodarczym. Z drzwi znajdujących się na tyłach gospody wyłonił się jakiś mężczyzna. Był wysoki, o kędzierzawych, ciemnych włosach, przetykanych gdzieniegdzie siwizną. Miał gęstą brodę i mocną, barczystą sylwetkę. Sięgnął po siekierę i zaczął dziarsko rąbać drewno. Przyjaciel Nocy przyglądał mu się przez chwilę. Po pewnym czasie z tylnych drzwi gospody wyłoniła się jakaś kobieta. Przyjaciel Nocy od razu rozpoznał w niej siostrę Lubego. Miała jasne, gładko spięte w ciasny warkocz włosy i szaro-niebieskie oczy. Była wysoka i szczupła, a twarz miała stanowczą i zaciętą. Kobieta rozejrzała się surowym wzrokiem po podwórzu. Jej spojrzenie padło na rąbiącego drewno mężczyznę. Ruszyła do niego energicznie, stanęła tuż przed nim i wsparła pięści na biodrach. Przyjaciel Nocy zobaczył, jak mężczyzna zaniepokojony zerknął przez ramię, wyczuwając bliskość kobiety. Stał z siekierą w dłoniach i zgarbił się lekko. Kobieta smagnęła go wściekłym wzrokiem i zaczęła na niego wrzeszczeć. Przyjaciel Nocy poczuł, jak jego wnętrzności skręcają się w rozpaczliwej próbie ucieczki przed tym wrzaskiem.

Przyjaciel Nocy ze współczuciem pomyślał o Lubym. _Czyli tak wygląda źródło twoich wszystkich problemów z kobietami_ — pomyślał ze współczuciem, odruchowo mrużąc oczy i zaciskając zęby na dźwięk głosu, bezlitośnie besztającej mężczyznę Sary. Kobieta darła się dobry kwadrans, aż całkowicie zachrypła. Mężczyzna stał ze spuszczoną głową i ściskał przed sobą siekierę. Gdy kobieta skończyła wrzeszczeć, mężczyzna odłożył siekierę i wyciągnął ręce w stronę stojącej przed nim kobiety. Ta stała przez chwilę, ciężko oddychając, aż w końcu jej twarz złagodniała. Zrobiła kilka kroków ku mężczyźnie, a ten przyciągnął ją i przytulił do siebie. Przyjaciel Nocy słyszał, jak mężczyzna coś cicho mówi do wtulonej w jego ramiona Sary. Ta w końcu cofnęła się o krok, pokiwała głową i wróciła z powrotem do gospody. Chwilę później ze sporej stodoły wyłoniło się dwóch nastoletnich chłopaków. Mieli oni jasne, niebieskoszare oczy Sary i ciemne, kędzierzawe włosy rąbiącego drewno mężczyzny. Gdy ten dostrzegł wyłaniających się ze stodoły bliźniaków, uśmiechnął się i pokręcił głową współczująco, po czym wskazał im tylne drzwi. Chłopcy oklapli, opuścili głowy i, powłócząc nogami, ze zgarbionymi plecami ruszyli jeden za drugim w stronę gospody, jak para skazańców idących na ścięcie. Z ociąganiem przeszli przez tylne drzwi, odprowadzani wzrokiem ojca. Po chwili zza niedomkniętych drzwi rozległ się znów przeraźliwy wrzask Sary. Kobieta darła się tak, że aż zęby bolały. Przyjaciel Nocy nie wiedział, co tych dwóch przeskrobało, ale nawet on im współczuł.

Pomyślał o Lubym i pokręcił głową z niedowierzaniem. Teraz pojął już wątpliwości Sławomira. Jemu również nie wydawało się być prawdopodobne, żeby Luby zechciał się schronić za spódnicą tej kobiety. Lulu przy niej sprawiała wrażenie niewinnego kociątka. Jednak jak już tu był, to uznał, że musi to sprawdzić, żeby mieć całkowitą pewność.

Pół dzwona później przeszedł przez próg gospody. Gości nie było tu wielu, kilku mężczyzn pochylało głowę nad kuflami lub miskami ze strawą. Izba była czysta i obszerna. Pachniało tu przyjemnie pieczonym mięsem. Przeszedł przez izbę, lawirując między stołami, i usiadł na wysokim stołku przy szynku. Po chwili z tylnych pomieszczeń wyłoniła się Sara, podeszła do wysokiej lady i zza niej spojrzała na Przyjaciela Nocy. Przyjaciel Nocy dostrzegł cień lęku na jej twarzy, gdy spojrzała na niego.

— Jak mogę ci pomóc, wędrowcze? Czego potrzebujesz? Jadła, napitku, a może siennika na noc? — zapytała Sara, przyglądając mu się nieufnie.

Przyjaciel Nocy poczuł, jak lekko przyspiesza mu serce z niepokoju. Nie znał tej kobiety, a i tak go przerażała.

— Witaj, Saro — powiedział, kłaniając się jej lekko. — Przybyłem, ponieważ szukam twojego brata — powiedział cicho.

Sara zmarszczyła brwi i zmierzyła go wrogim spojrzeniem.

— Czego chcesz od Sławomira? — spytała nieco napastliwym tonem.

Przyjaciel Nocy w odpowiedzi pokręcił głową.

— Nie chodzi mi o Sławomira. Szukam Lubego — powiedział wprost.

Przez twarz kobiety przemknął niekontrolowany skurcz. Wymalowała się na niej mieszanka szoku, gniewu i smutku.

— Lubego? Czemu szukasz go tutaj?

— Jakiś czas temu zniknął, a wiem, że zmierzał w tę stronę — odpowiedział wymijająco Przyjaciel Nocy.

Sara pokręciła głową.

— Nie ma go tu. Nie wiem, gdzie jest. Nie widziałam go całe lata. Jeśli chcesz znaleźć Lubego, musisz znaleźć Dobrego. Gdzie jeden, tam i zawsze jest drugi.

_Oby tym razem tak nie było_ — pomyślał Przyjaciel Nocy. Zmierzył uważnym wzrokiem Sarę, był niemal pewien, że mówi prawdę i nie wie, gdzie jest Luby. Wszystko to, co widział do tej pory, również na to wskazywało. Poza tym naprawdę szczerze wątpił, żeby Luby z własnej woli zdecydował się na przyjechanie do tej kobiety. W końcu pokiwał głową.

— Dobrze, dziękuję ci — powiedział.

Sara westchnęła i zacisnęła wargi.

— Nie widziałam moich braci całe lata — powiedziała cicho. — Jeśli uda ci się ich znaleźć, to powiedz im, że ich siostra się o nich martwi.

Przyjaciel Nocy dostrzegł smutek w jej oczach, który szybko zastąpiła hardość.

— Powiedz im, że zasługują na to, żeby dostać w skórę, za to, jak paskudnie uciekli — dodała surowo.

Przyjaciel Nocy wygiął wargi w swoim zwykłym, krzywym uśmiechu. Skłonił się lekko i powiedział:

— Gdy tylko będę miał możliwość, bezzwłocznie przekażę twoje słowa.

Odwrócił się i ruszył do wyjścia. Za plecami usłyszał jeszcze cichy głos Sary.

— Powiedz im, że ich kocham, dziwny nieznajomy.

Skinął głową i odszedł, nie zatrzymując się i nie odwracając się za siebie — wiedział, że stojąca przy szynku kobieta płacze.Rozdział 4

Pojedyncza świeca powoli dogasła w ozdobnym lichtarzu. Wąziutkie smugi dymu uniosły się w górę, tworząc malownicze spirale, tylko po to, by zaraz rozpłynąć się w mroku. Nocna cisza kołysała się łagodnie w takt wygrywanych przez świerszcze melodii, gdzieś w oddali zahukała sowa. Ciepła noc pachniała latem. Srebrzysty księżyc, otulony lekkimi obłokami, nieśmiało zaglądał przez maleńkie okienko, kładąc na drewnianej podłodze wąskie smugi światła. Pierś Ismeny unosiła się miarowo w takt spokojnego, głębokiego oddechu. Jej nagie ciało otulał jedynie cienki, miękki koc. Leżała na boku z dłonią podłożoną pod policzek, na jej wargach błąkał się delikatny uśmiech. Kaskada czarnych loków wzburzoną falą otulała jej spokojną twarz.

Przyjaciel Nocy leżał z szeroko otwartymi oczami, wsłuchując się w jej miarowy oddech. W końcu, bezszelestnie, jak najwolniej potrafił, usiadł i spojrzał badawczo na leżącą obok niego kobietę, ta jednak wciąż spokojnie spała. Spuścił nogi na podłogę i ostrożnie wstał. Sięgnął po leżące obok ubrania i bezszelestnie je włożył. Chwycił do ręki buty, pas ze sztyletami i swój podróżny worek, po czym, omijając skrzypiące deski, wyszedł z izby, zamykając za sobą drzwi.

Wnętrze stajni pogrążone było w nieprzeniknionym mroku. Gdy Przyjaciel Nocy przekroczył próg, konie zaparskały niespokojnie i nerwowo zaczęły rozgrzebywać słomę kopytami. Jedynie Żmij wystawił łeb ze swojego boksu i wyciągnął ku niemu swe czarne chrapy. Drzwi jednego z boksów otworzyły się i wyszedł z niego Rawen, szczerząc zęby na widok wchodzącego Przyjaciela Nocy. Ten jedynie krótko skinął mu głową i bez słowa zabrał się za siodłanie Żmija. Rawen właśnie wyprowadzał swojego konia z boksu, gdy za ich plecami rozległo się ciche chrząknięcie. Obaj mężczyźni struchleli przerażeni.

— Mogę wiedzieć, co ty najlepszego wyprawiasz, Nair? — rozległ się suchy, cichy głos.

Przyjaciel Nocy powoli odwrócił się i spojrzał w rozwścieczoną twarz stojącej u progu Lulu, wpatrującej się w niego zwężonymi gniewnie oczami, z pięściami podpartymi o biodra. Rawen otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak nie znajdując żadnych słów, zastygł tak, wpatrując się w mierzącą ich surowym wzrokiem kobietę. Ta smagnęła go swym migdałowym spojrzeniem i prychnęła.

— I ty razem z nim?

— My, my tylko… — wyjąkał w końcu Rawen.

— Zamknij się, Rawen, zanim stracę do ciebie całkiem szacunek — warknęła wściekle Lulu.

Przyjaciel Nocy w końcu poruszył się i odezwał.

— Skąd wiedziałaś? — zapytał w końcu.

Lulu westchnęła i pokręciła głową z politowaniem, zakładając przy tym ręce na piersi.

— Nie zapominaj, Nair, że od wielu lat jestem z Lubym. Jestem w stanie rozpoznać, gdy coś knuje. Już od wesela widziałam, jak wy troje się naradzacie i rozglądacie wokół z minami niewiniątek.

Przyjaciel Nocy poruszył się niespokojnie i zerknął w stronę domu. Widząc to, Lulu uśmiechnęła się lekko.

— Bez obaw, wątpię, żeby Ismena to zauważyła. Ona wprawdzie wgapia się w ciebie jak pająk w muchę, ale przez to traci szerszą perspektywę.

Przyjaciel Nocy zacisnął wargi w wąską linię.

— I co teraz? Wydasz mnie?

Lulu stała przez chwilę, mierząc go gniewnym wzrokiem, w końcu westchnęła i opuściła ręce wzdłuż ciała.

— Nie — powiedziała krótko.

Przyjaciel Nocy ze zdumieniem uniósł jedną brew. Rawen w milczeniu poruszył jedynie bezgłośnie ustami.

— Nie pracuję już dla Ismeny, już jej nie podlegam. Wprawdzie wciąż łączy nas wiele… — zamilkła na chwilę, zagryzając dolną wargę, po czym odchrząknęła i podjęła — zależności, ale ty jesteś dla Lubego bliższy niż brat i to ty odnalazłeś go dla mnie. — Spojrzała mu w oczy i dodała: — Teraz jesteś rodziną.

Przyjaciel Nocy poczuł, jak zaschło mu w ustach. Przyglądał się stojącej tuż przy wejściu kobiecie. Nie wiedział, co ma na to powiedzieć. Widząc jego zmieszanie, Lulu uśmiechnęła się krótko, ale natychmiast spoważniała.

— Ale muszę cię ostrzec, Ismena się wścieknie.

— Uwierz mi, zdaję sobie z tego sprawę — mruknął niechętnie Przyjaciel Nocy.

Lulu jednak pokręciła tylko głową.

— Nie, nie zdajesz sobie sprawy. Ismena się wścieknie. To ją cholernie zrani, nie wiedzieć czemu, ona świata poza tobą nie widzi. Uwierz mi, że ona nie odpuści. Nie powinieneś zostawiać jej w taki sposób.

Teraz to Przyjaciel Nocy prychnął.

— Uwierz mi, Lulu, że gdyby to było możliwe, to bym tego nie robił. Tej kobiety się nie da zostawić, od niej się nie da odejść. Sama zresztą wiesz. Sama widziałaś — powiedział z rozdrażnieniem.

Lulu wzruszyła tylko ramionami i niechętnie wydęła wargi.

— Widziałam — mruknęła po chwili. — Pamiętaj, że ja również od niej odeszłam — zawahała się i spojrzała mu w oczy — ale mnie można było zastąpić.

Przyjaciel Nocy wykrzywił twarz w paskudnym grymasie.

— Lulu, ja nie mogę z nią być, zresztą z nią się nie da być. Można ewentualnie do niej należeć.

Lulu westchnęła tylko i machnęła ręką.

— Dobra, rób jak chcesz, ostatecznie to ty będziesz musiał za to zapłacić. Jaki masz plan?

Rawen, który do tej pory w milczeniu opierał się o ścianę i przysłuchiwał się całej tej rozmowie, teraz wyprostował się i powiedział:

— Jedziemy do Przymorza.

Lulu spojrzała na niego z nieskrywaną pogardą.

— No co ty nie powiesz? Widzę cię, Rawen, i biorąc pod uwagę twoją tutaj obecność, domyśliłam się tego. Pytam o to, jaki macie plan, żeby się tam dostać?

Rawen żachnął się, zaszokowany.

— Pojedziemy co koń wyskok do Czarnoziemu i tam w Kowalewie jest rzeczny port, gdzie wsiądziemy na barkę…

— Co za kretyński pomysł — przerwała mu Lulu. — Niech zgadnę, ty go wymyśliłeś? — spytała, mierząc Rawena surowym spojrzeniem.

Rawen zaczerwienił się lekko i już otworzył usta, by zaprotestować, jednak zamknął je, widząc ostrzegawcze spojrzenie Przyjaciela Nocy.

— Dlaczego uważasz, że ten plan nie jest dobry? — spytał cicho Przyjaciel Nocy.

— Bo do Kowalewa będziecie jechać co najmniej pięć dni, i to jeśli się bardzo pośpieszycie. Do tego czasu rozwścieczona Ismena cię dopadnie.

Po jej słowach w stajni zapanowała grobowa wręcz cisza.

— Jakim niby sposobem ta kobieta miałaby go odnaleźć, jeżeli nas nie wydasz? — przerwał w końcu milczenie Rawen.

Lulu i Przyjaciel Nocy spojrzeli na niego w milczeniu. Widząc ich wzrok, Rawen zmieszał się lekko.

— Przecież to zwykła kobieta, ona nie jest jakąś wielką monarchinią, a nawet gdyby była, to żaden monarcha nie byłby w stanie go wytropić tak szybko.

Lulu z politowaniem pokręciła głową.

— Ale ty, Rawen, głupi jesteś — mruknęła pod nosem. Wzniosła wzrok na Przyjaciela Nocy i dodała: — Jesteś pewien, że chcesz jechać właśnie z nim?

Kąciki warg Przyjaciela Nocy drgnęły lekko na widok pełnej oburzenia miny Rawena.

— Co w takim razie proponujesz? — spytał szybko, zanim oburzony Rawen wdałby się z nią w dyskusję.

— Gdy Ismena się obudzi, to dostanie szału. Jak tylko zorientuje się, że znów zniknąłeś, poruszy niebo i ziemię, żeby cię odnaleźć. Myślę, że najpóźniej do południa musisz opuścić granicę Jezierzewa.

Przyjaciel Nocy parsknął śmiechem.

— Przecież to jest niemożliwe, najbliższy most graniczny znajduje się co najmniej dwadzieścia dzwonów szybkiej jazdy stąd. I to jazdy non stop. Żaden koń by temu nie podołał, nawet Żmij.

Lulu uśmiechnęła się drwiąco.

— Najbliższy most, ale nie granica — powiedziała.

— Mam się przeprawiać przez Szarą Rzekę na dziko? — spytał Przyjaciel Nocy z niedowierzaniem i cieniem rezygnacji w głosie.

— A widzisz lepsze rozwiązanie? — spytała Lulu, zakładając ręce na piersiach i mierząc go zaczepnym spojrzeniem.

Przyjaciel Nocy milczał.

— Tak myślałam — powiedziała Lulu po chwili.

— Nie dam rady się przeprawić przez rzekę z koniem, poza tym co ze strażą, przecież granice są pilnowane. Nie można ich tak po prostu przekroczyć.

— Oczywiście, że można, ty mój biedny, głupi Nairze. Tylko trzeba wiedzieć, gdzie. Poza tym kto powiedział, że będziesz się przeprawiał z koniem.

— Chcesz, żebym poszedł do granicy pieszo? I jeszcze w dodatku zdążył przed południem? — spytał Przyjaciel Nocy z rozbawieniem.

W tym momencie wtrącił się Rawen.

— Czyli mamy przeprawić się przez granicę na dziko? — spytał z niedowierzaniem.

Lulu spojrzała na niego.

— Ty nie. Ty będziesz miał zupełnie inne zadanie.

— Jakie?

— Będziesz musiał kupić od nas Żmija.

— Co?

— No przecież będzie trzeba jakoś Nairowi dostarczyć jego konia. Żmij nie da rady się przeprawić przez rzekę razem z nim, no przynajmniej nie tam, gdzie będzie musiał…

— Co? — spytał z niepokojem Przyjaciel Nocy.

— Zaraz — Lulu machnęła na niego ręką uciszająco, nie spuszczając wzroku z Rawena. — Tutaj o poranku rozpęta się prawdziwe pandemonium. A ty, mój drogi Rawenie, jako nieczuły i chciwy sukinsyn, którym zresztą jesteś — dodała nieco ciszej — będziesz musiał, korzystając z okazji, wykupić od nas konia Naira, a następnie pojedziesz razem z nim do Sarnówka, gdzie przekroczysz granicę, i w mieście po drugiej stronie będziesz musiał poczekać, aż dołączy do ciebie Nair.

— Dobra, to tam jak Nair do mnie dołączy, to wsiądziemy na barkę — powiedział Rawen.

— Pod żadnym pozorem nie możecie wsiadać na barkę — warknęła Lulu. — Ty jednak, Rawen, faktycznie głupi jesteś. Przecież jeżeli Nair wejdzie na barkę, to przy pierwszym lepszym porcie go z niej wywleką ludzie Ismeny.

Po jej słowach Rawen się cały najeżył.

— Czyli chcesz, żebyśmy konno jechali przez całe Jezierzewo? — spytał z oburzeniem.

— Zaraz, zaraz — wtrącił się Przyjaciel Nocy — zaczekajcie, wróćmy do tego, że najpierw muszę się w ogóle do ciebie dostać.

Lulu przez chwilę jeszcze mierzyła Rawena niechętnym wzrokiem, w końcu odwróciła się do Przyjaciela Nocy i westchnęła.

— Dawaj mi tę twoją durną mapę, to ci pokażę, którędy masz przekroczyć granicę — burknęła, zbliżając się do niego.

Przyjaciel Nocy bez słowa zrzucił z pleców swój podróżny worek i wygrzebał z niego swoją mapę. Rozwinął ją szybko na ziemi i ukucnął przy niej. Lulu kucnęła po jej drugiej stronie i wpatrzyła się w nią, marszcząc brwi.

— Na wszystkich bogów, co to za gówno jest? Jeszcze ci to Luby całe zabazgrał swoimi gryzmołami — zamruczała pod nosem.

W końcu wskazała palcem jakiś punkt.

— My jesteśmy tutaj, o, widzisz? Musisz dostać się tu.

Zerkający im nad głowami Rawen z głośnym świstem wciągnął powietrze.

— Oszalałaś — powiedział.

Lulu uniosła twarz i spiorunowała go spojrzeniem. Rawen uniósł ręce w przepraszającym geście i cofnął się o krok.

— No przecież to jest Smocza Gardziel — powiedział szybko. — Tamtędy się nie przejdzie, nie ma takiej możliwości, to samobójstwo.

Lulu uśmiechnęła się złośliwie i spojrzała na wpatrzonego w mapę Przyjaciela Nocy.

— Tak samo jak porzucenie Ismeny. Brat mojego męża nie pierwszy raz już igra ze śmiercią.

— Czyli chcesz, żebym dotarł do rzeki w tym miejscu do południa? — powiedział Przyjaciel Nocy powątpiewającym tonem.

Lulu westchnęła i również nachyliła się nad mapą.

— Nie, to by było niemożliwe, ale gdy dotrzesz już do linii lasów, to powinieneś być już względnie bezpieczny.

Rawen nie wytrzymał i prychnął. Lulu i Przyjaciel Nocy unieśli na niego wzrok.

— Chcesz coś powiedzieć, Rawen? — spytała oschle Lulu.

— Tamtędy biegną szlaki przemytników. Nie będzie bezpieczny, tylko się wpakuje w straszliwe gówno. Poza tym te lasy roją się od najrozmaitszych potworów i nie wspomnę o przygranicznej straży — powiedział.

Lulu wydęła pogardliwie wargi.

— Gówno wiesz. Tutaj jest zbyt niebezpiecznie, straż tu niemal nie patroluje, a żaden przemytnik nie jest tak głupi, żeby tamtędy iść.

Przyjaciel Nocy uniósł na nią wzrok znad mapy i spojrzał na nią z dziwnym wyrazem twarzy.

— I ja mam tamtędy iść?

Lulu spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się krzywo.

— Ty, mój drogi, nie masz wyjścia. No chyba, że wolisz zostać z Ismeną?

Przyjaciel Nocy skrzywił się lekko i znów opuścił wzrok na mapę.

— Dobra, pokaż mi w takim razie, którędy mam iść — mruknął.

— Tak właśnie myślałam. Widzisz ten trakt?

— Yhym.

— No, to nim ci iść nie wolno. Musisz ominąć tę i tę i tę osadę. A najlepiej, jakbyś omijał wszystkie. Jak niepostrzeżenie uda ci się dotrzeć do tej puszczy przed południem, to powinieneś już być względnie bezpieczny.

— Cudownie.

— Nie narzekaj, sam tego chciałeś, przecież Luby cię ostrzegał.

Po tych słowach wstała i cofnęła się. Wpatrujący się w mapę Przyjaciel Nocy w końcu skinął krótko głową, zwinął ją i schował z powrotem w swoim podróżnym worku. Wstał i zarzucił go z powrotem na plecy. Wyciągnął rękę do Rawena, a ten niepewnie ją uścisnął.

— Dobra, to na mnie czas. Pilnuj mojego konia, Rawenie, zobaczymy się za kilka dni.

Korsarz skrzywił wargi w powątpiewającym grymasie.

— Nair, to jest szaleństwo, w tamtym miejscu nie da się przekroczyć rzeki.

Przyjaciel Nocy uśmiechnął się tylko krzywo i poklepał go po ramieniu, po czym odwrócił się do Lulu. Kobieta przyciągnęła go do siebie i objęła mocno.

— Uważaj na siebie i nie daj się zabić — wychrypiała.

Przyjaciel Nocy wyswobodził się z jej uścisku, obrzucił ją ostatnim spojrzeniem i wyszedł w ciepłą noc. Jego sylwetka zniknęła, rozpływając się w mroku. Lulu przez chwilę jeszcze patrzyła za nim, w końcu otarła wierzchem dłoni łzę i spojrzała na stojącego z opuszczonymi rękami wzdłuż boków, osłupiałego Rawena. Westchnęła ciężko.

— Pilnuj go tam, Rawen — powiedziała, po czym ruszyła do wyjścia. Stojąc już w progu, odwróciła się jeszcze do niego i dodała: — Rozsiodłaj konie i połóż się.

Gdy Lulu wyszła, Rawen stał jeszcze przez chwilę, patrząc za nią, w końcu potarł twarz i kręcąc głową z niedowierzaniem, zabrał się za rozsiodływanie koni. Ismena była naprawdę piękną kobietą, emanowała wdziękiem i siłą. Widział, jak wszyscy pierzchają jej spod nóg i chylą przed nią głowy, jednak nie pojmował tego. Kim tak naprawdę była, że budziła tak wielki postrach? Przypomniał sobie pełen niepokoju wyraz oczu Naira, gdy Lulu mówiła o gniewie Ismeny.

Był pewien, że przez te czarne, upiorne oczy przemknął cień strachu. Pomyślał o straszliwych bliznach szpecących całe ciało tego człowieka, tworząc na nim mapę niewysłowionego cierpienia. _Kim ta kobieta jest, skoro nawet on się jej boi?_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij