Facebook - konwersja
Psychopata - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Psychopata - ebook

Ebook
17,90 zł 29,90 zł
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
ISBN:
978-83-66520-82-0
Język:
Polski
Data wydania:
25 marca 2020
Rozmiar pliku:
829 KB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
PROMOCJA
17,90
29,90
Cena w punktach Virtualo:
1790 pkt.

Psychopata - opis ebooka

Thriller medyczny o niebezpiecznym eksperymencie, który prowadzi do serii tajemniczych zbrodni

Co dzieje się w umyśle mordercy?

W ośrodku naukowo-badawczym BCT trwają testy nad nowoczesną, nieinwazyjną metodą zwalczania nowotworów mózgu. Maja Lipska, młoda badaczka, odnosi spektakularne sukcesy. Po bankiecie kończącym jedną z konferencji budzi się na ławce w parku. Z przerażeniem odkrywa, że nie ma pojęcia co robiła przez ostatnie trzydzieści sześć godzin.

W tym samym czasie w Krakowie dochodzi do brutalnych morderstw młodych kobiet. Wszystkie poszlaki wskazują na działanie seryjnego zabójcy. Śledztwo prowadzi partner Mai, któremu nie podoba się jej lekkomyślne zachowanie. Kiedy pewnego dnia na terenie ośrodka BTC zostaje odnalezione ciało jednej z pracownic, wydaje się, że to kolejna ofiara „krakowskiego nożownika”.

Jednak Maja nie czuje przerażenia. Ekscytuje ją zbrodnia. Fascynuje ją widok krwi. W jej głowie pojawiają się instynkty, których nigdy wcześniej nie odczuwała. Czy myśli, których nie może pohamować mają związek z amnezją, której doznała? Czy odkryje prawdę o tym, co się wtedy naprawdę stało?

FRAGMENT KSIĄŻKI

Prolog

Przerażona, choć zarazem wdzięczna losowi za tę szansę, zrywam się do ucieczki. Zanim jednak wybiegam z salonu, jakiś wewnętrzny impuls nakazuje mi się zatrzymać. Z histerycznie walącym sercem powoli oglądam się przez ramię.

Leży na podłodze i jęczy. Chyba jest przytomny, ale najwidoczniej mocno zamroczony. Wiem, że powinnam stąd jak najszybciej wyjść, tymczasem stoję niczym betonowy posąg. Walczę ze sobą dłuższy moment. Na przemian nakazuję sobie, żeby w tej chwili opuścić mieszkanie, i jednocześnie przekonuję samą siebie, że przecież nie mogę go tak zostawić.

Nie wiem, jak długo trwa moje wahanie, ale wreszcie powoli robię krok w jego stronę. Nie mogę go tak zostawić.

Nie mogę.

Potem drugi krok.

I trzeci.

Przystaję przy nim, niespiesznie odwracam głowę w bok i mu się przyglądam. Chcę ocenić sytuację na chłodno, ale to, co się przed chwilą wydarzyło, zakłóca moją percepcję. Szaleją we mnie skrajne emocje, czekam, która z nich wybije się na prowadzenie.

Porusza się mozolnie, jakby powietrze stanowiło zbyt wielki opór dla jego ciężkich kończyn. Chyba jednak nie jest w pełni przytomny. Bezsprzecznie potrzebuje pomocy, może nawet natychmiastowej.

O tym, co robię później, przesądzają ułamki sekund.

Unoszę dłonie. Przez chwilę tylko na nie patrzę – to na jedną, to na drugą. W końcu przenoszę wzrok z powrotem na niego i ogarnia mnie niepokój tak wielki, że zaczynam dygotać.

Czuję ciepło jego skóry. Wyczuwam puls, przepływającą w żyłach życiodajną krew. Wyobrażam sobie, że podobnie jak ona przez tchawicę przepływa potrzebne do życia powietrze, i paraliżuje mnie strach przed ostatecznym wzięciem sprawy w swoje ręce.

Nie dam rady, myślę.

Nie dam rady, kurwa, nie dam rady! krzyczy głos w mojej głowie, ale nie zaprzestaję swoich działań. W pewnym momencie zauważam, że jego mętne spojrzenie zaczyna nabierać ostrości. Widzę, że powoli przytomnieje – i to mnie motywuje.

Z wysiłku zaczynają mi drżeć ręce, jednak nie przestaję. Zaszłam już zbyt daleko, aby teraz się wycofać. Nie mogę tego tak zostawić. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym przez głupi ból mięśni skapitulowała. Zawiodłabym samą siebie.

Jestem już porządnie zmęczona, gdy zauważam, że opuszcza go energia i przestaje się poruszać. Nachylam się ku niemu. Moja twarz jest tuż przy jego twarzy.

Patrzę w szeroko otwarte, odpychająco wytrzeszczone oczy, których białka pokryły się czerwonymi popękanymi naczynkami, i widzę, jak gaśnie w nim życie.

Prostuję się powoli, nie spuszczając wzroku z jego ciała. Zaczyna do mnie docierać, co się stało.

W domu panuje głucha cisza, jakby wszystko wkoło umarło wraz z nim.

A potem słyszę wrzask.

Gdy zdaję sobie sprawę, że ten przeraźliwy, nieludzki ryk, który rozsadza mi uszy, wydobywa się z mojego gardła, milknę i cały dom znów ogarnia grobowa cisza.1

– Kurwa, nie teraz… – sapie poirytowany Olek, a ja myślę dokładnie to samo.

Obowiązkowość Olka znam aż za dobrze i wiem, że dzwoniący telefon może wszystko zepsuć. Oplatam więc ciaśniej jego biodra udami, a dłońmi chwytam go za pośladki i dociskam mocno do siebie. To zawsze działa. Wchodzi we mnie pomimo ciągle brzęczącego telefonu, napiera jak szaleniec, aż odlatuje.

Trudno mi powiedzieć, co w Olku pociąga mnie najbardziej. Nie jest ani zbyt przebojowy, ani przesadnie elokwentny, wygląda też zupełnie przeciętnie, zwłaszcza z tym swoim zawsze o kilka dni za długim zarostem. Choć ciało, muszę przyznać, ma niezłe. Na domiar złego Olek należy do zrównoważonych i odpowiedzialnych osób, przez co czasem sprawia wrażenie wręcz nudnego.

Ma jednak w sobie to coś. I wcale nie mam na myśli tego, że ot tak potrafi doprowadzić mnie na szczyt cielesnej rozkoszy, ale to, jak bardzo normalnie się przy nim czuję. Co prawda już wcześniej wydawało mi się, że moje życie wskakuje na dobre tory, głównie dzięki długiej i żmudnej psychoterapii, na którą wydałam krocie, ale dopiero znajomość z Olkiem pozwoliła mi zostawić przeszłość za sobą i otworzyć się na przyszłość. Nigdy jednak nie odważyłam się odstawić escipramu.

– Chyba powinieneś sprawdzić, kto się tak usilnie do ciebie dobijał – mówię, podczas gdy Olek nadal przygniata mnie swoim ciałem do materaca.

– Faktycznie! – Natychmiast podrywa się z łóżka, a ja w końcu mogę rozprostować stawy biodrowe, które od kilku minut były wygięte pod mało komfortowym kątem.

Zanim Olek dopada do telefonu, w pokoju ponownie rozbrzmiewają ciężkie nuty Sweet dreams w wykonaniu Marilyna Mansona. Żeby było jasne – lubię tę mroczną, przepełnioną psychodelicznymi dźwiękami wersję, ale zastępowanie nią dzwonka w telefonie wydaje mi się zwyczajną dziecinadą. Nigdy jednak nie powiedziałam tego Olkowi i nie zamierzam tego robić. Wystarczy, że śmieję się z jego kolekcji komiksów Marvela i DC Comics.

– Komisarz Rudek – rzuca do aparatu poważnym tonem, wciąż odrobinę zziajany.

Olek zawsze mnie zaskakuje, gdy odbiera służbowy telefon. W mgnieniu oka z pogodnego, nawet nieco nieokrzesanego chłopca, którym jest przy mnie, zmienia się w rzeczowego, sztywnego funkcjonariusza policji, komisarza Aleksandra Rudka. Zgaduję, że w pracy przypięto mu metkę sztywniaka, ale jeśli nawet tak jest, to Olek zupełnie się tym nie przejmuje. Nie zależy mu na sympatii kolegów, ale na wynikach, o czym najdobitniej świadczy fakt, że jest najmłodszym komisarzem w województwie. W niewielu sprawach jesteśmy z Olkiem do siebie podobni, ale akurat podejście do zawodowych ambicji należy do tych nielicznych podobieństw.

Kiedy Olek słucha uważnie swojego rozmówcy, ja przekręcam się na bok, podpieram na łokciu i zaczynam podziwiać jego męskie wdzięki. Dochodzę do wniosku, że stwierdzenie, iż ma niezłe ciało, jest karygodnym niedopowiedzeniem. Już nigdy więcej nie pozwolę sobie na tak krzywdzącą opinię pod adresem jego bicepsów, pleców, no i – a nawet może przede wszystkim – pośladków.

– Hej, komisarzu – wołam, gdy Olek, ciągle z telefonem przy uchu, zaczyna w pośpiechu i odrobinę, ale tylko odrobinę niezdarnie zakładać bokserki wolną ręką. – Nie waż mi się stąd teraz wychodzić, chcę jeszcze! – grucham wesoło, choć dobrze wiem, że zaraz zostanę sama.

Olek posyła mi rozczulająco przepraszające spojrzenie, po czym bąka do słuchawki:

– Zaraz będę.

Gdy odkłada telefon na stolik, przekręcam się na plecy, wyginam ciało w kuszącej pozie i wydaję z siebie głośny jęk zawodu.

Podchodzi do łóżka, już w dżinsach, ale nadal bez koszulki, i wspierając się na dłoniach, zawisa nade mną.

– Muszę lecieć, Maju – mówi z żalem.

Zarzucam mu ręce na szyję.

– Dokąd? – pytam, muskając przy tym ustami jego wargi. – Nie chcę, żebyś sobie szedł. Chcę, żebyś mnie zerżnął jeszcze raz, tak jak przed chwilą albo i lepiej. Wiem, że potrafisz.

– Aniołku… – wzdycha, ochoczo przyjmując mój pocałunek. – Wiesz, że muszę – mamrocze niewyraźnie w moje usta.

– To naprawdę takie ważne? – Delikatnie wpijam się zębami w jego szyję.

– Naprawdę.

– Dobra, to leć – rzucam, po czym ujmuję jego podbródek i odsuwam od siebie jego twarz.

– Wrócę, gdy tylko skończymy – obiecuje i próbuje jeszcze raz mnie pocałować.

– Nie, nie dziś – odpowiadam łagodnie, ale zdecydowanie. Nie pozwalam mu się pocałować. Wyswobadzam się z jego objęć i wstaję z łóżka. – Pewnie zejdzie ci do północy albo i dłużej – dodaję, wkładając bieliznę.

Olek też się ubiera, ale nie przeszkadza mu to w bacznym obserwowaniu moich ruchów. Kiedyś wyznał mi, że najbardziej podniecam go w zwykłych bawełnianych majtkach. Dwuznacznie mi się to skojarzyło, bo przecież w takich majtkach chodzą głównie małe dziewczynki, ale mimo to od tamtej pory zaczęłam nosić tę mało szykowną bieliznę specjalnie dla niego. Wcześniej preferowałam koronkowe zestawy w soczystych barwach.

– Lepiej będzie, jeśli wrócisz do siebie i odpoczniesz – oświadczam, celowo odwracając się do niego tyłem, aby mógł popatrzeć na moją pupę odzianą w białe figi z naszytymi uszkami kota. – Zresztą chyba pamiętasz, że jutro jest ta konferencja. Mam wygłosić bardzo ważną prelekcję. Chcę wypaść jak najlepiej. – Obracam się ku niemu.

– Nie mam najmniejszych wątpliwości, że poradzisz sobie śpiewająco – zapewnia, biorąc mnie w ramiona. Jest już kompletnie ubrany i gotowy do wyjścia. – Nie zajmę ci dużo czasu, małe bara-bara i grzecznie spać.

– Nie – odmawiam stanowczo i daję mu buziaka w nos. – A tak w ogóle co się stało?

Nie muszę rozwijać tego pytania. Olek często opowiada mi o prowadzonych przez siebie dochodzeniach. I choć zawsze wtedy podkreśla, że nie może tego robić, łatwo jest skłonić go do zmiany zdania. Uwielbiam go słuchać, nawet gdy opowiada o sprawach kryminalnych i szerzącej się patologii w mieście. Jego niski, lekko chropowaty głos działa na mnie kojąco. A poza tym to po prostu interesujące i wciągające historie, nieraz rodem z krwawych kryminałów, których jestem zagorzałą fanką.

– Wolałabyś nie wiedzieć – mruczy mi do ucha.

– Och, dobrze wiesz, że musisz mi powiedzieć. – Chichoczę.

– Chyba mamy drugą – wzdycha, wyraźnie sztywniejąc.

Odsuwam się nieco, aby móc lepiej mu się przyjrzeć.

– Żartujesz?

– Nie – wzdycha ponownie.

– Znów kobieta? – Ciągle pamiętam, jak kilka dni temu Olek napomknął mi o morderstwie, którego wyjaśnienie mu powierzono. Jak zwykle się wzbraniał, ale w końcu wyjawił mi najistotniejsze okoliczności sprawy.

Kobieta została zadźgana nożem – kilkanaście ran kłutych zadanych z dużą siłą i odcięte palce u prawej dłoni. Prawdopodobnie zbrodnia w afekcie, tak przynajmniej wtedy uważał Olek. Wyobrażenie kilkunastu ran kłutych zmroziło mi krew w żyłach, ale najbardziej przeraziły mnie te odcięte palce – przez dłuższy czas ten obraz nie chciał opuścić mojej głowy. Zastanawiałam się, co musi się dziać w umyśle takiego człowieka, w umyśle mordercy.

– Kobieta – przytakuje Olek, po czym ujmuje w dłonie moją twarz. – Aniołku, uważaj na siebie, proszę. – Gładzi mnie kciukami po policzkach. – Kraków nie jest teraz najbezpieczniejszym miastem…

– Na szczęście pracuję poza Krakowem – wchodzę mu w słowo.

Ośrodek naukowo-badawczy BCT, którego nazwa pochodzi od angielskich słów: Brain-Cancer Therapy, znajduje się dziesięć kilometrów od miasta i jedynym środkiem transportu, którego używam, aby się tam dostać, jest moje urocze audi A1.

– Zmykaj już, mój ty superbohaterze. – Cmokam Olka w usta. Zawsze wesoło się uśmiecha na przytyk o jego zamiłowaniu do komiksów, zwłaszcza po tym, jak kiedyś zapytałam go, którym superbohaterem chciałby być, a on z rozbrajającą powagą wyznał, że Spider-Manem. Od tamtej pory uwielbiam Tobeya Maguire’a, który wcielił się w postać Petera Benjamina Parkera, i nawet dostrzegam pewne podobieństwo rysów twarzy Olka i tego ujmującego chłopięcą urodą aktora. – Leć ratować miasto!

Żegnamy się oczywiście pocałunkiem, tym razem długim i namiętnym, jakbyśmy już za sobą tęsknili. I w pewnym sensie tak właśnie jest. Gdy tylko drzwi zamykają się za Olkiem, już żałuję, że kazałam mu po pracy wracać do siebie. Ale wiem, że tak jest najrozsądniej.

Siadam za biurkiem i odpalam laptopa. To najnowszy model MacBook Pro, który sprawiłam sobie po ostatniej hojnej premii. Jestem z niego ogromnie zadowolona, zwłaszcza z jego pamięci operacyjnej, która w końcu zaspokaja moje potrzeby.

Nie okłamałam Olka. Jutro czeka mnie prelekcja i chcę ją wygłosić perfekcyjnie. To ważne dla mnie z kilku powodów. Po pierwsze, ośrodek BCT regularnie organizuje konferencje naukowe, na których pojawiają się badacze z całego kraju i nie tylko. Nigdy nie brakuje uczestników z zagranicy. Kompromitacja przed tak szerokim gronem zacnych uczonych po prostu nie wchodzi w grę. Po drugie, od dwóch lat przedstawiam na tychże zebraniach swoje naukowe osiągnięcia i zawsze wypadam na nich rewelacyjnie. Nie mogę sobie pozwolić na zepsucie statystyk. A po trzecie, zagadnienia, które będę prezentować, to przełomowe osiągnięcia zespołu z dziedziny neurogenezy i nieinwazyjnych operacji mózgu. Od właściwego zrozumienia, jak potężną wiedzę dzierżymy w dłoniach, mogą zależeć dalsze losy projektu nowatorskiej terapii nowotworów tego narządu. I to ten ostatni powód kazał mi zrezygnować z nocnych przyjemności z Olkiem.

Przeglądam przygotowane przeze mnie wystąpienie i po raz wtóry stwierdzam nieskromnie, że jest znakomite, a odkrycia, którymi chcę się podzielić, absolutnie fascynujące. Otwieram kolejne wykresy, które tak naprawdę wcale nie są mi potrzebne do wygłoszenia wykładu. Znam na pamięć wyniki prac, ale grafy, które będę prezentować, mają ułatwić słuchaczom przyswojenie nie najłatwiejszych treści. To zbyt ważna prelekcja, aby pozwolić sobie na jakiekolwiek niedopatrzenia, więc metodycznie sprawdzam, czy dane zawarte na każdym z wykresów są poprawne.

Pomiędzy analizowane dane wkradają mi się niespokojne myśli. Z początku ich nie zauważam, później je ignoruję, aż w końcu łapię się na tym, że zapomniałam o moich rycinach i cyferkach, a myślę o niej. A właściwie teraz już o nich.

O kobietach z odciętymi palcami.2

– Na koniec pozwolę sobie przypomnieć najistotniejsze kwestie. Od lat głównymi ograniczeniami skutecznej neurogenezy za pomocą komórek macierzystych były: migracja komórek do miejsca docelowego oraz osiągnięcie integracji funkcjonalnej w miejscu docelowym – konkluduję, wyświetlając slajd ze starannie wykonaną grafiką obrazującą oba problemy.

Zanim znów się odzywam, nabieram głęboko powietrza do płuc. Lekkie zdenerwowanie z początku mojego wystąpienia dawno zniknęło, teraz rozpiera mnie jedynie ekscytacja. Od początku zdawałam sobie sprawę, że to, co zamierzam zaprezentować, jest kompletnie powalające, ale obserwując miny uczestników konferencji w czasie mojej prelekcji, niemal obrosłam w piórka.

Naukowcy słuchają mnie z taką uwagą i podziwem, że większego zainteresowania nie mogłabym sobie wymarzyć, nawet wiedząc, że opowiadam o tak oszałamiających wynikach. Ponieważ wszystkim im wręcz opadły szczęki, postanowiłam na koniec jeszcze raz powtórzyć kluczowe zagadnienia. Mimo że po konferencji każdy otrzyma prezentację w wersji elektronicznej, a niebawem w kilku fachowych czasopismach ukaże się artykuł traktujący o tych rewelacjach, chcę, aby najważniejsze informacje utrwaliły się w ich zaskoczonych i – dam sobie rękę uciąć – zachwyconych umysłach już teraz.

– Pierwszy problem w pełni zniosło opatentowanie technologii mikrolaparotopu, czyli wziernika o średnicy zaledwie pięciuset mikrometrów zaopatrzonego zarówno w teleskop i kamerę transmitującą obraz, jak i w zasobnik na materiał do wszczepienia – mówię, cofając się do slajdu, który pokazuje ten supernowoczesny sprzęt medyczny. Szeroko rozwodziłam się już nad nim na początku mojego wystąpienia, dokładnie wyjaśniając uczestnikom zasadę jego działania. – Mikrolaparotop jest obecnie używany do obrazowania zmian w mózgu ludzi oraz wykorzystywany do wszczepiania komórek macierzystych w badaniach przedklinicznych na ssakach naczelnych. Wszystkie dotychczasowe testy wykazały jego całkowitą nieinwazyjność i w pełni zadowalającą efektywność. Z jego pomocą jesteśmy w stanie precyzyjnie dostarczyć materiał do konkretnego regionu mózgu – krótko podsumowuję to, co zebrani powinni już wiedzieć.

Gdybym miała to wyjaśnić Olkowi, powiedziałabym, że mikrolaparotop to nic innego, jak długa, bardzo cienka igła zaopatrzona w kamerkę na jednym końcu oraz uchwyt i pojemniczek na drugim. Że taką igłę wbija się w głowę pacjenta za pomocą specjalnego osprzętu sterowanego komputerem, dzięki czemu precyzyjnie dociera się do pożądanego obszaru mózgu. I że za jej pomocą możemy badać mózg pod kątem zmian, głównie nowotworowych, a także wprowadzić określony materiał, tyle że, na razie, nie stosuje się tego u ludzi, a jedynie testuje na zwierzętach. Jako główną zaletę mikrolaparotopu wymieniłabym jednak wręcz zaskakujące bezpieczeństwo jego użycia. Pacjenci diagnozowani za jego pomocą jeszcze tego samego dnia wracają do domu i nie odczuwają żadnych większych dolegliwości prócz lekkiego bólu głowy utrzymującego się do kilku dni po zabiegu.

Czekam kilka sekund, zanim znów podejmę temat, aby dać zebranym czas na przyswojenie moich słów na wypadek, gdyby jeszcze nie zdołali tego zrobić. W tym czasie dyskretnie obciągam sukienkę, która uniosła mi się nieco na biodrach. Klasyczna czarna kiecka nie jest przesadnie wyzywająca, ale w połączeniu ze szpilkami na tle masy żakietów i garsonek z pewnością przykuwa uwagę. Nie tylko płci przeciwnej. Zawieszone na mnie spojrzenia odrobinę mnie peszą. Ale powtarzam sobie, że moja atrakcyjna prezencja jest tylko pikantnym dodatkiem, wisienką na torcie mojego imponującego intelektu.

Nie jestem próżna i to nie są moje osobiste przemyślenia. Słowa te padły z ust Olka po pierwszej konferencji, na której zabrałam głos. Wystąpienie w stu procentach się powiodło, ale niestety ledwo poradziłam sobie z taksującymi i oceniającymi mnie spojrzeniami. Tamtego wieczoru miałam ochotę wyrzucić z szafy wszystkie kiecki, żeby więcej mnie nie kusiły. Olek nie tylko odwiódł mnie od tego irracjonalnego pomysłu, ale także postarał się, abym na kolejną konferencję również włożyła sukienkę. I tak już pozostało do dziś.

– Drugą kwestię, czyli osiągnięcie integracji funkcjonalnej, rozwiązano poprzez opracowanie kierunkowego różnicowania komórek macierzystych in vitro – podjęłam, przeskakując na odpowiednie przeźrocze mojej multimedialnej prezentacji. – Komórki macierzyste w warunkach laboratoryjnych przechodzą wysoce specyficzną stymulację, aby po wszczepieniu w miejsce docelowe mózgu samoistnie rozpocząć neurogenezę w pożądane komórki gleju lub neurony.

Gdybym i tę kwestię miała wyjaśnić Olkowi, zaczęłabym od tego, że neurogeneza jest procesem powstawania nowych komórek nerwowych. A celem naszej terapii jest zapoczątkowanie neurogenezy w chorym regionie mózgu. Aby do tego doszło, komórki macierzyste, czyli takie, które posiadają zdolność do przekształcania się w każdą inną komórkę organizmu, są najpierw odpowiednio programowane w laboratorium, a później za pomocą mikrolaparotopu wprowadzane do mózgu chorego osobnika. Tak, Olek, umieszcza się je w tym pojemniczku na jednym końcu, po czym wstrzykuje przez tę cienką igłę, a kamerka na jego drugim końcu pozwala na pełną kontrolę zabiegu.

– Wiąże się to z pobraniem komórek macierzystych od dawcy – ciągnę wywód – ale w tym przypadku również używamy mikrolaparotopu, przez co pobranie komórek także staje się procesem nieinwazyjnym.

Stwierdzam, że wystarczy tych przypomnień, w końcu mam do czynienia ze śmietanką naukową tego kraju.

– We wszystkich dotychczasowych przypadkach odnotowano pełną wyleczalność glejaka wielopostaciowego u szympansów – uznaję za stosowne dodać. – A obecnie ma miejsce trzecia tura testów z wykorzystaniem tych zwierząt. Pobranie komórek z mózgu szympansów dawców w żaden sposób nie wpłynęło na ich zdrowie, nie odnotowano najmniejszych powikłań.

W końcu biorę duży haust powietrza, przygotowując się do zakończenia prelekcji.

– Procedura wszczepienia do zmienionego chorobowo obszaru mózgu komórek macierzystych po ich uprzedniej stymulacji in vitro skutkuje pełną wyleczalnością szeregu typu nowotworów. Z ekscytacją czekamy na dzień, gdy ta wspaniała nieinwazyjna terapia zostanie przetransferowana na ludzki organizm. Dziękuję!

Milknę, a w auli rozlegają się głośne brawa. Gdy je słyszę, wręcz rozpiera mnie duma. Wiem, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty i że niebawem będziemy mogli to dobrodziejstwo ofiarować ludzkości.

Ponownie dziękuję zebranym za uwagę. Dopiero wtedy dociera do mnie, że to nie są zwykłe brawa, ale owacje na stojąco. Zalewa mnie fala niewypowiedzianej radości i satysfakcji. Coś takiego jeszcze mi się nie zdarzyło. Mam ochotę spuścić wzrok, bo tak wielki aplauz zwyczajnie mnie peszy, ale nie robię tego. Powtarzam sobie, że w pełni na to zasłużyłam. Choć zapewne zarumieniłam się po same czubki uszu, uśmiecham się szeroko, odważnie wypinając pierś do przodu. Śmiało patrzę na oczarowaną moim wystąpieniem i zapalczywie klaszczącą publiczność i żałuję, że nie widzi tego Olek.3

– Maja Lipska!

Oglądam się przez ramię i widzę Patryka Wilczyńskiego – z rozpostartymi szeroko ramionami. Wstaję od stolika i pozwalam mu się objąć.

– Nasza gwiazda – mówi Wilczyński, bez skrępowania przytulając mnie do siebie i całując moją głowę. Zaraz potem chwyta mnie za barki i nieco odsuwa od siebie, by lepiej mi się przyjrzeć. – Piekielnie inteligentna i jak zwykle olśniewająco piękna – stwierdza z tym swoim czarującym błyskiem w oku.

Śmieję się wesoło w odpowiedzi na jego słowa. Zdążyłam przywyknąć do komplementów kolegi.

– Cześć, Lilka – rzuca Wilczyński do mojej towarzyszki.

Lilianna Tomczak, z którą od lat pracuję w jednym laboratorium i z którą zdążyłam się zaprzyjaźnić, odpowiada mu wesołym „cześć”. Dodaje do tego zalotny uśmiech i przeciągłe spojrzenie.

– Wypadłaś rewelacyjnie – stwierdza Patryk, wracając do mnie wzrokiem. – Gratuluję doskonałej prelekcji.

– Dziękuję, Patryku.

Wilczyński jest kierownikiem działu technologii medycznej. To z jego pracowni wyszedł prototyp mikrolaparotopu, a także jego finalna wersja, która trafia do placówek medycznych w całej Polsce.

– Chciałem ci tylko osobiście pogratulować. Maju, naprawdę wspaniałe wystąpienie, wszystkim mowę odjęło, gdy zasugerowałaś rychłe rozpoczęcie testów na ludziach – mówi, nie wypuszczając mnie z objęć.

– Bo się zarumienię – rechoczę, czując, że już się to dzieje.

– Dobrze, w takim razie wystarczy tych pochwał! Już paniom nie przeszkadzam! – oświadcza, zwalniając uścisk. – Widzimy się wieczorem, drogie panie! – rzuca, po czym posyła mi kolejny uśmiech, a do Lilki puszcza oczko.

Machamy mu na pożegnanie, zapewniając, że obie planujemy pojawić się na pokonferencyjnym bankiecie.

– Ech – wzdycha Lilka, podpierając brodę na ręce i odprowadzając Wilczyńskiego rozmarzonym wzrokiem. – Co za facet…

– Nadal ci się podoba? – pytam, siadając z powrotem na krześle. Upijam łyk kawy i rozważam zamówienie kolejnej. Jeszcze nie ochłonęłam na tyle, aby opuścić kawiarnię, do której wymknęłyśmy się po pierwszej części konferencji.

– Taki facet musi się podobać – prycha Lilka, jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie, po czym macha lekceważąco ręką i szybko zmienia temat: – Ale to, co odwalił Robert, to się w głowie nie mieści!

Robert Malczuk to mój najbliższy współpracownik. O ile moje badania zazębiają się z badaniami Lilki, o tyle zadania Roberta są z nimi ściśle i nierozerwalnie powiązane.

– Musiało mu coś wypaść – staję w obronie kolegi, choć faktycznie Robert postawił mnie w mało komfortowej sytuacji.

Malczuk miał wystąpić zaraz po mnie. Jako specjalista od biologii komórki planował szerszy wykład na temat stymulacji komórek macierzystych w warunkach laboratoryjnych przed wszczepieniem ich do mózgu biorcy. Ale tego nie zrobił, bo niespodziewanie zapadł się pod ziemię. Nie tylko nie pojawił się na swoim wystąpieniu, ale w ogóle na całej konferencji.

Po tym, co sama zaprezentowałam, prelekcja Roberta wydawała się absolutnie koniecznym punktem spotkania. Po prośbach Grześka Kowalika, kierownika naszej sekcji badawczej oraz jednego z głównych organizatorów konferencji, choć brzmiały one raczej jak rozkazy niepodlegające jakiejkolwiek dyskusji, zgodziłam się zastąpić nieobecnego kolegę.

Jestem przekonana, że nie zgłębiłam tematu tak dokładnie, jak zrobiłby to Robert, ale – jak to mawiają – lepszy rydz niż nic.

– Wypaść? – warczy Lilka. – Co może być ważniejszego od wystąpienia na kwartalnej konferencji?

Wzruszam ramionami. Owszem, wkurzyłam się na Roberta, bo zupełnie nie byłam przygotowana na dodatkowy wykład, ale przecież pierwszy raz tak zawiódł. Musiał mieć szalenie ważny powód, aby się dziś nie pojawić – nie widzę innego wyjaśnienia. Mam tylko nadzieję, że nic złego mu się nie stało.

– A co ty go tak bronisz? – pyta Lilka i choć nie mówię nic więcej, przygląda mi się badawczo spod zmrużonych powiek. – Jesteś pewna, że Robert nie jest w twoim typie?

Wzdycham ciężko, upijając kolejny łyk kawy. Lilka uwielbia plotkować o facetach i zwykle mi to nie przeszkadza, ale teraz zwyczajnie niepokoję się o Roberta. Dzwoniłam do niego kilkakrotnie i ani raz nie odebrał połączenia. Wolałabym, aby Lilka nie przypominała mi o tym, że od rana nie dał znaku życia.

– Nigdy nie powiedziałam, że nie jest w moim typie – oponuję.

– Czyli kiedyś w końcu się z nim umówisz? – Przyjaciółka szczerzy zęby w szelmowskim uśmiechu.

– Nie, raczej nie – odpowiadam. – Jestem przecież z Olkiem.

– Ach, ten twój Olek – prycha z udawanym oburzeniem. – Jest nudny jak flaki z olejem.

– Wcale nie jest nudy…

– Żebyś czasem za niego nie wyszła.

– Rozważę to, gdy tylko poprosi mnie o rękę.

– Naprawdę? – Lilka jęczy, niepocieszona moją deklaracją.

Naprawdę, myślę, ale nie mówię tego na głos. Nie wspominam także, że od jakiegoś czasu błąkają mi się po głowie wizje mieszkania zupełnie odmiennego niż moje dotychczasowe cztery kąty.

Po cichu marzę o salonie zawalonym zabawkami – pośród nich bawi się zdecydowanie zbyt hałaśliwy maluch, a obok niego siedzi Olek…

Biorąc pod uwagę to, co mnie kiedyś spotkało, to bardzo odważne marzenia. Nie sądziłam, że kiedykolwiek tego typu myśli zakiełkują w mojej głowie. Choć przychodzą coraz częściej, ciągle są dla mnie tak nieprawdopodobne, że brak mi odwagi, aby podzielić się nimi z kimkolwiek.

– Proszę cię, tylko mi nie mów, że chcesz wyjść za psa! – Lilka chichocze dalej.

– Nie mów tak. – Ponownie wzdycham, tym razem z lekką irytacją. – Olek robi dużo dobrego. To ważna praca.

– Oj, Maja – przyjaciółka szturcha mnie w ramię – przecież tylko żartuję! Wiem, że ten nijaki pan komisarz jest dobry w tym, co robi.

– Nawet się nie domyślasz, jak bardzo. – Uśmiecham się do niej półgębkiem, na co Lilka śmieje się na całe gardło.

– No dobra, tych fantastycznych orgazmów to ci zazdroszczę!

– Daj już spokój. – Śmieję się razem z nią, zastanawiając się, jak by to było budzić się przy Olku każdego dnia.

Naczytałam się w książkach i nie tylko, jakie to trudne życie wiodą żony policjantów, i przez chwilę nawet dałam się temu przeświadczeniu zdominować. Przecież niemal każdy komisarz z najpopularniejszych kryminalnych serii to rozwodnik albo samotny alkoholik, niepotrafiący zbudować poprawnych relacji z kobietą, a wszystkiemu winna wymagająca i niebezpieczna praca. Cóż, im dłużej spotykam się z Olkiem, tym bardziej przekonana jestem, że to owszem, pociągająca, ale jednak tylko fikcja literacka.

– A co z piątkiem? – pyta Lilka.

Wydymam usta, bo nie wiem, o czym mówi.

– Obiecałaś, że zajmiesz się Leną…

– Aaa! – wykrzykuję, gdy przypominam sobie, o co chodzi.

Lena to siedmioletnia córka Lilki. Lilka wychowuje ją samotnie i od czasu do czasu powierza mi opiekę nad dziewczynką. Zwykle korzysta z mojej pomocy, gdy wpada jej w oko nowy facet i musi, po prostu musi się z nim przespać.

– Oczywiście, że się nią zajmę – zapewniam.

– Nie wolałabyś spędzić tego wieczoru z Olkiem? – dopytuje.

– Och, nie. – Nie jestem do końca szczera, ale nie chcę zawieść przyjaciółki. – Spędzanie czasu z Leną to czysta przyjemność. – To akurat jest całkowicie zgodne z prawdą. Lena jest przesympatyczną, wygadaną i mądrą dziewczynką. – A mały odpoczynek od Olka dobrze mi zrobi. Zresztą on teraz będzie zawalony robotą… – Milknę, gdy zdaję sobie sprawę, że nie powinnam była tego mówić.

– Jakaś nowa ofiara? – natychmiast podchwytuje Lilka.

– Druga – wzdycham. – Ale wiesz, że nie mogę…

– Wiem. – Lilka zniża głos do szeptu: – Znowu bez palców?

Przytakuję skinieniem głowy.

– Potworność – kwituje przyjaciółka.

– Lilka – podejmuję, przypominając sobie, że kompletnie nic nie wiem o mężczyźnie, z którym ma się spotkać, i podejrzewam, że ona sama także niewiele o nim wie. – Uważaj na siebie.

Lilka rechocze na całe gardło.

– Maja! Seba na pewno nie jest tym oszołomem, który lata po Krakowie z nożem!

Uśmiecham się lekko, już spokojniejsza. Skoro Lilka zna imię swojego nowego amanta i nawet używa jego zdrobnienia, to chyba jednak co nieco o nim wie.
mniej..

BESTSELLERY