-
nowość
Queenston Heights 1812 - ebook
Queenston Heights 1812 - ebook
W czasie wojen napoleońskich, w 1810 roku, Stany Zjednoczone zaczęły wspierać Francję, występując przeciwko interesom Wielkiej Brytanii. Stało się to powodem wybuchu kolejnej wojny amerykańsko-brytyjskiej po tej, która przyniosła niepodległość zbuntowanym koloniom w Ameryce Północnej. Amerykanie zaatakowali w rejonie Wielkich Jezior, jednak wyprawa gen. Hulla, zorganizowana latem 1812 roku, zakończyła się fiaskiem i kapitulacją w Fort Detroit. Kolejną próbę inwazji na Kanadę podjął gen. Van Rensselaer, przeprawiając się na czele 6-tysiecznego oddziału milicji przez graniczną rzekę Niagara w okolicach miejscowości Queenston. 13 października doszło tam do starcia. Walki toczyły się przede wszystkim o pobliskie wzgórza i trwały większą część dnia. Amerykanie ponieśli w końcu druzgoczącą klęskę, ale Brytyjczycy, wspierani przez Indian, również zapłacili wysoką cenę - ich dowódca, gen. Isaac Brock, poległ na polu bitwy. Choć wojna trwała do 1815 roku, ta batalia zajmuje ważne miejsce w pamięci historycznej Kanadyjczyków, a Brock stał się bohaterem narodowym.
Warto przypomnieć ten konflikt w kontekście presji wywieranej na Kanadę przez obecnego amerykańskiego prezydenta Trumpa, żeby przyłączyła się do Stanów Zjednoczonych.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-11-18866-2 |
| Rozmiar pliku: | 4,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
WSTĘP
„MIESZKAŃCY KANADY! Po 30 latach POKOJU i dobrobytu STANY ZJEDNOCZONE zostały zmuszone do walki. Szkody i agresja, zniewagi i upokorzenia ze strony Wielkiej Brytanii po raz kolejny nie pozostawiły im alternatywy poza mężnym oporem lub bezwarunkowym poddaniem si改 – tak rozpoczynał swą odezwę do Kanadyjczyków amerykański generał brygady William Hull, którego armia wkrótce po wypowiedzeniu wojny przez Kongres przekroczyła brytyjską granicę. Hull zapewniał mieszkańców Kanady o zachowaniu wszelkich dotychczasowych praw i sugerował włączenie ich do grona obywateli Stanów Zjednoczonych, stwierdzając, że „zostaniecie uwolnieni od tyranii i ucisku i przywróceni do godnego miana wolnych ludzi”. Był lipiec 1812 roku, a wojna amerykańsko-brytyjska trwała od niecałego miesiąca. Głównym celem zmagań zbrojnych stała się Kanada; o jej przyłączeniu do Stanów mówiło się już od dłuższego czasu. Amerykanie zamierzali zaatakować aż z trzech kierunków, a nadzieje na sukces zwiększało uwikłanie Wielkiej Brytanii w wojnę z Napoleonem. Przeliczyli się jednak. Wbrew pełnej patosu proklamacji William Hull bardzo szybko odwołał ofensywę, wycofując się na terytorium USA, a gdy jego siły zostały oblężone, poddał fort Detroit łącznie z całą swoją armią.
Wkrótce kolejną próbę inwazji podjął generał-major Stephen Van Rensselaer III. Była to jedna z ostatnich szans Amerykanów na poprawienie ich trudnej sytuacji jeszcze przed rozpoczęciem zimy, która zatrzymałaby większość działań wojennych aż do roztopów. Zdecydowano się na przeprawę przez Niagarę w okolicach miasteczka Queenston. Po stronie obrońców w bitwie wzięli udział: brytyjscy żołnierze, kanadyjska milicja i Irokezi. Walki toczyły się przede wszystkim o górujące nad miastem wzgórza i trwały przez większą część dnia. Ostatecznie Amerykanie ponieśli druzgoczącą klęskę, ale Brytyjczycy również zapłacili wysoką cenę. Ich słynny dowódca, generał-major Isaac Brock, poległ na polu bitwy.
Opisywane tu starcie zajęło niezwykle ważne miejsce w pamięci historycznej Kanadyjczyków. Nazywano je nawet – chociaż ze sporą przesadą – kanadyjskimi Termopilami. Leonidasem był w tym wypadku wspomniany Isaac Brock. Jest to historia pobudzająca wyobraźnię i nic dziwnego, że generał stał się dla Kanadyjczyków pierwszym wojennym bohaterem narodowym. To właśnie ten brytyjski oficer i jednocześnie gubernator Górnej Kanady, odnosząc oszałamiające sukcesy bitewne, uratował dla Wielkiej Brytanii pierwszy rok wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Swoje ostatnie zwycięstwo przypłacił swym życiem. Pisarz i historyk Pierre Berton twierdził: „Kiedy Kanadyjczycy słyszą jego imię, co spotykać ich będzie dość często, w ich umysłach utworzy się obraz tego ostatecznego, gwałtownego szturmu, wspaniale heroicznego, ale również tragicznie nierozsądnego, prowadzonego w górę po stromych Wzgórzach Queenston w ponury październikowy poranek”². W amerykańskiej historiografii wspomniana bitwa zajmuje o wiele mniej istotne miejsce. Dla tamtejszych historyków jest to po prostu kolejny z licznych przykładów niekompetentnie prowadzonej wojny z Wielką Brytanią. Z batalią jest jednak związana postać dobrze znana w historii amerykańskiej. To właśnie podczas tej kampanii swój chrzest bojowy przeszedł podpułkownik Winfield Scott, późniejszy bohater wojny z Meksykiem, od 1841 roku pełniący funkcję głównodowodzącego armii Stanów Zjednoczonych, który był również pierwszym dowódcą wojsk Unii podczas wojny secesyjnej.
Chociaż w tytule książki umieszczono anglosaską nazwę bitwy (Queenston Heights), w treści książki z reguły posługuje się spolszczoną nazwą „bitwa na Wzgórzach Queenston”. Jest to zgodne z polską monografią wojny 1812 roku napisaną przez Roberta Kłosowicza, w której opisywane starcie jest wspomniane w takiej właśnie formie³. Nazwy tej użył również Marcin Pejasz w swojej monografii o Szaunisach⁴. Jeżeli chodzi o nazwy plemion indiańskich, to tam, gdzie było to możliwe, zdecydowałem się spolszczać ich nazwy na podstawie wskazań Polsko-Amerykańskiego Towarzystwa Etnograficznego⁵.
Wśród użytecznych opracowań na temat bitwy należy wymienić zwłaszcza monografię kanadyjskiego historyka Roberta Malcolmsona _A Very Brilliant Affair. The Battle of Queenston Heights_. Jest to bardzo dobra pozycja, z której wielokrotnie czerpałem wskazówki i informacje przy pisaniu niniejszej książki. Wśród amerykańskich historyków najlepszy opis bitwy z perspektywy Stanów Zjednoczonych dał Theodore J. Crackel, który napisał rozdział o bitwie do publikacji zbiorowej _America’s first battles, 1776–1965_. Podstawowym źródłem do opisywania bitwy jest wielotomowe wydawnictwo różnego rodzaju źródeł związanych z wojną 1812 roku, tj. _The Documentary History of the Campaign upon the Niagara Frontier_, zebrane przez kanadyjskiego oficera Ernesta Cruikshanka na przełomie XIX i XX wieku. Znajdują się tu najważniejsze oficjalne i nieoficjalne dokumenty związane z bitwą na Wzgórzach Queenston. Jest to podstawowe źródło do historii tego konfliktu. Ponadto niezwykle przydatne są pamiętniki uczestników bitwy – Winfielda Scotta i Solomona Van Rensselaera. W niniejszej pracy wykorzystałem również pojedyncze źródła archiwalne z kolekcji Muzeum w Buffalo oraz New York State Library, gdzie znalazłem nieopublikowane relacje bitewne kapitanów Ellisa Woola i Howarda Armstronga.
Opisywana bitwa jest prawie nieznana w polskiej historiografii. Najwięcej miejsca poświęcił jej Robert Kłosowicz w swej _Wojnie amerykańsko-brytyjskiej 1812–1814._ Jako ciekawostkę dla polskiego czytelnika warto dodać, że postać Isaaca Brocka, dowódcy spod Queenston, trafiła do rodzimej literatury przygodowej. Powieściopisarz Jan Longin Okoń umieścił go w swym cyklu książek o wodzu Tecumsehu i polskim emigrancie, weteranie powstania kościuszkowskiego, Ryszardzie Kosie. Nie ma tam mowy o bitwie pod Queenston, bo autor znacząco rozszedł się z historią na rzecz fabuły, lecz opisując śmierć generała, bez wątpienia nawiązywał do tego starcia. Do wydarzeń pod Queenston nawiązuje również Sławomir Skowronek w powieści _Stokrotki na zgliszczach_, w której umieścił obszerny, literacko opracowany opis bitwy – świadczący o tym, że autor sięgnął do materiałów historycznych – choć niepozbawiony pewnych uproszczeń, wynikających zapewne z _licentia poetica_.
Na zakończenie tego krótkiego wstępu, chciałbym podziękować: mojej żonie Weronice, doktorowi Adamowi Podlewskiemu, Cezaremu Cieślakowi i Kacprowi Gęsiorowi, profesorom: Jarosławowi Czubatemu, Piotrowi Ugniewskiemu i Michałowi Leśniewskiemu, a także doktorowi Michałowi Mydłowskiemu za wszelką pomoc i wsparcie w czasie pracy oraz panu Marcinowi Pejaszowi za udostępnienie ilustracji. Dziękuję również rodzinie pani Aleksandry Padło, która przekazała mi księgozbiór swego ojca Stanisława, historyka i miłośnika serii „Historyczne Bitwy”. Cieszę się, że tak wielki wielbiciel „habeków” będzie mógł zostać upamiętniony w niniejszej książce. Na zakończenie bardzo dziękuję też Fundacji z Brzezia Lanckorońskich za wsparcie finansowe w postaci stypendium na kwerendę do Londynu.ROZDZIAŁ I. DROGA DO INWAZJI
ROZDZIAŁ I.
DROGA DO INWAZJI
Przyczyny wojny 1812 roku są wciąż obiektem sporów wśród historyków. Amerykańska inwazja z pewnością nie była jedynie ambitną próbą zajęcia ziemi sąsiada. Jej przyczyny narastały od dłuższego czasu i były mocno osadzone w kontekście europejskim. Profesor Robert Kłosowicz określił nawet konflikt amerykańsko-brytyjski z lat 1812–1814 jako część wojen napoleońskich⁶. Amerykanie dążyli do neutralności wobec wojen w Europie, ale wkrótce okazało się, że w praktyce było to niemożliwe. Francuzi i Brytyjczycy zwalczali się wzajemnie na morzach, co siłą rzeczy musiało również dotknąć USA. Jednym z głównych punktów zapalnych okazały się kwestie morskie i handlowe. Był to problem, który absorbował Stany Zjednoczone od końca XVIII wieku, gdy rozpoczęły się wojny rewolucyjnej Francji. Początkowo głównym wrogiem Amerykanów byli Francuzi, którzy sprzeciwiali się amerykańskiemu handlowi z Brytyjczykami, co wywołało wówczas tzw. _quasi_-wojnę. Z tego powodu w latach 1798–1800 obie strony toczyły nigdy niewypowiedziany konflikt na morzach. Krótko po dojściu Napoleona do władzy podpisano jednak porozumienie, a zaledwie kilka lat później Bonaparte sprzedał Amerykanom Luizjanę. Co prawda spory z Francuzami nie ustały, ale uległy pewnemu złagodzeniu.
Wkrótce kolejnym wrogiem Amerykanów stali się Brytyjczycy. Jednym z podstawowych przyczyn sporu był reeksport, czyli dostarczanie kolonialnych towarów hiszpańskich i francuskich pod neutralną banderą amerykańską. W latach 1806–1807 roku zarówno Napoleon, jak i Anglicy⁷ wzajemnie wprowadzili blokadę morską. Amerykanie mieli więc trudności z obu stron, zatrzymywano statki i rekwirowano towary. Wbrew tym przeciwnościom regulacje nie zahamowały handlu z Europą. Przepływ towarów stał się utrudniony, ale na pewno nie został zatrzymany. Mimo że obydwie strony naruszały amerykańską neutralność, wkrótce głównym wrogiem z perspektywy Stanów Zjednoczonych okazali się Brytyjczycy. Ich restrykcje były o wiele boleśniejsze ze względu na dominację na morzach. Ponadto Amerykanów oburzał zwłaszcza tzw. _impressment_. Wielka Brytania w zmaganiach morskich z Francuzami desperacko poszukiwała marynarzy do zapełnienia swych załóg. Sprawa przestawała być wewnętrzną kwestią Brytyjczyków w momencie, kiedy dowódcy okrętów siłą wcielali do służby ludzi z cywilnych statków amerykańskich. W ten sposób zostało porwanych 5–9 tys. ludzi z neutralnych jednostek Stanów Zjednoczonych. Sprawę komplikowało to, że Brytyjczycy uznawali, iż jeśli człowiek rodzi się Anglikiem, to nim umiera, co znacznie komplikowało los imigrantów, którzy przenieśli się do Stanów, ale mieli nieszczęście natrafić na werbowników z Wysp.
Jednym z najgłośniejszych incydentów angielsko-amerykańskich w tym okresie okazała się potyczka morska z 22 czerwca 1807 roku. Wówczas brytyjski okręt HMS „Leopard” skonfrontował się z amerykańskim USS „Chesapeake”. Anglicy zażądali pozwolenia na przeszukanie pokładu, na którym mieliby się znajdować dezerterzy z Royal Navy. Komodor James Barron odmówił, co skończyło się krwawą potyczką, zakończoną kapitulacją Amerykanów. Zginęło wówczas lub zostało rannych 21 marynarzy „Chesapeake”. Tak spektakularne naruszenie amerykańskiej neutralności rozwścieczyło opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych. Nawet probrytyjska partia federalistów domagała się zemsty. Chociaż Londynowi udało się załagodzić sytuację, ewentualny konflikt wisiał na włosku⁸.
Ówczesny amerykański prezydent Thomas Jefferson nie zdecydował się na wojnę, uważając, że Stany Zjednoczone są zbyt słabe. Był zwolennikiem sankcji ekonomicznych, więc zdecydował się na nałożenie całkowitego embarga na handel z Europą. Chodziło jedynie o eksport towarów ze Stanów, import do Ameryki pozostawał dozwolony. Jefferson uważał, że w ten sposób Stany Zjednoczone wymuszą na Europie respektowanie neutralności ich handlu. Republikańska gazeta „Aurora” popierająca koncepcję embarga pisała: „Wstrzymanie importu z Ameryk bawełny, mąki, ryżu itp. będzie dla rządu takim wstrząsem, że z trudem go przetrwa, a wstrzymanie eksportu do tego kraju, który jest głównym rynkiem dla znacznej części brytyjskiego handlu towarami przemysłowymi, doprowadzi każdą klasę społeczną w Anglii do bankructwa i nędzy”. Jednocześnie bagatelizowano potencjalne zagrożenia dla gospodarki: „Z pewnością pojawią się pewne niedogodności wynikające z braku rynku zbytu dla części naszych produktów; będą one jednak krótkotrwałe”. Wbrew opinii „Aurory” największymi poszkodowanymi tej polityki stali się sami Amerykanie. Poniesiono ogromne straty gospodarcze, pojawiły się również liczne głosy krytyki w stosunku do republikańskiej administracji. U schyłku swej kadencji Jefferson odwołał embargo z wykluczeniem Francji i Wielkiej Brytanii, na które dodatkowo nałożono zakaz importu. Nowe regulacje były wadliwe i zostawiły furtkę do nadużyć. Jak upilnować statek po wypłynięciu z amerykańskiego portu? Wielu handlarzy twierdziło, że ich celem są Azory, podczas gdy ich rzeczywistym celem była Europa. Niezależnie od tych naruszeń nawet tak ograniczone embargo było nieznośne dla amerykańskiego społeczeństwa. Wkrótce zakaz został całkowicie zniesiony na mocy Macon’s Bill nr 2 z 1810 roku. Klęska planu Jeffersona była całkowita. W obliczu fiaska wymuszenia na Europie poszanowania neutralności w kręgach części elit politycznych zaczęła dojrzewać myśl, że Ameryce pozostała jedynie zbrojna odpowiedź⁹.
Historycy nadal spierają się, na ile zatargi morskie były główną przyczyną wojny, a na ile stanowiły jedynie pretekst do ekspansji terytorialnej. Niezależnie od tej debaty warto zwrócić uwagę, że uzasadniając wybuch konfliktu zbrojnego, Amerykanie położyli największy nacisk właśnie na te kwestie. Prezydent James Madison w swojej obszernej nocie zalecającej Kongresowi wypowiedzenie wojny podkreślał swoje oburzenie praktyką impressmentu: „Brytyjskie okręty nieustannie naruszają amerykańską flagę na tym wielkim szlaku narodów oraz chwytają i porywają ludzi, którzy pływają pod tą banderą; Nie w ramach korzystania z prawa bycia stroną konfliktu bazującego na prawie walki z wrogiem, ale wykorzystując prerogatywy miejskie nad poddanymi brytyjskimi”¹⁰. Madison szeroko omawiał również kwestię blokowania statków handlowych. Podkreślał, że Brytyjczycy nie mieli wystarczających środków, by zachować szczelność blokad, co czyniło je nie tylko nielegalnymi z perspektywy samego prawa brytyjskiego, lecz także było krzywdzące dla państw neutralnych. Zdaniem prezydenta zamiast blokować wejścia do portów i ostrzegać handlarzy, Brytyjczycy mieli wręcz polować na statki kupieckie: „Pod pozornymi blokadami, bez obecności odpowiednich sił, a czasami nawet bez możliwości ich zastosowania, nasz handel był plądrowany na każdym morzu”¹¹.
Kwestia indiańska¹²
Z tekstu odezwy Madisona wynika, że poboczną przyczyną wojny była kwestia indiańska na pograniczu. Amerykanie oskarżali Brytyjczyków o wspieranie Indian przeciwko ekspansji Stanów na tzw. Starym Północnym Zachodzie. W nocie do Kongresu na 12 stronach uzasadnienia rozpoczęcia konfliktu prezydent poświecił temu zagadnieniu zaledwie akapit, chociaż dla mieszkańców pogranicza bez wątpienia była to sprawa o wiele ważniejsza. Madison podkreślał przede wszystkim: „Trudno wyjaśnić działania i rozruch, które od pewnego czasu towarzyszą plemionom, bez wzięcia pod uwagę wpływu brytyjskich kupców i garnizonów, i nie łącząc z tym przyczyn ich wrogości, oraz bez przypomnienia sobie o potwierdzonych przykładów takich poczynań, jakich dotychczas dokonywali przedstawiciele i agenci tego rządu”¹³. Wbrew temu stwierdzeniu to nie Brytyjczycy byli odpowiedzialni za wzrost oporu plemion. Anglicy pozostawali całkowicie skupieni na Europie i ewentualny konflikt z Ameryką nie był im na rękę. Wbrew amerykańskiej retoryce bądź wyobrażeniom plemiona indiańskie prowadziły własną politykę, która wcale nie była aż tak zgodna z planami brytyjskimi. W 1805 roku na Północnym Zachodzie pojawił się nowy nurt religijno-polityczny, którego twórcą był Szaunis Tenskwatawa zwany Prorokiem. Postulował on powrót do tradycyjnego stylu życia i odrzucenia zwyczajów przyniesionych przez Europejczyków. Tenskwatawę wspierał jego brat Tecumseh. Obydwaj dążyli do pozyskania poparcia plemion i uformowania koalicji panindiańskiej w celu powstrzymania ekspansji Stanów Zjednoczonych. Jak jednak zauważał Marcin Pejasz: „W rzeczywistości religijny ruch Tenskwatawy wspierany przez Tecumseha nigdy nie stał się konfederacją międzyplemienną. Była to raczej luźna koalicja złożona z młodych wojowników różnych plemion, którzy, odwróciwszy się od swoich wodzów, stali się militarnym podłożem całego ruchu”. Po 1807 roku Brytyjczycy w obawie przed amerykańską inwazją wywołaną incydentem z okrętem „Chesapeake” usilnie zabiegali o sojusz z rdzennymi mieszkańcami Ameryki, poszukując sprzymierzeńców do obrony Kanady. Tecumseh był jednak ostrożny i dążył do zachowania neutralności w ewentualnym konflikcie. Dobrze pamiętał przegraną bitwę pod Zaporą z Pni (Fallen Timbers), w której sam brał udział w 1794 roku. Wówczas Brytyjczycy zamknęli okoliczny fort przed uciekającymi wojownikami, chociaż wcześniej udzielali im wsparcia i zachęcali do występowania przeciwko Stanom Zjednoczonym. Dowódca garnizonu nie chciał wywołać wojny, ale dla Indian była to zdrada. Mimo tych gorzkich wspomnień Tecumseh zdał sobie sprawę, że kolejna wojna plemion z Amerykanami jest nieuchronna i sojusz z Wielką Brytanią stanowi polityczną konieczność. Kulminacyjnym punktem antagonizmu plemion z Amerykanami stał się nieuczciwy traktat z fortu Wayne z 1810 roku, który przyznawał Jankesom prawie 3 mln akrów (ponad 12 tys. km kw.) ziem na terenach dzisiejszych stanów Illinois i Indiany¹⁴.
Tecumseh wystąpił przeciwko traktatowi. 12 sierpnia 1810 roku na spotkaniu w Vincennes wyłożył swoje racje gubernatorowi Indiany Williamowi Harrisonowi. Mówiąc o ziemiach, do których rościli sobie pretensje Amerykanie, stwierdził, że: „To wszystko należało do czerwonych ludzi, dzieci tych samych rodziców, których umieścił na tych ziemiach Wielki Duch, który je stworzył, aby je utrzymywano, przemierzano, cieszono się ich dobrami i zaludniano je tą samą rasą. Kiedyś była to szczęśliwa rasa. Stała się jednak nieszczęśliwa przez białych ludzi, którzy nigdy nie są zadowoleni, ale zawsze wkraczają dalej”¹⁵. Tecumseh sprzeciwiał się argumentacji Harrisona, który dowodził, że Indianie dobrowolnie zrzekli się ziem. W rzeczywistości zaledwie kilku wodzów (z plemion Delawarów, Miami, Potawatomi, Eel River¹⁶) podpisało ten wątpliwy pod względem prawnym traktat, oddający ziemie, na których mieszkały również inne grupy Indian¹⁷. Jak zaznaczał Tecumseh: „Biali nie mają prawa odbierać ziemi Indianom, ponieważ oni mieli to pierwsi, to jest ich. Mogą ją sprzedawać, ale wszyscy muszą się na to zgodzić. Jakakolwiek sprzedaż, która nie jest dokonana przez wszystkich, jest nieważna”¹⁸. Spór przerodził się w otwartą wojnę. Gubernator terytorium Indiany William Harrison wyruszył na czele 1200 regularnych żołnierzy i milicjantów, by rozprawić się z nowym ruchem. Tecumseh był wówczas nieobecny, ponieważ wyjechał na jedną z wypraw, podczas których nakłaniał Indian do poparcia sprawy, a bez niego Prorok był bezradny. W bitwie nad rzeką Tippecanoe 7 listopada 1811 roku gubernator pokonał 600 wojowników Tenskwatawy i spalił jego wioskę (Prophet’s Town), będącą centrum konfederacji. Ze względu na niespełnioną przepowiednię zwycięstwa oraz kontrastujący z nią ogrom klęski, poparcie dla Proroka wśród Indian drastycznie spadło, ale Tecumsehowi udało się przekonać plemiona do dalszej wspólnej walki. W wyniku amerykańskiej agresji Brytyjczycy i Indianie znów mieli jednego wspólnego wroga. Gdy latem 1812 roku wybuchła wojna amerykańsko-brytyjska, Indianie Tecumseha przyłączyli się do niej po stronie obrońców Kanady i wiernie walczyli po stronie swoich sojuszników przez cały konflikt¹⁹.
Konfederacja Tecumseha od samego początku była wroga wobec Stanów Zjednoczonych. Gdy wojna rozlała się również na Kanadę, zawiązanie sojuszu z Brytyjczykami stanowiło naturalną kolej rzeczy. Z odmiennych pobudek Brytyjczyków poparli w znacznej części również Irokezi, chociaż w czerwcu 1812 roku niewiele na to wskazywało. Początkowo mogłoby się wydawać, że w obliczu nadchodzącej wojny plemiona irokeskie będą mogły skorzystać z przywileju neutralności. Ich społeczności były rozsiane zarówno na terytorium Kanady, jak i Stanów Zjednoczonych. Nie było to jednak równoznaczne z ich poparciem dla konkretnej strony. W latach poprzedzających wybuch wojny obie strony konfliktu zabiegały u Irokezów o nieangażowanie się w zbliżającą się konfrontację. Plemiona żyjące w rezerwatach stanu Nowy Jork były już mocno uzależnione od Amerykanów i nie miały większego wyboru. USA nie ufały jednak Indianom i nie chciały – przynajmniej na początku – ich pomocy. Inaczej było ze słabszymi Brytyjczykami – Isaac Brock otwarcie zachęcał wodzów do poparcia swojej sprawy. Prosił o przydzielenie mu wojowników do obrony granicy kanadyjskiej. Wspierał go wielki zwolennik Anglii, wódz Mohawków John Norton (Teyoninhokarawen).
Przez długi czas działania Brocka, jak i probrytyjskich Irokezów były jednak daremne. Mimo to Amerykanie przeceniali te brytyjskie zabiegi dyplomatyczne, wyobrażając sobie, że Brytyjczycy mają przemożny wpływ na tubylców. Doszło nawet do tego, że wielu Amerykanów uciekło z pogranicza, obawiając się, że wkrótce nawet Indianie z rezerwatów powstaną przeciwko nim. W rzeczywistości Brytyjczycy mimo usilnych starań długo nie byli w stanie namówić Indian do pomocy. Podobnie jak Tecumseh, również Irokezi pamiętali, że w 1794 roku Brytyjczycy odmówili wsparcia wojownikom. Zaufania nie wzbudzały również sprzeczne posunięcia departamentu ds. Indian (British Indian Department), który z jednej strony prosił o zachowanie neutralności, a z drugiej dążył do zapewnienia sobie ewentualnego wsparcia plemion w razie potrzeby. Takie postępowanie zraziło wielu wodzów, którzy słusznie się obawiali, że Brytyjczycy planują ich wykorzystać. John Norton przywołał w swoich wspomnieniach rozmowę Irokezów z Brockiem, która odbyła się przed wojną i dotyczyła negocjacji w sprawie sojuszu indiańsko-brytyjskiego przeciwko Amerykanom. Indianie zadawali celne i niewygodne pytania, na które nowy gubernator Górnej Kanady nie mógł udzielić zadowalającej odpowiedzi. Jeden z irokeskich negocjatorów „zapytał, jak długo horyzont będzie zaciemniony chmurami wojny i kiedy znów rozświetlą go jasne promienie pokoju oraz w jakiej sytuacji się wówczas znajdą (nawiązując metaforycznie do pokoju z 1783 roku, w wyniku którego ich kraj dostał się pod władzę Amerykanów)²⁰. Zapytali także: «Jeśli Amerykanie będą zwlekać z wypowiedzeniem wojny królowi, a jednocześnie nadal będą dokonywać naruszeń wobec naszych braci na zachodzie, czy udzielicie im pomocy?». Generał Brock odpowiedział szczerze: «Dopóki panuje pokój, nie mam możliwości ingerowania. Mieszkają oni poza naszymi granicami, dlatego za pośrednictwem Departamentu do spraw Indian radziłem im starać się żyć w zgodzie z sąsiadami. Jeśli jednak mieszkańcy Stanów Zjednoczonych wtargną na nasze terytoria, wówczas uznam się za uprawnionego do przeciwstawienia się im siłą i, ufając Bogu oraz słuszności naszej sprawy, nie mam wątpliwości co do wyniku naszych wysiłków»”²¹.
Brock, świadom własnych ograniczonych pełnomocnictw, mógł więc obiecać jedynie wsparcie Indian na własnym terytorium. Ingerowanie w politykę Stanów Zjednoczonych na tzw. Starym Północnym Zachodzie doprowadziłoby do wojny, której Wielka Brytania starała się uniknąć. Taka polityka nie mogła jednak zadowolić Indian, którzy słusznie zabiegali o własny interes. Zaufania do Londynu nie wzmacniało również to, że administracja brytyjska w Kanadzie prawie zmonopolizowała prawo do handlu ziemią z plemionami, niemal w całości wyłączając prywatnych kupców. Zniechęcało to tych Indian, którzy uważali, że mogli oni sprzedać swą ziemię komukolwiek chcieli – tak jak podczas kontaktów ze Stanami Zjednoczonymi. Co jednak najważniejsze, Irokezi zdawali sobie sprawę, że Brytyjczycy są słabi, a ich przyszłość w Kanadzie jest niepewna. Ich poparcie dla wojny zależało od sytuacji na przyszłych polach bitew. W momencie wybuchu konfliktu plemiona irokeskie w większości opowiadały się za powstrzymaniem się od udziału w walce. Dopiero wielkie zwycięstwo Brocka w bitwie pod Detroit sprawiło, że Sześć Narodów Grand River udzieliło poparcia obrońcom Kanady²². Nowy sojusz opłacił się władzom kolonialnym – Irokezi wzięli udział w bitwie na Wzgórzach Queenston i znacząco przyczynili się do zwycięstwa strony brytyjskiej.
Kanada
Istotnym powodem wojny była w końcu sama Kanada. Historycy nie są zgodni co do tego, na ile ekspansjonistyczne ambicje Amerykanów wpłynęły na decyzję o inwazji ani czy rzeczywiście planowano zaanektować tę brytyjską kolonię i włączyć ją do Stanów Zjednoczonych. Dla Kanadyjczyków Queenston – tak jak wiele innych bitew wojny 1812 roku – było i jest swego rodzaju symbolem obrony niezależności od Stanów Zjednoczonych. Tymczasem jak na ironię, z perspektywy amerykańskiej konflikt z Wielką Brytanią jest czasem nazywany drugą wojną o niepodległość. W ten sposób podkreśla się przede wszystkim wspomniane już czynniki handlowo-morskie i wielokrotnie naruszaną neutralność. Z tego punktu widzenia była to przede wszystkim walka o honor młodej republiki, która musiała podkreślić swoje prawo do samostanowienia. W listopadzie 1812 roku John Quincy Adams, wówczas amerykański ambasador w cesarstwie rosyjskim, tak pisał o kwestii ewentualnej ekspansji w liście do swojego brata: „Zdobycie Kanady jednakże nie było i nie mogło być celem tej wojny. Nie sądzę, aby oczekiwano, że mielibyśmy ją zatrzymać, nawet gdybyśmy ją teraz zajęli. Wielka Brytania jest jeszcze zbyt potężna i zbyt wysoko ceni sobie swoje pozostałe kolonie, aby możliwe było ich zatrzymanie przez nas przy zawarciu pokoju, nawet gdybyśmy zdobyli je podczas wojny. Czas na to jeszcze nie nadszedł. Ale potęga Wielkiej Brytanii musi wkrótce upaść. Obecnie nadmiernie ją nadweręża, wykraczając poza swoje naturalne możliwości, tak że wkrótce musi się załamać pod ciężarem własnych wysiłków. Jej kredyt oparty na papierowym pieniądzu już szybko się pogarsza i każdego dnia coraz bardziej go nadużywa. Wierzę, iż jej rząd nie przetrwałby trzech lat pokoju bez narodowego wstrząsu. I wątpię, czy zdoła prowadzić jeszcze przez trzy lata wojnę, w którą jest teraz zaangażowana, bez takiego załamania finansowego, z którego nigdy się nie podźwignie. To właśnie w tej fazie słabości, która nieuchronnie następuje po nadmiernie wyeksploatowanej i wyczerpanej sile, Kanada i wszystkie jej inne posiadłości przeszłyby w nasze ręce bez żadnego wysiłku z naszej strony oraz w sposób bardziej zgodny z naszymi zasadami i ze sprawiedliwością niż poprzez podbój”²³.
Adams zakładał więc rychły rozpad imperium brytyjskiego – Amerykanie mieli wykorzystać okazję i przejąć resztki po mocarstwie, ale jego zdaniem wojna 1812 roku nie stanowiła jeszcze szansy na to. Czy tak rzeczywiście było? Wśród historyków nie ma konsensusu w tej sprawie. Biograf Madisona Garry Wills uważał, że dla administracji prezydenta zajęcie Kanady miało być sposobem wywalczenia sobie prawa do neutralności. W tej perspektywie byłby to swego rodzaju szantaż wobec Wielkiej Brytanii, która pozostawała uzależniona od dostaw kanadyjskiego drewna na okręty, a wobec podboju prowincji zostałaby zmuszona do uznania roszczeń amerykańskich²⁴. Czy w takim wypadku Brytyjczycy za cenę ustępstw utrzymaliby kolonie? Jest to bardzo mało prawdopodobne.
Niezależnie od zapatrywań poszczególnych polityków administracji wśród elit amerykańskich w tamtym czasie odzywało się bardzo wiele głosów za aneksją. Do rozwiązań siłowych parły w Kongresie przede wszystkim tzw. jastrzębie wojny (War Hawks), wpływowe stronnictwo wywodzące się z południowych i zachodnich stanów, którego przedstawiciele postulowali podbój Kanady. Ekspansjonistyczne podstawy amerykańskiej inwazji podkreślił Jon Latimer w swej monografii o brytyjskiej perspektywie wojny 1812 roku. Wskazywał przy tym, że Kanada była amerykańskim celem już od czasów rewolucji, również po wojnie 1812 roku aż do XX wieku pojawiały się w USA mniej lub bardziej poważne głosy za aneksją²⁵. W oczach wielu zwolenników aneksji podbój miał być sposobem na ukrócenie wpływów Wielkiej Brytanii w Ameryce. Dochodziła do tego kwestia indiańska, która jeszcze bardziej wzmacniała nastroje ekspansjonistyczne w Stanach Zjednoczonych, ponieważ Amerykanie widzieli w Brytyjczykach kluczowego sojusznika plemion. Zgromadzenie Stanowe Karoliny Południowej w liście do Jamesa Madisona opowiadało się za aneksją: „Jeśli zdobycie Kanady miałoby mieć niewielką wartość z punktu widzenia terytorialnego, to pod innymi względami nie będzie ono bez znaczenia. Usunie od nas zdradliwego i barbarzyńskiego sąsiada, który w chwili, gdy jego wysłannicy najgłośniej głosili pojednanie i przyjaźń, potajemnie podsycał wśród nas podziały i spory frakcyjne za pośrednictwem swoich emisariuszy i który nigdy nie zaprzestał kierowania tomahawków i noży do skalpowania używanych przez ich indiańskich sprzymierzeńców przeciwko bezbronnym kobietom i dzieciom na naszej granicy”²⁶.
Argumentów za tezą o ekspansjonistycznych aspiracjach dostarcza również postawa Amerykanów z początku wojny. Odrzucili oni propozycję wznowienia negocjacji, gdy już po wybuchu konfliktu okazało się, że Brytyjczycy są skłonni do ustępstw. Ponadto zacytowany we wstępie książki generał William Hull, a także generał Alexander Smyth w swych odezwach z początku wojny wyrażali się jasno, że celem Amerykanów jest trwałe zajęcie brytyjskiej prowincji. Przed drugą inwazją nad Niagarą Smyth wydał odezwę do swojej armii, w której oznajmiał: „Wejdziecie do kraju, który wkrótce połączy się ze Stanami Zjednoczonymi”. Można podejrzewać, że w przypadku brytyjskiej porażki wojna zakończyłaby się przyłączeniem Kanady bądź przynajmniej jej części w skład Stanów Zjednoczonych²⁷.
Amerykanie mieli przy tym nadzieję na uzyskanie poparcia miejscowej ludności. Niektórzy uważali to za swego rodzaju dokończenie rewolucji amerykańskiej. Już wtedy Kanada była celem wojennym rebeliantów, którzy zamierzali przenieść tam ogień buntu przeciwko metropolii. Stało się to na samym początku wojny, gdy w 1775 roku Amerykanie pod dowództwem generała-majora Richarda Montgomery’ego dokonali nieudanej inwazji w celu rozszerzenia rewolucji. W tamtym okresie Kanada była kolonią w dużej mierze francuskojęzyczna, niedawno podbita przez Anglików (w czasie wojny siedmioletniej). Większość Kanadyjczyków nie poparła jednak rebeliantów. Mimo zdobycia Montrealu nie udało się im zająć Quebecu, a sama ekspedycja skończyła się fiaskiem, przypieczętowanym przez śmierć głównodowodzącego. W wyniku traktatu paryskiego (1783) kończącego wojnę o niepodległość USA Kanada ostała się po stronie Londynu. Zamieszkało w niej około 50 tys. lojalistów – Amerykanów, którzy poparli metropolię, a po konflikcie wyemigrowali ze swych rodzinnych stron do ziem należących do korony brytyjskiej; 20 tys. z nich osiedlono na południu, wzdłuż granicy z nowo powstałymi Stanami, w miejscu, które niedługo później stało się prowincją Ontario. Taką osadą, która powstała podczas kształtowania się tego regionu, było również opisywane w niniejszej książce Queenston.
Osiedleńcy mogliby tworzyć wierną obronę przed niedawnym wrogiem, co nie było dotychczas takie oczywiste w przypadku obcojęzycznej populacji tej prowincji. Dobre warunki rozwoju tego obszaru sprawiły, że za realnymi uchodźcami wojennymi podążyli też tzw. późni lojaliści, czyli blisko 30 tys. osób, które w latach 1791–1812 zazwyczaj z powodów ekonomicznych wyemigrowały ze Stanów do Kanady. Ta druga fala migracji jeszcze bardziej wymieszała populację, ale w odróżnieniu od pierwszej fali lojalistów nowi przybysze byli uważani przez władze kolonialne za element podejrzany, ponieważ trudno było przewidzieć ich lojalność w wypadku ewentualnej wojny. Przede wszystkim to na ich poparcie liczyli Amerykanie, szykujący się do wojny.
Wielki napływ migrantów sprawił, że w 1791 roku kolonię podzielono na dwie części. W ten sposób powstały Górna Kanada (anglojęzyczna) i Dolna Kanada (francuskojęzyczna). Każda z nich posiadała oddzielny parlament. Ponadto autonomia mieszkańców Dolnej Kanady zapewniała im dawne prawa i przywileje pamiętające jeszcze czasy Burbonów. Między mieszkańcami dwóch części kolonii istniały zatargi na tle narodowościowym, ale mniejsze, niż można byłoby przypuszczać. Główną osią sporu były zwłaszcza konflikty na tle ekonomicznym, ponieważ garstka anglojęzycznych elit była o wiele bogatsza od francuskich mas, które dominowały liczebnie w kolonii. Mimo to poparcie dla powrotu do macierzy spadło pod wpływem wybuchu rewolucji francuskiej i jej następstw. Zwłaszcza duchowieństwo było oburzone wydarzeniami w sekularyzującej się Francji i zaczęło coraz mocniej popierać władze kolonialne. Przykładem może być msza dziękczynna po brytyjskim zwycięstwie pod Trafalgarem w 1805 roku, gdy flota admirała Horatia Nelsona pobiła Francuzów i Hiszpanów. Wśród mieszkańców Dolnej Kanady podnosiły się głosy domagające się do zmian, ale żądano reform, a nie nawoływano do rebelii. W 1812 roku cała Brytyjska Ameryka²⁸ liczyła około 0,5 mln ludzi, z czego 77–90 tys. żyło w Górnej Kanadzie, co stanowiło ogromną dysproporcję wobec liczących 7,7 mln obywateli Stanów Zjednoczonych²⁹.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książkiZapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. „By William Hull, Brigadier General and Commander in Chief of the North-Western Army of the United States. A Proclamation”, _Official Letters of the Military and Naval Officers of the United States, During the War with Great Britain in the years 1812, 13, 14, & 15: with Some Additional Letters and Documents Elucidating the History of that period_, J. Brannan, Washington 1823, s. 30.
2. P. Berton, _The Invasion of Canada, 1812–1813_, Toronto 1980, s. 253–254.
3. R. Kłosowicz, _Wojna amerykańsko-brytyjska 1812–1814_, Kraków 2003, s. 108.
4. M. Pejasz, _Szaunisi. Najwięksi wędrowcy Ameryki_, Wielichowo 2019, s. 244.
5. E. Dżurak, C. Cieślak, M. Maciołek, A. Piekarski, _Polskie nazwy ludów tubylczych Ameryki Północnej_, https://paespate.net/indianie-amerykanscy/informacje-ogolne/slownik/.
6. R. Kłosowicz, _Czy wojna amerykańsko-brytyjska 1812–1814 w Ameryce Północnej powinna być zaliczana do wojen napoleońskich?_, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace historyczne” 2013, t. 140, z. 1, s. 19–32.
7. W niniejszym tekście określenia „Anglicy” i „Brytyjczycy” stosuję zamiennie.
8. B. Perkins, _The Cambridge History of American Foreign Relations. Creation of a Republican Empire, 1776–1865_, Cambridge 1993, s. 118–121; W.R. Borneman, _1812. The War That Forged Nation_, New York 2004, s. 19–27; R. Kłosowicz, _Wojna…_, s. 30.
9. B. Perkins, _op. cit._, s. 126–133; „Aurora General Advertiser”, nr 5138, 3 lipca 1807.
10. J. Madison, _Message from the President of the U. States, Recom-mending an immediate Declaration of War, against Great Britain_, Washington City 1812, s. 3.
11. _Ibidem_, s. 5.
12. Z powodu dyskusji terminologicznych nie tylko wśród badaczy, lecz także w szerszym publicznym dyskursie, podobnie jak wielu innych polskich autorów piszących o Indianach używam zamiennie określeń „Indianie”, „rdzenni mieszkańcy” i „tubylcy”. Jest to zgodne nie tylko z językiem źródeł, lecz także z faktem, że współcześnie duża część społeczności _native Americans_ nazywa się jednocześnie Indianami. Można tu wskazać jedną z wielu organizacji, która odwołuje się do tego pojęcia – National Congress of American Indians. Idę przy tym za Krzysztofem M. Mączkowskim, który zaznaczał: „Pozwalam sobie na używanie ogólnej «indiańskiej» kategorii pojęciowej, opisując pewne ogólne, panindiańskie zjawiska i trendy , ale zachowując nazwy narodów, gdy wspominam o konkretnej społeczności lub człowieku”; K.M. Mączkowski, _Od Idle No More! do Mni Wiconi_, _Od paleoindian do współczesności. Referaty Seminariów Antropologicznych 2015–2022_, red. P. Bartuszek, E. Dżurak, J. Laskowska-Otwinowsk, A. Piekarski, Wielichowo 2024, s. 263–264.
13. _Ibidem_, s. 10.
14. T.D. Willig, _Restoring the Chain of Friendship British Policy and the Indians of the Great Lakes, 1783–1815_, Lincoln 2008, s. 209–210, 221–222; J.C.A. Stagg, _The War of 1812: Conflict for a Continent_, Cambridge 2012, s. 50–51; M. Pejasz, _op. cit._, s. 225.
15. „Speech to Governor William Henry Harrison At Vincennes, August 12, 1810, Tecumseh (Shawnee)”, _Great documents in American Indian history_, red. W. Moquin, London 1973, s. 133–134.
16. Eel River byli odłamem ludu Miami.
17. T.D. Willig, _op. cit._, s. 209–210.
18. „Speech to Governor William Henry Harrison At Vincennes, August 12, 1810, Tecumseh (Shawnee)”, s. 133.
19. J.C. Stagg, _op. cit._, s. 51; M. Pejasz, _op. cit._, s. 239–244.
20. Nawias w oryginalnym tekście Nortona.
21. J. Norton, _A Mohawk Memoir from the War of 1812_, oprac. C. Benn, Toronto–Buffalo–London 2019, s. 84.
22. C. Benn, _The Iroquois in the War of 1812_, London, Toronto, Buffalo 1998, s. 29–44, 53–66.
23. „From John Quincy Adams to Thomas Boylston Adams, 24 November 1812”, Founders Online, National Archives; https://founders.archives.gov/documents/Adams/99-03-02-2207. Przetranskrybowany (Early Access Document) dokument archiwalny w ramach kolekcji The Adams Papers, który został udostępniony przed oficjalną edycją krytyczną. Link w przyszłości wygaśnie.
24. G. Wills, _James Madison_, New York 2002, s. 97–99.
25. J. Latimer, _1812: War with America_, London 2007, s. 3; R. Kłosowicz, _Wojna…_, s. 53–54.
26. List od Legislatury Karoliny Południowej do Jamesa Madisona, 29.08.1812, _The Papers of James Madison, Presidential Series_, t. 5, red. J.C.A. Stagg i in., Charlottesville 2004, s. 222–224.
27. W. Turner, _British Generals in the War of 1812. High Command in the Canadas_, Montreal & Kingston, London, Ithaca 1999, s. 32.
28. Całość kolonii brytyjskich w Ameryce.
29. J. Grabowski, _Historia Kanady_, Warszawa 2001, s. 116–121, R. Kłosowicz, _Wojna…_, s. 15–16; R. Malcolmson, _A Very Brilliant Affair. The Battle of Queenston Heights_, Toronto 2006, s. 9, 16; A. Taylor, _The Civil War of 1812. American Citizens, British Subjects, Irish Rebels & Indian Allies_, New York 2010, s. 8–9.