Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Psy Europy - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
9 września 2026
5212 pkt
punktów Virtualo

Psy Europy - ebook

„Chuligańska, bezczelna, namiętna”. Zakazana na Białorusi powieść jednego z najbardziej cenionych współczesnych pisarzy białoruskojęzycznych.

Alhierd Bacharewicz, urodzony w Mińsku w 1975 roku, szybko zdobył status jednego z najciekawszych twórców języka białoruskiego. Pod koniec 2020 roku, po udziale w masowych protestach i opublikowaniu eseju o białoruskim faszyzmie, wyemigrował z kraju, mieszkał w Austrii i Szwajcarii, a następnie osiadł w Berlinie. W 2022 książki Bacharewicza zostały uznane w Białorusi za ekstremistyczne i zakazane, a nakład Psów Europy zniszczono. Opus magnum pisarza zdążyło jednak zdobyć pozycję powieści kultowej.

Psy Europy łączy konwencje kryminału, baśni, powieści realistycznej, dystopii oraz paraboli. Bacharewicz operuje specyficznym humorem, przewrotnością i umiejętnością portretowania zwykłych ludzi. Punktem wyjścia jest stworzenie balbuty – sztucznego języka, będącego formą papierowej wolności, gdyż tej realnej nie ma.

W 2025 roku Psy Europy uhonorowanoLipską Nagrodą Książkową na rzecz Porozumienia Europejskiego.

„Chuligańska, bezczelna, namiętna” – „Nowaja Gazieta”

„Niezwykle komiczna a zarazem głęboko melancholijna” – „Frankfurter Allgemeine Zeitung”

„Monumentalna powieść, w której mroczne demony europejskiej przeszłości ponownie potrząsają swoimi łańcuchami…” – „The New York Review of Books”

„Dystopijny thriller polityczny, jedno z najważniejszych dzieł, jakie kiedykolwiek opublikowano na Białorusi” – „The Guardian”

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-08-09402-0
Rozmiar pliku: 1,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

Ależ mi zbrzydł ten język, ta mowa białoruska! Kto by pomyślał, że pisanie o tym sprawi mi taką przyjemność. Obmierzła mi. Znużyła mnie totalnie.

Znużenie.

Nuda.

Zbrzydła mi. A kysz, mowo, a kysz. Dość już sobie poużywałaś. Pożytku z ciebie żadnego: ani na tobie nie zarobisz, ani tobą nie zabijesz, ani się nie zabawisz, a zapomnieć ciebie nie sposób. Niczym obca kobieta w przydworcowej mgle, wykradająca pozostawione na chwilę dzieci, pojawiłaś się znikąd któregoś dnia, wzięłaś mnie za rękę i zaprowadziłaś prosto w zatłoczone, obskurne przejście podziemne, między wyblakłe szyldy, zziębnięte gołębie i sprzedawców totolotka – a ja wciąż oglądałem się za siebie, na pozostawione walizki: szczelnie wypełnione przyszłością, porządne, lecz już niczyje. Rozdzieliłaś mnie z rodziną, kazałaś wyobrazić sobie jakiś naród, niewidzialny, nieuchwytny, nieistniejący. Lata mijały, a my chodziliśmy razem po świecie, nocowaliśmy w dziwnych miejscach, po jakichś zabitych dechami wioskach, bibliotekach, zrujnowanych pałacach, w podrzędnych motelach – byle gdzie; kupowałaś mi najtańsze, badziewne zabawki, karmiłaś, kiedy zaś wyrosłem, uczyłaś mówić cicho, a myśleć szybko, za dnia kazałaś mi żebrać na klęczkach, a nocą obiecywałaś królestwo, i proszę, gdzie w końcu przez ciebie wylądowałem –

w tej ciemnej

jakby wymiętej

wynajętej

kawalerce,

w budynku z tablicą ku czci

w mieście M.

w czasach wszechogarniającego mroku.

Wasza rosyjska mowa też mi totalnie obrzydła. Nikt się nie domyśla, jak bardzo jej nie znoszę. Cokolwiek powiesz, każde słowo w tym języku, wszystko już było, wszystko odbija się tysiącem idiotycznych ech i dawno ostygłych liter. Gotowe konstrukcje, żeliwne formy, mowa-rura, ułożona w poprzek naszych żywotów. Wiecznie roszczeniowa. Jeszcze w brzuchu mamy, gdy byłem luźnym zlepkiem komórek – już się dobijała, czytała mi bajki z morałem, dusiła maską na twarzy, zarażała strachem. Mowa, która zawsze przychodzi jak na kontrolę, język, który zawsze rości sobie prawo. A kysz, ruszczyzno, idź sobie, blaszana mowo roboli i korpusów paziów, języku wielkiej, oślizłej literatury, głosie milionów małych i zapiekłych w swych maciupkich gniewach ludzi.

A angielski? Też mam go dosyć. To, co nazywacie angielską mową, to jedynie rozdęte, niczym nowotwór, gumowe serce, które z wysiłkiem przepompowuje każdego dnia miliardy słów, martwe serce, nad którym ktoś zawiesił lampę, jarzącą się zimnym, luminescencyjnym światłem. Fastfoodowa mowa na sterydach i tłuszczach trans, wszędzie zostawiająca plamy, jakby świat był tylko kupką serwetek na cudzym stole. A jaka to wazeliniara! Mnóstwo ludzi sądzi, że zna angielski, i myśli, że to wystarczy do szczęścia. Naiwni kretyni. Jak wiele moglibyśmy powiedzieć, gdybyśmy zrezygnowali z tego waszego ingliszu, gdybyśmy powiedzieli raz na zawsze swoje „nie” tej orgii nieporozumienia.

Hiszpański? Astmatyczny kaszel mordercy, pierwszego z brzegu czcigodnego monstrum Che. Śmiech rzeźnika torreadora. Niemiecki? Cierpki jak rzodkiew, wyśnił sobie kiedyś własny geniusz i wielkość, a teraz wije się jak piskorz, by wszystkim udowodnić, że niczym się nie wyróżnia. Francuski? Z zewnątrz niedołupana skorupka pisma, a w środku nieudolny filozoficzny żargon. Polski? Pycha drugorzędnych poetów, a od niej słowa aż syczą i skwierczą jak kiełbaski na patelni.

– Co pan tam tak ciągle pisze? – facet podnosi oczy znad telefonu. Fotel aż skrzypi pod ciężarem jego niezadowolenia.

– Piszę – usprawiedliwiam się niemrawo, zasłaniając ręką szare arkusze.

– Pi-pi-szę – przedrzeźnia mnie – trzy kartki już. Proszę mi to dać.

Zdecydowanym ruchem wyciąga arkusze spod moich rąk. Twarz mu się wykrzywia, jakby miał się za chwilę rozpłakać.

– Co to jest? Pytam się, co to jest? Do jasnej cholery, co to ma być? Za co mnie to spotyka? Może pan głuchy jesteś? Albo chory? Jakie było polecenie? Proszę napisać, w jakich okolicznościach zawarł pan znajomość z... A pan co mi tu wypisuje za bzdury? „A kysz, a kysz”, jakieś kiełbaski, ruszczyzna... Nic, cholera, z tego nie rozumiem, bez sensu!

– Dawno nie pisałem odręcznie...

Z rozkoszą zgniata kartki. Robi mi się żal zapisanego papieru, nawet bardziej niż siebie. Lubię papier. Papier ma na mnie kojący wpływ. Jest mi duszno, straszno i śmieszno jednocześnie. On rzuca kulkę z papieru gdzieś hen za moje plecy – ale mimo wszystko wzdrygam się i uchylam, jakby celował prosto w twarz.

– Odręcznie, odręcznie nie pisał! Co do tego mają ręce, co mają nogi! Nie na temat! Temat, jasne? Pytam o fakty. A tu jakieś bzdety. Powiedziałem panu wyraźnie, po rosyjsku...

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij