Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Pułapka toksycznych myśli - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 lutego 2026
19,90
1990 pkt
punktów Virtualo

Pułapka toksycznych myśli - ebook

 

Zatrzymaj ten toksyczny schemat

Czy zdarza Ci się działać przeciwko sobie?

Czy masz wrażenie, że rezygnujesz z wyzwań, zanim jeszcze spróbujesz?

Czy wewnętrzny głos częściej Cię blokuje niż wspiera – i nie wiesz, jak go uciszyć?

Juan Carlos Carrasco – coach i ekspert w zakresie pracy z wewnętrznym krytykiem – pokazuje, jak zamienić destrukcyjne myśli i nawyki na świadome, wspierające działania.

Dzięki temu poradnikowi dowiesz się:

czym jest wewnętrzna „toksyczność” i jak ją rozpoznać w sobie,

jak zastąpić negatywny dialog wewnętrzny wdzięcznością i refleksją,

czym jest głos krytyczny, odpoczynek psychiczny i świadoma wdzięczność oraz poznasz przykłady i inspiracje, które krok po kroku pomagają budować pozytywny wewnętrzny sojusz.

To nie jest kolejna książka o „pozytywnym myśleniu” – to praktyczny przewodnik, który uczy, jak być swoim najlepszym sprzymierzeńcem w życiu.

Odkryj siebie na nowo!

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-18740-5
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WPROWADZENIE

Wpro­wa­dze­nie

Wyobraź sobie, że pew­nego dnia wsta­jesz z łóżka i umiesz zada­wać sobie wła­ściwe pyta­nia, a także znaj­do­wać odpo­wie­dzi, o któ­rych nie wie­dzia­łeś, że są w tobie. Aby tak się stało, musia­łeś uci­szyć głos, który żyje w twoim umy­śle. Tak, tę maco­chę z bajki, która szep­cze, że nie jesteś w sta­nie zro­bić tego czy tam­tego, tę, która zaszcze­piła w tobie strach przed wyj­ściem ze strefy kom­fortu, jakby miało to spo­wo­do­wać pęk­nię­cie w ziemi i wybuch lawy wul­ka­nicz­nej. Tę, która mówi ci, żebyś nie zapi­sy­wał się na zaję­cia z malar­stwa, bo to nie dla cie­bie i porzu­cisz je w poło­wie. Która zachęca cię do odpusz­cza­nia wszel­kich gra­nic w oso­bi­stych rela­cjach, aby zyskać akcep­ta­cję i miłość innych. Któ­rej wie­rzysz, kiedy mówi ci, że kocha­nie sie­bie nie może być prio­ry­te­tem, jeśli chcesz być kochany – nawet jeśli ty sam wiesz, że nie brzmi to zbyt zdrowo.

Wyobraź sobie, że budzisz się i w two­jej gło­wie nie ma już żad­nych myśli, które wywo­łują poczu­cie winy i któ­rych nie możesz powstrzy­mać. Wyobraź sobie, że jesteś teraz w sta­nie pozy­tyw­nie zin­ter­pre­to­wać każdą małą lub dużą prze­szkodę w życiu codzien­nym i doce­niasz nawet naj­mniej­szą i naj­bar­dziej nie­zau­wa­żalną rzecz, która ci się przy­da­rza, jako wielki dar. Nie doty­kają cię, jak wcze­śniej, wymogi w two­jej pracy lub hipo­kry­zja niektó­rych nie­wdzięcz­nych kole­gów, sze­fów czy pod­wład­nych. Co wię­cej, umiesz odpo­cząć bez poczu­cia winy lub oskar­ża­nia się o leni­stwo za to, że masz nie­umyty talerz w zle­wie, nie zapi­sa­łeś się na siłow­nię lub ponow­nie prze­ło­ży­łeś roz­po­czę­cie kursu angiel­skiego online. Wyobraź sobie, że wiesz, jak w pełni skon­cen­tro­wać się na jakimś zada­niu. Lubisz sie­bie, bar­dzo sie­bie lubisz i to w bar­dzo zdrowy spo­sób. A kiedy nad­cho­dzi wie­czór, czu­jesz wdzięcz­ność za kolejny dzień w życiu, w któ­rym dowie­dzia­łeś się tro­chę wię­cej o sobie.

Wyobraź sobie, że koń­czysz dzień, śpiąc spo­koj­nie i bez irra­cjo­nal­nych zmar­twień. Zda­jesz sobie sprawę, że masz obo­wiązki, nie­do­koń­czone zada­nia i nie­speł­nione marze­nia, ale nie przy­gniata cię już cię­żar poczu­cia winy i wąt­pli­wo­ści, nie budzisz się już w środku nocy, myśląc o nich. Zda­łeś sobie sprawę, że szczę­ście polega rów­nież na byciu smut­nym i posia­da­niu pro­ble­mów. Odna­la­złeś kon­trolę, rów­no­wagę, sens i spo­kój.

Jeśli uwa­żasz, że to, co prze­czy­ta­łeś, to jakieś fan­ta­zje, choćby tylko w czę­ści, pozwól, że coś ci powiem: jesteś tok­syczną osobą. Nie, nie obra­żaj się. Nie cho­dzi mi o to, że jesteś nią dla innych. Jesteś nią dla sie­bie. Zdaję sobie sprawę, że kon­tekst, w któ­rym żyjesz, może za to w jakiejś mie­rze odpo­wia­dać. Ale nie­stety jego zmiana nie zależy od cie­bie.

Możesz za to naprawdę dzia­łać w swoim wnę­trzu. A także wpły­wać na to, jak inter­pre­tu­jesz śro­do­wi­sko, w któ­rym się poru­szasz, pełne wyda­rzeń, ludzi i przed­mio­tów, które uzna­łeś za odpo­wie­dzialne za więk­szość swo­ich cier­pień.

Na następ­nych stro­nach będę dążyć do tego, byś dzięki ćwi­cze­niom i zale­ce­niom, które ci dam, zro­zu­miał, jak dzie­siątki prze­ko­nań sko­lo­ni­zo­wały twój umysł, jak cię ogra­ni­czają i dla­czego wiele z nich jest prze­ła­do­wa­nych nega­tyw­no­ścią. Dobra wia­do­mość jest taka, że nie jest to twoja wina i można temu zara­dzić. Gdy zasto­su­jesz pro­ste narzę­dzia metody VEGA (kry­tyczny głos, odpo­czy­nek, świa­doma wdzięcz­ność i sku­teczne samo­po­zna­nie), które dla cie­bie stwo­rzy­łem i które poznasz poni­żej, wszystko się ułoży i nabie­rze kształtu. Będziesz pra­co­wać nad tym, jak wyci­szyć w sobie kry­tyczny głos; nauczysz się, jak pozbyć się tego wiel­kiego współ­cze­snego zła, jakim jest poczu­cie winy zwią­zane z odpo­czyn­kiem; pogłę­bisz samoświa­do­mość, wspi­na­jąc się kolejno po szcze­blach. Zro­bisz to wszystko, bazu­jąc na pozy­tyw­nym myśle­niu i roz­wi­ja­jąc swoje poczu­cie wdzięcz­no­ści. Zro­zu­miesz, dla­czego wszy­scy wpa­dli­śmy w wielką pułapkę, któ­rej nie możemy pową­chać, zoba­czyć ani dotknąć, ale za to możemy z jej powodu cier­pieć. Mało kto ją widzi, ale wszy­scy odczu­wamy jej skutki, czy to nieco, czy w naj­gor­szym wypadku bar­dzo szko­dli­wie.

Ten rodzaj paję­czyny, w którą się zaplą­tu­jemy, pocho­dzi od cie­bie, od jed­nostki, i z two­ich darem­nych poszu­ki­wań rów­no­wagi i spój­no­ści mię­dzy two­imi emo­cjami, sys­te­mem war­to­ści, pra­gnie­niami, tym, czego myślisz, że się od cie­bie ocze­kuje, a rze­czy­wi­sto­ścią zewnętrzną, która cię ota­cza. To walka mię­dzy tym, czego chcesz, w co wie­rzysz, a tym, co naprawdę jest.

Praw­dziwa pułapka jest taka, że trak­tu­jemy te emo­cjo­nalne puz­zle tak, jakby nale­żały do tej samej ukła­danki. I to nor­malne, ponie­waż z zasady wszyst­kie ele­menty są ze sobą ści­śle powią­zane. Powin­ni­śmy jed­nak spoj­rzeć na każdą część jako na całość. Zwy­kle tego nie robimy, rodzi się więc wiele nie­ści­sło­ści, a nasz mózg oczy­wi­ście ich nie­na­wi­dzi, będzie zatem chciał je roz­wią­zać w każdy moż­liwy spo­sób. Kiedy mu się to nie uda, popad­nie w roz­my­śla­nia i typowe dla niego błędne koło myśli: nad­mierne ana­li­zo­wa­nie.

Aby prze­stać za wiele myśleć, musisz spra­wić, by wszyst­kie te ele­menty z róż­nych ukła­da­nek paso­wały do sie­bie. Na tym wła­śnie celu się sku­pimy. W wielu sytu­acjach nawet z pomocą ćwi­czeń nie znaj­dziemy satys­fak­cjo­nu­ją­cej odpo­wie­dzi lub roz­wią­za­nia, będziemy musieli pra­co­wać nad logicz­nym, prak­tycz­nym i bez­po­śred­nim wyj­ściem: prze­stać myśleć. Osią­gnię­cie tego nie jest łatwe, w zasa­dzie fizjo­lo­gicz­nie nie­moż­liwe. Pro­blem jed­nak nie leży w samym myśle­niu, ale w tym, na czym myśli się sku­piają.

Cza­sem, gdy sta­ramy się o czymś nie myśleć, popa­damy w para­doks różo­wego sło­nia, który praw­do­po­dob­nie już znasz, choć może koja­rzysz z nim inne zwie­rzę czy kolor. W każ­dym razie on bar­dzo dobrze wyja­śnia, jak reaguje nasz mózg.

Wyobraź sobie, że ktoś mówi ci: „Nie myśl o różo­wym sło­niu przez godzinę. Przez cały ten czas masz o nim nie myśleć”. Twój umysł auto­ma­tycz­nie two­rzy obraz różo­wego sło­nia, nawet jeśli począt­kowo tego nie chcia­łeś. Trud­ność polega na tym, że świa­do­mie pró­bu­jąc wyma­zać obraz sło­nia, akty­wu­jesz go dalej w swoim umy­śle. Zja­wi­sko to znane jest jako efekt odbi­cia.

Według psy­cho­loga Daniela Wegnera i jego współ­pra­cow­ni­ków, pio­nie­rów w bada­niach nad tłu­mie­niem myśli, kiedy pró­bu­jemy wyeli­mi­no­wać nie­chcianą myśl, taką jak nasz różowy słoń, wyzwala to pro­ces, który jest cał­ko­wi­tym prze­ci­wień­stwem tego, o co cho­dzi danej oso­bie. Zamiast spra­wić, by znik­nął, cią­gle kie­ru­jemy uwagę na jego obec­ność lub nieobec­ność, co para­dok­sal­nie zwięk­sza praw­do­po­do­bień­stwo ponow­nego poja­wie­nia się sło­nia. Innymi słowy, ludzki umysł nie jest sku­teczny w tłu­mie­niu nie­chcia­nych myśli. Jest nie­po­słuszny, zamiast spra­wić, by ode­szły, ma ten­den­cję do przy­wo­ły­wa­nia ich z więk­szą siłą.

Jeśli czu­jemy się źle, to dla­tego, że sku­piamy się na nega­tyw­nych myślach, pro­ble­mach lub wspo­mnie­niach, które pra­gniemy zro­zu­mieć, roz­wią­zać lub zapo­mnieć. Nie ma w tym nic złego, złe chwile należy akcep­to­wać jako część naszego życia. Pro­blem polega na tym, że nikt nie chce takiego stanu. A ponie­waż zwy­kle nie udaje nam się szybko z niego wydo­stać, roz­pa­czamy, odczu­wamy fru­stra­cję, złość lub poczu­cie winy. Mamy fał­szywe poczu­cie, że nie będziemy w sta­nie prze­rwać nega­tyw­nego cyklu, i tak wpa­damy w zasadzkę: dajemy się zła­pać w koło różo­wego sło­nia.

Kiedy tak się dzieje, oprócz zanu­rza­nia się w myślach iden­ty­fi­ku­jemy się rów­nież z ich nega­tyw­nie nała­do­waną tre­ścią i trak­tu­jemy ją jako część naszej rze­czy­wi­sto­ści. Zezwa­lamy na swo­bodę naszemu kry­tycz­nemu gło­sowi, który wędruje po nowym tery­to­rium, dyk­tu­jąc swoje tok­syczne prawa. A my nie jeste­śmy w sta­nie nic z tym zro­bić: „Prze­stań myśleć, dla­czego cią­gle myślisz! I tak nie znaj­du­jesz odpo­wie­dzi. Dla­czego nie prze­sta­jesz? Dla­czego to robisz? Prze­stań w końcu! Jesteś bez­u­ży­teczny i żało­sny. Co znów z tobą nie tak…?”.

Każde z nas zmaga się z takimi sabo­tu­ją­cymi myślami w mniej­szym lub więk­szym stop­niu. Cza­sami ten głos może być nie­zwy­kle sub­telny, wręcz nie­sły­szalny. Uświa­do­mie­nie sobie jego obec­no­ści i nie­trak­to­wa­nie go jako czę­ści naszej istoty zrobi róż­nicę.

Jed­nym z celów tej książki jest zneu­tra­li­zo­wa­nie tego głosu, tego rodzaju tok­sycz­nej osoby, która przej­muje nad tobą kon­trolę, a ty nie zda­jesz sobie z tego sprawy. Być może osobą na ziemi, która może wyrzą­dzić ci naj­więk­szą krzywdę, jesteś ty sam. Dobra wia­do­mość jest taka, że ta osoba ma wię­cej wspól­nego z two­imi myślami niż z tym, kim naprawdę jesteś.

Nasz kry­tyczny głos, nasze nie­od­po­wied­nie nawyki w relak­so­wa­niu się, nasze postrze­ga­nie rze­czy­wi­sto­ści, nasze prze­ko­na­nia o tym, co jest, a co nie jest nor­malne, mogą bar­dzo łatwo zmie­nić nas w tok­syczne istoty wobec nas samych. Pamię­taj, że to nie twoja wina, w więk­szo­ści przy­pad­ków dzieje się to bez naszej świa­do­mo­ści. Coś się wyda­rza, gdy pozwo­limy takiej tok­sycznej oso­bie prze­jąć kon­trolę nad naszym spoj­rze­niem na sie­bie: sta­jemy się, mimo­wol­nie i nie z wła­snej winy, ludźmi, któ­rych w tej książce nazwę „samo­roz­bit­kami”. Sta­łeś się jed­nym z nich, jeśli uwie­rzy­łeś we wła­sny nega­tywny dia­log wewnętrzny lub pro­wa­dzisz cią­głe nego­cja­cje ze swo­imi samokry­tycznymi i pozba­wia­ją­cymi mocy myślami. Zapra­szam do dal­szej lek­tury książki i dogłęb­nego odkry­cia, o co w tym wszyst­kim cho­dzi.

Jako coach, doradca i men­tor osób o wyso­kiej wraż­li­wo­ści zaob­ser­wo­wa­łem u pra­wie wszyst­kich z nich wzo­rzec nad­mier­nego wyma­ga­nia od sie­bie oraz drę­cze­nia sie­bie. Osoby, które mają ten rys oso­bo­wo­ści, wyka­zują wyraźną ten­den­cję do per­fek­cjo­ni­zmu i silną potrzebę rów­no­wagi oraz spój­no­ści, zarówno w rela­cjach z innymi, jak i w ocze­ki­wa­niu, by te war­to­ści były obecne w świe­cie. Ich wysoka empa­tia może jed­nak stać się prze­szkodą, a nawet głów­nym źró­dłem natręt­nych myśli i wewnętrz­nych dyle­ma­tów. Bar­dzo empa­tyczne osoby czę­sto mają ten­den­cję do sta­wia­nia innych na pierw­szym miej­scu, zapo­mi­na­jąc o sobie. To cie­kawe, jak wro­dzona zdol­ność może stać się pali­wem i ste­ry­dami dla ich wewnętrz­nego kry­tyka. Ale nie trzeba być osobą wysoko wraż­liwą, by wpaść w sub­telne samo­udrę­cze­nie – wystar­czy być czło­wie­kiem, by w mniej­szym lub więk­szym stop­niu zma­gać się z tym pro­ble­mem każ­dego dnia.

Pra­wie dzie­sięć lat temu byłem w sta­nie ziden­ty­fi­ko­wać, że sam jestem wysoko wraż­liwą osobą, co dopro­wa­dziło do oso­bi­stej rewo­lu­cji na wszyst­kich pozio­mach. Po pew­nym cza­sie zaczą­łem odczu­wać impe­ra­tywną potrzebę pozna­nia więk­szej liczby ludzi z tą cechą oso­bo­wo­ści, więc zamie­ści­łem wia­do­mość na forum inter­ne­to­wym dla osób z mojego mia­sta. Poja­wiali się stop­niowo, jeden po dru­gim, wielu z nich było intro­wer­ty­kami i tro­chę czasu zajęło mi zebra­nie kilku z nich w grupę. Zaczę­li­śmy się spo­ty­kać i odkry­li­śmy, jak bar­dzo jeste­śmy do sie­bie podobni w spo­so­bie odno­sze­nia się do sie­bie i inter­pre­to­wa­nia oto­cze­nia, w naszych war­to­ściach, empa­tii i per­cep­cji. Zgo­dzi­li­śmy się co do naszej zdol­no­ści intro­spek­cji, trak­tu­jąc ją jako koniecz­ność, jako spo­sób na zna­le­zie­nie odpo­wie­dzi na wszyst­kie pyta­nia, które sobie zada­wa­li­śmy. Sty­mu­lo­wa­li­śmy i szko­li­li­śmy się nawza­jem, nie zda­jąc sobie z tego sprawy.

Zawsze mia­łem silną ten­den­cję do dba­nia o dobro innych ludzi. Przy nie­zli­czo­nych oka­zjach poma­ga­łem oso­bom, które nie zasłu­gi­wały na moją uwagę. I to wła­śnie na tych spo­tka­niach posta­no­wi­łem usta­lić gra­nice tego, jak będę odno­sił się do innych, że będę poma­gał tylko ludziom, któ­rzy mnie o to popro­szą. W trak­cie tego pro­cesu potrzeba spo­tka­nia podob­nie myślą­cych ludzi prze­ro­dziła się w pra­gnie­nie poprawy ich życia przy moim wspar­ciu. To wła­śnie wtedy posta­no­wi­łem się szko­lić, zsyn­te­ty­zo­wać swoją wie­dzę i upo­rząd­ko­wać ją, aby móc prze­ka­zy­wać ją innym.

Coaching to pro­ces, w któ­rym sta­ramy się uwol­nić poten­cjał danej osoby, aby zmak­sy­ma­li­zo­wać jej pełną wydaj­ność. Poprzez dia­log i zada­wa­nie pytań tre­ner lub coach towa­rzy­szy danej oso­bie w pro­cesie samo­po­zna­nia, ucze­nia się i roz­woju oso­bi­stego lub zawo­do­wego klienta. W rze­czy­wi­sto­ści nie jest to coś nowego; coaching czer­pie ze źró­deł metody sokra­tej­skiej. Majeu­tyka Sokra­tesa (470–399 p.n.e.) – ter­min ten pocho­dzi od słowa ozna­cza­ją­cego pracę aku­szerki – kon­cen­tro­wała się na dia­logu i zada­wa­niu pytań, w któ­rych nauczy­ciel dzia­łał jako rodzaj inte­lek­tu­al­nej położ­nej poma­ga­ją­cej uczniowi w naro­dzi­nach jego wła­snej wie­dzy.

W tych pra­wie taj­nych gru­pach wszy­scy byli­śmy Sokra­te­sami i zebrano wiele owo­ców. Na tych spo­tka­niach, jak już wspo­mnia­łem, odkry­łem, jaką ścieżkę powi­nie­nem obrać w życiu, i wła­śnie wtedy zaczął kieł­ko­wać zalą­żek metody VEGA.

Wysoce wraż­liwa osoba doświad­cza zarówno dobra, jak i zła z więk­szą inten­syw­no­ścią i głę­bią. Jeśli istoty ludz­kie mają już ten­den­cję do mar­twie­nia się, to gdy są bar­dzo wraż­liwe, będą bar­dziej zanie­po­ko­jone swoim oto­cze­niem. Wszy­scy możemy cie­szyć się pięk­nem dzieła sztuki, ale osoba z tą cechą będzie cie­szyć się nim bar­dziej inten­syw­nie i tak dalej. Wiele się nauczy­łem dzięki inte­rak­cji z ludźmi WWO. Obec­nie robię to codzien­nie z moimi klien­tami. Wiem więc z pierw­szej ręki, co działa, a co nie działa w poszu­ki­wa­niu samo­świa­do­mo­ści, rów­no­wagi i spo­koju u każ­dego rodzaju osoby. I wiem to, ponie­waż sam zasto­so­wa­łem tę metodę na sobie i podzie­li­łem się nią z wie­loma oso­bami, które dziś czer­pią korzy­ści, zarówno z wła­snej pracy nad sobą, jak i z tego, co wnio­słem pod­czas mojego towa­rzy­sze­nia w tych pro­ce­sach.

Dzielę się tym rów­nież z tobą, ponie­waż działa on z każdą osobą, nie­za­leż­nie od jej oso­bo­wo­ści lub poziomu wraż­li­wo­ści. Jeśli naprawdę wyru­szysz w swoją podróż trans­for­ma­cji i zechcesz poznać sie­bie, być dla sie­bie życz­li­wym i pozwo­lić sobie być, odkry­wa­jąc, kim jesteś, zro­bisz to. Pamię­taj o tym, jeśli chcesz osią­gnąć rezul­taty: nie wystar­czy mieć książkę na sto­liku noc­nym, musisz także dać jej miej­sce w swoim życiu, korzy­sta­jąc z niej.

Ist­nieje cienka linia, bar­dzo łatwa do prze­kro­cze­nia, która oddziela nie­mal nie­zau­wa­żalną nega­tywną samo­ocenę od bez­li­to­snej kry­tyki. Choć jest to oczy­wi­ste, więk­szość ludzi, oce­nia­jąc swój stan, nie zdaje sobie z tego sprawy. Kolej­nym celem tej książki jest umoż­li­wie­nie ci ponow­nego przyj­rze­nia się swoim dzia­ła­niom i emo­cjom z pozy­cji bliż­szej fak­tom. Bez popa­da­nia w roz­my­śla­nia o różo­wym sło­niu i zwra­ca­nia się do sie­bie nie­wła­ści­wie.

Pamię­tam klientkę, która potrze­bo­wała moich usług, aby wydo­stać się z oso­bi­stego i twór­czego kry­zysu. W swo­jej opi­nii pro­kra­sty­no­wała, nie wyko­rzy­sty­wała w pełni swo­jego czasu i uwa­żała, że jest to – według jej wła­snych słów – kata­strofa.

Vero­nica jest roz­wie­dzioną czter­dzie­sto­dwu­let­nią praw­niczką, matką syna z zespo­łem Asper­gera. Pra­co­wała wiele godzin w kan­ce­la­rii praw­nej, z tru­dem opie­ko­wała się synem, dbała o porzą­dek w domu, a oprócz tego w wol­nym cza­sie pisała powieść. Pomimo tego wszyst­kiego czuła się winna, ponie­waż „pro­kra­sty­no­wała”. Kiedy skon­tak­to­wała się ze mną, usi­łu­jąc skoń­czyć z odkła­da­niem spraw, opi­sała sie­bie jako leniwą. Powie­działa mi, że czę­sto prze­suwa naj­waż­niej­sze rze­czy na póź­niej. Gdy jed­nak zagłę­bi­li­śmy się w jej sytu­ację, wspól­nie odkry­li­śmy, że w rze­czywistości robiła znacz­nie wię­cej, niż jej się wyda­wało. Zdała sobie sprawę, że jej postrze­ga­nie sie­bie było znie­kształ­cone przez wła­sny kry­tyczny i wyma­ga­jący głos. Jej empa­tia spra­wiała, że zatra­cała się w innych, zapo­mi­na­jąc o sobie, i czuła się winna za wszystko. Odkryła, że nie­ustan­nie osą­dzała sie­bie za to, że nie jest wystar­cza­jąco pro­duk­tywna lub wydajna, aby zado­wo­lić innych. W rze­czywistości wyko­ny­wała świetną robotę, posu­wa­jąc swoje życie i życie swo­jego syna do przodu, pomimo wielu obo­wiąz­ków. Napi­sała nawet powieść! W końcu była w sta­nie zro­zu­mieć, że jej poczu­cie winy i prze­ko­na­nia o pro­kra­sty­na­cji nie były uza­sad­nione, lecz wyni­kały z nega­tyw­nej wewnętrz­nej nar­ra­cji, którą sobie wma­wiała.

Czy kie­dy­kol­wiek czu­łeś, że nie możesz zna­leźć wyj­ścia z jakiejś sytu­acji, a póź­niej, gdy udaje ci się ją roz­wią­zać, nie rozu­miesz, jak to moż­liwe, że wcze­śniej nie widzia­łeś roz­wią­za­nia? Cóż, moim zamia­rem w tej książce jest pomóc ci roz­wi­nąć umie­jęt­ność znaj­do­wa­nia odpo­wie­dzi, gdy wciąż jesteś „w środku”. Dzięki prak­tycz­nym ćwi­cze­niom zawar­tym w każ­dym roz­dziale nauczysz się rein­ter­pre­to­wać swoją rze­czy­wi­stość i uzy­skasz znacz­nie jaśniej­szy obraz tego, co dzieje się wokół cie­bie. Prze­sta­niesz sta­wiać sobie irra­cjo­nalne wyma­ga­nia. Nauczysz się mówić do sie­bie we wła­ściwy spo­sób. Będziesz w sta­nie doce­nić swoje natu­ralne zdol­no­ści, nawet nie­wiel­kie, ponie­waż są one uni­kalne i twoje wła­sne. I znaj­dziesz spo­kój umy­słu, zmie­nia­jąc swoje myśle­nie w kie­runku pozy­tyw­nego wewnętrz­nego dia­logu.

Ta książka zawiera infor­ma­cje, dzięki któ­rym, gdy pra­wi­dłowo je zin­ter­pre­tu­jesz i zasto­su­jesz, poczu­jesz, że masz kon­trolę i zdol­ność do odkry­cia, jaki sens i kie­ru­nek chcesz nadać swo­jemu życiu na każ­dym roz­drożu. Zale­cam prze­czy­ta­nie książki _Pułapka tok­sycz­nych myśli_ po raz pierw­szy, aby zapo­znać się z jej tre­ścią i zro­zu­mieć, w jaki spo­sób poszcze­gólne roz­działy i ćwi­cze­nia odno­szą się do sie­bie nawza­jem. Po tym pierw­szym podej­ściu zacznij czy­tać ponow­nie, po kolei i bez pomi­ja­nia żad­nego z kro­ków. Chcę ci towa­rzy­szyć i pomóc ci w tej nie­zbęd­nej podróży, byś mógł prze­stać być dla sie­bie tok­syczną osobą.1. POZNANIE SIEBIE: WAZA MING I WIDOK Z LOTU PTAKA

1

Pozna­nie sie­bie: waza Ming i widok z lotu ptaka

Ist­nieje rze­czy­wi­stość tam na zewnątrz, ale my nie wcho­dzimy z nią w inte­rak­cje. Jedyną rze­czy­wi­sto­ścią, w któ­rej naprawdę żyjemy, jest symu­la­cja stwo­rzona przez nasz mózg, która cza­sami odpo­wiada rze­czy­wi­sto­ści, a cza­sami nie.

Susana Martínez-Conde

Samo­świa­do­mość jest czę­sto przed­sta­wiana jako klu­czowe narzę­dzie do osią­gnię­cia suk­cesu i szczę­ścia. I nie będę temu zaprze­czał. Należy jed­nak zauwa­żyć, że pro­ces jej zyski­wa­nia może być bole­sny, gdy kon­fron­tu­jemy się z mniej przy­jem­nymi aspek­tami nas samych. Samo­świa­do­mość polega na odkry­wa­niu i zro­zu­mie­niu tego, kim naprawdę jeste­śmy, co nami kie­ruje, jak reagu­jemy na różne sytu­acje i jak nasza prze­szłość wpły­nęła na to, jacy jeste­śmy. Jest to pro­ces rozu­mie­nia i bycia świa­do­mym sie­bie.

Wszyst­kim nam towa­rzy­szą mniej wię­cej podobne wyobra­że­nia na temat celu samo­po­zna­nia i jego defi­ni­cji. Na przy­kła­dzie osób, które do mnie przy­cho­dzą, zauwa­ży­łem, że cza­sami fał­szywe prze­ko­na­nia, jakie mamy na ten temat, mogą utrud­niać nam osią­ga­nie wyni­ków pomimo wysił­ków. Zbyt czę­sto samo­po­zna­nie jest trak­to­wane jako cel, a nie śro­dek do zwięk­sze­nia naszego dobrego samo­po­czu­cia. Pierw­szą rze­czą, którą powi­nie­neś wie­dzieć, jest to, że tak, cho­dzi tu o samo­zro­zu­mie­nie i samo­świa­do­mość, ale musisz też od samego początku mieć jasność: ni­gdy nie osią­gniesz tego w pełni. Pozna­nie sie­bie musi być rozu­miane jako ścieżka, jako postawa i filo­zo­fia życia. Przy­po­mina to meta­forę osła gonią­cego mar­chewkę, która zawsze pozo­staje zale­d­wie kilka cen­ty­me­trów od jego nosa. Tak jak osioł nie­stru­dze­nie podąża w kie­runku mar­chewki zawie­szo­nej przed nim, tak my, jako nie­ustan­nie zmie­nia­jące się istoty, zmu­szamy się do nie­moż­li­wego – zro­zu­mie­nia sie­bie jako wymier­nej cało­ści, choć ni­gdy tego nie osią­gamy.

Możesz być bar­dzo samo­lubną osobą lub naj­mil­szą, naj­bar­dziej chętną do współ­pracy i empa­tyczną osobą na świe­cie. Możesz uwa­żać się za nor­malną osobę, nie­za­leż­nie od tego, że jest to tylko subiek­tywne poję­cie. Zależy to w dużej mie­rze od indy­wi­du­al­nej per­spek­tywy, gene­tyki, śro­do­wi­ska i kul­tury. W rze­czy­wi­sto­ści nie ma uni­wer­sal­nej defi­ni­cji tego, co jest „nor­malne”. To, co może być uwa­żane za nor­malne w twoim kon­tek­ście, może nie być nor­malne w moim. Jeśli chcesz poznać sie­bie, prze­ana­li­zuj śro­do­wi­sko, w któ­rym się roz­wi­ja­łeś i które czę­ściowo ukształ­to­wało twoją oso­bo­wość.

Wiara w to, że bycie „nor­mal­nym” lub uda­wa­nie „nor­mal­nego” jest wła­ściwe, ogra­ni­cza cię. Być może logiczne i roz­sądne jawi ci się bycie ostrożną, dys­kretną i pra­co­witą osobą. Być może bar­dziej utoż­sa­miasz się z posta­cią nie­ustra­szoną czy histrio­niczną, a może twoją naj­więk­szą oso­bi­stą aspi­ra­cją jest kar­mie­nie gołębi w parku. Gdy­byś uro­dził się pięć­set lat temu w ple­mie­niu kani­bali, czuł­byś się cenioną czę­ścią swo­jej spo­łecz­no­ści, poże­ra­jąc wro­gów. Rze­czy­wi­stość two­jej nor­mal­no­ści może mieć tysiąc twa­rzy – tyle, ile jest ludzi, reli­gii i prze­ko­nań w kul­tu­rach świata. Dzięki tej „nor­mal­no­ści” czu­jemy się bez­piecz­nie, przy­na­le­żymy do grupy poprzez bycie jej bli­skim.

Aby lepiej poznać sie­bie, powi­nie­neś nie tylko kwe­stio­no­wać takie prze­ko­na­nia, ale także obser­wo­wać bez osą­dza­nia inne rze­czy­wi­sto­ści, inne spo­łecz­no­ści lub kul­tury oraz poglądy na temat tego, co jest lub nie jest nor­malne, według ludzi, któ­rzy są ich czę­ścią.

W miarę postę­pów w samo­po­zna­niu odkry­jesz głęb­sze war­stwy swo­jej toż­sa­mo­ści. Ważne jest, by zro­zu­mieć, że pro­ces jest waż­niej­szy niż sam cel. Podob­nie jak osioł, który ni­gdy nie dotrze do mar­chewki, ty ni­gdy nie poznasz sie­bie w pełni. Musimy uni­kać błędu pole­ga­ją­cego na postrze­ga­niu samo­wie­dzy jako cze­goś sta­tycz­nego. Pamię­taj, że jeste­śmy nie­ustan­nie ewo­lu­ują­cymi orga­ni­zmami. Na pozio­mie komór­ko­wym nasze ciało nie­ustan­nie się odna­wia.

Twoje organy skła­dają się teraz z innych komó­rek niż te, które mia­łeś w dzie­ciń­stwie. Pla­stycz­ność two­jego mózgu, nowe doświad­cze­nia, nauka, decy­zje i ślady pozo­sta­wione przez rela­cje z innymi ludźmi spra­wiają, że jesteś orga­ni­zmem w nie­ustan­nej prze­mia­nie. Gdy myślisz, że już się znasz, zdą­ży­łeś się zmie­nić; samo prze­ko­na­nie, że już się znasz, zmie­nia spo­sób, w jaki sie­bie postrze­gasz, a więc i tak nie jesteś już tą samą osobą.

Ważne nie jest to, czy uda nam się zła­pać mar­chewkę, lecz to, by odkryć, dokąd chcemy, żeby podą­żył osioł. W tym celu posłu­żymy się sku­teczną auto­ana­lizą, zapro­po­no­waną w tej książce jako część metody VEGA.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij