Psychopozytywność - ebook
PSYCHOPOZYTYWNOŚĆ to osobista opowieść o tym, jak można osiągać wiele, a mimo to czuć się niewystarczającą. Książka o terapii, akceptacji i zmianie relacji z samą sobą. O tym, dlaczego obok ciałopozytywności potrzebujemy także psychopozytywności. Publikacja została utworzona przy pomocy sztucznej inteligencji (AI).
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8440-223-8 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Przez większość życia myślałam, że problemem jestem ja.
Za mało chuda.
Za mało mądra.
Za mało poukładana.
Nie dość dobra matka.
Nie dość dobra żona.
Nie dość dobra pracownica.
Cokolwiek robiłam — zawsze było JESZCZE.
Jeszcze kilogram do zrzucenia.
Jeszcze stopień wyżej.
Jeszcze lepiej.
Jeszcze więcej.
To „jeszcze” nie wzięło się znikąd.
Kiedy byliśmy mali, słyszeliśmy je często.
W dobrej wierze. Z troski. Z miłości.
Ale z czasem to „jeszcze” zamieszkało w nas.
I już nie potrzebowało rodziców.
Sami zaczęliśmy sobie je powtarzać.
Dorosłe życie wyglądało więc tak:
robię dużo — i wciąż jestem niewystarczająca.
Staram się — i wciąż nie dobijam do ideału.
Im bardziej się spinam, tym dalej on ucieka.
Aż przyszedł moment kryzysu.
Nie dramatyczny.
Cichy.
Taki, w którym już nie masz siły się poprawiać.
W terapii dostałam ćwiczenie o bezpiecznym miejscu.
Z pozoru proste.
A jednak wydarzyło się coś, czego nie planowałam.
Po raz pierwszy poczułam się BEZPIECZNA W SOBIE.
Nie oceniana.
Nie sprawdzana.
Nie poprawiana.
Nic ode mnie nie chciałam.
Nic nie musiałam udowadniać.
I wtedy… ODCZEPIŁAM SIĘ OD SIEBIE.
To nie była euforia.
To była ulga.
Zgodziłam się na swoje wady.
A potem — ku własnemu zdziwieniu — zaczęłam je lubić.
Nabrałam dystansu do siebie.
Gdy coś mi nie wychodziło, przestałam się biczować.
Zamiast tego śmiałam się i mówiłam:
_„no tak — cała ja. Roztrzepana. Niezdarna.”_
I świat się nie zawalił.
Stało się coś jeszcze.
Rzeczy, które latami leżały w szufladzie, wyszły na światło dzienne.
Obrazy, które nie były perfekcyjne — przestały się wstydzić.
Książka, która siedem lat czekała na „lepszy moment” — została wydana.
Język, którego się uczyłam, odblokował się, gdy przestałam liczyć błędy, a zaczęłam widzieć, ile już potrafię.
Nie dlatego, że stałam się lepsza.
Tylko dlatego, że PRZESTAŁAM SIĘ KONTROLOWAĆ.
Zrozumiałam coś bardzo prostego i bardzo niewygodnego:
żyjemy w niedoskonałym świecie, wśród niedoskonałych ludzi,
wychowani przez niedoskonałych rodziców.
Dążenie do perfekcji w takim świecie jest utopią.
A próba zasłużenia na własną wartość — drogą donikąd.
To nie była przemiana w lepszą wersję siebie.
To było wyjście z klatki ocen.
Jak feniks z popiołów — nie dlatego, że się poprawił,
ale dlatego, że przestał się karać.
Jak motyl — nie dlatego, że był idealną larwą,
ale dlatego, że pozwolił sobie być tym, czym był.
Tę postawę nazwałam PSYCHOPOZYTYWNOŚCIĄ.
Nie jako hasło.
Nie jako metodę.
Ale jako zgodę.
Na to, że nie muszę być doskonała, żeby żyć.
Na to, że mogę się mylić i nadal mieć wartość.
Na to, że nie wszystko musi być naprawione, żeby było prawdziwe.
Ta książka nie jest poradnikiem.
Nie nauczy Cię, jak być lepszą.
Nie obieca szczęścia.
Jest zaproszeniem do jednego momentu:
MOMENTU, W KTÓRYM PRZESTAJESZ SIEBIE OCENIAĆ.
I sprawdzasz, co się wtedy wydarzy.Rozdział 1
„JESZCZE…” — SŁOWO, KTÓRE NIE MA KOŃCA
Nie pamiętam momentu, w którym pierwszy raz pomyślałam, że jestem _za mało_.
Bo to nie był jeden moment.
To był proces.
„Jeszcze” pojawiało się wcześnie.
Czasem cicho.
Czasem w żartach.
Czasem z troski.
Jeszcze kilogram.
Jeszcze lepsza ocena.
Jeszcze więcej wysiłku.
Jeszcze trochę się postaraj.
Nie było w tym zła.
Była normalność.
Tak wychowuje się dzieci — mówią.
Motywuje.
Popycha do przodu.
Tylko nikt nie mówi, co dzieje się z dzieckiem, które NIGDY NIE SŁYSZY: WYSTARCZY.
Z czasem „jeszcze” przestaje być zdaniem wypowiadanym na głos.
Zaczyna być głosem w środku.
Nie potrzebuje już rodziców, nauczycieli, świata.
Radzi sobie samo.
Dorosłość nie przynosi ulgi.
Przynosi tylko więcej obszarów do poprawy.
Ciało.
Umysł.
Relacje.
Rodzicielstwo.
Praca.
Związki.
Rozwój.
Zawsze jest coś, co można zrobić lepiej.
Zawsze jest ktoś, kto robi to ładniej, mądrzej, spokojniej.
I nawet kiedy obiektywnie robisz dużo —
wewnątrz nadal coś mówi: _to jeszcze nie to_.
Najbardziej podstępne w tym mechanizmie jest to, że on UDAJE TROSKĘ.
Brzmi jak ambicja.
Jak odpowiedzialność.
Jak chęć bycia dobrą.
Ale pod spodem kryje się coś innego:
przekonanie, że NA BYCIE WYSTARCZAJĄCĄ TRZEBA ZASŁUŻYĆ.
Tak rodzi się perfekcjonizm.
Nie z miłości do ideału,
ale z lęku przed byciem niewystarczającą.
Perfekcjonizm nie mówi: „chcę więcej”.
On mówi: „boję się, że bez tego mnie nie zaakceptują”.
A później: „boję się, że sama siebie nie zaakceptuję”.
Im bardziej się starasz, tym wyżej ustawiasz poprzeczkę.
Im wyżej ona jest, tym częściej upadasz.
Im częściej upadasz, tym mocniej się karzesz.
I tak w kółko.
A potem bardzo często przychodzi moment, w którym ten sam mechanizm
wchodzi z nami w RODZICIELSTWO.
Rodzicielstwo szybko staje się kolejnym miejscem na „jeszcze”.
Jeszcze więcej cierpliwości.
Jeszcze więcej spokoju.
Jeszcze więcej obecności.
Nieważne, czy jesteś matką, czy ojcem.
Jeśli jesteś rodzicem, prędzej czy później pojawia się myśl:
_nie jestem wystarczająco dobrym rodzicem_.
Dziecko płacze.
Jesteś zmęczony.
Odpowiadasz ostrzej, niż chciałeś.
Albo odwracasz wzrok, bo nie masz już siły być „na sto procent”.
I wtedy wraca znajomy głos:
_Dobry rodzic by tak nie zareagował._
_Znowu zawiodłem._
_Inni ogarniają lepiej._
Ten głos nie rozróżnia płci.
Nie mówi: matka czy ojciec.
On mówi tylko jedno: NIE WYSTARCZASZ.
Wchodzisz w stary mechanizm naprawiania siebie.
Analizujesz ton głosu.
Minę dziecka.
Jedno zdanie za dużo.
Obiecujesz sobie:
_jutro będę spokojniejszy_
_muszę nad sobą popracować_
Tyle że to nie przynosi spokoju.
To przynosi napięcie.
Bo znowu próbujesz być IDEALNYM RODZICEM W NIEDOSKONAŁYM DNIU.
Psychopozytywność zaczyna się dokładnie w tym samym miejscu,
w którym wcześniej zaczynało się samobiczowanie.
Ta sama sytuacja.
To samo zmęczenie.
Ta sama reakcja.
I myśl:
_nie zareagowałem tak, jak bym chciał_.
I na tym KONIEC.
Nie dopisujesz:
_jestem złym rodzicem_