Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Przysługa - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
26 czerwca 2025
32,99
3299 pkt
punktów Virtualo

Przysługa - ebook

W grze o władzę nie ma miejsca na błędy

Kiedy nieszczęśliwa pięćdziesięciolatka, Hanna Kosowska, przyjmuje ofertę pracy w firmie meblarskiej, nie spodziewa się, że z dnia na dzień zostanie wciągnięta w sam środek korporacyjnych intryg. Tak się jednak dzieje, gdy Andrzej Sobociński – prezes spółki, a zarazem jej dawny znajomy – prosi ją, by pomogła mu odkryć, kto spiskuje przeciw niemu i chce zniszczyć jego karierę.

Hanna, początkowo oburzona propozycją kolegi, ostatecznie zgadza się dyskretnie rozpoznać sprawę. Wkraczając w świat skomplikowanych układów oraz manipulacji, szybko przekonuje się, że prawda ma wiele odcieni, a zaufanie bywa kruche… i złudne.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8373-826-0
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

Tak, był spięty. Niechętnie przyznawał się do tego nawet przed samym sobą, ale taka była prawda. Obawiał się tego, czego może wkrótce się dowiedzieć. Odegnał jednak dość szybko nieprzyjemne myśli. Miał w tym wprawę.

– Chrzanić to, będę się przejmował później – powiedział głośno, po czym podkręcił radio i zaczął słuchać wiadomości.

Dzień był bardzo upalny. Termometr w samochodzie wskazywał dwadzieścia osiem stopni. Trochę dużo jak na wczesną jesień, ale jemu to nie przeszkadzało. Andrzej Sobociński, prezes firmy ANSOMeble, lubił upały. W biurze w takie dni często nie włączał klimatyzacji. Teraz też wystarczała mu uchylona szyba w samochodzie.

Dziś powinien być w dobrym nastroju. Poranne spotkanie z potencjalnym klientem zakończyło się obiecująco. A nawet więcej – był pewny, że wkrótce podpiszą umowę. Niestety, odkąd dostał tajemniczy anonim, prześladował go ciągły niepokój. List był potwierdzeniem, że przeczucie go nie myliło. Już wcześniej bowiem miał wrażenie, że wokół niego dzieje się coś niedobrego. Sobociński był znany z wyjątkowej intuicji biznesowej, często był o kilka kroków przed innymi, ale to było co innego. Postanowił, że już najwyższy czas wyjaśnić, kto szkodzi jego firmie.

Zaparkował swoje volvo XC90 nieopodal Teatru Wielkiego. O dziwo, bez trudu znalazł wolne miejsce. Wykupił bilet w parkometrze i szybkim krokiem ruszył w kierunku Pałacu Prymasowskiego. Był już trochę spóźniony. Coroczna Gala Aniołów Biznesu miała się rozpocząć punktualnie o godzinie osiemnastej, a było już dziesięć po.

Gdy dotarł na miejsce, przewodniczący właśnie zapraszał zebranych do sali konferencyjnej. Wśród wchodzących zauważył Janusza Bączyka, swojego kolegę ze studiów, znanego w środowisku z tego, że zawsze ma w zanadrzu najświeższe plotki o tym, co się dzieje w biznesie meblarskim. Tym razem także miał jakieś nowiny, bo już z daleka machał do Andrzeja.

– Cześć, stary! Kopę lat! Chodź, nie będziemy tu przecież siedzieć. – Wskazał ręką w kierunku sali obrad. – Widziałem, że mają dobrze zaopatrzony bufet – dodał, ciągnąc Andrzeja do pomieszczenia obok.

Sobociński wprawdzie przez chwilę krygował się, że woli wejść na salę, a wizytę w bufecie odłożyć na koniec imprezy, jednak skwapliwie skorzystał z zaproszenia. Przecież tak naprawdę po to tu przyszedł, żeby porozmawiać z Bączykiem.

W bufecie spotkali Ryszarda Maciejewskiego, również szefa firmy meblarskiej. Bączyk i Maciejewski zamówili whisky, a Sobociński sok jabłkowy z miętą. Rozsiedli się wygodnie w fotelach.

– Ciepło, kurwa – sapnął Maciejewski, poluzowując krawat. – Niby jesień, a temperatura jak w lipcu. Nic, tylko jechać na wakacje.

– À propos jazdy, jak się sprawuje twoje volvo, Andrzej? – zaciekawił się Bączyk. – Swoją drogą, to ty trzymasz fason. Na mieście mówią, że masz kłopoty, a ty fiu, fiu… wymieniasz samochody.

– Skończył mi się leasing, to wymieniłem.

– No słyszałem, że twój projekt amerykański to worek bez dna. Wpakowałeś tam już kupę kasy, a przydałoby się jeszcze drugie tyle, co? Myślałem, że oszczędzasz.

– Co ty gadasz?! – obruszył się Sobociński, jednocześnie nadstawiając uszu.

– Wiesz, ja też coś tam słyszałem – wtrącił Maciejewski. – Ludzie mówią, że twoja firma coś ostatnio cienko przędzie, a ty po cichu chcesz się pozbyć udziałów. To prawda czy plotki? – spytał, świdrując Andrzeja wzrokiem.

– A kto tak mówi?! – zaatakował Maciejewskiego. – Oczywiście, że nie ma w tym ani słowa prawdy!

– Nikt konkretny. Tak mi się tylko obiło o uszy. – Ryszard zrobił minę niewiniątka. – Ale wiesz, na twoim miejscu to zastanowiłbym się, bo może jednak ktoś gra przeciwko tobie. Zawistnych nie sieją. Wielu chciałoby się dostać na rynek amerykański, a tobie się, kurwa, udało.

Andrzej lekko się skrzywił. Chciał zatuszować swoją pierwszą reakcję. Zależało mu, aby zobaczyli, że nie przejmuje się za bardzo plotkami na swój temat.

– Chyba nie ma się nad czym zastanawiać. Odkąd staram się wskoczyć na rynek amerykański po Chińczykach, rzeczywiście przybyło mi życzliwych. Niektórzy nie mogą znieść tego, że pomógł mi przypadek. Dopóki Andrew Sokolowski… no wiecie… ten kongresmen polskiego pochodzenia, nie kupił kompletu gabinetowego, nikt nie interesował się, co ja robię w tej Ameryce. Fakt, że po kongresmenie inni zaczęli pytać o nasze meble. Szczególnie jak udzieliłem wywiadu w „Polish Daily News”. Sprzedaż rozkręcała się, ale bez marketingu i tak nic by nie wyszło. Przecież wiecie: praca i kasa, kasa i praca i tak dalej. Fakt, że zaryzykowałem i się udało.

Maciejewski przechylił głowę.

– Sraty taty, zapomniałeś o duchu indywidualizmu i sukcesu! – Zamachał rękami. – Stary, daj spokój, nie jesteś na pogadance w przedszkolu na temat, jak się robi biznes.

_Ciągle gada o tym kongresmenie_ – pomyślał Ryszard złośliwie. _Cnoty świętego Andrzeja zostały nagrodzone!_

– Może ty działasz według _fake it, till you make it_ i ktoś odkrył tę twoją złotą regułę… – wtrącił Bączyk, uśmiechając się krzywo.

– No przecież nam możesz powiedzieć, he, he, he! Mało to widzieliśmy w życiu?

– Nie mam nic do powiedzenia. Może ktoś rzeczywiście chce mi dowalić i stąd ten czarny PR, ale to nic nie da. To brzęczenie komara. Ostatni audyt pokazuje, w jakiej kondycji jest firma. Nikt nie znajdzie tam żadnych nieprawidłowości. Zresztą sami się przekonacie, gdy „Rzeczpospolita” opublikuje swój kolejny ranking firm. Tam będą dane o ANSO. – Andrzej popatrzył na jednego i drugiego. Był wściekły, ale zachowywał się spokojnie. Nie miał pewności, czy mu uwierzyli. Gorączkowo myślał, co jeszcze powiedzieć.

– No wiesz, Andrzeju, może to ty masz problem – wypalił Maciejewski po chwili milczenia. – Chodzą słuchy, że jesteś ostatnio nerwowy, że trudno się z tobą współpracuje… Dziwnie się zachowujesz, stary, ale nie ma się czego wstydzić. Może to wypalenie czy załamanie nerwowe. Każdemu może się zdarzyć. Idź do lekarza, dzisiaj nie takie rzeczy się leczy. Znam dobrego psychologa, mogę ci dać telefon – perorował, nie zwracając uwagi na to, że Sobociński jest coraz bardziej wkurzony. Ten jednak nie zdążył, może na szczęście, nic odpowiedzieć, bo wtrącił się Bączyk.

– Dobra, dobra, nie ma sprawy – poklepał Andrzeja po ramieniu – nie będziemy studiowali twoich finansów ani tym bardziej twoich chorób.

– Przestań – warknął Sobociński. – To wszystko kłamstwa.

– Okej, okej, nie ma o czym mówić. – Janusz starał się załagodzić napiętą sytuację. – Panowie, proponuję jeszcze coś do picia. – Dał znak kelnerowi, że ma podać trzy whisky. – Dla ciebie też coś mocniejszego, co? – spytał Andrzeja.

– Niech będzie – przytaknął, myśląc, że teraz przyda mu się coś więcej niż sok.

Kelner szybko uwinął się z zamówieniem.

– No to za nasze spotkanie! – Bączyk wzniósł toast.

– I pieprzyć te plotki! – dopowiedział Andrzej, po czym jednym haustem wychylił swoją whisky do dna.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij