Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Queenston Heights 1812 - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 marca 2026
35,90
3590 pkt
punktów Virtualo

Queenston Heights 1812 - ebook

W czasie wojen napoleońskich, w 1810 roku, Stany Zjednoczone zaczęły wspierać Francję, występując przeciwko interesom Wielkiej Brytanii. Stało się to powodem wybuchu kolejnej wojny amerykańsko-brytyjskiej po tej, która przyniosła niepodległość zbuntowanym koloniom w Ameryce Północnej. Amerykanie zaatakowali w rejonie Wielkich Jezior, jednak wyprawa gen. Hulla, zorganizowana latem 1812 roku, zakończyła się fiaskiem i kapitulacją w Fort Detroit. Kolejną próbę inwazji na Kanadę podjął gen. Van Rensselaer, przeprawiając się na czele 6-tysiecznego oddziału milicji przez graniczną rzekę Niagara w okolicach miejscowości Queenston. 13 października doszło tam do starcia. Walki toczyły się przede wszystkim o pobliskie wzgórza i trwały większą część dnia. Amerykanie ponieśli w końcu druzgoczącą klęskę, ale Brytyjczycy, wspierani przez Indian, również zapłacili wysoką cenę - ich dowódca, gen. Isaac Brock, poległ na polu bitwy. Choć wojna trwała do 1815 roku, ta batalia zajmuje ważne miejsce w pamięci historycznej Kanadyjczyków, a Brock stał się bohaterem narodowym.

Warto przypomnieć ten konflikt w kontekście presji wywieranej na Kanadę przez obecnego amerykańskiego prezydenta Trumpa, żeby przyłączyła się do Stanów Zjednoczonych.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-18866-2
Rozmiar pliku: 4,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

WSTĘP

„MIESZ­KAŃCY KANADY! Po 30 latach POKOJU i dobro­bytu STANY ZJED­NO­CZONE zostały zmu­szone do walki. Szkody i agre­sja, znie­wagi i upo­ko­rze­nia ze strony Wiel­kiej Bry­ta­nii po raz kolejny nie pozo­sta­wiły im alter­na­tywy poza męż­nym opo­rem lub bez­wa­run­ko­wym pod­da­niem si改 – tak roz­po­czy­nał swą ode­zwę do Kana­dyj­czy­ków ame­ry­kań­ski gene­rał bry­gady Wil­liam Hull, któ­rego armia wkrótce po wypo­wie­dze­niu wojny przez Kon­gres prze­kro­czyła bry­tyj­ską gra­nicę. Hull zapew­niał miesz­kań­ców Kanady o zacho­wa­niu wszel­kich dotych­cza­so­wych praw i suge­ro­wał włą­cze­nie ich do grona oby­wa­teli Sta­nów Zjed­no­czo­nych, stwier­dza­jąc, że „zosta­nie­cie uwol­nieni od tyra­nii i uci­sku i przy­wró­ceni do god­nego miana wol­nych ludzi”. Był lipiec 1812 roku, a wojna ame­ry­kań­sko-bry­tyj­ska trwała od nie­ca­łego mie­siąca. Głów­nym celem zma­gań zbroj­nych stała się Kanada; o jej przy­łą­cze­niu do Sta­nów mówiło się już od dłuż­szego czasu. Ame­ry­ka­nie zamie­rzali zaata­ko­wać aż z trzech kie­run­ków, a nadzieje na suk­ces zwięk­szało uwi­kła­nie Wiel­kiej Bry­ta­nii w wojnę z Napo­le­onem. Prze­li­czyli się jed­nak. Wbrew peł­nej patosu pro­kla­ma­cji Wil­liam Hull bar­dzo szybko odwo­łał ofen­sywę, wyco­fu­jąc się na tery­to­rium USA, a gdy jego siły zostały oblę­żone, pod­dał fort Detroit łącz­nie z całą swoją armią.

Wkrótce kolejną próbę inwa­zji pod­jął gene­rał-major Ste­phen Van Rens­se­laer III. Była to jedna z ostat­nich szans Ame­ry­ka­nów na popra­wie­nie ich trud­nej sytu­acji jesz­cze przed roz­po­czę­ciem zimy, która zatrzy­ma­łaby więk­szość dzia­łań wojen­nych aż do roz­to­pów. Zde­cy­do­wano się na prze­prawę przez Nia­garę w oko­li­cach mia­steczka Queen­ston. Po stro­nie obroń­ców w bitwie wzięli udział: bry­tyj­scy żoł­nie­rze, kana­dyj­ska mili­cja i Iro­kezi. Walki toczyły się przede wszyst­kim o góru­jące nad mia­stem wzgó­rza i trwały przez więk­szą część dnia. Osta­tecz­nie Ame­ry­ka­nie ponie­śli dru­zgo­czącą klę­skę, ale Bry­tyj­czycy rów­nież zapła­cili wysoką cenę. Ich słynny dowódca, gene­rał-major Isaac Brock, poległ na polu bitwy.

Opi­sy­wane tu star­cie zajęło nie­zwy­kle ważne miej­sce w pamięci histo­rycz­nej Kana­dyj­czy­ków. Nazy­wano je nawet – cho­ciaż ze sporą prze­sadą – kana­dyj­skimi Ter­mo­pi­lami. Leoni­da­sem był w tym wypadku wspo­mniany Isaac Brock. Jest to histo­ria pobu­dza­jąca wyobraź­nię i nic dziw­nego, że gene­rał stał się dla Kana­dyj­czy­ków pierw­szym wojen­nym boha­te­rem naro­do­wym. To wła­śnie ten bry­tyj­ski ofi­cer i jed­no­cze­śnie guber­na­tor Gór­nej Kanady, odno­sząc osza­ła­mia­jące suk­cesy bitewne, ura­to­wał dla Wiel­kiej Bry­ta­nii pierw­szy rok wojny ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi. Swoje ostat­nie zwy­cię­stwo przy­pła­cił swym życiem. Pisarz i histo­ryk Pierre Ber­ton twier­dził: „Kiedy Kana­dyj­czycy sły­szą jego imię, co spo­ty­kać ich będzie dość czę­sto, w ich umy­słach utwo­rzy się obraz tego osta­tecz­nego, gwał­tow­nego szturmu, wspa­niale hero­icz­nego, ale rów­nież tra­gicz­nie nie­roz­sąd­nego, pro­wa­dzo­nego w górę po stro­mych Wzgó­rzach Queen­ston w ponury paź­dzier­ni­kowy pora­nek”². W ame­ry­kań­skiej histo­rio­gra­fii wspo­mniana bitwa zaj­muje o wiele mniej istotne miej­sce. Dla tam­tej­szych histo­ry­ków jest to po pro­stu kolejny z licz­nych przy­kła­dów nie­kom­pe­tent­nie pro­wa­dzo­nej wojny z Wielką Bry­ta­nią. Z bata­lią jest jed­nak zwią­zana postać dobrze znana w histo­rii ame­ry­kań­skiej. To wła­śnie pod­czas tej kam­pa­nii swój chrzest bojowy prze­szedł pod­puł­kow­nik Win­field Scott, póź­niej­szy boha­ter wojny z Mek­sy­kiem, od 1841 roku peł­niący funk­cję głów­no­do­wo­dzą­cego armii Sta­nów Zjed­no­czo­nych, który był rów­nież pierw­szym dowódcą wojsk Unii pod­czas wojny sece­syj­nej.

Cho­ciaż w tytule książki umiesz­czono anglo­sa­ską nazwę bitwy (Queen­ston Heights), w tre­ści książki z reguły posłu­guje się spo­lsz­czoną nazwą „bitwa na Wzgó­rzach Queen­ston”. Jest to zgodne z pol­ską mono­gra­fią wojny 1812 roku napi­saną przez Roberta Kło­so­wi­cza, w któ­rej opi­sy­wane star­cie jest wspo­mniane w takiej wła­śnie for­mie³. Nazwy tej użył rów­nież Mar­cin Pejasz w swo­jej mono­gra­fii o Szau­ni­sach⁴. Jeżeli cho­dzi o nazwy ple­mion indiań­skich, to tam, gdzie było to moż­liwe, zde­cy­do­wa­łem się spo­lsz­czać ich nazwy na pod­sta­wie wska­zań Pol­sko-Ame­ry­kań­skiego Towa­rzy­stwa Etno­gra­ficz­nego⁵.

Wśród uży­tecz­nych opra­co­wań na temat bitwy należy wymie­nić zwłasz­cza mono­gra­fię kana­dyj­skiego histo­ryka Roberta Mal­colm­sona _A Very Bril­liant Affair. The Bat­tle of Queen­ston Heights_. Jest to bar­dzo dobra pozy­cja, z któ­rej wie­lo­krot­nie czer­pa­łem wska­zówki i infor­ma­cje przy pisa­niu niniej­szej książki. Wśród ame­ry­kań­skich histo­ry­ków naj­lep­szy opis bitwy z per­spek­tywy Sta­nów Zjed­no­czo­nych dał The­odore J. Crac­kel, który napi­sał roz­dział o bitwie do publi­ka­cji zbio­ro­wej _Ame­rica’s first bat­tles, 1776–1965_. Pod­sta­wo­wym źró­dłem do opi­sy­wa­nia bitwy jest wie­lo­to­mowe wydaw­nic­two róż­nego rodzaju źró­deł zwią­za­nych z wojną 1812 roku, tj. _The Docu­men­tary History of the Cam­pa­ign upon the Nia­gara Fron­tier_, zebrane przez kana­dyj­skiego ofi­cera Erne­sta Cru­ik­shanka na prze­ło­mie XIX i XX wieku. Znaj­dują się tu naj­waż­niej­sze ofi­cjalne i nieofi­cjalne doku­menty zwią­zane z bitwą na Wzgó­rzach Queen­ston. Jest to pod­sta­wowe źró­dło do histo­rii tego kon­fliktu. Ponadto nie­zwy­kle przy­datne są pamięt­niki uczest­ni­ków bitwy – Win­fielda Scotta i Solo­mona Van Rens­se­la­era. W niniej­szej pracy wyko­rzy­sta­łem rów­nież poje­dyn­cze źró­dła archi­walne z kolek­cji Muzeum w Buf­falo oraz New York State Library, gdzie zna­la­złem nie­opu­bli­ko­wane rela­cje bitewne kapi­ta­nów Ellisa Woola i Howarda Arm­stronga.

Opi­sy­wana bitwa jest pra­wie nie­znana w pol­skiej histo­rio­gra­fii. Naj­wię­cej miej­sca poświę­cił jej Robert Kło­so­wicz w swej _Woj­nie ame­ry­kań­sko-bry­tyj­skiej 1812–1814._ Jako cie­ka­wostkę dla pol­skiego czy­tel­nika warto dodać, że postać Isa­aca Brocka, dowódcy spod Queen­ston, tra­fiła do rodzi­mej lite­ra­tury przy­go­do­wej. Powie­ścio­pi­sarz Jan Lon­gin Okoń umie­ścił go w swym cyklu ksią­żek o wodzu Tecum­sehu i pol­skim emi­gran­cie, wete­ra­nie powsta­nia kościusz­kow­skiego, Ryszar­dzie Kosie. Nie ma tam mowy o bitwie pod Queen­ston, bo autor zna­cząco roz­szedł się z histo­rią na rzecz fabuły, lecz opi­su­jąc śmierć gene­rała, bez wąt­pie­nia nawią­zy­wał do tego star­cia. Do wyda­rzeń pod Queen­ston nawią­zuje rów­nież Sła­wo­mir Skow­ro­nek w powie­ści _Sto­krotki na zglisz­czach_, w któ­rej umie­ścił obszerny, lite­racko opra­co­wany opis bitwy – świad­czący o tym, że autor się­gnął do mate­ria­łów histo­rycz­nych – choć nie­po­zba­wiony pew­nych uprosz­czeń, wyni­ka­ją­cych zapewne z _licen­tia poetica_.

Na zakoń­cze­nie tego krót­kiego wstępu, chciał­bym podzię­ko­wać: mojej żonie Wero­nice, dok­to­rowi Ada­mowi Pod­lew­skiemu, Ceza­remu Cie­śla­kowi i Kac­prowi Gęsio­rowi, pro­fe­so­rom: Jaro­sła­wowi Czu­ba­temu, Pio­trowi Ugniew­skiemu i Micha­łowi Leśniew­skiemu, a także dok­to­rowi Micha­łowi Mydłow­skiemu za wszelką pomoc i wspar­cie w cza­sie pracy oraz panu Mar­ci­nowi Peja­szowi za udo­stęp­nie­nie ilu­stra­cji. Dzię­kuję rów­nież rodzi­nie pani Alek­san­dry Padło, która prze­ka­zała mi księ­go­zbiór swego ojca Sta­ni­sława, histo­ryka i miło­śnika serii „Histo­ryczne Bitwy”. Cie­szę się, że tak wielki wiel­bi­ciel „habe­ków” będzie mógł zostać upa­mięt­niony w niniej­szej książce. Na zakoń­cze­nie bar­dzo dzię­kuję też Fun­da­cji z Brze­zia Lanc­ko­roń­skich za wspar­cie finan­sowe w postaci sty­pen­dium na kwe­rendę do Lon­dynu.ROZDZIAŁ I. DROGA DO INWAZJI

ROZ­DZIAŁ I.
DROGA DO INWA­ZJI

Przy­czyny wojny 1812 roku są wciąż obiek­tem spo­rów wśród histo­ry­ków. Ame­ry­kań­ska inwa­zja z pew­no­ścią nie była jedy­nie ambitną próbą zaję­cia ziemi sąsiada. Jej przy­czyny nara­stały od dłuż­szego czasu i były mocno osa­dzone w kon­tek­ście euro­pej­skim. Pro­fe­sor Robert Kło­so­wicz okre­ślił nawet kon­flikt ame­ry­kań­sko-bry­tyj­ski z lat 1812–1814 jako część wojen napo­le­oń­skich⁶. Ame­ry­ka­nie dążyli do neu­tral­no­ści wobec wojen w Euro­pie, ale wkrótce oka­zało się, że w prak­tyce było to nie­moż­liwe. Fran­cuzi i Bry­tyj­czycy zwal­czali się wza­jem­nie na morzach, co siłą rze­czy musiało rów­nież dotknąć USA. Jed­nym z głów­nych punk­tów zapal­nych oka­zały się kwe­stie mor­skie i han­dlowe. Był to pro­blem, który absor­bo­wał Stany Zjed­no­czone od końca XVIII wieku, gdy roz­po­częły się wojny rewo­lu­cyj­nej Fran­cji. Począt­kowo głów­nym wro­giem Ame­ry­ka­nów byli Fran­cuzi, któ­rzy sprze­ci­wiali się ame­ry­kań­skiemu han­dlowi z Bry­tyj­czy­kami, co wywo­łało wów­czas tzw. _quasi_-wojnę. Z tego powodu w latach 1798–1800 obie strony toczyły ni­gdy nie­wy­po­wie­dziany kon­flikt na morzach. Krótko po doj­ściu Napo­le­ona do wła­dzy pod­pi­sano jed­nak poro­zu­mie­nie, a zale­d­wie kilka lat póź­niej Bona­parte sprze­dał Ame­ry­ka­nom Luizjanę. Co prawda spory z Fran­cu­zami nie ustały, ale ule­gły pew­nemu zła­go­dze­niu.

Wkrótce kolej­nym wro­giem Ame­ry­ka­nów stali się Bry­tyj­czycy. Jed­nym z pod­sta­wo­wych przy­czyn sporu był reek­sport, czyli dostar­cza­nie kolo­nial­nych towa­rów hisz­pań­skich i fran­cu­skich pod neu­tralną ban­derą ame­ry­kań­ską. W latach 1806–1807 roku zarówno Napo­leon, jak i Anglicy⁷ wza­jem­nie wpro­wa­dzili blo­kadę mor­ską. Ame­ry­ka­nie mieli więc trud­no­ści z obu stron, zatrzy­my­wano statki i rekwi­ro­wano towary. Wbrew tym prze­ciw­no­ściom regu­la­cje nie zaha­mo­wały han­dlu z Europą. Prze­pływ towa­rów stał się utrud­niony, ale na pewno nie został zatrzy­many. Mimo że oby­dwie strony naru­szały ame­ry­kań­ską neu­tral­ność, wkrótce głów­nym wro­giem z per­spek­tywy Sta­nów Zjed­no­czo­nych oka­zali się Bry­tyj­czycy. Ich restryk­cje były o wiele bole­śniej­sze ze względu na domi­na­cję na morzach. Ponadto Ame­ry­ka­nów obu­rzał zwłasz­cza tzw. _impres­sment_. Wielka Bry­ta­nia w zma­ga­niach mor­skich z Fran­cu­zami despe­racko poszu­ki­wała mary­na­rzy do zapeł­nie­nia swych załóg. Sprawa prze­sta­wała być wewnętrzną kwe­stią Bry­tyj­czy­ków w momen­cie, kiedy dowódcy okrę­tów siłą wcie­lali do służby ludzi z cywil­nych stat­ków ame­ry­kań­skich. W ten spo­sób zostało porwa­nych 5–9 tys. ludzi z neu­tral­nych jed­no­stek Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Sprawę kom­pli­ko­wało to, że Bry­tyj­czycy uzna­wali, iż jeśli czło­wiek rodzi się Angli­kiem, to nim umiera, co znacz­nie kom­pli­ko­wało los imi­gran­tów, któ­rzy prze­nie­śli się do Sta­nów, ale mieli nie­szczę­ście natra­fić na wer­bow­ni­ków z Wysp.

Jed­nym z naj­gło­śniej­szych incy­den­tów angiel­sko-ame­ry­kań­skich w tym okre­sie oka­zała się potyczka mor­ska z 22 czerwca 1807 roku. Wów­czas bry­tyj­ski okręt HMS „Leopard” skon­fron­to­wał się z ame­ry­kań­skim USS „Che­sa­pe­ake”. Anglicy zażą­dali pozwo­le­nia na prze­szu­ka­nie pokładu, na któ­rym mie­liby się znaj­do­wać dezer­te­rzy z Royal Navy. Komo­dor James Bar­ron odmó­wił, co skoń­czyło się krwawą potyczką, zakoń­czoną kapi­tu­la­cją Ame­ry­ka­nów. Zgi­nęło wów­czas lub zostało ran­nych 21 mary­na­rzy „Che­sa­pe­ake”. Tak spek­ta­ku­larne naru­sze­nie ame­ry­kań­skiej neu­tral­no­ści roz­wście­czyło opi­nię publiczną w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Nawet pro­bry­tyj­ska par­tia fede­ra­li­stów doma­gała się zemsty. Cho­ciaż Lon­dy­nowi udało się zała­go­dzić sytu­ację, ewen­tu­alny kon­flikt wisiał na wło­sku⁸.

Ówcze­sny ame­ry­kań­ski pre­zy­dent Tho­mas Jef­fer­son nie zde­cy­do­wał się na wojnę, uwa­ża­jąc, że Stany Zjed­no­czone są zbyt słabe. Był zwo­len­ni­kiem sank­cji eko­no­micz­nych, więc zde­cy­do­wał się na nało­że­nie cał­ko­wi­tego embarga na han­del z Europą. Cho­dziło jedy­nie o eks­port towa­rów ze Sta­nów, import do Ame­ryki pozo­sta­wał dozwo­lony. Jef­fer­son uwa­żał, że w ten spo­sób Stany Zjed­no­czone wymu­szą na Euro­pie respek­to­wa­nie neu­tral­no­ści ich han­dlu. Repu­bli­kań­ska gazeta „Aurora” popie­ra­jąca kon­cep­cję embarga pisała: „Wstrzy­ma­nie importu z Ame­ryk bawełny, mąki, ryżu itp. będzie dla rządu takim wstrzą­sem, że z tru­dem go prze­trwa, a wstrzy­ma­nie eks­portu do tego kraju, który jest głów­nym ryn­kiem dla znacz­nej czę­ści bry­tyj­skiego han­dlu towa­rami prze­my­sło­wymi, dopro­wa­dzi każdą klasę spo­łeczną w Anglii do ban­kruc­twa i nędzy”. Jed­no­cze­śnie baga­te­li­zo­wano poten­cjalne zagro­że­nia dla gospo­darki: „Z pew­no­ścią poja­wią się pewne nie­do­god­no­ści wyni­ka­jące z braku rynku zbytu dla czę­ści naszych pro­duk­tów; będą one jed­nak krót­ko­trwałe”. Wbrew opi­nii „Aurory” naj­więk­szymi poszko­do­wa­nymi tej poli­tyki stali się sami Ame­rykanie. Ponie­siono ogromne straty gospo­dar­cze, poja­wiły się rów­nież liczne głosy kry­tyki w sto­sunku do repu­bli­kań­skiej admi­ni­stra­cji. U schyłku swej kaden­cji Jef­fer­son odwo­łał embargo z wyklu­cze­niem Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii, na które dodat­kowo nało­żono zakaz importu. Nowe regu­la­cje były wadliwe i zosta­wiły furtkę do nad­użyć. Jak upil­no­wać sta­tek po wypły­nię­ciu z ame­ry­kań­skiego portu? Wielu han­dla­rzy twier­dziło, że ich celem są Azory, pod­czas gdy ich rze­czy­wi­stym celem była Europa. Nie­za­leż­nie od tych naru­szeń nawet tak ogra­ni­czone embargo było nie­zno­śne dla ame­ry­kań­skiego spo­łe­czeń­stwa. Wkrótce zakaz został cał­ko­wi­cie znie­siony na mocy Macon’s Bill nr 2 z 1810 roku. Klę­ska planu Jef­fer­sona była cał­ko­wita. W obli­czu fia­ska wymu­sze­nia na Euro­pie posza­no­wa­nia neu­tral­no­ści w krę­gach czę­ści elit poli­tycz­nych zaczęła doj­rze­wać myśl, że Ame­ryce pozo­stała jedy­nie zbrojna odpo­wiedź⁹.

Histo­rycy na­dal spie­rają się, na ile zatargi mor­skie były główną przy­czyną wojny, a na ile sta­no­wiły jedy­nie pre­tekst do eks­pan­sji tery­to­rial­nej. Nie­za­leż­nie od tej debaty warto zwró­cić uwagę, że uza­sad­nia­jąc wybuch kon­fliktu zbroj­nego, Ame­ry­ka­nie poło­żyli naj­więk­szy nacisk wła­śnie na te kwe­stie. Pre­zy­dent James Madi­son w swo­jej obszer­nej nocie zale­ca­ją­cej Kon­gre­sowi wypo­wie­dze­nie wojny pod­kre­ślał swoje obu­rze­nie prak­tyką impres­smentu: „Bry­tyj­skie okręty nie­ustan­nie naru­szają ame­ry­kań­ską flagę na tym wiel­kim szlaku naro­dów oraz chwy­tają i pory­wają ludzi, któ­rzy pły­wają pod tą ban­derą; Nie w ramach korzy­sta­nia z prawa bycia stroną kon­fliktu bazu­ją­cego na pra­wie walki z wro­giem, ale wyko­rzy­stu­jąc pre­ro­ga­tywy miej­skie nad pod­da­nymi bry­tyj­skimi”¹⁰. Madi­son sze­roko oma­wiał rów­nież kwe­stię blo­ko­wa­nia stat­ków han­dlo­wych. Pod­kre­ślał, że Bry­tyj­czycy nie mieli wystar­cza­ją­cych środ­ków, by zacho­wać szczel­ność blo­kad, co czy­niło je nie tylko nie­le­gal­nymi z per­spek­tywy samego prawa bry­tyj­skiego, lecz także było krzyw­dzące dla państw neu­tral­nych. Zda­niem pre­zy­denta zamiast blo­ko­wać wej­ścia do por­tów i ostrze­gać han­dla­rzy, Bry­tyj­czycy mieli wręcz polo­wać na statki kupiec­kie: „Pod pozor­nymi blo­kadami, bez obec­no­ści odpo­wied­nich sił, a cza­sami nawet bez moż­li­wo­ści ich zasto­so­wa­nia, nasz han­del był plą­dro­wany na każ­dym morzu”¹¹.

Kwestia indiańska¹²

Z tek­stu ode­zwy Madi­sona wynika, że poboczną przy­czyną wojny była kwe­stia indiań­ska na pogra­ni­czu. Ame­ry­ka­nie oskar­żali Bry­tyj­czy­ków o wspie­ra­nie Indian prze­ciwko eks­pan­sji Sta­nów na tzw. Sta­rym Pół­noc­nym Zacho­dzie. W nocie do Kon­gresu na 12 stro­nach uza­sad­nie­nia roz­po­czę­cia kon­fliktu pre­zy­dent poświe­cił temu zagad­nie­niu zale­d­wie aka­pit, cho­ciaż dla miesz­kań­ców pogra­ni­cza bez wąt­pie­nia była to sprawa o wiele waż­niej­sza. Madi­son pod­kre­ślał przede wszyst­kim: „Trudno wyja­śnić dzia­ła­nia i roz­ruch, które od pew­nego czasu towa­rzy­szą ple­mio­nom, bez wzię­cia pod uwagę wpływu bry­tyj­skich kup­ców i gar­ni­zo­nów, i nie łącząc z tym przy­czyn ich wro­go­ści, oraz bez przy­po­mnie­nia sobie o potwier­dzo­nych przy­kła­dów takich poczy­nań, jakich dotych­czas doko­ny­wali przed­sta­wi­ciele i agenci tego rządu”¹³. Wbrew temu stwier­dze­niu to nie Bry­tyj­czycy byli odpo­wie­dzialni za wzrost oporu ple­mion. Anglicy pozo­sta­wali cał­ko­wi­cie sku­pieni na Euro­pie i ewen­tu­alny kon­flikt z Ame­ryką nie był im na rękę. Wbrew ame­ry­kań­skiej reto­ryce bądź wyobra­że­niom ple­miona indiań­skie pro­wa­dziły wła­sną poli­tykę, która wcale nie była aż tak zgodna z pla­nami bry­tyj­skimi. W 1805 roku na Pół­noc­nym Zacho­dzie poja­wił się nowy nurt reli­gijno-poli­tyczny, któ­rego twórcą był Szau­nis Ten­skwa­tawa zwany Pro­ro­kiem. Postu­lo­wał on powrót do tra­dy­cyj­nego stylu życia i odrzu­ce­nia zwy­cza­jów przy­nie­sio­nych przez Euro­pej­czy­ków. Ten­skwa­tawę wspie­rał jego brat Tecum­seh. Oby­dwaj dążyli do pozy­ska­nia popar­cia ple­mion i ufor­mo­wa­nia koali­cji panindiań­skiej w celu powstrzy­ma­nia eks­pan­sji Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Jak jed­nak zauwa­żał Mar­cin Pejasz: „W rze­czy­wi­sto­ści reli­gijny ruch Ten­skwa­tawy wspie­rany przez Tecum­seha ni­gdy nie stał się kon­fe­de­ra­cją mię­dzy­ple­mienną. Była to raczej luźna koali­cja zło­żona z mło­dych wojow­ni­ków róż­nych ple­mion, któ­rzy, odwró­ciw­szy się od swo­ich wodzów, stali się mili­tar­nym pod­ło­żem całego ruchu”. Po 1807 roku Bry­tyj­czycy w oba­wie przed ame­ry­kań­ską inwa­zją wywo­łaną incy­den­tem z okrę­tem „Che­sa­pe­ake” usil­nie zabie­gali o sojusz z rdzen­nymi miesz­kań­cami Ame­ryki, poszu­ku­jąc sprzy­mie­rzeń­ców do obrony Kanady. Tecum­seh był jed­nak ostrożny i dążył do zacho­wa­nia neu­tral­no­ści w ewen­tu­alnym kon­flik­cie. Dobrze pamię­tał prze­graną bitwę pod Zaporą z Pni (Fal­len Tim­bers), w któ­rej sam brał udział w 1794 roku. Wów­czas Bry­tyj­czycy zamknęli oko­liczny fort przed ucie­ka­ją­cymi wojow­ni­kami, cho­ciaż wcze­śniej udzie­lali im wspar­cia i zachę­cali do wystę­po­wa­nia prze­ciwko Sta­nom Zjed­no­czo­nym. Dowódca gar­ni­zonu nie chciał wywo­łać wojny, ale dla Indian była to zdrada. Mimo tych gorz­kich wspo­mnień Tecum­seh zdał sobie sprawę, że kolejna wojna ple­mion z Ame­ry­ka­nami jest nie­uchronna i sojusz z Wielką Bry­ta­nią sta­nowi poli­tyczną koniecz­ność. Kul­mi­na­cyj­nym punk­tem anta­go­ni­zmu ple­mion z Ame­ry­ka­nami stał się nie­uczciwy trak­tat z fortu Wayne z 1810 roku, który przy­zna­wał Jan­ke­som pra­wie 3 mln akrów (ponad 12 tys. km kw.) ziem na tere­nach dzi­siej­szych sta­nów Illi­nois i Indiany¹⁴.

Tecum­seh wystą­pił prze­ciwko trak­ta­towi. 12 sierp­nia 1810 roku na spo­tka­niu w Vin­cen­nes wyło­żył swoje racje guber­na­to­rowi Indiany Wil­lia­mowi Har­ri­so­nowi. Mówiąc o zie­miach, do któ­rych rościli sobie pre­ten­sje Ame­ry­ka­nie, stwier­dził, że: „To wszystko nale­żało do czer­wo­nych ludzi, dzieci tych samych rodzi­ców, któ­rych umie­ścił na tych zie­miach Wielki Duch, który je stwo­rzył, aby je utrzy­my­wano, prze­mie­rzano, cie­szono się ich dobrami i zalud­niano je tą samą rasą. Kie­dyś była to szczę­śliwa rasa. Stała się jed­nak nieszczę­śliwa przez bia­łych ludzi, któ­rzy ni­gdy nie są zado­wo­leni, ale zawsze wkra­czają dalej”¹⁵. Tecum­seh sprze­ci­wiał się argu­men­ta­cji Har­ri­sona, który dowo­dził, że India­nie dobro­wol­nie zrze­kli się ziem. W rze­czy­wi­sto­ści zale­d­wie kilku wodzów (z ple­mion Dela­wa­rów, Miami, Pota­wa­tomi, Eel River¹⁶) pod­pi­sało ten wąt­pliwy pod wzglę­dem praw­nym trak­tat, odda­jący zie­mie, na któ­rych miesz­kały rów­nież inne grupy Indian¹⁷. Jak zazna­czał Tecum­seh: „Biali nie mają prawa odbie­rać ziemi India­nom, ponie­waż oni mieli to pierwsi, to jest ich. Mogą ją sprze­da­wać, ale wszy­scy muszą się na to zgo­dzić. Jaka­kol­wiek sprze­daż, która nie jest doko­nana przez wszyst­kich, jest nie­ważna”¹⁸. Spór prze­ro­dził się w otwartą wojnę. Guber­na­tor tery­to­rium Indiany Wil­liam Har­ri­son wyru­szył na czele 1200 regu­lar­nych żoł­nie­rzy i mili­cjan­tów, by roz­pra­wić się z nowym ruchem. Tecum­seh był wów­czas nie­obecny, ponie­waż wyje­chał na jedną z wypraw, pod­czas któ­rych nakła­niał Indian do popar­cia sprawy, a bez niego Pro­rok był bez­radny. W bitwie nad rzeką Tip­pe­ca­noe 7 listo­pada 1811 roku guber­na­tor poko­nał 600 wojow­ni­ków Ten­skwa­tawy i spa­lił jego wio­skę (Pro­phet’s Town), będącą cen­trum kon­fe­de­ra­cji. Ze względu na nie­speł­nioną prze­po­wied­nię zwy­cię­stwa oraz kon­tra­stu­jący z nią ogrom klę­ski, popar­cie dla Pro­roka wśród Indian dra­stycz­nie spa­dło, ale Tecum­sehowi udało się prze­ko­nać ple­miona do dal­szej wspól­nej walki. W wyniku ame­ry­kań­skiej agre­sji Bry­tyj­czycy i India­nie znów mieli jed­nego wspól­nego wroga. Gdy latem 1812 roku wybu­chła wojna ame­ry­kań­sko-bry­tyj­ska, India­nie Tecum­seha przy­łą­czyli się do niej po stro­nie obroń­ców Kanady i wier­nie wal­czyli po stro­nie swo­ich sojusz­ni­ków przez cały kon­flikt¹⁹.

Kon­fe­de­ra­cja Tecum­seha od samego początku była wroga wobec Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Gdy wojna roz­lała się rów­nież na Kanadę, zawią­za­nie soju­szu z Bry­tyj­czy­kami sta­no­wiło natu­ralną kolej rze­czy. Z odmien­nych pobu­dek Bry­tyj­czy­ków poparli w znacz­nej czę­ści rów­nież Iro­kezi, cho­ciaż w czerwcu 1812 roku nie­wiele na to wska­zy­wało. Począt­kowo mogłoby się wyda­wać, że w obli­czu nad­cho­dzą­cej wojny ple­miona iro­ke­skie będą mogły sko­rzy­stać z przy­wi­leju neu­tral­no­ści. Ich spo­łecz­no­ści były roz­siane zarówno na tery­to­rium Kanady, jak i Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Nie było to jed­nak rów­no­znaczne z ich popar­ciem dla kon­kret­nej strony. W latach poprze­dza­ją­cych wybuch wojny obie strony kon­fliktu zabie­gały u Iro­ke­zów o nie­an­ga­żo­wa­nie się w zbli­ża­jącą się kon­fron­ta­cję. Ple­miona żyjące w rezer­wa­tach stanu Nowy Jork były już mocno uza­leż­nione od Ame­ry­ka­nów i nie miały więk­szego wyboru. USA nie ufały jed­nak India­nom i nie chciały – przy­naj­mniej na początku – ich pomocy. Ina­czej było ze słab­szymi Bry­tyj­czy­kami – Isaac Brock otwar­cie zachę­cał wodzów do popar­cia swo­jej sprawy. Pro­sił o przy­dzie­le­nie mu wojow­ni­ków do obrony gra­nicy kana­dyj­skiej. Wspie­rał go wielki zwo­len­nik Anglii, wódz Mohaw­ków John Nor­ton (Tey­onin­ho­ka­ra­wen).

Przez długi czas dzia­ła­nia Brocka, jak i pro­bry­tyj­skich Iro­ke­zów były jed­nak daremne. Mimo to Ame­ry­ka­nie prze­ce­niali te bry­tyj­skie zabiegi dyplo­ma­tyczne, wyobra­ża­jąc sobie, że Bry­tyj­czycy mają prze­możny wpływ na tubyl­ców. Doszło nawet do tego, że wielu Ame­ry­ka­nów ucie­kło z pogra­ni­cza, oba­wia­jąc się, że wkrótce nawet India­nie z rezer­wa­tów powstaną prze­ciwko nim. W rze­czy­wi­sto­ści Bry­tyj­czycy mimo usil­nych sta­rań długo nie byli w sta­nie namó­wić Indian do pomocy. Podob­nie jak Tecum­seh, rów­nież Iro­kezi pamię­tali, że w 1794 roku Bry­tyj­czycy odmó­wili wspar­cia wojow­ni­kom. Zaufa­nia nie wzbu­dzały rów­nież sprzeczne posu­nię­cia depar­ta­mentu ds. Indian (Bri­tish Indian Depart­ment), który z jed­nej strony pro­sił o zacho­wa­nie neu­tral­no­ści, a z dru­giej dążył do zapew­nie­nia sobie ewen­tu­al­nego wspar­cia ple­mion w razie potrzeby. Takie postę­po­wa­nie zra­ziło wielu wodzów, któ­rzy słusz­nie się oba­wiali, że Bry­tyj­czycy pla­nują ich wyko­rzy­stać. John Nor­ton przy­wo­łał w swo­ich wspo­mnie­niach roz­mowę Iro­ke­zów z Broc­kiem, która odbyła się przed wojną i doty­czyła nego­cja­cji w spra­wie soju­szu indiań­sko-bry­tyj­skiego prze­ciwko Ame­ry­ka­nom. India­nie zada­wali celne i nie­wy­godne pyta­nia, na które nowy guber­na­tor Gór­nej Kanady nie mógł udzie­lić zado­wa­la­ją­cej odpo­wie­dzi. Jeden z iro­ke­skich nego­cja­to­rów „zapy­tał, jak długo hory­zont będzie zaciem­niony chmu­rami wojny i kiedy znów roz­świe­tlą go jasne pro­mie­nie pokoju oraz w jakiej sytu­acji się wów­czas znajdą (nawią­zu­jąc meta­fo­rycz­nie do pokoju z 1783 roku, w wyniku któ­rego ich kraj dostał się pod wła­dzę Ame­ry­ka­nów)²⁰. Zapy­tali także: «Jeśli Ame­ry­ka­nie będą zwle­kać z wypo­wie­dze­niem wojny kró­lowi, a jed­no­cze­śnie na­dal będą doko­ny­wać naru­szeń wobec naszych braci na zacho­dzie, czy udzie­li­cie im pomocy?». Gene­rał Brock odpo­wie­dział szcze­rze: «Dopóki panuje pokój, nie mam moż­li­wo­ści inge­ro­wa­nia. Miesz­kają oni poza naszymi gra­ni­cami, dla­tego za pośred­nic­twem Depar­ta­mentu do spraw Indian radzi­łem im sta­rać się żyć w zgo­dzie z sąsia­dami. Jeśli jed­nak miesz­kańcy Sta­nów Zjed­no­czo­nych wtar­gną na nasze tery­to­ria, wów­czas uznam się za upraw­nio­nego do prze­ciw­sta­wie­nia się im siłą i, ufa­jąc Bogu oraz słusz­no­ści naszej sprawy, nie mam wąt­pli­wo­ści co do wyniku naszych wysił­ków»”²¹.

Brock, świa­dom wła­snych ogra­ni­czo­nych peł­no­moc­nictw, mógł więc obie­cać jedy­nie wspar­cie Indian na wła­snym tery­to­rium. Inge­ro­wa­nie w poli­tykę Sta­nów Zjed­no­czo­nych na tzw. Sta­rym Pół­noc­nym Zacho­dzie dopro­wa­dzi­łoby do wojny, któ­rej Wielka Bry­ta­nia sta­rała się unik­nąć. Taka poli­tyka nie mogła jed­nak zado­wo­lić Indian, któ­rzy słusz­nie zabie­gali o wła­sny inte­res. Zaufa­nia do Lon­dynu nie wzmac­niało rów­nież to, że admi­ni­stra­cja bry­tyj­ska w Kana­dzie pra­wie zmo­no­po­li­zo­wała prawo do han­dlu zie­mią z ple­mio­nami, nie­mal w cało­ści wyłą­cza­jąc pry­wat­nych kup­ców. Znie­chę­cało to tych Indian, któ­rzy uwa­żali, że mogli oni sprze­dać swą zie­mię komu­kol­wiek chcieli – tak jak pod­czas kon­tak­tów ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi. Co jed­nak naj­waż­niej­sze, Iro­kezi zda­wali sobie sprawę, że Bry­tyj­czycy są słabi, a ich przy­szłość w Kana­dzie jest nie­pewna. Ich popar­cie dla wojny zale­żało od sytu­acji na przy­szłych polach bitew. W momen­cie wybu­chu kon­fliktu ple­miona iro­ke­skie w więk­szo­ści opo­wia­dały się za powstrzy­ma­niem się od udziału w walce. Dopiero wiel­kie zwy­cię­stwo Brocka w bitwie pod Detroit spra­wiło, że Sześć Naro­dów Grand River udzie­liło popar­cia obroń­com Kanady²². Nowy sojusz opła­cił się wła­dzom kolo­nial­nym – Iro­kezi wzięli udział w bitwie na Wzgó­rzach Queen­ston i zna­cząco przy­czy­nili się do zwy­cię­stwa strony bry­tyj­skiej.

Kanada

Istot­nym powo­dem wojny była w końcu sama Kanada. Histo­rycy nie są zgodni co do tego, na ile eks­pan­sjo­ni­styczne ambi­cje Ame­ry­ka­nów wpły­nęły na decy­zję o inwa­zji ani czy rze­czy­wi­ście pla­no­wano zaanek­to­wać tę bry­tyj­ską kolo­nię i włą­czyć ją do Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Dla Kana­dyj­czy­ków Queen­ston – tak jak wiele innych bitew wojny 1812 roku – było i jest swego rodzaju sym­bo­lem obrony nie­za­leż­no­ści od Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Tym­cza­sem jak na iro­nię, z per­spek­tywy ame­ry­kań­skiej kon­flikt z Wielką Bry­ta­nią jest cza­sem nazy­wany drugą wojną o nie­pod­le­głość. W ten spo­sób pod­kre­śla się przede wszyst­kim wspo­mniane już czyn­niki han­dlowo-mor­skie i wie­lo­krot­nie naru­szaną neu­tral­ność. Z tego punktu widze­nia była to przede wszyst­kim walka o honor mło­dej repu­bliki, która musiała pod­kre­ślić swoje prawo do samo­sta­no­wie­nia. W listo­pa­dzie 1812 roku John Quincy Adams, wów­czas ame­ry­kań­ski amba­sa­dor w cesar­stwie rosyj­skim, tak pisał o kwe­stii ewen­tu­al­nej eks­pan­sji w liście do swo­jego brata: „Zdo­by­cie Kanady jed­nakże nie było i nie mogło być celem tej wojny. Nie sądzę, aby ocze­ki­wano, że mie­li­by­śmy ją zatrzy­mać, nawet gdy­by­śmy ją teraz zajęli. Wielka Bry­ta­nia jest jesz­cze zbyt potężna i zbyt wysoko ceni sobie swoje pozo­stałe kolo­nie, aby moż­liwe było ich zatrzy­ma­nie przez nas przy zawar­ciu pokoju, nawet gdy­by­śmy zdo­byli je pod­czas wojny. Czas na to jesz­cze nie nad­szedł. Ale potęga Wiel­kiej Bry­ta­nii musi wkrótce upaść. Obec­nie nad­mier­nie ją nad­we­ręża, wykra­cza­jąc poza swoje natu­ralne moż­li­wo­ści, tak że wkrótce musi się zała­mać pod cię­ża­rem wła­snych wysił­ków. Jej kre­dyt oparty na papie­ro­wym pie­nią­dzu już szybko się pogar­sza i każ­dego dnia coraz bar­dziej go nad­używa. Wie­rzę, iż jej rząd nie prze­trwałby trzech lat pokoju bez naro­do­wego wstrząsu. I wąt­pię, czy zdoła pro­wa­dzić jesz­cze przez trzy lata wojnę, w którą jest teraz zaan­ga­żo­wana, bez takiego zała­ma­nia finan­so­wego, z któ­rego ni­gdy się nie podźwi­gnie. To wła­śnie w tej fazie sła­bo­ści, która nie­uchron­nie nastę­puje po nad­mier­nie wyeks­plo­ato­wa­nej i wyczer­pa­nej sile, Kanada i wszyst­kie jej inne posia­dło­ści prze­szłyby w nasze ręce bez żad­nego wysiłku z naszej strony oraz w spo­sób bar­dziej zgodny z naszymi zasa­dami i ze spra­wie­dli­wo­ścią niż poprzez pod­bój”²³.

Adams zakła­dał więc rychły roz­pad impe­rium bry­tyj­skiego – Ame­ry­ka­nie mieli wyko­rzy­stać oka­zję i prze­jąć resztki po mocar­stwie, ale jego zda­niem wojna 1812 roku nie sta­no­wiła jesz­cze szansy na to. Czy tak rze­czy­wi­ście było? Wśród histo­ry­ków nie ma kon­sen­susu w tej spra­wie. Bio­graf Madi­sona Garry Wills uwa­żał, że dla admi­ni­stra­cji pre­zy­denta zaję­cie Kanady miało być spo­so­bem wywal­cze­nia sobie prawa do neu­tral­no­ści. W tej per­spek­ty­wie byłby to swego rodzaju szan­taż wobec Wiel­kiej Bry­ta­nii, która pozo­sta­wała uza­leż­niona od dostaw kana­dyj­skiego drewna na okręty, a wobec pod­boju pro­win­cji zosta­łaby zmu­szona do uzna­nia rosz­czeń ame­ry­kań­skich²⁴. Czy w takim wypadku Bry­tyj­czycy za cenę ustępstw utrzy­ma­liby kolo­nie? Jest to bar­dzo mało praw­do­po­dobne.

Nie­za­leż­nie od zapa­try­wań poszcze­gól­nych poli­ty­ków admi­ni­stra­cji wśród elit ame­ry­kań­skich w tam­tym cza­sie odzy­wało się bar­dzo wiele gło­sów za anek­sją. Do roz­wią­zań siło­wych parły w Kon­gre­sie przede wszyst­kim tzw. jastrzę­bie wojny (War Hawks), wpły­wowe stron­nic­two wywo­dzące się z połu­dnio­wych i zachod­nich sta­nów, któ­rego przed­sta­wi­ciele postu­lo­wali pod­bój Kanady. Eks­pan­sjo­ni­styczne pod­stawy ame­ry­kań­skiej inwa­zji pod­kre­ślił Jon Lati­mer w swej mono­gra­fii o bry­tyj­skiej per­spek­ty­wie wojny 1812 roku. Wska­zy­wał przy tym, że Kanada była ame­ry­kań­skim celem już od cza­sów rewo­lu­cji, rów­nież po woj­nie 1812 roku aż do XX wieku poja­wiały się w USA mniej lub bar­dziej poważne głosy za anek­sją²⁵. W oczach wielu zwo­len­ni­ków anek­sji pod­bój miał być spo­so­bem na ukró­ce­nie wpły­wów Wiel­kiej Bry­ta­nii w Ame­ryce. Docho­dziła do tego kwe­stia indiań­ska, która jesz­cze bar­dziej wzmac­niała nastroje eks­pan­sjo­ni­styczne w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, ponie­waż Ame­ry­ka­nie widzieli w Bry­tyj­czy­kach klu­czo­wego sojusz­nika ple­mion. Zgro­ma­dze­nie Sta­nowe Karo­liny Połu­dnio­wej w liście do Jamesa Madi­sona opo­wia­dało się za anek­sją: „Jeśli zdo­by­cie Kanady mia­łoby mieć nie­wielką war­tość z punktu widze­nia tery­to­rial­nego, to pod innymi wzglę­dami nie będzie ono bez zna­cze­nia. Usu­nie od nas zdra­dli­wego i bar­ba­rzyń­skiego sąsiada, który w chwili, gdy jego wysłan­nicy naj­gło­śniej gło­sili pojed­na­nie i przy­jaźń, pota­jem­nie pod­sy­cał wśród nas podziały i spory frak­cyjne za pośred­nic­twem swo­ich emi­sa­riu­szy i który ni­gdy nie zaprze­stał kie­ro­wa­nia toma­haw­ków i noży do skal­po­wa­nia uży­wa­nych przez ich indiań­skich sprzy­mie­rzeń­ców prze­ciwko bez­bron­nym kobie­tom i dzie­ciom na naszej gra­nicy”²⁶.

Argu­men­tów za tezą o eks­pan­sjo­ni­stycz­nych aspi­ra­cjach dostar­cza rów­nież postawa Ame­ry­ka­nów z początku wojny. Odrzu­cili oni pro­po­zy­cję wzno­wie­nia nego­cja­cji, gdy już po wybu­chu kon­fliktu oka­zało się, że Bry­tyj­czycy są skłonni do ustępstw. Ponadto zacy­to­wany we wstę­pie książki gene­rał Wil­liam Hull, a także gene­rał Ale­xan­der Smyth w swych ode­zwach z początku wojny wyra­żali się jasno, że celem Ame­ry­ka­nów jest trwałe zaję­cie bry­tyj­skiej pro­win­cji. Przed drugą inwa­zją nad Nia­garą Smyth wydał ode­zwę do swo­jej armii, w któ­rej oznaj­miał: „Wej­dzie­cie do kraju, który wkrótce połą­czy się ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi”. Można podej­rze­wać, że w przy­padku bry­tyj­skiej porażki wojna zakoń­czy­łaby się przy­łą­cze­niem Kanady bądź przy­naj­mniej jej czę­ści w skład Sta­nów Zjed­no­czo­nych²⁷.

Ame­ry­ka­nie mieli przy tym nadzieję na uzy­ska­nie popar­cia miej­sco­wej lud­no­ści. Nie­któ­rzy uwa­żali to za swego rodzaju dokoń­cze­nie rewo­lu­cji ame­ry­kań­skiej. Już wtedy Kanada była celem wojen­nym rebe­lian­tów, któ­rzy zamie­rzali prze­nieść tam ogień buntu prze­ciwko metro­po­lii. Stało się to na samym początku wojny, gdy w 1775 roku Ame­ry­ka­nie pod dowódz­twem gene­rała-majora Richarda Mont­go­mery’ego doko­nali nie­uda­nej inwa­zji w celu roz­sze­rze­nia rewo­lu­cji. W tam­tym okre­sie Kanada była kolo­nią w dużej mie­rze fran­cu­sko­ję­zyczna, nie­dawno pod­bita przez Angli­ków (w cza­sie wojny sied­mio­let­niej). Więk­szość Kana­dyj­czy­ków nie poparła jed­nak rebe­lian­tów. Mimo zdo­by­cia Mont­re­alu nie udało się im zająć Quebecu, a sama eks­pe­dy­cja skoń­czyła się fia­skiem, przy­pie­czę­to­wa­nym przez śmierć głów­no­do­wo­dzą­cego. W wyniku trak­tatu pary­skiego (1783) koń­czą­cego wojnę o nie­pod­le­głość USA Kanada ostała się po stro­nie Lon­dynu. Zamiesz­kało w niej około 50 tys. loja­li­stów – Ame­ry­ka­nów, któ­rzy poparli metro­po­lię, a po kon­flik­cie wyemi­gro­wali ze swych rodzin­nych stron do ziem nale­żą­cych do korony bry­tyj­skiej; 20 tys. z nich osie­dlono na połu­dniu, wzdłuż gra­nicy z nowo powsta­łymi Sta­nami, w miej­scu, które nie­długo póź­niej stało się pro­win­cją Onta­rio. Taką osadą, która powstała pod­czas kształ­to­wa­nia się tego regionu, było rów­nież opi­sy­wane w niniej­szej książce Queen­ston.

Osie­dleńcy mogliby two­rzyć wierną obronę przed nie­daw­nym wro­giem, co nie było dotych­czas takie oczy­wi­ste w przy­padku obco­ję­zycz­nej popu­la­cji tej pro­win­cji. Dobre warunki roz­woju tego obszaru spra­wiły, że za real­nymi uchodź­cami wojen­nymi podą­żyli też tzw. późni loja­li­ści, czyli bli­sko 30 tys. osób, które w latach 1791–1812 zazwy­czaj z powo­dów eko­no­micz­nych wyemi­gro­wały ze Sta­nów do Kanady. Ta druga fala migra­cji jesz­cze bar­dziej wymie­szała popu­la­cję, ale w odróż­nie­niu od pierw­szej fali loja­li­stów nowi przy­by­sze byli uwa­żani przez wła­dze kolo­nialne za ele­ment podej­rzany, ponie­waż trudno było prze­wi­dzieć ich lojal­ność w wypadku ewen­tu­al­nej wojny. Przede wszyst­kim to na ich popar­cie liczyli Ame­ry­ka­nie, szy­ku­jący się do wojny.

Wielki napływ migran­tów spra­wił, że w 1791 roku kolo­nię podzie­lono na dwie czę­ści. W ten spo­sób powstały Górna Kanada (anglo­ję­zyczna) i Dolna Kanada (fran­cu­sko­ję­zyczna). Każda z nich posia­dała oddzielny par­la­ment. Ponadto auto­no­mia miesz­kań­ców Dol­nej Kanady zapew­niała im dawne prawa i przy­wi­leje pamię­ta­jące jesz­cze czasy Bur­bo­nów. Mię­dzy miesz­kań­cami dwóch czę­ści kolo­nii ist­niały zatargi na tle naro­do­wo­ścio­wym, ale mniej­sze, niż można byłoby przy­pusz­czać. Główną osią sporu były zwłasz­cza kon­flikty na tle eko­no­micz­nym, ponie­waż garstka anglo­ję­zycz­nych elit była o wiele bogat­sza od fran­cu­skich mas, które domi­no­wały liczeb­nie w kolo­nii. Mimo to popar­cie dla powrotu do macie­rzy spa­dło pod wpły­wem wybu­chu rewo­lu­cji fran­cu­skiej i jej następstw. Zwłasz­cza ducho­wień­stwo było obu­rzone wyda­rze­niami w seku­la­ry­zu­ją­cej się Fran­cji i zaczęło coraz moc­niej popie­rać wła­dze kolo­nialne. Przy­kła­dem może być msza dzięk­czynna po bry­tyj­skim zwy­cię­stwie pod Tra­fal­ga­rem w 1805 roku, gdy flota admi­rała Hora­tia Nel­sona pobiła Fran­cu­zów i Hisz­pa­nów. Wśród miesz­kań­ców Dol­nej Kanady pod­no­siły się głosy doma­ga­jące się do zmian, ale żądano reform, a nie nawo­ły­wano do rebe­lii. W 1812 roku cała Bry­tyj­ska Ame­ryka²⁸ liczyła około 0,5 mln ludzi, z czego 77–90 tys. żyło w Gór­nej Kana­dzie, co sta­no­wiło ogromną dys­pro­por­cję wobec liczą­cych 7,7 mln oby­wa­teli Sta­nów Zjed­no­czo­nych²⁹.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książkiZapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. „By Wil­liam Hull, Bri­ga­dier Gene­ral and Com­man­der in Chief of the North-Western Army of the Uni­ted Sta­tes. A Proc­la­ma­tion”, _Offi­cial Let­ters of the Mili­tary and Naval Offi­cers of the Uni­ted Sta­tes, During the War with Great Bri­tain in the years 1812, 13, 14, & 15: with Some Addi­tio­nal Let­ters and Docu­ments Elu­ci­da­ting the History of that period_, J. Bran­nan, Washing­ton 1823, s. 30.

2. P. Ber­ton, _The Inva­sion of Canada, 1812–1813_, Toronto 1980, s. 253–254.

3. R. Kło­so­wicz, _Wojna ame­ry­kań­sko-bry­tyj­ska 1812–1814_, Kra­ków 2003, s. 108.

4. M. Pejasz, _Szau­nisi. Naj­więksi wędrowcy Ame­ryki_, Wie­li­chowo 2019, s. 244.

5. E. Dżu­rak, C. Cie­ślak, M. Macio­łek, A. Pie­kar­ski, _Pol­skie nazwy ludów tubyl­czych Ame­ryki Pół­noc­nej_, https://paespate.net/india­nie-ame­ry­kan­scy/infor­ma­cje-ogolne/slow­nik/.

6. R. Kło­so­wicz, _Czy wojna ame­ry­kań­sko-bry­tyj­ska 1812–1814 w Ame­ryce Pół­noc­nej powinna być zali­czana do wojen napo­le­oń­skich?_, „Zeszyty Naukowe Uni­wer­sy­tetu Jagiel­loń­skiego. Prace histo­ryczne” 2013, t. 140, z. 1, s. 19–32.

7. W niniej­szym tek­ście okre­śle­nia „Anglicy” i „Bry­tyj­czycy” sto­suję zamien­nie.

8. B. Per­kins, _The Cam­bridge History of Ame­ri­can Fore­ign Rela­tions. Cre­ation of a Repu­bli­can Empire, 1776–1865_, Cam­bridge 1993, s. 118–121; W.R. Bor­ne­man, _1812. The War That For­ged Nation_, New York 2004, s. 19–27; R. Kło­so­wicz, _Wojna…_, s. 30.

9. B. Per­kins, _op. cit._, s. 126–133; „Aurora Gene­ral Adver­ti­ser”, nr 5138, 3 lipca 1807.

10. J. Madi­son, _Mes­sage from the Pre­si­dent of the U. Sta­tes, Recom-men­ding an imme­diate Dec­la­ra­tion of War, aga­inst Great Bri­tain_, Washing­ton City 1812, s. 3.

11. _Ibi­dem_, s. 5.

12. Z powodu dys­ku­sji ter­mi­no­lo­gicz­nych nie tylko wśród bada­czy, lecz także w szer­szym publicz­nym dys­kur­sie, podob­nie jak wielu innych pol­skich auto­rów piszą­cych o India­nach uży­wam zamien­nie okre­śleń „India­nie”, „rdzenni miesz­kańcy” i „tubylcy”. Jest to zgodne nie tylko z języ­kiem źró­deł, lecz także z fak­tem, że współ­cze­śnie duża część spo­łecz­no­ści _native Ame­ri­cans_ nazywa się jed­no­cze­śnie India­nami. Można tu wska­zać jedną z wielu orga­ni­za­cji, która odwo­łuje się do tego poję­cia – Natio­nal Con­gress of Ame­ri­can Indians. Idę przy tym za Krzysz­to­fem M. Mącz­kow­skim, który zazna­czał: „Pozwa­lam sobie na uży­wa­nie ogól­nej «indiań­skiej» kate­go­rii poję­cio­wej, opi­su­jąc pewne ogólne, panin­diań­skie zja­wi­ska i trendy , ale zacho­wu­jąc nazwy naro­dów, gdy wspo­mi­nam o kon­kret­nej spo­łecz­no­ści lub czło­wieku”; K.M. Mącz­kow­ski, _Od Idle No More! do Mni Wiconi_, _Od pale­oin­dian do współ­cze­sno­ści. Refe­raty Semi­na­riów Antro­po­lo­gicz­nych 2015–2022_, red. P. Bar­tu­szek, E. Dżu­rak, J. Laskow­ska-Otwi­nowsk, A. Pie­kar­ski, Wie­li­chowo 2024, s. 263–264.

13. _Ibi­dem_, s. 10.

14. T.D. Wil­lig, _Resto­ring the Chain of Friend­ship Bri­tish Policy and the Indians of the Great Lakes, 1783–1815_, Lin­coln 2008, s. 209–210, 221–222; J.C.A. Stagg, _The War of 1812: Con­flict for a Con­ti­nent_, Cam­bridge 2012, s. 50–51; M. Pejasz, _op. cit._, s. 225.

15. „Spe­ech to Gover­nor Wil­liam Henry Har­ri­son At Vin­cen­nes, August 12, 1810, Tecum­seh (Shaw­nee)”, _Great docu­ments in Ame­ri­can Indian history_, red. W. Moquin, Lon­don 1973, s. 133–134.

16. Eel River byli odła­mem ludu Miami.

17. T.D. Wil­lig, _op. cit._, s. 209–210.

18. „Spe­ech to Gover­nor Wil­liam Henry Har­ri­son At Vin­cen­nes, August 12, 1810, Tecum­seh (Shaw­nee)”, s. 133.

19. J.C. Stagg, _op. cit._, s. 51; M. Pejasz, _op. cit._, s. 239–244.

20. Nawias w ory­gi­nal­nym tek­ście Nor­tona.

21. J. Nor­ton, _A Mohawk Memoir from the War of 1812_, oprac. C. Benn, Toronto–Buf­falo–Lon­don 2019, s. 84.

22. C. Benn, _The Iro­qu­ois in the War of 1812_, Lon­don, Toronto, Buf­falo 1998, s. 29–44, 53–66.

23. „From John Quincy Adams to Tho­mas Boyl­ston Adams, 24 Novem­ber 1812”, Foun­ders Online, Natio­nal Archi­ves; https://foun­ders.archi­ves.gov/docu­ments/Adams/99-03-02-2207. Prze­trans­kry­bo­wany (Early Access Docu­ment) doku­ment archi­walny w ramach kolek­cji The Adams Papers, który został udo­stęp­niony przed ofi­cjalną edy­cją kry­tyczną. Link w przy­szło­ści wyga­śnie.

24. G. Wills, _James Madi­son_, New York 2002, s. 97–99.

25. J. Lati­mer, _1812: War with Ame­rica_, Lon­don 2007, s. 3; R. Kło­so­wicz, _Wojna…_, s. 53–54.

26. List od Legi­sla­tury Karo­liny Połu­dnio­wej do Jamesa Madi­sona, 29.08.1812, _The Papers of James Madi­son, Pre­si­den­tial Series_, t. 5, red. J.C.A. Stagg i in., Char­lot­te­sville 2004, s. 222–224.

27. W. Tur­ner, _Bri­tish Gene­rals in the War of 1812. High Com­mand in the Cana­das_, Mont­real & King­ston, Lon­don, Ithaca 1999, s. 32.

28. Całość kolo­nii bry­tyj­skich w Ame­ryce.

29. J. Gra­bow­ski, _Histo­ria Kanady_, War­szawa 2001, s. 116–121, R. Kło­so­wicz, _Wojna…_, s. 15–16; R. Mal­colm­son, _A Very Bril­liant Affair. The Bat­tle of Queen­ston Heights_, Toronto 2006, s. 9, 16; A. Tay­lor, _The Civil War of 1812. Ame­ri­can Citi­zens, Bri­tish Sub­jects, Irish Rebels & Indian Allies_, New York 2010, s. 8–9.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij